Jump to content
Dogomania

badmasi

Members
  • Posts

    1127
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by badmasi

  1. [quote name='Golson']Ale nie twierdzę inaczej. Dążę raczej do tego, że nawet jeśli dziecko spotyka taka sytuacja to, jeżeli nie jest to nagminne, nie powoduje to od razu urazu. Nasze pokolenie zapewne w zdecydowanej większości wychowywało się wedle tej przytoczonej przeze mnie zasady i raczej nie zanotowano w nim wyższego odsetku zachowań skrajnie niebezpiecznych lub urazów natury psychicznej. Dlatego też nie rozumiem dlaczego obecnie funkcjonuje bezwzględny zakaz podnoszenia głosu w stosunku do dziecka. W moim przekonaniu są sytuacje, w których jest to jedyny sposób by dziecko zatrzymać lub spowodować natychmiastowe przerwanie czynności niebezpiecznej. Wychodzenie z założenia, że zawsze jest czas na podbiegnięcie, rozmowę, tłumaczenie jest, zwyczajnie, obieraniem złych warunków brzegowych przy szukaniu rozwiązania problemu. Za dużo "super niani" się naród naoglądał i rozpoczął wielki wyścig pod tytułem "Kto bardziej delikatnie i bezstresowo wychowa dziecko" zapominając, że efekt tegoz wychowywania powinien być równie istotny jak przedsięwzięte w tym celu środki...[/QUOTE] Wiesz co do tych urazów na skutek bicia pewno są jakieś publikacje ale ja nie mam do tego teraz głowy żeby się przekopać. Ja nie pamiętam żebym była bita więc na własnym przykładzie nie mogę stwierdzić jak to jest. No ale nie o tym dyskusja.
  2. [quote name='Golson']Wiesz, kiedyś na temat podobnych problemów funkcjonowało powiedzenie - "lepsze bite jak zdechłe" - i dzieci na ludzi wyrosły. Kto nie dostał w dzieciństwie klapsa albo klasycznej "zjebki" od rodziców/opiekunów? Znajdzie się chociaż jedna taka osoba? :diabloti:[/QUOTE] Wiesz co klapsów to mam odmienne zdanie. Permanentne darcie się na dzieciaka też nie przyniesie efektów w wychowaniu. Rozmawiamy tu o trochę innej sytuacj, gdy podniesiony głos może zapobiec pewnej sytuacji i nie ma innego wyjścia.
  3. [quote name='Golson']Z tym, że niekoniecznie. To nie dziecko jednoznacznie jest tu "samochodem" lecz może nim być także ewentualna reakcja psa. Ne zawsze jest również czas na reakcję, dzieci biegają wolniej ale też sporo mniej czasu i "przestrzeni" mamy na ewentualną reakcję. Zastąpienie drogi jest wyjściem o ile znajdujemy się pomiędzy, będąc obok, nawet te kilka metrów, najczęściej nie jesteśmy w stanie zareagować poza ostrzeżeniem w formie krzyku i o taki przypadek dokłądnie tu idzie. Czytam te teksty w stylu "krzyk nigdy nie jest rozwiązaniem" stąd też pojawia się moje pytanie co w sytuacji, w której nic innego nie ma szans zadziałać? Nie dobiegniemy, nie złapiemy za rękę, krzyczeć przecież nie wolno... to ja pytam co? Mam popatrzeć jak dziecko sobie lub innemu stworzeniu krzywdę robi bo "krzyk nie jest rozwiązaniem"? Kolejny element to wróżenie ze szklanej kuli, "ryknąć" oznacza krzyknąć doniosłym głosem - skąd wam się w głowach urodziło "gnojenie dzieci" czy jakieś "wiązanki"?[/QUOTE] No wiesz, jak krzykniesz na dziecko to skończy się to traumą do końca życia no i potem jak to dziecko będzie się drzeć na rówieśników, rodziców etc. to będzie Twoja wina:diabloti:
  4. [quote name='maartaa_89']J No i ok- dla mnie to zrozumiałe. Rozumiem, że żaden z was nie stracił ręki, palców i nie skończył ze szwami? [/QUOTE] Moja babcia miała psy a nie tygrysy
  5. [quote name='maartaa_89'] Problem w tym, że nawet jeśli dziecko podbiegnie i kopnie Twojego psa to moim zdaniem dalej nie będzie uzasadniona jego reakcja w postaci rzucenia się na dziecko. Pies ma zęby którymi może dziecku wyrządzisz znacznie większą krzywdę niż małe dziecko kopnięciem. CO nie zmienia faktu, ze takie zachowanie dziecka zasługuje na kompletną dezaprobatę i naganę.[/QUOTE] Lato, jako małe dziecko spędzałam u babci. Tam było zawsze na stanie kilka psów, w tym jakieś znajdy leczone przez babcię oraz spora gromadka kotów. Jeśli chodzi o kopanie psow i w następstwie tego ugryzienie przez psa babcia stosowała prostą zasadę (jeśli tłumaczenie nie pomagało) "jak się nie przewróci to się nie nauczy". Wszystkie wnuki odwiedzające babcię a było nas sporo raz na zawsze wbiły sobie do głowy, że szanuje się psią przestrzeń, prawo do odpoczynku, jedzenia w spokoju etc. Oczywiście za niewłaściwy stosunek do zwierząt każdy dostawał porządny op co niektórym moim braciom posiadającym sadystyczne tendencje do nadeptywania kotkom na ogonki bardzo pomogło w życiu.
  6. [quote name='maartaa_89'] Darcie ryja na dziecko nie pomoże. No może krótkofalowo. [/QUOTE] No przecież o tą właśnie krótkofalowość chodzi, nikt nie zamierza wychowywać cudzych dzieci. To jest obliczone na szybki efekt.
  7. [quote name='PaulinaBemol']Jasne że tak. Tylko że między zwrócenie uwagi a darciem się jak dla mnie jest przepaść. Bo mam wrażenie ze dla niektórych to jest wybór albo pozwolić gnębić psa albo wydrzeć się. I nic między[/QUOTE] Zgadzam się - jeśli jest czas i szansa na negocjacje. Bywają jednak sytuacje, fakt że nie częste że nie ma czasu na wygłoszenie formułki grzecznościowej bo zanim wydukasz "przepraszam drogie dziecko...." to owo dziecko już będzie wisiało na psie. Prosty komunikat niekoniecznie wypowiedziany szeptem zadziała szybciej i skuteczniej.
  8. Dla mnie problem dzieci istnieje i to nie tylko względem ich stosunku do psów. Bardzo zmieniły się ostatnio modele wychowywania dzieci, wnioski wysnuwam nie tylko na podstawie obserwacji obcych dzieci ale także tych wśród rodziny i znajomych. Dzieciom dużo więcej wolno - stają sie świętymi krowami uzbrojonymi w tablety i smartfony bądź dziećmi "natury" którym pozwala się na wszystko bo nie można zaburzać naturalnych etapów rozwoju i korygować "dzikich" zachowań. To wszystko sprawia, że zaczynam czuć głęboką niechęć do dzieci dla których dorosły to jedynie podnóżek i obiekt na którym można wymóc kolejne zachcianki. Ja nie widzę problemu w zwracaniu uwagi obcym dzieciom. Nie będę się niuńkać jak widzę głupie zachowania, próby przywalenia psu lub zachowania destrukcyjne gdzie ktoś z pieskiem staje się chwilową atrakcją dla dziecka a zarazem chwilą wytchnienia dla rodzica. Tak samo zwrócę uwagę jak dzieciak będzie kopał nogą w krzesło na którym siedzę, niszczył moje rzeczy, odzywał się niegrzecznie czy właził do przebieralni w której ja aktualnie stoję bez spodni. Jeśli rodzic jest niewydolny wychowawczo to nie będę zaprzątać sobie głowy skargami kierowanymi w jego stronę a uwaga zostanie w trybie natychmiastowym zwrócona jego dziecięciu.
  9. No i wieje nudą :( a już zaczynałam go "widzieć" - piękny, silny, wysoki z rozwianymi włosami i zamyślony...zadumany nad losami świata a z nim pies - mądry, odważny i współczujący opiekun zbłąkanych pobratymców i ludzi...a to wszystko może na wrzosowiskach albo nad urwiskiem a w oddali zamek?
  10. Na Polach często jeździ na rowerze chłopak z suką w typie amstafa. Suka jest luzem i ma swój własny sposób na "pokojowe" omijanie psów - robi to po dużym łuku i trochę zwalnia co sprawia, że psy wogóle ją ignorują.
  11. [quote name='Beatrx']z doświadczenia wiem, że jogging z psem (albo jazda na rowerze) w dziwny sposób działa na inne psy i częściej zdarzają się takie, które muszą obszczekać (jak są na smyczy) czy pogonić albo podbiec (jak są luzem). nawet takie, które mijam i 100 razy idąc z psem, a te nie zwracają na niego żadnej uwagi potrafią wystartować, gdy biegniemy.[/QUOTE] Pewno włącza się instynkt pogoni. Moje psy nie reagują na biegaczy ale jeśli ktoś biegnie z psem to widzę, że czują niepokój ale tylko jeśli pies przebiegnie zbyt blisko nas. Raz mi tylko suka wyrwała za psem biegnącym przy rowerze. Było to w nocy i ona zareagowała na światełko przy obroży (jakoś te światełka wyjątkowo niepokoją moje psy) ale ją natychmiast odwołałam. Ja bardzo rzadko odwiedzam skaryszak bo zbyt daleko. Częściej chodzę na Pola - tam full rowerzystów i biegaczy więc jak ktoś ma psa goniącego za ludźmi czy psami to spacer byłby tam calkowicie bez sensu. Raz w życiu widziałam psa, który pogonił rowerzystę. Rowerzysta zlazł z roweru i nieźle opierniczył właścicieli psa.
  12. [quote name='spike1975']"w typie" owczarka, ok 35 kg. od tej wyżlicy był trochę większy, od dorodnego samca byłby pewnie mniejszy. a na dzisiejszym spacerze, mój podbiegający bez kontroli pies bawił się z malutkim, słodkim szczeniaczkiem. znaczy tylko się obwąchiwali. jego pan jak zobaczył lecącego w ich stronę mojego to trochę spękał i zaczął tego swojego wołać. ale za chwilę już wyluzował i się cieszył że maluch może się poobwąchiwać z dorosłym, obcym, spokojnym psem. całe szczęście że was tam nie było bo pewnie byście go skopały i zatłukły a potem jeszcze poszczuły swoimi strasznymi psami. jak to na "miłośniczki psów" przystało.[/QUOTE] To nie taki znowu duży. Ja jak widzę, że samiec jako, że mam suki i widzę, że pies spokojny i delikatny to nic nie robię. Moje suki lubią pieski. Jeśli byłaby to suka to zachowałabym daleko idącą ostrożność. Różnie takie witania z sukami się kończą. Zdecydowanie lepiej jeśli mają miejsce na neutralnym, dużym terenie np. w parku. Suki bywają dosyć zajadłe. Ja ma dwa egzemplarze o róznych charakterach - jeden delikatny, ciapowaty wesołek a druga to narwany lękliwiec ze skłonnością do dominacji więc taki miszmasz wymagający różnego podejścia. Niestety czasami "nie czytają" kastratów, trochę są splątane bo nie wiedzą co to za płeć.
  13. [quote name='spike1975'] ja pozwalając mojemu psu zachowywać się jak pies nie narażam go na żadne szczególne niebezpieczeństwo. właśnie wróciłem ze spaceru w którym mój swobodnie biegający pies pomógł jednej pani złapać jej psa który uciekł. po prostu zobaczyłem że gania sobie z jakimś pieskiem a właściciela nie widać. jak go zawołałem to przybiegły razem. właścicielka się pojawiła za parę minut. jak widać są dobre strony tej wolności która wg was jest taka straszna i niebezpieczna.[/QUOTE] Jakiego masz pieska?
  14. [quote name='Dardamell'] Badmasi, ale dla mniejszego psa wcale nei jest problemem rzucać sporo większym od siebie psem jak szmatą. To jest w dużej mierze kwestia charakteru drugiego psa, jego progu pobudzenia, ilości wydzielanej adrenaliny i dopaminy w momencie zagrożenia, jego zajadłości a w końcu jego umiejętności wyciszenia się.[/QUOTE] Zależy jak wielki jest ten pies. Nasz kolega nie dookreślił się co za cielaka w domu trzyma.
  15. [quote name='Soko']Ja dyskusję opuściłam po wyznaniu spike'a że bezpieczeństwo to sprawa podrzędna i warto podejmować ryzyko w kontaktach z innymi psami. Nie da się trafić do kogoś, kto żywe, podlegające mu zwierzę naraża być może na śmierć przez pogryzienie, albo kalectwo przez poturbowanie. Nie obchodzi go prawdopodobieństwo, że może ponieść bardzo bolesną stratę, to nie będzie go obchodzić, co czuje nieszczęśnik, który nawinął się jemu psu. Z mojej strony koniec dyskusji, jeśli chcecie rozmawiać z człowiekiem, który kolców psu nie założy (inny wątek), natomiast da swojego psa pogryźć, bo ryzyko trzeba ponosić, to Wasza sprawa. Biorę popcorn i sobie poczytam :loveu:[/QUOTE] Nie wiem jakiego on ma psa ale jeśli większy od waimara to może być całkiem spory...Może dlatego nie boi się, że jakiś pies go dorwie. Na Pola Mokotowskie w Warszawie przychodzi facet z gigantem - jakiś bury mieszaniec przypominający kaukaza zmiksowanego z bernardynem. Pies fakt, nieagresywny ale strasznie natrętny i samą kubaturą może pokiereszować jakiegoś nieszczęśnika. Ten pies biegnie jak oszalały na widok każdego napotkanego psa a pan się cieszy. Cielak podbiega do psa, potem namolnie za nim krąży a jak pies nie chce się zatrzymać to go trąca łapą. Mniejsze psy turla po ziemi jak piłeczkę. Jak mi tak szetlanda wgniótł to się niewąsko wkurzyłam. No ale pan ma coś nie ten teges z głową i prośby ani groźby nie działają - król parku i już.
  16. Znam ze słyszenia dwa przypadki - psy moich koleżanek . Weterynarze twierdzili, że to się zdarza. Pojawiają się zazwyczaj u starszych psów. Te pazury bardzo słabo się trzymają dlatego są łatwe do usunięcia. Jak znajdę jakieś info to podlinkuję.
  17. Może to być pazur - zdarza się taka anomalia na psich ogonach. Ten "pazur" się usuwa chirurgicznie. Równie dobrze może to być jakaś narośl.
  18. [quote name='spike1975'] czyli już dwa metry nie mają nic do rzeczy a istotne jest tylko "podchodzenie"? wiedziałem że ludzie zmieniają poglądy ale żeby tak ze strony na stronę tom się nie spodziewał :D[/QUOTE] Ważne jest jaki jest pies, ważna odległość w jakiej się od nas znajduje. Mam dwa psy - jeden grzeczny, miły, nienachalny, pozbawiony agresji a drugi porywczy o szybkich reakcjach i sporo większy od pierwszego. Mimo, że mały jest spokojny i ugodowy to nie wyobrażam sobie aby biegał gdzieś daleko i podczepiał się do psów. Idzie zawsze obok mnie i jeśli widzę, że ktoś ma obawy co do jego obecności zawsze mogę przypiąć na smycz lub zwyczajnie odwołać do nogi. Pies biegający luzem i trzymający się z dala od innych psów to niezwykła rzadkość - znam tylko jednego takiego. Twój pies podbiega i jest całkowicie poza kontrolą dlatego w przypadku twojego burka tak ważna jest odległość w jakiej się od ciebie znajduje i uwaga moja dotyczyła cały czas twojego psa a nie Talagii bo nie o jej psach tu dyskutujemy.
  19. [quote name='spike1975']najwyraźniej pomyliłem cię z kimś kto napisał: [QUOTE][COLOR=#000000]Moje psy jak idą luzem na osiedlu czy w parku to mogą się oddalić wyłącznie na odległość 2m. Dla mnie osobiści pies oddalający się na większą odległość i nie będąc w trybie pracy jest poza kontrolą.[[/COLOR]/QUOTE] nie było nic o "nie podchodzeniu" dopóki nie pojawiła się talagia która przyznała że jej pies też biega 20 czy 30 metrów dalej. no a później trzeba było coś wykombinować co by "front jedności słusznych przeciw niesłusznemu" nie został przełamany.[/QUOTE] No to źle się wyraziłam. Nic mi do psa buszującego po krzakach czy zasuwającego za jakimś zapachem jeśli nie podchodzi do psow czy ludzi. No i Talagia pisze, że nie robi tego na osiedlu. Z wyjątkiem tej 1 w nocy ;) Twój pies podchodzi do innych psów a będąc 20 m od ciebie jest poza kontrolą i jak dojdzie do jakiejś scysji to nic nie będziesz mógł zrobić.
  20. [quote name='spike1975']no pewnie że zależy. jak ja puszczam swojego psa na 20 m to jest skandal i "poza kontrolą" ale jak robi to ktoś inny z forum to już jest OK, bo "to zależy" :D[/QUOTE] Może mnie z kimś pomyliłeś? Dla mnie pies, który nie podchodzi do innych psów ani ludzi to sobie może biegać i po księżycu. Twój zdaje się podchodzi, czyż nie?
  21. [quote name='Talagia']Co do oddalania się - pies psu nie równy. Moje psy w odległości 2 metrów to chodzą na smyczy. Na spacerach 20 metrów to dla mnie luzik. Bywa i tak, że odbiegają na 30-40 metrów i wciąż są pod całkowitą kontrolą :) Więc to raczej nie jest reguła. Problemem jest gdy pies lata 50 metrów dalej, rzuca się na wszystkie psy, a właściciel ma wszystko gdzieś :))[/QUOTE] To zależy jak się zachowują twoje psy. Dla mnie pies będący w dużej odległości od właściciela i podchodzący do innych psów czy ludzi nie jest psem pod kontrolą bo różne rzeczy mogą się zdarzyć.
  22. [quote name='spike1975']no chyba nie wiesz o czym mówisz. oczywiście gdyby to uznać tylko za sprawę odległości to jasne że nie ma. nawet bliżej to lepiej. ale jak mój pies odbiega to po to właśnie żeby obwąchac jakiś krzak, pokopać jakąś dziurę, pogonic za wiewiórką, wywęszyć coś w trawie, pobiec to tu to tam i wrócić do mnie z wywalonym jęzorem. to nie jest tak że on sobie tylko idzie, to faktycznie nie miało by żadnego sensu. a tego wszystkiego nie mógłby zrobić gdyby miał być ode mnie 2 metry.[/QUOTE] A gdyby tak porobił coś innego to krzywda by mu się stała? Czy twój pies nie wykazuje innych chęci poza obwąchiwaniem krzaków?
  23. [quote name='Talagia'] Mam podobnego psa na swoim osiedlu. Spora, owczarkowata suka - jej właścicielka zawsze ma wszystko gdzieś, pies nie zna pojęcia smycz. Do tego pani jest przekonana, że jej pies jest szaaalenie przyjacielski! Kilka razy opieprzyłam ową panią, która raczej nie ma pojęcia o psach - uważa, że skoro jej suka podbiega napięta, najeżona, z ogonem w górze do innych psów - to baardzo przyjazne przywitanie. Raz pozwoliłam przywitać się jej z moją suką, efektem było warczenie i próba dominacji mojej suki przez kłapanie i przygniatanie jej do betonu - świetna zabawa jak twierdzi właścicielka.[/QUOTE] Mam też taki egzemplarz na osiedlu tylko w komplecie z panem. Jedna moja suka teraz po kontuzji i takie hece to nie dla niej a szczególnie, że różnica wagi duża. Szetland z onkiem to niezbyt dobrana para. Najlepsze jest to, że pan zawsze upiera się, że jego pies jest łagodny i tylko się bawi tyle, że zwykle jest zbyt daleko aby dostrzec, że jego suka warczy i się jeży na widok mojej szetlandki a potem próbuje ją dominacyjnie wgnieść w beton.
  24. [quote name='spike1975']no i co taki pies ma z tego spaceru skoro drepcze za panem w odległości 2 metrów?[/QUOTE] Dla psa nie ma różnicy czy idzie w odległości 2 m czy 10 m a dla właściciela i otoczenia to zasadnicza różnica.
  25. [quote name='spike1975']ciekawe co byście powiedzieli na wypadek ktory zdarzył mi się jakiś może miesiąc czy dwa temu. rzucałem mojemu psu piłkę, on tak średnio lubi przynosić piłki, zwykle po 2-3 razach mu się nudzi i zostawia ją albo trochę pogryzie i zostawi, no i wtedy pojawił się inny pies. niezupełnie obcy bo go widywałem już w parku ale właściciela nie znałem. no i cap za tę leżącą piłkę. zabrał i uciekł. no to ja za nim. pojawiła się właścicielka i mi mówi że teraz to się mu tej piłki odebrać nie da, że może później jak jej się uda to mi przyniesie. albo następnym razem jak się spotkamy. no i przyniosła mi za jakieś parę minut, jakoś mu odebrała. ale dopiero co kupiona piłka była w znacznym stopniu zeżarta. jak was znam to chyba byście tu jej taki sabat urządziły że przez parę stron byście po niej jeździły że "nie ma kontroli nad psem" i inne takie. to prawda, nie za bardzo miała. a skoro dla was takim powodem do histerii jest sam fakt że jakiś pies do was podbiegnie to jakby jeszcze zabrał wam piłkę to by chyba forumowy lincz nastąpił.[/QUOTE] Ja bym nie tragizowała jeśli chodzi o tanią piłkę w stylu "jeżyk". W przypadku dobrej piłki do aportu i szarpania bym się wkurzyła. W przypadku frisbee, które muszę zamawiać i mam zawsze nowiutki komplet ok. 10 dysków wymieniany raz w roku to bym kazała zwrócić pieniądze jeśli dysk byłby pogryziony.
×
×
  • Create New...