-
Posts
1127 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by badmasi
-
np. właścicielkę buldoga
-
Jak oglądam tych właścicieli i słucham tych głupot co wygadują to sobie myślę, że też bym ich chętnie pogryzła gdybym była psem.
-
filodendron-problem jest zawsze gdy pies zachowuje się nie tak jakbyśmy sobie tego życzyli ale większość ludzi szuka problemu w psie a nie w sobie twierdząc-mój pies jest agresywny. Najczęściej jest tak, że pies jest zaniedbany wychowawczo co często wynika z nieznajomości psiej psychiki i potrzeb. Pies, wysyła dużo sygnałów a my czasami nie potrafimy ich dostrzec lub nie chcemy. Jeśli pies szczeka, pokazuje zęby to mamy sygnał, że coś jest nie halo ale może to wcale nie agresja lecz ostrzeżenie, wyrażenie emocji, informacja o zagrożeniu czasami wyimaginowanym. Jest to sygnał dla nas-czas się wziąć do roboty i odzyskać stracony czas. Stopień agresji psa moim zdaniem można ocenić po sposobie atakowania i po rozległości obrażeń. Pies autorki nikogo nie pogryzł. Zachował się nie tak jakby sobie tego życzyła czyli otrzymała sygnał, że coś jest nie tak. Otrzymała kilka rozsądnych odpowiedzi na forum i tradycyjną pogadankę r=r ale oczekiwała moim zdaniem czegoś innego.
-
Pepsicola- wygląda na to, że nigdy nie widziałaś agresywnego psa. Ja miałam takowego, było to ponad trzydzieści lat temu. Był to pies rasowy. Typowa agresja u psa wygląda odrobinkę inaczej a atak rzadko jest poprzedzony szczekaniem. Pies, który się gotuje nie będzie sobie zawracał głowy szczekaniem, merdaniem, wyciem, swoje zrobi po cichu i z gracją bez zbędnych ceregieli.
-
Wiecie co, znam kilka cavalierów-spotykam je codziennie na spacerach-są to psy z rodowodem i wystawiane. Rzeczywiście są to psy przyjazne ale także temperamentne. Lubią szaleć z dziećmi i psami, które znają. Obcych psów nie lubią i nikt z wlaścicieli nie posądza ich o agresję. Psy mają bardzo dobre odwołanie i to starcza. Tak na marginesie-cudownie by było gdybyśmy kupując psa rasowego znali charakter wszystkich jego przodków-jest to kompletnie niemożliwe. Często niektórym kupującym trudno ocenić nawet charakter ojca szczeniąt, który np. przebywa w Norwegii a jego nasienie przetransportowano w buteleczce. To jakie wnioski wysnują ludzie czytający takie wątki ciężko stwierdzić. Zazwyczaj czytają je posiadacze psów a nie potencjalni nabywcy.
-
[quote name='motylek1007']sam rodowód nie da ci idealnego psa, trzeba przyłożyc sie tez do jego wychowania.[/QUOTE] Ale co konkretnie masz na myśli bo nie bardzo rozumiem? pepsicola-rozumiem, mało charakterystyczne dla rasy, ok. tylko dziewczyna ma problem i warto jej pomóc zamiast tak jak kilka osób odpowiedziało-chciałaś cavaliera, masz kundla to sobie radź. Jej problem nie jest na tyle duży (jeszcze) aby wysyłać ją na szczegółowe badania czy natychmiast na szkolenie, agresja do psów jest sprawą dość powszechną i dotyczy psów rasowych, w typie ras, i kundelków. Nawet człowiek kupujący psa z rodowodem nigdy nie ma 100% pewności, że jego pies będzie idealny - może tylko przypuszczać że tak będzie. W opisie a propos charakteru szetlandów jest wpisane, że to pies nieufny w stosunku do obcych-moja poprzednia szelti kochała wszystkich ludzi miłością bezwarunkową, zupełnie we wzorzec nieufności się nie wpisując i też miałam z tym dużo kłopotów...
-
Zastanawia mnie jedno. Dlaczego większość osób pisze, że cavalier nie ma prawa być agresywny w stosunku do psów? W końcu to pies. Wzorzec rasy nie przewiduje takich zachowań co nie znaczy, że nie mogą one wystąpić. Ja mam szetlanda, z rodowodem żeby nie było. Słyszałam wielokrotnie że szetland to pies o delikatnej psychice a mój pies to nieustępliwy taran i taki sam jest jego ojciec i rodzeństwo. To, że pies atakuje szczeniaka może niektórych dziwić a mnie nie...Dorosły pies o zdecydowanym charakterze, nie lubiący narzucających się skamlących szczeniaków może zareagować różnie. Ja osobiście gonię wszelkiej maści szczeniaki bo moje suki nie cierpią obskakiwania, skamlenia, nachalnych zaczepek-kłapią paszczękami i wyją poszczekując jednocześnie (co oznacza bądź spkojny bo inaczej cię zdzielę). Duża suka potrafi delikwenta szczypnąć zębami na co właściciele reagują -przecie to sceniacek. Scenaiacek nie sceniacek ale musi czuć respekt bo inaczej będzie manto. Moim zdaniem błąd właścicielki-nie podchodzimy do obcych psów (teraz) i kropka. Ktoś, kto ma "mocnego" psa musi sobie zdawać sprawę jak ważne jest szkolenie, wyciszanie psa i nie zmuszanie go do niechcianych kontaktów. Szkolić można samodzielnie (ten pies to nie morderca). Podstawy jak: siad, równaj, do mnie, to komendy do wypracowania bez pomocy szkoleniowca. Czy ten pies ma rodowód czy nie to mało istotna sprawa-ważne jaki ma charakter i że trzeba z nim trenować posłuszeństwo i to już! Ważne aby nauczył się panować nad emocjami po komendzie. To, że go teraz poniosło to sygnał, że trzeba pracować. Po pierwsze -siad w rozproszeniu na każde zawołanie i w każdych warunkach. A wytykanie właścicielce-"tak się dzieje jak się kupuje zwierzęta bez rodowodu" ma teraz ma znikomy sens, pomijając już fakt że i psy z rodowodami potrafią być nieznośne.
-
Ja to mam podejrzenia, że Ojciec Tadeusz zbyt mało rozrywek ostatnio zapewnia czcigodnym obywatelom. Ale lato tuż, tuż zaczną się toruńskie pielgrzymki, nowe promocje na telefony i talerze do odbioru jedynie słusznego programu telewizji...Potem czcigodni obywatele wrócą przepojeni miłością do bliźniego i zwierząt a swoimi urokliwymi przemyśleniami będą nam uprzyjemniać jesienne spacery-oczywiście prosto z okna.
-
Mnie osobiście reakcja psa nie wydaje się niczym szczególnym jeśli teściowa jest obcą osobą dla twojej suki. Jeśli chcesz częściej psa tam zostawiać to musicie sprawę przetrenować na spokojnie i oswoić psa z jej obecnością przy misce. Co do obecności obcego psa przy żarciu to sprawa wygląda nieco inaczej. Moja suka nie uwali mojego drugiego psa czy kotów jak podejdą do jej miski z żarciem (najwyżej pokaże zęby) , psy znajomych raczej nie mają czego tam szukać bo może być ostro (jak są inne psy na posesji to dostają żarcie w różnych pomieszczeniach a miski są chowane po jedzeniu). Zasobem o który nigdy nie walczą jest woda. Ja osobiście uważam, że pies ma prawo zjeść w spokoju a drugi nie powinien w tym czasie się zbliżać. Jeśli ten drugi nie rozumie, że w jedzeniu damie się nie przeszkadza to na czas karmienia powinien być izolowany. Jeśli ona będzie mu pozwalać dochodzić do miski to on jej wszystko zeżre. Jestem przeciwniczką karmienia z jednej michy-kontroluję ilość jedzenia wchłanianego przez każdego psa.
-
Moja znajoma hodowczyni ma sukę hodowlaną krytą regularnie według przepisów. Mówiła, że mimo to suka miewa ciąże urojone.
-
Dziwność i nieobliczalność ludzi chyba jest wprost proporcjonalna do temperatury. Nieźle ostatnio przypieka i chyba niektórym mózgi wyparowały. .
-
Ja mniej się boję parku a bardziej mojego osiedla. Zazwyczaj te parkowe psiaki znam z widzenia i są pozbawione agresji. Bardziej się martwię, że moja collie, która się nie bawi z psami wkurzy się na jakiegoś namolniaka. Psy na osielu niestety zachowują się bardzo terytorialnie. Ja na krwiaki stosuję altacet, także w żelu ale nie wiem czy można nim smarować psa. Zwykły, chłodny okład też pomoże. Biedny psiak, ja po każdym akcie poturbowania mojej suki czuję się strasznie-jest mi przykro, czuję złość i niestety wiem, że w niej też coś się nieuchronnie zmienia. Drugi mój pies jest całkiem niewrażliwy na przykre incydenty, ma to pod ogonem. Dzisiaj miałam głupią historię. Jak wracałam z Pól to moja szelti była tak zmęczona, że się wlokła za mną na całej długości smyczy. Przechodziła obok mnie para, jak facet mijał mojego psa to go kopnął w pysk. Było to dziwne, głupie, niewytłumaczalne....Mała nawet nie jęknęła tylko się oblizała i poszła dalej. Jej psyche jest nie do zdarcia. Collie po takim incydencie zamieniłaby się w mordercę ludzi.
-
Ja nie mam nic przeciwko rasie-mój dobry znajomy ma goldena i jest to wspaniały pies, bardzo spokojny i kulturalny. Jest niesłychanie łagodny i kocha wszystko tyle, że miłością bardzo dyskretną. Jedyny jego grzech to łakomstwo. Drugi mój znajomy ma sukę goldena i jest tak cudna, że na jej cześć jeden z moich diabłów dostał jej imię. Labki i goldki to psy, szczególnie jako młodzież niesłychanie energetyczne więc jeśli nie mają odpowiedniej dawki ruchu to cóż...same sobie organizują czas. Ja po wczorajszym wypadku z pogryzieniem mojej collie musiałam zafundować jej dawkę szkolenia na podbiegacze bo znowu zaczęła mi się ciskać. Nie ma to jak sprawdzone pod tym względem Pola Mokotowskie. Tym razem przodowały boksery i wilczaste kundelki, labki zajmowały się pracą z właścicielami. Podziwiałam ich energię, gdy moje psy padły to tamte ciągle w ruchu.
-
A co zrobić jak pies atakuje a pan tego stwora bierze nogi za pas i radź sobie człowieku sam? Zaatakowała nas wilczasta suka, całkiem spora a pan jak to zobaczył to zamiast odciągnąć psa wziął nogi za pas. Suka jak spostrzegła, że nie ma wsparcia to odstąpiła ale zdążyła wyrwać kilka kłaków moim sukom (mnie też chciała ukąsić) a co najgorsze zmusiła je do obrony i naraziła na stres (efektem będzie pewno znowu niechęć do wilczastych). Dla mnie pies, który podbiega do człowieka z psami i atakuje to pies z dużym problemem i nie powinien być puszczany luzem i bez kagańca.
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
badmasi replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
Ja raczej nie na temat komentarza w stosunku do mojego psa ale też zabawny. Idzie sąsiadka z małym kundelkiem -rozrabiaką. Widzę, że piesek w kaftanie więc mówię: Co jednak operację miał (wcześniej piesek miał guzy na nodze) Pani: A tak, niestety, okazało się że dużo tych guzow i trzeba było usunąć. No i przy okazji go wykastrowali bo okazało się, że miał chore jądra. Ja: No to nareszcie będzie miała pani spokój, może będzie mniej za sukami biegał i sadził się na samce. Pani: Tak, tak bo on pobudliwy strasznie. Wie pani ...on całe życie na wzwodzie. Teraz sobie odpocznie. -
Podbiegacze podbiegaczami ale jak ktoś ma psa na smyczy i sobie nie radzi to jest dopiero problem. Wracam z sukami ze spaceru, stoję opodal przejścia dla pieszych. Zaczyna grzmieć, collie boi się burzy i już widzę, że zad się trzęsie-byle szybciej do domu. Przez ulicę przechodzi pani z dużym psem. Biorę swoje do nogi aby nie było kolizji ale co widzę. Pani po skosie, wleczona przez swojego psa wpada wprost na mnie. Rezygnuję z przechodzenia przez ulicę, czekam aż kobieta zabierze psa. Zamiast tego zostaję na skraju ulicy, nie mogę się ruszyć bo pies z kobietą blokują moje ruchy, w tym czasie pani grucha -niuniu, zostaw, zostaw...co pies ma centralnie w d...Widzę, że moja collie ma już dość nachalnego witania, zaczyna się ulewa no więc hmmm.....luzuję smycz, pies obrywa centralnie w pysk i sprawa załatwiona. Nagle okazuje się, że pani bez problemu umie zabarać niunia co wcześniej jej się nie udawało. No i jeszcze jedna głupota ze spaceru. Suki przy nodze, biegniemy wolnym tępem. Za mną kobieta z dużą suką-idzie, za chwilę już biegnie. Nie martwię się bo biegam szybko-no cóż okazuje się że pani jest wyposażona we flexi, popuszcza na maksa swoją sukę do moich. Trzeba mieć nie pokolei w głowie...Gdyby nie moje niegdysiejsze sukcesy w sprincie to nie wiem jakby się skończyło takie witanie od tylca z zaskoczenia. No i jeszce jedna fajna rzecz. Leżymy z sukami w parku na trawce, wokół dużo ludzi, dzieci, psów ale luz. Nagle nadbiega rokoszna pani z piłeczką i owczarkowatym. Co robi? Rzuca piłeczkę do aportu prosto w nas, jej pies świetnie wyszkolony oczywiście biegnie po zdobycz po moich leżących sukach. Głupota do kwadratu.
-
Jedna rada- jak przechodzi pies to nie napinaj smyczy i nie zmuszaj suki do patrzenia na niego. Stań w większej odległości, smycz luźna i dawaj smaki. Niech suka ustawi się w dogodnej dla siebie pozycji. Jak przechodzisz obok psa to ustawiaj sukę za swoimi plecami lub z boku na luźnej smyczy tak aby mogła przejść po okręgu-sama to zrobi. Próbuj chodzić na coraz dłuższe spacery-wszystko powoli. Jak wpada w panikę to stawaj bez słowa, jak przestaje histeryzować to luzuj smycz i idź dalej. Zachowuj cały czas spokój, nie denerwuj się i nie mów zbyt wiele. Lękliwy pies musi mieć jasny przekaz-nic się nie dzieje, jest dobrze. Karmienie w trakcie spaceru to dobry pomysł. Masz psa, który nie garnie się do kontaktów z innymi psami więc rób wszystko aby zaufał tobie i nie szukał tragedii tam gdzie jej nie ma. Z czasem, gdy zaufanie będzie na tyle duże, że poczuje się komfortowo w twojej obecności to pojawi się także chęć poznania z psami. Wybieraj do tych pierwszych kontaktów psy łagodne, cierpliwe, bez cech dominacji i z dużym zasobem sygnałów-powitanie, zaproszenie do zabawy itd. Unikaj nadpobudliwych, agresywnych, skaczących suce na plecy bo szybko się zniechęci. Aby odwrócić uwagę od strachów na spacerze poszukaj też formy zabawy, która zrelaksuje psa-piłka, bieganie, frisbee, brodzenie po wodzie w parku. Wszystko to możesz robić na długiej lince.
-
problem z sunią po pierwszej cieczce a przed (prawdopodobną) ciążą urojoną
badmasi replied to kasia_86's topic in Wychowanie
Jeśli te zachowania są związane z urojoną ciążą to powinno pomóc "wymęczenie" psa. Trzeba zapewnić dużo ruchu w ciągu dnia, zabawy, biegania. Pomaga także zmiana karmy na mniej kaloryczną. Suki generalnie przed cieczką, w trakcie i po - szczególnie gdy dochodzi do urojonej ciąży zachowują się przedziwnie. Moja młodsza suka po pierwszej cieczce miała urojoną ciążę-kopała wtedy doły w ogrodzie zachęcając do tego drugą sukę, szykowały legowisko dla urojonych szczeniaków. Też była namolna i próbowała przekonac także mnie, że jest ciężarna, zmęczona, rozkapryszona i zaraz pewno nadejdzie rozwiązanie. Po kolejnej cieczce zastosowałam się do powyższych rad otrzymanych od hodowcy i problemu nie ma. Trzeba także pamiętać aby suka nie miała kontaktów ze szczeniakami i zbyt dużo zabawek (szczególnie piszczących) obok siebie. Jeśli u twojej suki pojawi się mleko to warto zwrócić się o pomoc do weterynarza. Co do planowanej sterylizacji zasięgnij porady weta-zazwyczaj można przeprowadzić ją dwa miesiące po cieczce, w przypadku urojonej ciąży i powiększonych sutków ten czas może się wydłużyć. Organizm musi osiągnąć normę. -
[quote name='vege*']No to Nuka zaczęła szczekać na nią, a ta zaczęła tupać nogami i mówi do dzieciaka "zobacz jak piesek głośno szczeka" i szczęśliwa od ucha do ucha, że Nuka na nią drze ryja, po czym coraz bardziej zaczęła walić tymi nogami i coraz głośniej się drzeć, "zobacz jak teraz piesek głośno szczeka" i cieszy się coraz bardziej (mówiła to do tego dzieciaka ciągle, zachowywała się jakby pierwszy raz psa na oczy widziała), ja Nukę próbuje odciągnąć od niej, a ta dalej drze się na mojego psa :angryy: no i mi tym rozwaliła komendę 'spokój' i 'cisza' , cudownie :angryy:[/QUOTE] Najgorsze jest to, że nauczyła dziecko że można się drażnić z psem i wolno na niego tupać. To jest dopiero głupota. Ja mam na osiedlu taką szurniętą miłośniczkę psów, która zawsze krzyczy, ciućka i klaszcze do psów. Z perfidią wykorzystuję tę osobę do nauki zachowywania spokoju w obecności wariata. Ona ma autentycznie nie ten teges z głową więc nawet nie boi się ujadania co sprawia, że jest genialnym pozorantem.
-
[quote name='mala_czarna'][B]Badmasi[/B] - ludzie mają rożne fobie, a już wyjątkowo przewrażliwione są matki. Sama często byłam w podobnej sytuacji co Ty, ale doskonale potrafię wczuć się w położenie innych. Już kiedyś o tym pisałam. Nie każdy lubi psy, nie każdy je toleruje, nie każdy jest w stanie uwierzyć, że przechodzący obok pies jest ułożony i łagodny ;) Ja już nie zwracam uwagi na podobne zdarzenia.[/QUOTE] Ja rozumiem, można mieć różne fobie dlatego nigdy nie narzucam się z obecnością swoich psów-nie podchodzą, nie dotykają szczególnie dzieci. Tylko zastanawiam się co z tych dzieci, zarażonych fobią matki wyrośnie, jak one będą funkcjonować. Rozumiem-obawa, dziecko chowa się za mamę ale rolą matki jest spokojnie wytłumaczyć jak się zachowujemy w obecności psów. Dziecko nie musi ich kochać ale ponieważ żyjemy w mieście pełnym psów powinno znać "instrukcję obsługi". Ja też nie reaguję, unikam kontaktu wzrokowego aby uniknąć pyskówki. Tylko jakbym chciała zrobić dobrze tej i podobnym osobom to powinnam chyba wskoczyć w pobliskie krzaki i przeczołgać się niezauważona. Jeśli sytuacja ma miejsce w parku to ok. schodzę, lezę w drugą stronę ale na zatłoczonym chodniku aczkolwiek szerokim nie mam takiej możliwości. (nie wiem może zadam takie pytanie na jakimś matczynym forum) Bonsai-ja też jestem matką i to że jakiś pies próbował użreć moją córkę nie determinuje tego, że ona boi się teraz wszystkich psów, jest ostrożna ale bez przesady, wie że psów nie można się bać, że przechodzi się spokojnie bez pisków, wyciągania rąk itd. Tak swoją drogą to sporo tych matek z fobiami się namnożyło może coś szkodliwego unosi się w powietrzu:roll:
-
Evl-No właśnie co robić? W przypadku takiego strachliwca jak moja collie odwrażliwianie nie było/nie jest takie bardzo trudne bo choć do odważnych nie należy to nie ma traumy schroniskowej za sobą i nigdy nie została pogryziona (tylko zaatakowana). Twoja Zu jak sama pisałaś ma liczne ślady po ugryzieniach więc jej ciężko będzie się podźwignąć. Ja myślę, że dobrze by było abyś zasłaniała sobą psa w sytucjach stresowych, tak aby poczuł, że nic mu się już więcej nie stanie. Ja, jak mam wątpliwości to chowam psy za plecy i prowadzę tak aby nie miały kontaktu wzrokowego z przechodzącym opodal czy podbiegającym. To, że agresywne psy powinny być pilnowane nie podlega wątpliwości lecz jak wiesz różnie to w Polsce bywa. U mnie na osiedlu nikt się już nie pitoli, do wszelkiej maści agresorów wzywana jest straż miejska. Robi to wielu ludzi a skutek jest taki, że przynajmniej pod blok można wyjść spokojnie. Niepokoi mnie tylko to, że niektóre agresywne psy zostały zakute w kagańce i dalej biegają luzem co przy zerowym odwołaniu przynosi opłakane skutki.
-
Ja mialam wczoraj po raz kolejny do czynienia z nerwową matką. Zaczynam się powoli zastanawiać czy mój szetland wygląda groźnie, niebezpiecznie...Idę chodnikiem, obok przystanek. Stoi matka z dwójką dzieci mniej więcej 3-letnich. Szetland idzie przy nodze nie zwraca uwagi na dzieci. Nagle matka kieruje w moją stronę groźne, oburzone spojrzenie, przygarnia dzieci do siebie wpychając je niemalże na ulicę. Dzieci na widok psa zaczynają piszczeć ze strachu chowając się za matkę. Mój pies przechodzi spokojnie, nawet na dzieci nie patrzy, nie reaguje na piski (ma perfekcyjnie wyuczone chodzenie przy nodze z kontaktem wzrokowym), no i zmęczony upałem marzy tylko o misce z wodą. Ja nie podejmję wyzwania wzrokowego, odchodzac czuję jeszcze na plecach złe spojrzenie i słyszę oburzone prychanie. Zastanawiam się dlaczego ludzie tak reagują, co nimi kieruje, dlaczego uczą swoje dzieci tak panicznego lęku przed psem w końcu spokojnym i na smyczy? Odniosłam wrażenie, że ta kobieta wymagała abym wyniosła się z chodnika, na którym ona stoi, wskoczyła w krzaki... Evl- w ostatnim odcinku "zaklinacza psów" Cesar powiedział interesującą rzecz-niektóre psy mają tendencję do atakowania innych okazujących strach, strach wyzwala agresję. Zastanowiło mnie to, bo odnoszę wrażenie, że właśnie pewno dlatego strachliwy pies ujada aby ukryć lękliwość która może stać się przyczyną ataku. Być może dlatego na niektóre psy nasz strachliwiec będzie ujadał podskórnie czując, że za podkulony ogon może mu się oberwać. Tylko problem-jak ujada to się broni przed atakiem, jak pozwalamy na ujadanie to może stac się przewrażliwiony, jak nie ujada to może oberwać i co dalej...? Najlepiej sprawić aby przestał się bać ale to już nie takie proste.
-
Oprócz szetlanda mam collie, dwie świnki morskie, mysz i kota-wszyscy żyją w zgodzie. Na początku przedstawiałam szetlandowi świnki przez klatkę-pozwalałam wąchać i jednocześnie nagradzałam za spokój. Początkowo pies był podekscytowany a z czasem (po kilku dniach) uspokoił się. Ustawiłam klatkę na podłodze tak aby zwierzęta mogły się swobodnie wąchać. Po jakimś czasie zaczęłam wyjmować świnki i dawać do powąchania na moich dłoniach. Potem swobodnie je puszczałam, jak zaobserwowałam że pies ich nie drapie, nie podgryza to uznałam że nie ma problemu. Teraz szetland wchodzi do świńskiej klatki. Pomogła też głupia rzecz-szelti uwielbia świńskie kupy. Wyczekuje aż świnie mu coś wyrzucą, jako że są jego "karmicielkami" to są nietykalne. Pamiętaj też o dobrej socjalizacji szeltika- bywają delikatne psychicznie egzemplarze. Niech poznaje dużo miejsc, psów, ludzi i hałas. W czasie kwarantanny możesz go wynosić na rękach aby oglądał świat. Wypytaj się hodowcy o szczenięta jakie dokładnie są- w jednym miocie może być szczeniak wycofany, zrównoważony jak i nadpobudliwy(ten dobry do sportów). Zwróć uwagę jak zajmuje się hodowca szczeniakami-czy są puszczane luzem czy tylko siedzą w kojcu i czy mają kontakt z wieloma bodźcami. 8-tygodniowego psa sama nauczysz wszystkiego, jeśli kupisz dużo starszego-4-7 ms.to musi to być pies o prawidłowo ukształtowanym charakterze już przez hodowcę-nie powinien być lękliwy, smutny czy nadmiernie pobudzony. Zrównoważone szczenię samo do ciebie podejdzie i będzie lizać po palcach i domagać się pieszczot (swobodnie dotkniesz jego oczu, zębów), lękliwe schowa się w kącie i będzie unikać dotyku, nadmiernie pobudzone może kąsać ręce.
-
Jeśli poczułaś się urażona to przepraszam. Niestety z twojego pierwszego postu wynikało, że pies robi to nagminnie a ty nie zwracasz na to uwagi a jedynie zastanawiasz się nad mechanizmem działań tak w ramach eksperymentu. Karjo w zasadzie odpowiedziała ci dobrze-jej rady są cenne i warto z nich korzystać, to że wypowiada się nieco oschle nie znaczy, że ma złe intencje. Co do wypowiedzi eagle mam pewne wątpliwości, ale niewielkie-takie zachowania we własnym stadzie też sa dopuszczalne tylko do pewnego momentu. Kontrola musi być zachowana przez przewodnika aby nie doszło do eskalacji nieporządanych zachowań. W stadzie powinna istnieć pewna równowaga, jeśli jeden z psów poczuje się zbyt mocno a my stracimy kontrolę to może dojść do stłamszenia psychicznego jednego z psów lub do walki. Ja od wielu lat mam dwa psy, musiałam tak pokierowć sprawą aby nie broniły się wzajemnie, nie szukały zagrożeń tam gdzie ich nie ma. Często prowadze trening tylko z jednym psem, lub tylko jednemu pozwalam na zabawę z psami, drugi w tym czasie siedzi lub jest uwiązany na linie. Daję jasny przekaz, że to ja decyduję jak w danym momencie sprawy się toczą. Pies pozostawiony w siadzie jest nagradzany za spokój i komendę "zostań". Zakazuję także bronić innych "zasobów"-piłek, dysków, moich rzeczy. Każdy może podjąć piłkę upuszczoną przez psa, także inny pies.
-
Owczarki szetlandzkie to zazwyczaj spolegliwe psy, robią to czego się od nich wymaga, czyli raczej zostanie 5-7 godzin sam w domu. Prawdopodobnie ten czas prześpi. Polecam wydłużyć maksymalnie poranny spacer, zapewnić psu możliwość wybiegania się np. za piłką. Trzeba pamiętać, że większość szczeniąt szetlanda ma niezły temperament więc wymagają sporo zainteresowania, zabawy i nauki. Szetland nie potrzebuje zabiegów fryzjerskich. Raz w tygodniu czeszemy i co trzy dni kontrolujemy czy nie ma kołtunów za uszami. Do pielęgnacji swojego szetlanda posiadam szczotkę i specjalny grzebień do rozczesywania kołtunów i to wszystko. Okres linienia jest trudny ale nie wolno przesadzać z czesaniem, z kłakami fruwającymi raz w roku należy się pogodzić i zminmalizować posiadanie narzut oraz dywanów. Zbyt częste czesanie bardzo uszkadza włos okrywowy, należy więc unikać nadmiernego szczotkowania. To samo z kąpielą-zasada jest prosta kąpiemy jak się wybrudzi i śmierdzi (np. padlina, odchody, cuchnący szlam). Włos szetlanda tak jak i collie jest samooczyszczający się-spada z niego błoto i piach. Pokryty jest osłoną, która w wyniku nadmiernych kąpieli wymywa się i przestaje chronić sierść przed brudem i wilgocią. Collie oraz szetlandy to rasy hodowano niegdyś w trudnych warunkach klimatycznych, musiały być więc naturalnie przystosowane do błocka, zimna, deszczu i ciężkiej pracy. Pamiętaj o jednej ważnej rzeczy-szetland jest niezwykle szczekliwy a jego głosik nie należy do przyjemnych. Zapoznaj się więc wcześniej z technikami oduczania szczekliwości, ewentualnie sposobami na nie podsycania jej bo inaczej będziesz miał problem z sąsiadami.