Jump to content
Dogomania

badmasi

Members
  • Posts

    1127
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by badmasi

  1. Moja collie strasznie się struła. Co godzinę wychodziłyśmy na spacer, dostawała kroplówki. Musiałam jednak wyjść do pracy. Poszłam do łazienki żeby się ubrać i zrobić makijaż- w tym czasie suka nie wytrzymała i zrobiła gigantyczną kupę w płynnej postaci. Chyba się zawstydziła bo żeby ukryć produkcję położyła się w niej centralnie. Cała jej długa sierść była umazana. Wstawiłam ją do wanny i włączyłam prysznic, ledwo woda ją skropiła to suka zrobiła to co zmoczone psy lubią robić najbardziej czyli taki "kołowrotek". Cała rozmoczona kupa w postaci małych kropeczek wylądowała na mojej twarzy, ubraniu i łazience a collie wykorzystując okazję wymknęła się do sypialni zostawiając za sobą brązowe ślady. Nie muszę chyba mówić, że zanim doprowadziłam do porządku psa, siebie i całe mieszkanie to minęło wiele godzin i spóźniłam się do pracy...
  2. Moja sheltie też panicznie bała się wody-nawet kałuż. Zapierała się i jak padało to ani kroku dalej. Więc wymyśliłam zabawę. Sama właziłam do kałuży i pryskałam wodą udając że to świetna zabawa. Mała zaczęła wchodzić za mną i załapała że taplanie się to niezły fan. Po kilku ulewach, kiedy to tworzyły się niezłe bajora zaczęła wchodzić do wody aż po brzuszek. Jak pojechałyśmy nad jezioro i wstawiłm ją na płyciznę to początkowo czmychnęła. Puściłam ją ze smyczy, sama wlazłam rozpryskując wodę i znowu pies chwycił że to super zabawa-wbiegała i wybiegała z jeziora jak szalona ale tylko na płyciźnie. Moją starszą sukę collie przyzwyczaiłam do kąpieli morskich rzucając jej patyk do wody. Jednak nie wtedy gdy są duże fale-pies też może się zachłysnąć i utopić. Najlepiej psiej rozwadze pozostawić to kiedy tylko brodzi a kiedy pływa. Collie zaczęła pływać w morzu dopiero po ukończeniu drugiego roku życia-wcześniej tylko brodziła i szczekała na fale lub na moją kąpiącą się córkę:roll: (ciągle chciała ją ratować). Do rzeki (szczególnie Wisły) psów wogóle nie wpuszczam chyba, że jest płytka o mało wartkim prądzie.
  3. Tak....ja polewam tym wrzątkiem i ja rozstawiam trutki. Wydało się:-( madeleine-tam gdzie mieszkasz pewno dużo jest łąk, lasów. Okolice Szczytna i Olsztyna są piękne i myślę że psy mają gdzie sobie pobiegać. Niestety realia warszawskie są inne. Możemy iść z psem do parku, na działki ale wszędzie jest pełno ludzi i trzeba sprzątać bezwarunkowo. Może na obrzeżach miasta są łąki i nieużytki ale w centrum raczej nie. Ja mieszkam na Starym Mokotowie a to już prawie jak Centrum:roll: Nawet jak jadę do swojego domu na wsi to też sprzątam z trawy i ogrodu. Biorę łopatę i wrzucam do dołka inaczej ja, znajomi i dzieci byśmy mieli ciągle ufajdane buty.
  4. suche-opisuję fakty, co ma do tego miłość do psów?
  5. Jak zwykle efekt jest taki, że dyskusja prowadzi do nikąd....można tak dywagować co by było gdyby. Rezultat jest taki jak widać. Nie wiem jak w innych miastach ale w Warszawie rośnie nienawiść do psów. Kupy na trawnikach, chodnikach, puszczanie luzem agresywnych lub namolnych psów doprowadza do tego, że wykładane są trutki a u mnie na osiedlu srające psy polewane są nawet wrzątkiem z okien. Sama łapię się na tym, że przestaję lubić psy (oczywiście cudze a nie swoje) gdy po raz kolejny ufajdam buty lub zostanę zaskoczona "przywitaniem" przez niefrasobliwego ONka czy goldena. Dziś nawet odetchnęłam gdy dowiedziałam się, że jeden z lokalnych agresorów wielkości benka, zostawiający po sobie dymiące kupy wielkości sporego kopca odszedł do psiego raju....Jedyne co mnie przeraża, to to że pan już wybiera następnego psa, równie dużego, którego tak samo nie będzie wychowywał i pilnował. Pokrzepiające jest to, że ze snu zimowego obudziła się straż miejska i regularnie sprawdza czy psy wyprowadzane są na smyczy. Kilka "łapanek" z rana zakończyło się karami.....Jeszcze kilka mandacików za niesprzątanie i będzie czysto i zielono i wtedy nikt nie będzie miał ochoty zastanawiać się nad tym jak się rozkłada psia kupa w woreczku.
  6. Moim zdaniem nawet gdyby na moim osiedlu powstałaby toaleta dla psów to nikt by tam nie chodził:roll: Wszyscy okoliczni psiarze mają swoją ustaloną trasę-dookoła bloku, kupka siku i do domu. Dziwią mnie jednak ich utyskiwania, że wokół wszystko obsrane przez psy-przecież to produkcja ich pupilów:crazyeye:
  7. [quote name='LeCoyotte']tak czy siak do jednego kosza wszystkie qpy się nie zmieszczą, i tak będą leżeć dookoła;) Ale ten kosz jest zawsze pusty! Leżą tam tylko moje torebki bio i torebki sąsiadki.
  8. Gabula-zróbmy eksperyment, skoro nie przeszkadzają tobie kupy to zaproś wszystkich okolicznych psiarzy aby przychodzili pod twój dom odesrać pieski. Po tygodniu będziesz miała ogląd jak wyglądają trawniki obok alejki przy której mieszkam, gdzie całe osiedle ze względu na piękne okoliczności przyrody przychodzi wypróżnić swoje pieski. Jako że trawa urosła to większość piesków, szczególnie tych małych nawet nie fatyguje się na trawnik tylko wali na chodnik. Zaznaczam, że mamy kosz na psie odchody, niestety tylko jeden ale pod nim też wyrasta sterta kup więc jak widac nawet jak pies nawali pod koszem to właściciel się nie schyli. Nie jestem nadmierną estetką ale wielkie kupy aż ruszające się od połyskujących w słońcu much wzbudzają we mnie odruchy wymiotne.
  9. To, że nie biję mojego dziecka i psów to nie znaczy że nie mają wytyczanych granic. Moje niebite dziecko jest dużo lepiej wychowane od dzieci tłuczonych, szturchanych, karanych klapsami.Klapsa jest dać prościej i szybciej niż porozmawiać. Dzieci bite często przenoszą agresję na rówieśników i zwierzęta a w życiu dorosłym na swoje dzieci. Współczesna szkoła, przemoc to jest problem braku autorytetów i ignorancji nauczycieli i rodziców. Z dziećmi mało kto rozmawia, tłumaczy.... Tak swoją drogą to też mam swoje lata (rocznik 72) i nie przypominam sobie aby w mojej szkole stosowane były kary fizyczne. Za najcięższe przewinienia szło się na dywanik do "dyra" i to wystarczyło. W szkole mojej córki przemoc jest na porządku dziennym. Nawet jeśli jakiś dzieciak jest bity to nauczyciele udają, że nie widzą.Zaliczyłam ostry dyżur z pobitą córką już dwa razy, za ostatnie pobicie sprawa wylądowała na policji. Do dzieci dociera w końcu, że muszą się bronić w szkole same, tworzą gangi, frakcje...Nauczyciele umywają ręce, my rodzice musimy ich zmuszać do jakiejkolwiek reakcji. Szkoła nauczyła moje dziecko jednego-jak ktoś cię bije to mu oddaj. Rodzice, którzy nie ragują jak dziecko bije zwierzę to rodzice leniwi i głupi. Tutaj nie można mówić o wychowaniu bezstresowym ale o braku jakiegokolwiek wychowania.
  10. Shin-lubię sobie czasami pożartować, co nie jest jednak w formie pisanej tak dobitnie widoczne:roll: Wracając do chamstwa, to spełniły się moje czarne przewidywania co do pewnego psa. Pan sprawił sobie psa w typie ON, piesek milusiński i przytulaśny wyrósł na całkiem sporego byczka. Psiuńcio zawsze luzem, zawsze podbiegający do innych psów, dzieci, wózków. Pan na prośby odwołania psa zawsze reagował z przekąsem, że inne, mniejsze psy i niemowlęta muszą się socjalizować z dużymi psami a kontakt z jego ONkiem jest to jedyna niepowtarzalna okazja. ON zaczął agresywnie reagować na bawiące się w pobliżu psy, przyciskał do ziemi, łapał za kark. Pan mimo wszystko zachęcał aby właściciele puszczali swoje psy to zwierzątka się pobawią. No i doszło do tragedii, pies capnął miniaturową sukę znajomej i wygenerował dwie dziury w karku i problemy emocjonalne u dotąd bezproblemowego pieska.
  11. Shin-No dobra, dziewczyny też lubią pofantazjować.
  12. Mój pies zaatakuje osobę, która podnosi rękę na kogoś innego. W zasadzie jakbym próbowała przytrzepać małolatowi mogłoby się i mnie oberwać:evil_lol:
  13. Shin-większość tego co napisałam w cytowanym przez ciebie moim poscie odnosiło się raczej do wypowiedzi Arwilli i Apbt sól więc nie trafiłeś ze swoimi ciętymi ripostami-to trochę tak jak "kulą w płot":eviltong: Aczkolwiek zastanowiło mnie jedno twoje zdanie cyt."Dokladnie. Ktos atakuje mojego psa, ktos obrywa - proste"-jeśli dziecko obrywa od dorosłego to rzeczywiście jest to proste, ciekawe czy byłbyś taki chojrak jak miałbyś do czynienia z napakowanym osiłkiem wyższym od ciebie o głowę? Faceci to tak lubią sobie pofantazjować.....:diabloti: Co do reszty to pogadamy jak będziesz miał dzieci. Watpię czy patrzyłbyś spokojnie jak ktoś bije twoje dziecko, nawet jeśli w jego mniemaniu zasłuży. Arwilla-twoje dziecko wcześniej czy później nauczy się oddawać kolegom z piaskownicy bo takie jest prawo "podwórkowej dżungli", przed tobą jeszcze podstawówka, to się będzie działo!:evil_lol:
  14. [quote name='Apbt_sól']Oj tam orginalnego -wspolczuć trzeba im ;] co prawda to prawda P duzo gadaja a S rekoczynuja ;] O tak szczególnie na koncertach :razz: gdzie obydwie"partie" sie spotykały bo na Ska to roznie bywało ;][/QUOTE] Różnie bywało.....Słynna bitwa na Polach Mokotowskich po koncercie w klubie Rhisome w połowie lat 90-tych, kiedy to w pył zamieniły się wszystkie ławki i część załogi została zagazowana....Eeeeh, to były czasy:evil_lol:
  15. Przemoc rodzi przemoc. Dla mnie siła argumentów jest mocniejsza niż prawo pięści. Co innego w obronie własnej, uzasadnionej. Ja z kolei wychowałam się wśród punków i rasta. Wszyscy byli pokojowo nastawieni do świata co nie znaczy, że nie trenowali sztuk walki, które nie raz przydały się aby ostudzić zapały nazbyt rozochoconych przeciwników oryginalnego wyglądu:diabloti:
  16. Arwilla-przeczysz sama sobie, to w końcu według ciebie można bić dzieci czy nie? bo jak zrozumiałam to rodzic ma prawo przetrzepać tyłek swojemu dzieciakowi? to jest hipokryzja......
  17. Walnąć dzieciaka bym się nie zdecydowała, swojego dziecka też nie biję ale capnęłabym za rękę, przytrzymała i zaprowadziła do rodziców. Reprymendę ostrą też bym strzeliła. Dzieci w mojej obecności mogą sobie pozwalać na wiele-gadać głupstwa, wygłupiać się, szaleć ale bicie zwierząt nie wchodzi w rachubę. Na moich wakacjach spotkałam kilkoro bezstresowo wychowanych dzieci-gówniarz drażniący kijem moją collie (dobrze że go nie ugryzła), dziewczynka która kopnęła kota i księżniczka która zaczęła tupać na mojego szeltika i wrzeszczeć "do budy". Każde z bachorów dostało ostry op. co oczywiście nie spotkało się z aprobatą ich opiekunów. Byłam pod wielkim wrażeniem syna moich znajomych. Zwariowany 6-latek, bardzo utalentowany i wrażliwy-oznajmił mi pewnego dnia, że rozmawia z psami i rozumie ich mowę. Przybiegał i relacjonował co mają do przekazania malamuty z którymi leżał w kojcu. Mojego "wykładu" o psim behawioryzmie wysłuchał z pełną powagą:evil_lol:
  18. Nie ma to jak wakacje z psem. Kilka dni spędziliśmy na Warmii u znajomych na urokliwej wsi Blanki-kilka gospodarstw oddalonych od siebie o kilka kilometrów, jeziora i dzikie lasy i zero turystów.Znajomi powiązali malamuty aby nie pożarły naszych psów, rozpaliliśy ognisko i było wspaniale.Malamuty wyły jak wilki a nasze burki szlały z lokalnymi dziećmi a nas żarły komary. Niestety sielanka szybko się skończyła, pojechaliśmy nad jezioro Ryn, gdzie w okolicznym lesie nasze dzieci były na obozie harcerskim. Zabraliśmy dzieciaki z buszu i zawieźliśmy do miasteczka domyć i nakarmić. Potem usiedliśmy nad jeziorem i się zaczęło-staliśmy się lokalną atrakcją dla turystów znudzonych żarciem i przechadzaniem się po promenadzie. Najpierw rozszalala pani podbiegła do mojej collie aby ją wycałować. Suka się oczywiście wściekła na co pani skomentowała że Lessie nie może być tak agresywny. Potem dzieciak (około 6 lat) z kijem, mimo że miał za naszymi plecami cały wolny chodnik wbiegł między nas i zaczął leżącej collie wymachiwać kjem przed nosem. Kazałam mu odejść od psa na co tatko chłopca oznajmił, że zaraz dzwoni na policję bo jego dzieciątko ma prawo robić i chodzić gdzie chce. Schował telefon gdy oznajmiłam, że może dzwonić to dostanie karę za niedopilnowanie dziecka i drażnienie psa. No nie muszę mówić że collie była ciągle na krótkiej smyczy tuż przy mojej nodze. Na koniec podeszło dwóch panów, którzy mieli uciechę z klaskania i machania rękami przed nosami naszych psów i jeszcze człowiek, który koniecznie chciał zaznajomić swoją znudzoną wyżlicę z moją collie, której i tak już nerwy wisiały na włosku. Wakacje.....
  19. Nasza Kajuska chyba niewiele wie o psach. Jej wypowiedzi na temat sheltie też by należało między bajki włożyć. Sheltie sypie włosem tak jak i collie, szczególnie na wiosnę i latem jak się robi gorąco. Szelciaki są bardzo szczekliwe i to fakt, mają piskliwy głosik więc jak ktoś nie lubi jazgota to się musi napracować aby mieć ciszę w domu i na spacerach. Jeśli chodzi o czesanie-czeszemy tylko za uszami i tam gdzie robią się kołtuny, częste czesanie po całości bardzo niszczy sierść.Piękna sierść u sheltie i collie to wypadkowa dobrej karmy i dużej ilości spacerów, czesanie zostawmy innym rasom. Zapaszek psi nie zależy od rodowodu tylko od stanu skóry, żołądka-tak jak u ludzi. Dochodzi też indywidualny zapach danego osobnika, który może nam się podobać lub nie. Szelciak to też niezły śmierdziuszek, jak każdy piesek i kąpiele tego nie zmienią. Częste kąpanie (mycie szamponami) psa z bogatym podszerstkiem może doprowadzić do chorób skóry.Ja wolę śmierdziela od psa z grzybicą. Dysplazja u sheltie i collie też bywa i trzeba o tym pamiętać. Uwielbiam szelciaki ale co pies to charakter-jeden będzie lękliwy, drugi odważny itd......(niemrawe też bywają:evil_lol:) Gdyby jeszcze Kajuska mogła przestac reklamować swoją ulubioną hodowlę szelciaków to byłoby miło. Jest sporo innych, równie dobrych.W różnych hodowlach kładzie się nacisk na różne rzeczy, co dla jednego będzie dobre to dla innego niekoniecznie.
  20. A ja zastanawiam się jak obronić inne psy przed moim. Dotąd suka nie reagowała na podbiegaczo-obszczekiwaczy, szczególnie jeśli były małe. Dziś zaszła nieoczekiwana metamorfoza. Mały jazgot podbiegł i mało brakowało a zostałby capnięty. Nie wiem czemu moja tak zareagowała jestem w szoku.Może po kilku latach obszczekiwania straciła cierpliwość?Smycz na której była mało co dała bo jazgot wbiegł jej pod nogi. Dawno nie widziałam jej tak wkurzonej, ledwo co ją utrzymałam. Byłyśmy w trakcie szkolenia i miałam w kieszeni nagrody, może broniła żarcia? Co do obrony przed dużymi, podbiegającymi agresorami (atakującymi)to mam dosyć bezpośredni sposób-walę delikwenta zaczepem od smyczy dużej suki a smycz jest gruba zaś zaczep ciężki. Neoczekiwane lańsko działa na agresorów dosyć konkretnie. Czy mi coś grozi? Być może. Raz facet którego suka zaatakowała mojego drugiego psa-szczeniaka i oberwała groził że wezwie straż i złoży skargę. Jakoś na pogróżkach się skończyło. Jego suka była luzem i dorwała mojego mni pieska kiedy szedł na smyczy, nawet się nie bronił, więc ja musiałam. Zawsze po takich akcjach czuję się źle. Jednak gdy widzę jak agresywni podbiegacze orają psychikę mojego kolaka to nie chcę aby w przypadku szczeniaka działo się podobnie.U kolaka widać zaczątki agresji lękowej, która będzie skutkować ciskaniem się do psów, dla szeltika ataki agresorów mogą się zakończyć tragicznie bo jest całkowicie bezbronny.
  21. evl-bo cyrk to cyrk....przyuczanie dzikich zwierząt do wykonywania sztuczek sprzecznych z ich naturą to dla mnie wogóle głupota (wyjątkiem są delfiny, które rzeczywiście kochają pracę z człowiekiem i to dzięki ich treserom mamy kliker) Moja znajoma pracowała z gepardami w parku narodowym RPA, to zupełnie inna bajka i fantastyczne doświadczenie, trudno to nazwać szkoleniem, była to raczej opieka i nauka współistnienia na pewnych kocio ludzkich zasadach. Zawsze zazdrościłam jej tej przygody. Co do odwróconych kolców latających wokół psiej głowy, to miałam okazję (a raczej konieczność) ostatnio "przywitać się" z egzemplarzem wystrojonym w taką "ozdobę"-nie polecam
  22. nykea-bo szkolenie psa nie trwa miesiąc, dwa, dla mnie trwa całe psie życie bo codziennie wyznaczam sobie nowy cel, są też wzloty i upadki, nie zawsze wychodzi tak jakbyśmy chcieli, grunt to się nie zrażać (według mnie) Moim prywatnym zdaniem szkolenie pozytywne nie wyklucza uczenia komendy "nie", dobrze wyuczona staje się panaceum na wiele problemów. Co do ciągnięcia-mój kolak waży 25 kg. i też wie że może mnie pociągnąć i się wywalę ale tego nie robi bo właśnie nie chce tego zrobić (wie że smycz nas łączy i chcąc nie chcąc odpowiadamy za siebie nawzajem). Nauczenie nieciągnięcia to składowa wielu elementów nad którymi pracujemy równolegle-budowanie zaufania, umiejętności współpracy oraz nagradzania za spokojny chód. Dopiero te składowe połączone w całość dają efekt w postaci psa idącego grzecznie przy nodze i nie zrobi się tego w miesiąc (no chyba że pies ma wyjątkowe predyspozycje jak pseudowilczak mojego dziadka chodzący zawsze przy nodze i biegnący zawsze przy rowerze choć nikt go tego nie uczył:roll:)
  23. agnicha-zeszło na kolczatki bo stosowanie ich bezmyślnie, szczególnie jako metodę wychowawczą dla szczeniaków to chamstwo. Nie chcę osądzać ludzi, którzy mają psy z bardzo poważnymi problemami tak jak an1a bo wiem, że takie osoby walcza wszelkimi możliwymi sposobami o swojego psa i gdy inne sposoby zawiodą to być może zostaje tylko kolczataka.Jednak jak widzę małe pieski czy podrostki, które dopiero zaczynają stwarzać problemy i wystarczyłoby ruszyć głową zamiast zakładac kolczatkę czy dławik to aż się we mnie gotuje. Nie mam pojęcia dlaczego Twojemu psu na szkoleniu polecono kolczatkę? Czy jest aż tak problematyczny czy tylko ciągnie na smyczy? Samo ciągnięcie nie uzasadnia nakładania kolców. Samo zapisanie na szkolenie, szczególnie na złe szkolenie nie jest gwarancją sukcesów. Moim zdaniem młodego psa spokojnie można wyszkolić samemu posiłkując się dobrą literaturą i radami z Dogo (no chyba że rzeczywiście nie ma się pojęcia jak to zrobić). Dla psa o prawidłowej psychice opanowanie podstwowych komend to betka. Dla mnie wzorem jest amstaf należący do okolicznego dresiarza, właściciel tak zaangażował się w samodzielne szkolenie, że pies chodzi jak w zegarku i zna fantastyczne sztuczki. Zaznaczam, że pies nie nosi kolczatki tylko piękną, zdobioną obrożę a w pysku różową piłeczkę.
  24. Dlatego trzeba mieć odrobinę rozumu i samemu przeanalizować czy rzecz "polecana" jest tym czego potrzebuję. Jest taki fajny obraz w Narodowym "Wąska droga do cnoty i szeroka do piekła" , ja to przesłanie traktuję w ten sposób że nie kieruję się tym co mówi ogół, często to co trudniejsze przynosi lepszy efekt. Tym sposobem zamiast kolczatki wybrałam szelki i szkolenie metodą pozytywną, efekty zdumiewają mnie każdego dnia. Ile pracy i zaangażowania myślowego w to wkładam to historia...... Po kilku latach (nie miesiącach:shake:)pracy osiągnęłam to , że pies nie atakuje ludzi i zwierząt, nie ciągnie na smyczy, reaguje na komendy,umie sztuczki, spokojnie omija przedmioty, cały czas patrzy na mnie, ufa mi i gra ze mną we frisbee (element pomocniczy szkolenia).Szkolenie pozytywne zmienia nie tylko zwierzę ale i właściciela. Został mi jeszcze jeden punkt programu - agresja w stosunku do ONków, to jedyna rzecz która spędza mi sen z powiek.
  25. A mój szeltik uwielbia dzieci i te umorusane mordki i lepkie ręce. Buzia, która nachyli się do cmokania natychmiast dostanie całuska szeltikowym jęzorem.Moja kolaczka nie przepada za obcymi dziećmi ale nauczyła się sztuki uniku przed nieoczekiwanym podbiegaczem. Dzieci okoliczne wiedzą że kolak jest nieśmiały więc jej nie głaszczą. Więcej problemów to mam z dorosłymi, których moje psy zdecydowanie nie lubią a nie trafia do nich żeby nie rzucać się z łapami.
×
×
  • Create New...