-
Posts
1127 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by badmasi
-
Jest to postawa sygnalizująca napięcie w połączeniu z ekscytacją, w przypadku niektórych psów nie wróży to niczego dobrego. Wszystko zależy od tego jak zachowa się pies, który podejdzie, jeśli będzie miał przyjazne zamiary to "rozejdzie się po kościach" a jeśli nie może dojść do starcia. Pies "odpusza" jak odejdziesz bo wtedy czuje się mniej pewnie, nie ma wsparcia. To poruszanie końcówką ogona nie ma nic wspólnego z radością. Pies odprężony, rozradowany macha całym ogonem wokół własnej osi lub wykonuje zamaszyste ruchy poniżej poziomu grzbietu. Ogon uniesiony wysoko, sztywny lub lekko drgający czy wachlujący to ekscytacja, napięcie. Ja osobiście nie lubię tej postawy i jeśli mam psa na smyczy, coś podejdzie to luzuję smycz i odwołuję psa odsuwając się możliwie jak najdalej. Jeśli pies jest luzem, nie zbliżam się tylko odwołuję. Katlis dobrze radzi, jeśli to możliwe to natychmiast "wytrącamy" psa z tego stanu.
-
Ja byłam na Polach Mokotowskich. Collie pięknie pracowała z frisbee bo chłodno i trochę śniegu, bawimy się w "dookoła świata" bo taką ganiankę collie uwielbia a tu nagle sru...Brązowa astowata torppeda dopada do nas i z irokezem wyhamowuje na moim psie. Całe szczęście ast w porę zorientował się, że ma do czynienia z suką i choć ciągle z irokezem to sobie odpuścił ale cały czas był na maksa spięty a i moje dekle nie przypadły mu zbytnio do gustu. Rozglądam się, właściciela ani widu ani słychu, pies "pilnuje" mojej collie i co tu zrobić...Okazało się, że kilka soczystych przekleństw zadziałało jak puszka gazu (aż panie z wózkami wmurowało w alejkę) i ast zawinął się w podskokach do swojego pana, który raczył wyłonić się z krzaków - tak na oko 80 letniego dziadka. Tak sobie myślę, co by się stało gdyby ast spotkał się z samcem...nie życzę nikomu. Właściciel poruszał się nieco niemrawo, tracił z oczu swojego psa a chociaż miał gwizdek to i ten gwizdek jego osobist cielaczek miał głęboko w ... Moje suki jakoś tak mimo wszystko zakochane w astach, sama nie wiem dlaczego. Wieczorem na spacerku zetknęłyśmy się z wielkim, czarnym "mordercą" na kolczacie i grubej jak moja ręka linie a moje suki no cóż - całe w "pąsach". Nawet mała, ostatnio pogryzina przez astkę mało co się nie posikała z zachwytu.
-
[quote name='motyleqq']to zależy, czy gdzieś kiedyś przypadkiem nie napisałaś, że Twój pies na kogoś szczekał... :evil_lol: na dogo to lepiej nie pisać o swoich psach, serio ;) edit: opcja napisana przez evel w sumie też jest prawidłowa. bo pieski są jakie są, wcale nie mamy wpływu na nie, zwłaszcza jak są samcami ;)[/QUOTE] Ktoś na dogo przypadkowo opisał jak miał do czynienia z wyjątkowo szczekliwym szetlandem (a nawet się go wystraszył) a to był właśnie mój osobisty szetland i przyznaję szczerze - od tego momentu minęły trzy lata i szetland jak szczekał tak szczeka, paskudny z niego jazgot ;)
-
PIES ZAATAKOWAŁ DZIECKO, właścicielowi pozwolili po prostu odejść.
badmasi replied to Vailet's topic in Film & reklama
[quote name='bejasty']Znowu odbiegnę do filmiku ale pamiętacie sprawe pogryzienia przez "niebezpieczne psy" dzieci ,ktore skracały sobie drogę przechodząc prze ogrodzenie sąsiada ? Czy tu tez bedziecie winic psy -które mialy pilnowac terenu swojego właściciela ? czy i te psy powinny być w kagancach ?[/QUOTE] Tak. Też mam psa stróżującego i nigdy nie zdarzyło się aby kogoś ugryzł. Unieruchamia "ofiarę" stojąc przy niej i szczekając - nie atakuje. Odwołany wraca do nogi. -
Tyle, że czasami prośby i groźby nie pomagają. Ostatnio zmorą osiedla jest dobermanka puszczana nie tylko luzem ale wogóle puszczana ot tak...Właściciele zostawiają ją i idą do domu. Ostatnio puścili ją jak miała cieczkę, wróciła po tygodniu. Wszyscy panicznie się jej boją bo suka wyrosła już z okresu szczenięctwa i stała się niebezpieczna. Właściciele to skrajna patologia - grupa dresów skłotujących jedno małe mieszkanie. Na każdą uwagę, próbę odgonienia ich suki reagują skrajną agresją. Drugi "aparat" to koleś z astem - dorastającym młodzieńcem. Ja się nie boję bo mam suki ale moja koleżanka ze swoim psem (samcem) ucieka w podskokach. Ast sadzi się do psów a koleś ciągle utrzymuje, że on się tylko bawi i jest kompletnie niereformowalny. Nie muszę dodawać, że ast nie reaguje na żadne komendy.
-
[quote name='LadyS']A czy Wy nie macie języków i nie potraficie powiedzieć "Zabierz pan/pani swojego psa, bo sobie nie życzę, żeby mi tu podlatywał i następnym razem dostanie kopa/gazem po oczach, jak będzie próbował <się przywitać>"?[/QUOTE] Niektórym to można mówić i tysiąc razy a i tak nie dociera.
-
Tak to prawda z tymi małymi psami. Sąsiedzi mają dobermankę, która dorasta a może już dorosła - skończyła rok i zawsze biega luzem. Zaczyna dymić i jak widzą mnie z szetlandem to mają to gdzieś. Dobermanka podbiega i atakuje mi psa. Jak idę z collie to już inna bajka. Raz dobermanka do niej podbiegła - spróbowała swoich gierek, ja poluzowałam smycz i pozwoliłam suce "zrobić swoje". Teraz na widok kolakowej natychmiast odwołują dobermankę a jak mam tylko szetlanda to ani prośby ani groźby nie pomagają. zmierzchnica - współczuję koleżance. Dlatego ja nigdy nie zabieram psów na spacery na wieś. Chodzimy tylko w pola ale i tak uważam czy coś się nie szwęda. Te psy wiejskie, które znam bo sąsiedzi przychodzą czasem z nimi to wiem, że niegroźne. Najbardziej boję się tych, które wiem, że non stop uwiązane na łańcuchu i że od czasu do czasu się zrywają. Ja to nie wiem jak wielkiego psa musiałabym mieć aby był większy od reszty i tych w mieście i na wsi - chyba kaukaza? Ostatnio tam gdzie mam wiejski dom, ludzie mieszkający pod lasem sprawili sobie azjatę. Miniaturowa suczka zagryziona przez asta na moim osiedlu - sprawa została umorzona z powodu niskiej szkodliwości czynu. Teraz druga sprawa w toku założona przez właścicieli - ast pogryzł również właścicielkę suczki, ciekawe jak się skończy...Baba z astem chodzi z nim luzem po osiedlu i śmieje się ludziom w twarz.
-
Gratuluję i cieszę się bardzo! Wiesz, jak moja collie przeżywała najtrudniejszy okres strachów a miała coś ok1,5roku to treserka poradziła mi abym ją oddała komuś kto mieszka na wsi to suka odżyje a w mieście zawsze się będzie męczyć i nic nie da się z tym zrobić. Wyobraziłam sobie jak ją oddaję i cierpię po rozstaniu, wyobraziłam sobie swoją córkę która patrzy na matkę, która poddała się i oddała psa, zobaczyłam swojego psa, który mieszka z kimś innym i może ten ktoś traci do niej cierpliwość i zaczyna ją źle traktować. Przeżyłam to w myślach i stwierdziłam że po pierwsze dam radę a po drugie kupujemy dom na wsi. Mój TZ ma wolny zawód i dużo w tym wiejskim domu siedzi, zabiera collie a ona dzięki temu może złapać oddech i całkowicie się zrelaksować. Dla psa można dużo zrobić a on oddaje nam to w dwójnasób. Teraz jak siedzi i gapi się w moje oczy wyśpiewując swoje kolakowe piosenki cieszę się, że nie dałam za wygraną. Może to trochę patetyczne ale ja to tak czuje. Moja suka ma teraz 8 lat, zaczyna siwieć, trochę traci wigor ale też i z wiekiem staje się coraz bardziej "ludzka" - nawet nauczyła się "mówić" jak do niej gadam to odpowiada tak modulując głos, że i czasami wychodzą z tego całkiem porządne słowa - hitem jest np. słowo "mama" ;)
-
A co to jest najwyższa półka? Szetlandy kosztują od 1000 do 2000 zł.
-
Jak zwykle zgadzam się z evel. Moje suki po okresie szczenięctwa całkowicie zrezygnowały z zabaw z psami. Owszem, lubią spacery z psami moich znajomych ale trudno nazwać to zabawą jest to raczej wspólne eksplorowanie terenu. Moje psy skrzętnie omijają grupy psiarzy ćmiących papierosy i ich kotłujące się psy. Co do witania się przez obwąchiwanie - pozwalają na to wyłącznie wybranym osobnikom (jeśli są luzem). Jeśli są zasmyczone to ja to monitoruję - smycz plus moja bliska obecność może wywołać niesnaski szczególnie jeśli mamy do czynienia z obcą, dużą suką skorą do dominacji. Bywa, że bawią się ze sobą ale moim zdaniem ta zabawa ma nieco inny cel niż samo wybieganie się - służy to raczej zacieśnianiu więzi. Z obcymi psami takie zachowanie nie ma wogóle sensu gdyż nie należą do "stada". Ważne jest to co napisała evel - psa trzeba pobudzać umysłowo i nakierowywać na przewodnika i "pracę" wtedy procentuje nam to w wieloraki sposób. Śmiem twierdzić, że dzięki temu nawiązuje się między nami a psem niesamowita więź i zrozuminie co mnie osobiście daje wielką radość.
-
To przynajmniej tyle, że suka jeszcze nie kryta. Ja myślałam, że szczeniaki już w drodze. To masz jeszcze szansę odwieźć je od tego procederu. Powiedz, że szczeniaków może się urodzić nawet 9-8 a ich odchowanie jest dużo bardziej kosztowne od małych jamników czy yorków. Jedzą dużo, robią duże kupy więc sprzątania mnóstwo...Nie wiem co ci jeszcze doradzić...Moja koleżanka, która ma agroturystykę i psy do pracy (do zaganiania) postanowiła rozmnożyć najlepszą parę collie aby mieć po nich potomków do roboty. Szczeniąt urodziło się 9, okazało się także, że te które zostawiła do roboty przy bydle niezbyt się do tego nadają. No i kłopot. Zbrzydło jej to "hodowanie" już po pierwszym razie (suka ma już 12 lat i nigdy więcej nie została rozmnożona). Ja mam sukę z tego miotu - mocno popędliwa a zarazem tchórzliwa. Jako jedyna z właścicieli, którzy wzięli psy pracuję z nią a co się z nią naużerałam to moje....Jestem też jedyną osobą z którą koleżanka ma kontakt, reszta szczeniąt poszła w świat i słuch o nich zaginął. Teraz koleżanka gorzko żałuje swojej głupoty. W końcu kocha psy a widząc mojego narwańca ma czarne myśli co do losu szczeniąt.
-
Wiesz co, collie to nie jest "chodliwy towar". Suka collie może urodzić nawet 8 szczeniąt, bardzo ciężko będzie im znaleź nabywców. Szczeniaki bez odpowiedniej socjalizacji mogą wyrosnąć na lękliwe a przy temperamencie collie będą przysparzać wielu kłopotów. Ich los w przyszłości może być bardzo smutny. Po kilku uciążliwych miesiącach, jeśli nie znajdą się odpowiedzialni właściciele psy skończą wywalone w lesie lub uwiązane łańcuchem do budy. Weź i pogadaj z laskami aby chociaż znalazły psom dobre domy. Niech nie patrzą na kasę tylko wybiorą dobrych właścicieli. Collie to pies wymagający stałego kontaktu z człowiekiem i pracy. Szczeniaki muszą być obeznane z otoczeniem - ludźmi (także z małymi dziećmi), hałasem, sprzętem domowym, parasolami, dużymi płachtami (jak powiewające na wietrze pościele, worki foliowe). Muszą znać piłki, szarpaki czy inne zabawki, dobrze jest także przynieść do domu (ogrodu) plastikowe pachołki drogowe lub inne znaki (do dostania w sklepach typu Obi, lub pożyczyć od zmotoryzowanego sąsiada). Szczeniaki powinny być też noszone w kocykach tam gdzie jest duży ruch uliczny. To minimum dziewczyny muszą psom koniecznie zapewnić. Jeśli suka - matka jest lękliwa nie powinna brać udziału w ćwiczeniach ze szczeniakami bo inaczej przekaże im złe wzorce. Oczywiście ćwiczymy z podrostkami a nie ślepymi pełzakami;) Jeśli nie możesz zrobić więcej, zrób dla tych psiaków chociaż to - zsocjalizuj, pomóż znaleźć właścicieli i namów laski aby nie brały kasy (nie mogą zarobić bo się nakręcą na kasę)
-
Bywają collie półdługowłose - rodzą się czasami w rodowodowych hodowlach jako "wypadek" przy pracy najczęściej w hodowlach collie gładkowłosych nazywanych też krótkowłosymi. Collie w typie klasycznym - bardzo rzadkie w Polsce też miewają mniej obfitą i krótszą szatę. Najczęściej jednak krótszy i rzadki włos mają tzw. collie w typie rasy bezrodowodowe. Krótki włos jest bardzo fajny pod warunkiem, że idą za tym temperament, chęć do pracy i fajny charakter - co nie jest takie oczywiste przy domorosłej pseudohodowli.
-
Na dachu mojego bloku są kolce i nic się na nie nie nadziewa. Gołębie się wyniosły bo nie mają gdzie siadać. Karmicielki dały sobie spokój bo nic nie przylatywało na wyżerę. Koniec z zasranymi balkonami, parapetami, oknami, samochodami i zaciekami na elewacji (zabytkowej). Kropkę nad i postawił drapieżny ptak, ktory z godnym podziwu zacięciem polował na srajtki. Latem mamy sierpówki i grzywacze ale to gołębie "eleganckie", nie lubią parapetów i dachów, siedzą sobie na drzewkach i przyjemnie gruchają.
-
[quote name='LadyS']No, to zależy, czego oczekujesz po posiadaniu psa. Bo jeśli tego, że będzie na własną łapę organizował sobie czas na podwórku - cóż, to jest wspaniale wówczas ;) Dużo takich organizujacych sobie czas psów znam i widuję.[/QUOTE] Jeżeli uznać, że moje psy wolą sobie poleżeć na trawce lub deku a nie na podłodze w bloku to rzeczywiście można stwierdzić że organizują sobie czas same. Nie każdy ma narwane psy, które tylko biegają lub szczekają. Oprócz swoich psów goszczę i kilka borderów mojej siostry i psy przyjaciół. Wszystkie nauczone sa relaksowania się i bezmyślnego gapienia w słońce ze zmrużonymi oczami. Jak przychodzi czas na zajęcia to dają 100% z siebie a jak nie to leniuchują. Czego ja oczekuję po psach? Tylko tego co mogą mi dać, nic ponadto. Te psy, które widujesz - domyslam się że w ogródkach przydomowych to myslisz, że wyprowadzane na spacer w mieście gdzie by poszły i co robiły? Niech zgadnę - runda wokół bloku lub szybkie siku na trawce przy asyście właściciela w szlafroku w drzwiach klatki.
-
[quote name='LadyS']No i o czym to świadczy? Bo to, ze pies "woli" spędzać czas na dworze, to jedno, a to, czy to dla niego "najlepiej", to drugie.[/QUOTE] A dlaczego miałoby byc źle?
-
[quote name='a_niusia']no wlasnie nie wiem... ja uwazam, ze gdyby moim czarnym brytanom postawic bude, to sa tacy zawodnicy, ktorxy latem zrezygnowaliby z sypiania w domu. u nas balkon jest jednym z glownych miejsc przebywania psow i dlatego sadze, ze na dworze byloby im rownie milo.[/QUOTE] Moje psy jak jesteśmy na wsi nie chcą włazić na noc do domu, trzeba te bydlęta zaganiać. Pozwijają się w kłębki i śpią na deku. Już się zastanawiam co to będzie jak wybudujemy stodołę. Ja chodzę na dalekie spacery z psami, raz dziennie wychodzimy poza posesję, psy to uwielbiają. To fantastyczny widok jak idziemy w pole a potwory nastawiają się pod wiatr, węszą, polują na myszy, kąpią się w rzece a na koniec tarzają w krowim placku. Widzę niekłamane szczęście na ich pyskach. Ja na wsi robię dużo rzeczy z psami ale jak i nic nie robimy to samo ognisko czy kręcenie się po ogrodzie to frajda. Lubią wylegiwać się na trawie lub lądują na kocykach naszych gosci, trochę postróżują, trochę połapią frisbee i dzień mija.... Fakt, w mieście więcej trenujemy posłuszeństwo czy uczestniczymy w treningach i to są plusy naszego miejskiego życia. Reszta to same minusy.
-
[quote name='LadyS']O, i to jest właśnie podstawa tego zagadnienia - człowiek wolałby mieć możliwosć, a nie pies ;)[/QUOTE] A ja się zawsze pytam psów jak mój tz wyjeżdża do domu na wsi (mamy łąkę, ogród i rzekę a wszysko pod lasem) " To który jedzie na wieś?". Wszystkie burki łącznie z psami mojej siostry się zawijają na samo słowo "wieś". Najczęściej zostaje tylko jeden - szetland bo on jest do mnie przyklejony, chociaż i jego czasami wypycham (przynajmniej tam może się naszczekać do woli). Niebawem będą kozy i owce, to dopiero będzie raj!
-
[quote name='gops']wystarczy gruby kij :) można znaleźć mase filmików z atakami ttb na których dokładnie widać jak ttb się nakręcają gdy są bite , kopane przy ataku a te które nie są najczęściej tylko trzymają ofiare i nie szarpią więc nie robią dużych ran . a najlepiej jakby każdy kto posiada ttb miał też w kesezeni takie coś [URL="http://www.elperro.com.pl/index.php?page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=327&category_id=37&option=com_virtuemart&Itemid=1&lang=pl"]http://www.elperro.com.pl/index.php? page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=327&category_id=37&option=com_virtuemart&Itemid=1&lang=pl[/URL] oczywiście jeśli nie jest pewien swojego psa w 100% , ja nie jestem mimo że nigdy nie zrobił żadnej akcji .[/QUOTE] Może i masz rację. Tyle, że ja znam relację z pierwszej ręki ( stary kundelek sąsiadki zagryziony w sierpniu przez amstaffa) i wyglądało to tak, że ast podbiegł jeden raz do suczki, na chwilę odbiegł, wtedy sąsiadka wzięła suczkę na ręce. Ast skoczył, pogryzł sąsiadkę (twarz i ramiona) a następnie wyrwał psa i chwycił za szyję - ścisnął jeden raz. Suczka miała przerwany rdzeń kręgowy - autopsja u weta. Nikt tego asta nie kopał bo nawet nie miał jak, sąsiadka przy skoku asta wywaliła się na ziemię. Szczeniak mojej koleżanki z rozprutym brzuchem - tak samo, ast doskoczył do psa, mały wywinął się do góry kołami a ast złapał za brzuch i wygryzł dziurę. Tego asta tez nikt nie kopał. Moja koleżanka zbyt się bała aby reagować. Gops - oglądasz takie filmiki...??? Ja raczej oglądam filmiki o technikach rzutu frisbee ;) filodendron - no właśnie...Jakby wszystkie psy byly takie same to nie byłoby sensu dzielić ich na rasy...Szkoda tylko, że ludzie nie biorą częściej psów z grupy IX ;)
-
[quote name='Diora']Dlatego napisałam Ci co będzie najbardziej skuteczne - POLICJA :) Nie wierzę w odbieranie psów, o którym pisałaś. Najpierw byłaby interwencja, kara grzywny, sprawa w sądzie. Gdyby to nie pomogło, nawet więzienie. Ale skoro masz swoje teorie, to już w to nie wnikam...[/QUOTE] Jednemu facetowi "odebrano" już trzy psy - po kilku interwencjach zrzekł się dobrowolnie. Najpierw miał collie mix, potem onka mix i na koniec asta mix. Poza collie wszystkie psy agresywne, głodzone, chore, pozbawione regularnych spacerów i szczepień....Drugi facet zostal pozbawiony psa na kilka tygodni. Zobowiązał się do "dopilnowania" agresora i psa oddano. Obecnie pies chodzi na smyczy i w kagańcu. Już ci napisałam, nie mogę teraz zajmować się takimi sprawami. Od poniedziałku wracam na leczenie - domowo szpitalne. Odpuściłam sobie, a moje psy wyjechały. Nie mam już siły do tego osiedla. Wiele osób boi się interweniować bo właściciele agresorów to zazwyczaj ostra patologia. Najgorsi sa właściciele dobermana i rotka, jakakolwiek prośba w ich kierunku kończy się groźbami. Ci ludzie to recydywa są na serio niebezpieczni. Rozmawiałam z człowiekiem, którego pies zaatakował mojego. Ten czlowiek zrozumiał swoją winę i obiecał, że zmieni swoje postępowanie.Jest alkoholikiem ale nie jest agresywny i mściwy. Bronić się jakoś trzeba, co da interwencja policji jak będzie już po fakcie tzn. pies zostanie zagryziony? Nie można stać jak cielę albo oganiać się gołymi rękami.
-
[quote name='gops'] tak na przyszłość oby Ci się nie przydało- nigdy nie bij , nie kop ttb bo to go jeszcze nakręca , pies bity będzie szarpał jeszcze bardziej, to nic nie da. najlepiej poszukać czegoś czym można podważyć mu morde , wziąć psa między nogi , podważyć morde i rany są znikome bo taki pies najczęściej tylko trzyma "ofiare" .[/QUOTE] To trochę niewykonalne w momencie gdy jedną ręką trzymam smycz mojego psa a na końcu tegoż psa mam drugiego bardzo silnego i zwinnego, który próbuje mi wyrwać mojego. Balam sie puścić smycz bo wtedy już całkowicie bym straciła kontrolę nad tą jatką. Fakt ten ast trzymał mojego psa ale co pewien czas zwalniał uchwyt aż złapał za szyję. Całe szczęście mój szetland teraz się mocno ofutrzył i to go uratowało. Gdyby padło na coś bardziej łysego to byłby koniec. Ona też jest takim bardziej pancernym szetlandem i nie histeryzowała - zaufała że ja dam radę. Nigdy więcej nie chcę takich sytuacji, dlatego musze kupić coś lepszego niż gaz. Ja mam takie doświadczenia ze swoją collie, która też była wielokrotnie atakowana przez srajtki że nijak to na nią nie wpłynęło a collie to bardziej "przeczulony" pies niż ast. Jakos tak to przerobiłam, ze wyszlo na "piesek chcial się tylko przywitac". Gorzej z przeciwnikiem równym siłą i wzrostem aczkolwiek przed rotkiem się poddała.Dobrze wychowane asty, które znam wogóle nie reaguja na jakiekolwiek ataki, ich posłuszenstwo jest tak wypracowane, że kompletnie mają w zadzie co się dzieje, niektóre nawet nie mają prawa zerknąc na innego psa (moja collie zreszta też nie ma przyzwolenia na wgapianie). Te gorzej ułożone już nie.
-
[quote name='gops']a ja mimo że jestem właścielka ttb dopiero lekko ponad miesiąc na dodatek szczyla(8 miesięczny) już słyszę przykre komentarze pod jego adresem , i już został 3 razy zaatakowany przez małe pieski raz york ,dwa razy ala ratlerki . oczywiście mój pies stał jak jak posąg i nawet nie warknął (a miał ranki na głowie i łapach od tych psów), jest młody i nie ma w sobie cienia agresji , boję się tylko że przez takich małych podgryzaczy zrobi się nie miły do małych psów i jak wiadomo potem będzie brzydki- ttb rzuca się na yorki . ciężko wychować ttb na łagodnego psa gdy nie ma tygodnia by jakiś burek do nas nie szarżował bez smyczy zjeżony i z warkotem , lub jakiś york czy inny maluch nie pogryzł go . a chodzę w normlane miejsca ,najczęściej jednak takie nieprzyjemne sytuacje spotykają nas w parku . czy muszę kopać każdego napotkanego psa jaki podleci ? nigdy nie wiem jak to się skończy często i gęsto psy sie witają gdy nagle ten drugi nie wiadomo dlaczego atakuję mojego . musiałabym odganiać każdego który chcę podejść albo najlepiej nie wychodzić z nim wcale z domu .[/QUOTE] Wiesz, ja myślę, że jeśli twój pies ma mocny, stabilny charakter to takie małe ujadacze nie zrobią na twoim psie większego wrażenia. Ważne też jakie będzie twoje podejście do takich zajść. Moje psy wogóle nie reagują na asty, nie boją się ich ani na nie nie szczekają. Większą nadreaktywność przejawialy w kontakcie z onkami ale i to przepracowałam. U nas na osiedlu są trzy style wychowywania astów. Pierwszy to moja sąsiadka, która od pierwszych dni posiadania amstafki wdrożyła fajny program - socjalizacja z psami, nauka komend i bezwzglęnego posłuszeństwa. Astka ma już trzy lata a jest wspaniałym psem - fajnie cesuje, nie jest namolna, nie przyjmuje skamienialej postawy na widok psa. Drugi styl to ast na smyczy od małego, żadnych zabaw z psami a w zamian intensywna praca z właścicielem i zakaz przyjmowania postawy obronnej. To się też sprawdza, mamy dwa takie psy - fajne, bezproblemowe, nie wchodzimy sobie w drogę. Nasze psy się lubią, krótkie przywitanie i każdy w swoją stronę. Trzeci styl - większosć przypadków to zero socjalizacji z psami, od najwcześniejszych dni kolczata na szyję, zero nauki i swobodne puszczanie nakręconych i niczego nie nauczonych psów. Efekty są jakie są - dwa zagryzienia małych psów w ciągu miesiąca, dotkliwe pogryzienie kolejnego yorka i pogryzienie mojego psa. Bywa, ze psy się pogryzą ale żadna scysja między innymi rasami czy kundlami nie zakończyła się jak dotąd śmiercią żadnego z psów. Zazwyczaj były to tylko powyrywane kłaki. Pierwszy raz w życiu "walczyłam" z astem. Nic nie działało na tego psa. W chęci załatwienia mojej suki był niezwykle zajadły i nie odpuszczał. Nawet to moje kopanie to tak jakby go gryzła mucha. Zawyczaj na psie konflikty wystarczył wrzask czy smycz, ewentulanie jeden niezbyt silny kopniak. Ja naprawdę mocno skopałam tego psa a on nie chcial puścić. Dopiero jak raz zwolnił uchwyt to kazałam go łapać sąsiadowi, ale ast już był natychmiast gotowy do kolejnego ataku. Pies mojej koleżanki (jako szczenię) też był zaatakowany przez asta. Wywalił się na plecy w postawie poddańczej a ast rozpruł mu brzuch. Jej pies też zostal zaatakowany od tak, bez żadnej konfrontacji między psami.
-
[quote name='haba']Sprawa z sąsiadami jest dość skomplikowana, są to zwolennicy mega bezstresowego wychowania, jedno dziecko wyrosło z nauki chodzenia, drugie teraz w nią wchodzi co jestem w stanie zrozumieć, ale już dzikich harców i urządzania sobie sztafety nie. Sprawa długa i skomplikowana... A puenta taka, że ani prośba, ani groźba nie pomaga. Dzieci biegają i biegać będą, chociażbym rwała włosy z głowy. A swoją drogą pies mój mocno przesadza, wystarczy że dziecko raz przebiegnie a on już jest kłębkiem nerwów. Co dziwne, mój rodzinny dom to też mieszkanie w bloku więc pies nie był chowany w idealnej ciszy w puszczy... : ( Czy jest jakaś nadzieja..?:([/QUOTE] Tak właśnie myślałam. Moja córka też była mała, przychodziły koleżanki i trzeba było monitorować aby nie było hałasu - żadnych skoków, walenia w podłogę czy ściany i dało się zrobić. Też mam takich sąsiadów, co prawda nie mieszkają obok ale ich dzieci regularnie biegają po schodach i klatce schodowej - drą się, rzucają przedmiotami. Moje psy się przyzwyczaiły i nie reagują. To owczarki wiec one bywają nadreaktywne ale odciąganie od drzwi komendą i nagrodą zrobiło swoje. Myślę, że wyciszenie sufitu to jest dobry pomysł. Nie wiem ile to kosztuje ale chyba nie masz wyjścia. Psa też można spróbować odstresować - jak zaczyna się hałas to nie tulić i niunkać tylko starać się odciągnąć uwagę przysmakami lub zabawką (zanim jeszcze sie całkowicie wystraszy). Nie wiem w jakiej twoja suczka jest kondycji ale mój niegdysiejszy jamnik jako 11 letni pan był jeszcze pełen wigoru i chęci do pracy i zabawy. Ulubiona zabawka - krokodyl z gumy to naprawdę było coś! Myślę, że pies może też odbierać twoje nastawienie - ty się stresujesz że pies się zestresuje i pies reaguje stresem . Spróbuj potraktować hałas jako wstęp do czegoś fajnego.
-
Tylko ja sobie nie wyobrażam aby małe dziecko ważące stosunkowo niewiele i poruszające się po domu na bosaka robiło aż taki raban. Może biega w butach?