-
Posts
1127 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by badmasi
-
To nie tak do końca, psy to nie dzieci. Ludzie stworzyli rasy, pewne cechy wzmacniali, pewne osłabiali a teraz życzą sobie aby tak "pstryk" i wyłączyć. Niektóre z psów nie szczekają tylko wyją jak np. malamuty i co teraz z tym wyciem? To "wilcza" cecha malamuta, coś co czyni go psem danej rasy, tak jak owczarek jako niezłomny stróż ma zakodowane w genach szczekanie. Nie twierdzę, że szczekliwości nie można osłabić ale całkowicie wyeliminować się nie da. My możemy tu sobie dywagować ale ja jako posiadaczka dwóch owczarków i mająca visavis dwa owczarki niemieckie wiem, że zmuszenie tych diabłów do siedzenia cicho jest całkowitą niemożnością (mówię tu o moim letnim domu na wsi). Co innego w mieście, nie pozwalam ujadać co nie znaczy że się to nie zdarza. Przy zostrzonym, bardzo restrykcyjnym prawie wolałabym nie mieć psa niż poddać go zbiegowi podcinania strun głosowych.
-
Chcemy tego czy nie, akceptujemy czy nie to szczekanie jest psim narzędziem komunikacji, sprawia że pies jest szczęśliwy i ma poczucie że dobrze spełnia swoją rolę stróża. U niektórych ras cechę tą wzmacniano ze względu na wartość użytkową-to co budowano tak długo niezwykle trudno wyeliminować ot tak (szczególnie u psów pasterskich, stróżujących). Pies to nie motor, który można albo odpalić albo wyłączyć. Oduczanie szczekania jest procesem długotrwałym i niełatwym. Wątpię aby jakiekolwiek szkolenie na placyku wyeliminowało szczekanie u psa. Moje psy milkną na komendę lub klaśnięcie ale czasami pozwalam im się wyszczekać do woli, niech wiedzą że żyją!
-
Ciekawe jak w tej Szwecji radzą sobie z psami szczekliwymi z natury, gdzie szczekanie niemalże wpisane jest we wzorzec ze względu na jego wartość użytkową pielęgnowaną przez setki lat. Może tak jak w USA?
-
Mojemu też się szetland nie podobał a na pierwszego psa wybrał za moją namową właśnie szetlanda i się przekonał, że to pies idealny także dla faceta. Teraz mamy kolejnego, już wspólnego i mojego szkockiego collie. Z moich doświadczeń wynika, że mniejsze psy są łatwiejsze w prowadzeniu niż większe z wielu względów...Małego mogę zabrać ze sobą w większość miejsc, mogę go unieść na rękach, łatwiejszy w transporcie samochodowym, ewentualne problemy wychowawcze łatwiej skorygować (jeśli chodzi o sprawy typu waga, siła). Miałam też dobermana i cóż nie był to najłatwiejszy pies w prowadzeniu. Jeśli nie szetland to przemyśl kwestie wyboru mniejszego psa, nawet nie średniej wielkości a takiego do 40 cm w kłębie. Nie znam się zbytnio na rasach bo przez ostatnie lata jestem dosyć monotematyczna i obstaję przy owczarkach więc doradca ze mnie słaby. Z wyglądu podoba mi się cała masa psów ale po wieloletnich doświadczeniach z psami wiem , że wygląd to nie wszystko a wręcz tylko 1/10 psa. Jeśli rasa nie przypadnie do gustu ze względu na charakter to i wygląd przestanie mieć w pewnym momencie znaczenie a zostaną same kłopoty (to tak jak z ludźmi). Dobrze jest poznać kilku dorosłych przedstawicieli rasy zanim się na nią zdecydujemy a na to trzeba troszkę czasu. Ja marzę o kolejnym psie-border collie i daję sobie 10 lat na ostateczną decyzję;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Ja wiem, że będę nudna ale polecę szetlanda (owczarek szetlandzki). To pies niewielki, łatwy w prowadzeniu, pełen energii i z wzorca pozbawiony agresji. Ma dobry kontakt z dziećmi. Taki pies do tańca i do różańca. W jego żyłach płynie także krew papilona, szpica miniaturowego i szkockiego collie. Ja mam akurat na własne życzenie szetlanda o mocnych instynktach pasterskich (taki mały border collie) ale są egzemlarze spokojniejsze i nie wymagające tak dużej ilości pracy. Kwestia wyglądu-mnie się wybitnie podoba ale jak wiadomo to sprawa bardzo indywidualna. Obecnie po wylinieniu, ze stojącymi uszami wygląda jak mniejszy brat bordera.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Wiecie co, jak pies grzeczny, spokojny, wychowany etc. to i na smyczce niewidce może sobie biegać. Jednak flexi plus rozbestwiony lub namolny pies to koszmar. Ja dziś miałam przyjemność na poczcie przepychać się w drzwiach obok sznaucera olbrzymiego. Pies w kagańcu i na kolcach a na końcu sznurka babcia. Jak nic zakaz wchodzenia z psami na pocztę wisi a kobieta drzwi tarasuje, tkwi w przedsionku. Pies obskakuje każdego wchodzącego i wychodzącego, mnie walnął kagańcem, przycisnął dzieciaka, zgniótł starowinkę a kobieta swoje trajkocze "pani się nie boi on się tylko tak wita". Wychodzi dziewczyna na szpilkach a baba do niej " jak można w takich butach chodzić, jeszcze pani mojemu psu obcasem na łapę nadepnie". Śmieszne to, smutne czy straszne? Sama nie wiem... Potem jeszcze widziałam jak zaatakowała panią z miniaturowym kundelkiem, oczywiście w celach zabawowych. Kundelek został przez sznaucera wdeptany w chodnik.
-
Wczoraj spotkałam się z koleżanką. Ona nie ma psów nie miała też urlopu dlatego ostatnie dwa tygodnie gdy nie było mnie w Warszawie spędziła na spacerach po Polach Mokotowskich. Spytałam się czy nie drażni jej ta swołocz, która anektuje Pola dla siebie i swojego chamstwa. Powiedziała, że i owszem a szczególnie psiarze. Obie doszłyśmy do wniosku, że ostatnio bardzo modne stały się wyrzutnie do piłek dla psów. Rozchachani właściciele nadziwają piłkę na to cudo i pierdut w spacerowiczów, inne psy, na kocyki itd. Tuż przed wyjazdem miałam do czynienia z dwoma takimi zajściami gdy z dużej odległości piłka pierdyknęła w mojego psa, tuż za nią pojawiał sie rotek lub labek i zamiast na piłkę rzucał się na moją sukę. Potem podbiegał właściciel i walił w swojego psa ową wyrzutnią aby odhaczył się od mojego psa. Nie ma to jak dobra zabawa. Po powrocie do miasta długo nie odwiedzę Pól Mokotowskich, poczekam aż zrobi się zimno i wszystkich zabawowiczów unieruchomi jesienny program w TV.
-
Ursusek przeprowadź eksperyment. Uwiąż się na łańcuch przynajmniej na tydzień i niech ktoś raz dziennie cię z niego puści. Może wtedy zobaczysz świat z perspektywy swojego psa.
-
nasz pies w czasie upałów - miękki kaganiec na psich pyskach
badmasi replied to urbar's topic in Wszystko o psach
U mnie w domu bardziej gorąco niż na dworzu, mieszkam na czwartym piętrze a nad mieszkaniem strych i dach, który się mocno nagrzewa. Mam teraz wolne od roboty więc spędzam z psami całe dnie w parku nad bajorem. Trochę się wykąpią, poleżą a i ochoty do aportowania im nie brakuje. Na drogę powrotną zabieram butlę wody i polewam i psy i siebie. Bardziej mnie martwi wyjazd, który planuję na dniach. Mam duże kombi ale bez klimy. Nie wiem jak psy zniosą podróż w tej puszce. Może macie jakieś rady? -
Poszłam dzisiaj na Pola przekąpać psy. Wybrałam mało oblegane bajorka. Na jakiś czas musiałam się wstrzymać bo grupa 8-12 latków zajmowała teren ze swoimi psam. Nie chcąc stwarzać problemów trzymałam się na uboczu zajmując psy czym innym. W pewnym momencie labka jednego z nich pogryzła się z jakimś psem co jeszcze bardziej utwierdziło mnie w podjętej decyzji. Po jakimś czasie ulotnili się więc zajęłam ich miejsce. W pewnym momencie wrócili, labka oczywiście namierzyła moją collie więc poprosiłam o zabranie suki. Labka nieodwoływalna, podbiegła do moich psów. Co miała na szyi - oczywiście odwróconą kolczatkę. Trzymałam swojego psa ta szarżowała. Właścicielka -12 latka zamiast zabrać psa zaczęła targi w stylu że mój pies głupi, że ja głupia, że tamta chce się bawić, że młoda....Myślałam , że mnie coś strzeli, niestety pomógł dopiero język rodem z rynsztoka. Chwilę później przyszli ludzie z rottką. Pies nawet na moment do mnie nie podszedł choć dzieliła nas odległość kilku metrów i to ja musiałam utrzymać swoją collie w pozycji waruj. Jak się chce to można. Ja mam "głupiego"psa-fakt, strachliwy, nadpobudliwy, przewrażliwiony, atakowany często przez suki ale pilnuję go i nie pozwalam na utarczki. Dziwne, że niektórzy szanują moje starania niektórzy mają to w d. a na grzeczne prośby reagują targami, wyzwiskami. Ciekawe czy by tak chętnie puszczali kolczatkowe psy do zabawy jakbym stała z cc i tosą mojej koleżanki. Z doświadczenia wiem, że nie...
-
Ja osobiście nie odważyłabym się sięgnąć po kolczatkę obcego, agresywnego psa. Jeśli ktoś nie lubi swojej kończyny to można próbować... W upały noszę wodę dla psów w butelce. Przydaje się nie tylko do picia ale także jako prysznic dla agresywnych podbiegaczy i psich amantów. Dzisiaj foksterierowi bardzo szybko przeszły amory po niespodziewanej "fontannie".
-
Nie polecam PM w upały, chyba że rankiem byłam dzisiaj a w zasadzie wczoraj i ok. 12 robi się tłum (w duże upały już o 10). Spacer bywa stresujący a i wolnych miejsc do porzucania psu zabawek brak, wszędzie tylko koce, ręczniki i golasy. W chłodne dni pustki i jest fantastycznie-ja przychodzę rano i max. o 14 się zmywam. Soboty i niedziele w wakacje to horror.
-
A ja mam pytanie. O co chodzi z odwróconymi kolczatkami. Ostatnio coraz częściej spotykam się z psami puszczanymi luzem z kolcami na zewnątrz. Kilka dni temu facet puścił sukę laba do mnie i koleżanki-stałyśmy z czterema psami. Suka nie była przyjaźnie nastawiona, okrążała nas i atakowała. Miała na szyi odróconą kolczatkę. Bardziej niż jej zębów obawiałam się, że kolcami zaczepi którąś z nas lub nasze psy. Czy te kolce są właśnie w tym celu? Czy to czysty przypadek? Generalnie z tą suką są częste utarczki. Zazwyczaj odwołuję psy do siadu na jej widok lecz tym razem podbiegła bardzo blisko i ewidentnie atakowała a właściciel nic sobie z tego nie robił. Z koleżanką poluzowałyśmy smycze, psy się wpieniły a suka odpuściła (chyba się nie spodziewała). Jednak mam szczerze dość tego podbiegania i jeszcze te kolce...Jeszcze niedawno właściciel twierdził, że to młoda suka i chce się bawić (moim zdaniem ma 1,5r) ale jak na mój gust trochę dziwne te zabawy szczególnie, że moja collie psy koleżanki się nie bawią z psami (jeden to staruszek). Szelciak i owszem lubi zabawy z psami ale nie z zębami i kolcami na wierzchu. Na Polach Mokotowskich też widziałam psy luzem z odwróconymi kolcami i to jeszcze puszczane do innych psów oczywiście w celach "zabawowych". Angels Dream-moje psy też nie reagują na kurduple ale zawsze się obawiam, że się to może zmienić...Dzisiaj rozdarty pinczer miniaturowy dziabął mnie w kostkę (całe szczęście miałam dżinsy). Collie pierwszy raz w życiu zareagowała na takie g....o i przydusiła gada, tylko przytrzymała ale...Zazwyczaj na małe ujadacze patrzy się ze zdziwieniem lub udaje, że nie widzi jednak po dzisiejszym zdarzeniu może zmienić nastawienie. Właścicielka pinczera (moja sąsiadka) obiecała, że będzie prowadzać psa na smyczy. Nie wierzę jej, mówi już tak od roku.
-
Tylko w pewnym sensie. Ważne aby miała dużo ruchu, zajęcie-to nie musi być koniecznie aportowanie. Czasami wystarczy dłuższy spacer, bieganie....cokolwiek. Za jakiś czas humorki ustąpią i pies będzie miał tyle energii co zwykle.
-
Moim zdaniem przyczyną jest cieczka. Szczególnie obserwuję taką "przypadłość" u mojej młodszej suki szelti. Bywa, że aż miesiąc od ukończenia cieczki zachowuje się dziwacznie. Niechętnie aportuje, biega, ćwiczy, jest ospała i ma zwiększony apetyt. Najchętniej by człapała u mojego boku. Do ćwiczeń motywuję ją obecnością drugiej suki. Jest to konieczne bo taka ospałość i zbyt kaloryczne jedzenie może się skończyć urojoną ciążą. Zazwyczaj jest to niezwykle energiczny pies-cieczka wyłącza ją z normalnej aktywności. Druga moja suka-starsza collie jest równie energiczna jak zawsze, jednak okres cieczkowy i po charakteryzuje się zwiększoną agresją w stosunku do obcych suk. Cieczki u nas zawsze są problemem bo jak cieczkuje jedna to i zaraz druga więc mamy w domu niezły cyrk. Najgorzej jak sobie moja collie ubzdura, że szelciak jest zaciążony to przekopuje nam cały ogród szykując legowiska. W zeszłym roku w tempie ekspresowym podkopała się pod drewniany taras i wygenerowała piękny dół do którego zaprosiła szelti. Była tak zadowolona z siebie, że aż przykro było niszczyć to dzieło
-
[quote name='SuperGosia']Z takimi pytaniami należy się zwrócić w pierwszej kolejności do hodowcy, a jeśli odpowiedź nas nie satysfakcjonuje - do weterynarza. Fora internetowe nie są najlepszym źródlem informacji ;)[/QUOTE] Ja właśnie tak bym zrobiła i zawsze robię. Hodowca, szczególnie hodowli wieloletnich, z tradycjami jest niezastąpionym źródłem wiedzy. Dzięki radom hodowcy mojego psa uniknęłam nerwowego biegania do weterynarza z byle sr....ą i oszczędziłam psu i sobie stresu.
-
Zależy jak często jeździ tyłkiem po dywanie...Niektóre psy tak się podcierają jak mają rozwolnienie a rozwolnienie może być spowodowane alergią pokarmową, lub nieprawidłowym żywieniem. Robaczyca też prawdopodobna jeśli pies pochodzi z niepewnego źródła. Wet oceni najlepiej. Co do skóry to może być wiele przyczyn od pcheł po alergie aż po świerzbowca, nużycę lub zakażenia bakteryjne. Wszystko zależy od tego skąd masz psa. Wet powinien pobrać zeskrobinę ze skóry jeśli przyczyną nie są pchły. Zakażenia bakteryjne wyglądają na tyle specyficznie-częste u młodych psów, które lubią leżeć na ziemi, że weterynarz rozpozna gołym okiem (pojawiają się zazwyczaj na brzuchu nie osłoniętym sierścią).
-
Z jakimi rasami najfajniej bawią się wasze collie?
badmasi replied to mat33's topic in Owczarek szkocki
Moja collie lubi małe małe pieski, cieszy się na ich widok ale raczej nie bawi. Ma kilka psów, z którymi lubi sobie śmignąć kilka kółek wokół drzewa ale muszą się one zachowywać bardzo szarmancko. Jednym z nich jest amstaff z który spotykamy się na nocnych spacerach. Lubi goldeny,setery,sznaucery, inne collie-nie znosi ONków i labków w kolorze biszkoptowym, inne są ok. Psa, którego uwielbia i zachowuje się przy nim jak szczeniak to nasza szetlandka. Unika kontaktów z obcymi ludźmi, jest miła dopiero jak kogoś dobrze pozna. Miłością bezwarunkową darzy wszystkich ludzi, których poznała w okresie szczenięcym. Moja collie jest psem, który przedkłada moje towarzystwo nad towarzystwo innych psów. Bardzo lubi się uczyć na klikerze - posłuszeństwo, aportować, pokonywać przeszkody, biegać ze mną i przy rowerze oraz łapać frisbee, ostatnio też intensywnie ćwiczymy szukanie przedmiotów. Praca to dla niej sens życia. Niestety jest tak bardzo do mnie przywiązana, że nie mogę jej zostawiać pod opieką obcych (tylko TZ wchodzi w grę), ma bardzo delikatny charakter i nie należy do psów odważnych. -
Niestety, chyba ten gatunek urokliwych staruszek jak z bajki jest na wymarciu. Dzisiaj stoję z psami na trawce, collie załatwia potrzebę (chyba ma problem bo ciśnie i ciśnie przesuwając się co kilka kroków) a ja lezę za nią i zbieram bobki do torebki. Czuję przenikliwy wzrok na plecach. Odwracam się a tam troje starszych ludzi przeprowadza analizę tego co wydobywa się z mojego psa....i komentarz do mnie "Kto to słyszał aby z takimi wielkimi psiurami chodzić". Pomijając już wszystko to, który z moich psów jest duży?
-
Mam takiego lokalnego podblokowca-potworka wielkości tzw. ratlera o imieniu Żabcia. Żabcia wychodzi na spacerek ze starszą panią lub panem i rytuał od lat wygląda zawsze tak samo. Żabcia z dzikim jazgotem podbiega do mojej collie, odbiega, znowu podbiega aż się nie zmęczy. Collie chyba nie rejestruje Żabci bo z dostojną miną węszy w trawie nie zwracając uwagi na "gada". Dzisiaj jednak sytuacja uległa nagłej zmianie, właściciele Żabci doznali i chyba jakieś nagłego olśnienia. Pies z jazgotem i charczeniem podbiegł do collie a pan do pani mówi: zobacz jaka ta nasza Żabcia odważna...No dobra, to idę sobie w swoją stronę a pan pierwszy raz w życiu łapie Żabcię na nowiutką smycz i co robi? Ano podchodzi do mnie od tylca i przystawia Żabcię do mojego psa z gadką: Ależ ona odważna, takiego dużego psa atakuje...W tym momencie Żabcia wykonuje dziki skok i łapie moją collie zębami za pysk. Collie robi głupią minę a z moich ust wydobywa się...hmmm, chyba warkot i wypada kilka niecenzuralnych słów. Pan wpada w szał, zaczyna mi grozić SM bo mój drugi pies luzem i on z tym zrobi porządek (szetland kilka kroków dalej z błogą miną wwąchuje się w sikowy list) i powołuje wszystkich obecnych na świadków. Świat stanął na głowie. Dzisiaj miałam dosyć wyciszoną psyche więc jedyne na co było mnie stać zamiast celnych ripost było zdanie, że następnym razem skopię d... jemu i jego psu.
-
Lemonek - bo kaganiec nie zabezpiecza przed szczekaniem tylko sprawia, że twój pies nie pogryzie innego w razie czego, kolczatkę bałabym się założyć ot tak bez pomocy szkoleniowca. Nie doradzałam kolczatki, tylko napisałam że moi sasiedzi ją stosują u jednego psa ale dopiero po szkoleniu. Swoją drogą świetnie radzą sobie teraz z psami aż się musze spytać do kogo chodzili. Psy zaczęły też regularnie biegać z właścicielami, mają nawet specjalną smycz z amortyzatorem-jestem pod wrażeniem ich "nowego" zachowania. Może spróbuj pobiegać z psem? A lekcje/konsultacje o których mówi Martens warto sobie wykupić-koszt nie powinien być zatrważający.
-
A myślałaś o szkoleniu ukierunkowanym na problem? Biorąc pod uwagę gabaryty psa to rzeczywiście może być słabo. Moi znajomi mają sukę, która podobnie się zachowywała. Nie jest agresywna ale jej pobudliwość była bardzo męcząca. Stosują obecnie kilka metod wyuczonych przez szkoleniowca i te metody się sprawdzają jednak wolałabym ich nie przytaczać gdyż wymagają one pewnej wprawy. Mój szetland też lubi "czaić się" na psy-kładzie się i wyskakuje jak sprężyna. Większość psów traktuje to jak zaproszenie do zabawy-są to głównie psy pasterskie, które przodują w tego typu zachowaniach (lubią to także znajome terriery) jednak większość nie czyta tego zbyt dobrze. Dlatego prowadząc psa na smyczy i widząc, że szykuje się do swojego ulubionego numeru natychmiast ustawiam psa za plecami blokując nogą. Zasłonięty rezygnuje z głupot ale to mały pies więc sztuczka nie jest trudna do wykonania. Biorąc pod uwagę twój opis co do lękliwości psa to nie jest ona tak duża, że może ona stanowić problem nie do rozwiązania. Jeśli pies wykazuje ciekawość tzn. że nie jest źle. Dobrze, żeby szkoleniowiec ocenił na ile pies jest strachliwy, na ile pobudliwy, na ile wykazuje zachowania dominacyjne. Jeśli mam być szczera to obawiam się, że biorąc pod uwagę to że próbowałaś już wszystkiego i masz dużą świadomość prowadzenia i uczenia psa to problem może rozwiązać jedynie dobry szkoleniowiec, który rozpozna właściwie zachowania psa i nauczy cię jak sobie radzić z konkretnymi problemami. Można też zastosować spacery równoległe (ja to robię z drugim moim psem) ale bez pomocy szkoleniowca podobne eksperymenty mogą mieć znikomą wartość wychowawczą. Tym bardziej, że bez opanowania konkretnych metod, twój może się odczulić na konkretnego psa z którym ćwiczysz zaś w towarzystwie innych zastosuje cały zestaw niepożądanych zachowań. Co do historii z bernardynem, to myślę że nie ma tu twojej winy. Mało, który pies zachowałby się spokojnie na miejsu twojego. Większość zareaguje szczekaniem, czasami atakiem (obroną) a niektóre wezmą nogi za pas. Ja w takich sytuacjach odwołuje psy do siadu odwracając tyłem do napastnika (jeśli ten jest na smyczy), bywa że nieskutecznie (szczekają) jeśli agresor jest nachalny i zbyt blisko (nos w nos)jednak w obliczu realnego ataku i przewagi przeciwnika moje psy się poddają i nie walczą co kilka razy uratowało im życie. W momencie jeśli już dojdzie do ataku przez psa puszczonego luzem to nie warto odwracać swojego plecami do napastnika i zmuszać do wykonywania komend (wiem że tego nie zrobiłaś), pies musi się bronić lub poddać, pokazac zestaw sygnałów. Wkraczanie między psy też może się skończyć źle dlatego najlepiej potraktować napasatnika gazem. Można odgrodzić swojego ale trzeba uważać aby napastnik lub co gorsza twój własny pies nie przekierował ataku na ciebie.
-
A jesteś pewna, że twój pies jest lękliwy? Może to tylko nieufność? Psy lękliwe zazwyczaj przejawiają cały zespół zachowań-boją się ludzi, grup ludzi, wielu przedmiotów, dźwięków....Na widok stracha potrafią uciekać, wpadać w letarg, drżą, mają przyspieszoną akcję serca, ślinotok i nie przyjmują pożywienia. Bywają psy nieufne, ostrożne-niechętnie podchodzą do nowych znajomości, nie przepadają za towarzystwem obcych psów i ludzi, trzeba się postarać aby zaskarbić sobie ich zaufanie. Agresja smyczowa może mieć wiele powodów: napinanie się właściciela (strach przed konfrontacją), odruchowe skracanie smyczy, dopuszczanie do mierzenia się przez psy wzrokiem, ... Teoretycznie samemu można zrobić kilka rzeczy-odwołać psa do siadu i skupić na sobie, odwrócić się i iść w inną stronę z komendą zwrot, schować delikwenta za plecami tak aby nie miał kontaktu wzrokowego z przechodzącym psem.Próbowałaś tych rzeczy? Bywa, że psy na smyczy zachowują się wstrętnie, puszczone luzem i po odprawieniu swoistych rytuałów rozchodzą się w spokoju. Biorąc pod uwagę opis zachowania twojego psa puszczonego luzem to zachowuje się moim zdaniem całkowicie normalnie. Nie wiem co cię konkretnie niepokoi i co byś chciała osiągnąć?
-
Mieszaniec Golden Retriever-Border Collie - jakie wymiary kojca?
badmasi replied to Nikaaa's topic in Wszystko o psach
Bordery to psy o dosyć sporych wymaganiach. Mam dwa psy pasterskie o bardzo mocnych instynktach i wiem, że psy tego typu pozostawione same sobie na podwórku z nudów szybko wynajdą sobie zajęcie. Może to być szczekanie i bieganie wzdłuż ogrodzenia lub wybieganie na drogę i oszczekiwanie przechodniów (przy braku ogrodzenia), kopanie dołów, uporczywe przeganianie innych zwierząt na podwórku (zaganianie). Dlatego polecam trzymanie psa w domu i wypuszczanie pod nadzorem. Szczególnie niebezpieczne jest nieszczelne ogrodzenie. Jeśli masz psa, który się oddala to masz duże prawdopodobieństwo, że "namówi" on twojego nowego na wspólne wędrówki. Można psa nauczyć nieopuszczania terenu ale trzeba dużo pracy włożyć w naukę posłuszeństwa co nie będzie możliwe przy trzymania psa w kojcu. Przy samcu będzie to o tyle trudne, że suki mają cieczki przez okrągły rok i zapachy niosą się kilometrami, co może przeważyć o tym że pies się wcześniej czy później ulotni. Z suką jest prościej o tyle, że chęć do ucieczek przejawia najczęściej w okresie rui. Czyli tak: zrezygnowałabym z kojca i wzięła psa do domu, zajęłabym się gruntownie jego szkoleniem i nauczyła wspólnej zabawy, poświęciłabym czas na zabawę i szkolenie jego starszego kompana, uszczelniła ogrodzenie. Ja mam płot, który co kilka miesięcy wymaga gruntownych napraw. W czasie demontażu psy wędrują na długą linę (10 lub 3m) na przenośnym paliku, puszczane są luzem w mojej obecności. Kojec dla mnie ma sens tylko właśnie w tych momentach-wchodzisz do domu np. na 10 min. to zamykasz psa w kojcu, wychodzisz-wypuszczasz a normalnie pies przebywa w domu czyli kojec jako alternatywa dla liny. -
filodendron-psy są bardzo różne, jedne potrzebują zajęcia, szkolenia a bywają psy łatwiejsze w prowadzeniu, a pimpusie podblokowe to ja znam i to bardzo dobrze. To, że trup nie sieje się gęsto świadczy także o tym, że nie ma tak dużo agresywnych psów jak się uważa a wiele zachowań, które nas przerażają to czasami tylko lub aż "psia mowa". Co do wydawania psów agresywnych w niepewne ręce to nie będę się wypowiadać bo temat słabo mi znany, gdybyś podała konkretny przykład to można się ustosunkować pepsicola-myślę, że oczekiwała konkretnych rad-co robić krok po kroku, kilka rzeczy można przetrenować bez udziału szkoleniowca corrida w zasadzie rozpracowała całe zajście tak jak ja to widzę więc nie będę się niepotrzebnie produkować;)