-
Posts
1127 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by badmasi
-
Nie ma nic bardziej chamskiego niż złośliwe ptaki. Wielka sroka nawaliła rzadką kupę wprost na pysk mojego psa. kupsko było w kolorze rudym więc tak bardzo nie odcinało się od kolorytu psicy a my z braku chusteczek i z umiarkowaną godnością wróciłyśmy czym prędzej do domu. w ramach relaksu pojechałam na łyżwy na tor łyżwiarski, dałam sobi na tyle popalić że wszelkie problemy w zestawieniu z bólem nadwyrężonych mięśni odeszły w niepamięć.
-
Nie chcę się wymądrzać bo dermatologii nie studiowałam ale moja babcia była zielarką (niektórzy mówili że czarownicą) i znała mnóstwo naturalnych metod na leczenie ran. jedną z nich była terapia moczem, tyle że własnym. twierdziła że może być on ostatnią deską ratunku dla osób walczących np. z upierdliwym trądzikiem i innymi zakażeniami bakteryjnymi i grzybiczymi. a co do mitów to jeden taki związany z moczem mi się przypomniał. opiekunka do dziecka gdy zobaczyła mojego kota to powiedziała że tam gdzie kot nasika to zalęgną się pchły. no i jeszcze moja mądra prawie teściowa która panicznie boi się psich kłaków fruwających po mojej podłodze bo twierdzi że przenoszą choroby(tylko jakie???) no i że jak się połknie psi włos to się można udusić(chyba już dawno bym była martwa) no i jeszcze raz kot - teściowa mówi żebym nie pozwalała kotu spać w łożku bo może mnie zagryźć albo udusić.(mnie to raczej nie ale ją na pewno) i jeszcze młodzi ludzie spacerujący z pieskiem doradzili mi abym zawiązała czerwoną kokardkę szczeniakowi to nie będzie chorował (chyba mu zawiążę ale pyszczku aby tak nie jazgotał)
-
W szkole, u mojej córki jest doroczna akcja na rzecz psiaków z wybranego schroniska. zbieramy koce, karmę, smycze, obroże, miski i pieniądze, przy okazji jest pogadanka pod tytułem "sprzątaj po swoim psie" . i tu wywiązała się dyskusja-jak sprzątać skoro nie ma śmietników. papierki, butelki zbieramy do kieszeni i niesiemy do domu a co z kupskiem, też do kieszeni? dzieci dostały więc zadanie-policzyć kosze w naszej okolicy-naliczyły jeden.pytałam się nie raz jak to jest z tymi koszami. okazało się że wspólnoty mieszkanowe nie chcą brać na siebie obowiązku wywozu śmieci z koszy a nieliczne tereny miejskie są przez miasto olewane. wolą raz na kilka miesięcy zagrabić kupska i śmieci niż postawić kosze. dziwne, że na niewielkim skwerku Grupy Granat AK opodal reprezentacyjnej Królikarni aż roi się od koszy tych na psie odchody i na zwykłe papierki-może tym sposobem wyczerpano limit koszy na cały Mokotów?
-
wszystkich chętnych na piaskownicowy survival zapraszam do nas, na mokotów. można sprawdzić swoją odporność na pasożyty, grzyby, bakterie no i pobawić się do wyboru: psią/kocią kupą, strzykawką, igłą, zakrwawionym wacikiem, podpaską a po świętach to i coś do jedzenia się znajdzie-w zeszłym roku były świńskie nóżki, żeberka i pół kurczaka a dla wege trochę warzyw
-
Pod moim domem jest piaskownica, która służy za toaletę dzikich kotów i biegających luzem psów. Przez całe lato bawią się w niej dzieciaki z okolicznych bloków, przynoszą jedzenie, zabawki, fuuj, ochyda. Na podwórku obok jest też mały placyk zabaw z piaskownicą oraz ławką. cały placyk upstrzony jest zużytymi strzykawkami, podpaskami i innymi atrakcjami. te piaskownice to relikt z czasów komuny, powinni je zakopać. dzisiaj byłam też świadkiem może nie chamstwa ale pewnej nieodpowiedzialności. szłam wzdłuż ruchliwej ulicy a chodnikiem przechadzała się dziewczyna z fajnym psiakiem. przez chwilę zazdrościłam jej tak ułożonego psa który może szaleć luzem tuż przy ulicy. do momementu kiedy to psiak zrobił szalony skok i wylądował na środku ulicy. kierowcy zatrzymali się z piskiem opon a ja cmoknęłam na psa aby wskoczył na chodnik. było o włos od tragedii. zrobiło mi się zimno z przerażenia.szkoda by było zwierzaka. całe szczęście, że kierowcy w Warszawie mają trochę kultury i hamują w takich sytuacjach.
-
Sprzęty pryskaj sprayem lub żelem przeciwko gryzieniu-nie kosztują dużo. moje wszystkie psy nie znosiły tych preparatów-mają zapach pieprzu. jedyna wada że dosyć szybko wietrzeją i upodobany przez psa mebel trzeba pryskać przynajmniej raz dziennie. można też zrobić papkę z pieprzu + woda i posmarować gryziony mebel. niestety ta metoda na mojego psa nie działała(ale to był jamnik a na jamniki jak wiadomo mało co działa)
-
Ja właśnie jako świeżoupieczona właścicielka szczeniaka i psiej 3 letniej rezydentki mogę powiedzieć jak to jest u mnie. sytuacje nie zawsze mogą się pokrywać gdyż każdy pies ma inny charakter. szczeniak jest już dwa tygodnie a ja ciągle obserwuję. zafundowałam sobie areszt domowy, nigdzie nie wychodzę na dłużej. na początek miski-po jedzeniu chowam. na początek również dwie miski z wodą. po kilku dniach okazało się że miska z wodą może być już jedna.usunęłam punkty zapalne np. ulubione zabawki dużej i jej gnaty. po kilku dniach zabawki stopniowo powracały na miejsce, okazało się że duża ich nie pilnuje. chętnie dzieli się też kojcem chociaż mała woli swoje posłanie. dużej staram się poświęcać dużo uwagi-głaskanie, zabawa, spacery. mała to też wulkan energii, podszczypuje dużą i zachęca do zabawy. przez pierwszy tydzień duża unikała zabaw z małą(przyzwyczajona do zabawy raczej ze mną) teraz po woli załapuje o co chodzi-podszczypuje, wylizuje i iska malucha, przynosi mu też piłki. jeśli mała jest zbyt natarczywa(np. ciągnie uporczywie za sierść) duża pokazuje jej gdzie jej miejsce, ale też nie robi tego brutalnie(lekko odsłania zęby i kłapie paszczą).ja nie ingeruję. często też karmię jednocześnie obydwa psy z ręki, tak aby kojarzyły swoją obecność z czymś miłym i aby wiedziały że nie muszą walczyć o jedzenie. przy okazji powtarzam komendy co by wiedziały że porządek musi być-duża dostaje smaczki w pozycji waruj a mała w siad. minęły dwa tygodnie i widzę powoli nawiązującą się więź. duża, po chwilowej niepewności przyjęła malucha pod swoją opiekę, nawet nie chce bez małej wychodzić na dwór,a jak wraca to sprawdza czy maluch jest i macha jak głupia ogonem. widzę że przjęła się swoją rolą. na każdy pisk jest na miejscu i broni małą przed zaczepialskim kotem. ale nie ukrywam że pierwsze dni spędziłam w lekkim napięciu a noce bezsenne. myślę że pieski trzeba obserwować bardzo wnikliwie i czytać ich psie sygnały. ważne też aby szczeniak miał zakodowane gesty poddańcze w stosunku do rezydenta (to wynosi z kojca)a duży potrafił je czytać.te gesty działają uspakajająco na dużego.jeśli mała przegnie to wywala się na plecy i koniec, duża rezygnuje z reprymendy, jeśli duża zbliża się do jej miski to mała się usuwa. duża,chyba w ramach rekompensaty pozwala jej także podchodzić do swojej miski(ale z tym ostrożnie). podjęłam też ryzyko zostawiania psów razem, na krótko. zauważyłam że jak wychodzę to układają się do snu i śpią do mojego powrotu.(ale wiele osób poleca klatkę dla szczeniaka, więc nie będę się w tej kwestii wypowiedać)i to tyle, będę obserwować dalej. teraz duża wyjechała na kilka dni na frisbee więc poświęcam czas na uczenie malucha poprawnych zachowań w domu (oj, będę miała duuużo pracy). trochę dostaję fioła bo niestety ciągle kwarantanna(chociaż już po 2 szczepieniu)-wet stanowczo zabronił biegania po okolicznych trawnikach ze względu na parwo a małą roznosi.
-
Moje suczydło kocha małe pieski.nawet te jazgotliwe. jak się zaczyna atak jazgota to siedzi na dupsku i patrzy się ze zdziwioną miną na agresora. tylko mi przykro jak widzę że jakiś obszczymur wyrywa suce kłaki z tyłka. więc ostatnio zareagowałam i babie co to jej psy notorycznie podbiegają do mojego i atakują powiedziałam że powybijam te kundle. podziałało. od tego czasu baba na mój widok, nawet jak idę bez psa zakłada im smycz.no oczywiście usłyszałam że jestem nienormalna bo przecież jej psy małe i krzywdy nie zrobią.
-
Nie dalej jak w zeszłym roku na warszawskim Ursynowie był wypadek gdzie dziewczynka ok. 10 letnia została wciągnięta na ulicę przez swojego psa. dziecko potrącone przez samochód zmarło. wydaje mi się, że to przede wszystkim my rodzice powinniśmy mieć trochę wyobraźni i umieć ocenić czy dziecko poradzi sobie z psem. pies może zaatakować innego psa, może się zerwać i wybiec na ulicę, może zostać zaatakowany co wtedy? dziecko trzeba przygotować do opieki nad psem na spacerach no i pies musi się słuchać dziecka.
-
A ja to lubię takich znawców rasy. Podchodzi do mnie pani i pyta się"czy mogę pogłaskać psa"jednocześnie cmokając i wykonując głupie ruchy. na to ja" nie ale może pani popatrzeć". pani-" a co gryzie?" ja-"nie nie gryzie ale nie lubi". pani-"jak to nie lubi, przecież pieski tej rasy kochają ludzi". na to ja"no ale ten nie lubi". pani-"ale dlaczego". ja"trzeba zapytać psa""kochanie lubisz?"pies odwraca głowę"no widzi pani, nie lubi" albo pytanie"czy to collie?" ja-"prawie", pani"ale wcale nie prawie, przecież widzę że rasowy".ja "nie rasowy, nie ma rodowodu. pani" bez rodowodu też rasowy" a ja "prawie" no i takie dyskusje ciągną się w nieskończoność. już nie mówiąc o pytania"a kiedy będzie mieć szczenięta?" na odpowiedź "nigdy" słyszę wykład że suka musi mieć szczenięta, no to ja wtedy pytam się "a jak się urodzi 9 to kupi pani, po tysiaku za sztukę?"zawsze pada odpowiedź "ja nie, ale napewno ktoś się znajdzie". w okolicy spaceruje też pani ze sznaucerkiem miniaturowym, dosyć brzydkim okazem rasy, oczywiście pies bez rodowodu ale pani utrzymuje że czysto rasowy i twierdzi że koniecznie musi go dopuścić do jakiejś suki bo pies napalony. poradziłam, że jak taki napalony to niech sama mu pomoże. to był żart ale nie muszę mówić że się obraziła.
-
Władczyni- nie odpowiada mi ale staram się nad sobą panować. jak puszczą mi nerwy to wstyd się przyznać ale jestem dosyć agresywna i mam niewyparzony język. potem często żałuję swoich wyskoków.przez lata, na studiach trenowałam sztuki walki i to pozwalało mi spuszczać parę. teraz, po kontuzji kolana niestety moje ulubione sporty odpadają. nawet biegać mi nie wolno. nie chcę się wkurzać bo wtedy wióry lecą. więc sobie powtarzam jak mantrę-tylko spokojnie, jesteś grzeczna i opanowana....ten spokój pomaga także psu. zauważyłam że suka działa jak barometr, reaguje na każde moje spięcie.
-
Władczyni-moja córka nie taka już mała, powoli wkracza w stuknięty wiek nastoletni, zaanektowała już część moich punkowych koszulek i bransoletek z ćwiekami, może dzięki temu ja zacznę chodzić w garsonkach. a podniesienie tej piłki też mi się nie podobało. miałyśmy na ten temat długą rozmowę. ale może to jest efekt wychowywania się z psami bez agresywnych inklinacji.teraz wie że nie każdy pies przynosi aport w dobrych zamiarach a tak jak napisała zerduszko może chodzić o chęć wywołania zadymy. no a pies zdecydowanie tę piłkę przyniósł. pod domem mam onka, który robi ten sam manewr, tylko do psów. wystarczy że jakiś pies choć się spojrzy się na jego piłkę to ma przechlapane... a jeśli widzę że dzieciak podbiega, zazwyczaj są to maluchy to muszę zdążyć z kagańcem, nie mam wyjścia, nie każde dziecko grzecznie się pyta czy może pogłaskać psa, a mój pies wzbudza niestety dużo pozytywnych skojarzeń-patrz "Lessi wróć". psa do kontaktów nie zmuszam czasami jestem postawiona pod murem. a jak się ma dziecko non stop a nie "pod opieką" to zdarza się bardzo dużo rzeczy....nie sposób uchronić przed wszystkim, siniaki, skaleczenia, bójki w szkole to niestety codzienność co do tej kiełbasy to fakt, mój pies to wielbiciel kiełbasy i może kiedyś dojdziemy do tego że ją zaaportuje, daję sobie na to 10 lat, raz prawie nam się udało, ja rzuciłam piłkę a w zamian pies przybiegł z okazałym pętkiem znalezionym na trawniku. nie zakumał, że należy oddać, cieszył się że wogóle przyniósł no i jedno kłapnięcie wystarczyło a pęto zniknęło w otchłani paszczy.a posłuszny jest tak jak na razie średnio-pracujemy nad tym. ale ręcze że jeślibyś chciała wziąć jego piłkę, frisbee czy cokolwiek innego twoja ręka pozostałaby na swoim miejscu.
-
Bonsai-muszę ci się przyznać do czegoś strasznego. moj pies ostatnio porwał sznur kiełbasy przywiezionej przez znajomych na ognisko. no cóż żadne wołanie, prośby i groźby nie pomogły. psiur z głupią miną i w głupich podskokach pognał ze zdobyczą na pole. na ognisku wylądowały warzywa. a tak swoją drogą jeśliby mój pies opędzlował twoją karmę to możesz zawsze liczyć na zwrot kosztów.
-
Władczyni-raczej strzykawki nie pomaca-raczej. z dziećmi nigdy nic nie wiadomo. mówi się i tłumaczy a i tak często niestety zrobią swoje. a co do zabaw z psem na placykach osiedlowych gdzie jest dużo dzieci mam mieszane uczucia. trzeba mieć superwyszkolonego psa aby nie strzeliło mu coś do głowy.ja tego nie robię ale mam ten komfort że mam hektar swojego ogrodu. jeśli obcy podchodzi do mojego psa, nawet jeśli jest na smyczy to ja mam zadbać aby ten pies obcego nie ruszył. pauli-psu nie może strzelać do głowy, jeśli strzela to chodzi na smyczy.a wina leży zawsze po stronie właściciela puszczającego nieobliczalnego psa luzem i to na chodniku w dużym mieście.nie mogę się zastanawiać chodząc po ulicy który pies jest obliczalny a który nie. nie będę też wnikała w jego pokrętne rozumowanie.poza tym cała sytucja trwała sekundy, czasami brak czasu na reakcję.jeśli do mojego psa, mimo ostrzeżeń podbiega obcy dzieciak to zakładam psiurowi kaganiec.a na chodnikach jest zakaz niuchania i zbliżania się do obcych. dziwne ale mój pies i psy moich znajomych nie pilnują aportów. aport należy do mnie a nie do psa, jeśli by tobie ten aport przyniósł to mogłabyś spokojnie wziąć, no ale raczej by nie przyniósł. a to że psy w mojej okolicy są różne to wiem, i zauważyłam też że mało kogo interesuje czy pies zapluje, skoczy, kąsnie nie tylko dziecko ale też dorosłego i inne psy ale to zapsiony do granic możliwości Mokotów, nawet wyprawy na niegdyś puste Pola Mokotowskie straciły sens. jak byłam mała to wyglądało trochę inaczej, psów mniej i jakieś takie dziwnie łagodne i zabawowe.teraz psy łatwo dostępne i modne a wychowania 0 .
-
Pauli- źle zrozumiałaś. dziecko nie zabrało. pies sam ją rzucił tuż pod nogi. dziecko jak najbardziej nie kontaktuje się z psami jeśli właściciel nie pozwoli. ale mój pies i psy moich znajomych rzucają piłki tylko jeśli chcą się bawić i jest to jasne. pierwszy raz miała do czynienia z psem który rzuca-podaje piłkę a potem rzuca się na nią. chodzi mi o to że może jeśli dochodzi do takich sytuacji to nie powinno się uczyć psa nosić aportu. sam fakt że właścicielka rotkopodobnego była przerażona całą sytuacją i bardzo mnie przepraszała mówi sam za siebie. no i pies szedł luzem po wąskim chodniku...cóż. ja dbam o bezpieczeństwo cudzych dzieci na spacerach ze swoim psem. jeśli mój pies chce np. niuchać wózki mam spacerujących z dziećmi to nie pozwalam i tyle. i za to lubią mnie okoliczne matki. a tak swoją drogą to wydaje mi się że to właściciele powinni uczyć prawidłowych zachowań swoje psy i jeśli jakieś wyuczone zachowanie stwarza problemy to z niego zrezygnować? a może należy nad takimi pieskami fruwać?
-
Ciekawe co myślicie o psach noszących aporty w paszczy-no tak na stałe, chyba w ramach odwrażliwienia? Ja ostatnio miałam niemiłą przygodę(już niestety kolejną ale pierwszy raz tak niebezpieczną) z takim psem. Szłam na Pola Mokotowskie z córką i psicą dosyć wąskim chodnikiem. Z naprzeciwka nadciągnął rotkowaty pies luzem z piłką w zębiszczach, gdy był kilka kroków ode mnie wypuścił piłkę w stronę mojej córki. Ta myśląc że pies chce się pobawić(moja psica ciągle przynosi nam piłkę i rzuca pod nogi w celach wiadomych) zupełnie odruchowo chwyciła piłkę aby mu odrzucić. w tym momencie rozwścieczony rotek przypuścił atak na dziecko- był luzem. Gdyby nie moja suka zazwyczaj pierdołowata "Lessi wróć" nie stanęła między nim a dzieciakiem z bulgotem w paszczy nie wiem jakby się to skończyło. rotek na chwilę zdębiał i wtym momencie podbiegła właścicielka i chwyciła go na smycz. przeprosiła oczywiście, też była przerażona ale ja chyba bardziej. zastanawiam się tylko po co ten aport skoro pies go tak agresywnie broni? pod moim domem też chodzi pani z wilczurem z aportem w pysku. wilczur z kolei też broni aportu tylko przed psami, którym ma zwyczaj tenże aport rzucać pod nogi. no i aport ma jeszcze jedno zastosowanie- tam gdzie rzuci go właścicielka tenże pies idzie się wysrać, zostawiając wielką, dymiącą kupę.
-
No tak. jak zwykle szwankuje czytanie ze zrozumieniem(Delay). nigdzie nie napisałam że wszystkie collie to psy lękliwe.chociaż jest to wada nie tak rzadka jak piszesz. piszę o moim psie.mój pies to nie jest pies z rodowodem a więc mogłam się spodziewać że będą problemy, została przygarnięta jako szczenię. wybór był świadomy(choć początkowo miał być wybrany super collie z super hodowli) a co do socjalizacji to nie uważam że popełniłam błędy. pies był socjalizowany tak jak inne moje psy także te z rodowodem ze szczególnym uwzględnieniem egzemplarza lękliwego. znam każdy ruch mojego psa, każde spojrzenie, jesteśmy sobie bliskie i to najważniejsze. ostatnio usłyszałam od znajomej" dobrze, że ten pies trafił w twoje ręce, każda inna osoba, mniej cierpliwa od ciebie dawno by się go pozbyła i skończyłby przywiązany do drzewa w kampinosie". poza tym kto powiedział że miłość musi być łatwa. a że z "wadliwego " nie będzie normalny to wiem ale może normalniejszy. co do psiego przedszkola to dziękuję ale nie jestem zwolenniczką. socjalizacja z normalnymi będzie zapewniona. psów w warszawie i wśród znajomych dostatek. a Władczyni dziękuję za rady, chętnie z nich korzystam. jak się okazuje nawet od wiele młodszej osoby można się wiele nauczyć.
-
Dzięki za rady. chętnie z nich skorzytałam, dodatkowo poczytałam sobie jeszcze trochę literatury. szczeniaczek już w domu, dzielnie sika na piluchę, biega warczy, szczeka i merda ogonkiem co znaczy że czuje się nieźle w nowym domu. jest z fantastycznej hodowli z długimi tradycjami gdzie hodowczyni zwraca uwagę no dobrą socjalizację szczeniąt więc pewno to jej zasługa.po malego kazała nam przyjechać z duża suką więc poznały się na obcym terenie. duża suka zachowuje się spokojnie, nie pała wielkim entuzjazmem ale też i nie żywi niechęci, obwąchuje szczeniaka i nawet trochę merda ogonem, pilnuje go też przed kotem, który trochę burczy. raz tylko pokazała zęby przy misce z wodą ale gdy się to powtórzy to będę chować miskę. teraz mają oddzielne miski z wodą i zauważyłam że duża suka wypija wodę małej a swojej nie chce-może to jakiś znak? wspólne spacery niestety teraz odpadają bo szczeniak na kwarantannie ale jak jest cieplej to zabieram w kocyk i idziemy razem. zauważyłam też że duża trochę mniej wtedy lękliwa, może raźniej czuje się w grupie?dużej na obszczekiwanie na spacerach nie pozwalam aczkolwiek jeszcze czasami ma to miejsce. największy problem to otwierane drzwi sklepów, otwarte bagażniki samachodów, pijaki i parasole.mniej reaguje gdy się zmęczy długim spacerem. Mam jeszcze pytanie. czasami muszę popracować poza domem i niebawem szykuje się taka akcja. czy mogę zostawić psy i kota razem, czy w oddzielnych pokojach a może oddać małego na przechowanie sąsiadce?
-
sika w domu gdzie popadnie z zazdrosci o dziecko...
badmasi replied to netgirl's topic in Nauka czystosci
Psy i dzieci to temat mi bliski bo posiadam zarówno jedno jak i drugie. Przeczytalam rady szkoleniowców i wydaje mi się że są one całkiem rozsądne. od wielu lat korzystam z porad na forum i nigdy się nie zawiodłam. Gdy urodziła się moja córka mialam 15-letniego schorowanego psa, wszędzie sikał bo miał chore nerki. smród w domu był niebotyczny lecz od smrodu się nie umiera. moja córka nie raz wlazła w siki psie a nawet zjadła kupę(co prawda swoją) i żyje. nawet dostalam radę od pediatry na wizycie domowej abym uśpiła psa bo dziecko zarazi się czymś paskudnym od zwierzaka. poradziłam aby raczej uśpił swoją matkę-nie muszę dodawac, że więcej pediatra się nie pojawił. zwierzak pożył jeszcze cztery lata i odszedł w spokoju do psiego raju. co do chemii w domu-jak najmniej, jest szkodliwa dla nas i zwierząt, polecam ocet + woda+ ewentualnie olejki aromatyczne np. lawendowy a wracając do problemu- mocne zabawy z psem niekoniecznie są dobre, rozochacają go i sprawiają że zwierzak traci kontrolę nad swoim zachowaniem, dużo lepsze są zabawy łamigłówki, polecenia, komendy , aporty. pies więcej energii traci na pracy umysłowej niż fizycznej -jeśli zabawy psa i dziecka nie są właściwe to izolujemy towarzystwo i stopniowo uczymy dziecko łagodnej pracy z psem.(pamiętam jak moja kilkumiesięczna córka nauczyła się siedząc w foteliku rzucać piłeczkę psu) - uczymy dziecko, że szarpane zwierzę cierpi, nawet małe dziecko to zrozumie tak jak powinno zrozumiec, że nie szarpiemy za włosy mamy, cioci itd. co do posiadania dzieci-to prywatny wybór, można je mieć i nie mieć a jeśli są na świecie to bezwzględnie należy je uczyć że zwierze ma swoje prawa, cierpi tak samo jak człowiek i należy zwierzaka szanować. szacunku do zwierząt się uczy, nie jest to cecha wrodzona ludzi. empatia procentuje właściwymi zachowaniami w przyszłości zarówno w stosunku do zwierząt jak i ludzi. co do autorki -uważam że należy docenić jej chęć pracy z psem, niestety często obserwuję u ludzi którzy wiele lat spędzili z psem a pojawia się dziecko a wraz z tym problemy chęć pójścia na łatwiznę czyli pozbycie się psa. dla mnie jest to niewybaczalne w stosunku do psa i niewychowawcze w stosunku do dziecka. a co do reszty(czyli kto ważniejszy pies czy dziecko)-myślę że jeśli my ludzie zrozumiemy że nie jesteśmy pępkiem świata a jedynie elementem przyrody to będzie żyło nam się lepiej, -
Mój znajomy ma pitkę-staruszkę. często bierze ją do pracy. ma taki zawód że w miejscu w którym przebywa przewija sie mnóstwo ludzi. pitka jest słodka jak cukierek, przynosi zabaweczki w uśmiechniętj mordzie i mówi-baw się ze mną. rzucamy sobie piłeczkę(przy czym jest delikatna jak księżniczka) a reszta ludzi stoi przerażona po ścianami, jedna z koleżanek z piskiem ucieka do toalety. więcej agresji jest w mojej śwince morskiej niż w tej psinie. na moim osiedlu jest dresiarz z amstafką. często spotykamy go z córką na spacerach. moja córka-mamo mogę pogłaskać krówkę? ja-możesz tylko spytaj się pana. pan-proszę, do pieska-siad, piesek siedzi. córka-gdzie krówka lubi? pan -po tyłku, córka grzecznie głaszcze tyłek a ogonek chodzi ja sprężynka. i to jest rytuał spotkań z panem i krówką. koleżanki córki na widok krówki z okrzykiem na ustach-mordercaaa uciekają na okoliczne drzewa. ostatnio jak byłam ze znajomą (nie mającą do czynienia z psami) w parku to na widok jacka russella powiedziała-musimy uciekać bo to ten amstaf morderca(fatalna pomyłka ale uciec można), w tym momencie właśnie psina z pasją oddawał się wykopywaniu ogromnego doła na plastikową butelkę. Najgorsze jest to że opinię bulkom psują ich właściciele. u mnie w okolicy np. blondyna wiążąca swoją ogłupiałą, rzucającą się na wszystko co się rusza amstafkę tuż przy chodniku. raz o mało nie dostałam zawału jak przechodziłam a amstafka schowana za drzewem rzuciła sie na mnie z ukrycia.zastanawiam się tylko czasami jak długo smycz wytrzyma.
-
Nie będę zakładać nowego wątku a więc podczepię się pod ten. Za tydzień odbieram szczeniaka-sukę owczarka szetlandzkiego. mam już w domu sukę collie 3 letnią. wychowywała się już z psem-starszą szelti, która odeszła od nas rok temu i to ona rządziła. teraz to będzie inna sytuacja bo to collie przyjmie nowego rezydenta. collie jest psem o charakterze uległym, lękliwym.od roku ćwiczę z nią klikerem co daje delikatne efekty w pozbyciu się lękliwości ale praca jest bardzo trudna i nie zawsze przynosi efekty,gdy likwidujemy stare strachy to pojawiają się nowe. towarzystwo drugiego psa dawało jej poczucie pewności. proszę Was bardzo o rady jak ułożyć relacje między psami aby było ok. najlepiej z użyciem klikera ale niekoniecznie. tzn. jak wprowadzić nowego pieska do domu, czy zostawiać razem same, gdzie ulokować miski, jak reagować na próby ewentualnej dominacji ze strony starszej, jak wyprowadzać na spacery, jak ustrzec się sytuacji kiedy to drugi pies mógłby nabrać cech lękliwości od starszego itp. z góry dziekuję za dobre rady
-
Hmm....Napisałam o swoim psie i o sobie. Profesjonalny hodowca szelti zrobiłby to lepiej rozpatrując różne możliwości i ewentualności ale wydaje mi się, że opinie zwykłych posiadaczy psów też są ważne. Moje psy nie niszczą mieszkania bo fakt-uczę je tego ale też nie miały takich potrzeb, może kwestia temperamentu?Jako dziecko miałam jamnika i to był pies demolka. szeltik nie spełniał się jako pies stróżujący to też fakt ale może taki egzemplarz, zbyt lubił obcych, nawet panów waniających alkoholem, każda nowa osoba to nowa szansa do zabawy, obce osoby stojące przy furtce były witane z radością co do jazgotliwości-wychowałam psy tak aby rozróżniały, mieszkanie w warszawie-jestesmy cicho, dom na wsi - możemy dziamgać, to da się zrobić a sąsiedzi na wsi? to typowa wieś, bez działkowiczów, mamy duży ogród i łąkę a wokół pola, nikomu nie przeszkadza szczekanie bo każdy sąsiad ma psy - nawet i po cztery, pięć, na tej wsi to ciągle coś szczeka, gęga, muczy.... jeśli chodzi o delikatnosć i dzieci-to uważam, że nawet czteromiesięczne ma swój rozum, tak jak uczyłam żeby dziecko nie ciągnęło za włosy dorosłych, rówieśników tak samo i nauczyłam żeby nie szarpało psa a moje dziecko wychowywało się z moim 15letnim psem, staruszkiem, który potrzebował spokoju a nie dziecięcych eksperymentów wielkość psa przy podróżach ma jednak znaczenie, małe zwierzęta możemy przewozić np. w samolocie ze sobą duże idą do specjalnego luku, nawet w samochodzie gdy jedzie się z większą ilością osób trudno wepchnąć im na kolana dużego owczarka, nie mówiąc już o zatłoczonym, miejskim autobusie a co do pudli to nie znam niestety, na pewno to fantastyczne psy ale bardzo mało popularne na moim osiedlu, tu królują labki i amstafy, jak byłam mała to pudelki były bardzo modną rasą teraz widuję je bardzo rzadko a może właśnie szkoda?
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
No dobra! to zareklamuje sheltie. teraz mam collie ale miałam też szelciaka i jestem wielką fanką tych psów. niebawem, żeby nie być gołosłownym zawita do mojego domu mały sheltie. Mój sheltie był psem idealnym, pochodzil z hodowli gdzie szczenięta dobrze się socjalizuje-warunki wiejskie i miejskie, jazda samochodem itd. hodowca ćwiczył z dorosłymi psami agility i wychowywał metodą klikerową.ja wybarałam szczenię, które do mnie podbiegło i wskoczyło na kolanka miłość do dzieci-może miałam niezwykły egzemplarz ale mój sheltie wprost przepadał za dzieciakami, kochał wszystkich ludzi ale na widok dzieci aż się trząsł, bardzo chętnie się z nimi bawił, zachęcał do ganianek, głaskania i aportowania, warunek -dzieci muszą być bardzo delikatne, żadnego ciągnięcia za sierść, szarpania za uszy czy ogon tp.(ale ja tego pilnuję bez wzglęu na rasę) -nie niszczył mieszkania, ofiarą zębów padła tyko lalka , która została pozbawiona nóg, w domu lubi sobie poleżeć ewentualnie poaportować, nie jest nadpobudliwy i nachalny-tutaj do głosu dochodzi kontemplacyjna natura szkockiego collie, którego krew płynie w żyłach szelciaka -zawsze skory do zabawy,skoków, ganianek, pełen wigoru wesołek, ale dosyć delikatny piesek, trzeba było uważać aby nawet niechcący nie pociągnąć za sierść, potrzebuje dużo ruchu, zadań, lubi się czuć potrzebny -uczy się bardzo szybko, komendy chłonie jak gąbka pod warunkiem , że nie stosuje się przemocy słownej ani kar, nagrodą za zadanie może być zabawa nawet niekoniecznie smaczki -ucieczki niestety może polubić, w końcu ma domieszkę samowolnego szpica -łatwy do prowadzenia na smyczy, nie charakteryzuje się dużą siłą ani potężnym wzrostem ( z wyjątkiem odmian amerykańskich i kanadyjskich) nawet dziecko sobie poradzi -nie spełnia się jako pies stróżujący, szczeka na wszystko nawet na przelatujące osy i zbytnio lubi towarzystwo obcych ale jak ktoś chce spróbować psich sportów to tylko z nim -lubi towarzystwo małych zwierząt domowych, dba o to aby się nie rozłaziły, w moim ogrodzie kaczki, koty itp. musiały siedzieć grzecznie i wszystkie razem -lnieje dużo ale sierść łatwa do sprzątnięcia, zbija się w kołtuny, które wystarczy zgarnąć ręką (na wiosnę ptaki w moim ogrodzie wiją sobie gniazda z tego podszerstka) -no i mój szeltik lubił podróże, wszędzie i zawsze razem a obserwacja świata przez szybę samochodu to było to co lubił najbardziej (podróże z szeltikiem są łatwe, bo jest niewielki, dla collie kupiliśmy terenówkę) -doskonale sprawdzał się w warunkach miejskich jak i w letnim domu na wsi - co do wierności - to wierny, kocha właściciela ale lubi też chwile samotności, lubi zająć się czasami swoimi sprawami czy iść własną drogą, nie chodzi za właścicielem krok w krok tak jak szkocki collie - nie jest miniaturą szkockiego collie, to dwa różne psy o odmiennym charakterze, temperamencie wady; -choroby oczu, dysplazja (rzeczywiście brak badań w hodowlach ale niektórzy je robią, trzeba sprawdzać) -może być szczekliwy, jak ktoś nie lubi to oduczać na komendę (mój na wsi jazgotliwy w mieście cichutki jak myszka ale dla mnie ten wiejski jazgod to jak trele słowika) -podobno lękliwość ale widziałam tylko jeden lękliwy egzemplarz, w zestawieniu z moim płochliwym szkotem to tytan odwagi (ale trzeba się bacznie przyglądać hodowli i szczeniakom, lękliwość to wielki problem, coś o tym wiem) -niektórzy mogą uznać delikatność za wadę, ale to fakt że z szelciakiem trzeba delikatnie i dzieci (oraz dorośli) muszą to wiedzieć
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Wypowiem się co do collie bo tę rasę najlepiej znam. Nie zauważam szczególnego entuzjazmu w stosunku do dzieci. "swoje dzieci" owszem kocha i jest delikatny w stosunku do nich ale to kwestia wychowania zarówno psa jak i dzieci. obce dzieci to po prostu obce i koniec. collie to pies pasterski ale i stróżujący, generalnie nieufnie odnosi się do obcych chcących wejść na teren. jeśli moja córka jest sama w domu nie wpuści nikogo obcego,obcego dziecka też. ma to swoje dobre i złe strony - dobra jestem spokojna o bezpieczeństwo, zła-obca koleżanka bezwzględnie zostanie za drzwiami. mieszkania nie demoluje, nie niszczy i nie gryzie mebli ale to może też kwestia ułożenia i dużej ilości gryzaków-jedyne zniszczenia to pedał od roweru i kilka par moich japonek, lubi sobie pospać i poleżeć obserwując teren, umie odróżnić czas zabawy od czasu odpoczynku co do ruchu. znam spokojne collie, ciapowate, mój do takich nie należy, zabawa, frisbee, ruch, biegi i skoki to jego żywioł, spacer wokół bloku nie wystarczy, musi mieć zadania także w domu bo inaczej jest smutny i się nudzi(ale nie fiksuje), uwielbia się uczyć a z pomocą smakołyków i klikera można z tym psem zdziałać cuda lnieje dużo ale włos zbiera sie w kołtuny, które łatwo sprzątnąć z podłogi-dywanów nie posiadam znam collie chodzące grzecznie przy nodze a mój w mieście tylko na smyczy. collie ma dość samowolny charakter, czasem lubi zadecydować sam co zrobi, posłuszeństwa trzeba uczyć pogodny i wesoły jest no i często się śmieje i mruczy na różne intonacje, uwielbia zabawę, ale jest delikatny i podniesiony głos i tzw. mocna ręka nie dla niego wierny? pod warunkiem że ja jestem mu wierna a tak serio to zapatrzony w całą rodzinę, nie wybiera sobie szczególnie ulubionej osoby ale najbardziej słucha się mnie bo ja z nim ćwiczę, lubi małe zwierzęta domowe-koty, świnki, nie pożera ich na śniadanie wady; - lękliwość, która często zdarza się u wielu osobników nawet z najlepszych hodowli, mój pies jest taki a praca z tą przypadłością jest trudna i niewdzięczna -duża paszcza z zębiskami, która przy zbyt intensywnej zabawie np. frisbee może uszkodzić delikatną rączkę dziecka-trzeba uczyć odrzucania aportu przy nogach -siła, dziecko nie wyjdzie z collie na smyczy, trzeba sie liczyć z tym, że zdarzają sie sytuacje nieprzewidywalne, trzeba miec krzepę żeby collaka przytrzymać -choroby takie jak dysplazaja i choroby oczu często występują no a reszta to same zalety, jeżeli chcesz aby dzieci same wyprowadzały psa to polecam mniejsze rasy, ale to już znawcy się wypowiedzieli
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Władczyni zgadzam się z tobą bywają szeltiki lękliwe, znam i takiego który nie znosi dzieci. dlatego ważne jest poznanie hodowli, z której bierzemy pieska, ale to tyczy się wszystkich ras. dobry hodowca zaprosi nas na obejrzenie miotu, może także za zgodą właścicieli pomóc nam w obejrzeniu psów, które urodziły się w jego hodowli. powinien wiedzieć też że w domu są dzieci i np. koty i doradzić jak mamy opiekować się psem aby wszystko zagrało. mimo wszystko i tak nie ma gwarancji, że pies który do nas trafi będzie taki jak oczekujemy. trzeba być zwartym i gotowym, przygotowanym na wszelkie ewentualności i zamiast rezygnować to wychowywać. utarło się, że psy idealne do domu z dzieckiem to labradory, onki, szkoty a jak wiele sytuacji pokazuje to różnie z tym bywa, To psy duże a musimy się z tym liczyć, że dziecko któregoś dnia zostanie z tym psem samo w domu, czy zaufamy psu w 100%?czasami psy niezbyt poważnie traktują dzieci, to że słuchają się nas to nie znaczy że będą słuchać się dziecka.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with: