Jump to content
Dogomania

badmasi

Members
  • Posts

    1127
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by badmasi

  1. Ajeczka, border prawdopodobnie chciał pozaganiać twojego psa. Psy nie bawią się z zaganiającymi owczarakami bo to trochę trudne, zwykle się boją lub wrastają w ziemię...Mój szetland też lubi pozaganiać pieski i niezłą mam zabawę jak on zagania bordery przyjaciół a bordery jego. Zazwyczaj kończy się ochrzanem dla wszystkich po równo. Szetlanda wysyłamy jak suka, śmieciara mojej koleżanki pożywia się pod blokiem. Szetland bardzo sprawnie przyprowadza ją do nas, jest skuteczniejszy niż właścicielka.
  2. [quote name='GAJOS'] PS. Zawsze i wszystkim powtarzam, że zabawa szarpakami (przeciąganie) jest kiepską formą zabawy z psem. Pies w ten sposób uczy się nijako walki z człowiekiem, do tego jeszcze Twój pies powarkuje więc, odpuść tego typu zabawy - ja wiem, że to fajne i w ogóle ale... do niczego to nie jest potrzebne, ani jakoś super nie rozładowuje nadmiaru energi Twojego czworonoga.[/QUOTE] Bzdura, szarpanie to nie "walka z człowiekiem" a namiastka wspólnego polowania (rozszarpywanie ofiary). Moje psy szarpią, warczą a wręcz stosuję oddawanie szarpaka i nie są agresywne w stosunku do mnie. Szarpanie pomaga w silnym aporcie i bardzo przydaje się do psich sportów. Szarpanie nie służy rozładowaniu energii, jest nagrodą i wkrętką we wspólną pracę. Tylko ze względu na to "wkręcanie" psa warto odpuścić sobie szarpanie przy psie słabo kontrolującym swoje emocje aczkolwiek rozsądny właściciel jest w stanie skanalizować pozytywnie te emocje, przełożyć na aktywność fizyczną czy umysłową. Najlepiej stosować do szarpania piłkę sznurkową - szarpiemy, rzucamy, aport , w nagrodę szarpiemy itd..wtedy to ma sens
  3. Tyle, że pies biegający za frisbee czy na torze agility męczy sie także "umysłowo". Frisbee to nie jest zabawa w aportowanie, pies podążając za deklem planuje, ocenia, namierza i łapie. Sporty, zabawa to jeden z elementów psiego życia i fakt, trzeba dzień tak psu zaplanować aby miał czas na odpoczynek a także żeby potrafił z niego korzystać. Notoryczne nakręcanie psa jest rzeczywiście bezsensowne. Pies musi sobie też czasami swobodnie pospacerować, powęszyć bez żadnego ciśnienia ze strony właściciela, poleniuchować, pospać. Jeśli chodzi o kliker jestem jak najbardziej "za", fajne są też prace węchowe. Co do zbytniego nakręcania psa. Byłam raz świadkiem jak labek aportował piłkę ze sporego zbiornika wodnego. Właściciele dla żartu udali, że rzucają piłkę na środek bajora a schowali ją za plecami. Pies wypłynął w poszukiwaniu aportu i za nic nie dawał się odwołać bo piłki nie było. Pływał w kółko aż tak się zmęczył, że sytuacja zaczęła być groźna. Na szczęście psa udało się zwabić piłką rzuconą opodal.
  4. Dla mnie karygodne jest to, że schroniska wydają niekastrowane psy i suki. Na osiedlu mam kilka miłośniczek psów, które przygarniają zwierzaki a po kilku miesiącach tak się rozkochują w swoich pieskach, że planują szczeniaczki po nich. Zazwyczaj rozmowa zaczyna się od pytania skąd mam psa. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że z hodowli, że z rodowodem. Potem pada pytanie kiedy ją dopuszczę. To mówię, że nigdy bo nie ma hodowlanki i nie kręci mnie rozmnażanie. Wtedy taka pańcia zaczyna wykład, że jej suka ze schroniska, że kundelek a kundelki to mądrzejsze od rasowych no i będzie dopuszczać bo chce mieć szczeniaczka po niej i zamierza uszczęśliwić pół osiedla tymi najmądrzejszymi z mądrych psów. Argumenty takich osób są zazwyczaj takie, że trzeba rozmnażać bo kundelków musi być więcej niż rasowych bo są mądrzejsze i zdrowsze, że musi dać "szczęście" swojemu psu bo on ze schroniska, bo posiada jakieś wyjątkowe nadprzyrodzone cechy oraz nieprzeciętną wręcz urodę. Nawróciłam już trzy baby, które przygarnęły suki ze schroniska ale ile się nagadałam to moje a sprawa byłaby prostsza gdyby te suki dostały się w ich ręce już wykastrowane. Jeden chłopak swojego psa schroniskowego - pies rasowy, z tatuażem ale schorowany, dopuszczał wielokrotnie.
  5. Biorąc swojego psa na ręce sami jesteśmy narażeni na atak dużego agresora. Ja mam ciągle w pamięci historię mojej sąsiadki. Została dotkliwie pogryziona a i tak nie uratowała swojej wiekowej, miniaturowej suczki przed śmiercią. Sprawa o zagryzienie psa została umorzona, teraz toczy się się sprawa o pogryzienie kobiety. Gaz ja zawsze noszę ale raczej jako straszak na właścicieli podbiegaczy. W żadnym przypadku nagłego ataku na moje psy nie zdążyłam go użyć. Niestety, najbardziej niezawodna okazała się nóżka w glanie:roll:
  6. [quote name='nadira']Ja psa wprawdzie jeszcze nie mam, ale dorzucę swoje trzy grosze... niedawno byłam z dzieciakiem na spacerku w lesie, z przeciwka szedł piesek, jakieś 5 metrów za nim właścicielka. Gdy nas zobaczyła zaczęła wołać "proszę go trzymać! proszę go trzymać bo mój pies może pogryźć!" Rozejrzałam się przekonana, że za nami też idzie ktoś z psem i to do niego te krzyki były skierowane (szczególnie, że moje dziecko psem w ogóle zainteresowane nie było) szczerze mówiąc wmurowało mnie trochę, piesek grzecznie przeszedł, pani mijając nas westchnęła zirytowana... no nie wiem, co o tym myśleć- chyba powinno mi wstyd być, że pozwalam sobie na spacery z dzieckiem bez smyczy i kobita nie może spokojnie z pieskiem po lesie spacerować[/QUOTE] Jeśli ona wie, że jej pies "może pogryźć" to zdecydowanie powinien mieć kaganiec. Co by było jakby się wyrwał? Rozumiem, że dzieci nie powinny podchodzić do psów (nie tyczy się twojej sytuacji) ale trzeba mieć trochę oleju w głowie. Z drugiej strony...Mnie spotkała przedziwna sytuacja. Rzucałam suce frisbee, była dosyć daleko. W pewnym momencie widzę matkę z dzieckiem na polanie, może tak z trzyletnim. Myślę sobie - odwołam psa i będzie ok. Kazałam suce podbiec do mnie ale matka razem z dzieckiem (puszcza dziecko) biegną za psem. Oddalam się i rzucam w drugą stronę, one znowu biegną do psa. Suka trochę zdezorientowana bo nie wie czemu ci ludzie ją gonią, że psy to już przyzwyczajona...Kazałam suce zrobić siad i idę pogadać z matką, dziecko w tym momencie dosłownie wiesza się na sierści psa. Moja suka nie jest agresywna i nie pogryzie aczkolwiek ciągnięta za futro nie wiem co zrobi bo nikt tak na niej w domu nie eksperymentuje. Normalnie to bym sobie odwołała psa i poszła ale drugi "diabeł" był uwiązany do drzewa. Ochrzaniłam matkę i pytam się co ona wyprawia, że nie powinna tak robić. Ona na to obrażona, że w takim razie sobie idzie...!? Próbuje odczepić dziecko od psa, dziecko się drze a ta jakaś niemota choć baba gruba i postawna i nie może tego kurdupla odciągnąć. Stwierdziłam, że nie będę się pieklić bo chyba jakaś nie ten teges. Na horyzoncie pojawił się jej mąż, jak jej już się udało odciągnąć dzieciaka to widziałam jak na mnie pokazywała ręką i coś tam podekscytowani gadali. Niestety takie uroki posiadania "Lassie wróć"...ludzie myślą, że te pieski służą jako zabaweczki i rozrywka dla dzieci a to przecież nie cyrk - chociaż to frisbee, no może...:roll:
  7. [quote name='asiunia']I masz też Lessie wróć szczeniaczka(sheltie):evil_lol: Swoją drogą mam na osiedlu szetlanda i jestem nim zauroczona-nie dość że prześliczny(mam mega słabość do wszystkiego co marmurkowe)to ma genialny kontakt z właścicielem. Miło na nich popatrzeć:p[/QUOTE] Szczeniaczka "Lassie wróć" to już nikt nie traktuje poważnie a przecież to mały owczarek..."Szczeniaczek" według większości służy do taranowania, deptania no i oczywiście trzeba go "socjalizować" z dużymi psami bo bez tego ani rusz. Szeltiki to są psy, które jak każdy owczarek dałyby się pokroić aby tylko zadowolić właściciela, przykleją się i nic innego nie jest dla nich ważne. Uwielbiają zabawy i pracę a mój to najbardziej prace węchowe (chodzi po śladzie oraz śladzie wstecznym)i aportowanie. Choć trenerka twierdzi, że mój szetland to ewenement bo szetlandy to słabi aporterzy. Ja też mam marmurka ale z przewagą czerni-łaciatego.
  8. [quote name='gops']ja ostatnio jestem bardzo zadowolona z spacerów , jako że mój ttb zaczął przypominać dorosłego psa , głowa urosła, robi się szeroki zwyczajnie dorósł już nie ma chętnych by w parku puścić do nas psa, wszyscy pięknie łapia psy na nasz widok . jak idę z samą suką zawsze coś podleci , jak idziemy razem spokój jak nigdy :loveu: to jest plus posiadania "groźnej" rasy . niestety to się tyczy parków , zanim dojdziemy do parku często napotykane pół domne psy .[/QUOTE] Zazdroszczę. Ja mam w końcu "Lassie wróć" a przecież ogólnie wiadomo, że to nie tylko bardzo inteligentne ale także kochające wszystkich psy. Jak moja "Lassie wróć" robi rekina (takie ząbki spod zmarszczonych usteczek) to wszyscy się dziwią ża toto ma kły jak pies.
  9. To ja mam inaczej chciałam psy, które bawią się tylko ze mną ;) Większość psów po okresie szczenięctwa wyrasta z zabaw z przedstawicielami swojego gatunku. Z moich obserwacji wynika, że psy chętniej wkręcają się we wspólną pracę (jak choćby polowanie na inne psy), spacery, węszenie niż zabawę. Nie znam psa "orientowanego na przewodnika" od małego który bawiłby się chętniej z innymi psami niż pracował ze swoim właścicielem - jest to dla nich nudne. Moje psy bawią się ze sobą w celu zacieśniania więzi społecznych i to tylko w domu, na spacerach czekają tylko na zadania.
  10. Karolina - odgraniczasz sobą i przyjmujesz groźną postawę, można tupnąć nogą, wrzasnąć lub złapać delikwenta za fraki - lekko nie ma.Nawet ludzie niewielcy wzrostem mogą być wielcy duchem ;) Trening to nie jest kwestia 3 miesięcy, to mogą być lata. Jest jeszcze sposób na "ucieczkę" - robisz odwrót i szybkim krokiem odchodzisz z psem, wtedy zazwyczaj właścicielowi "zguby" motorek się włącza w tyłku. Jak podbiegacz jest dodatkowo agresywny to ja się nie patyczkuję. Ostatnio nie pomogły prośby kierowane w stronę niefrasobliwej właścicielki która pozwoliła atakować swojemu owczarkowi nie tylko mojego psa ale i mnie więc wyjęłam łańcuch, który zawsze ze sobą noszę. Okazało się, że psa można skutecznie odwołać jak się chce. Ja też życzyłabym sobie aby spacery były przyjemne, relaksujące połączone ze sportem, który tak lubię ale to utopia - zbyt wielu idiotów chodzi na tym świecie. Podejście ludzi w miastach w stosunku do psów bardzo się zmienia - traktują je jak dzieci, jak istoty o bardzo wysokiej inteligencji, empatii (na zasadzie on sam zrozumie, on współczuje itp). Zero rygoru i mnóstwo głupiej miłości.
  11. [quote name='karolina_karolowska']Co robić, gdy mój pies się odsuwa i wyraźnie nie chce kontaktu, a ten drugi kompletnie tego nie dostrzega?[/QUOTE] Przejmować inicjatywę. Swojego psa do siadu i odgraniczyć od podbiegacza. Nie pozwalać swojemu na agresję jednocześnie nie dopuszczać do niechcianego kontaktu. Za dobre zachowanie nagrodzić - to można zrobić w sytuacji kryzysowej jeśli masz psa pod bokiem. Jeśli jest dalej to natychmiast odwołać i patrz wyżej. Twój pies wcale nie musi się z innymi witać, nie jest to do niczego potrzebne. Pracuj na dobrym postrzeganiem innych psów oraz orientacją na ciebie a reszta z czasem sama przyjdzie.
  12. [quote name='omry'] Kopanie jest fajne, ale żeby to zrobić perfekcyjnie, to trzeba na kilku pieskach potrenować :evil_lol: Ja jestem jeszcze w trakcie.[/QUOTE] Trzeba mieć mocne buty w japonkach nie wychodzi...Moja jesienna wersja to tzw. angielki więc spoko.
  13. [quote name='rozi']Jeszcze raz wspominając dawne czasy - kiedyś pewne rzeczy nie były po prostu tolerowane. Pies miał być wychowany, bo inaczej nie nadawał się do życia w społeczeństwie i już. Teraz większość psów nie jest uczona niczego, wszyscy się do tego przyzwyczaili i tylko labidzą (jak ja), że lata bez smyczy, że obszczekuje, że się rzuca, że jak mikra kobieta może wychodzić z bydlakiem, którego nijak nie utrzyma w razie dymu itd. W czasach mojej młodości nie widywało się dorosłych psów na smyczy, bo albo były nauczone zasad i posłuszeństwa, albo ich nie było, te niewyuczalne lądowały u kogoś w domu z ogrodem, nie nadawały się do życia w mieście, gdzie na każdym kroku mogły spotkać psa, czy człowieka. Na spacerze szukałam wzrokiem psów, żeby moje miały się z kim pobawić - teraz szukam, żeby w porę ominąć, a właściwie uciec przed niebezpieczeństwem.[/QUOTE] Też pamiętam te czasy, wtedy posiadanie psa w mieście to była sama przyjemność.
  14. Ale fajnie! Moje psy też uwielbiają śnieg, na jego widok zamieniają się w przygłupiaste szczeniaki. W śniegu fajnie się też bawi w szukanie piłek. Choć bywa, że niektóre wyłonią się dopiero po roztopach ;) Cieszę się, że Lunka pozbywa się strachów. Dobre jest też to, że psy z lęków wyrastają, jak dla mnie ten okres stabilizacji nadszedł dopiero między drugim a trzecim rokiem życia suki. Moja collie ma chyba już tylko jednego wroga a jest nim telebim no i może jeszcze gigantyczny balon reklamowy...;) Ostatnio pracowałyśmy z frisbee w towarzystwie traktora, panów z dmuchawami na liście i kilku rozszczekanych psów a moja suka skupiona na deklu i tylko na nim - ale byłam dumna!
  15. [quote name='asiunia']Tak jak napisałam w którymś poście powyżej...IMHO psy mają gdzieś wielkość innych(przynajmniej moje).Mój DON reaguje tak samo na widok atakującego jamnika jak i boksera.Sam nie prowokuje,ale sprowokowany reaguje-dla mnie jest to zupełnie normalne. Edit: Badmasi również w którymś poście powyżej pisałam,że mnie do mieszkania właśnie wpadł Cavik który chciał pokazać mojemu futru,gdzie jego miejsce:diabloti:[/QUOTE] Nie wiem, to może jest to zależne od rasy. Moja collie odróżnia małe psy nie stanowiące zagrożenia od dużych. Niestety rozróżnia także rasy. Dużo czasu zajęło mi aby odpiórkowała się od Donków. Pomogli mi w tym zupełnie nieświadomie nowi sąsiedzi na wsi, zza płota. Oni mają fantastyczne, wyszkolone dony i kolakowej całkowicie minęły dąsy. cóż - caviś popełnił błąd, jednak to jest pewna różnica awanturki na spacerach a niespodziewany "gość" na owczarkowym terytorium
  16. Wiecie co? Dosyć długo żyję na tym świecie i to w dużym mieście i w życiu nie spotkałam się z agresywnym yorkiem, cziłką a cavisiem w szczególności. Zazwyczaj są to psy histeryczne i tylko tyle. Mam jednak często do czynienia z agresywnymi astami, onkami, labkami jak i rottkami (które są ponoć oazą spokoju). niestety mam też doświadczenia, że duże psy czy średniaki często atakują mniejsze. Moje psy nie wchodzą w żadne interakcje z psami i na nie nie szczekają nie mówiąc już o podbieganiu a prowokują ataki agresji - szczególnie szetland.
  17. [quote name='Diora']Nie :) Nigdy się nie zdarzyło, dlaczego pytasz? Moja [U]broni się[/U] dopiero wtedy, gdy atak jest na serio, a podbiegacz naprawdę bardzo blisko.[/QUOTE] No tak ale jak się broni? Gryzie czy tylko kłapie zębami? Czy również "broni się" przed yorkami? Ja jestem świeżo po lekturze wątku na owczarku a propos yorków i powiem, że niektóre wypowiedzi mnie trochę zmroziły. Czasami odnoszę wrażenie, że niektórzy nadreaktywne psy hodują sobie sami. Było kilka rozsądnych i fajnych wypowiedzi ale one zginęły w morzu agresji i głupoty.
  18. Wasze duże psy reagują nadreaktywnie na małe? Ja się ciągle zastanawiam jak to możliwe? Rozumiem, jeszcze pies ze schronu ale wychowany od małego, z dobrej hodowli? Ja mam burka z dużymi popędami a nigdy nie zdarzyło się aby zaatakował coś co ma w granicach łokci. Nawet jak kiedyś jakiś kurdupel uwiesił się na portkach to strząchnęła i poszła dalej. Bardziej nadreaktywny jest szetland, który nie ma szczęścia do dużych psów.
  19. Ja rozumiem doskonale. Wogóle mnie nie rusza "plujący się" york czy cziłka ( a mam dwie takie rozjazgotane cziłki w okolicy). Taka miniaturka szlejąca na smyczy obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg ale jak widzę mojego "ulubionego" rottka nawet na smyczy i w kagańcu to zmykam w podskokach. Wiem, że baba wychodząca z tym rottkiem nie jest w stanie utrzymać go na smyczy i jak się wyrwie to będzie po zawodach... Z mojego doświadczenia najgorzej zachowują się ONki osiedlowe, uzbierało się ich ostatnio więcej niż astów. Mają przykrą tendencję podchodzenia do mojego szetlanda i jak szetland robi unik to zaczynają polowanie. Tak samo polują na inne, małe psy zmuszając właścicieli do brania ich na ręce i ucieczki.Z dwojga złego wolę podbiegającego yorka o niejasnych zamiarach niż dużego psa z którym naprawdę ciężko będzie sobie poradzić a wiem co mówię bo ostatnio miałam "incydent" z astem i onkowatym czymś. Właściciele dużych psów są szczerze przekonani, że każdy mały powinien przejść socjalizację z ich dużym czy raczej "chrzest bojowy" a ja uważam to za poroniony pomysł i przeganiam takich znawców razem z ich psami. Socjalizację to można przechodzić np. ze sznaucerem olbrzymem moich sąsiadów. To pies przewodnik, świetnie ułożony i wytresowany któremu właściciel na widok jorczka każe warować i pozwala na spokojne "poznanie się".
  20. Podczas cieczki suki potrafią zachowywać się przedziwnie. U mnie suki podczas cieczki ciągle się kopulują a ta kopulowana odstawia ogon jak do samca. Tuż po cieczce przejawiają "matczyne" skłonności w stosunku do szczeniaków na co zdecydowanie nie pozwalam bo już raz skończyło się to urojoną ciążą. Potrafią też na posesji kopać nory na szczeniaki, zazwyczaj kopie ta druga niezacieczkowana i jak gotowe to wprowadza tam damę cieczkującą i obie czekaj na rozwiązanie, które oczywiście nigdy nie nastąpi bo są to suki nie przeznaczone do hodowli i nigdy w ciąży nie będą. Jak cię wkurza zachowanie suczki to postaraj się znaleźć jej inne zajęcie i nie pozwalaj na wylizywanie małej. Generalnie suka w cieczce i tuż po powinna być absorbowana zabawą aby nie doszło do urojonej ciąży.
  21. Ja nie pogardzam właścicielami yorków, są to dla mnie psy jak każde inne tyle że mniejsze i delikatniejsze fizycznie. Nie przeszkadza mi jak ktoś bierze swojego yorka na ręce w obawie przed moimi psami choć one nic do yorków nie mają a wręcz je lubią bo mam na podworku kilka tych psów i moje znają się z nimi od szczeniaka. U mnie na osiedlu jest raczej terror dużych, agresywnych psów puszczanych luzem - znudzonych i skorych do bitki lub chcących się "tylko pobawić". Osobiście jestem przeciwna bezrozumnej socjalizacji yorków z dużymi psami bo niestety większość z nich nie umie zachować delikatności i umiaru w zabawie. Socjalizacja musi się odbywać z psami zrównoważonymi o odpowiednim temperamencie bo inaczej wychowamy przerażonego yorkasa szczekacza. Mój mniejszy pies po kilku atakach dużych psów choć zawsze był pozytywnie nastawiony a i jest wychowany z psem 23 kg. nabrał ostatnio histerycznych manier. Co do kotów na spacerze w mieście, ja osobiście bałabym się w warunkach jakie są wyprowadzać swojego kota na spacer i to na smyczy, gdzie jego możliwość ucieczki jest znikoma. Kot oraz moje świnki są wypuszczane "na wolność" (świnki w zagrodzie) jedynie na mojej posesji na wsi. Moj kot w mieście siedzi bezwarunkowo w domu ale tylko dla jego bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o polowanie to moja collie jeden raz się pomyliła i zapolowała na małego białego teriera- zobaczyła go z daleka w ciemności i nie zdołałam niestety jej odwołać. Jak dobiegła to zatrzymała się i sama zrobiła szybki odwrót z głupią miną. Bywa, że pogoni gołębie ale nie robi im krzywdy. Kiedyś okazało się że jeden jest chory i nie odleciał - stała tylko i się przyglądała, potem wróciła do mnie i trącała nosem - na zasadzie "zobacz, zobacz, gołąb który nie lata". Czasami jak mnie wkurzy to mówię jej, że oddam ją do pracy na lotnisko. Ja nie mam psów myśliwskich więc ich instynkt polowania jest stępiony, mogą fakt złapać wkrętkę na pogoń ale nie na zagryzanie. Na wsi mam stado bażantów i chodzą po podwóku jak kury i piórko im z tyłka nie spadło. Tak samo obce koty są wyganiane z podwórka a nie zagryzane. Raz ktoś nam podrzucił kocięta i psy tylko narobiły rabanu na widok "obcych" ale nie zrobiły im najmniejszej krzywdy.
  22. Hikaru, ja mam podkłady "ludzkie" nie są mi już potrzebne więc mogę je oddać pod jednym warunkiem - że jesteś z Warszawy ;)
  23. Paulina - na Polach Mokotowskich aż się kłębi szczególnie w niedzielę ale pamiętaj, że większość psów biega bez smyczy i przywołania i musisz być przygotowana na bliskie kontakty
  24. gops - współczuję, ja po ostatnim ataku asta na mojego psa mam lekką schizę, zaczęłam się bać tym bardziej, że wrócił z działy mój "ulubiony" rotek, który pogryzł mi kiedyś collie, suka znowu luzem, znowu bez kontroli, kagańca...no i jeden z dorastających astów się zbiesił, dotąd atakował tylko samce teraz zaczął się sadzić i na suki - właściciel nad nim nie panuje i żeby mieć go z "bani" puszcza go luzem a teraz ciemno i ciężko wypatrzeć dziada. Zauważyłam zmianę w zachowaniu szetlanda po ataku - zaczęła warczeć na wszystkie podchodzące suki, wcześniej nigdy nie słyszałam aby warczała. Po ostatnich dwóch dniach spędzonych w parku i kontaktach z normalnymi psami trochę wyluzowała
  25. [quote name='Martens']Owszem, ciężko jest wypracować pełną kontrolę nad psem z genami husky. Dlatego jest masa husky, ktore nigdy nie są puszczane na smyczy na nieogrodzonym terenie, a ich właściciele pozwalają im się wyżyć w sportach przeznaczonych dla tej rasy - czy to przy rowerze, czy w canicrossie, czy w zaprzęgu. Niektorzy jednak idą na łatwiznę i puszczają sobie pieska po lesie, i jeszcze mają pretensje do całego świata, tylko nie do siebie, kiedy coś się wydarzy. Co do pobicia kogoś za użycie gazu na psie - z dobrego serduszka i doświadczenia uprzedzę, że to bardzo głupio rzucać się z łapami na kogoś, kto ma gaz. Po użyciu go na psie, zostaje jeszcze całkiem sporo na jego agresywnego właściciela; zasięg działania też będzie większy i doleci szybciej niż Twoja rączka, więc bardzo prawdopodobne, że to jednak Ty znajdziesz guza - na komisariacie, z piekącymi jak diabli oczami. I po tych wszystkich akcjach z agresywnymi psami, z jakimi miałam do czynienia, ja mam głęboko w d*pie rozstrzyganie w ciągu sekund, kiedy biegnie na mnie obcy niemały pies, czy mam się bronić czy trzymać swojego, żeby tamten łatwiej mógł go użreć. Ok, nie walnę gazem dużego szczeniaka, kiedy widać, że to szczeniak i biegnie się bawić, ale dorosłego dużego psa nad którym nikt nie panuje, którego zamiary ciężko mi odczytać (albo wręcz widać, że ma złe) i mam marne szanse go odgonić - owszem. I czekam niecierpliwie na bohaterskiego właściciela, który będzie miał do mnie za to wielkie pretensje.[/QUOTE] :) popieram a i wypowidź evel w tym temacie podobała mi się bardzo
×
×
  • Create New...