-
Posts
1127 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by badmasi
-
Litterko-sądzę że wymyślono w Polsce, od 15 lat pracuję w mediach, kilka reklam też się zrobiło a i "speców" od reklamy znam całkiem sporo...Obecnie bardzo rzadko korzysta się z obcych scenariuszy czy gotowych tworów (lub przekalkowanych). Robią to wyłącznie firmy które nie mają odpowiedniego budżetu na nakręcenie nowych spotów dla danego kraju lub uważają, że produkt, jego zastosowanie oraz scenariusz są tak uniwersalne, że gotowiec będzie w sam raz. Reklama musi być osadzona w realiach, inaczej jest sztuczna i nie sprzeda produktu. Wiele reklam jest focusowanych tzn. ocenianych przez wybrane grupy odbiorców docelowych czyli np. panią Kasię z Lutocina i pana Władka z Bobrów Wielkich. Nie sądzę aby jakikolwiek cywilizowany kraj dopuściłby taką reklamę jak ING Bank do emisji. Tak jak napisałam wcześniej, w Polsce źle się traktuje zwierzęta i ten scenariusz jest tylko konsekwencją myślenia wielu rodaków. W Polsce, całe szczęście mamy też prężnie działające organizacje, które czuwają nad tym jakie treści przekazuje się w reklamach. Dzięki temu zdjęto wiele reklam uwłaczających godności kobiet np. reklamy Axe. To, że bank ING też się przejechał na swoim durnowatym pomyśle świadczy o tym, że idziemy do przodu!
-
Czy pies bez rodowodu bedzie wygladal tak jak z rodowodem ??
badmasi replied to KolorowaKredka's topic in Rodowody
Co do psów policyjnych. Mam koleżankę policjantkę a większość jej kolegów to no cóż...policjanci. Kilku z nich jest przewodnikami psów. Pytałam się skąd są psy. Odpowiedź była jedna-to wyselekcjonowane z kilku hodowli kundle w typie ON. Powiedzieli, że nie są to hodowle papierowe tylko hodowle, z których oni zazwyczaj wybierają psy, hodowle tak jakby tworzone na użytek policji. Tylko niewielka ilość psów po odpowiednich testach nadaje się do służby. -
Czy osoby protestujące przeciwko przedmiotowemu traktowaniu kobiet w reklamie też przesadzają? Ta reklama pokazuje jaki jest stosunek do zwierząt w Polsce, została wymyślona przez naszych rodzimych "speców" , zatwierdzona przez "inteligentnych" zleceniodawców oraz przez prawdopodobnie grupę focusową. Ta reklama to ciche przyzwolenie na okrucieństwo i głupotę... Szum nie jest na rękę twórcom reklamy gdyż może skończyć się przerwaniem emisji tego kosztownego tworu. Wystarczy złożyć stosowną skargę do Rady Etyki Reklamy.
-
Ja wogóle nie jestem fanem reklam, irytują mnie wszystkie...Fakt w trakcie kręcenia czy sesji zdjęciowych zazwyczaj nikomu nie dzieje się krzywda-chyba, że zbyt wychudzona modelka zasłabnie z głodu i spadnie z krzesła. Jednak nie jest ważne to jak kto się bawi w trakcie sesji reklamowej a jaki jest ogólny wydźwięk tego "dzieła". Reklamy często ukazują podrzęną, przedmiotową rolę kobiety, (ewentualnie drugobiegunowo bezmyślnej, zagrypionej pracoholiczki), mężczyznę w roli zapracowanego idioty, który tylko zupę z torebki potrafi upichcić, modelową rodzinę w 2+2 w pokazowym mieszkaniu, oraz psa -najczęściej bordera jako bezproblemowego towarzystwa tej utopijnej rodzinki. Teraz doszła do tego "kupa" oraz maliniak z petardą-dodatkowe elementy w tym korowodzie głupoty. Pierwsze wrażenie-ta reklama nie śmieszy mnie kompletnie a wręcz uważam, że jest szkodliwa jak wiele innych. Pokazuje, że zwierzę, które niesie petardę może wybuchnąć razem z nią i wszyscy będą sikać ze śmiechu. To tak jakby pokazać, że np. gwałt jest śmieszny. Poczucie humoru tu nie ma nic do tego. Moja córka, która nie jest zalogowana na dogo i ciężko ją posądzić o jakikolwiek psi fanatyzm rozpłakała się po obejrzeniu tego tworu, który o dziwo niektórych śmieszy...Dzieciak widocznie też mało rozrywkowy.
-
Moim zdaniem powinnaśrozpocząć od solidnej nauki "siad" w rozproszeniu. Ćwiczysz na spacerach, na chodniku, trawce w pewnej-bezpiecznej odległości od psów. Twój je widzi ale jest to taki dystans, że nie zachowuje się nagannie. Bierzesz nagrodę np. kawałek malutki kiełbasy ustawiasz nad głową psa odchylając rękę tak aby pies naturalnie usiadł, jak siądzie to komenda "siad", nagroda i pochwała "dobry pies". Staraj się też często kucać i nakierowywać smakołykiem spojrzenie psa na siebie-tak aby był kontakt wzrokowy mów wtedy komendę np. "patrz na mnie", wytrzymaj kilka sekund i nagroda z pochwałą słowną "dobry pies" (ja stosuję kliker). Komenda "równaj" teoretycznie powinna być ćwiczona bez smyczy. Można jednak zacząć na poluzowanej smyczy-idziesz, trzymasz w ręku smakołyk, pies idzie za smakołykiem przy twojej nodze to mówisz "równaj" i nagroda. Stopniowo wydłużasz odstęp między nagrodzeniem psa a długością jego marszu przy nodze, musisz tak celować aby pies się nie dekoncentrował. Ja wprowadziłam także "równaj" z kontaktem wzrokowym oraz "siad" po nagrodzie, gdzie siad oznacza przystanięcie i cofnięie o krok. Te ćwiczenia nie mają na celu zrobienie z twojego psa geniusza komend ale naukę skupiania na Tobie, wywołanie poczucia że pies jest potrzebny bo ma zadanie. Jeśli odpowiednio dużo będziesz ćwiczyć i odpowiednio dobierzesz smakołyki/nagrody to twój pies coraz chętniej będzie zwracał uwagę na ciebie a nie na psy. Komendę "piesek" ćwiczysz gdy twój pies prawidłowo reaguje na psa-miło się wita wtedy mówisz "piesek" i nagradzasz. Nigdy nie mów tego słowa jak twój już zacznie się pienić bo spalisz komendę. Z czasem jak na horyzoncie pojawia się pies to mowisz "piesek" i nagradzasz. Tyle na początek, miłej zabawy życzę bo nauka psa to fajna rozrywka a jak zacznie przynosić efekty to i satysfakcja wielka. Polecam uczenie wielu różnych "głupot" jak np. kierunków-lewo, prawo, okrążanie drzewek, wskakiwania na murki, komendy "stój", "waruj", "zostań"-pies po takim spacerze ledwo żyje...i zbytnio nie chce mu się pienić ps. ja bym jednak na twoim miejscu nie szła na konfrontację z psami, po odpowiednim szkoleniu sama zobaczysz poprawę a i kary jak np. szarpanie smyczą będziesz stosować rzadziej. Pamiętaj-kara to ostateczność gdy już nie masz pomysłu lub stracisz kontrolę co się zdarza i nie jest to tragedia tylko impuls do dalszej pracy. Oczywiście szkolenie pod okiem profesjonalisty jak najbardziej, szczególnie jeśli masz odczucie, że sama nie dasz rady.
-
Pies nie podejmuje ataku nie dlatego bo może być skarcony tylko dlatego, że być może akurat ten konkretny osobnik nie wzbudza w nim zainteresowania. Karcenie psa musi być ostatecznością gdy wyczerpią się inne pomysły lub gdy po odpowiednim przeszkoleniu pies mimo wszystko nakręci się negatywnie i trzeba szybko zareagować. W szkoleniu autorki brakuje mi dwóch rzeczy-"marchewki" oraz odpowiedniej kolejności. Szkolenia nie zaczynamy od kar tylko od pokazania pozytywnych aspektów spacerów i kontaktów z innymi osobnikami. Dlatego należy uczyć psa koncentracji na sobie i od tego zacząć. Pisałam już o tym wielokrotnie-nauka siad, równaj w rozproszeniu z nagradzaniem, komenda "piesek" na widok psa w oddali z nagradzaniem spokoju. To nie są proste rzeczy dlatego trzeba ćwiczyć, ćwiczyć do znudzenia. Dla mnie to zabawa i sposób na rozruszanie nudnych spacerów gdy np. moje suki zacieczkowane i muszą chodzić na smyczy przy nodze.
-
Zgadzam się z karjo, bo jeśli coś robić do porządnie. Warto zgłębić temat bo bardzo ciekawy ale trzeba się troszkę przyłożyć. Wielu z nas zajęło to od kilku do kilkunastu lat a pewno są tacy co i w dziesiątkach mogą policzyć. Praca dotyczy relacji na linii właściciel - pies dlatego pytania powinny dotyczyć między innymi tychże relacji. Może dobrze by było gdyby pojawiło się np. pytanie o jakość spędzania czasu z psem-szkolenie samodzielne, sporty itd. Sama odpowiedź na pytanie o długość spacerów nic nie wnosi. Ja mam sąsiada, który cały dzień krąży z psem wokół bloku i ćmi papierosa a pies sobie...Drugi sąsiad wychodzi z psem co dwie godziny-pies uwieszony na flexi dyszy do innych psów, pies ma prawie rok a nie reaguje na imię, komendy...Ilość godzin spędzonych przez te psy na "spacerze" wynosiłaby gdzieś tak około 10-12, a więc moje trzy do pięciu godzin wypełnione szkoleniem, zabawą, socjalizacją i przygotowaniem do sportów wypadają w zestawieniu ze spacerami sąsiadów trochę blado...Tych pytań przychodzi mnie do głowy kilkanaście ale no właśnie...to nie moja praca mgr.ja już swoją napisałam dawno, dawno temu i nie było wtedy forów internetowych no i wogóle internetu a komputery to była rzadkość (aż trudno uwierzyć) tylko biblioteka, promotor i koniec. Co chcę powiedzieć? Ano to, że obecnie, przy pomocy informacji zawartych tylko w samym necie można stworzyć całkiem ładną ankietę.
-
Jeśli mam małego, łagodnego pieska, który dałby się pokroić aby mnie uszczęśliwić, uczy się jak błyskawica to jaki jest sens kontrolować kto pierwszy wyjdzie czy wejdzie? Przecież temu psu jest to całkowicie obojętne. Jeśli zależy mnie aby stanął przed wyjściem z klatki schodowej to mówię "stój" i pies stoi...Szukałam jeszcze mojego ulubionego pytania "kto pierwszy je, ty czy pies?" ale niestety nie znalazłam :-( Próbowałam odpowiedzieć na pytania ale gdy "zawiesiłam się" kilkukrotnie w obliczu niemożności rozstrzygnięcia targających mną i moim psem sprzeczności to zmuszona byłam poddać się z kretesem...
-
Dziewczyny-nie wydaje mi się, że psy mogą skakać po ludziach tylko dlatego, że ktoś trzyma innego psa na rękach. ONek agresywny-wzbudza strach, czasami zachowania właścicieli są irracjonalne. Każdy podbiegający pies, jeśli ktoś sobie tego nie życzy powinien być odwołany. Zgodzę się, że psów nie wolno brać na ręce ale nie ze względu na csowanie ale ze względu na własne bezpieczeństwo. Pies na smyczy i tak nie będzie wysyłał prawidłowych sygnałów tylko rozpaczliwie zataczał kręgi wokół nóg właściciela. Dopuszczanie własnych, mniejszych psów do kontaktów z osobnikami agresywnymi to totalna głupota. Maluchy mają się socjalizować ale z okazami łagodnymi i zrównoważonymi a nie przypadkowymi, przygłupiastymi bysiorami. Przykro mi ale jeśli ktoś zamierzałby swojego agresora konfrontować z moim szelciakiem, a kilku takich głupków się już znalazło to może mieć nielada problem...
-
No właśnie niektórzy zapominają o czymś tak prostym jak empatia.
-
Dokładnie Zmierzchnica-ja osobiście uważam, że warto a nawet trzeba iść na rękę innym psiarzom jeśli trzeba. Jak widzę, że ktoś ma problem z psem i stara się jak może to nie utrudniam mu sytuacji...idę w inną stronę, zwalniam czy przyspieszam, zależy od sytuacji. Staram się nie wchodzić w paradę, nie eksperymentować posłuszeństwa moich na innych psach, nie drażnić, nie denerwować, nie przeszkadzać w zabawie. Może nie z czystej życzliwości dla ludzi lecz hmm...raczej dla psów. Taka już zgorzkniała baba jestem, że zaczynam bardziej lubić zwierzęta niż ludzi.
-
Nie wydaje mnie się aby problemem była typowa agresja lecz raczej lękliwość i niepewność psa przeradzające się w pewnych sytuacjach w agresję. Nie możesz pozwalać na podbieganie do obcych psów dlatego konieczne jest ćwiczenie przywołania z nagradzaniem-najlepiej na linie. Niestety każda napaść na psa będzie eskalować niechciane zachowania, narażony także będzie nie tylko twój pies ale także ten napadnięty. Puszczanie psa luzem będzie możliwe tylko wtedy gdy będzie się ciebie słuchał a i tak lepiej abyś miała kaganiec. Wyprowadzenie psa z obecnego stanu to moim zdaniem praca na rok lub dwa. Nie możesz pozwalać aby pies cię"bronił". Jego postawa świadczy niestety o tym, że on niepewnie czuje się w twojej obecności, nie traktuje cię jak osobę zdecydowaną-przewodnika. Musisz być stanowcza w takich sytuacjach i tyle. Trenuj też "dotykanie" cię przez różne osoby-pies ma zareagować na twoją komendę np. siad-za dobre zachowanie nagroda za złe nagana ostrym głosem. Co do agresji w stosunku do dzieci to niestety tak bywa-niektóre psy, szczególnie te o niezrównoważonym charakterze niewłaściwie reagują na szybkie ruchy dzieci oraz piskliwe tony, w których dzieci się lubują. W towarzystwie dzieci powinien być, przynajmniej początkowo zabezpieczony w kaganiec lub uwiązany na linie. Lina treningowa często wykorzystywana po jakimś czasie dla psa oznacza czas pracy-posłuszeństwo i spokój co w rezultacie powoduje większe skupienie się psa na przewodniku i eliminuje chęć do robienia głupot. Z kagańcem różnie bywa, u psów lękliwych może wzmagać lęk a co za tym idzie agresję, dlatego kaganiec musi być wprowadzany rozsądnie i nie można dopuścić, że twój pies mając na paszczy kaganiec, puszczony luzem zaatakuje i w rezultacie sam zostanie pogryziony. Pies w kagańcu także musi być pod kontrolą chociażby słowną. Dla mnie podstawą pracy z psem jest stanowczość, konsekwencja i metoda nagród oraz kar. W moim przypadku wystarczającą karą jest ostry ton i przyciągnięcie psa stanowczym ruchem, nagrodą kliker i smak bo mój pies to straszny łakomczuch. Podobnie jak karjo polecam konsultację ze szkoleniowcem. To co dla mojego jest karą i nagrodą to niekoniecznie będzie dla twojego...
-
[quote name='isabelle30']Bian, z niektorymi nie warto dyskutowac. Ja codziennie spotykam ludzi z malymi "szczurami" - tak na nie mowie ja i juz pol parku. To dwa szelciaki. Wychodza kilka razy dziennie do parku na jakies 15-20 minut. Slychac je na pol osiedla. Dra mordy na wszystko co sie rusza - psy, dzieci, ludzi. Ale ich wlasciciele nie widza w tym nic zlego, bo to przeciez male niegrozne pieski.[/QUOTE] Iabelle 30-jesteś z Warszawy? Jeśli tak to ciekawa jestem co to za ludzie. Siłą rzeczy jako właścicielka już drugiego szetlanda znam sporo szelciarzy.
-
Biorąc pod uwagę jakość polskich szkół dla psów to ta część praktyczna w miejscach publicznych mogłaby się zakończyć totalną katastrofą. Widuję czasami takie szkółki w pobliskim parku, efekt jest taki że cały czas muszę się oganiać od "trenowanych" psów i odbierać im moje zabawki, które niosą w siną dal. Zazwyczaj ustawiam się z dala od takich "szkółek", niestety często okazuje się że moje psy i piłki wypatrzone z daleka to zbyt duża pokusa...
-
A ja po kilku latach sprzątania zastarajkowałam. Ostatnie, zaśnieżone miesiące na osiedlu niezbyt sprzyjały sprzątającym. Zrezygnowałam jak już po przedostaniu się przez zaspy wyłowiłam kupy ze śniegu, zapakowałam w worki i dzielnie dotarłam do kosza oddalonego kilometr od domu to okazało się, że kosz przepełniony a klapa przymarznięta do zawartości zaś na wierzchu czapa ze śniegu. Po kilku próbach odpuściłam sobie i czekam na roztopy. Tej zimy moje psy przyczynią się do kupowej, osiedlowej katastrofy. Co nie znaczy, że na mieście czy w parkach nie sprzątam, tam kosze trochę bardziej przyzwoite. Jakiś czas temu zostałam pochwalona przez właścicielkę yorka jak zobaczyła, że sprzątam po swoich psach z trawnika pod jej blokiem. Powiedziała, że jeszcze czegoś podobnego nie widziała. Po chwili jej piesek kucnął, zrobił kupkę a ona jak gdyby nigdy nic odeszła w swoją stronę a kupa została. No i jeszcze jedno, rok temu zakupiłam specjalne pojemniczki na torebki eko w Hot Dogu. Estetyczne i praktyczne bo można je przypiąć do smyczy. Razem wydałam 80 zł, teraz okazało się że wkładów do pojemniczków brak...i nikt nie wie kiedy będą.
-
zmierzchnica-wszystko zależy od psa i sytuacji. Mój pies jest raczej wycofany i lękliwy, nie dąży do konfrontacji tylko błędnie, nadgorliwie odczytuje pewne zachowania traktując je jako zagrożenie. Sprowadzony do siadu z kontaktem wzrokowym nie wyłamuje komendy. Zazwyczaj siad daję zanim dojdzie do szczekawki, przewiduję co się stanie i daję komendę na wszelki wypadek. Jeśli zza rogu wyjdzie pies, który może wywołać panikę np. czarny i duży to profilaktycznie się ewakuję czyli daję zwrot i idę w drugą stronę. Jeżeli suka zaczyna się drzeć, szarpać, stawać na łapach to nie ma przebacz-ostro mówię nie i ściągam psa do siebie. Jak się uspokoi, złapie kontakt wzrokowy to daję siad i czekam...po dłuższym czasie dopiero daję nagrodę-ma to być nagroda za spokój a nie darcie japy. Dotąd tylko kilka razy miałam sytucję, że mój pies zaatakował nagle bez sygnałow ostrzegawczych, zazwyczaj było to tak że sygnał do ataku pierwszy wysyłał pies idący z naprzeciwka i ja go nie dostrzegłam. Ostre karcenie głosem u mnie dobrze działa, jednak po każdej takiej akcji mój pies trzęsie się jak galareta no i w rezultacie mam wyrzuty sumienia. Każda, nieprzyjemna konfrontacja z psem powoduje, że moja suka doznaje szoku, nigdy nie sprawia jej to przyjemności, nie szczeka dla draki-zawsze jest to strach a potem trzęsiawka i na końcu letarg... Moja suka lubi towarzystwo psów ale tylko łagodnych, bez cech dominacji i wszelkich przygłupiastych wesołków.
-
Co do ciągnięcia, to warto się zaprzeć i zdecydować na konkretną metodę. Niestety tylko konsekwencja może wyeliminować tą przykrą przypadłość i nauka przynosi efekty dopiero po dłuższym czasie. Ja stosowałam metodę na kliker i smaczki, dodatkowo nauka komendy stój oraz popularną metodę drzewka-czyli jeśli ciągniesz to nigdzie nie pójdziesz no i jeszcze komenda zwrot czyli zmiana kierunku na przeciwną do ciągnięcia. Stwierdziłam, że dam radę bez kolczatki czy kantarka i udało się całkiem nieźle. Dobrze robi nazywanie czynności to wtedy korekcja siłowa z czasem przestaje być potrzebna. Niektóre psy przepadają za psim towarzystwem, jest to dobre bo masz szansę socjalizować psa. Jeśli pies histeryzuje to trzeba odwracać jego uwagę, owszem zabawa ale ty decydujesz kiedy. Ja odwracałm uwagę piłką z dzwoneczkiem, nakręcałam psa ostro na zabawkę . Tutaj też potrzebna konsekwencja. Musisz przestrzegać zasady - histeria, jazgot nie ma zabawy i witania-odwracamy uwagę i idziem w drugą stronę. Witamy się na spokojnie i bawimy jak pańcia pozwoli, to ma być nagroda za właściwe zachowanie. Nie przejmuj się minami ludzi-jesteś tylko ty i twój pies, nie znasz tych ludzi i niech myślą co chcą.
-
A moje ramię zostało dziś zgwałcone przez tajemniczego, psiego adoratora. Usiadłam sobie na ławce (a jakże na Polach Mokotowskich) a tu chyc, chyc i ani się spostrzegłam...Strząchnęłam czym prędzej kawalera i po sprawie. No ale wniosek-trzeba uważać nie tylko w Zielonej Górze...
-
Nie wiem jak gops ma dopracowane odwołanie i w jakich warunkach jej pies jest agresywny ale jeśli nie biegnie na oślep i nie atakuje wszystkiego co popadnie to czemu ma nie biegać za patykiem? Nie wiem na ile pies gops się słucha ale widziałam już nie raz psy ze skłonnościami do agresji z takim odwołaniem, że mucha nie siada. Skoro gops udało się zapiąć psa na smycz kiedy chciała to chyba nie jest aż tak tragicznie. Taki pies, który pojawi się niepostrzeżenie a pies gops będzie na smyczy i założymy że gops średnio nad swoim panuje to i tak podbiegacz może zostać kąśnięty. No ale to tylko takie rozważania, nie znam gops i nie wiem na ile jej pies jest wyszkolony.
-
[url]http://therios.strefa.pl/porady/zatr_czekol.html[/url] [url]http://therios.strefa.pl/porady/zatr_rodz.html[/url] [url]http://therios.strefa.pl/porady/zatr_ceb.html[/url] dla niedowiarków
-
Uważajcie na ziemniaki-surowe są trujące, także dla ludzi. Psy nie powinny jeść także rodzynków, czekolady oraz cebuli. Moje psy lubią się pobawić ziemniakiem czy cebulą ale zdecydowanie nie pozwalam ich jeść-zresztą same je wypluwają. Matka mojej collie bardzo dokładnie nauczyła ją co jest jadalne a co nie, reszty uczę ja. Psy chętnie uczą się przez naśladownictwo, tak można nauczyć co jest jadalne w ogrodzie. Myślę że na psim instynkcie nie ma co zbytnio polegać gdyż wiele psów zjada dużo niejadalnych rzeczy-ostatnio pies mojego znajomego dorwał czekoladę i niestety bardzo się pochorował.
-
Ja po porannym zlocie szetlandziarzy czuję się po prostu bosko. Nieskrępowana zabawa, szelciakowy jazgot, piłeczki, patyki.....Czasami fajnie odpuścić sobie szkolenie, osiedlowe potyczki i dać się ponieść kompletnej głupawce.
-
No właśnie, małymi kroczkami....Efekty przyjdą ale niekoniecznie za kilka dni, może to tochę potrwać, nawet i kilka miesięcy. Idź pod kościół jeszcze raz tylko inną drogą, stań z daleka tak aby suka widziała ludzi ale jeszcze na takim dystansie że nie ma histerii. Daj jej smaki i jak wszyscy znikną to do domu. Warczenie i szczekanie to "normalna" reakcja u psa bojaźliwego. Nie trzeba jej dawać z ręki, jak znajomy będzie przechodził to niech mu "wypadną" smaki z kieszeni obok psa. Zazwyczaj psy lękliwe strasznie się nakręcają jak ktoś wyciąga rękę, cmoka, kuca obok. Ważne aby nie zwracać na psa uwagi, on sam ma podejść i obwąchać. Dzisiaj miałam taką sesję z psem znajomej. Strasznie się mnie bał-oczywiście miałam czarną, długą kurtkę i czarną czapkę Krążył i szczekał za moimi plecami. Od niechcenia wyjęłam piłkę na sznurku, stałam i gadałam z koleżanką. Po chwili pies chwycił piłkę i pierwsze lody zostały przełamane. Dostał smaki w nagrodę Nie powiem, że nie będzie szczekał jak mnie znowu jutro zobaczy ale ważne że robi postępy i sam przełamuje strachliwość. Pamiętaj o szelkach-ten drobny szczegół może w dużym stopniu odmienić zachowanie psa. Co do "totalnej klęski" to nie myśl w ten sposób, myśl o tym co już osiągnęłaś. Często ludzie wrażliwi mający psy z problemami strasznie się wstdzą jak coś pójdzie nie tak, myśl więc o sobie i swoim psie a nie o tym co inni o tobie myślą-to bardzo pomaga. Jeszcze jedna ważna rzecz-jak pies chce coś ominąć bo się tego boi to nie ciągnij na siłę a wręcz popuszczaj smycz i pozwól obejść stracha po łuku.
-
Na początek kup szelki, na obroży pies się "pdwiesza" i wpada w jeszcze większą panikę. Dopasuj tak aby suka nie wyskoczyła z szelek bo w napadzie paniki to bardzo prawdopodobne. Na początek wychodź na krótkie spacery, stopniowo zwiększaj zasięg-nic na siłę. Znajdź rodzaj pokarmu, który suka lubi a nie dostaje na codzień, czyli coś specjalnego. Na spacerach odwracaj jej uwagę smaczkami, ciągle karm tak aby skojarzyła spacery z przyjemnością. Staraj się często nakierowywać jej wzrok na siebie-utrzymuj kontakt (można to robić pokazując smaczki na wysokości twarzy), możesz to też jakoś nazwać np. patrz na mnie. Możezsz też poćwiczyć z koleżanką, niech zbliża się do was z naprzeciwka i podaje suce smaka, niech nie patrzy na nią i nic nie mówi tylko podaje. Tak samo jak zbliża się pies to też podawaj smaki-wszystko na zasadzie pozytywnych skojarzeń. Nie karm tylko w momencie gdy zaczyna szczekać bo uzna, że ją nagradzasz. Jak zaczyna szczekać to robisz zwrot, potem jak się uspokoi dajesz siad i nagroda. Na początek tyle, popróbuj i daj znać jak efekty. Potem można dopracować resztę. Czy suczka będzie bardzo odważna i śmiała to nie sądzę ale myślę, że po jakimś czasie spacery staną się łatwiejsze i przyjemniejsze również dla niej. Ma delikatną psychikę, co nie przesądza że nie może funkcjonować normalnie, jest młoda i wielu rzeczy się szybko nauczy.
-
No to ja też pojadę po labkach. Co jakiś czas ląduje w boku obok czarna labka. Była w wakacje i teraz w ferie-pewno jest podrzucana do rodziny. Moja collie jej nie cierpi bo labka nie ma dla niej respektu i nie umie się grzecznie przywitać. Podbiega i się ciska, więc collie drze na nią ryja w odwecie. Labka w kolczatce i zawsze luzem. Facet wie że moja suka się nie zaprzyjaźni a mimo wszystko próbuje. Dzisiaj wieczorem znowu ją do nas puścił, moja suka na smyczy ale dodatkowo wrzuciłam kaganiec aby labki nie kąsnęła (smycz zawsze może puścić). Tym razem jednak labka nie dość że obszczekała to dodatkowo rzuciła się na moją sukę w kagańcu. Całe szczęście miałam w ręku drugą smycz mojego szeltika więc labka dostała w ryj i tyle......Facet podchodzi do mnie i mówi, po co się pani denerwuje przecież się nie pogryzą bo pani suka ma kaganiec a moja młoda. No to zdjęłam kaganiec i powiedziałam że już nie ma i co on na to? Chyba nie spodobał mu się mój pomysł bo dał drapaka. Facet ma trochę chyba nierówno pod sufitem, czy tak trudno pojąć że niektóre suki nie zakumplują się ze sobą? Jak widzę, że suka ma odpowiedni zestaw sygnałów to się nie boję bo collie chętnie się zapozna a nawet pofika trochę tak jak z naszymi osiedlowymi, młodocianymi amstaffkami ale labki chyba są jakoś genetycznie zmienione bo z tym sygnałami to u niektórych krucho.