Jump to content
Dogomania

badmasi

Members
  • Posts

    1127
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by badmasi

  1. Zależy od tego jak ustawiona jest głowa, ogon, zad, łapy i jaki jest wyraz oczu. Jeśli uszy położone a ....: Ogon podkulony, zad opuszczony, odchylona głowa i zwężone oczy to oznaka skonfudowania, niepewności, czasami może być uniesiona przednia łapa w geście przepraszającym. Dla mnie w przypadku mojej lękliwej suki to oznaka aby się wycofać gyż gwałtowny ruch ze strony obcego psa może zakończyć się atakiem agresji lękowej. Ogon podkulony, rozglądanie się na boki, strzyżenie uszami-chęć ucieczki. Ogon rozkołysany, pysk uniesiony to oznaka radości z domieszką uległości, czasami z popiskiwaniem, wyciem, podskakwaniem. Ogon rozkołysany, pysk na wprost tuż nad grzbietem, oczy lekko zmużone ale nie zwężone, zad lekko rozkołysany, łapy lekko ugięte odstawiane lekko na boki w łokciach, otrząsanie głowy, podskakiwaie, popiskiwanie-oznaka radości, chęć nawiązania kontaktu bezkolizyjnego lub spotkanie z dawno niewidzianym kumplem.
  2. Nie chcę stawiać diagnozy bo behawiorystą ani szkoleniowcem nie jestem ale jedną z opcji może być agresja lękowa. Pies być może boi się obcych i dlatego szczeka-świadczyć może też o tym że obszczekuje osoby oddalające się. Zapoznawanie z obymi można zacząć na etapie jeśli w miarę dobrze pies opanuje komendy podstawowe oraz pojawią się smaki, które wyjątkowo przypadną mu do gustu. Ja po opanowaniu w stopniu dobrym kilku komend zaczęłam poznawać psa na początek z sąsiadami, którzy psy lubią i się nie boją. Sprawa wyglądała tak-na podwórku podchodziłam na bezpieczną odległość do znajomej sąsiadki i zaczynałam rozmowę-pies w siadzie i caly czas skarmiany kabanosem. Jeśli zaczynał histeryzować, to znowu komenda i kabanos. Warunek-sąsiadka nie mogła się bać czy zwracać uwagi na psa. Z czasem poznałyśmy tak całkiem sporo osób, także psiarzy. Oczywiście nie znaczy to, że problemów brak. Staram się czytać sygnały wysyłane przez psa, jeśli po napięciu ozpoznaję że przyjaźni nie będzie to odsuwam się na odpowiednią odległość, tak aby nie doszło do konfrontacji, sprowadzam do siadu i karmię. W sytuacjach kiedy idę na dłuższy spacer i mam pewne wątpliwości co do kondycji psychicznej psa danego dnia to niestety zakładam kaganiec. Idealny byłby kaganiec pomocny w szkoleniu-czyli taki przez który można karmić psa, mój niestety taki nie jest. Można powiedzieć, że osiągnęłam tyle, że mogę spokojnie porozmawiać z obcą osobą, nawet posiadającą psy i nie mam stresu jak ktoś nagle spyta mnie o godzinę. Ciągle jednak dużym problemem są dla mnie panie w futrach i dorastający chłopcy-tutaj ciągle efektów pracy brak, więc zostaje kaganiec. Ja bym na twoim miejscu dużo pracowała z psem w rozproszeniu, czyli na ulicy. Ja tak robiłam i robię codziennie i na każdym spacerze. Wiem, że komendy wypracowane tylko w domu na niewiele się zdają. Zanim zaczniesz poznawać psa z osobami obcymi na ulicy to dużo ćwicz zajmując bezpieczną odległość. Podchodząc do obcych musisz mieć pewność, że utrzymasz kontrolę nad psem i najgorsze co zrobi to poszczeka ale nie ugryzie. Gdy ktoś nowy wkracza no moją posesję to wiążę psa na linie a osobie tej daję smaki, które rzuca psu. Jak widzę, że wszystko ok. to puszczam luzem, jeśli nie to wraca na linę. Po tym zabiegu zazwyczaj jest spokój. Co do towarzystwa psów to dobrze jest trenować równolegle z psem przeszkolonym, odpornym psychicznie i rozsądnym właścicielem ale takich ze świecą szukać. Mój pies niestety gorzej widzi w ciemnościach więc bywa, że lęki narastają na wieczornych spacerach. Jeśli masz dużego stracha to najlepsze by było dobre szkolenie pod okiem trenera.
  3. W Niemczech może też odśnieżają chodniki. Przeprawa z psem i minięcie kogoś bez kontaktu na odśnieżonych 20 cm chodnika gdzie po bokach wyrastają wielkie zaspy to jest dopiero sztuka. Część ludzi w takich warunkach potrafi zachować się normalnie, przechodzą spokojnie, nie wymachują torbami. Ja prowadzam psa zawsze z prawej strony tak aby kontakt był najmniejszy jak to tylko możliwe więc wszystko teoretycznie przebiega spokojnie. Bywa jednak, że ktoś zareaguje histerycznie, np. babcia chroniąca wnuka i krzycząca do mnie-gdzie pies ma kaganiec, choć pies nawet na dziecko nie zerknął czy kobieta osłaniająca sie torbą lub laską. Albo rowerzysta, który oczekuje abym zeszła z drogi . Tylko gdzie? W zaspę? Zastanawiam się więc czy warto walczyć z irracjonalnym strachem niektórych osobników czy może rzeczywiście zakładać w takich warunkach kaganiec. Nie muszę mówić, że noszenie zimą kagańca to nie jest dla psa najprzyjemniejsza rzecz na świecie. Mokry, przymarzający śnieg trzeba co chwilę usuwać aby nochal nie zmarzł. Jednak wydaje mi się, że pies wielokrotnie szturchnięty może zachować się różnie. Byłam świadkiem jak pies znajomego-spokojny dobrze ułożony capnął za rękawiczkę kobietę, która przechodząc zbyt blisko uderzyła go ze strachu ręką (choć nic nie robił).
  4. Doglove-Warto opanować sztukę komendy "siad" z kontaktem wzrokowym. Wydaje się ona bardzo prosta ale w zetknięciu z niemiłą sytuacją dopiero widzimy jak to trudna sztuka. Należy ćwiczyć tę komendę w każdych warunkach, najlepiej w rozproszeniu, prawidłowo wykonaną nagradzać. Z czasem można dojść do takiego momentu gdy na widok psa odwołujemy swojego do pozycji siad i przeczekujemy niedogodną sytuację. Można też dodatkowo wprowadzić komendę "piesek". Jeśli nasz pies ma psiego kumpla i lubi jego towarzystwo na jego spotkanie mówimy "piesek" i nagradzamy za prawidłową reakcję. Z czasem próbujemy wprowadzać tę komendę na widok innych psów ale tylko w momencie gdy nasz nie zdążył się jeszcze "zagotować". Jeśli zacznie się drzeć i powiemy "piesek" to komenda spalona. Te ćwiczenia wymagają sporo czasu i efekty widać dopiero po kilku miesiącach. Dla mnie karą za nieprawidłowe zachowanie jest zawsze groźne ryknięcie "nie", które studzi zapał. Inne środki awersji są mi obce co nie znaczy że prawidłowo wprowadzone będą niewłaściwe ale one raczej wymagają profesjonalnego szkolenia. Ostatnio miałam do czynienia z takim owczarkiem, który rzucał się na każdego napotkanego psa. Rzecz działa się na dosyć wąskim chodniku, którym ludzie wracają z Pól Mokotowskich. Niestety wyglądało to strasznie i śmiesznie zarazem. Biedny właściciel nie miał ani jednego sposobu na wyciszenie psa. Przechodzili obok ok. 10 psów w tym niestety moich i ONek na ich widok ze złości aż stawał na tylnych łapach wieszając się na kolczatce. Taki spacer niechybnie doprowadził tego chłopinę, czerwonego jak burak z wysiłku do zawału. Czego Tobie nie życzę. ps.nie twierdzę że moje zachowały się idealnie ale dzięki wypracowanej komendzie "siad" i kawałowi kabanosa w kieszeni (teraz wystarczy że udaję że po coś sięgam) przynajmniej uniknęłam wyrwania ręki a po dwóch szczeknięiach moje psy zamieniły się w milczące posągi (a ONki to wróg nr1)
  5. Każdy robi jak uważa...Jednak dziwi minie trochę stwierdzenie "jak brać drugiego to tylko teraz"-czyli jak ten pierwszy ma tylko 4-ms. Moim zdaniem spokojnie a wręcz lepiej dobrać drugiego psa gdy ten pierwszy ma za sobą okres burzliwego dorastania oraz ma wpojone już pewne zasady i jest choćby wstępnie przeszkolony no i toleruje obecność innych psów. Zasady są wtedy dość proste-to domownik będzie ustalał zasady, młody się dostosuje-trochę mniej pracy, mniej konfliktów między psami. Psy w parze to zawsze inne zachowania. Należy się liczyć z tym, że jak jeden szczeka to zacznie i drugi, jak jeden zacznie dymić to drugi chętnie się dołączy. Jednak gdy mamy już pewien zasób sposobów na okiełznanie zachcianek choćby jednego psa to przywołanie drugiego do porządku będzie dużo prostsze. Moje psie "pary" to suki. Obecna parka byla tworzona gdy starsza miała skończone trzy lata, bez większych problemów i wykorzystując pomoc hodowcy oraz forumowiczów dogo doszlo do zapoznania psów. Minął rok i problemów nie ma. To normalne, że psy będą podbierać sobie zabawki czy wykorzystując nieuwagę towarzysza wykradną smakołyk, ważne aby takie incydenty nie kończyły się poważną potyczką między psami. Jeśli relacje są właściwe to "okradziony" wyrazi jedynie żal po stracie kości a nie zaatakuje. U mnie "poszkodowany" zawsze przychodzi po "rekompensatę" a nie wdaje się w bójki. Wykorzystując wypracowaną funkcję przewodnika to właśnie my decydujemy w dużej mierze o wielu sprawach dziejących się między psami-organizujemy sposób szkolenia, zabawy, karmienia i czochrania oczywiście.
  6. Ja myślę, że nawet nie o różnice wagowe tu chodzi a o styl zabawy. Mój mały pies bawi się np. z seterem. Różnica wagowa i wzrostu jest spora ale suki bawią się bardzo delikatnie, jest to rodzaj berka, nie naskakują na siebie ani nie podgryzają, obie są zadowolone bo innego rodzaju zabawy nie tolerują. Jeżeli próbuje dołączyć się pies, który chce na nie naskakiwać to wracają do nas. Staw biodrowy mojej sheltie został naruszony przez psa jej wzrostu i gabarytów. Druga moja suka ma kumpla amstaffa i retrivera. Psy skaczą po sobie, przewracają się i sprawia im to wyraźną frajdę. Jest mnóstwo warkotu, kłaki lecą ale po sygnałach wysyłanych przez psy widać że to tylko zabawa i nic więcej. Co do liny, przy zabawie w typowego berka zagrożenie jest znikome, przy kotłowaninie lina nie ma sensu. Podstawą jest umiejętność ocenienia jaki jest pies, co lubi a czego nie oraz szybka ocena sytuacji w kontaktach z innymi psami. Czytanie znaków wysyłanych przez naszego psa oraz inne może tu wiele wyjaśnić. Pies, który ucieka z podkulonym ogonem i wywala się na plecy w geście poddańczym raczej specjalnie zadowolony nie będzie z mocnych przepychanek. Nieśmiałość psa warto przełamywać i owszem ale raczej w grupie psów co do których mamy pewność, że krzywdy nie zrobią i są pod całkowitą kontrolą właścicieli.
  7. Lina może ale nie musi się oplątać. Jeden mój pies bawi się ze swoim kumplem, który z wielu powodów zawsze jest na linie i ta lina specjalnie im nie przeszkadza w szaleństwach. Osobiście też jestem za tym aby psy szalały bez linek ale raczej z towarzyszami zabaw, którzy już są znani. Nieskrępowana zabawa z psem puszczonym do mojej sheltie skończyła się naruszeniem stawu biodrowego, leczenie trwało kilka miesięcy. Drugi mój pies lub bawić się ostrzej, nie pozwalam na takie zabawy z obcymi lub małymi psami, nie widzę powodu aby kogoś narażać na stres. Ja, osobiście wolę dobierać kumpli w zależności od charakteru moich psów. Jeden lubi tylko ganianki a drugi coś mocniejszego a więc dla każdego coś dobrego. Lina moim zdaniem powinna być narzędziem treningowym oraz zabezpieczeniem przed niekontrolowanymi zachowaniami psa o ile takie są. Lina używana w sportach i zabawach to dla mnie dyskusyjna sprawa. Niektórzy potrafią ją okiełznać a niektórzy nie.
  8. bonsai 88-ja też mam takie miejsce, z dala od miasta (ogród, łąka, las i rzeka) ale jak córka w szkole to siedzę w wawie. Ja też mam sporo czasu, niestety niezmiennie przykuta do komputera ale pudło po zrobieniu jabłko save mogę porzucić i wyjść z domu nawet o północy.
  9. A propos "a gdzie byli rodzice?"-no właśnie rodzic powinien reagować, pilnować, zastanawiam się jak długo? Najlepiej tak długo aż dziecię wyrośnie wielkie jak dąb i samo nauczy się rozpychać łokciami. Czasy kiedy dzieci beztrosko fruwały sobie po osiedlach z pieskiem na smyczy bezpowrotnie minęły (przynajmniej w Warszawie)
  10. Tak bonsai 88, ten ojciec był może i fizycznie ale duchowo to raczej taki "splątany". Nie jest łatwo reagować, sama wiem że czasami mam taki nastrój że wolałabym się schować w mysią dziurę i żeby mnie nikt nie widział a czasami reaguję i to zbyt impulsywnie, to moim zdaniem jest wpływ betonowej płyty na psyche. Zaraz Abrakadabra napisze, że przydałby się psychiatra a ja myślę że czasami wystarczy duża łąka z dala od wielkomiejskich osiedli. Dzisiaj kolejny raz usłyszalam mądrość że mam zbyt dużego psa do bloku i pewno jak się położy w kuchni to nie można się ruszyć. Myślę, że w 75 metrach można zmieścić jeszcze kilka takich psów a w kuchni upchnąć co najmniej trzy. Dzisiaj miałam bojowniczy nastrój więc odpowiedziałam, że jak york tego komentatora wejdzie na stół to już talerze się nie zmieszczą (piesek tego pana regularnie jada na stole i mimo upływu kolejnych miesięcy ciągle nie ma imienia)
  11. Tak się zastanawiam nad pytaniem Abrakadabry "a gdzie byli rodzice?!". Ja jako rodzic 12 latki mam już taką schizę, że nie puszczam jej samej z jej własnym psem na spacer. Po ostatnim ataku rottweilera na mnie i psy utwierdziłam się w przekonaniu, że puszczanie dziecka z jakimkolwiek zwierzątkiem na spacer po blokowisku to proszenie się o kłopoty. Córka chce być przewodnikiem swojego psa na torze agility, tylko jak to zrobić gdy z braku spacerów nie może być nawet pełnowartościowym właścicielem psa? Chłopak z dużym psem to typowy cham, przydałby się drugi lepszy co by mu wybił z głowy chamstwo. Niestety ludzie kulturalni w zetknięciu z chamstwem i buractwem często zachowują się jak sparaliżowani.
  12. Nie puszczałabym go do zabaw ze "słabszymi" psami. Dziwię się, że właściciele tych obskakiwanych psów na to przystają. Trzeba się nauczyć zachowywac nad psem pełną kontrolę oraz dać mu jakieś inne możliwości wyszumienia się. Ja osobiście zaczęłabym szkolenie z posłuszeństwa oraz wolność wymieniła na linę. Socjalizacja z innymi psami, owszem tak ale tylko i wyłącznie na smyczy.Jeśli zabawa to ze sprawdzonymi kumplami a nie z przygodnymi psami, którym wasz pupil może zrobić krzywdę. Musicie psa nauczyć podstawowych komend-jeśli zbliża się obcy pies luzem to wasz powinien wykonać komendę siad, najlepiej z kontaktem wzrokowym z właścicielem a nie rwać się do zabawy. Jeśli wasz jest luzem i idzie w kierunku innego psa to dajecie komendę "stój" a potem "do mnie". Te komendy najlepiej trenować na linie, tylko wtedy są możliwe do egzekwowania w początkowej fazie nauki. Ja bym się wzięła na Twoim miejscu do roboty już od dziś.
  13. Fajny taki gaz, też se kupie
  14. Ja też widzę pewną prawidłowość. Jak jestem z szeltikiem to wszyscy na hura spuszczają do niej swoje psy - a niech się pobawią. Ona chętnie się bawi ale z psami raczej nastawionymi tylko na zabawę a nie na stłamszenie. Nawet ostatnio na spotkaniu szetlandziarzy koleżanka ze szczeniaczkiem zauważyła że mój pies jest genialny do zabawy z maluchami-nie podgryza, nie naskakuje nie przewraca...Inaczej już sprawy się przedstawiają gdy idę z collie-tutataj każdy dziesięć razy zastanowi się zanim puści psa do nieskrępowanej zabawy, jeszcze jak collie idzie na smyczy to wydaje im się że psiuńcio bezpieczny, choć jak zobaczą przypięty do szelek kaganiec to mina trochę rzednie. Niezły mam ubaw jak udaję, że sięgam do karabińczyka aby odpiąć-wywołuje to ogólny popłoch i nerwowe próby odwołania psa. Moja collie nie będzie się bawić z sukami, ciężko to niektórym pojąć-jej zabawa jak ktoś chce spróbować to będzie przeturlanie delikwentki po glebie aż do całkowitego unieruchomienia, jak ktoś lubi takie "zabawy"......no coż Fajnie jak ktoś najpierw puszcza swoje suki a jak już podbiegną do collie to dopiero się pyta czy nie ugryzie, ostatnio jak odpowiedziałam że nie ugryzie ale upie....li to reakja była błyskawiczna. Ja tylko wiem, że to jej straszenie niegroźne ale nie widzę powodu aby ciągle się odganiać od cudzych psów.
  15. No i jeszcze oprócz smyczy można rozdawać piłki, frisbee, klikery, smaki i inne zabawki i "pomoce naukowe". Mnie to już cholera bierze jak znudzone swoim właścicielem psy próbują mi zgwałcić suki a potem zabrać zabawki. Teraz puszczam dużą z liny jak coś dorwie jej piłkę czy frisbee i mówię że nie będzie mi szkoda zabawek jak przy okazji zeżre natręta. Ostatnio na Polach mogłam sobie spokojnie zabrać do domu retrivera i grzywacza-psy nie reagowały na wołania właścicieli gdyż przeżywały fascynację moimi sukami o więc właściciele sobie poszli licząc że psy za nimi pobiegną, a tu nic z tego. Natręty musiały być intensywnie "otupane" aby zawinęły się w swoją stronę. Ja parki odwiedzam tylko rano od godzin rannych do maks 13-potem to już katastrofa...Ostatnio przeżyłam taką wtopę jak Juliuszka bo się "zasiedziałam" do 15
  16. Monia-aż dziw, że pies na smyczy a właściciel nie potrafi nad nim zapanować, ten pies powinien bezwzględnie nosić kaganiec. Ja już nauczyłam się, że takie egzemplarze omijamy z daleka. Ja miałam przygodę z yorkiem. Idę z psami, duża na smyczy, mala luzem. Widzę, że biegnie do nas york to zatrzymuję się żeby psy się przywitały. Kilka metrów dalej - biegnie wlaścicielka, krzyczy i macha rękami. York już przy mojej collie, która traktuje go z dużą obojętnością. Bardziej niepokoję się co robi właścicielka psa, teraz już wiem że ten krzyk i machanie rękami to w celu obronienia swojego psa przed moją collie. Wiem że jak z takim wrzaskiem rzuci sie na mojego psa to może być źle-siegam po kaganiec i sprowadzam psa do siadu. Zaslaniam psa i drę się do kobiety-stój! Oniemiala staje i przestaje się wydzierać. Pytam się o co chodzi a ona że bała się aby moja suka nie zaatakowała jej psa. Mówię, że nie zaatakuje a jak ma problem to york powinien być na smyczy. Ona, że niedawno pogryzł ją amstaff bo też chciała zabrać yorka i amstaff ją ugryzł w rękę. Okazało się, że amstaff był na smyczy a york luzem i podbiegł a baba z wrzaskiem i machaniem łapami chciała yorka zabrać. Myślę, że amstaff odebrał takie zachowanie jako atak na siebie i unieruchomił babsko. Aż dziw, że straż ukarala włascicielkę amstaffa a nie yorka. Baba jak widac nie wyciągnęła z tego wypadku najmniejszych wniosków. A może uznała, że to łatwy sposób na wyłudzenie trochę kaski od wlaścicieli "agresywnych" psów?
  17. Dlatego śmiać mi się chce z rad w stylu "zapisz pieska do psiego przedszkola to się nauczy kontaktów z innymi pieskami". Mój szeltik wspaniale kontaktuje się z innymi pieskami, co z tego jak inne pieski tego nie potrafią. Niestety, w realu spotyka się nie pieski z psiego przedszkola tylko pieski z zupełnie innej bajki.
  18. Widzisz Martka-bo tak to jest jak człowiek uczciwy to tak to jest. Jakbyś siedziała cicho to nikt by się nawet nie zorientował co to za pies, powiedziałabyś że biały bokser i z głowy... U mnie na podwórku kolejny amstaff, nie to żebym miała coś do tej rasy ale jak widzę babę ciąganą przez psa po trawnikach, psa rzucającego się bez opamiętania (choć to młody egzemplarz) to już mi ciary po plecach chodzą. Kobieta stosuje metodę zapierania się o glebę lub trzymania za drzewo. Co do mojej historii z rottkiem-straż dotarła do właściciela, dostał upomnienie i jak na razie pies znowu na smyczy ale i tak trzymam się z daleka. Przy okazji zrobili łapankę na kilku innych przygłupów, "oberwało się" też wyluzowanemu właścicielowi dobermana agresora puszczanego luzem bez żadnej kontroli.
  19. A jak to wtedy będzie wtedy z obwodem klatki-nie będą zbyt luźne? Wiem, że są regulowane ale w Trixie kolak ma L i szelki są skrócone do granic możliwości. Ale co do tej szerokości to masz rację, obecne szelki kolaka mają 25 mm a szelciaka 20 Wejdę na stronę i pomierzę psy, sprawdzę czy wogóle podane są obwody...
  20. Dzięki! Widziałam kiedyś stoisko Rogz na ZOO targach i bardzo mi się wszystko podobało, wyglądało też solidnie. Niestety rzeczy te były strasznie drogie więc nic nie kupiłam. Ciekawe czy w ojczyźnie Rogza będzie taniej.
  21. Mój TZ wybiera się do Cape Town w RPA. Spytał się jaki chcę prezent więc zamierzam go poprosić o akcesoria Rogza (no i jeszcze jak zwykle o klapki surferskie, robione z przetworzonych opon-niezniszczalne). Myślałam o szelkach dla moich morusów. Potrzebuję rady co do rozmiarów; szeltie, waga ok 7,5 kg oraz szczupły kolak, 23 kg. Co do szeltika myślałam o rozmiarze M a kolak L (tak mają w Trixie). Ktoś podpowie? Może wiecie jakie rzeczy Rogza zasługują jeszcze na uwagę?
  22. A ja się zastanawiam czy człowiek inteligentny, posiadający pewną wiedzę w zakresie szkolenia i na temat zachowań psów nie może "przerobić" tzw. "psiego przedszkola" sam? Nie trzeba być chyba doktorem nauk aby przygotować psa do dalszego życia. Ja uważam, że nawet jak się wiedzę pogłębi to i szkolenie z zakresu PT też można "przerobić" samodzielnie.
  23. Dzisiaj ja się okazałam wielkim chamem. Wezwana do mnie straż miejska ochoczo przyjechała, zarządano dowodu i okazania woreczków na odchody. A dlaczego? Stałam opodal szkoły córki i czekałam na nią z psami. Stoję tam zawsze, od 6 lat dwa razy w tygodniu i tylko zimą jak jest ciemno, bo córka kończy późno zajęcia. Psy siedziały grzecznie przypięte do barierki z dala od wejścia do szkoły aby nie przeszkadzały wychodzącym dzieciom. Dostałam zezwolenie od szkoły na stanie tam ponieważ wszyscy wiedzą, że moje psy łagodne i że w razie wpadki sprzątnę jak coś narobią, a nie robią bo mają swoje miejsce pod koszem na odchody. Dodatkowo collie miała kaganiec choć nie potrzebuje. Jednak komuś to przeszkadzało, zadzwonił i straż pojawiła się bardzo szybko.Powiedzieli, że stoję na terenie szkoły (opodal boiska) i przyszli mnie upomnieć i obejrzeć moje worki na odchody, których nie miałam bo zużyłam wcześniej jak psy się załatwiały, zapasowy też poszedł na ponadprogramową kupę.Powiedziałam, że mogę okazać kupy w pobliskim koszu i testami DNA udowodnić, że należą do moich psów. Przeszkadzał im też mały dołek, który szelciak wykopał z nudów gdy obok stali, który zresztą zakopałam, powiedzieli, że niszczę mienie szkoły (która zresztą cała wysprejowana przez oczywiście nieuchwytnych wandali).Zapytałam dlaczego nie przyjechali tak ochoczo jak dzwoniłam w sprawie ataku rottweilera lub samochodów zastawiających notorycznie przejście dla pieszych pod szkołą (moja córka oraz koleżanka zostały prawie potrącone w zeszłym tygodniu)? Czy nie uważają swojej interwencji w sprawie dwóch łagodnych psów za stratę czasu? Odpowiedzi nie uzyskałam. Świadkami tej upokarzającej sceny byli rodzice oraz dzieci, którzy się za nami wstawili, gyby nie to dostałabym pewno oprócz upomnienia mandat. Chyba zaczął się kolejny "czarny tydzień" a mnie dopadła taka migrena, że ledwo się ruszam. Może jeszcze jak będę jechała jutro do pracy to ktoś ostrzela "mój" autobus? Czasami może warto być chamem, który luzem puszcza rozbrykane psy, nie zbiera kup-wtedy przynamniej wiadomo, że kara słuszna.
  24. Wiesz marider czasami można wybierać, przebierać a i tak trafić na "minę", bywa też tak, że ktoś kupi niezłego pod względem charakteru psa a i tak go zepsuje. Mój pierwszy szetland był kupiony kompletnie w ciemno, chciałam mieć psa tej rasy i nie znając się na hodowlach kupiłam pierwszego dostępnego i to z mało znanej hodowli-był to ich pierwszy miot. Pies był genialny pod każdym względem, miał cudny charakter, odważny przyjacielski i był wstępnie przeszkolony-pies złoto. Utalentowany i bardzo skoczny-miałyśmy uprawiać agillity. Jednak nie było nam to dane-pies został skradziony i jak się później okazało zastrzelony. Do dziś nie mogę odżałować straty, co roku w marcu wspominam moją cudną sheltie o niedoskonałej budowie z przeciętnej hodowli i bez dziadków medalistów. Oczywiście nie polecam tu kupowania "w ciemno" ale czasami te mniej znane hodowle też miewaja fajne psiaki-niekoniecznie będą zdobywać medale na ringach ale sprawdzą się w codziennym życiu a być może i w sporcie. Na kilku szetlandzkich forach można sobie poczytać o wspaniałych szczeniaczkach, po genialnych przodkach, które boją się własnego cienia i kulą ogon na widok odkurzacza lub ścierki do podłogi.
  25. mat 33-ja krzyczałam na tego psa ale go to nic a nic nie ruszyło, rotki to psy o silnej psychice i mało co jest w stanie je wystraszyć. Myślę też, że rottweilera lepiej nie kopać bo można stracić nogę. Ja się ciesze, że moja collie się nie broniła tylko poddała, to ją prawdopodobnie uchroniło od pogryzień. Wolałam mieć psa rozpłaszczonego na chodniku niż martwego. Zaręczam ci że collie i to jeszcze suka nie ma najmniejszych szans w starciu z rottweilerem, nieuzbrojony człowiek również. Ja osobiścię nie chcę aby pies mnie bronił bo można tym sposobem zabrnąć w ślepą uliczkę. Moja suka zna komendy zachęcające do ataku, wyuczone przez poprzednich właścicieli ale ja je wygasiłam. Uczę psa równowagi i niereagowania na zaczepki oraz współpracy z innymi psami ponieważ marzą się mi sporty w grupie. Od kilku lat trenujemy solo ale to zbyt mało. Nie byłam jeszcze w sytuacji aby zaatakował nas pies bez właściciela dlatego myślę, że najwyższy czas dozbroić się na taką ewentualność. Ja przez jakiś czas trenowalam sztuki walki, nigdy nie próbowałam ich stosować poza ringiem, raz że to niezgodne z kodeksem a dwa, że można przecenic swoje umiejętności i drogo za to zapłacić. To samo można powiedzieć o bronieniu się przed dużym psem mając do dyspozycji własne kończyny i swojego, mniejszego psa. Dla mnie silna więź i zaufanie między psem a przewodnikiem powinna się realizowac we współpracy sportowej a nie w walce. Wyłączając tu oczywiście psy szkolone do obrony, użytkowe np. policyjne.
×
×
  • Create New...