-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
Fakt, ciągle jeszcze piękne. W ogóle nie mogę się nacieszyć Szerlokiem, mimo swędzenia i jakichś strupów na ogonie (robota albo Fredzi albo Dziuni, muszę z tym iść do weta) raduje się życiem jak głupi: biega, skacze, zaprasza diabła tasmańskiego do zabawy, śmieje się do każdego (no chyba, że to wrzeszczący facet na rowerze, to wtedy szczeka ze strategicznej odległości) wszystko go interesuje, po prostu rozkosz nie pies! Prawdziwy pocieszyciel, zważywszy na trudny okres w rodzinie, który w tej chwili przechodzę. Tylko czekam na wiosnę, żeby poszerzyć nasz krąg spacerowy i będzie jeszcze weselej. (Tu powinien być szeroki uśmiech, ale coś mi się te żółte łebki nie włączają. To go sobie wyobraźcie).
-
Ładny. Szerlok grinkuje zwłaszcza, jak go głaszczę po brzuszku. Wtedy wywala wszystkie zęby na wierzch w ekstazie.
-
Oczywiście, że za mało! To jakiś piesek z serii zadowolonych z życia, które dzisiaj reklamowano w Onecie w części "rozrywkowej". Było ich tam więcej takich roześmianych, ale ten najbardziej mi przypadł do serca. Szerlok też się potrafi uśmiechać, ale ja nie potrafię zrobić takiego fajnego zdjęcia. Niestety w dziedzinie fotografii jestem szczególnie mało uzdolniona.
-
MIŁEGO DNIA!
-
Precz z wystawnymi weselami! No a poza tym to w końcu młodzi mają się ewentualnie pobrać, to ich decyzja w każdym szczególe. Syn mojej przyjaciółki już ma synka i też bez ślubu. Postanowili się pobrać - chyba bardziej ze względy na "dorosłych" - w czerwcu tego roku i zaczęło się - Mamusia dziewczyny nie odpuszcza - ślub i wesele mają być według jej gustu. I nie ma zmiłuj. Coś okropnego.
-
No to w Twojej rodzinie panie musiały zaczynać macierzyństwo wcześnie. Ale to musi być fajnie mieć prababcię!
-
Ja też żałuję, że nic nie wiem, tylko, że u mnie Rodzice w ogóle nie opowiadali o sobie i swojej przeszłości. Podejrzewam, że to w wyniku traumy wojennej. Jakieś tam szczególiki, chyba te, które najbardziej ich naznaczyły psychicznie, ale ogólnie wszystko zostało wyparte. Nawet sprawy z dzieciństwa pozostały w strzępach. Bardzo się boję, żeby kolejne pokolenia nie miały podobnych doświadczeń. Tak się zrobiło niespokojnie wokół nas!
-
No widzisz, Grażynko, a mogłam Cię zabrać. Następnym razem nie dam się tak łatwo spławić. Telefon odebrany, dobry los nade mną jednak czuwa - dostałam się do budynku, bo jakaś dziewczyna, wchodząc, mnie wpuściła, potem napastowałam jakąś bardzo starą staruszkę, bo mi się pomyliły kierunki, a wtedy dobry los natchnął Malagosa do wyjścia z domu i dzięki temu doszło do spotkania na szczycie! Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Muszę zacząć jeść więcej ryb, bo skleroza mnie zamorduje! A ty miły Konfirmie trzydziesty pierwszy daj sobie spokój z tym poczuciem winy! Jaka Twoja wina, że ja jestem roztrzepana i na dodatek mam sklerozę? Co do piłki to mam propozycję: testujcie ją tak długo aż się znajdzie psiak, który będzie chciał się nią bawić. Szkoda, żeby leżała gdzieś w kącie. A teraz coś z biurokracji: w formularzu, za pomocą którego prosi się o potwierdzenie obywatelstwa polskiego, są pytania o... pradziadków. Należy podać ich życiorys ze szczególnym uwzględnieniem miejsc pracy, adresów zamieszkania, ewentualnych zmian nazwisk itp. A numer kołnierzyka założyciela rodu niepotrzebny? A tak na poważnie - czy któraś z was coś wie o swoich pradziadkach? Bo ja absolutnie nic.
-
Tak, wszystko z Malagos uzgodniłyśmy, jutro jadę po telefon. Ja też się bardzo cieszę, że się poznałyśmy w realu, mam nadzieję, że wszystkie będziemy się widywać trochę częściej niż dwa razy do roku. Widać piłka została zrobiona bez konsultacji z żadnym psem. A może Maksowi się spodoba? Bo Szerlok w pierwszej chwili był zainteresowany i to bardzo, ale kiedy się okazało, że nie potrafi tego wziąć w zęby, stracił całe zainteresowanie. Od kilku dni chodzimy na spacer znowu z diabełkiem - taka miękka poduszka w kształcie diabła, jedna z ukochanych Szerloczka. Oczywiście, ja muszę pilnować, żeby nie zginęła, kiedy psiątko zainteresuje się czymś innym. No ale taki widać los pańć!
-
Grażynko nie widziałyśmy ani jednego rolnika! Widać w te tereny, gdzie byłyśmy, się nie zapuścili.
-
Oto kolejna seria pięknych zdjęć bezdomniaków. Czy z Waszych doświadczeń też wynika, że najtrudniej wyadoptować czarne psy? Czyżbyśmy nadal żyli w Średniowieczu? http://naluzie.onet.pl/usmiechnij-sie/szczytny-cel-i-piekne-fotografie-o-co-chodzi/phfvd
-
Czuję się wywołana do tablicy. Przyjeżdża moja angielska siostra i mamy likwidować mieszkanie po Mamie, tak więc nie jestem nawet pewna, czy uda mi się wyrwać o tej 16.00, ale będę próbować. Gdyby się okazało, że mogę wyszabrować całe pół dnia, to Grażynko po Ciebie przyjadę i pojedziemy razem. Nie przywiązuj się jednak do tej myśli, bo nie wiem, jak to będzie. W każdym razie będę się starać.
-
https://plus.google.com/photos/103135383075423153731/albums/6115750582263151057 To jest link do albumu ze zdjęciami bezdomniaków w prywatnym schronisku w Kielcach, gdzie teraz pracuje moja ulubiona Węgielkowa. Ja wiem, że Wy macie dość mazowieckich biedaków, ale może wśród kieleckich jest jakiś, o jakim ktoś marzy. Jakby zdarzył się cud i rzeczywiście ktoś się którymś kieleckim zwierzem zainteresował, dajcie znać, to przekażę namiary na węgielkową, żeby dokończyć adopcji. Nutusiu, wszystko to racja, że łatwo dojechać, tylko z parkowaniem o tej godzinie może być niejaki kłopot. Ale damy radę. Nie takie problemy się przezwyciężało! Do zobaczenia w czwartek.
-
Bardzo dziękuję za informację. W tym samym miejscu co poprzednio? Już się cieszę.
-
Golden Retriever Czarny Miniaturowy! Fantastyczne! Tak będę mówiła, jak się będą pytać o rasę Dziuni. Do tej pory myślałam, że to terier teksański, ale one chyba nie są takie dowodne.
-
Golden Retriever Czarny Miniaturoway! Fantastyczne! Tak będę mówiła, jak się będą pytać o rasę Dziuni. Do tej pory myślałam, że to terier teksański, ale one chyba nie są takie dowodne.
-
Taka piękna dziś była pogoda, że pojechaliśmy nad jezioro Góra. Tak patrząc na jego zamarzniętą wodę, pomyślałam sobie, że my mamy jedno jezioro Góra, a w Japonii wszystkie góry to jama... Wracając ad rem, czyli do wycieczki. Okazało się, że powiedzenie "co nagle to po diable" jest w 100% słuszne! Otóż z daleka zobaczyłam na lodzie łabędzia. Siedział bez ruchu, tylko od czasu do czasu szyja mu się tak jakoś dziwnie zginała, jakby się słaniała. Doszłam do wniosku, że ptak przymarzł do lodu i postanowiłam zadzwonić pod 112. Już sięgałam po komórkę, zastanawiając się jednocześnie, jak to ująć, żeby nie potraktowano tej informacji jako żart (podobno 50% wezwań to głupie dowcipy), gdy ptaszydło z trudem uniosło ciężki kuper nad lód, zrobiło trzy niepewne kroki, zamachało skrzydliskami i z powoli oddaliło się 10 cm nad lodem z charakterystycznym ni to poszumem ni to gwizdem. Opadło na lód kilkadziesiąt metrów dalej wśród innych łabędzi. Obawiałam się trochę tej wyprawy nad zamarznięte jezioro, tym bardziej, że lód wyglądał już bardzo krucho. Znając ziemnowodność Dziuni bałam się, że rzuci się w sam środek wody i jak ja ją potem wyciągnę? I znowu nie doceniłam swojej gadziny. Szerlok nawet w stronę wody nie popatrzył, biegał po suchych trawach, wyraźnie było wystarczająco dużo interesujących zapachów, a moja psia kaczka co prawda zanurzyła brzusio, ale wrażenie musiało być raczej z tych wstrząsających, bo wyskoczyła jak oparzona i więcej też nawet w tamtą stronę nie spojrzała.
-
No fakt, ale te wszystkie przygotowania są pozytywne i zapowiadają wielkie przyjemności, prawda? A jak się psiska będą cieszyć! Odwiedziłam Lerkę na jej wątku. Co to za fajne psiątko! Pasowałaby jak ulał do Szerloka, on też jest taki zabawowy. Co nie znaczy, że ją wezmę. Niestety nie. Dziunia chyba by umarła z żalu, że nie jest jedyną przedstawicielką psiej płci pięknej w moim domu, nie mówiąc już o moich siostrach, które by mi łeb urwały gdybym wzięła kolejnego zwierza. Tak to bywa, jak się jest zgraną rodziną.
-
Pojarmarkowa Lerka zamieszkała razem z Bliss i z nami.
irenas replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
"A śniegu trochę żal :(" Żartujesz sobie? Zima jest be, wiosna to jest to! -
A co to za różnica ogródek czy działka? I tu i tu trzeba tyrać. Ale w tym roku mam jakąś wyjątkową ochotę na to.
-
Syn moich sąsiadów (tych od bokserów) i jego dziewczyna kupili sobie małą donkę. Trzymiesięczną. Sama słodycz o zupełnie ludzkim spojrzeniu. A jaka dzielna - co prawda zza siatki, ale ostro odszczekiwała się Szerlokowi, który jak jaki głupi darł się na nią i na Sonię (tę od cukrzycy). Wabi się Czelsi (postanowiłam konsekwntnie spolszczać wszystkie obce imiona). Wszystko byłoby super, gdyby nie to, że młodzi pracują tak jak to... młodzi w dzisiejszych czasach, czyli niemal non stop. Na całe szczęście w małej zakochał się tatuś Patryka, czyli biedna mała nie będzie cały czas sama, chociaż do Warszawy daleko. No ale pewno będzie tak jak z huską, która gros czasu spędzała u "teściów" swojej pańci. Wracając do Jaśka - nie będziemy z nim chodzić na spacer. Wyznam Wam w sekrecie, że mnie osobiście nie będzie to kosztowało zbyt wiele, bo pańcia Jaśka nie za bardzo przypadła mi do gustu. I to zdaje się z wzajemnością. Czyli nie ma tego złego... A jak Ci się udał główny spacer, Konfirmie Trzydziesty Pierwszy? Dzisiaj było po prostu cudownie - co prawda rano jeszcze mroźnie, ale potem zupełna wiosna. Aż się zaczęłam rozglądać za grabiami, żeby zacząć wiosenne porządki w ogródku.
-
Ze smutkiem muszę Cie poinformować, że Jasiek piszczał, bo Szerlok może go nie gryzł, ale podszczypywał i owszem. Ze strony Szerloka to była wyraźna zazdrość i chęć pokazania "wara od tych pań. Moje!" Jeśli to była zabawa, to komunikat "koniec" w ogóle do niego nie dotarł. A zresztą, co ja tam wiem... Dziś rano odbyliśmy wielki spacer po lesie w towarzystwie Borysa (chartopodbny) i Buby (basetka). Obaj panowie latali w całkowitej zgodzie, bardzo zadowoleni z wzajemnego towarzystwa. Fakt, że ja w ogóle nie zwracałam uwagi na Borysa, pomna wczorajszego dnia, ale mimo to, nawet jak Borys został wzięty na smycz, ze strony Szerloka nie było żadnej reakcji. A przecież Borys to kawał psa. Szerlok dużych się raczej boi i powarkuje na ich widok. Kto za nimi trafi? W każdym razie spacer był świetny, niebo bezchmurne i samo słońce. Żeby jeszcze było cieplej. No ale nie można mieć wszystkiego.
-
Szerlok jest wykastrowany to chyba ma w nosie cieczki? W każdym razie nie interesuje się suczkami bardziej niż psami. I tak samo się ich na początku boi. Psy to właściwie bardzo wrażliwe i skomplikowane psychicznie stworzenia, ludziom jeszcze bardzo wiele brakuje, żeby je rozumieli. A widziałaś w telewizorze tego wilka, który przejechał jęzorem po twarzy swojej opiekunki? Strasznie to było miłe. A wilk, czyli STRASZNE zwierzę. O nich też pewno jeszcze wszystkiego nie wiemy.
-
Na razie muszę się przestać martwić innymi psami, bo Szerlok dzisiaj pogryzł Jaśka. Z zazdrości. Najpierw dlatego, że ja go chciałam pogłaskać, a potem dlatego, że pogłaskała go jego pańcia! Jasiek w pierwszej chwili specjalnie się nie przejął, latał za Szerlokiem i lizał go po pysku, ale za drugim razem nie można było Szerloka odgonić. Musiałam go wziąć na krótką smycz i odejść w przeciwnym kierunku. I tym sposobem skończyły się spacery z Jaśkiem. Ogólnie rzecz biorąc coś się niedobrego dzieje z Szerlokiem. Podejrzewam, że kiedy tak w nocy przesiaduje w ogródku, ktoś się z nim drażni, albo go straszy, bo czasami wraca do domu na podkurczonych nogach, z położonymi uszami i podwiniętym ogonem. To nie byłoby samo w sobie takie straszne, gdyby nie to, że zaczął gonić rowery, szczeka na niektórych ludzi no i ta akcja z Jaśkiem... Ponieważ został włożony do lodówki na dość długo, teraz odsypia stres. Ale zła byłam jak chrzan. Właściwie jeszcze mi do końca nie przeszło, ale wytłumaczyłam sobie, że to za długo, żeby on kojarzył, o co się nadal gniewam i zmusiłam się do czułości.
-
Jeśli będzie chciał pogadać. Dziś w czasie spaceru z Suzie dowiedziałam się, że dog biegał samopas już w niedzielę, kiedy w pobliskim lesie były jakieś wyścigi rowerowe (swoją drogą co to za pomysł - w lutym???). Może istotnie trzeba na jego właścicieli nasłać fundację od dogów zanim się stanie jakieś nieszczęście? Poszukam i pomyślę. A w kwestii Fredzi, może bym im wrzuciła do skrzynki kartkę z telefonem do tych behawiorystów. Co o tym myślicie? Skoro facet nie chce rozmawiać. Oczywiście nie ma żadnej gwarancji, że tam zadzwoni, ale spróbować chyba warto.