-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
Ja Fredzię lubię, bo to jest miły psiak i nie przeszkadzałaby mi, gdyby nie to, że a) przywiąże się i co ja zrobię z czwartym psem?, b) same widzicie, co policja ma w głowie, jak o zwierzęta chodzi! Historyjka z kurą po prostu mnie zbiła z nóg - przecież oni powinni do tej pani pójść, przeprosić i zapłacić za zabite zwierzę (no, zwierzątko!), a nie karać mandatem. No ale już Napoleon twierdził, że atak jest najlepszą obroną. A przed tą historyjką była mrożąca krew w żyłach opowieść o karaniu pieszych, którzy łażą gdzie popadnie i z własnej winy tracą życie. Matko jedyna! Mojej siostrze w Albionie, gdy robiła prawko, w głowę kładli, że skoro pieszy przechodzi tam, gdzie przechodzi, to znaczy musi i kierowca ma uważać, żeby go nie rozjechać. Do rozpaczy doprowadza mnie to polskie nieustanne karanie (słyszałyście, że mandaty podskoczyły do 1500 zł?). Moim zdaniem, karząc za to, co się dopiero może zdarzyć, a nie za to, co się zdarzyło, odbiera się ludziom poczucie odpowiedzialności za własne czyny. Kiedy ktoś ciągle prowadzi za rączkę, po co się wysilać? Już to chyba mówiłam, ale w tej konwencji należałoby zamknąć wszystkich facetów, bo mogą zgwałcić, kierowców, bo mogą przejechać itp. itd. A ten język! Policja prowadzi wojnę z kierowcami, sądząc po słownictwie. A ja biedna, naiwna mróweczka myślałam, że policja jest po to, żeby pomagać!
-
Uprzejmie proszę o radę. Znana Wam już Fredzia znowu urzęduje w moim ogródku. Szerlok lata z nią jak szalony, co i może fajnie, ale ja nie mam ochoty zajmować się na spacerach czwartym psem i to kompletnie niezydyscyplinowanym. Boję się, że wpadnie pod samochód, albo zrobi jakieś inne głupstwo. Obawiam się, że ktoś napuści znowu na mnie policję z jej powodu. Co robić? Właściciele wyraźnie w ogóle się nie przejmują - jak ktoś jest w domu, to Fredzia siedzi w domu, a jak nie - to lata gdzie popadnie, ostatnio w moim ogródku. Szkoda mi psiny, właściceli bym "opukała" własnoręcznie, a tak naprawdę to mam ich w nosie. Odgrażam się, że ją oddam do schroniska, ale przecież nie zrobię tego miłemu psu (zresztą żadnemu bym nie chciała). Macie jakiś pomysł, jak rozwiązać tę sprawę?
-
Drogie pesymistki i niewiarki w psie umiejętności. Dziuniusia wychodzi przez klapkę!!! Sama się nauczyła. Mówiłam, że jak będzie odpowiednia motywacja, czyli dziki za płotem, to wyfrunie, nie tylko wyjdzie. I tak zrobiła!
-
O mamo! A jak to się robi to PW?
-
Super! Gdzie mam się stawić i o której? Z wielką chęcią będę uspokajać psie sztuki w czasie podróży.
-
Grażynko! Twoje zielononóżki mają konkurencję. ALe od początku: babcia synowej mojej przyjaciółki (to brzmi trochę skomplikowanie, ale w gruncie rzeczy jest bardzo proste) ma kurę. Jedną. Ukochaną. Przez nią do tej pory nie widziała swojego prawnuka, bo nie może ptaka zostawić samego (jak jak ją rozumiem!), a mieszka pod Skierniewicami. Otóż ta kura, niemłoda już przecież, która nigdy, przenigdy nie niosła się zimą, ZNIOSŁA JAJKO! A ja kilka dni temu słyszałam przelatujące mi nad głową gęsi. Wszystko to by wskazywało, że wiosna tej zimy zawita szybko. Ja tam nie mam nic przeciwko. Wcale mi nie jest nieprzyjemnie chodzić na spacery z gdziną bez czapki, szala i rękawiczek. Czego i Wam życzę.
-
No, Kochane! Melduję, że skończyłam tłumaczenie i służę swoją skromną osobą oraz pandzią do przewożenia różnych mniej i bardziej nieszczęśliwych istot ku nowemu, szczęśliwemu życiu. Co prawda wolałabym tylko na terenie województrwa mazowieckiego, ale jeśli będzie taka konieczność, pojadę i dalej! No i jeśli tylko macie pomysł, jakbym w ogóle mogła się włączyć w Wasze działania, to bardzo proszę o mnie pamiętać. A na razie idę spać z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Dobranoc!
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
A jak Funi łąadnie w czerwonym! Przypomniał mi się mój pierwszy pies, Rudy, który po założeniu sweterka nieruchomiał na rozkraczonych nogach i pozostawał w tym stanie, dopóki mu odzieży nie zdjęłam. -
U nas wichura była jakaś spokojna. A mój domek stoi w dołku (niedużym, ale zawsze) tak więc wiatr hula mi nad dachem, na szczęście. Tylko suche brzozowe gałązki leżą wszędzie. Ale to dobrze - to najlepsza rozpałka, jaką znam! Chociaż w taką wilgotną i wietrzną pogodę trudno w kominku rozpalić. Zwierzaki trochę się niepokoiły huczeniem wiatru, ale one na szczęście są mało bojące nawet w Sylwestra.Tylko spacery niezbyt przyjemne, kiedy tak przewiewa człowieka na wylot.
-
~~ Czarna plamka na śniegu - maleńka Nocka z Kieleckiego MA DOM!!
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
O, właśnie! Mam takie same doświadczenia. "Złe panie" nie wiedzą, co tracą. -
"z upływem czasu, coraz łatwiej jest się dogadać"... No, nie wiem. Z moich obserwacji i doświadczeń wynika coś innego, ale to może moja wina Ale jeśli to, co napisałaś, jest Twoim udziałem, to tylko zazdrościć!
-
Dziewczynki, podziwiam cierpliwość! Ja jestem stara panna opętana ideą niezależności, a sama myśl, że jakieś męskie, marudne stworzenie mogłoby mi się pałętać po domu i dyktować mi, co mam robić, a czego nie, przyprawia mnie o dreszcze. Im dłużej żyję na tym świecie, tym głębiej jestem przekonana, że kobiety i mężczyźni to dwie odmienne rasy, a ta odmienność pogłębia się z wiekiem. Ale gratuluję i życzę, żeby Wam dobrze szło do samego końca. Przecież zdarzają się cuda i może właśnie Wy pod tę kategorię podpadacie. Czego Wm życzę z całego serca!
-
~~ Czarna plamka na śniegu - maleńka Nocka z Kieleckiego MA DOM!!
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Oj, Malagos, coś mi ten opis przypomina! Czasami mnie kręgosłup boli, jak wstaję rano, a nogi mam całkiem zdrętwiałe. Od jakiegoś czasu do łóżkowych przytulaków dołączyła Dziunia (tak a propos - ona też z rodu nockowego!), czyli czasem już zupełnie leżę skręcona w chiński paragraf. Ale za to kiedy na dworze mróz, a w domu 15 - 16 stopni (jak zgaśnie kominek na przykład) to taka dodatkowa warstwa ochronna bardzo się przydaje. Pod kołdrą na ogół grzeje mnie Szymek (16-letni kot), a na wierzchu reszta towarzycha. A co do zwrotu z adopcji po 3 latach - jak w momencie oddawania psa domyślić się, że ktoś coś takiego może zrobić? Nie ma możliwości. Abstrachuję od pieniędzy - jak można zrobić psu taką krzywdę? Przecież jeśli chodzi o uczucia, to jest dwu i półroczne dziecko! Ale skoro można oddać dziecko po kilku latach - nazywa się to "rozwiązanie stosunku adopcji" (!!!), to czemu tu się dziwić... w końcu to tylko pies (to jest cytat z tysięcy ludzi). -
Na to liczę, Nutusiu! Doniosę, kiedy skończę tłumaczenie. To powinno być na dniach. Został mi jeden rozdział.
-
Acha, Kochane Dziewczynki! Ja jeszcze mam 40 stron do przetłumaczenia, a potem przede mną BEZKRESNY OCEAN CZASU, jako, że już nie ma Tej, którą ostatnio się opiekowałam. Weźcie to pod uwagę w swoich działaniach. Będę wdzięczna za przydzielanie mi jakichś zadań typu przywieźć/ zawieść (może być pozamiatać, byle po psach, a nie po ludziach). DT to chyba raczej nie dam rady, ale bardzo bym sie chętnie włączyła w Wasze akcje. Jeśli tylko się przydam, będę PRZESZCZĘŚLIWA.
-
Dzięki. Obejrzałam. Rzeczwyiści milusia. Przy okazji weszłam na stronę Taksy - też sam urok i wdzięk. Zawsze się zastanwiam, jak można tego nie kochać? A już zrobić krzywdę to w ogóle nie do pomyślenia.
-
Malagos, to jest gołosłowne gadanie. GDZIE ZDJĘCIE?
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
A ja mam nadzieję, że nowi państwo suni będą wyrozumiali, nawet jeśli nie będzie się zupełnie dobrze zachowywać. W końcu pies "po przejściach" potrzebuje dużo wyrozumiałości. Niestety nie wszyscy to rozumieją. Ale Wy raczej wybieracie rozsądnych ludzi na adopcyjnych rodziców, prawda? -
Cholera, cholera i jeszcze raz cholera! Po co sypią solą na drogach na wsi? I nie mówię o dojazdowych, ale o wewnętrznych uliczkach. Moje biedne ogonki podskakujące na trzech łapach - wszystkich przecież nie dam rady wziąć na ręce, żeby je przed tym uchronić. Poza tym według wszystkich prognoz pogody od jutra, czy wręcz od dziś po południu ma być odwilż. Czyli ta sól przyda się na plaster. Czy dożyję dnia, w którym różne "służby" przestaną się niewolniczo trzymać procedur (magiczne słowo!), a zaczną myśleć?
-
Las to fantastyczne zjawisko!
-
Tak chyba będzie. Podejrzewam, że państwo Fredzi wyjechali na Święta, a nią zajmuje się opiekunka "na przychodne", która jeszcze mniej nad nią panuje niż jej państwo. Nareszcie przestało duć! Co za ulga. Zwierzaki też ją odczuły, Szerlok latał na spacerze jak najęty. A kiedy był wiatr, to chodził w przykucu. A wczoraj spotkaliśmy dzika. Obie zwierzęce strony się siebie przestraszyły i rozbiegły w pokoju. Ja to się ich nie boję, wienm, że są groźne tylko zapędzone w kozi róg. Jak droga ucieczki wolna, zawsze uciekają, nie dążą do konfrontacji. Jeśli o kogoś się boję to o te moje kochane waryjaty. Mam nadzieję, że nad Wami też się pojawiło słońce. Świat od razu inaczej wygląda. Miłego dnia!
-
Timbre psiego głosu zależy bardzo od stanu psychicznego jego właściciela. Misio (pamiętacie go jeszcze?), kiedy nastał u mnie, także szczekał falsetem, chociaż był dużym donkiem. Potem, kiedy już się zorientował, że to ostateczna przystań w jego życiu, zaczął szczekać basem (czy raczej barytonem), jak każdy normalny owczarek niemiecki. Boże, ale on był fajny! Szerlok też ma irytująco wysoki szczek, na dodatek zanosi się nim histerycznie, co aż przechodzi w wysokie wycie - nie jest to przyjemne. Jeszcze jedna niezbyt miła cecha wylazła z niego, chociaż to raczej moja wina: jest pierwszej klasy bałaganiarzem -rozrzuca śmieci po całym ogródku, wczoraj za późno wystawiłam pojemnik, panowie śmieciarze go nie opróżnili, zrobił to za nich Szerlok. Cały ranek spędziłam na zbieraniu brudnych plastikowych opakowań porozrzucanych gdzie się dało. Rozkoszne. Ja wiem, że on się nudzi i po prostu szuka sobie rozrywki. Dlatego złoszczę się raczej na siebie, że nie potrafię mu zapewnić wystarczająco dużo zabawy, żeby nie musiał sam się za nią rozglądać. Dlatego też nic nie zrobię z Fredzią, która znowu przelazła przez furtkę i siedziała u mnie w ogródku przez całą noc. Szkoda mi psiny, bo jej własciciele w ogóle się nią nie zajmują (nie szukałybyście suczki, gdyby przepadła na całą noc???), ale ona jest tak zabawowa, że nie mam sumienia zabierać Szerlokowi takiej wesołej towarzyszki. W końcu reszta obejścia to emeryty, a on młodziak. Niech się wyszaleje. Jestem jej tylko za to wdzięczna, chociaż obawiam się, że może się do nas przyzwyczaić na stałe i co wtedy?
-
Starego psa nie da się nauczyć nowych sztuczek? Ha! Szesnastoletni, ślepy i kompletnie kołowaty ze starości Kajtuś cichcem i niepostrzeżenie nauczył się wchodzić i wychodzić przez nowe wejście, z którego dotąd korzystał tylko Szerlok! Nie kryję, że jestem superzadowolona, bo był dość uciążliwy, jak o wychodzenie na dwór chodzi, a teraz luz bluz. To znaczy uciążliwy jest nadal: oślepł już zupełnie, chyba nawet nie widzi różnicy jasne - ciemne, w związku z czym gubi się w domu. Staje wtedy pod ścianą i szczeka. A szczek ma okropny, taki metaliczny, brrr. I tak będzie stał dopóki albo go nie doprowadzę, albo nie zaniosę na tapczan czy kanapę, w zależności od tego, gdzie akurat jestem. Bo to, że jest sam wyczuwa doskonale i bardzo tego nie lubi. No ale co zrobić - fizycznie jest bardzo sprawny, apetyt ma tak dobry jak nigdy dotąd - a że mnie irytuje tym szczekaniem... Ja pewno też kogoś irytuję. Nawet wiem kogo i czym. KIiedyś Wam opowiem, bo to oczywiście ma związek z psami.
-
Super! Jeszcze tylko cztery miesiące zimy, a potem już wiosna!