Jump to content
Dogomania

badmasi

Members
  • Posts

    1127
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by badmasi

  1. Ja jako nastolatka nosiłam sprężynowca w kieszeni, uratował mi życie (no może co innego) jak napadł mnie zbok w nocy. Oczywiście go nie zadźgałam tylko postraszyłam, zdałam sobie jednak sprawę z tego że nie jest łatwo użyć takiego przedmiotu z wielu względów.....Nosiłam też potem gaz ale z nim czułam się mniej pewnie. Od wielu lat nie noszę nic ale jak widac popełniam błąd, bo jak sam sobie nie pomożesz to nikt ci nie pomoże. Myślę, że czas podjąć decyzję
  2. Ewa, to gratuluję-to bardzo dobre liceum kendo-lee, tak właśnie myślałam i dlatego wolalabym nie mieć broni, która jest w pewnym sensie nielegalna, to piętrzenie dodatkowych problemów.
  3. Ewa, a do której szkoły? Ja niestety mieszkam w kwadracie dosyć niebezpiecznym, ale mieszkam tu od urodzenia więc się specjalnie nie boję. Elementu tu sporo bo po wojnie część lokali została zajęta pod kwaterunek a wiekszość mieszkań przeznaczono dla policji i UB a ci są najgorsi, teraz dorastają ich wnuki-co pokolenie to większa degrengolada.
  4. Ewa-mieszkam na górnym Mokotowie, na granicy Starego Mokotowa i Wierzbna Zrobiłam wywiad a propo's tych ludzi. Nikt nie pójdzie ze skargą bo wszyscy się ich boją, okazalo się że całe towarzystwo to recydywa-zarówno właściciel psa jak i synalek. Fakt, obydwoje mają po 2 metry wzrostu i wszędzie dziary, także na twarzy. Podobno były już interwencje policji w ich sprawie ale nic to nie dało, wręcz zlośliwie zaczęli puszczać psa luzem i bez kagańca. Jeśli paralizator tak drogi to nie wchodzi w grę ale pistolet gazowy za 145-czemu nie? Taki mały drobiazg pod choinkę... Bedę musiała się wywiedzieć jaki model będzie w miarę mały i prosty w obsłudze. Jutro przewertuję internet. Czy posiadanie takiej broni jest legalne?
  5. Zmierzchnica-nie wiem czy gaz zadziałałby odpowiednio, może strumieniowy to tak. TZ chce mi coś sprawić do samoobrony, myślał o paralizatorze ale nie wiem czy to dobry pomysł. Muszę przyznac że jak widziałam tego biegnącego do mnie psa to byłam przerażona. Ten pies biegnąc wydawał dźwięki bojowe i dawał sygnały do ataku. Wszystko działo się jak na zwolnionym filmie, cały czas zastanawiałam się co mam robić-czy uciekać czy stać w miejscu. Nie miałam nic do obrony, ani gazu ani kija, nic....Ręce zajęte przez dwie smycze, za plecami parkan szkoły a przed sobą barierki i tylko wąski chodnik czyli brak możliwości wycofania się. Nie wiedziałam którego z psów ten rotek zaatakuje. Jakby padło na szelciaka, który ma 37 cm to byłby placek z psa. Postanowiłam zostać w miejscu bo rotek i tak by nas dopadł a ucieczka mogłaby go jeszcze bardziej rozdrażnić. Nie wiedziałm czy puszczać atakowaną sukę czy trzymać smycz, w rezultacie trzymałam aby móc wyciagnąc ją spod rotka. W pobliżu nie było ludzi, świadków, kogoś kto mógłby pomóc, tyko kierowca który mało a by potrącił przebiegającego ulicę rotka. Nie ukrywam, że myślałam że to koniec z moim psem, że nie damy rady. Wiele osób mówiło na dogo aby kopać podbiegającego psa czy rzucac w jego stronę przedmioty ale jak się ma do czynienia z atakującym, potężnym rottweilerem to dopada człowieka starch. Nie ma co ukrywac, bałam sie że zostanę pogryziona, dawno temu pogryzł mnie ONek i mam lekką traumę.
  6. Bogarka - mój pies nie jest po przejściach ale ma nieprawidłową psychikę, genetyczną lękliwość. Jest takim trochę odpadem produkcyjnym, pochodzi z grupy psów pracujących do zaganiania bydła, wzięłam go ze wsi od ludzi którym lękliwość przeszkadzała w pracy ze zwierzętami aczkolwiek ciągle ma ciągoty do zaganiania. Jak wpadł kiedyś na pastwisko na wsi to zaprowadził wszystkie krowy sąsiadowi do domu. Wszyscy narzekaja na szczekanie rotka ale mają pretensje do ludzi, którzy przechodzą pod blokiem a mniej do właścicieli psa. Ten człowiek odgrażał się, że jak będę tam chodzić to puści psa, wymachiwał do mnie pięścią. Nie wiem jak ja mam tam nie chodzić? Jego blok stoi obok szkoły mojej córki i opodal naszego domu, chodnik należy do wszystkich. Zresztą tym razem przechodziłam wcale nie pod tym blokiem tylko daleko, po drugiej stronie ulicy. Moja sąsiadka mi powiedziała, że oni wychodzą z tym rotkiem na spacery głównie o 5 rano, bo pies ma już na koncie pogryzienia, nawet jak był na smyczy więc się trochę obawiają kolejnych incydentów. Warszawa duże miasto ale cywilizacja jeszcze tu nie dotarła.
  7. Nie wiem jak to się dzieje ale właściciele tego rottweilera są bezkarni. Od lat walczą z nimi sąsiedzi aby nie puszczali psa luzem na klatce schodowej bo jak wybiega za drzwi to atakuje wszystko co się rusza. Przez okrągły rok pies ujada zamknięty na balkonie, właściciele na spacerach jak pies jest na smyczy specjalnie przechodzą blisko ludzi z psami strasząc ich rzucającym się rotkiem. Wielokrotnie musiałam schodzić im z drogi, za każdym razem jak tam przechodzę to sprawdzam czy droga wolna.....Tym razem pies wyczuł nas z dużej odległości, zapolował. Nie był prowokowany przez moje psy szczekaniem, czymkolwiek, one go nie widziały. Nauczyłam je zresztą aby go ignorowały i nie odpowiadały na zaczepki. Wlaściciele nie tylko sa nieodpowiedzialni ale wręcz specjalnie prowokują niebezpieczne sytuacje, sprawia im to przyjemność. Dziwne bo to starsze małżeństwo z ok.40 letnim synem. To nie są szalone wyrostki tylko dorośli ludzie. Dzwoniłam do dzielnicowego, w poniedzaiałek mam się zgłosić na komendę. mat33-nie na darmo mówi się że collie to wrażliwe psy, jeden przykry incydent niestety potrefi złamać ich psychikę, odwrócenie tego to trudna sprawa, trzeba stać się psim trenerem i psychologiem w jednym aby naprawić to co zostało zepsute. Tak jak moja collie zmarkotniała po dzisiejszym wypadku tak szelciak wogóle się nie przejął, trochę tylko na wieczornym spacerze obchodził psy łukiem ale bez specjalnego lęku. Co będzie z collie teraz to nie wiem....? Wzieliśmy ją do naszego domu na wieś aby trochę się zrelaksowała, niestety może się okazać że w szkoleniu po tym incydencie wrócę do punktu wyjścia, czyli trzy lata do tyłu. A już było tak fajnie, ostatnio tak się dobrze zachowywała że zastanawiałam się nad agility w grupie zmierzchnica-pies na ciele cały i zdrowy, obejrzałam dokładnie, może również dzięki temu że suka się nie broniła tylko rozpłaszczyła na ziemi, aż się dziwię że się tak zachowała, musiała być ostro przerażona, pewno instynkt samozachowawczy się włączył a i właściciel dosyć szybko przybiegł po rotka i zdzielił go kijem. Jak z psychiką to się okaże na spacerach.
  8. Dzisiaj miałam straszną przygodę. Zaatakował mnie i zasmyczone psy rottweiler. Pies był bez smyczy i kagańca. Wypatrzył lub wywąchał nas z dużej odległości (nie był w zasięgu mojego wzroku), przebiegł przez ulicę, przeskoczył przez barierki i rzucił się na psy. Właściciel wołał go ale bez skutku. Pies gryzł moją collie, która położyła się na chodniku i potwornie skowyczała, ja się przewróciłam próbując wyciagnąć swojego psa zanim tamten wgryzie się w szyję suki. Facet przebiegł przez ulicę, szybko zapiął psa i bez słowa uciekł, gdy był już dalej zaczął mi wygrażać. Kilkakrotnie pisałam o tym psie, jest on zamykany na małym balkonie na pierwszym piętrze i ujada widzac przechodzące psy i ludzi. Balam się, że kiedyś dojdzie do ataku ale nie spodziewalam się że ten pies będzie atakowal aż z takiej odległości. Kiedyś był wyprowadzany na smyczy i w kagańcu, od pół roku biega luzem.Cieszę się, że to ja byłam na spacerze a nie córka, która wychodzi z małym szelciakiem. Mogłoby się skończyć tragicznie. Ten pies atakował nawet moją szelti, gdy była szczeniakiem ale wtedy miał kaganiec i był na smyczy. Ale nawet wtedy nie ma się pewności co się stanie bo wychodzi z nim też starsza kobieta, która nie może utrzymać psa. Zamierzam złożyć doniesienie na komendzie. Straż nie chciała przyjechać, bo powiedziałam że nie odniosłam obrażeń, psom też nic poważnego się nie stało więc nie przyjeli wezwania. Tylko co się musi stać? Czy ten pies ma kogość pogryźć albo zagryźć innego psa? Moja collie starsznie to przeżyła, doznała szoku. W domu wpadła w dziwny letarg. Leży na podłodze i się nie rusza. Tyle wkładam pracy w naukę tego psa, wyprowadziłam go z nieufności, lękliwości i agresji lękowej-trzy lata ciężkiej pracy. Ze zanjomymi przeprowadzaliśmy terapię na odczulanie na inne psy, zaczęla się świetnie z psami komunikować i nie wykazywac reakcji lękowych czy agresywnych. I co teraz....?
  9. Polecam też wypróbowanie, oczywiście na starszym psie do którego mamy zaufanie sposobu Z Mrzewińskiej na wyciąganie czegoś z naszej paszczy przez psa. Ja spróbowalam z plastrem salami, trochę się bałam ale cóż to za fajne uczucie. Suka delikatnie wyjęła plaster łaskocząc przy tym twarz wąsikami. Wiem, że niektórzy mogą się brzydzić ale to strasznie śmieszne uczucie a i pies ma tak głupią, rozczuloną minę że warto spróbować chociaż dla tej miny......
  10. Zastanawia mnie jedno-co to znaczy pilnuje? Warczy, gryzie, nie pozwala przejść.......?Taki wylizany gnat też jest punktem spornym? Nie wiem może ja mam wyjątkowo łagodne psy ale stosuję taką zasadę, że jak coś już dam to nie zabieram. Nie zwracam też uwagi na kość, przechodzę obok, włażę na nią......kość nie jest dla mnie atrakcyjna.Tyle, że trenuję to od szczenięctwa każdego psa. Gonię tylko aby mi nie żarły na środku salonu. Jak dostają kość to mówię "sio" i każdy egzemplarz idzie do swojego konta.Jak już się nasycą to kość przestaje być interesująca na tyle, że same mi ją przynoszą niestety do aportowania co jest trochę głupie. Jeśli chodzi o miskę to też nie zabieram w trakcie żarcia, podchodzę tylko czasami i dokładam coś smacznego więc psy kojarzą moje podchodzenie z dodatkowym smakołykiem. Na dworzu stosuję komendę fe, jak wypuści z pyska i podbiegnie to dostaje nagrodę, oczywiście atrakcyjną. Nałogowy zżeracz ma zazwyczaj kaganiec na mordzie, co eliminuje wciąganie odpadów i stres z mojej strony. Zżeranie śmierdzieli to też niestety znak, że brak psu pewnych składników w pokarmie. Psy chętnie uzupełniają sobie te braki na spacerach. Może robię głupio ale czasami coś tam zakiszę dla psów, tak aby podśmiardywało. One same często odkładają w ogrodzie kości "na później", kość się trochę zmaceruje i wtedy to jest nielada przysmak. Zgadzam się z karjo, że wymuszane zabieranie może skończyć się źle. Pies po uszkodzeniu wlaściciela też będzie się czuł głupio.
  11. U mnie wszystko zależy od sytuacji-jak jestem na terenie mojej suki czyli osiedlu (ona uważa że należy do niej) to zawsze trzymam ją na smyczy bo może zareagować niefajnie na psa zarówno luzem jak i na smyczy i nie ma to dla niej najmniejszego znaczenia w jakiej formie delikwent jest prowadzony. Ma kilka psów, które uwielbia i kilku wrogów no i tych wrogów muszę omijać szerokim kołem. Jednak poza jej terenem zachowuje się inaczej-wyluzowana, nie kłapie na psy, nie broni aportów, trzyma się blisko mnie. Jak psy podbiegają do nas w parku to odprawiają swój rytuał i szybko tracą sobą zainteresowanie. Pomijając mojego drugiego psa-szelciaka, który wprost uwielbia zabawy z psami i żaden pies bez smyczy nie odejdzie bez obowiązkowego kołowrotka wokół krzaka. Dzisiaj nakręcił ich chyba z tysiąc z uroczą spanielką.
  12. [quote name='JoShiMa']Na biegające luzem "pańskie" (w odróżnieniu od bezpańskich) psy jest jeden bardzo skuteczny sposób. Trzycyfrowy 997 albo 112. Po kilku razach na ogół okazuje się, że jednak płot da się załatać a bramę zamknąć :P[/QUOTE] Ale się ubawiłam. Jak policja na wsi nie reaguje na widok pijących pod sklepem 14-latków, sikającej w biały dzień na środku rynku baby, żula odlewającego się tuż obok w budce telefonicznej to podjedzie interweniować w sprawie psa, który wybiegł za bramę. Nie ma to jak trochę humoru przed snem. Tak na serio, ja interweniuję bezpośrednio u osób, które mają nieszczelne ogrodzenie i agresora wybiegającego na zewnątrz, jedyny problem że nie wszyscy są na tyle rozgarnięci umysłowo aby zrozumieć jakie bywają konsekwencje ich niefrasobliwości. Na "mojej" wsi pies musiał pogryźć dziecko przechodzące obok ogrodzenia aby dotarło do ludzi, że oszczekujący wszystko co się rusza agresor to nie jest najlepszy pomysł (szczególnie, że jedyna droga prowadzi właśnie wzdłuż ogrodzeń a za nimi ONki, amstaffy itd). Taki pies przywłaszcza sobie także tę ścieżkę, wystarczy uchylona brama, podkop pod siadką, dziura w płocie i nieszczęście gotowe.
  13. Może napiszę coś co większość z was uzna za herezję ale ja, jeśli ktoś podchodzi do mnie z psem na bliską odległość np. 2m a moje psy są luzem a są jak ćwiczymy frisbee, aporty czy coś tam jeszcze to ja wolę jak ten pies jest luzem a nie na smyczy. Mój pies luzem, tamten luzem i nie ma zadymy. Każdy z nich może się wycofać w razie problemów. Chyba, że ten pies, który podchodzi jest agresywny to lepiej żeby nie zbliżał się czy to na smyczy czy bez. Zazwyczaj w parku, tam gdzie chodzę psy puszczane luzem nie są agresywne zaś te agresywne raczej prowadzane przez właścicieli w dużej odległości od innych. Ja się przekonalam, że to podchodzenie to niestety czasami forma ćwiczeń posłuszeństwa dla tamtego psa (stoczyłam nawet krótką dyskusję tu na forum na ten temat) a czasami jedynie zainteresowanie co ja takiego z tymi swoimi psami wyprawiam-a co to frisbee, co to kliker, jak fajnie piesek za piłeczką biega...
  14. Z kotami to ciężka sprawa....Ja mam oprócz psów także kota. Kot był pierwszy więc ma posłuch u psów i żyje z nimi w przyjaźni. Bywa, że towarzystwo zaczyna się ganiać ale zawsze pilnuję aby zabawa nie zaszła zbyt daleko. Co innego z obcymi kotami, muszę pilnować psów. Nie twierdzę, że jakby dorwały to by zagryzły ale nie chcę aby straszyły. Z drugiej strony to koty dzikie doskonale potrafią się bronić lub w ostateczności wskoczą na drzewo. Moje osiedlowe, dzikie koty psów się nie boją a wręcz je prowokują. Myślę jednak, że nie odważyłabym się wyjść ze swoim kotem domowym na smyczy na dwór. Biega tyle psów luzem a smycz bardzo ogranicza kota, nie daje szansy na ucieczkę. Co do owczarków szkockich to ciągle pokutuje mit, że jako pies pasterski nie powinien atakować zwierząt domowych. Collie to dość silny i szybki pies, nie uczony że nie wolno gonić zwierząt będzie bardzo chętnie to robił a i krzywdę zrobić potrafi. Większą wyrozumiałość w tym względzie można safundować sobie w przypadku sheltie. Szelciak zagania delikatniej i jest bardziej pokojowo nastawiony. Moja collie, choć bezrodowodowa to pochodzi w prostej linii od psów pracujących w stadninie a nie na ringach, jej instynkty są wyjątkowo silne i chęć do samowolki także więc sztuka odwołania to rzecz priorytetowa. Paszcza collie jest silna i całkiem spora choć wygląda tak słodko, nawet przypadkowe chapnięcie jak się mogłam ostatnio przekonać gdy suka omyłkowo zamiast frisbee capnęła moje ramię może się skończyć całkiem rozległym siniakiem.
  15. Wiesz kas, mnie też specjalnie nie przeszkadzają podbiegające psy w parku i nawet jak gwizdną aport to mam to w nosie, czekam aż właściciel odbierze i przyniesie. Moje psy czasami mają ochotę na zabawę z innmi psami czy chcą się obniuchać pod ogonami i nie bronię im tego bo to w końcu psy. Jednak te "szkółki" to inna sprawa, w końcu to szkolenie kosztuje i to nie mało. Pytanie-czy jest to profesjonalne szkolenie jeśli te psy nie reagują na komendy? Co by się stało jakby moja suka jednak postanowiła obronić dysk (a potrafi to zrobić w porę nie odwołana) i szkolony labek dostałby w dziub?
  16. [quote name='mat33']A ja wam powiem że jeśli chodzi o nieczekiwane zachowania przechodniów to chyba wlaściciele owczarkow szkockich mają najbardziej przechlapane. Wiem, wiem inni też mają podobnie ale mnie , jako właściciela collie szlag trafia. Teraz jest już zimno więc ludzie w domach siedzą, ale latem to na spacer trudno wyjść. Co chwilę ktoś krzyczy z daleka "lassie, lassie, no chodż! lassie!", '' no idż do pieska skarbie", tłumaczę takim osobnikom że denerwują psa i sobie tego nie życzę, ale i tak nie dociera "bo przecież one nie gryzą". zazwyczaj po krótkiej rozmowie musze się ewakułować bo mój pies jest napastowany przez dzieciaka który w dodatku nie ma zielonego pojęcia jak sie z psem obchodzić. Na dodatek większość tych ludzi naprawdę uważa że mój pies to sunia i ma na imie Lassie i nie pomagają tłumaczenia że to samiec i ma na imię Max. Normalnie można się załamać, wszystko wiedzą najlepiej. Dla przykładu rozmowa z jakimś gościem idącym z dziewczyną spred kilku dni: Idzie wprost na nas wąskim chodnikiem i kiedy jest na naszej wysokości: -To Lassie??? - Nie, Max, to owczarek szkocki. ( byłem już trochę wkurzony po spięciu z naszym wrogiem czarnym labem, a do tego zaczynał padać deszcz) - Jak to, przecież widzę że Lassie??? - Przecież mówię że to owczarek szkocki i ma na imię Max!!! - Ale przecież ja wiem , film oglądałem!!! - Lassie to imie psa z filmu, a nie każdego collie, ani nazwa rasy!!! - Ale niech pan patrzy przecież reaguje Lasie,lassie patrz na mnie.....itd.!! ( pies nawet nie spojrzał) - Ja się odwróciłem i poszliśmy dalej. Z daleka usłyczałem jeszcze jak mówił do dziewczyny "... ludzie to idioci nawet nie wiedzą co za psy mają..." Takie sytuacje zdarzają się częściejniż mogło by się wydawać, tylko zazwyczaj poprzedone są głaskaniem bez pytania i wielkim oburzeniem kiedy ja protestuję ( całe szczęście że mam takiego tolerancyjnego psa...) -[/QUOTE] Ja też mam Lassie i do kompletu mini Lassie-czyli jak mówią niektórzy matka i córka (collie i sheltie):diabloti:
  17. Może nie ten temat, może powinien się pojawić w dziale szkolenia.....ale nurtuje mnie pewna sprawa, sprawa szkółek w parkach. Kolejny raz stałam się materiałem szkoleniowym dla innych psów, nie wiem czy to jakś epidemia? Nawet nie o to chodzi, że mnie to szczególnie denerwuje ale trochę dziwi. W parku odbywa się szkolenie, ja w dużej odległości od szkolonych psów bawię się ze swoimi, utrwalam komendy ćwiczę frisbee. Obieram sobie pewien promień, zasięg rzutów aby nie wykraczał ponad granicę bezpiecznego kontaktu z innymi psami i ludźmi. Wszystko na nic. Co i rusz ze "szkółki" podbiegają do nas psy chcące się "przywitać", "pobawić" no i nie wiem co jeszcze...? Moje grzecznie, w tym jeden zabezpieczony dodatkowo w długą linę odwracają się od podbiegaczy i wracają do nogi, za każdym razem zbieram zabawki aby nie było afery o dyski. Pytanie. Jaki sens ma to szkolenie, psy za podbiegnięcie do moich i powrót są nagradzane, zero kontroli, zero zabezpieczenia. W grupie panuje ogólna radość, we mnie się lekko gotuje. Teoretycznie moje psy nie zaprotestują jak coś im capnie dysk (co najwyżej mogą obszczekać), ale szkoleniowiec nie powinien polegać na mnie i moich psach w takiej kwestii. Czy to jest szkolenie? jaki ono ma sens jeśli brak kontroli. Po szkoleniu psy biegają gdzie chcą, znowu lecą do mnie.....słuchają się średnio. Biegną w stronę frisbiarzy trenujących rzuty i ich psów, znowu pojawia się bezwład. Trochę szkoda kasy na takie szkolenie. Dużo lepiej radzi sobie samotna dziewczyna trenująca u bordera posłuszeństwo, robi to na linie w odpowiedniej odległości. Też wykorzystuje obecność moich psów ale z głową. Kurcze, bez szkoleniowca, mądrze i efekt murowany.
  18. [quote name='dOgLoV']Bo my psiarze kesteśmy traktowani jak podgatunek :| niestety ale ja to tak odbieram ....[/QUOTE] Ja też i ostatnio coraz dobitniej. Moje psy chodzą na smyczach, omijam dzieci, panie z wózkami, staruszki, jak ktoś się boi to zakładam kaganiec, sprzątam odchody a i tak ciągle słyszę komentarze. Codziennie mam przygody z paniami wysiadującymi w oknach i krzyczącymi, że mój pies ma tutaj nie robić kupy, nie sikać a przecież wiedzą że sprzątam.....Straszą, że zrobią krzywdę mnie lub psom.Ostatnio też, że mam nie przechodzić chodnikiem pod oknami bo ich psy szczekają w domach i jest hałas. Jedna z sasiadek na blokowisku, mieszka na pierwszym piętrze zamyka rotka i jego kumpla na balkonie o wielkości 1m na 2m. Ten rotek jak widzi przechodzące psy to wpada w szał i tłucze się o pręty, szczeka. Nauczyłam suki aby nie reagowały, są tak wytrenowane, że jak widzą rotka to robią siad i czekają na nagrody. Ludzie z tego bloku i właścicielka psa robią mi ciągle awantury, że mam tam nie chodzić, nie stać bo rotek się pobudza. Jak ja mam to zrobić w końcu tam mieszkam i to jedyna droga do szkoły mojej córki po którą chodzę jak późno kończy zajęcia. No i to nie moje psy szczekają. Właścicielka tego psa choć ma z 60 lat jest strasznie wulgarna i wyzywa mnie od k..... Czasami mam dość tego wszystkiego i myślę sobie, że zrobiłam wielki błąd biorąc psy. Powoli puszczają mi nerwy, nie wiem czy mieszkam w takim miejscu czy rzeczywiście mamy do czynienia z eskalacją nienawiści do psów.
  19. Ja brałam w kocyk i nosiłam wszędzie-byłam wiele razy u córki w szkole, jeździłyśmy autobusem, tramwajem, samochodem , byłyśmy w sklepie, w gościach, na działce....... Po kwarantannie nie chodziłyśmy do psiego przedszkola, jedynie pilnowałam aby kontakty z psami odbywaly się na moich zasadach a jeśli nie to w tył zwrot. Komend uczyłam już w trakcie kwarantanny, tak samo aportów, wszystko w domu a potem na dworze. Pies ma obecnie rok i nie jest lękliwy, dostosowuje się do każdej sytuacji, świetnie aportuje i jest w miarę posłuszny no i kocha zabawę z psami-czasem nawet za bardzo jak na mój gust :roll:
  20. Wypowiem się nie jako specjalista ale jako właściciel lękliwego psa (lękliwość dziedziczna) i też całkiem sporego (owczarek szkocki). Od ponad trzech lat pracuję z psem i można powiedzieć, że jest poprawa. Może nie jest idealnie ale idealnie w tym wypadku nie będzie, pies lękliwy nigdy nie będzie psem stabilnym i często jego reakcje będą nieprzewidawlne. Co do stosowania hierarchii-dominacji to myślę, że w przypadku psa lękliwego takie zachowanie może pogłębiać frustrację. Nie znaczy, to że pies może robić co mu się podoba, zasady muszą być jednak stosowanie zasad dominacji może być niejasne dla psa i podważać jego zaufanie do nas jako przewodnika. Nie żyjemy w wilczym stadzie, nie jestemśmy psami więc dominacja, hierachia jest całkowicie zbędna. Jedzenie działa uspakajająco, odciąga uwagę od strachów więc dla mnie praca z lękliwym psem na smaczkach to podstawa. Podstawą są jasne zasady-co wolno a czego nie. Pies wtedy czuje oparcie w przewodniku. Nie można mu pozwolić na samodzielne decydowanie, to my wytyczamy kierunek spaceru, pozwalamy lub nie na kontakty z psami. Z drugiej strony zapewniamy też pewien komfort-mijanie po łuku rzeczy, których się boi, nie dopuszczamy do konfrontacji z psami nieznajomymi. Strachy obserwujemy z pewnej odległości dokarmiając psa, z czasem zmniejszamy dystans. Ja stosowałam też metodę-pies boi się torby ze zgrabionymi liśćmi i wycofuje się z podkulonym ogonem. Popuszczam smycz, sama podchodzę do torby, dotykam jej i wołam psa trzymając nagrodę-jak podejdzie i powącha to dostaje smaka. Pies lękliwy musi koniecznie mieć zajęcie które uwielbia, to rozładowuje napięcie, pozwala zapomnieć o lękach, pogłębia kontakt z człowiekiem-dowartościowuje psa. Poszukaj takiej rzeczy-u mnie to jest frisbee, łapanie piłki, aporty, podstawy agility (nie możemy ćwiczyć w grupie) oraz codzienna nauka sztuczek i podstaw posłuszeństwa (wszystko sowicie nagradzane jedzeniem) . Dodatkowo ćwiczymy z klikerem ale nie zawsze. Co do puszczania luzem-możesz mieć z tym problemy, teraz lepiej nie próbować i być może nigdy nie doświadczysz swobodnej zabawy psa z innymi, nieznajomymi. Polecam ci zaprzyjaźnić się z kilkoma psiarzami i ich psami. Myślę że jeśli przeprowadzisz to mądrze twój pies będzie miał szansę na swobodną zabawę ze znajomymi psami. (mój się bawi bardzo chętnie) Kaganiec to dobra sprawa-pies z lęku niestety też potrafi kąsnąć. Lepiej nie dać mu tej możliwości. Staraj się unikać sytucji gdzie pies oszczekuje inne psy czy ludzi-szybko wejdzie mu to w krew. W przypadku psa lękliwego bardzo ważna jest codzienna praca, każdy spacer ma być swoistym szkoleniem, wzmacnianiem właściwych postaw, korygowaniem złych. Nie pocieszę cię-życie z psem lękliwym to droga przez mękę ale dzięki wytrwałości można sporo osiągnąć ale idealnie nigdy nie będzie. Wraz z wiekiem charakter psa się stabilizuje, często wraz z upływem czasu dużo lęków mija samoistnie. Tak wogóle to myślę, że dobrze by było abyś skonsultował zachowanie psa z dobrym szkoleniowcem. Myślę, że nie ma tu pewności czy chodzi o lękliwość czy zwykłe zaniedbania w szkoleniu i socjalizacji. Zaniedbania można szybko wyprostować, lękliwość wymaga bardziej skompensowanych działań.
  21. Ja mieszkam w Warszawie ale kilka lat temu kupiliśmy dom na wsi. W mieście idealnie mi sie żyje z szelciakiem- to mały, niegroźny piesek. Mogę go puścić luzem w parku i spokojnie ćwiczyć i rzucać piłkę, nie mam obaw że komuś zrobi krzywdę, że ucieknie bo nie jest strachliwy. Lubi jeździć autobusem, bez problemu porusza się w zatłoczonych miejscach. Z takim psem można spokojnie egzystować w mieście. Drugi mój pies, gdyby nie dom na wsi całe życie spędziłby na smyczy-jego lękliwość wyklucza swobodne spacery luzem. Dalsze spacery po mieście są bezsensowne bo pies się telepie ze strachu. Na wsi mam spory, ogrodzony teren gdzie możemy ćwiczyć frisbee i elementy agility, suka jak tam jedziemy do staje się innym psem, odważnym i skorym do zabawy. To jest pies, który wymaga sporo ruchu i ćwiczeń i śmiało mogę powiedziec że w mieście się jednak męczy. Generalnie psy na "mojej" wsi są traktowane w miarę dobrze. Niestety słabo zabezpieczone posesje i moda na duże rasy sprawia, że swobodne spacery po okolicy do najbezpieczniejszych nie należą .Pojawiło się sporo Onków, amsatffów, pitów, CC. Bywało, że okoliczne psy przedostawały się na mój teren-przeskakują przez ogrodzenie:shake: Jest też dużo psów porzuconych, błąkających się od domu do domu. Tworzą watahy, które zachowują się często agresywnie. Egzemplarze socjalne trafiają zazwyczaj do okolicznych gospodarzy i żyje im się całkiem dobrze. W okolicy nie mam psów łańcuchowych-no może jeden bardzo duży i agresywny. Jak się zrywa to wtedy na całą wieś pada blady strach.
  22. Koleś z ONkiem i jego kumple, z którymi stał to okoliczni dresiarze-młoda gwardia. Stara gwardia prowadza się z amstaffami ale to świetnie ułożone psy, tylko pozazdrościć. Jak widać teraz wśród młodych moda na ONki nastała a te psy źle ułożone to bomba z opóźnionym zapłonem. Strasznie się rechotali jak ONek gryzł sukę. Właściciel suki pewno jak to się mówi "spękał" dlatego jej nie bronił, a ja taka głupia, porywcza jak zawsze muszę się postawić. W takich sytuacjach działam jak w amoku, dziwne że jeszcze żyję:roll: Narażałam też swojego psa na pogryzienie:shake:. Ciekawa jestem czy kolesie byliby tacy mocni jakbym szła z koleżanką z pitem i tosą. Samotna laska z małym psem na ciemnej, pustej uliczce to jest dopiero wyzwanie dla "prawdziwych mężczyzn".
  23. Byłam świadkiem pewnej sytuacji. Byłam z psem na spacerze. Obok mnie szedł facet z suką wielkości szkockiego collie. Suka szła luzem ale zachowywała się bardzo spokojnie. W momencie gdy przechodziliśmy obok chłopaków z ON kiem suka podeszła do psa. ONek się rzucił i zaczął gryźć sukę. Chłopak nie odwołał psa a wręcz popuścił flexi i zaczął go szczuć na sukę. Ona chciała odejść ale nie mogła, wydawała strasznie żałosne dźwięki a chłopak darł się do faceta, że psy trzeba prowadzać na smyczy. Powiecie, że miał rację ale tak mi sie zrobiło szkoda psicy że ja z kolei zaczęłam się drzeć aby odwołał psa. No i w tym momencie koleś poszczuł ONkiem mnie i mojego sheltie, puścił flexi tak że pies zatrzymał się dwa kroki ode mnie. Doprowadziło mnie to do furii no i zrobiłam awanturę. Dobrze, że nie dostałam w dziub.....Teoretycznie to właściciel suki powinien interweniować, nie zrobił tego. Źle, że suka szła luzem, źle że podeszła do psa ale moim jeszcze gorsza była reakcja chłopaka-bardzo źle miec takiego sąsiada na osiedlu. Ciekawe jak pies szczuty na inne będzie się zachowywał w przyszłości?
  24. Tak, to fakt sprzęt bywa zawodny. Przekonałam się o tym jak pan robotnik w ramach żartu gdy przechodziłam z suką włączył młot pneumatyczny. Histeryczka spłoszyła się , zerwała grubą obrożę i śmignęła na ulicę wprost pod samochód. Całe szczęście kierowca wyhamował a ja nie wiedziałam czy mam krzyczeć czy płakać. Kupiłam szelki Trixie i porządną smycz-dają radę. Kaganiec też mam taki, że sama go nie zdejmie. No i dlatego zerduszko jak sama pewno wiesz warto ćwiczyć z psem wyciszanie agresji na komendę. Cholernie trudna sprawa, ale przynajmniej mam tyle że pies nie głuchnie tak jak niegdyś tylko po kilku szczekach i szarpnięciach grzecznie siada na tyłku i czeka na nagrodę. Może uda się osiągnąć więcej ale teraz światełka w tunelu nie widać. Najlepsze jest to, że suka nigdy nie reaguje na obszczekiwanie a raczej na bardzo subtelne sygnały ze strony drugiego psa dla mnie czasami trudne do wychwycenia. Kwestia wybiegania-też trudna rzecz do osiągnięcia. Niektóre psy chętnie biegają czy ćwiczą na linie - mój wcale. Zapinam linę to pies się kładzie:roll: Spróbowałam frisbee na linie-też karkołomne (dosłownie) przedsięwizięcie. Teraz tylko czekać do lata......
  25. [quote name='kropka77']Ja w teorii mam bezproblemowego psa. W teorii. U nas też jednak ostatnio ciężko się wychodzi przed blok. Mianowicie mamy wroga,kilka klatek dalej. Jest to źle wychowany średni sznaucer ( ..prawie sznaucer..) Nigdy nie biega luzem, większość spaceru spędza powieszony na smyczy no i ciągle się drze..kagańca oczywiście brak. Niby nic takiego, ale jego pani jest bardzo dumna z "odwagi" swego pupila. Nie wiem, ile razy zwracałam uwagę babie,że robi sobie duży problem na przyszłość pozwalając swojemu psu na wściekłe ujadanie pół metra od mojego Gamonia. I nie chodzi tu o minięcie się na chodniku- ona potrafiła stać i obserwować nasze zabawy, ćwiczenia.. oczywiście z kajtkiem plującym cały czas pianą.. I nie tylko ujadanie- złapał kiedyś Iwana, jak ten miał kole 5 msc. Nic groźnego, ale Młody pamięta.. Iwan mi dojrzewa. Ma momenty głuchoty na dobrze dopracowane komendy. Waży 50 kg. I zaczyna go bardzo interesować, czemu ten burek tak się drze.. Na razie bez agresji, ale on krzywdę może zrobić samą masą. Pracujemy nad tym mocno, ale wiem,że zły dzień nadejdzie. I oczywiście wina będzie moja. Bo mój pies większy..[/QUOTE] Czy ja wiem.......Nie wydaje mi się aby psy miały szansę na konfrontację jeśli tamten na smyczy i twój też. Możesz ćwiczyć ignorowanie szczekacza. Zły dzień nie nadejdzie jeśli będziesz miała kontrolę nad psem. Mijanki na blokowiskach nie należą do najprzyjemniejszych. Psy potrafią zachować się bardzo różnie dlatego ważne aby zachowywać odpowiedni dystans i nie prowokować psa do głupich wyskoków. Nie pozostaje ci chyba nic innego niż unikać tej osoby i gdy ją zobaczysz oddalić się szybkim krokiem. Dzisiaj spotkałam pana z amstaffem i dzieckiem na spacerze. Amstaff wyglądał na trochę spłoszonego a pan na niepewnego reakcji psa. Poszłam na rękę panu i zrobiłam w tył zwrot wprost na trawnik. Nic mnie to nie kosztowało, człowiek nie musiał stawiać czoła wyzwaniom, moje psy też.
×
×
  • Create New...