-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
We mnie ogólnie te wszystkie "świąteczne" szaleństwa (np dekoracje w Warszawie) budzą takie same wątpliwości. Za wydaną na prąd forsę można by prawdopodobnie wyżywić kilkadziesiąt lub kilkaset domów dziecka czy opieki społecznej, poratować jakichś bezdomnych, którzy płoną lub zaczadzają się na działkach itp., itd. A tu proszę - dowiaduję się, że Porozumienie Zielonogórskie protestuje przeciwko dokształcaniu lekarzy pierwszego kontaktu z dziedziny onkologii (byłyby to znacznie bardziej sensownie wydane pieniądze niż dekoracja Nowego Światu)! Ktoś mi to potrafi wyjaśnić? Polska jest podobno na jednym z ostatnich miejsc w Euopie jeśli chodzi o odpowiednio wczesne wykrywanie raka. A przecież wiadomo, że w tej chorobie czas ma ogromne znaczenie.
-
No widzisz, a ja błogosławię nowe wyjście dla psów. Chociaż Dziunia raczej z niego nie korzysta (wczoraj udało mi się ją namówić raz i to musiałam przytrzymać klapkę!), to jednak Szerlok jest największą kręcipupką, a dzięki temu nie muszę ciągle otwierać i zamykać drzwi. Tylko Kajtusiowi i Dziuni. A jak wiadomo emeryci wolą ciepełko. Żeby jednak nie było tak cudownie - Szerlok często idzie do budy (widać mu w domu za gorąco), a wtedy ja czuję się.... odtrącona! Człowiek to jednak skomplikowana istota.
-
Witam w nowym roku! Recepta bardzo mi się podoba, Postaram się przygotować taką potrawę. Mój Sylwester odbył się zaskakująco spokojnie. O 11.00 położyłam się do łóżka (nie trawię tych imprez sylwestrowych w telewizorze!) obłożona zwierzyną, o 12.00 obudziły mnie delikatne stukania - ktoś w oddali puszczał fajerwerki. Trwało to z 10 minut, piesy nawet głów nie podniosły, po czym zasnęłam snem sprawiedliego i obudziłam się o 7.30. Jak niemowlę. Czyli spełniło się życzenie mojej siostry, która życzyła mi, żeby za bardzo nie strzelali. Na porannym spacerze przywitała nas chlapa i śliska kostka na ul. Księżycowej, ale jakoś daliśmy radę.
-
Konfirm31 - fajne psy. Dobrze mają, że mogą tak z Tobą i z wnukiem chodzić na wycieczki. Moje też wycieczki uwielbiaja. Są dwa słowa, które muszę wypowiadać z wielką ostrożnością: "spacerek" i właśnie "wycieczka". Wzubdzają taki entuzjazm, że potem trzeba iść lub jechać, inaczej rozczarowanie jest za wielkie. A jak Wasze zwierzaki znoszą Sylwestra? Zauważyłam, że w telewizorze mówi się o sposobach ulżenia im w tej halaśliwej okoliczności przyrody (ja też tego nienawidzę!). To duży postęp w porównaniu z minionymi latami. Może kiedyś w dalekiej przyszłości dojdzie do takiej sytuacji, ze ludzie nie beda strzelac pod samym nosem biednych zwierzat. A moze w ogole przestana strzelac? (Eh, nierealne marzenie). W każdym razie życzę Wam (i sobie), żeby przyszły rok był spokojny, dostatni i ciepły, żebyśmy miały jak najmniej kłopotów, problemów i zmartwień, żeby wszyscy, na których nam zależy byli zdrowi i zadowoleni i żebyśmy się mogły wreszcie poznac w realu! Zapraszam do Chotomowa.
-
Sądząc po liczbie zatrzymanych w czasie Świąt pijanych kierowców, nie tylko moje psy nie wylewały za kołnierz! To oczywiście żarcik - kiedy podetknęłam Szerlokowi pod nos kieliczek z ajerkoniakiem, odsunął się z obrzydzeniem i popatrzył na mnie wzrokiem pełnym żalu: Przecież to nie kogel mogel (który po prostu UWIELBIA!)! A dziś rano byłam na spacerze z trójnogimi psami! Ku mojemu zdziwieniu tylko Kajtuś szedł normalnie, chociaż było - 10 stopni. A jak się udała wycieczka do lasu z wnukiem? Ja też w sumie wolę to niż chlapę. Dlatego dziś rano ze zgrozą słuchałam opowieści o zbliżającym się ciepłym (!) froncie, który te piękne widoki zmieni w błotnistą breję. Nienawidzę naszego przejściowego klimatu! Nie mógłby być jakiś bardziej zdecydowany w te albo wewte? Kiedyś taki był.
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Szkoda, że nikt się nie zdecyodwał wziąć obydwóch. Moja ulubiona sąsiadka tak zrobiła 8 lat temu i teraz wszyscy mają frajdę z obserwacji bliźniaczek - nie nudzą się, nie rozrabiają za bardzo - same korzyści. Przecież to będą malutkie pieski, co to komu by szkodziło wziąć obie? A tak bewno bezogoniasta Krysia bezimienna teraz tęskni za siostrą. -
Ja bym powiedziała, że wyglądają na przepite. Chyba jesteście za delikatne.
-
Na to wygłąda. W związku z czym Szerlok niemal cały czas gania po ogródku, a Dziunia leży na jego kanapie i patrzy na mnie z pretensją. Ale się nie złamię. Może jak przyjdą dziki, to zapomni, że starego psa nie da się nauczyć nowych sztuczek. Bo to chyba tylko kwestia nawyków i braku odpowiedniej motywacji. Świeta, święta...i po świętach.
-
Dziś rano Fredzia znowu biegała samopas. A ponieważ jest to sunia, która przenika przez ogordzenia bez problem, taka jest szczuplutka, a Szerlok uwielbia się z nią bawić, wpuściłam towarzycho do ogródka i niech szaleją. Co właśnie robią od blisko godziny! Jak się znudzą, to Szerlok ma już swobodne wejście do domu (z którego tylko on korzysta, Dziunia odmówiła wszelkiej współpracy w tym względzie), a Fredzia przejdzie między prętami w furtce. I spokój. Przepraszam za jakość zdjęcia, zrobiłam je przez szybę, na dodatek musiałam bardzo przyciąć bo połowę zajmowało odbicie lampy błsykowej w tejże szybie.
-
No i byliśmy, piesy szczęśliwe i zawąchane. Tak dawno nie były na wycieczce! Jak Szerlok usłyszał to słowo, mało mnie nie rozniósł z radości. Aleśmy się dotlenili!!!
-
Pogoda postanowiła poprawić mi nastrój. Zabieram gadzinę na wycieczkę.
-
Już po pogrzebie. Towarzyszyło mu prawdziwe oberwanie chmury, na szczęście jeszcze byliśmy wewnątrz domu pogrzebowego, potem deszcz troszkę zelżał, ale tylko troszkę. Mówię sobie, że nawet natura płacze po Mamie. Uczucie zdumienia i wrażenie nierealności nie opuszczają mnie ani na chwilę, ciągle myślę, że zaraz zadzwonię do Mamy i jej wszystko opowiem. Acha - jeśli chodzi o zbiegi okoliczności: Mama urodziła się 18.03, zmarła 18.12, Babcia (Mamy Mama) - 19.12, a pogrzeb odbył się w imieniny Wiktorii, czyli... Babci (Mamy Mamy)! Ja żadnych Świąt obchodzić nie będę. Potrzebuję samotności, jestem jak ten zraniony pies, który wczołguje się pod stół, żeby lizać rany. Na szczęście mam zwierzaki, które wymagają codziennej troski i spacerów. Rutyna i zwyczajność to najlepsze lekarstwo na smutek. Ale Wam życzę bardzo, bardzo radosnych Świąt, cieszcie się i za mnie. Buziaczki i całuski świąteczne dla wszystkich psiar i psiarzy, kociar i kociarzy i ogólnie wielbicieli gadziny wszelakiej!
-
Moje Kochane! Mama umarła dziś rano o 5.20. Nie gniewajcie się na mnie, jesli przez jakiś czas nie będę się odzywać. Bardzo, bardzo Wam dziękuję za wspieranie i tyle dobrych słów.
-
Bardzo dziękuję. Istotnie, nie wiadomo, co powiedzieć, wszystkie słowa wydają się bez sensu. Sytuacja nie uległa zmianie od wczoraj, może oddech jest ociupinkę spokojniejszy.
-
Moje kochane, ja też tak uważam, ale patrzenie na to jak walczy o każdy oddech też jest straszne.
-
Sobota, 5.30 rano PS Ponieważ opowiadałam Wam o Mamie, napiszę i to, chociaż to nie jest dobra wiadomość. Mama dwa dni temu zapadła w śpiączkę, ma duże trudności z oddychaniem, robi to bardzo chrapliwie i co kilka oddechów przestaje oddychać. Spodziewamy się najgorszego w każdej chwili.
-
Wszystko się zgadza. Szerlok to miniatura owczarka długowłosego. Oprócz ogona, który pochodzi z ogona strusia. Micha to istotnie śniadanie do łóżka wliczone w cenę. A kto bogatemu zabroni? Ranek. Pani szykuje się do wyjazdu. Psy nieszczęśliwe. (zwróćcie uwagę na budę Dziuniaska - aksamitna! To ta sama filozofia co śniadanie do łóżka wliczone w cenę). Uosobienie nieszczęścia. Pańcia mnie opuszcza!
-
Ja też, tym bardziej, że właśnie używane zgodnie z przeznaczeniem, nie bolą. Ale czasami sytuacja wymaga od nas poświęceń i właśnie teraz muszę jeździć samochodem, a nie pociągiem (co mnie zmuszało do chodzenia). Ta sama sytuacja uniemożliwiła mi jak dotąd zainstalowanie wyjścia dla psów, żebym nie musiała się martwić, że im doopki przymarzają do podłoża, jak mnie nie ma i żebym przestała robić za odźwiernego we własnym domu. Już wszystko jest przygotowane, sklejka sklejona, dziura wycięta, drzwiczki wstawione, pozostaje tylko wyjąć szybę z drzwi na taras i wstawić sklejkę. Miał dziś przyjść pan Marian i to zrobić, ja niestety wróciłam do domu dopiero po 12-ej, kiedy on już przestał pracować u pana Izydora. Muszę go jeszcze przeprosić, że się umawiam, a potem mnie w domu nie ma. Dawno już nie wstawiałam zdjęć Panicza. Oto dwie wcale niezmarznięte doopki przytulone na jednej kanapie. Tak sobie myślę, że z diabłem tasmańskim taka scena nie byłaby możliwa.
-
Fakt! Ja im więcej jeżdżę samochodem tym bardziej mnie bolą... nogi!
-
Ta Twoja diagnoza brzmi straszliwie skomplikowanie. A oprócz "cudownych wkłuć" nic innego na to nie działa? Jakaś rehabilitacja, gimnastyka, joga czy inne cuda? Trzymam za Ciebie kciuki, naprawdę starość się nie udała, ktokolwiek ją wymyślił! I to zarówno w ludzkim jak i zwierzęcym (i roślinnym) wydaniu.
-
Ja nawet nie miałam pretensji do pani pielęgniarki, bo pomyślałam, że tak to jest zorganizowane i że szwankuje komunikacja, czyli przekazywanie informacji. Dlatego napisałam, że organizacja do dupy. Ale może macie rację. Bo "za pieniądze" to nawet nikt się nie zająknął, że coś mamy sobie same organizować, wszystko przyniosła pielęgniarka. Nawet torebkę na śmieci po kroplówce, które to śmieci (igły, waciki itp.) sama wyrzuca w odpowiednim miejscu. Mówię Wam, nie przeszkadza mi tak bardzo, że ktoś czegoś ode mnie chce, ale muszę o tym wiedzieć. Ja się nie mam za Boga, tak jak wielu lekarzy (nawet w tytule filmu tak ich nazwano!), nie potrafię czytać w myślach, nie znam się na wszystkim i wychodzę z założenia, że jak ktoś czegoś od człowieka oczekuje, to go o tym jasno i wyraźnie informuje. Z drugiej strony fakt, że tych aparatów nie można dostać w normalnym handlu świadczy, że są to urządzenia przeznaczone tylko i wyłącznie dla specjalistów i oni powinni się w nie zaopatrywać, a nie ganiać innych jak łyse kobyły. Malagos, nie przypuszczałam, że wielki stres w taki prymitywnie prosty sposób przekłada się na fizyczne zmęczenie. Bo przecież ja u Mamy praktycznie nic nie robię, siedzę sobie obok niej, albo w drugim pokoju, żeby jej nie przeszkadzać we śnie, rozwiązuję krzyżówki, słucham kryminału (ostatnio promocja w Publio.pl skłoniła mnie do zakupu audiobooka i okazało się, że wspaniale się ich słucha w samochodzie, ale także w domu, leżąc wygodnie na tapczanie bądź w łóżku), wypijam niezliczone herbaty, zjadam setki kanapek, czyli właściwie wypoczywam, a do domu wracam tak obolała i zmęczona, jakby mnie kto pobił, albo jakbym rowy kopała. To samo odczuwają moje siostry i siostrzeńcy. A Mama powoli odpływa. Dziś podobno cały dzień spała (byłam tam w nocy, a teraz jestem w domu, bo przyjechali kuzynostwo, pożegnać się z Mamą na jej prośbę i zatrzymali się u mnie, no a poza tym zwierzami też trzeba się zająć), oddychając bardzo płytko, a czasami w ogóle przestając, nic nie jadła, bardzo niewiele piła, a kiedy przed chwilą zadzwoniłam do niej, po minucie oddała słuchawkę siostrze, bo zabrakło jej słów, woli czy siły, żeby ze mną rozmawiać. Szczęście w nieszczęściu, że nic jej nie boli. To najważniejsze.
-
~ Przemiła młodziutka sunia Aria - Piaskowa Panienka MA DOM :)
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
-
Kochane, nigdy nie zrozumiem naszego sposobu myślenia (naszego = polskiego). Pielęgniarka przychodzi do ciężko chorej osoby, by dać jej kroplówkę i... nie ma przy sobie nic. Ani potrzebnego płynu, ani "aparatów do kroplówki" (czyli tych wszystkich rurek i kraników), ani strzykawki do przepłukania wenflonu (to już dziś). Wenflon miała. Nie wiadomo dlaczego. Oczywiście nikt nie informuje opiekunów pacjenta, że powinni się w cokolwiek zaopatrzyć. No może w płyn tak. Wczoraj, kiedy okazało się, że nie jesteśmy przygotowane do podania kroplówki, zostałam przeczołgana po mieście: najpierw galop do aptek, żeby się dowiedzieć, że "tego nie prowadzimy", a potem do biura, w którym składałyśmy prośbę o hospicjum domowe, gdzie bardzo zadowolona pani urzędniczka, otworzyła szafę po sufit wypełnioną rzeczonymi aparatami i szczodrze mnie nimi obdarowała. Cała operacja zajęła godzinę. Tak sobie myślę, że może jakiś inny chory czekał przez tę godzinę na lek przeciwbólowy, czy nawodnienie, a pani pielęgniarka przez ten czas konwersowała mile z moją siostrą i Mamą o pieskach i swojej wnuczce. Pani pielęgniarka bardzo miła i na dodatek psiara, ale organizacja do dupy! Malagos, to Ty jeszcze masz papugi?!!!! Mamuniuuuu! Przeczytałam wczoraj wątek Imki, tyle że nie cały i umknęło mi, co za diagnozę postawili Nutusi. Bardzo proszę o informację, bo mój brat cioteczny też od lat ma problemy z bolącą nogą, ciągle mu coś innego wymyślają, teraz straszą operacją. Wracając do wątku Imki - obśmiałam się jak mrówa, czytając o stadzie Nutusi, a zwłaszcza o odżywianiu ich. Pomyślałam sobie, że z tych naszych wątków można by zrobić jakąś fajną książkę. Wy dziewczynki (i nieliczne chłopczyki) tak fajnie piszecie, tyle w Was radości, taka inwencja twórcza - szkoda, że to wszystko się marnuje. Ja wiem, że taka książkę czytaliby tylko psi maniacy, ale takich nie brakuje na świecie. Na szczęście. Moje pisńcia dzisiaj zostały na noc z ww bratem ciotecznym i jego żoną. To znaczy Szerlok i Kajtek, bo Dziunia wyprowadziła się na podwórko, gdzie czekała na mój powrót jak Penelopa na Odyseusza. Przywitała mnie zupełnie szaleńczą radością, jakby mnie nie widziała 10 lat. Natomiast Szerlok ucieszył się umiarkowanie. Obraził się na mnie, że nie było mnie w nocy.
-
~ "Chce pani jamnika?" - i tak suczka Nesca ma już DOM
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Całe szczęście, że chcąc wstawić post, nie trzeba odtańczyć kankana, odśpiewać marsylianki i trzy razy się przeżegnać! -
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
A jak ta młoda panna teraz wygląda? Może pstryknij jej jakieś zdjęcie i wstaw tutaj? Byłoby fajnie ją zobaczyć jako nastolatkę. Ucho się podniosło?