Władczyni, ja mieszkam na mokotowie i potwierdzam, spacery z psem po okolicy to kara, tylko nie wiem za jakie grzechy, może za posiadanie psa? Psy puszczane luzem to plaga. Rano nie mogę wyjść bo spaceruje pani z suką ON. Psica niby grzeczna, idzie luzem przy nodze właścicielki z aportem w pysku ale gdy widzi moją, wypuszcza aport i się rzuca. Moja kilka razy przeszła grzecznie lecz któregoś razu puściły jej nerwy i odpowiedziała bulgotem za co zostałam ochrzaniona, efekt? Muszę odwrażliwiać psa na owczarki niemieckie, szczególnie na te, które niosą coś w pysku. Zmieniłam godzinę aby nie wywoływać niepotrzebnch starć. Wychodzę później ale wtedy pojawia się kobita z dwoma szczekliwymi kurduplami-matką i synem. Suka wlecze za sobą puszczoną smycz i swojego nadpobudliwego syna. Za każdym razem rzucają się w parze na mnie i spacerującą ze mną oczywiście na smyczy sukę. Powstaje zamieszanie, moja nie odpowiada na zaczepki ale tamte psy kotłują się i warczą oraz podszczypują moją sukę. Wiele razy prosiłam tą damę aby chociaż przydepnęła smycz wlokącą się za jej psem na co słyszałam chamskie odzywki. Nie chcę uczyć psa agresji ale czy w takiej sytuacji sam się jej nie nauczy? Na podwórko pan wypuszca goldelna. Rozochocony młodzian za każdym razem z impetem rzuca się na mnie i moją sukę , prowadzoną oczywiście na smyczy i taranuje nas plącząc się jednocześnie w naszą linę i uszkadzając suce nogę. Latem pod okolicznym ogródkiem jordanowskim trwa proceder wybiegiwania dużych psów-najczęściej goldenów i ON. Psy nieagresywne ale z pełną parą podbiegają do mnie i mojego psa. Któregoś razu jeden z nich przewraca moją córkę na chodnik a mnie uszkadza rzepkę kolanową. Ostatnio moje spacery po okolicy ograniczają się do szybkiego marszu, siusiu, kilku komend i do domu. Gdyby nie to, że mam dom z ogrodem daleko od warszawy, gdzie pies może się wybiegać i pobiegać za aportem to poważnie zaczęłabym zastanawiać się nad sensem posiadania psa w warszawie.
Tutaj nie ma szans na pracę z psem no może z wyjątkiem uwagi i posłuszeństwa. Nie puszczę też psa do dzikich gonitw z goldenami bo nie lubi niedelikatnych zachowań. Uwielbia yorki ale one z kolei za małe i bałabym się, że je rozdepcze, lubi collie, delikatne w zabawie ale tych jak na lekarstwo a więc towarzystwo psów odpada . Pozostaje moje towarzystwo po drugiej stronie smyczy, miejmy nadzieję, że w miarę interesujące.
A co do agresji. To fakt narasta ale nie w moim psie lecz we mnie, mam czasami ochotę zagazowac niefrasobliwych wlaścicieli psów i ich pupili, ale jeszcze jakoś sie trzymam.