-
Posts
1127 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by badmasi
-
[quote name='mch']badmasi- oczywiscie ze napaleni na te piekne historie opetani wrecz politpoprawną bezstresowoscią przekombinowujemy czasem . we wszystkim jednak musi byc umiar po prostu . ja np po dobroci przypominam psu ze ten dywanik w przedpokoju jest po to by na nim usiąsc a nie zaaportowac , ale nie wyklikam mu pozytywnie ze nie gonimy kotów ;-))), tzn klikne go raz a dobrze ;-))) . Wszelkie psie zachowania uwazam ,ze mają swoja range . są te które są najwazniejsze i te na które czasem przymykamy oko, bo swiat sie od tego nie zawali .[/QUOTE] Ja stosuję metody "mieszane"-mam cały program rzeczy, które chcę uzyskać i kilka sposobów na osiągnięcie sukcesu, kliker to tylko jedna z metod, jest ich całkiem sporo i stosowane są w zależności od sytuacji, kondycji psychicznej psa w danym dniu itd. Dla mnie najważniejszą rzeczą jest aby spacery z psem były bezstresowe. Nie chcę się denerwować, zamartwiać, stresować. Efekt uboczny tych działań to oczywiście także zabawa i szkolenie sportowe. Rok temu agility czy frisbee w grupie były rzeczą niemożliwą do zrealizowania z collie, obecnie myślę że niebawem nadejdzie moment że będzie można spróbować. Mój pies doprowadzał mnie do obłędu, myślałam nawet nad zwróceniem go poprzednim właścicielom. Jednak zawzięłam się na zasadzie "a co ja sobie nie poradzę?" . Dla mnie i psa to był "wóz albo przewóz" i o odpuszczaniu nie było mowy. Zanim pojawiła się miłość to pierwsza odezwała się ambicja.
-
Właśnie mijają trzy lata od momentu kiedy zaczęłam szkolić moją collie. Robię to całkowicie sama narażając się na możliwość wpadek, pomyłek, nieudanych eksperymentów. Początkowo też mnie denerwowały podbiegające dzieci, krzyczące, cmokający ludzie, osoby wywijające torbami nad głową suki. Całe szczęście poszłam po rozum do głowy i zamiast złościć się na cały świat, który przeciwko mnie przestałam się certolić z psem. Solidna dawka nieprzyjemnych bodźców połączona z klikerem, nagrodami za pozytywne zachowanie przyniosły niespodziewanie dobre efekty. Zniknęły reakcje lękowe, zminimalizował się strach, że suka pokaże zęby. Codziennie szastam jej nad głową foliową torbą, zabieram pod plac zabaw, moja córka z koleżankami robią wokół psicy slalomy na rolkach i deskach, nieoczekiwanie łapię kolaka za zadek, pozwalam na cmokanie, machanie kijkiem...Wszystko to przy bardzo dobrym odwołaniu z komendą siad i patrzeniem się w moje oczy. Cuda się zdarzają i mój pies zaczyna powoli przypominać cudowną Lassie z filmu a moje spacery coraz mniej stresowe. Podbiegającym dzieciom zamiast głaskania proponuję pokaz sztuczek. Nawet banalne kręciołki i przybijanie piątki są zdecydowanie bardziej atrakcyjne od możliwości wyczochrania psa. Bardzo mnie jedynie wyprowadzają z równowagi incydenty cieczkowe ale na to jak wiadomo jest ogólnie znany sposób. Choć nie podjęłam jeszcze decyzji to jestem bardziej za niż przeciw. Co do szalonych rowerzystów to stanowią oni zagrożenie nie tylko w lesie ale i na chodnikach. Warszawiak, który próbował przejść chodnikiem wzdłuż Al. Niepodległości doskonale wie o co mi chodzi.
-
klaudiaa skasowała post więc nie wiem o co chodzi ale w kwestii pies i dziecko byłam świadkiem pewnej sytuacji. Młody haszczak biegnie do dziecka, właściciele haszczaka zdenerwowani krzyczą do niego aby wracał, pies nie reaguje, przestraszone dziecko zaczyna uciekać. Wtedy to matka krzyczy do dziecka-stój. Zatrzymuje się dziecko, zatrzymuje pies. Właściciele haszczaka zaczynają przepraszać, wtedy matka mówi-nie ma za co, my nie boimy się psów. Dziecko miało ok.2 lat. Nauka była dla obydwu stron, pies wylądował na smyczy a dziecko nauczyło się, że przed psem się nie ucieka i nie okazuje strachu. Oczywiście pies nie był agresywny. Ostatnio częściej spotykam się z przeciwnymi reakcjami-najczęściej matki, babcie nerwowo przygarniają dzieci do siebie na widok psa, raz nawet na widok mojej szelti dziecko zostało wepchnięte w krzaki kolczastej pigwy przez nadopiekuńczą babcię. Szelti nie dość, że była zmęczona po bieganiu, zasmyczona to jeszcze kompletnie nie interesuje się obcymi a nawet krzyczącymi dziećmi, dziećmi na rowerkach, deskach z patykami itp. No i jedna miła sytuacja. Pani z wózkiem poprosiła abym pokazała dziecku pieski. Ustawiłam ją w dogodnej odległości, zrobiłyśmy pokaz sztuczek ku uciesze malucha i ku mojej uciesze bo mogłam przećwiczyć bliską obecność rozentuzjazmowanego dziecka pokazując psom, że ta obecność jest wielce pożądana i nagrodzona garścią kiełbasy. Jeśli mam obiekcje co do obecności dzieci i psów zakładam większej suce kaganiec.
-
[quote name='CarolineS']Patrząc z innego punktu widzenia dochodzę do wniosku, że między właścicielami małych i dużych psów w moim mieście toczony jest pewien spór. I po co to komu? :shake:[/QUOTE] A ja mam małego i dużego. Co tu zrobić? Chyba rozstrzygnę ten spór wewnętrznie:evil_lol: Tak na serio-mój mały szczekliwy, duży lękliwy więc sama czasami nie wiem co robić. Stosując się do wielu dogomaniackich obostrzeń powinnam zostać w domu i nie wychodzić. Mały może sprowokować dużego psa, duży może wystraszyć małego no i kłopot...Sytuacja patowa. Mimo, że walka na froncie trwa my ciągle żyjemy i mamy się dobrze.
-
Mnie się zachciało do parku w niedzielę. Więcej nie pójdę, obiecuję-i to wcale nie psy były najgorsze...Tłumy gawiedzi, większość pijana, koszmar jakiś.
-
Ja wczoraj wogóle musiałam zrezygnować ze spaceru. Podczepił się pies puszczony luzem i powędrował za mną w stronę parku. Pomyślałam sobie, że mam do przejścia trzy duże ulice więc psa prawdopodobnie coś trzepnie no i niechętnie zawróciłam i odprowadziłam delikwenta na osiedle. Moja suka nie ma cieczki ale mają inne więc napalonemu samcowi prawdopodobnie było już zupełnie obojętne co pokryje. Szkoda, że trafiło na moją bo pogoda była piękna a plecak pełen zabawek. Spędziłam godzinę kręcąc się po nudnym osiedlu ze znudzoną suką i psem uczepionym jej tyłka:angryy: Jeszcze skubaniec powarkiwał na mnie ale ostudziłam jego zapędy zimną wodą z butelki.
-
Podaję link do tematu opisującego historię być może podobną do twojej. W roli głównej występuje pies innej rasy ale chyba nie ma to większego znaczenia. Pojawia się tam też kilka dobrych rad jak zacząć pracę z takim psem. Jak będziesz mieć pytania to pisz. Będę tu zaglądać [url]http://little-star.pl/forum/viewtopic.php?f=17&t=444[/url] Dla pocieszenia dodam, że wyprowadzenie psa z tego typu lęków to nie przegrana sprawa. Będziesz się musiał jedynie bardziej postarć niż przeciętny właściciel dobrze socjalizowanego psa. Pamiętaj, w tym wypadku najważniejsza jest cierpliwość.
-
Ja mam w okolicy człowieka, właściciela psa w typie DON z tym że trochę większego. Teoretycznie samiec, nie powinien rzucać się na suki ale incydent był...Dotkliwie pogryzł miniaturową sukę sąsiadki próbując zabrać jej piłeczkę. Mimo to pan się upiera, że towarzystwo jego psa dobrze robi innym. Wciska, że psy się powinny socjalizować więc puszcza swojego samca do wszystkich możliwych psów w tym do moich. Moje suki choć za samczykami przepadają to jakoś boją się tego psa więc zawsze proszę aby go zabrał na co zero reakcji. Zawsze jak ten pies podbiega, szczególnie jak mam zabawki dla psów to serce staje mi w gardle. Ostatnio jak collie miała cieczkę i chcąc nie chcą musiała chodzić przy nodze znowu trafiłyśmy na pana...Już widzę, że jego pies się szykuje do szturmu. Tym razem nie byłam miła, byłam chamska na maksa i rozdarłam się, że natychmiast ma zabierać psa. Na co pan-on nie reaguje na cieczkę, itd itp.Powiedziaiałam, że nie chcę tego sprawdzać i szarpać się z jego psem i rozdarłam się znowu. Zniechęcony przywołał psa-o dziwo udało mu się i odszedł ze złośliwym uśmiechem. Na niektórych niestety nie działa miłe słowo. Najgorsze jest to, że pan uważa że nie tylko psy mają niepowtarzalną szansę na socjalizację z wykorzystaniem jego psa ale także dzieci oraz matki z wózkami. Ten facet ma jakąś misję i uważa się za znawcę psów oraz samozwańczego szkoleniowca. Niestety mam alergię na takich. Nie znoszę jak ktoś sam podejmuje decyzję co jest dobre dla moich psów i dla mnie. Na tym polu moja asertywność zamienia się w zwykłe chamstwo.
-
Może nie chamstwo ale coś z czym się dosyć często spotykam. Idę z szelciakiem do parku-mała jeszcze na smyczy bo przechodzimy obok ścieżki rowerowej. Podbiega do nas psiak i po kilku kółkach wokół moich nóg zabiera mi się do krycia suki. Z oddali smętnym krokiem zbliża się właściciel samca i mówi "zostaw, zostaw, piesek nie chce się bawić" Na co mówię, że na zabawę mi to nie wygląda bo wpierw pies próbował lizać sukę a potem na nią wskoczył. Na co pan " to niemożliwe bo to szczeniak i nie wie o co chodzi". Piesek był całkowicie uformowany hmm... tam gdzie trzeba i na szczeniaka nie wyglądał raczej na rozbuchanego podrostka szukającego atrakcji. Ja nie wiem, ludziom to się wydaje, że ich psy osiągają dojrzałość chyba w okolicach trzydziestki. Zaznaczam, moja suka nie ma w tym momencie cieczki i mieć jej w najbliższym czasie nie będzie. No i jeszcze ta fraza-"piesek nie chce się bawić" wygłaszana do psa, moja ulubiona i pewno całkowicie dla tego psa zrozumiała. Nie wiem może moje psy durne ale komletnie nie pojmą jak powiem, że ktoś czegoś nie chce, coś krótszego i bardziej stanowczego zdecydowanie lepiej na nie działa.
-
U mnie wręcz odwrotnie, sporo psów znikło...a głównie te problematyczne. Zastanawiam się co ludzie z tymi psami robią. Widuję jakiś okaz przez rok a potem przepada. Ja mam stosunkowo coraz mniej problemów. Tchórzliwa collie coraz lepiej sobie radzi ze stresem, nawet i do ONka odwracam ją tyłem i siedzi. Nawet jak już zacznie szczekać to na komendę się wycisza. Jestem zadowolona z tego postępu. Trochę gorzej z szelciakiem. Jakiś czas temu miałam przygodę znowu z ONkiem. Szedł sobie z pańcią na smyczy i na widok szelciaka strasznie się zaczął pultać a był na smyczy więc się nie bałam. Jednak okazało się, że ani pańcia ani pan nie są w stanie go odciągnąć od mojego psa. ONek przyszarżował na nas, mój pies ani pisnął. Więc choć miałam dość pogodny i wyrozumiały nastrój tego dnia to coś tam burknęłam pod nosem a w ripoście otrzymałam niezbyt miłą bluzgę od pana. Zaznaczam, że ludzie dorośli, dobrze a wręcz stylowo ubrani...obładowani gadżetami dla psa. Sprawiali wrażenie zorientowanych i taka wtopa. Rozumiem, że pies jeszcze nie ułożony ale popuszczać smycz i wlec się za agresywnym, atakującym psem to już lekka przesada. Szelciak nie wydał z siebie żadnego głosu, nie szczeknął, nie jęknął ale od tego momentu boi się ONków i mam problem. Znowu zaczął mi na ONki asekurująco ujadać.
-
U mnie na osiedlu nie ma jakiś szczególnie agresywnych psów-raczej namolne. Na wsi zaś jedyna droga do miasteczka wiedzie wzdłuż ogrodzeń a z drugiej strony dróżki płynie rzeczka. Czasami ktoś zostawi uchyloną bramę no i umarł w butach...
-
[quote name='Greven']Czemu lakier, a nie gaz?[/QUOTE] Gaz będę miała-strumieniowy ale ciągle mam opory i nie wiem czy będę nosić w mieście. Na wsi, tam gdzie kilka lat temu kupiłam dom będę nosić na 100% bo jest niestety dużo agresywnych psów luzem i bramy rozwarte na oścież. Nie chciałabym użyć broni jaką jest gaz bezzasadnie a tak może się zdarzyć gdy człowieka poniesie. Lakier wygląda jak gaz i zazwyczaj wyjęcie go z kieszeni działa jak kubeł zimnej wody na opornych właścicieli rozochoconych psów. Byłam tylko raz w takiej sytucaji, że sięgnięcie po gaz byłoby w pełni uzasadnione lecz biorąc pod uwagę rasę i gabaryty agresora nie mam pewności czy by zadziałał prawidłowo.
-
Evl-bywają takie dni, że się już nie może...Ja w takie dni zabieram ze sobą mini lakier do włosów, wyciągam z kieszeni i mówię że mam gaz i nie zawaham się go użyć. Ewentualnie udaję, że sięgam do karabińczyka aby puścić sukę. Nie wiem jakiego masz psa, mój większy to tylko colak ale na właścicieli małych pokurczów lub średniaków działa bo mówię, że to agresywna wariatka (choć w rzeczywistości tchórz). Lakier w mojej dłoni na tyle działa, że nawet z zacieczkowaną suką idę po osiedlu jak baronowa a wszyscy w popłochu łapią samce. Zaczęłam siać terror osiedlowy, a niech się boją...przynajmniej mam spokój.
-
Moje psy zaczynały natychmiast od dysków. Mam kilka CS i jeszcze dodatkowo małe CS, które nadają się dla niewielkich psów i szczeniaków (można się też z psem szarpać bo jest dosyć miękki). Żeby bawić się z psem we frisbee to trzeba się nauczyć rzucać a jest to możliwe tylko z wykorzystaniem normalnego dysku. Ta zabawka tutaj pokazana to typowy szarpak, niestety z frisbee nie ma wiele wspólnego. CS są niewiele droższe ok 13-14 zł a latają całkiem dobrze. Jeśli kogoś chcieć zachęcić do frisbee to moim zdaniem musi to być jednak klasyczny, psi talerzyk byle nie taki jak rozdawało Pedigree-coś takiego może zniechęcić psa i właściciela (twardy i nie lata).
-
Z tym obsikiwaniem to nielada problem. Okoliczne bloki mają zrobione nowe elewacje. Wszystko ładnie wygląda aż do czasu gdy nie pojawią się na nich bazgroły oraz niestety zacieki z psich sików. Moim zdaniem kultura jednak wymaga aby nie prowadzać psów przy kantach domów i nie pozwalać obsikiwać samochodów. Czy prawo to reguluje to nie mam pojęcia. Na mnie też się krzywo patrzą choć mam suki, które zdecydowanie kucają a nie podnoszą nogę. W przypadku moich psów dbam o to aby nie lały na młode rośliny czy chodniki. Sama mam ogród i wiem co się dzieje z roślinami podlanymi przez psa. U nas nawet nie ma mowy aby jakikolwiek pies wszedł na teren ogrodzonego placu zabaw. Nikt nie zwraca uwagi, cieć natychmiast dzwoni po SM.
-
mąż nie ma podejścia do psa i mnie nie słucha - co robić
badmasi replied to amelka_51's topic in Wychowanie
Nie możesz przejąć wychowania psa? Mój TZ był "zielony" jeśli chodzi o psy więc ja wzięłam sprawy w swoje ręce (strasznie je rozpuszczał i niczego nie uczył). Pokazałam jak można odpowiednimi sposobami całkiem nieźle wyszkolić psy. TZ jako zapalony frisbiarz został wykorzystany do rzucania dysków psom-pokazałam mu, że można grać nie tylko z ludźmi. Doszkoliłam go trochę, zabrałam na psie zawody frisbee, agility i złapał bakcyla. Dzięki temu zrozumiał psią psychikę i docenił inteligencję. Zobaczył też i docenił delikatność psa i jego wielkie zaangażowanie w pracę z człowiekiem. "Maltretowałam" go też filmami o psach, o szkoleniu i psich sportach. Czasami jak gadanie nic nie daje to trzeba pokazać-facetom to imponuje i skłania do rywalizacji. -
[quote name='tabaluga1']Zgadzam się . Dodałabym tylko , że ludzie którzy chcieliby się nim zająć , mogą oczywiście , ale powinni złożyć depozyt u notariusza , np. 5000 zł, na wypadek gdyby im się naprawa nie udała i znowu pies pogryzłby dotkliwie innego . To miałoby sens .[/QUOTE] Nie chciałabym aby tym innym, dotkliwie pogryzionym był np. mój pies. Bez względu na wysokość depozytu. Sens ma tylko takie rozwiązanie, które nie dopuszczałoby pogryzienia jakiegokolwiek psa. Zakładanie, że sytuacja może się powtórzyć u ewentualnego, nowego właściciela wskazywałaby na to, że przekazanie psa w nowe ręce to błąd.
-
No właśnie, moim zdaniem wyznacznikiem tego jaki był stopień agresji mogą świadczyć obrażenia. Pies, który "upomina" raczej trzyma zębami, szczypie nie odgryza. Wątpię aby zrobił to przez przypadek, bo tak wyszło... Miałam jakiś czas temu do czynienia z silnym psem, rottweilerem-zaatakował moją collie. Teoretycznie można go było uznać za agresywnego bo zaatakował nie sprowokowany, było dużo krzyku, pisku, ja dostałam trzęsiawki ze zdenerwowania. Jak się później okazało collie nie miała nawet draśnięcia-akt dominacji się dokonał i tyle. Co oczywiście nie znaczy, że nie mam pretensji do właściciela rottka a i sprawa została zgłoszona. Jednak myślę, że rottweiler miał wystarczająco dużo czasu aby odgryźć łeb mojej collie, rozgnieść szetlanda i połknąć moją dłoń przy nadgarstku. Dlatego nie jestem przekonana, że odbiór psa załatwi sprawę. Pies o takich nawykach nie nadaje się do "zwykłej" adopcji i "zwykłego" szkolenia.
-
Nie uważam, że pies jest winny. Do głowy mi to nie przyszło. Jednak takie zachowanie u psa niestety może zaważyć na jego przyszłości, gdyż odwrócenie tego typu agresji to robota dla mistrza. Co innego pies, który wykazuje w stosunku do innych postawę dominacyjną w stylu przeturlam cię po trawniku a co innego pies odgryzający drugiemu łapę-to kolejny etap od, którego często nie ma odwrotu. Zofia-Collie to pies, który z racji swojej niegdysiejszej użytkowości musiał mieć z zasady przytępioną agresję. To raczej psy naszczekam, narobię hałasu i tyle...Nawet ta pozorna agresja to zazwyczaj zwykły "tchórz". Nie twierdzę-i poluzowany w wychowaniu collie może stać się niebezpieczny w końcu paszczę i zęby ma.Kilka razy widziałm swoją collie w akcji gdy pojawił się nieproszony gość na posesji-atak polegał na przyciśnięciu delikwenta za kudły do ziemi i trzymania aż delikwent nie "powiedział" -odpuść, i tyle...Zazwyczaj jednak wszelkie okoliczne psy a w szczególności samczyki są niestety mile widziane w naszym ogrodzie. Zaś okoliczne koty bez pardonu wyżerają z psiej miski.
-
Nie wiem czy to kwestia rasy. Ja znam sporo TTB i to wspaniałe psy, bardzo wesołe, przyjacielskie i spokojne, moje psy uwielbiają tą rasę bo widząc TTB wiedzą, że zawsze można liczyć na fajną zabawę. Każdy pies w nieodpowiednich rękach może stać się niebezpieczny, szczególnie jeśli jest silny i szybki. Wydaje mi się, że w tym przypadku powinno jednak zaważyć zdroworozsądkowe podejście. Jak trzeba zająć się takim psem aby nie stanowił on zagrożenia? Kaganiec, dwie obroże, mocna smycz, szkolenie i konsekwentny właściciel. Znajdzie się taki? Żal każdego zwierzęcia skazanego przez człowieka na jakiekolwiek cierpienie.
-
Zdjęcia są drastyczne ale...Dla mnie osobiście są przestrogą jak skończyć się może atak psa. Jak widać nie zawsze jest to wyrwanie kilku kłaków. Jesteśmy ostrożni co do kontaktów z obcymi psami lecz jak widać tej ostrożności nigdy zbyt wiele. Bardzo mi żal właścicielki haszczaka, przeżyła szok i jej pies także, to wielkie okaleczenie, nie tylko fizyczne ale i psychiczne. Nie jestem przekonana czy równie wielki żal odczuwam w stosunku do agresora. Normalny pies nawet atakując nie zostawia ran, jedynie pokazuje swoją "wyższość" poprzez przyparcie konkurenta do ziemi. Obrażenia tego typu wskazują na chęć mordu, dla mnie nie ma tu miejsca na socjalizację...niestety.
-
Większość matek z dziećmi na moim osiedlu ma również psa, żadna po psie nie sprząta...Powiem szczerze, że mam już dość tej gloryfikacji pod tytułem "matka z dzieckiem", jak widzę okoliczne matki, ich dzieci, sposób wychowania (śmiecenie, plucie, przeklinanie) to nóż mi się w kieszeni otwiera. Też jestem matką z dzieckiem i uważam, że osiedlowy trawnik to nie jest miejsce spacerowe, od tego są ogródki jordanowskie. Moje dziecko nie włazi na trawniki, nie brudzi butów w odchodach-czyżby było jakieś genialne? Żeby nie było, po psach sprzątam ale fakt faktem jak zimą służby oczyszczania poległy, nie wywoziły przez kilka miesięcy śmieci, na koszach utworzyły się czapy z odpadków i śniegu to olałam sprawę-kupy do domu nosić nie będę i koniec. Wróciłam do sprzątania dopiero w momencie gdy śmietniki zostały opróżnione a trawniki uprzątnięte ze sterty psich odchodów. Teraz jest czyściutko i aż miło się sprząta.
-
Rady p. Mrzewińskiej są fantastyczne, jednak one tyczą się szczeniaka. Nie wiem czy 8ms pies z utrwalonymi lękami i zachowaniami będzie łatwo się poddawał takiej nauce choć zawsze warto spróbować aczkolwiek może to być trudniejsze. Nie wiem czy to nie zbyt późno ale ja bym spróbowała psiego przedszkola (chyba są takie dla podrostków) gdzie pod okiem instruktora mogłabyś poćwiczyć z psem i dać mu szansę oswoić się z psami. Może trochę nie na temat ale hodowca trochę pokpił sprawę z socjalizacją, jak się sprzedaje starsze psy to trzeba się troszkę poświęcić i te psy nauczyć normalnego kontaktu ze światem. Nie chcę cię straszyć ale ja mam takiego psa wziętego z wiejskich warunków w starszym wieku-niestety cykor z niego straszny choć kilka lat już z nim pracuję i ciągle miewa wyskoki. Jedna rzecz to genetyczna lękliwość, druga to całkowity brak socjalizacji w szczenięctwie.
-
Ja raz pewną panią grzecznie poprosiłam aby sprzątnęła po psach szczególnie, że regularnie przychodzi pod specjalny kosz na psie odchody więc nie ma daleko, jej psy zawsze tam robią kupę. Nie robiłam awantury, nie krzyczałam, grzecznie poprosiłam. Moje psy też tam robią kupę i zbierając ją zawsze w coś wdepnę i mnie to wkurza. Owa pani jednak uciekła i teraz na mój widok też natychmiast zmienia trasę. Zastanawiam się po co jej ten stres, dużo mniejszym jest posprzątanie kupy i święty spokój. Dużo się teraz w Warszawie mówi o psich kupach i niestety ludzie, którzy regularnie sprzątają po psach zaczynają czuć się lekko nieswojo gdyż oni również, choć niczemu niewinni są pod obstrzałem. Atmosfera jest tak kwaśna, że aż się dziwię jak ktoś miło zerknie na moje psy. Na forum GW, która codziennie zamieszcza w Stołecznej artykuł o psich odchodach pojawiają się skandaliczne pomysły aby psy truć lub wogóle zakazać trzymania psów w mieście.
-
Moje oburzenie nie jest święte, to takie zwykłe oburzenie które mnie ogarnia jak mam do czynienia z głupotą. Reklama ma wpływ na myślenie, w tym celu jest robiona. Telewizja, internet, gazety mają wpływ na to jakie są dzieci a także dorośli. To, że ktoś korzysta z usług jakiejś firmy i jest z tego zadowolony w niczym nie usprawiedliwia tworzenia głupich, wulgarnych, szkodliwych reklam przez tą firmę i wymuszania oglądania ich przez osoby, które np. nie korzystają z usług tej firmy. Dlaczego zakazano reklam papierosów i alkoholu we wcześniejszej ekspansywnej formie, dlaczego "golasy" zniknęły z witryn kiosków-przecież to wszystko nieszkodliwe...i niektórym się bardzo podoba