-
Posts
1127 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by badmasi
-
Mój collie to i na zaśnieżonym tarasie lubi sobie uciąć drzemkę ;) a chłodzenie tyłków na kafalach to już letni standard i zazwyczaj mam zawalone futrami wejście do kuchni
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='Julia.']Mogę pozwolić sobie na wieczorne pw do Ciebie?[/QUOTE] Nie ma sprawy, pisz
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='Dardamell']Podrzucę moją do kąpieli. Czesać nie trzeba. Ja bardzo chętnie bym to na kogoś zrzuciła, a jak jeszcze bezstresowo pies to zniesie to w ogóle bajka.[/QUOTE] Zapraszam ale to Warszawa :) Koleżanka przyjmuje też trudne przypadki, których nikt już nie chce "obrabiać"
-
[quote name='Beatrx']i wszystko sprowadza sie do tego, ze to nie te psy sa takie straszne i w ogole tylko wszystko to wina wlascicieli[/QUOTE] Przy właścicielach te psy robią straszne rzeczy, upiorne ;) Wolimy jak zostawi psa i sobie pójdzie na zakupy ale niestety nie każdy tak chce i wtedy jest cyrk no i same zabiegi trwają w nieskończoność…
-
[quote name='Beatrx']Mij pies kiedys rozcial sobie pol lapy butelka. Krew plynela z niego doslownie strumieniem, a jedyna opcja zahamowania krwawienia bylo uciskanie tej rany reka. I gdybym od malego psu pozwalala byc "nadpobudliwym" z "odruchami obronnymi" to juz by nie zyl, bo zanim dociagnelabhm go na smyczy do weta to juz by sie wykrwawil. A niezmiernie smieszy mnie argument o odruchach i nadpobudliwosci jak sie okazuje, ze piesek u weta jest grzeczny[/QUOTE] Moja przyjaciółka ma zakład groomerski. Jakoś te wszystkie psy o których właściciele mówią, że gryzie, nie da sobie tego czy tamtego zrobić w rękach mojej koleżanki są grzeczne i spokojne. Czasami jej pomagam i czeszemy, kąpiemy, strzyżemy te szatany i stoją grzeczniutko. Dopiero jak przychodzi właściciel zaczyna się histeria...
-
[quote name='Julia.'] Oraz posty kogoś kto jak zrozumiałam ma hodowle i pisał że większość jego psiaków idzie do normalnych średnio aktywnych rodzin z dziećmi i że to jest ok. (nie mogę go niestety znaleźć w tym momencie)[/QUOTE] Ja mam szetlanda, już drugiego i znam ich całkiem sporo. Co byś chciala wiedzieć konkretnie?
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Sposobem na psy sikające na rośliny jest "kamień sikalec". Takie kamienie poukładali u mnie na osiedlu przy nieogrodzonych ogródkach. Wystarczy, że jeden pies siknie i już cała reszta idzie tym tropem. Kamień staje się dużo bardziej atrakcyjny do obsikiwania niż rośliny. Nie potrzebne są całe stosy kamieni, wystarczy jeden na brzegu trawnika. Trochę przerąbane mają suczki ale ja swoje łachudry odciągam od wypielęgnowanych trawniczków czy roślinek.
-
Dla mnie osobiście jest nie do pomyślenia aby pies mnie gryzł jeśli wykonuję przy nim zabiegi pielęgnacyjne. Jeśli to robi to należy z tym "walczyć" wszelkimi dostępnymi metodami. Miałam taki problem z collie, że jak była podrostkiem to strasznie bała się jak zbliżałam do niej swoją twarz i kłapała zębami. Mogłam uznać, że jest to coś normalnego bo pies histeryczny, nadpobudliwy ale stwierdziłam, że nie chcę skończyć z odgryzionym nosem. Zastosowałam sposób na plasterki salami, które podawałam psu z ust. Z czasem suka nauczyła się, że jak zbliżam twarz do niej to nic złego się nie stanie. Teraz jak przy niej siedzę to sama wyciąga pysk i liże mnie po nosie. Tak samo oswajałam z podawaniem łap i gmerania przy nich, masowałam każdą stópkę aż pies stwierdził, że to fantastyczne. Teraz nie mam problemu z usunięciem kolcy, paprochów, kulek lodu spomiędzy opuszek, mogę oglądać pazury. Za krople do oczu i czesanie dostawała nagrody i teraz ma taki odruch, że jak dostanie kropelkę to zasuwa do lodówki. Wiedziałam, że z histerykiem trzeba nawiązać nić porozumienia, zbudować zaufanie. Z szetlandem miałam problem z kropelkami. Miała usuniętą rzęskę i kropelki były musowe. Wogóle nie reagowała na nagrody, szczerze nienawidziła zakraplania. Pomogło mocne przytrzymywanie i unieruchomienie. Po jednorazowym "przytuleniu" szetland uznał, że mocować to się nie będziemy ;) i krople będą czy chce czy nie. Zdaję sobie sprawę z tego, że z dorosłym psem schroniskowym to zupełnie inna bajka ale piesek, którego mamy od małego musi przyswoić pewne zasady aby życie było łatwiejsze nie tylko dla właściciela. Wygaszanie frustracji psa, histerycznych zachowań w końcu jemu też ułatwia życie. Dla mnie pies nie ma prawa się wkurzyć tak, że mnie uszkodzi. Ja mu krzywdy nie robię i muszę nauczyć psa, że mam delikatną skórę, jestem wrażliwa na ból, nie jestem jak kumpel pies, który złapany za kark i przyciśnięty do gleby odejdzie bez szwanku.
-
Nic nie robić to zupełnie normalne zachowania dorastającego psa. Nie chce się bawić to daje sygnał ja na mój gust dość subtelny. Co do drugiej sytuacji to opieranie się psa na grzbiecie drugiego to chęć dominacji i nie dziwię się, że twój odszedł i nie dał się zdominować. Niektóre psy na to pozwalają ale większość nie chce się podporządkować. Moja suka taką delikwentkę wdusiłaby w ziemię i tyle by z tego było…Jak kłaki nie poleciały to i tak dobrze. Twój pies nie jest barankiem tylko dorastającym samcem i nie da sobie w kaszę dmuchać. Unikaj konfliktowych sytuacji, spędzaj więcej czasu na zabawach z psem, może on nie potrzebuje już zabaw z psami a raczej więcej kontaktu z człowiekiem. Ucz go posłuszeństwa, komend, zaufania do ciebie abyś w razie czego umiała go skutecznie odwołać od nieprzyjemnych starć
-
[quote name='Wasylek']Ja wiem jak mój pies się zachowuje (na ogół) jednak wracaliśmy z zastrzyku a to dla niego stresująca sytuacja (o rano było pobranie krwi) ;). Ależ ja wiem że jest coś nie tego dlatego pracujemy (nie nie tylko zajadaniem kurczaka). Tyle że ta babka była naprawdę wkurzająca bo to nie jej pierwszy raz kiedy tak się zachowuje. Do innych psów też tak podlazi, nawet jak jakiś wiesza się na smyczy a na prośbę właściciela by odeszła śmieje się i powolutku odchodzi... Robi to chyba żeby się dowartościować. I wolałabym żeby był na luzie bo wtedy ona nie "zrobiłaby mu postawy ciała " Kiedy widzę że pies nie da rady też zmieniam kierunek ale to jest taka uliczka że nie bardzo się da a kawałek za nami szło stado podchmielonych mężczyzn (z panem drazniacym Czarka na czele - zawsze szczeka i gwizdze na psy) więc wybralyśmy mniejsze zło ;) I byłoby pięknie gdyby nie zachowanie tej pani :/ Cały spacer pięknie barował ale tu nie wyszło[/QUOTE] Ludzie są głupi. Ja po wielu latach zdecydowanie mam dość spacerów z psami w mieście. Można się by było w takiej sytuacji zastanowić nad odwróceniem psa tyłem do baby w pozycji siad. Jeśli byłyście dwie to jedna powinna stanąć między psem a psem baby, odgrodzić go tak aby nie doszło do jakiejkolwiek interakcji. Dla psa odwróconego tyłem podejście innego to sytuacja bardzo niekomfortowa. Ja nauczyłam sukę takiej sztuczki - siada przy nodze i jak robię krok do przodu lub tyłu to przemieszcza się wraz z ze mną, jak stanę (zrównam nogi) to znowu siada i patrzy na mnie nie na psa. Zazwyczaj po takim "tangu" ktoś kto podchodzi z psem sam się ulatnia bo nie ma ochoty bawić się w ganianego :) Ważne żeby trzymać kontakt wzrokowy z psem, zerkanie na boki przez psa grozi zerwaniem komendy a wtedy to tylko szybka ewakuacja.
-
[quote name='Wasylek']Pchanie kuraka to skrót myślowy?! Nie to właśnie było żeby pieski się poznały i w dodatku jej pies skrócony na maksa że miał nienaturalną postawę ciała w dodatku był najezony, ale to tak poza rozmową bo to mój pies ma przecież problem... Ahhh i na koniec bo bym zapomniała Badmasi skąd wiesz że nasza praca, przepraszam "praca" nie przynosi efektów, znalas mojego psa przed naszą "pracą", nie? więc proszę nie pisz takich bzdur bo mi podnosisz ciśnienie ;)[/QUOTE] Strasznie emocjonalnie do tego podchodzisz. Baba miała psa na smyczy, chyba że wolałabyś aby był luzem albo na flexi? Ludzie podłażą z psami, są niegramotni. Jeśli nie wiem jak mój się zachowa to robię w tył zwrot a nie tkwię w miejscu i czekam na zmiłowanie. No nie wiem, skoro twój pies pałaszuje kurczaka a mimo wszystko się ciska to coś tu nie gra i tyle w temacie :)
-
[quote name='gojka']Kurczę a co jest zamiast piekła dla innowierców?:)[/QUOTE] Może niebo i hór aniołów? :)
-
[quote name='gojka']Pani zrobiła mi uwagę,że po to wychodzi o 23 bo wtedy już nikt nie chodzi z psami a tu ja śmiałam także wyjść... no, skandal.[/QUOTE] Powinnaś iść za to do piekła, ewentualnie do czyśćca ale tylko pod warunkiem, że już nigdy nie wyjdziesz z psem o 23 ;)
-
[quote name='Wasylek']YHHH ! Szłam z siostrą ,ona prowadzi psa już wracamy. Czarek miał "gorszy dzień" ,więc idzie na kontakcie .Na horyzoncie pojawia się facetka z collie, idzie z psem po drugiej stronie ulicy po trawce. Czaks ma problemy z większymi piesami, zwłaszcza przy gorszych dniach, więc siostra go posadziła i pcha w niego kuraka. A pani z collie oczywiście idzie tak, że przez środek ulicy wleczącym krokiem (było późno nic nie jechało) przechodzi na naszą stronę, trzymając krótko collaka... Czarek nie wytrzymał i wydarł ryja ... Czy to tak trudno zauważyć że ktoś pracuje z psem :angryy: ?! I nie laźć tam ?!! Zrozumiałabym jakby musiała przejść na tę stronę ulicy, ale ona się tylko tak odbiła i zaraz już na drugiej stronie była ... :watpliwy: ehhh[/QUOTE] Jeśli kobieta trzymała krótko psa i nie podeszła aby "pieski się poznały" to w czym problem? Miałyście okazję sprawdzić, że wasza "praca" nie przynosi zamierzonych efektów i tyle...
-
[quote name='Wercia40'] Zgadzam się ! ...do pewnego momentu... Nie co do tego, że pies, który nie wyskakuje do frisbee nie nadaje się do tego sportu :) To jest bzdura... Zerowa przyjemność ? Postępy znikome? Wydaje mi się, że bardziej cieszą nas efekty cięższej pracy, gdy musimy się trochę pomęczyć, włożyć więcej wysiłku by pies ogarnął.. :) Fajnie podchodzisz do tematu, że chcesz najpierw się dowiedzeć co i jak coby psu nie zrobić krzywdy :) Jest sporo seminariów organizowanych. Gdzie mieszkasz ? Zaraz może coś znajdziemy :) Gezowa, jeśli chodzi o flipy czy voulty to naprawdę polecam przejechać się na jakieś seminarium i pogadać z kimś kto isę na tym zna.. Każdy pies jest inny i nie na każdego psa działa ta sama technika nauki np. flipa, która jest na yt. Możemy psu zrobić krzywdę.. Ale z resztą jak najbardziej sie zadzam i LUBIE TO [CENTER][COLOR=#3E3E3E]:happy1: [/COLOR][/CENTER] Pozdrawiam.[/QUOTE] Chyba się nie zrozumiałyśmy ;) Ze starszą suką trenuję frisbee od ośmiu lat. Też początkowo nie łapała w locie ale generalnie była skoczna - wyskakiwała do frisbee, starała się i w końcu dość szybko zaczęła łapać dysk w powietrzu. Nigdy nie robiłyśmy rollerów. Druga jest przyciężkawa, nie wyskakuje wysoko, ma słabą koordynację i żaden trening tego nie zmieni i wspomniałam właśnie o takich psach. Żeby nie było, przez dwa lata ćwiczyłam regularnie z jedną z lepszych zawodniczek w Polsce. Dodatkowo moja siostra jest trenerem psich sportów - w tym frisbee i ma latające borderki. Dla mnie tracenie kilku lat na to aby pies raz na jakiś czas oderwał pupę od ziemi i chwycił dysk jest stratą czasu. Osobiście wolę psy, które wykazują chęć do latania, mają odpowiednią motorykę, budowę i wtedy ta praca rzeczywiście ma sens i daje satysfakcję. Wystarczy poprawić kilka rzeczy i już wszystko idzie do przodu. Jeśli postępy są znikome lub żadne to wolę poszukać czegoś do czego pies ma pasję a nie spełniać swoje zachcianki. Można sobie robić rollery i różne inne ćwiczenia związane z ogólnym szkoleniem przy wykorzystaniu frisbee ale też warto zauważyć, że ten pies nigdy nie "poleci" ;) Ja wiem, że ciężko zrozumieć, że pies może się do czegoś nie nadawać ale tak bywa i lepiej sobie odpuścić niż iść w zaparte i się wkurzać. Ja sama trenowałam sporty, wyczynowo (byłam w kadrze) i wiem, że każdy ma swoje ograniczenia - jeden biega, drugi podnosi ciężary trzeci pływa. Lekkoatlety nie zmusisz do podnoszenia ciężarów i na odwrót. Jest to kwestia budowy ciała i wielu innych czynników. Judyta ma psa o dość specyficznej budowie i praca z nim może być trudna, dalej pisze, że pies jest skoczny więc może uda się coś z tego wykrzesać, nie będę przesądzać - widziałam corgie łapiącego dyski. Powinien to ocenić moim zdaniem jakiś trener. Pies dobrze zmotywowany, skoczny teoretycznie powinien wyskakiwać do dysku rzuconego pionowo do góry-floater. Można to robić np. na siedząco, tuż przed nosem psa. Wyskoki można też trenować na innych przedmiotach - niekoniecznie dysku.
-
[quote name='judyta2461']Mam pytanie: jak nauczyć latać psa za frisbee?Pies ma 4 lata i zawsze był mocno nakręcony na aportowanie.Od kilku dni trenuję z nim frisbee.Kupiłam plastikowy dysk.Najpierw rzucałam mu rollery i chętnie je łapie,ale kiedy rzucam mu backhand to biegnie za nim i czeka,aż spadnie,dopiero wtedy go podnosi.Próbowałam robić tak,że podnosiłam dysk na taką wysokość,żeby musiał do niego podskoczyć,jeśli chce go wziąć i wyciągałam rękę w bok z tym dyskiem,ale jeśli jest to tak nisko,że ledwo musi oderwać łapy od ziemi to podskoczy,ale pomimo,że go chwalę,to gdy mam rękę z dyskiem nieco wyżej to nawet nie próbuje podskoczyć tylko stoi i szczeka.Czy powodem może być to,że to pies w typie jamnika i ma krótkie łapki i długi tułów i po prostu nie będzie latał czy jednak mogę go tego jakoś nauczyć?[/QUOTE] Jeśli bardzo w typie jamnika to bym uważała. Jamniki mają delikatny kręgosłup i może dojć do tragedii. Sama miałam jamnika i do głowy mi nie przyszło "wymuszać" na nim skoków. To świetny pies do aportowania, mój aportował także z wody, miał świetny węch i chętnie tropił. To są zajęcia dla jamnika. W starszym wieku jamnikom szkodzą nie tylko skoki ale także schodzenie po schodach. Frisbee to niełatwy sport. W pierwszej kolejności trzeba wymagać od siebie - nauczyć się stabilnych, precyzyjnych rzutów. Bywają psy, które bez problemów same łapią o co w tym chodzi a są takie, które najzwyczajniej się do tego nie nadają i ja mam właśnie dwa takie egzemlarze - jeden lata a drugi woli pracować przy ziemi. Praca z psem, który się nie odbija, jest przyciężkawy to beznadziejna sprawa i zerowa przyjemność. Praca z psem, który ma pasję do "latania" to sama radość i doskonalenie techniki, która przynosi efekty. Z "klockiem" mijają lata i postępy są znikome. Z perspektywy czasu uważam, że sport trzeba umieć dopasować do budowy, zdolności motorycznych, talentów i pasji psa.
-
[quote name='supergoga']Kto oddaje takie wspaniałe psy jak shelciki. Nie moge jakos tego pojąć. gdyby moja Laguna nie była dużym cięzko chorym i nie tolerujacym innych zwierząt psem - sunia miałaby u mnie dom na zawsze. To moja ukochana rasa.[/QUOTE] Może rodzina oddaje? W rogu stoi wózek inwalidzki. Może właściciel nie może się już zajmować pieskiem a rodzina go nie chce. Ludzie są różni…Mój kolega się ożenił, jak żona zaszła w ciąże to powiedziała że nie chce jego psa bo brudzi, śmierdzi i ślini się a dziecko musi żyć w czystości. Całe szczęście starym psem zajęła się była dziewczyna kolegi. Szeltiki fajne psy i bardzo dobrze dogadują się z innymi zwierzętami domowymi. Moje szetlandy świetnie żyły z kotami, świnkami etc. no trochę się tylko o mysz obawialam...Ten jest wyjątkowo ładny, zgodny ze wzorcem i komuś szybko wpadnie w oko. Dobrze też, że jest po strerylce więc rozmnażacze spasują.
-
Jak na moje oko suka jest merle a nie tricolor. Merling jest słabo widoczny ale jest - w postaci kilku łat. Nazywa się to potocznie łaciaty merle. Swoją drogą piękny psiak, dobrze utrzymany - uczesany, łapki przystrzyżone, uszka załamane. Ktoś dbał. Bardzo podobna do mojej Lulki, jakby suczka miała papiery to bym myślała, że jakaś krewna.
-
No to ja mam pańcie co to nie umie założyć labkowi obroży. Jak jej powiedziałam żeby wzięła psa na smycz bo mam dość nieustających ataków to powiedziala, że nie umie bo pies i tak sobie zdejmie. Też mi wystaje pod klatką a jej spaślak luzem chodzi. Jak mam szetlanda bez smyczy to i tak go nie dorwie bo labek zbyt spasiony i ledwo się toczy więc mój pies ucieknie. Znacznie gorzej jak jest ciemno i mam psa na smyczy i bydle wyskoczy zza drzewa bo wtedy sto kilo żywej wagi ląduje na moim pokiereszowanym kolanie. Ostatnio dostałam szału jak znowu na mnie wyskoczył i kolano po zajściu musiałam znowu wpakować w stabilizator. Na to pańcia, że jej psiuńcio tak się wita. Dla mnie to jest ewidentna agresja ale jak ktoś nie umie psa wziąć na smycz to szuka durnych tłumaczeń. Połączenie flexi plus kolczatka też moje ulubione. Siedziałam sobie nad bajorkiem, szetland stał na alejce opodal. Za plecami stanęło mi dziewczę z czymś w guście asta właśnie na kolczacie i fleksi. Ast mi skacze do szetlanda, dziewczę próbuje przyciągnąć swojego potwora do siebie ale flexi się rozwija, koleżanka dziewczęcia próbuje odgonić mojego psa dalej a szetland próbuje dojść do mnie okrążając asta po łuku. Niestety nie może bo z jednej strony koleżanka macha ręką i mówi kszsz, a z drugiej atakuje ast na niekończącej się linie. No to nie wytrzymałam i zwróciłam koleżankom uwagę aby ogarnęły psa. Na co one, że mój luzem i podchodzi do ich psa. Nie zauważyły chyba, że pies chciał podejść do mnie a asta raczej próbował uniknąć. Jak już pańci udało się zwinąć fleksi to i tak niewiele to dało bo pies targał nią jak szmacianą lalką. Nie pozostało mi więc nic innego jak oddalić się i zrezygnować z ulubionego miejsca. Sakramentalne "bo pani pies jest luzem", wygłaszane w sytuacji, kiedy ktoś nie umie zapanować nad psem na uwięzi wzbudza chyba tylko śmiech. Całe szczęście, że mój był luzem bo jeśli byłby na smyczy a ma ona metr to niefajnie by się to skończyło.
-
Moje psy dogadują się świetnie. Collie zna szetlandy bo jak dołączyła to miałam już szetlandkę. Po jej śmierci strasznie rozpaczała. Wyła nad jej grobem a potem chodziła smutna i w jej zachowaniu nastąpił straszny regres. Po dwóch latach kupiłam kolejnego szetlanda i suka przyjęła malucha jak swoje szczenię. Bawiła się z nią, cały czas zaczepiała, szukała interakcji, kładła się i zachęcała małą do skoków na nią. Collie jak dostanie coś do jedzenia to zawsze zje tylko część a resztę przynosi szetlandowi. Obie to suki i nie ma między nimi starć. Jak szetland zbyt dokazuje to collie potrafi skarcić przytrzymując przy ziemi ale szetland ma to w nosie. Szetlandy miały lepsze podejście do psów niż collie. Collie potrafi być agresywna, szetlandy nie. Collie kocha przeogromną miłością kilka ras - szetlandy, borderki (moja siostra ma i przyjaciele) i amstaffy i okołopodobne. Toleruje wszystkie samce bez wyjątku (oprócz kastratów), większe suki mają wp. więc musi być pod moim czujnym okiem Obydwa psy nie są wylewne do obcych, robią uniki. Jak kogoś poznają to miłość na śmierć i życie przy czym collie jest bardziej wylewna a szetland tak sobie. Wcześniejszy szetland kochał wszystkich bez wyjątku. Nawet całkowicie obcej osobie pakował się na ręce. Socjalizacja collie była bardzo trudna ale to pies bezrodowodowy od znajomych pasterzy, którzy mają collie do zaganiania, pracy przy stadninie, krowach, owcach etc. No i przetransportowanie mojego psa do miasta było trudne….ciągle najlepiej czuje się na wsi. Kupiliśmy dom na wsi i tam collie przechodzi metamorfozę w idealnego psa. Szetlandy pochodzą z dobrych hodowli, charaktery i socjal bez zastrzeżeń, pozbawione lękliwości. Pierwsza szelti była po psach sportowych, kupiłam ją już obeznaną z różnymi rzeczami, klikerem, torem agility, transporterem itd. Obecną wzięłam jak miała 7-8 tyg. socjal robiłam sama ale to zrównoważony pies więc nie było problemu. Również po rodzicach z fajnym charakterem bez cech lękliwości, suka była wykorzystywana w dogoterapii, samiec dostojny, też biega w agi. Obie to suki, collie 9 lat, szetland 7. Szetland obecny jako szczenię był bardzo ruchliwy i musiał mieć mnóstwo ruchu, zajęć, treningów. Collie potwornie lękliwa a przy czym szybka i popędliwa ale włożyłam w nią sporo roboty, dużo treningów z frisbee i posłuszeństwa i się uspokoiła. Obecnie po 8 latach frisbee kończymy zabawę po stawy zaczynają szwankować i nie wiem jak ona to przeżyje.Z drugiej strony zaczyna się z niej robić siwa babcia i chyba zadowoli się spacerkami, kąpielami w strumieniu czy bajorze no i krowim placku. Szetland, szczególnie taki wiejski egzemplarz musi mieć silną budowę, dobrą motorykę, oleistą sierść no i świetnych rodziców oraz hodowlę. Szetlandy miałam dwa, collie tylko obecnego, wcześniej jamnika i dobermana. Kolejny pies? Sama nie wiem, to zależy od mojego trybu życia. Jeśli zostanę w mieście i będę pracować dużo to szetland. Jeśli wyprowadzę się na wieś to szetland, border i collie. Nie chciałabym collie zbyt ofutrzonego więc pewno znowu "uśmiechnę się" do pasterzy lub poszukam klasyka. Chciałabym ciągle mieć "partnera" do frisbee a szetlandy słabiutkie w tym sporcie, borderek byłby najlepszy. Myślę że taki zestaw jak szetland + border +collie byłby idealny dla mnie. Z czasem powiększymy wiejski inwentarz i przydadzą się psy do roboty :) Obecnie collie pracuje przy kilku krowach i dobrze sobie radzi.
-
Ja mam collie i szetlanda. Collie jest spokojniejszy niż szetland i taki trochę mniej "bystry".Collie to trochę taki uparciuch i chociaż dobrze wyszkolony to lubi poszukać "luki" i zrobić swoje. Szetland jest jak iskierka - szybciej reaguje na polecenia, chętniej ale może to też wynika z osobniczego charakteru a nie rasy. Collie lubi porządzić a szetland nie ma takich zapędów. Trochę też mają inny sposób komunikacji - collie lubi sobie do mnie pomruczeć, pośpiewać, powzdychać a szetland raczej leży i tylko obserwuje. Collakowa to też taka wiejska brudaska - lubi tarzanie w krowich plackach, szetland czyścioch. Dla mnie największym podobieństwem tych dwóch ras jest "zapatrzenie w człowieka", są zakochane do bólu :) Szetland uczy się wyjątkowo szybko ale collie też więc różnic dla mnie nie ma. Collie i szetlandy mają tylko inny styl pracy - szetland szczeka, podnieca się a collie jest cicho. Szetland jest bardziej dokladny np. w tropieniu ale collie lepsza we frisbee. Collie pracują też przy koniach i bydle a szetlandy przy owcach i kaczkach więc i charakter trochę inny. Praca przy krowach wymaga jednak pewnej "twardości" i zawziętości. Z wyglądu jest sporo różnic - w budowie kufy, stopu, osadzenia uszu, oczu, proporcji ciala (szetland jest krótszy). Sierść podobna gatunkowo. Przed zakupem warto pamiętać o tym, że bywają egzemplarze lękliwe. Kiedyś to była rzadkość, obecnie moja przyjaciółka hodowczyni szeltie mówiła, że zdarza się to coraz częściej. Trzeba zwrócić uwagę na jakość szaty - zdarzają się psy o miękkiej okrywie a to duży problem (brudzi się). Budowa ciała nie może być zbyt filigranowa (szetland to twardziel i nie może być jak maskotka), kufa zbyt szpiczasta. Reszta wad w wyglądzie nie ma już dla mnie takiego znaczenia no nie wiem co jeszcze…pytaj
-
[quote name='Ruwi']badmasi, jak dużo ruchu wymaga [COLOR=#000000]owczarek szetlandzki? nie będzie męczył się w mieszkaniu w mieście?[/COLOR][/QUOTE] Owczarek szetlandzki lubi zadania i nie ma w zasadzie różnicy gdzie je wykonuje. Mój szetland lubi aportować więc ma frisbee i piłeczki więc spokojnie możemy bawić się w parku lub na placyku. Uwielbia szkolenie z posłuszeństwa nawet takie proste rzeczy jak chodzenie przy nodze, slalomy, warowanie, siad itp. To też można robić w mieście. niektóre szetlandy lubią biegać przy rowerze ale mój niezbyt. Najbardzie lubi "ruszać główką". Robimy też tropienie - można to robić na poziomie "podstawowym" w ramach zabawy w parku. Szetland to idealny pies do miasta, potrzebuje oczywiście ruchu, zabawy ale przede wszystkim zainteresowania właściciela i zasad. Trzeba pamiętać, że to owczarek więc nie można go traktować jak maskotkę ale to też bardzo uległy piesek więc nie można przeginać - świetnie uczy się na nagrody. Szetlandy to psy nie wykazujące agresji, świetnie "dogadują się" z małymi zwierzętami, ja mam świnki i kota. Na wsi też dobrze sobie radzi - lubi zaganiać kaczki, pilnuje stada. Moje szetlandy jako szczenięta nie miały też inklinacji niszczycielskich - nie gryzły mebli, butów etc. Owczarki szetlandzkie jako idealne psy do miasta zachwalała niegdyś znana trenerka Agnieszka Boczula. Forum o szetlandach to shelties.pl oraz little-star.pl
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='Ruwi']Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, o istnieniu większości z wymienionych przez Was ras nawet nie wiedziałam :) Pewnie macie rację, że Shiba to zły pomysł. Pomyślałam o nim, bo gdzieś przeczytałam, że właśnie one lubią czystość. Jedyny pies, z którym miałam do tej pory jakieś większe doświadczenie, to wyżeł niemiecki, którego mieliśmy w czasie mojego dzieciństwa. Była głupia jak but i miała trochę skrzywioną psychikę... w każdym razie, jak tylko się jej nie przypilnowało na spacerze, to zaraz jakieś kupy lub rzygi zjadała, albo wytarzała w jakiejś gnojówce. Mieszkaliśmy na wsi, więc miała pełno okazji. Jak teraz ją wspominam, to ciężko nie pomyśleć o tej śmierdzącości :D GPooLCLD, z tą kłopotliwością chodziło mi właśnie o to, że można w razie czego wziąć go na ręce. Poza tym taki mały pies raczej nie przewróci mi np. stołu :) Szczekanie u małych psów mi jakoś bardzo nie przeszkadza. Koszmaria, dzięki za informację na temat adopcji. Póki co myślałam jednak raczej nad kupnem psa z rodowodem, żeby mieć większe szanse, że będzie w miarę zdrowy i z jego rodzicami było wszystko ok.[/QUOTE] Jak puchaty i szczekanie nie przeszkadza to może owczarek szetlandzki? To niewielkie psy, wesołki, łatwe do szkolenia, bardzo inteligentne, odporne, zdrowe. Moje szetlandy nie mają skłonności do tarzania się czy leżenia w błocku. Collie i borderki owszem, ciągle wymazane w krowim placku.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='gojka']Tak się składa badmasi, że w tej małejj podrzeszowskiej miejscowości nie widziałam nigdy wcześniej tyle jamników na metr kwadratowy.Poznałam nawet ojca piesków bo mieszka po sąsiedzku.NIe wiem czy psy mają rodowody i nie obchodzi mnie to.Zdaje się, że należysz do ludzi widzących we wszystkim spisek, nawet jeśli motywacja rzeczonego miałaby być bez sensu.Patrząc na p.Macierewicza-masz szanse-startuj w wyborach.Sama cię poprę i zaliczę demaskację jamniczego spisku:)Toyota-niestety pieski nie były odrobaczone ani zaszczepione.Myślę, że gdybyśmy zjawiły sie tydzień później po naszą psinkę nie przeżyłay.Była bardzo zarobaczona.Właścicielka dostała od nas karmę i dobre wino.[/QUOTE] Cuda się widać mnożą na tym świecie oby więcej takich. Każda suczka chce w końcu zostać mamusią:multi: Szkoda tylko, że do moich suk lgną same kundle. Ach gdyby tylko niebiosa zesłały szetlanda…no może być i collie albo nawet borderek:roll:
-
Cóż za przypadek jamnik dopadł jamniczkę, zupełnie jak w bajce:loveu: