Jump to content
Dogomania

badmasi

Members
  • Posts

    1127
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by badmasi

  1. Moje psy w parku też chodzą luzem bez kagańca, też łamię przepis i jakoś mnie to nie wzrusza. Zaraz mi ktoś powie, że w końcu dostanę mandat - szczerze wątpię. Policja chodzi po tym parku regularnie, także patrole z belgami, widzieli mnie setki razy i co ? ano nic...Kiedyś jakaś panna mądralińska pouczała mnie na dogo (bo widziała moje psy w parku luzem), że nawet jak aportują czy łapią frisbee to powinny być na lince bo dostanę mandat, bo ludzie się boją itd. Tę radę całkowicie olałam, minęło kilka lat ani mandatu nie dostałam ani nie widziałam aby ktoś dostał zawału serca z powodu moich psów. Może jest w tym jakaś prawidłowość, że ludzie którzy mają agresywne, nieposłuszne psy wymagają aby każdy choćby miał psa super łagodnego to tak jak i oni prowadzał psa na smyczy i w kagańcu. Wszyscy przecież muszą mieć tak samo źle. Niestety do nich nigdy nie dotrze, że można mieć psa łagodnego, dobrze wychowanego, który wymaga kontroli w znikomym stopniu. Na to czy ludzie boją się psow czy nie mam znikomy wpływ. Moje psy do ludzi nie podchodzą, nie atakują, nie szczekają. Jeśli ktoś boi się psa idącego spokojnie i nie zwracającego uwagi na człowieka to niestety powinien się leczyć.
  2. Każda rasa ma swoje plusy i minusy. Owczarki fakt, że uwielbiają pracę z człowiekiem ale zepsuć je bardzo łatwo szczególnie jak się ma egzemplarz nadreaktywny. Szczególnie widzę to u swojej collie, która nie jest miśkiem wystawowym a półdługowłosym kawałem cholery. Taki owczarek leży sobie spokojnie ale czujne oko śledzi każdy ruch cały dzień na zasadzie - no weź, zróbmy coś, niech się coś wreszcie dzieje, chodźmy, biegajmy, daj mi coś do roboty, patrz tu jest piłka, frisbee, przeleciał gołąb.....jak nie to sobie pójdę poszczekać pod płotem. Chwili spokoju człowiek nie ma. To, że pies lubi pracę z człowiekiem to wcale nie oznacza milutkiego, spokojnego życia a wręcz na odwrót. Poleży taki potwór, odpocznie i już za chwilę znowu "czujne oko" no i ma się wyrzut sumienia, że się chce przy kompie posiedzieć.
  3. Miałam jamnika i trochę się dziwię jak czytam, że jamniki wolą kopać doły niż aportować. Owszem, mój jamnik kopał zawzięcie jak przysiadłam na ławce - kiedyś wykopał nawet gumową ośmiornicę mojego kolegi z czasow jego dzieciństwa ale uwielbiał też aportować (a nie był tego uczony). Jego największą pasją było aportowanie z wody. Nigdy nie wchodził w konflikty z psami.
  4. Moja szelti zawsze reaguje tak samo czyli nijak. Nie wiem, może to jakiś cudowny pies ;) Pod tym względem zachowuje się identycznie jak jej matka więc chyba geny. Mamuśka była nawet wykorzystywana jako pies terapeuta, została potem odkupiona przez jej hodowczynię i biedny pies wyzwolił się z pęt dogoterapii. U mnie pod blokiem jest bazarek więc chcąc nie chcąc psy często zaliczają torbą w głowę więc z torbami też oswojone. Fauka ale ktoś by musiał na mnie donieść abym ten mandat dostała. Szetland porusza się od pięciu lat komunikacją czyli od czasu swoich narodzin i nigdy poza tym jednym incydentem nie spotkałam się ze strachem, agresją, nic...Wręcz raczej z życzliwością lub obojętnością.
  5. Moja szelti nigdy nie miała kagańca w komunikacji miejskiej a codziennie jeździmy tramwajem. Tak samo na placyk treningowy poruszałyśmy się bardzo zatłoczonym autobusem i też zawsze bez kagańca. Szetland stoi lub leży, nie reaguje na ludzi, zaczepki. Fakt, raz się zdażyło, że jakiś człowiek podniósł rwetes, że pies bez kagańca ale się nie odezwałam i odpuścił. Próbował nawet rozdrażnić psa aby pokazać, że może ugryźć a szetland tylko odwrócił głowę. Natomiast moja koleżanka, która jeździ z psem autobusem i pies zawsze ma kaganiec to często ma przykrości. Narażona jest na uwagi w stylu, że z agresywnym psem to się niejeździ autobusem a jej pies wcale nie jest agresywny.
  6. Mojego szetlanda nic nie jest w stanie sprowokować do ugryzienia, ani nadepnięcie, popchnięcie, szarpnięcie a nawet kopnięcie. Kaganiec to zbędna zabawka w jej przypadku. Jest niezwykle przewidywalna i jest to kwestia charakteru, dobrych genów i szkolenia. Z collie to już inna zabawa, nie jestem jej pewna dlatego ma ścisły nadzór. Potrafi nerwowo zareagować np. na kichnięcie. Dlatego też collie nie zabieram w tłoczne miejsca a kaganiec zawsze pod ręką. W parku zawsze chodzi luzem choć przy nodze, komunikacją nie jeździ, ma zakaz podchodzenia do obcych ludzi. Już od szczeniaka targały nią różne schizy, pobudliwość i nadwrażliwość. Dobrze wyszkolona aczkolwiek nieprzewidywalna i moja reakcja zawsze musi wyprzedzać jej akcję czyli zawsze muszę myśleć co pomyśli mój pies, świetnie to działa aczkolwiek bywa męczące.
  7. Dzisiaj przechodziło obok nas dziecko - coś na oko dwulatek, wzięło w rączki głowę mojego psa i pocałowało w pysk. Szetlandowi bardzo się to spodobało i chlapnął ozorem małolata centralnie po twarzy. Matka dzieciaka była przerażona bo myślała, że pies pożre jej dzieciaka a tu taka przygoda...Troche to obleśne było ale co kto lubi.
  8. [quote name='Gezowa'] Szelciki mamy w klubie dwa i skłamałabym mówiąc, że nie przeszedł mi przez myśl. Uwielbiam patrzeć na ich pracę, jednak nie sądzę, żeby to było to czego szukam. Chyba przeraża mnie trochę, że zdarzają się strachliwe osobniki. [/QUOTE] Szetlandami interesuję się od 25 lat, od 10 lat mam swoje szetlandy. Szelciakow znam całe mnóstwo i w swojej karierze słyszałam o dwóch egzemplarzach lękliwych, nigdy zaś nie widziałam strachliwego szetlanda. Przyznam się, że nie wiem skąd się bierze ta opinia...Uważam, że jest bardzo krzywdząca dla rasy a na dogomanii pojawia się co i rusz :/
  9. Gezowa - sheltie pasuje, jest sporo hodowli i jest w czym wybierać. Szelciak to fajny, bezproblemowy pies, nie ma w nim agresji - przynajmniej w hodowlach polskich a mnie się to bardzo podoba. Jest też kilka hodowli nastawionych na sport tzn. wychowują szczeniaki w trosce o socjal czasami zapoznają też z torem agility. Szelti dodatkowo są niezwykle czułe, kochają swoją rodzinę i okazują to na każdym kroku. W szkoleniu niezwykle łatwe i lotne. Można wybierać w trzech typach - brytyjskim, amerykańskim i mix. Różnią się nieznacznie budową i gatunkiem sierści. Lubią szczekać to fakt...
  10. [quote name='buldozek']witam wszystkich:) ' dog de bordeaux czy buldog angielski ? obie rasy sa piekne . jakie maja zalety i wady ? czy jest ktos na forum kto moglby mi powiedziec jak to jest mieszkac z psem tej rasy ?:) jakie te rasy sa na codzien jak reaguja na dzieci ? na inne zwierzeta mieszkajacee w domu oraz jakie sa na spacerach ? dziekuje za pomoc "_[/QUOTE] Moi znajomi mieli buldoga angielskiego. To było bardzo przyjazne stworzonko, niezwykle wesoły, pozytwnie nastawiony do ludzi i dzieci tez (mają małą córeczkę). Inna moja koleżanka ma doga de bordeaux, ma też kota, innego psa i dwójkę dzieci. Ten pies to straszna ciapa, duża przytulanka, niezwykle cierpliwy, nieszczekliwy i kocha obcych (nawet listonosza). Dzieci, inne zwierzaki nie robią na nim wrażenia. Nie mam jednak pojęcia czy te egzemplarze to nie wyjątek. Być może to kwestia ułożenia czy hodowli. Widuję na spacerze sukę buldoga i jest ona agresywna w stosunku do psów, na Polach Mokotowskich zaatakował też kiedyś mojego psa dog de boreaux więc ciężko stwierdzić. Nie ma reguły jak widać.
  11. Zaba 14 - ja sobie wyobrażam szczeniaka bez klatki bo moje były nieklatkowane a sikały na podkład...Nie waliły po całym mieszkaniu. Zależy od psa. Jak jest spokojny, po wyjściu właściciela idzie w kimę to moim zdaniem klatka jest całkowicie bez sensu. Zależy to trochę od temperamentu a trochę od rasy. Szelciaki to nie są szkodniki ;) Kolakowa też nie niszczyła, trochę ją ciągnęło do książek ale cóż w końcu intelektualista...Oprócz encyklopedii zdrowia z 1972 roku wchłonęła jeszcze część albumu o Szwecji ale uznałam, że sprecyzowała swoje zainteresowania i na tym koniec.
  12. Moje obecne psy nie mają klatek. Od szczeniaka zostawiane same w mieszkaniu - początkowo ograniczałam tylko ilość otwartych pomieszczeń. Miały dostęp do holu, przedpokoju, kuchni i korytarza przy łazience. Nic nie zniszczyły oprócz encyklopedii zdrowia, pedału od roweru i kawałka półki na książki ale to było dzieło collie, szetland nie zniszczył ani jednego sprzętu. W miarę dorastania otrzymywały dostęp do reszty pomieszczeń. Dlaczego nie mam klatek? Bo mi niepotrzebne a moje psy lubią sobie pospac w różnych miejscach. Trochę w holu gdzie jest półmrok, trochę na kaflach aby się schłodzić i sądząc po wgnieceniu na łóżku lubią też "małżeńskie łoże" w sypialni. Miałam kiedyś psa niszczyciela i gdyby moja świadomość była taka jak dziś ten gagatek miałby klatkę jak nic. Myślę że klatka to idywidualny wybór pod psa i pod aktywność właściciela.
  13. Pies stróżujący to pies, który dziamgoli czyli ostrzezga przed "zagrożeniem". Od charakteru osobnika i wychowania będzie zależało czy ostrzega przed intruzem czy przed przelatującą muchą. Psy stróżujące takie jak np. szetlandy mają za zadanie hałasować a nie pożerać dlatego wzmacniano szczekliwość a kładziano nacisk na współpracę z człowiekiem jako, że jest to również pies pasterski. Pies stróżujący nie ma za zadanie atakować człowieka a wręcz ma tego nie robić. Psy obronne, o charakterze i cechach psa obronnego to rzadkość a wręcz jak na mój gust mające nierówno pod sufitem. Dla mnie psy atakujące ludzi nie mają racji bytu we współczesnych czasach chyba, że na jakiejś odludnej farmie w Austarlii lub Afryce. Przez psa obronnego rozumiem osobnika, który jest w stanie realnie zaatakować człowieka a nie pozoranta. Miałam do czynienia z takim ONem pilnującym namiotu na 10 m linie i atak nie ma nic wspólnego ze stróżowaniem, ten pies nie daje najmniejszych sygnałów.
  14. Ja mam na osiedlu takiego dziamgającego tyle, że amstaffa. Trochę słabo się robi jak tenże amstaff spotka się oko w oko z obdziamgiwanym egzemplarzem. Przecież amstaff "mówił" koledze, że ma nie przechodzić pod jego balkonem a skoro kolega taki uparty to dostanie łomot.
  15. Ja też bym była za prawnym rozwiązaniem. Ja też się na "gębę" umawiałam co prawda w innej sprawie a dotyczącej spadku i zobaczyłam figę z makiem. Tak jak Beatrx pisze, najpierw są emocje, żal a potem następuje otrzeźwienie i przeliczanie czy mnie się to opłaca. Pies chyba, z tego co zrozumiałam został oddany do schronu.
  16. Ja mam koleżankę groomerkę i czasami jej pomagam w salonie jak ma obłożenie bądź trudnego lub bardzo skołtunionego psa. Kiedyś zapowiedziała się kobieta z ponoć bardzo agresywnym yorkiem, który nie daje dotknąć głowy ani łap a już o jakiejkolwiek pielęgnacji to nie ma mowy. Jak demonstrowała na psie jego agresję to faktycznie, strach sie bać. Tyle że ona za każdym razem jak pies na nią warknął, szczeknął odsuwała rękę i przeraźliwie piszczała a potem niuńkała i tuliła. O dziwo jak my się do niego dobrałyśmy to wystarczylo trochę stanowczości, żadnych zbędnych dźwięków i uników. Kompletnie ignorowałyśmy "grożenie" i okazało się, że pies dał ze sobą zrobić wszystko. Pewnie więcej oporów maiałybyśmy jakby to był bernardyn a nie yorcek ;) Potem pańcia wzięła pieska na rączki i natychmias ją udziabał przy próbie obejrzenia pazurów.
  17. Bywają psy, które nie warczą a niechęć okazują bardziej subtelnie i dla niektórych znaki te mogą być nieczytelne. Bywają wręcz psy, które wogóle "nie gadają" ani z człowiekiem ani z innymi psami. Jeśli mamy psa od szczeniaka to uczymy się go "czytać" od początku a jeśli bierzemy psa dorosłego to mamy przed sobą chodzącą zagadkę. Niestet bywają też ludzie, którzy wogóle mają średnie pojęcie nawet o wlasnym psie. Ostatnio podczepiła się do mnie kobieta z psem twierdzaca, że jak pies macha ogonem to znaczy, że jest zadowolony. Ja osobiście nie toleruję żadnego ostrzegania. Psy są nauczone, że mnie się schodzi z drogi i już. Tyle, że są to psy, które mam od szczeniaka więc mogłam je wychowac na swój sposób, wprowadzić zasady, zbudować więź.
  18. Ja zawsze protestuję gdy ktoś bez mojej wyraźnej zgody chce "odczulać" swojego psa. Niestety tam gdzie często spaceruję z psem aż roi się od "szkoleniowców" podchodzących z agresorkami czasami na odległość pół metra. Wielce oburzył się pan z kursantem jak kazałam im się wynosić z dużym, agresywnym psem ujadającym kilka centymetrów od mojego spokojnego szetlanda. Tłumaczenie było, że oni ćwiczą i tym podobne - zaszli mnie od pleców jak siedziałam nad bajorkiem i przystawili psa do mojego. Nigdy nie wiadomo co się może zdarzyć gdy ma się do czynienia z psem agresywnym, uważam że park i obce osoby to nie miejsce do takich ćwiczeń. Pani behawiorystka to powinna się w piekle smażyć za taką głupotę. Psa odczula się na dzieci na odległość a najlepiej gdy są one za ogrodzeniem np. ogródka jordanowskiego. Sposób na karmienie chrupkami przez całkowicie obce dzieci psa, który jest nieobliczalny, którego wręcz jeszcze dobrze nie znamy to coś całkowicie niewyobrażalnego.
  19. [quote name='czi_czi']Nie zmusisz[/QUOTE] Niestety....wielka szkoda, przymusowe "roboty" to byłby świetny sposób także na alimenciarzy
  20. [quote name='Felka z Bagien']To tak dla przypomnienia! Przed chwilą własnie wyrwałam mojemu psu z pyska kota, kota,z którym żyje od prawie 4 lat w jednym domu.Najpierw był kot, potem bokser.Więc ,co jak co, wiem nieco na temat relacji psio=kociej i jak te "zbliżenia" wyglądają.Więc możecie kochane pisać o śmierdzących gównach nieskończenie,o odwoływaniu psów gdy ten goni kota.Ale nikt nie napisał co się robi gdy pies trzyma w pysku kota.[/QUOTE] Wydaje się komendę "puść";)
  21. Z tego co wiem to są trzy typy collie długowłosych: amerykański, klasyczny i modern. Dla mnie najfajniejszy to typ klasyczny o niezbyt obfitej sierści. Ten "puchacz" to chyba typ modern całkowicie nie w moim guście. Collie w typie klasycznym nie mamy chyba zbyt dużo w kraju ale są. Nie są popularne bo późno obrastają i według niektórych wyglądają mało efektownie. Jeśli miałabym kupić collie to tylko w typie klasycznym. Lubię psy dynamiczne a nie wyobrażam sobie "puchacza" łapiącego frisbee.
  22. [quote name='motyleqq']o, poszukam sobie :lol:[/QUOTE] Tylko ostrożnie...
  23. Na szetlandach skaczą sobie do gardeł, są nawet dwa konkurencyjne fora uskuteczniające wojnę podjazdową. Czasami zalega martwa cisza ale jak ktoś wejdzie na drażliwy temat albo nadepnie "ulubionemu" użytkownikowi na odcisk to nie ma przebacz. Może na molosach jest spokojniej? Owczarkowcy lubią chyba sobie poszczekać. :evil_lol:
  24. Fajny i-click. Może w przyszłości będzie kompatybilny z iphonem lub ipadem ;) Nie ma to jak awanturki forumowe:diabloti: Ja tam szczególnie lubuję się w tych na forach szetlandzkich. Ciekawa jestem czy poziom intelektualny uczestników danego forum jest uzależniony od rasy, której dotyczy czy we wszystkich rasach po równo:evil_lol: Eeee rzucać można się nauczyć tylko szkoda, że nie ma się gwarancji że kręgosłup to wytrzyma
  25. [quote name='Beatrx']ale od nauki siad w domu trzeba zacząć, a nie od razu od ciągania psa po centrum, żeby się uczył. prowadziłaś psa na smyczy i w kagańcu, nie użarł nikogo, sprawowałaś nad nim kontrolę, miałaś psa ogarnietego. a jak ktoś idzie sobie z rzucającym się na wszystko pieseczkiem, który w dodatku gryzie co mu się pod zęby w pobliżu nawinie, bo nie może np. dopaść przechodzącego pieska to dla mnie to żadna nauka, a jedynie głupota.[/QUOTE] Beatrx - zazwyczaj te osoby o których piszesz mają to całkowicie w zadzie i nie dbają o to żeby czegokolwiek nauczyć swojego psa, mam w okolicy mnóstwo takich osób wyprowadzających swoje agresywne, wręcz czasami bardzo niebezpieczne psy i bynajmniej nie w celach szkoleniowych. Osoby, które się starają, szkolą zazwyczaj mają jakiś plan, wiedzę, przynajmniej mam taką nadzieję. Osoby, którym nie zależy zawsze będą miały dyszącego z wściekłości burka uwieszonego na smyczy a te, które się postarają (przykładem moja sąsiadka, która adoptowała dwie bestie schroniskowe), pójdą na porządne szkolenie otrzymają zwierzątko w miarę socjalne a wręcz może nawet "geniusza" psich sportów (w pakiecie z posłuszeństwa było frisbee).
×
×
  • Create New...