-
Posts
1127 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by badmasi
-
Coś się we mnie przewraca jak czytam o rozmnażanych "kochanych suczkach". Żeby rozmnażać psa nie wystarczy go kochać. Nie wiem jak diabeł w ludziach siedzi, że rozmnażają psy z "miłości". Ja też uwielbiam swoje suki ale to nie powód aby je dawać do krycia. Kupująca z kolei oszczędza kasę i bierze psa , który być może będzie maltańczykiem a może wyrośnie na BOSa a może wybarwi się i zamieni w dalmatyńczyka albo będzie podobny do owczarka polskiego zagrodowego - kto to wie co w genach "ukochanej" suczki siedzi? Nasza forumowiczka wspiera "lewy" biznes a jej koleżanka jej w tym pomaga dając samca na krycie. Dobra babcia zbiera kasę z "miłości" i biznesik się kręci. Wszystko to w słodkim do usr…a sosie uczucia do małych, białych piesków. Ja bym to wszystko hipokryzją nazwała. A jeszcze dodam. Znam takich ludzi z szetlandem z pseudo (sorry hodowli z jakiegoś stowarzyszenia) i od lat jak mnie tylko spotkają to porównują mojego z dobrej hodowli z ich psem. Upierają się, że mój jest zbyt mały ma zbyt krótką kufę i zbyt twardą sierść. Dla nich ich pies jest ósmym cudem świata i nijak nie dociera, że to ich pies jest całkowicie niezgodny ze wzorcem i słabo szetlanda przypomina. Marzenie spełnili, mają psa w typie za grubą kasę podobnego ni to do collie, ni to do bordera tylko po kiego diabła upierać się, że to szetland jest. Suka oczywiście tak piękna mądra, że już i plany na szczeniaczki są [FONT=Times]♥ :/[/FONT]
-
Co zrobić? unikać skupisk psów i znajdować psu inne zadania. Bawić się piłką, spróbować frisbee, elementow posłuszeństwa. Naprawdę, nie wszystkie psy są "towarzyskie" i bawią się z innymi psami przez całe życie. to tak jakbyś chciala zmusić nastolatka czy dorosłego aby całe życie spędził w piaskownicy robiąc babki i naparzając się łopatką. U suk zazwyczaj ta pierwsza "dorosla" cieczka w okolicach pierwszego roku życia to granica wieku "dziecięcego" kiedy rozbawiona małolata zamienia się w poważną damę, pojawiają się też wtedy zachowania terytorialne - znaczenie terenu, niechęć do zabaw z elementami dominacji tj. wskakiwania na plecy itp., ukierunkowanie na człowieka czyli pełna gotowość "pracy". Wykorzystaj to, że twój pies aportuje, może nawet spróbuj aportu z wody to super zabawa dla ciebie i psa, dużo lepsza niż stanie i obserwowanie jak sfora psów poluje na twoją sukę. Jeśli chcesz aby twój pies miał kontakt z innymi psami to dobierz mu odpowiednie towarzystwo o zbliżonym temperamencie.
-
Mam dwie suki i w trakcie cieczki oraz po mają awersję do psów, ja to uważam za całkowicie normalne. Obie suki są mało towarzyskie i to zainteresowanie okołocieczkowe wyprowadza je z rownowagi. Twój pies dojrzał i być może nie potrzebuje już psich kompanow do zabawy tylko bardziej "dorosłych" i poważnych zadań. Bywa, że długo po cieczce nawet do miesiąca od momentu zakończenia psy reagują na zapach (mimo kąpieli), jeśli zauważysz że coś takiego ma miejsce to unikaj skupisk psich. Wątpię abyś zmieniła dużo w zachowaniu psa - każdy pies ma swój charakter. Jeśli sam nie podbiega i nie atakuje i ze spokojnym psem umie "przywitać" się normalnie to nie widzę tu problemu. Znajdź sobie towarzystwo do spacerów w postaci ludzi ze spokojnymi, nienamolnymi psami. Wtedy i twoja suka odzyska spokój, wspólne eksplorowanie terenu, węszenie z "kulturalnym" psiakiem to będzie to co jej się może spodobać.
-
[quote name='omry']Sąsiadka z klatki obok mnie zaczepiła dzisiaj, że jej york zginął. Jej mąż wziął psa i się w samochodzie zorientował, że go nie ma. A to nie ich, tylko wnuków. Pies jest z tatuażem, ciekawe kto go teraz ma..[/QUOTE] Moj sąsiad zgubił yorka w śnieżnej zaspie. Wyszedł na spacer z dwoma wrócił z jednym, w domu się zorientował. Jakiś człowiek przechodząc wydobył ze śniegu psa i "odsprzedał" sąsiadowi za 500 zl.
-
[quote name='ewee']Podczytuję sobie ten watek i szczerze pisząc nie widzę chamstwa w tym ze ktoś chce zapoznać szczeniaka z innymi psami. Wiem , że wychowaliście sobie pieski i nie zamierzacie nikomu pomagać . ( bo oni tez mogą sobie ułożyć psa ) . Tyle tylko że szczeniakiem jest się tylko przez chwilę i za jakieś kilka miesięcy będziecie mieli w sąsiedztwie nakręconego szalonego lub agresywnego psa . Nie każdy ma sforę własnych piesków aby zsocjalizowac szczeniaka i mnóstwo kontaktów z innymi psiarzami. Naprawdę nic by się nie stało jeśli pomoglibyście jakiemuś początkującemu . nawet we własnym interesie . Ale lepiej zadrzeć nos i wymądrzać się jakie to chamstwo was spotkało bo podbiegł szczeniak i w to w dodatku nieodwoływalny . Rozumiem że nie można dopuścić do kontaktów z psem agresywnym ale w każdym innym przypadku nie rozumiem tej niechęci wobec kontaktów ze szczeniakiem ( nawet takim nieodwoływalnym , zakręconym i upierdliwym )[/QUOTE] Wiesz to zależy jakiego się ma psa, jak upierdliwy jest ten szczeniak i jakich gabarytów. Dla mojej szetlandki, która lubi szczeniaki małe tzn. mniejsze od niej szczeniak labradora czy owczarka niemieckiego to już nie jest odpowiednie towarzystwo. Dla mojego psa, który nie jest już takim młodzieniaszkiem taki "osiłek" skaczący po plecach to niekoniecznie przyjemność a wręcz zagrożenie dla szwankujących stawów. Collie choć nie jest agresywna w stosunku do szczeniaków i do małych też ma cierpliwość to takiemu większej rasy na dzień dobry zrobi wgniotkę w ziemię a jak nie zrozumie to kłapnie mu zębami albo pogoni więc wątpię aby takie spotkanie dla właściciela szczeniaka miało jakąkolwiek wartość socjalizacyjną. No i to już starsza pani więc raczej potrzebuje spokojnych spacerów a nie użerania się z podrostkami. Pozwól, że każdy sam będzie decydował o tym co ma robić jego pies. Nie każdy potrzebuje stresu i głupot na spacerach, niektórzy wolą z psem robić inne rzeczy niż uszczęśliwiać inne osoby. Ja mam psy od wielu lat i powiem szczerze, że jestem już bardzo zmęczona wymuszanymi kontaktami. Jeśli jestem na dużej przestrzeni to te kontakty są krótkie i nieczęste zaś osiedlowa rzeczywistość bywa bardzo frustrująca. Dzień w dzień jestem zmuszana do kontaktów ze spasionym, agresywnym labkiem z sąsiedniej klatki, który niewiadomo kiedy z upierdliwego szczeniaka przeobraził się w trudnego do odpędzenia agresora atakującego moje psy. Po wczorajszym, kolejnym ataku dostałam wręcz ataku furii, który po stwierdzeniu właścicielki, że "piesek chciał się tylko przywitać" zamienił się w otwartą i niokiełznaną wrogość. Wysyczałam nawet, że jak jeszcze raz ten pies nas zaatakuje to go zabiję.
-
[quote name='Bakteria']Gdzieś w przyszłości myślę nad psem, takim pierwszym swoim własnym. Do tej pory były tymczasy, przeróżne, w sumie kilkanaście odmiennych charakterów, pod opieką rodziców też od zawsze są i były psiaki, poza tym dochodzi opieka nad zwierzakami znajomych itp. W międzyczasie zdążył mi się wyczarować taki pies idealny... Zastanawiam się teraz pod jaką rasę to podpiąć chociaż pewnie i tak skończy się na jakimś kundelku... No ale może ktoś coś wymyśli fajnego i w takim typie będę szukać albo może i takiej hodowli :) Jaki ma być? Zrównoważony, raczej nieufny do obcych, wpatrzony we właściciela, w swoje "stado". Podatny na szkolenie, chciałabym poćwiczyć jakieś agility, frisbee. Na pewno nie może mieć silnego instynktu pogoni, czyli wszelkie myśliwskie, polujące odpadają. Co do wielkości, max do 20 kg. Wygląd właściwie nie ma znaczenia, chociaż podobają mi się np. aussie, collie. Wulkan energii niekoniecznie- taki, który czasami zadowoli się krótkim spacerem bez roznoszenia domu na strzępy... :) Nie dominujący, raczej uległy. Miło byłoby gdyby do tego pieszczoch, chociaż to chyba cecha osobnicza :) Przychodzi coś komuś na myśl? Ja do tej pory myślałam chyba najbardziej intensywnie o aussie właśnie. Jest jakaś rasa która Wam się nasuwa?[/QUOTE] Collie może też być tylko jeśli to ma być dynamiczny pies i łatwy w obsłudze jeśli chodzi o sierść to raczej stawiałabym na gładkowłosego lub półdługowłosego, może w typie klasycznym. albo jakiś mix z fundacji np. dr Lucy lub "sos z collie" z facebooka? Collie to straszne pieszczochy, przeokropne…aż czasami ma się dość tej atencji, mruczą, mówią do właściciela, nie spuszczają z oka. Z aussie miałam do czynienia tylko na treningach i to są psy bardziej energiczne niż collie i lepsze do frisbee, collie jest chyba trochę zbyt "długi" nie ma takiej zwrotności i wyskoku jak aussie ale co do szybkości w bieganiu to raczej porównywalne.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='Beatrx']pies, nawet jeśli nigdy nie był bity to przecież czuje i pierwszy raz boli tak samo jak i każdy następny, więc to nie ma tu nic do rzeczy. ja bym nie wnikała, czy to co powiem przyniesie jakiś skutek i babie przemówi do rozumu, bo to po prostu jest taki odruch: coś się dzieje złego mojemu psu = bronię go. serio, nie mogłabym przejść obojętnie gdyby ktoś uderzył mojego psa, co nie znaczy, ze wdawałabym się w awantury i stała z jakąś babą i się kłóciła. po prostu zrobiłabym to, co uważam za słuszne i poszła nie czekając na jej reakcję.[/QUOTE] Wątpię czy mojego psa boli. Pierwszy raz mam psa z tak wysokim progiem bólu. Ona jako szczenię dla zabawy rozpędzała się i waliła głową o komodę, na zajęciach wiele razy oberwała solidnie frisbee i nigdy nawet nie jęknęła, nie mówiąc już o jakiejś niechęci do talerzy. Co nie zmienia postaci rzeczy, że postawa i dziecka i matki była zła ale nie widziałam żadnej szansy na zmianę tej postawy. Ja wogóle nie wykazuję chęci do kłócenia się, darcia na kogoś czy wszczynania awantur a moja ostra reakcja tak by się skończyła. Pies też by źle zareagował na moje krzyki i zdałby sobie sprawę z tego, że może jednak coś się stało a ja bym bardzo tego nie chciała. Jeśli coś konkretnego dzieje się moim psom to też bronię. Dla mnie takim konkretem była napaść amstafa czy rotweilera. Tu była walka o życie. W tym wypadku zagrożenia dla zdrowia czy życia nie było.
-
[quote name='Beatrx']to jeśli Twojemu psu nie przeszkadza, ze go biją czyli nie dzieje mu się krzywda to fakt, nie ma po co reagować.[/QUOTE] Odnoszę wrażenie, że mój pies nie wie co to bicie bo nie był bity, nie wie chyba, że to akt agresji albo ma jakąś pancerną odporność. Mi to owszem przeszkadza ze względu na to, że takie podejście do wychowania dzieci, że zwierzę można uderzyć nie jest dobre. Tylko, że do ludzi o pokroju takich rodziców, którzy mają swoje dziecko za ósmy cud świata prelekcje jakiejś laski w parku nie trafią. Ja się wkurzę, nazłoszczę i odniesie to zerowy skutek. Co innego dzieci w rodzinie, jeśli mam z nimi częsty kontakt to uczę prawidłowego podejścia do zwierząt i mam szansę na cokolwiek bo nie ograniczę się tylko do reprymendy a pokażę właściwe zachowania. Z przygodnie spotkanymi ludźmi to tak nie działa. Dla nich to jest szansa do wdania się w awanturę, wręcz odnoszę wrażenie, że niektórzy sami jej szukają.
-
[quote name='Beatrx']ja bym milczeniem tego nie zbyła. mogę olać głupotę innych jak mojemu psu nie dzieje się żadna krzywda, ale nie wtedy, kiedy go biją...[/QUOTE] Wdałabym się w pyskowę z matką dla, której i tak nie miało znaczenia, że dzieciak uderzył psa tylko to, że pies był luzem. Moim zdaniem i tak nie zmieniłabym jej światopoglądu a mojemu psu i tak to zwisało i powiewało. Kiedyś dzieciak w tym samym parku podszedł do mojego szetlanda, myślałam że chce go pogłaskać a dziecko walnęło psa giga klockiem, który trzymało w ręku. W tym przypadku nie było żadnej reakcji rodziców. Zabrałam psa, usiadłam opodal na górce i widzę, że dzieciak podszedł do teriera. Rodzice chyba myśleli, że terier tak samo zareaguje jak mój pies a tu pomyłka…Dzieciak uderzył teriera a terier zareagował jak błyskawica i ugryzł dzieciaka w rękę. Terier był na krótkiej smyczy...
-
[quote name='dance_macabre']No ja mam ten problem że mam psa wyglądającego jak maskotka i jeszcze kochającego dzieci, na tamtego smarkacza nawet nie zregowała. Inna historia z mną bo ja nie lubię jak mi ktoś władze w przestrzeń osobistą po chamsku. Z seri ludzi z zoo. dzisiaj była matka która tłumaczyłem nam że nie może odejść od pachołków bo jej dziecko tak chce iść. Mały może 2lata. Bo dorosła kobieta nie jest w stanie fizycznie i mentalnie zapanować nad dzieckiem. był ojciec spec od psów który z dzieckiem na rowerku podlazł i na moje ostrzeżenie że może dziecko pies wywrócić odparł"nie wywróci". Zaklinacz psów!wie po jednym spojrzeniu jaki jest pies. ale wygrała babka która przylazła z maltanem i pies podlatuje do naszych, suka koleżanki warczy i kobieta nic. Potem pies nalał na plecak koleżanki i na nasze zwrócenie uwagi pani najpierw udawała że to nie do niej a na to że należy się zwrot za pralnie odparła że tak bywa i sobie poszła. Jaka ja głupia, jak pies rowalił piłkę dziecku to płaciłam z własnej woli i jeszcze sto razy przeprosiłam a mogłam stwierdzić że tak bywa:diabloti: po dzisiaj mam normalnie ochotę bulić za hale za każdym razem ale bym zbankrutowała...[/QUOTE] Ja miałam ostatnio "przygodę" w parku. Szłam z szetlandem i widzę dziecko na oko 3 letnie z długim kijem. Więc stwierdziłam, że ominę po łuku jakby matka była przewrażliwiona na punkcie psów. No i dzieciak jak go mijałam podskoczył mi do psa i tym kijem w niego przyrąbał. Matka przerażona, że pies "odgryzie się" dzieciakowi i wyskoczyła do mnie z pyskiem, że pies luzem. Moim zdaniem dobrze, że był luzem bo szybko się ewakuował, jakby był na smyczy to daleko by nie uciekł i by oberwał jeszcze. Całe szczęście mój szetland niezbyt wrażliwy i nie reaguje wogóle na takie sytuacje. Niechby dzieciak trafił na psa bardziej krewkiego to i smycz by nie pomogła. Baba zamiast zwrócić uwagę dziecku lub jak widziała, że dzieciak zmierza w stronę psa to go spacyfikować postanowiła mnie zbesztać. Pozostawiłam sprawę bez komentarza. Mnie ostatnio wogóle nie chce się gadać z głupimi ludźmi - po tylu latach kontaktów z idiotami na spacerach wrzuciłam na luz.
-
[quote name='Maron86']Jestem gotowa spuścić na długą smycz psa niech zrobi porządek jak właściciel nie potrafi :evil_lol:.[/QUOTE] A w jakich przypadkach to robisz? Co musi się stać abyś podjęła taką decyzję?
-
Ja też próbowałam rozstrzygnąć pewien problem. Idę z psem, też chodzi luzem obok nogi i nie wykazuje agresji. Nadchodzi pani z kurduplem i już z dala patrzy się wrogo, że mój pies luzem. Fakt, może mieć jakieś niemiłe doświadczenia, rozumiem ale mój pies wogóle się do niej nie zbliża, nie podbiega. Pani zatrzymuje się, postawa napięta, pies uwieszony na krótkiej smyczy, pani zasłania psa zerkając ciągle na mnie wrogo, noga przygotowana do kopniaka…Przechodzimy obok pani, mój pies nie zwraca uwagi. Pani chyba zawiedziona, że nie doszło do rozróby. Zastanawiam się tylko w jakim celu ta szopka. Też mam jednego psiego przygłupa i takie zatrzymywanie się, spina właściciela tylko nakręca psa. Panią spotykam czasami i zawsze takie samo zachowanie. Wiem, że prewencyjnie kopie psy, chwaliła się nie raz.
-
Moim zdaniem na Polach nie jest tak źle. Jak ktoś na polankę nie pójdzie to teoretycznie może mieć w miarę spokojny spacer. Soboty i niedziele to są dosyć specyficzne dni bo Pola są pełne psów i ludzi a w taki ładny dzień jak dzisiejszy to wogóle tłok. Może pańcie nie znały "prawa dżungli" pakując się na polankę bo tak z własnej woli to aż dziwne. Ja dosyć często odwiedzam Pola, psiej polany unikam jak ognia bo moje psy się nie bawią z innymi no i poza może dwoma incydentami (niegroźnymi) w ciągu ostatnich 10 lat to nic mi się nie przytrafiło. Fakt, w "tłoczne" dni biorę tylko spokojnego i ugodowego psa, ten z odpałami jedzie w spokojniejsze miejsce, chyba że bierzemy frisbee bo wtedy to inne psy nie istnieją.
-
Dzisiaj, pierwszy raz w życiu byłam świadkiem "jorkusiowej paniki". Pańcie w loczkach, obcasikach z torebeczkami wtoczyły się z kilkoma yorkami ubranymi w skafanderki, sukieneczki i świecidełka na tzw. psią polanę na Polach Mokotowskich. To jest takie miejsce, że każdy włazi tam z psem na własną odpowiedzialność. Zasada obowiązująca to taka, że nie ma zasad. Psy przetaczają się po sobie, ganiają, szczekają więc jak ktoś chce aby pies poznał uroki takiej bandy to tam lezie. Musi się z tym liczyć, że jego pupilek zostanie wciągnięty w tygiel zabawy i już. Z niekłamanym rozbawieniem obserwowałam jak na widok choćby najmniejszego psa pańcie podrywały swoje yorki na ręce i panikowały. Nawet mnie się oberwało choć to nie ja byłam właścicielką uroczego owczarka belgijskiego, który spróbował zapoznać tajemniczych przybyszy w skafandrach. Panie krzyczały, że ich pieski zostaną zagryzione, stratowane etc. Pakowanie się w psi tygiel i wymaganie aby wszyscy odwoływali swoje psy to było trochę dziwne, śmieszne i straszne zarazem.
-
[quote name='evel']A ja nikomu nie życzę potyczki "na poważnie" - wtedy nie ma praktycznie żadnego wrzasku ani kłaków, a raczej jest wrzask jednostronny. Jak mi się pseudo-ASTka w sukę wgryzła to nigdy wcześniej ani nigdy później nie słyszałam (i mam nadzieję nie usłyszę) TAKIEGO skowytu mojej suki :roll: [/QUOTE] Tak, ja właśnie miałam takie dwie przygody w życiu z astem i rotem. Moje psy (szetland zaliczył asta a collie rota)nawet nie wydawały żadnych dźwięków. Symptomatyczne było to, że po zajściu były całe w swoim moczu i kale oraz całkowicie "wyłączone". Collie miała gorzej bo resztę dnia leżała na podłodze i miała takie jakby drgawki, szetland był tylko osowiały.
-
To taka faza snu. Nie można przerywać tej fazy bo jest ona niezbędna do całkowitej regeneracji ciała i mózgu. Ponoć największą szansę na osiągnięcie fazy REM ma zwierzątko leżące wygodnie, na boczku z wyciągniętymi łapkami. Ponoć właśnie wtedy pojawiają się sny.
-
[quote name='asiak_kasia']motyl- akurat w tej kwestii jesteśmy jednomyślne ( koniec świata :diabloti:) Co do starszych prosiaków, to wiadomo, że jeżeli nie planuje się kontynuacji, nie ma co brac kolejnej. Z moich doświadczeń wynika, że świnie trzymane stadnie, po zniknięciu towarzyszki dość szybko same się zabierają na tamten świat. Szczególnie jeżeli mowa o starszych prosiakach. Ale mam u siebie taka jedną aspołeczną, która gardzi towarzystwem innych ze swojego gatunku i najszczęśliwsza jest sama-ewentualni adoratorzy byli dość mocno pokiereszowani, i nici z planu hodowlanego :evil_lol: Tyle, że to raczej sporadyczne przypadki ;)[/QUOTE] Śmiem twierdzić, że świnka odżyła po odejściu starszej. Starsza była bardzo odważna - uwielbiała biegać po ogrodzie, kumplowala się z psami, była niezwykle towarzyska ale zarazem strasznie "dusiła" młodszą. Ciągle się spierały. Czasami spały przytulone ale to była rzadkość zazwyczaj toczyły wojny o domki czy hamaczki. Młodsza to świnka trochę autystyczna - raczej wogóle stroni od towarzystwa a do ogrodu bałabym się ją puścić bo wystarczy ją postawić na trawie i biegnie przed siebie, na oślep. Latem więc stawiam jej wolierę ale nie wiem czy jej się to podoba. Obecnie ma 5 lat i wygląda kwitnąco raczej nie wybiera się na tamten świat. Nawet włosy jej odrosły - to długowłosy prosiak bo w towarzystwie drugiej świni wyglądała jakby ją ktoś obzyndolił nożyczkami. Teraz wygląda bardzo ładnie.
-
Ja mam samotną świnkę, starsza zmarła. Jakbym chciała zapewnić obecnej towarzystwo to bym musiala dokupić kolejną świnkę a potem jakby odeszla obecna to znowu następną. To by był niekończący się korowód świnek:roll:
-
[quote name='Pani Profesor']Berek,a co, jeśli mowa o tym, że pies 'coś' zaatakuje, a z 'tym czymś' trudno cokolwiek zrobić? Mój durnowaty myśliwy zaatakował na Mazurach przechadzającą się ropuchę (wielką jak męska pięść) no i zanim zdążyłam wstać z krzesła to rzucił się na nią i poderżnął jej gardło :roll: a następnie zostawił, nie miał zamiaru jej zżerać. Innym razem wygrzebał nornicę z dziurki, podrzucił w górę, zacisnął zęby i... wraz z TŻ-tem wyciągaliśmy mu ją z gardła :roll:i taką na wpół żywą wypluł łaskawie na ziemię...i co? Mam taką konającą nornicę dobić butem, czy wieźć dzikiego, umierającego gryzonia do lecznicy? Szczęście w nieszczęściu, postałam gapiąc się tępo na tą nornicę i padła po jakichś 10 sekundach, ale i tak czułam się jak bezduszny oprawca. I teraz pytanie - gdzie jest granica między udzieleniem pomocy 'nadgryzionemu' kotu, a takiej myszy, która de facto sama z siebie zdechła i nie było dla niej szans? Czym się różni życie takiej myszy od np. potrąconego kota? Nie usprawiedliwiam, tylko dywaguję, że ktoś widząc konającego dzikiego kota machnie ręką na zasadzie 'i tak mu się nie da pomóc'. A że się da, to inna sprawa...[/QUOTE] Nie wiem co by zrobiła Berek ale ja nic bym nie zrobiła. Jeśli chodzi o myszy, nornice, norniki to dopadła mnie daleko posunięta obojętność. Mój kot potrafi przynieść kilka egzemplarzy jednocześnie. Nie wiem w którym dokładnie miejscu swojego ciała je przechowuje ale po dobitnym "gul, gul" z gardzieli wypada mu kłąb zgłuszonych gryzoni. Jeśli na moj "rozkaz" nie zeżre tego znowu to biorę na szpadel i wyrzucam za płot. Dziwne, że pies zaatakował ropuchę, moje omijają tego płaza z daleka. Mają "szacunek" podobnie jak do jeży.
-
Ulv ja też widziałam małą sarnę zjedzoną przez psy-została tylko głowa i kopytka jednak jak się to ma do "płoszenia" ptakow przez psy to ciągle nie wiem? Ja mam posesję i jeśli psy są luzem to jak ktoś na nią wejdzie to będą szczekać i go pilnować ale to nie znaczy, że osoba ta zostanie zagryziona. Jeśli ktoś ma psa, który poluje to musi uważać ale wiele psów pozbawiona jest instynktu łowieckiego. Owczarki collie i szetlandy chyba są wybitnie upośledzone w tym względzie. Owszem, zaganiając wykorzystuje się elementy tego instynktu - ale tylko elementy. Jeśliby wykorzystywano całość to owce czy kaczki źle by na tym wyszły. Collie co prawda zagania krowy a krowę ciężko ugryźć ale szetland "pracuje" przy kaczkach i jakoś o dziwo żyją. Widzisz moje psy nie bawią się jeżami, nawet nie podejdą bo mają jeszcze odrobinę instynktu samozachowawczego.
-
[quote name='Berek']W przypadku wolno żyjących kotów niestety takie "niewinne zabawy psiaków" kończą się bardzo często okaleczeniami albo wręcz śmiercią gonionego zwierzęcia. Generalnie - nie pozwalałabym akurat na takie psie zabawy. Ot i wszystko.[/QUOTE] Od 9 lat oprócz mieszkania w Warszawie mam dom na wsi. Po ogrodzie wałęsają mi się tabuny kotów dzikich czy kotów sąsiada, żaden tego spaceru nie przypłacił życiem. Bywa, że w efekcie obszczekania wylądują na drzewie i miałczą no i to ja muszę na to drzewo włazić i delikwenta zdejmować co nie przeszkadza cwaniakowi za kilka sekund znowu znaleźć się w ogrodzie. Śmiem twierdzić, że przychodzą nie tylko na miskę ale głównie na ptaszki - szczególnie wiosną bo w belkach chałupy ptaki zakładają gniazda. Mój kot nie poluje na ptaki (skupił się na myszach) i chwała mu za to ale te trupki, które rano zbieram w ogrodzie to w końcu czyjaś robota. Biorąc pod uwagę, że moje zwierzęta śpią w domu to raczej robota kuny lub zdziczałych kotków. Ja tam nie mogę odpowiadać za wszystkie psy świata ale moje nie mają instynktów morderczych. Nawet to "pogonienie" nie ma w sobie znamion zawziętości. Bywa, że w polu psy znajdą zranionego ptaka a raz nawet namierzyły malutkiego kociaka. Wtedy biegną do mnie i pokazują znalezisko a nie pożerają delikwenta. Co do miejskich ptaków to raczej mordują się one międzygatunkowo. Te rozdziobane gołębie to robota srok i wron a nie piesków. Trzeba też sobie zdawać sprawę z tego, że w mieście oprócz psów żyje też sporo innych drapieżników. Na Polach Mokotowskich są np. lisy
-
Tak aussie - to australijczyk w perioratywnym znaczeniu. Prawidłowo powinno się wymawiać ousi ale przyjęła się wymowa ozi.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Dla mnie to zasadnicza różnica płoszenie ptakow czy polowanie na nie. Taką istotną różnicę zaobserwowałam na przykładzie "moich" bażantów, moich psów i wyżła kolegi. W moim ogrodzie mieszkają bażanty, łażą po podwórku, wydziobują sobie owoce z krzewów, które spaecjalnie zostawiamy dla ptaków. Moje psy raz na jakiś czas pogonią zbyt krzykliwy egzemplarz - szczególnie samce panoszą się na wiosnę obstawiając świerki. Nigdy żaden bażant nie został upolowany choć to ptaki niezbyt szybkie i latają tak sobie a wręcz z roku na rok powiększa się populacja w ogrodzie. Po pogonieniu ptaszydło wraca a więc w zadzie ma moje psy. Wystarczyło, że mój kolega przyjechał z wyżłem i w ciągu kilku minut wyżeł pojawił się z bażantem w pysku. Tak samo moje psy szczekają na wiewiórki, które nic sobie z tego szczekania nie robią a wręcz "grają psom na nosie" i zrzucają na nie łupiny lub całe orzechy. Przychodzi do nas też wyjatkowo wredna, czarna kura sąsiada. Przykleiła się do mojej collie i łazi za nią. Suka czasami nie wytrzyma i wygoni kurę za płot. Serio, gdyby chciała ją pożreć to by nie miała większego problemu bo kura i niezbyt szybka a i chodzi krok w krok za psem. Pod bramę przychodzi też stado saren. Latem miały młode. Jako, że pod bramą mamy strumyk to przychodzą się napić. Moje psy mają też dostęp do strumienia więc teoretycznie mogłyby polować na sarny a tego nie robią. Młode zostało w końcu upolowane ale nie przez moje psy a owczarki niemieckie sąsiada, który mieszka dwa km. od naszego domu. Zimą dokarmiamy ptaki. Przylatują sikory, mazurki, dzwońce, trznadle, dzięcioły a ostatnio także zimorodek. Ptaki nic sobie nie robią z obecności psów choć część karmy sypiemy na taras. Kolejny przykład to wrony siwe i gawrony. Jak idę z psami na Pola Mokotowskie i rozlożymy się gdzieś na polance to natychmiast pojawia się stado żebrzących ptaków. Wyczaiły, że człowiek plus pies to duże prawdopodobieństwo pojawienia się nagród w postaci kiełbasy. Podłażą blisko i konkurują z psami o nagrody. Wypłoszone za sekundę stoją znowu i przestępują z nogi na nogę. Podchodzą do nóg i pies jakby chciał to by capnął. Nie wszystkie psy mają instyknt polowania, głupie szczekanie i ganianie nie jest równoznaczne z polowaniem.
-
Mieszkam w Warszawie i potwierdzam - z okien potrafią lecieć dziwne rzeczy. Widzialam już ćwiartkę prosiaka, upieczonego w całości, obgryzionego kurczaka, rybę, kanapki zapakowane w papierki etc. Rozwalony makaron, kapusta kiszona, cuchnący chleb, kości, stare wędliny są na porządku dziennym. Ludzie (i to nie tylko starsi) wywalają pod oknami, na trawnikach, na pokrywach studzienek i na chodniki. Szczury są i to biegają tabunami, latem była deratyzacja i padłe szczury "suszyły" się na trawnikach z czego nie omieszkały skorzystać moje psy. Ja opieprzam za śmiecenie, wkurza mnie niemiłosiernie jak widzę babę zwalającą resztki z obiadu przez okna czy wywalającą kanapki. Jest to obrzydliwy zwyczaj i należy go tępić. Moje psy z upodobaniem straszą ptaki skupiające się na dziobaniu tych obrzydliwości a wręcz mają na to komendę. Od dokarmiania ptaków są karmniki a do dokarmiania służą specjalne mieszanki a nie stare jadło. Resztkami żywią się wyłącznie wrony, gawrony, kawki i sroki co niepotrzebnie wzmacnia ich populację w miastach powodując wyprowadzanie się sikor, wróbli i innych małych ptaków. Moja koleżanka jeszcze zajadlej walczy ze śmieciarzami. Ostatnio jak baba mieszkająca na parterze wyrzuciła kanapki "dla kotków" to koleżanka podniosła kanapki i wrzuciła jej z powrotem przez okno.
-
Powinieneś otrzymać metrykę psa. Nie ma takiej opcji, że dokumenty zaginęły. Moje obydwa psy z rodowodem posiadały metryki, umowę kupna sprzedaży oraz tatuaż z literą na samym początku, reszta to cyfry. Może tak być, że na początku trzy cyfry a potem litera - zależy od oddziału. Czasami bywa, że hodowca umawia się na dosłanie metryki ale te powody muszą być jasne i najlepiej poparte stosowną umową jeśli pies jest np. na raty. To, że tatuaż jest niewyraźny to może tak być. [url]http://www.zkwp.pl/zg/index.php?n=odd&l=pl&odd=BB000[/url] Tu masz wzory tatuaży w zależności od oddziału.