-
Posts
1127 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by badmasi
-
[quote name='aesthete'][SIZE=2][SIZE=2]Uhh... muszę gdzieś wyładować swoją wściekłość ;<[/SIZE][/SIZE]wczoraj razem z mężem i Winim pojechaliśmy do znajomych. Była też jakaś para, której nie znam. Wini oczywiście zrobił furorę, ale zachowanie tej dziewczyny... Traktowała mojego psa jak lalkę, trzymała go na siłę, mówiłam, żeby go puściła, to puszczała na minutę. Brała go koło siebie, on chciał iść, a ta trzymała go i darła się na niego "SIAD! ZOSTAŃ! NIE WOLNO!". No myślałam, że jej głowę o kafelki rozwalę O.o Zabrałam go od niej i mówię niby żartobliwie "tak cię męczą, malutki...". Ale ona chyba zbyt tępa żeby zrozumieć... Wiadomo, że psiak mały, w nowym towarzystwie, to ciekawski. Chciał zobaczyć co się dzieje na stole, bo u nas stół jest wysoko, to nie widzi. Chwyciła go za pysk i mówi "ja to bym cię wtresowała" O.o mhm... już widzę jej metody. Później go wzięła i zaczęła mu głośno gwizdać do ucha. Nic, tylko strzelić przez łeb. W końcu powiedziałam, że idziemy, bo już nie umiałam tego wytrzymać. Zbieram jego matę do siusiania a ona "na dworze go uczcie lać, a nie na jakieś maty". no kurde... Wini ma maty rozłożone profilaktycznie, bo załatwia się na dworze ;< ale wiadomo, że jak to taki maluch - na załowanie nie umie moczu trzymać, więc chyba lepiej żeby zlał się na matę, a nie na podłogę? Ubieram mu szelki. Koleżanka mówi "no co ty chcesz, patrz jaki grzeczny". a ta panna "pewnie dziennie go leją w domu, to jest grzeczny". No i nie wytrzymałam i może niezbyt ładnie, ale odpowiedziałam "to, że ty masz ku*wa takie metody wychowywania, to nie znaczy, że ja też". O tyle mnie to zabolało, bo stosuję metodę tylko pozytywnego wzmocnienia... Poza tym jak całkowicie obca osoba może się wtrącać w wychowanie nie swojego psa?! Co jej do tego?! Ależ mnie zezłościła ;<[/QUOTE] Pamiętaj - twój pies, ty ustalasz zasady, ty wychowujesz, nie miej skrupułów następnym razem i reaguj stanowczo. Ja po próbach wychowawczych mojego kolegi , który uważa, że jest polskim Cesarem Millanem wystawiłam go za drzwi (a miał 100 km do Warszawy). Jemu przeszkadza wszystko - że psy biegają za frisbee, szczekają jak ktoś biega pod płotem, leżą jak on przechodzi a nie wstają, nie robią waruj jak wszyscy jedzą itd. Ciągle wyciągał dwa palce mówiąc kszsz, próbował łapać aby "zdominować" czyli uwalić psa na boku, szturchał nogą jak spały aby się podniosły gdy on przechodził, przeganiał od stołu w ogrodzie choć psy nie żebrzą a jedynie leżą opodal- masakra jak dla mnie. Psy są wychowane, grzeczne i przyjacielskie nie widzę powodu aby nieustannie je tresować szczególnie jak jesteśmy w naszym domu na wsi gdzie mają szansę trochę postróżować i poszaleć. Nastrój wiejskiej idylli prysł i wszyscy znajomi tylko musieli go pilnować aby nie karcił psów.
-
Uniesiony ogon to oznaka podekscytowania np. spacerem, dźwiękiem, zapachem....Jeśli dochodzą do tego sztywne łapy to można mówić o postawie napiętej, pełnej gotowości do ataku z zastrzeżeniem, że wszystko może się "rozejść po kościach". Ogon spuszczony, połamany może być oznaką skupienia np. reakcja na interesujący, niezbadany zapaszek - często, dodatkowo jedna łapa wędruje do góry, jeśli dochodzi do tego jeżenie u nasady to jest to oznaka poddenerwowania, niepewności Moje psy często podnoszą ogony ale to owczarki, wiecznie czujne, wiecznie na"służbie;) Pozycję z usztywnionymi łapami prezentują w kontaktach z nieznajomymi psami - jeden raz na tysiąc dochodzi do awanturki i tylko wtedy gdy mam psa na smyczy i podejdzie pies luzem.
-
[quote name='Uranoe']Dawno, prawie rok temu miałam piękny pokaz chamstwa psiarza. Na prawdę, niektórzy mogliby się od niego uczyć :shake:. Idę sobie z 3 psami (2 nabytki są naszymi znajomymi). Wyskakuje na nas owczarek i od razu rzuca się na Białego. ON był w takim stanie, że nie chciałam narażać się na bliższe spotkanie z jego zębami i zamiast odciągnąć, krzyknęłam. Gdy przestraszony odwrócił głowę, złapałam go za futro i dopiero zaczęłam ciągnąć w stronę właściciela, który z resztą nic nie robił. Parę razy mi się prawie wyrwał, a kiedy przejął go pan, znowu próbował uciec. Na szczęście znalazłam gałąź i go tym odstraszyłam. Już myślałam, że to będzie koniec. O nie, nie z moim szczęściem :roll:. Facet do mnie: - Chodź tu. - Nie!!! - to ja. I zgadnijcie, co na to facet. Spuścił psa. Do moich myśli po tym incydencie aż wstyd się przyznać :D.[/QUOTE] Facet jakiś psychiczny. Ja bym zadzwoniła na straż miejską lub policję. Tak wogóle to gaz, gaz i jeszcze raz gaz. Ja tam już od dawna z tłumokami nie dyskutuję ani nie walczę z cudzymi psami - wyciągam magiczny pojemnik i już, łańcuch też mam w kieszeni, który mam zamiar zamienić na smycz łańcuszkową dla większego psa więc broń będzie zawsze pod ręką.
-
[quote name='kkanarekk']To ja dorzucę coś od siebie. Mam trzy psiaki wszystkie adoptowane. Gacka i Gapę- terierki i jedna sunię Gunię- mix amstaffa. Gapa i Gunia nie przepadają za obcymi, pracujemy nad tym ale nie pozwalam obcym osobą głaskać moich psów. Tydzień temu szłyśmy z koleżanką na spacer, moje psiaki były na smyczy. Nagle podbiega do nas Pan i żywiołowo gestykulując pyta się o drogę. Moje psy nie zareagowały, usiadły grzecznie i nagle Pan pcha się z machającymi łapami do nich. Grzecznie poprosiłam by przestał. Nic nie dało, Gapcio zaczął szczekac bo się przestraszył a Gunia warczeć. A Pan nic - po raz kolejny upomniałam Pana a on na to trzymając rękę wyciągniętą wysoko w kierunku psa tak jakby chciał go zaatakować mówi: ja te psy uspokajam Pani się nie zna (nawiasem mówiąc moja koleżanka obok jest behawiorystą.) Zagrodziłam z koleżanką Panu drogę do psów i już podniesionym głosem kazałam odejść, psy już były bardzo podminowane bo wyglądało to tak jakby ten facet chciał mnie teraz uderzyć. Ale nic zero do niego nie dociera - pcha łapy to warczącego amsaffa mimo , że właścicielka mu zabrania!! Szlag mnie trafił. Dopiero jak nie wytrzymałam i powiedziałam, że to ja może spuszczę pieski ze smyczy to nam pokaże jak je uspokoi to sobie poszedł mamrocząc pod nosem, że się nie znamy bo on by je uspokoił!!! Ludzie są beznadziejni![/QUOTE] Zrobił tzw. Cezara Millana (wyciągnięta ręka i wyprostowane dwa palce, często z odgłosem kszszsz). To samo robi mój kolega, który uważa się za jego polskie wcielenie. Ja mu życzę aby go jakiś pies w końcu urąbał, bo nie sztuka stosować takie metody na moich ułożonych, wyszkolonych sukach. Po ostatniej takiej próbie millanowania najnormalniej kolega bez słowa został wystawiony za drzwi.
-
Kilka dni temu na moim osiedlu doberman zagryzł yorka. York był na smyczy, dobermanka luzem. W momencie gdy zaczęła biec w stronę psa właścicielka wzięła yorka na ręce. Dobermanka próbując wyszarpnąć yorka z rąk kobiety pogryzła również ją. Niestety właścicielka nie zdołała obronić swojego psa. Jestem wstrząśnięta tą historią. Dobermanka mieszka opodal mnie - niedawno się wprowadzili a ja też mam dwie suki w tym jedną małą. Nie wiem, że nie ma bata na takich ludzi. Baba wie, że ma agresywnego psa a wyłazi z nim luzem i bez kagańca. Mam nadzieję, że właścicielka yorka nie odpuści. Nawet nie wyobrażam sobie co musiała czuć kobieta zagryzanego psiaka. Baba od dobermana nie ma nawet wyrzutów sumienia, boi się tylko utraty mieszkania bo wynajmuje je jej przyjaciel właścicielki yorka.
-
evel - całkowicie się z tobą zgadzam. Dodam jeszcze, że owczarek nie będzie szanował właściciela "za nic", aby wzbudzić szacunek trzeba codziennej pracy z psem - spacerów połączonych ze szkoleniem i sportem. Wtedy rodzi się więź i zaufanie skutkujące wzajemnym szacunkiem. Owczarki potrzebują pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Znudzony owczarek to proszenie się o kłopoty. Tropienie, frisbee, posłuszeństwo to świetny sposób na zorganizowanie swojego i psiego czasu. Nie ma sytuacji, że aktywnego, energicznego psa przestajemy układać bo "on już wszystko umie". Każdy spacer ma przypominać "stare" komendy i uczyć nowych. Szkolenie to robota na całe psie życie. Co do trenera oprócz Boczuli polecam dziewczyny z Dogcampusa. Plac mają w Powsinie ale możliwe też są zajęcia indywidualne.
-
Na Polach Mokotowskich często ćwiczą psy-obi, frisbee, flyball. Osobiście nie widzę zagrożenia bo psy interesują się tylko i wyłącznie sportem. Mam obawy tylko co do psów wyprowadzanych rekreacyjnie, które szaleją bez kontroli właściciela - podbiegają i szukają zwady. Moje psy chodzą zazwyczaj luzem po parku. Po kilku rundach frisbee są tak zmęczone, że nie mają ochoty na głupstwa. Nauczone przywołania, chodzenia przy nodze są pod kontrolą. Nie podbegają do psów i ludzi, wogóle się nie oddalają. Jeśli sytuacja tego wymaga - ktoś ma obawy czy przechodzi dziecko to biorę na smycz, żeby nie stresować nikogo. Dla mnie linka w trakcie ćwiczeń frisbee jest bez sensu-u mnie psy kojarzą linkę z warowaniem (efekt palikowania), ewentualnie z tropieniem.
-
Nie chcę "analizować" Daruni i jej psów ponieważ jej nie znam tyle, że wielokrotnie znalazłam się po drugiej stronie barykady. Wychodzę z dwoma psami, z którymi się nie ciumkam-są karne, uczestniczą w zajęciach sportowych więc muszą i kropka. Biegają luzem po placu i nie mają prawa podchodzić do psów tych które lubią, nie nie lubią itd. Takie są zasady bezpieczeństwa. Muszę panować nad nimi słownie bo są bez smyczy-inaczej się nie da. Wracając do tematu. Mam na osiedlu babkę z dwoma "burkami" takimi tuż nad kolano. Za każdym razem burki mnie atakują a właściwie moje psy. Burki są zawsze na smyczy w tym jeden w kagańcu więc teoretycznie nie powinnam mieć z tym problemu a jednak. Zawsze muszę schodzić tej osobie z drogi, zawracać, zasuwać po trawniku itd. i to wcale nie dlatego że moje psy się pultają-nie są spokojne ale dlatego, że ta kobieta fizycznie nie panuje nad swoimi psami a słownie nawet nie próbuje. Ostatnio spieszyłam się i nie zeszłam jej z drogi-skróciłam smycze swoim gadom i tyle, idę...Na obliczu kobiety wyrysowało się święte oburzenie-jak ja śmiałam obok jej zdenerwowanych psiuńciów przejść a więc ze złośliwości popuściła flexi tak że jej psy znalazły się tuż obok moich i drą ryja a ona nic...No to niestety zwróciłam jej uwagę, że mogłaby zacząć wychowywać te psy, choćby spróbować przywołać je do porządku. Jedyną odpowiedzią było zwyzywanie mnie od "głupich bab". Chodzi o to, że nie mam pretensji, że ktoś ma agresywnego psa tylko o to, że nic nie próbuje z nim robić. Darunia akurat chociaż próbuje i oby jej się udało. Tyle, że na jej miejscu poszłabym na szkolenie z całym stadem.
-
To zachęcam do kupna drugiego. Dobrze jest pracować na dwóch dyskach. Z przeciąganiem to trochę inna sprawa. Zabawa polega na tym, że tylko przeciągamy ale nie rzucamy dysku i tak niestety przez dłuższy czas-kilka tygodni a nawet miesięcy. W trakcie przeciągania wymieniamy jeden dysk na drugi a nie na piłkę.Praca w dystansie z psem, który nie przynosi dysku a tylko go niszczy nie ma większego sensu więc chwilowo trzeba ten dystans zmniejszyć aż pies zrozumie o co chodzi w zabawie. Pamiętaj, że pies nic nie musi w zabawie, jedyne co musi to bardzo chcieć z Tobą współpracować;) Najważniejsza jest motywacja. Moim zdaniem pies jest mało zmotywowany, nie wie co to współpraca i stąd frustracja.
-
A może pokazać drugi talerz? Niech się nauczy, że jak przyniesie ten gryziony to rzucisz jej drugi.Jeżeli jest wkręcona we frisbee to się nie oprze;)
-
"Iskanie" czy ktoś się spotkał z takim zachowaniem?
badmasi replied to Paulina_mickey's topic in Wychowanie
Moja collie tak robi. Iska moje dłonie, młodszą sukę no i kota też. Czasami robi to w jakimś wyraźnym celu-tak jakby czegoś poszukiwała (ma taką skupioną i poważną minę) a czasami z rozekscytowania moim powrotem. Podobno małpy iskając się podtrzymują więzi społeczne. -
[quote name='_Kamila']Tylko powiedz mi po co mam skracac tą smycz, skoro pies na długiej lince zachowuje sie tak samo jak na zwiniętej? Nie będę sie tu kłócic i oceniac czyj pies jest lepiej wychowany, ale pewnie znasz moje zdanie, moge ci je nawet uargumentowac. Z tym że mój pies idzie po trawie, kiedy idzie po chodniku Libra ma obowiązek chodzenia przy nodze, więc ja nie wiem w czym ty wgl. widzisz problem. Chodnikiem poruszają sie ludzie, nie psy.[/QUOTE] Choćby dla komfortu osoby nadchodzącej z naprzeciwka. Taki psiarski savoir vivre. Szanuję ludzi, którzy mnie szanują i szeroko się wtedy do nich uśmiecham.
-
Gops-ja Cię rozumiem. Jeśli widzę kogoś z psem na smyczy, prowadzącym go obok nogi to skracam swoim smycz. Nie trzeba być supermuzgiem aby zrozumieć, że ta osoba nie życzy sobie kontaktu z różnych powodów a jakie one są to mnie słabo interesuje. Korona mi z głowy nie spadnie jak moje psy wykonają komendę "równaj".Chronicznie nie znoszę ludzi popuszczających flexi na środku chodnika czy ulicy bo oni mają ich zdaniem łagodne pieski. Dziś taki "łagodny" bigiel zamienił się w monstera a mój TZ z psem musiał wpasować się w przyuliczny płot aby nasza suka nie dostała zębami.
-
Ja noszę gaz oraz łańcuch. Po ataku rotwailera na moje psy gdy stałam jak d. wołowa i nic nie mogłam zrobić tak uzbrojona czuję się lepiej. Jak pies się sadzi na moje i nie dochodzi jeszcze do ataku to "delikatnie" trącam go nóżką-wcześniej kieruję oczywiście prośbę ustną w kierunku właściciela dymiącego psa. W większości wypadków skutkuje otupanie-jak dotąd ani gaz ani łańcuch nie były w użyciu, służą jako straszak.
-
[quote name='Cockermaniaczka']A jak inaczej wytlumaczyc tak skrajna glupote jak puszczanie psa np przy 2 pasmowej trasie ?Czy puszczanie psa gdy wlasciciel drugiego mowi jasno ze sobie nie zyczy tego i beda problemy?:roll::shake: Co do syt z yorkiem ja bym babie kazala spierdzielac prostowac banany...Jej pies byl bez smyczy,jej pies podlecial i to ona nie reagowala na prosby o zabranie psa... A straszenie sadem jest smieszne,sprawa cywilna kosztuje tysiac zl :evil_lol: wiec bardzo by jej sie na pewno to oplacilo :lol: Ja mam pytanie,czy wasze psy tez maja problem z porozumieniem sie z psami plaskopyskimi?:roll: Negro wczoraj poznal sie z bokserem,pies lagodny,chcial sie bawic a negro za chusteczke jak by go nie rozumial... :roll: Nie mamy wiekszego problemu z kontaktami z psami a tu bylo dosc dziwnie,niby ogon latal u spanielucha ,niby chcial sie bawic ale jak bokser podchodzil to go odganial...Mimo ze boksiu nie byl zbyl nachalny...Wydawalo mi sie ze negrusek jak by nie do konca rozumial boksera...Nie wiem czy to wina jego miniki czy wielkosci(ale negro nieraz bawi sie z labami czy wiekszymi kundelkami i jest ok)... Z shih tzu byla kiedys podobna sytuacja...[/QUOTE] Bywa, że takie psy posapują. Niektóre psy sie tego boją lub odczytują jako powarkiwanie. Ja mam na osiedlu buldożki i moje suki też niezbyt kumają o co chodzi z tymi dźwiękami choć buldożki bardzo przyjazne.
-
Bywa, że psy ostro wkręcają się przy zabawie i troszkę tracą kontrole nad zachowaniem. Ja bylam wielokrotnie dziabnięta przy frisbee-czasami był to efekt wkrętki a czasami stawało się to przypadkiem. Mocno podkręconego psa trudno jest wyłączyć, jeśli widzę, że dziabnął specjalnie to natychmiast kończę zabawę. Grunt to się nie bać, w moim przypadku te chapnięcia nie były zbyt dotkliwe-raz w przypadku collie skończyło się na siniaku ale wraz z upływem lat suka stała się delikatniejsza i zwraca większą uwagę na to aby nie zrobić mi krzywdy. Raz w trakcie odbijania się od mojej klatki piersiowej mnie wywaliła potem bardzo długo nie chciała powtórzyć sztuczki.
-
Trenujemy, bawimy się cały rok chyba że mocno sypnie i będą zaspy po szyję ;)
-
"Wychowuję, nie tresuję" - co myślicie na temat tej inicjatywy?
badmasi replied to evel's topic in Wychowanie
Wieje grozą choć czasami jest też i zabawnie. Tak sobie myślę, że niektórych z tych pseudo "pozytywistów" nie chciałabym spotkać na spacerze. Szybko dostałabym reprymendę za nękanie psa aportami, zamęczanie frisbee (jeden diabeł to mocno jest wkręcony aż mu oczy wyłażą jak widzi dyski) korekty smyczą (choć psy w szelkach) i burczenie na psy w momencie gdy mają ochotę spuścić jakiemuś pobratymcowi manto. Oberwałoby mi się też za odrzucanie psich zaczepek do zabawy. Taka zła i leniwa jestem, że czasami zamiast wariować z psami na podłodzę wolę bezmyślnie pogapić się w telewizor, poczytać książkę czy podziergać szalik na drutach. Wogóle brak tu konsekwencji no bo mamy nie rzucać piłki jak się pies domaga ale na już podrywać się z fotela i bawić się z psem jak tylko skrobnie łapką. Sama nie uznaję OE, kolczatek i zacisków ale przecież nie będę tworzyć bojówek tłuczących ludzi za inne poglądy i metody szkoleniowe. Poczytałam sobie trochę o CS na stronie o szkoleniu i zdziwił mnie opis psiego ziewania-ano pies ponoć zawsze ziewa przed atakiem. Moja suki często do mnie ziewają i robią to natychmiast gdy otwieram oczy jak się budzę. Raczej jest to sygnał -sorry że jesteśmy namolne ale wiesz cieszymy się że wstałaś i teraz czochranko i spacerek. Fajna też jest rada dla jednej z uczestniczek, która nie umie czteromiesięczniaka nauczyć załatwiania się na dworze, brzmi ona: "zgłoś się do behawiorysty". Myślę, że wogóle behawioryści mieliby mnóstwo roboty przy wszystkich naszych "lejkach" nieogarniętych "aż" do czwartego miesiąca życia :) Nagradzanie węszeniem też jest dla mnie dyskusyjne-w trakcie pracy (cokolwiek nią jest) schodzenie z psem co i rusz na zasikany trawnik coby go nagrodzić to wyrywanie z trybu pracy. Jakbym za każde złapanie dysku nagradzała psa węszeniem to miałabym psa "w lesie" a nie skupionego na pracy. Powęszyć to moim zdaniem można dać po zakończonej sesji-kiedy jest luz i odpoczywamy no i nie będzie to nagroda a forma relaksu. Tak wogóle to te fejsbukowe wynurzenia to niezły lans. Jeszcze nie przebrnęłam przez całość ale dam radę! Bardzo podoba mi się też postać "klakierki" wypisującej te bzdety o wilkach-bardziej jest zabawna niż groźna. -
Żeby zapisać się do klubu frisbee z dorosłym psem to ten pies musi mieć wpojone podstawowe zasady posłuszeństwa jeśli nie ma to warto popracować nad tym samemu lub zapisać się na kurs posłuszeństwa. Klub frisbee daje bardzo dużo-uczymy się prawidłowej pracy z psem, uczymy się porządnych rzutów. Dobry trener to skarb bo podpowie nam nie tylko jak pracować przy frisbee ale generalnie jak wzmacniać aport, unikać nieprawidłowych zachowań psa, wzmacniać z nim więź no i nauczy pracy w rozproszeniu (czasami dużym). Czyli same plusy. Jeśli nie mamy pieniędzy lub czasu na naukę w klubie to nic nie stoi na przeszkodzie aby uczyć się samemu choć proces ten może być dłuższy i niestety często narażeni jesteśmy na popełnianie dużej ilości błędów, które skutkować mogą słabym zaangażowaniem psa we frisbee czy kontuzjami. Musimy też intensywnie posiłkować się lekturą i filmikami, które niestety czasami mogą być mało jasne....Moim zdaniem dużo zależy od tego jak duże mamy ambicje i miłość do frisbee. Przy frisbee spacerowo-rekreacyjnym wystarczy samodzielna nauka jeśli chcemy wiedzieć więcej i umieć więcej to lepiej wybrać się na kurs lub choćby seminarium. Ze szczeniakami, zanim będą mogły skakać warto w domu przepracować podstawy posłuszeństwa, aport i oswoić z dyskiem wtedy jak będziemy już mogli iść na kurs to będą już mieć właściwe podstawy. Bywają też psie przedszkola oferujące podstawy sportowej pracy z psem. Voute, w przerwach nie bawią się ze sobą, pobawić to się mogą po zajęciach. Pies jeśli nie ćwiczy musi być uwiązany lub pod ścisłą kontrolą właściciela. Psy frisbowe niekoniecznie są superłagodne i skore do zabawy. Eufemistycznie rzecz ujmując część z nich jest wybitnie pobudliwa. Na zajęciach muszą być ukierunkowane na pracę a nie zabawę. Tak wogóle to trening frisbee to niezły wycisk i psychiczny bo myśleć trzeba i fizyczny-bolą takie partie ciała, które tak na pierwszy rzut oka wogóle nie pracują przy rzutach ale jak ktoś lubi ten sport i pracę z psem to bardzo polecam bo euforia jest nieziemska;)
-
[quote name='strix']Właściciel nie ma tu nic do utrwalania. Pies próbuje walczyć, widzi, że świetnie działa i robi to częściej i chętniej zgodnie z zasadą, że nagrodzone zachowanie będzie powtórzone. To tak jak z podbiegaczami. Ilekroć uda im się dziabnąć lub wspiąć się na innego psa (zależnie od tego, po co podbiegają), zachowanie to ulega wzmocnieniu. Osobiście uważam, że kaganiec to strzał kulą w płot poza wypadkami, kiedy mamy do czynienia z narawdę agresywnym psem, który jest zbyt silny aby go kontrolować. Ale zauwazyłam, że część właścicieli dużych psów wychodzi z założenia, że skoro ich pies ma kaganiec, to oni już nic nie musza robić (tzn szkolić psa, pracować z nim itp).[/QUOTE] Właściciel ma za zadanie przerwać takie zachowanie jeśli tego nie robi uważając, że jest to dopuszczalne to utrwala niepożądane zachowania. Kaganiec nie będzie też strzałem kulą w płot jeśli ktoś posiada psa niekoniecznie silnego ale takiego nad którym nie panuje słownie. Kagańce fizjologiczne (nie mam tu na myśli materiałowych bo te to "pic na wodę")umożliwiają szkolenie, są lekkie i dają pewność że zanim wyprowadzimy psa na prostą to nie dojdzie do tragedii. Ja niestety zauważyłam inną prawidłowość, że właściciele agresywnych psów unikają kagańców i w momencie kiedy przechodzi się obok ich pupila duszącego się z wściekłości na smyczy pozostaje tylko modlitwa coby psiulo nie dorwał się naszemu do tyłka.
-
[quote name='Szura'] Potrafią również, niestety, pogłębić jego traumę. Niezależnie od super intencji grzecznego psa/jego właściciela. :([/QUOTE] Tylko ja myślę o tych naprawdę szarmanckich co to zbliżą się, staną, odwrócą głowę i odpowiednimi zerknięciami zachęcają "cykora" do obwąchania zadka a jeśli zachęcany się nie zdecyduje to idą w swoją stronę. Spotykam takie psy czasami i bardzo lubię te zachowania, choć rzeczywiście to rzadkość. Ostatnio miałam nawet do czynienia z takim eleganckim labkiem. Choć to rasa niezbyt ostatnio lubiana to dzięki takim egzemplarzom odzyskuję wiarę w istnienie fajnych labradorów.
-
[quote name='Beatrx']cała zabawa polega na tym, żeby być szybszym od takiej baby:evil_lol: widzę babę na horyzoncie to idę w drugą stronę, ewentualnie wołam psa, sadzam, zapinam na smycz (żeby nie było, ze jest luzem:diabloti:) i czekam aż baba przejdzie. a jak baba wyjątkowo namolna i nie zamierza odejść, a ja nie mam dużo czasu to sobie idziemy.[/QUOTE] Ano baba cwańsza bo popuszcza linkę jak mój pies za aportem biegnie, potem pędem do swojego psiulka i na mojego tupie a i bywało, że i rączką od flexi mojemu przygrzmociła. Pinczerka i gizmo-bo takie zachowania są utrwalone czyli pozwalanie psu na zadawanie ciosów kagańcem. Mój drugi pies bywa, że nosi kaganiec jak ma muchy w nosie ale nie w głowie mu używanie tego kagańca przeciwko swoim "braciom".
-
[quote name='Beatrx']wiadomo, ze zawsze się znajdzie ktoś, komu przeszkadza luzem puszczony grzeczny, odwoływalny, łagodny pies zajęty swoimi sprawami (np. zabawą z właścicielem czy szkoleniem), nie podbiegający do innych (ludzi albo zwierząt). no ale nigdy nie ma tak, że każdemu dogodzisz.[/QUOTE] Wiesz, ja nie mam nic przeciwko psom które sobie swobodnie biegają zajęte swoimi sprawami aczkolwiek nie wydaje mi się aby było możliwe w takich warunkach choć jedno nie zaliczenie "wpadki" . Ja mam np. na osiedlu taką kobietę, która zbliża się ze swoim jrt w okolice psa np. biegającego luzem i popuszcza flexi no i na koniec oburza się, że pies luzem śmiał się zbliżyć do jej psiaczka no bo on "przecie " agresję lękową ma...No i co mój pies luzem, jej z agresją lękową ale na smyczy co z tego, że 8 metrowej ale ona ma w końcu rację bo to w końcu jakiś tam sznurek. Wpadka zaliczona, jak najbardziej;)
-
Nie post nie jest konkretnie do ciebie. Aczkolwiek...tak się zastanawiam czy ty puszczając swojego psa luzem aby się wybiegał nie stoisz czasami po drugiej stronie barykady i choć tobie się zdaje, że innym nie przeszkadzasz to być może ci inni mają inne zdanie. Kto wie? Nie dziwię się, że nie pasuje komuś podbieganie obcych psów tyle, że może się to zdarzyć a i zdarza często więc tak mnie nachodzą różnorakie refleksje co do zachowań różnych ludzi w różnych sytuacjach. Dla mnie przyjazny pies podbiegający, nienachalny nie jest traumą. Szczególnie taki pies, który się wita grzecznie-utrzymuje odpowiednią postawę, zachęca do zapoznania psimi gestami, cieszę się, że są takie psy bo potrafią niechcący zresocjalizować największego strachliwca. Tak samo jak i większość nie lubię psów agresywnych aczkolwiek te odpowiednio dopilnowane kompletnie mi nie przeszkadzają.
-
Co do kagańca to moim zdaniem jest to dodatkowe zabezpieczenie w przypadku agresywnego psa ale prowadzonego na smyczy. Puszczanie agresywnego psa luzem ale w kagańcu mija się z celem bo nie mamy szansy na reakcję jeśli pies znajdzie się daleko a przewodnik nad nim nie panuje. Ja osobiście nie ryzykowałabym mając agresywnego psa i średnio znając się na szkoleniu na prowadzanie go bez kagańca. Różne sytuacje się zdarzają i nie ma co obarczać winą całego świata za to, że mamy agresora choćby i po przejściach-mnie to osobiście średnio rusza. Tak się składa, że mam w okolicy takiego agresora poschroniskowego i lepiej się czuję jak widzę go w kagańcu i na smyczy-kilka razy zerwał się ze smyczy będąc bez kagańca i mocno pgryzł psy znajdujące się opodal. Moja sąsiadka ma z kolei agresywnego amstaffa. Chodzi z nim na szkolenia, także indywidualne jednak bez opieki szkoleniowca amstaff zawsze ma kaganiec i jakoś żyje...