Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. Hej, Pani! Przecież Załubice są o rzut beretem od Chotomowa! Chyba nawet nie 20 km. Moja znajoma ma chałupę letniskową w Borkach. To może ja Was któregoś dnia nawiedzę tak po prostu z wizytą kurtuazyjną? Jeśli Twoja sunia boi się innych psów, mogę wpaść sama na kawkęherbatkę. Oczywiście jeśli masz na to ochotę i siły, nie chcę się wpraszać na chama. Moja Mama jest niezwykle dzielną kobietą - kilkanaście lat temu w wyniku źle zrobionej koronografii też miała niewielki udar, po którym musiała uczyć się czytać od nowa. Powiedziała nam o tym dopiero długo po fakcie, kiedy jej ta umiejętność całkowicie wróciła. A musisz wiedzieć, że Ona jest zapaloną czytelniczką, połyka wszystko od harlekinów po rozprawy filozoficzne (te ostatnie dostarcza jej starszy wnuk, doktor nauk humanistycznych, a potem z nią o nich dyskutuje). A wczoraj moja siostra grała z nią w scrabla. Nie bardzo jej się podobało, bo to jednak trudniejsze niż zwykła krzyżówka, ale myślę, że jak nabierze wprawy to i to polubi. A Twoja Mama całkowicie wróciła do zdrowia? Podobno udaje się to 80% chorych (tak mi powiedział lekarz, który opiekował się wtedy Mamą), no ale zawsze zostaje te 20% pechowców...
  2. A mnie już w zasadzie dogo przestało stawać dęba. Przy czym nic z nim nie robiłam. Może po prostu musi się do nas przyzwyczaić, a nie my do niego (niej?).
  3. Grażynko, a gdzie Ty dokładnie mieszkasz? Może byśmy się umówiły, to przyjadę, weźmiesz swój zwierzyniec, jakoś to całe towarzystwo upchniemy w pandzi i poszukamy jeziorek w Twojej okolicy?W przyszłym tygodniu nie będę spała u Mamy, bo przyjeżdża moja siostra z Londynu, tak więc będę trochę wolniejsza. Co Ty na to? A z Mamą istotnie jest lepiej, tylko nie chce chodzić, ma straszną miażdżycę w nogach, przez co bardzo ją bolą. Robi się zaklęte koło - bolałyby mniej, gdyby chodziła, a nie chodzi, bo bolą. Tak poza tym nawet umysłowo wróciła już do jakiej takiej formy (skarży się tylko, że trudno jej rozwiązywać krzyżówki, co uwielbia, bo pamięć jej szwankuje). A ja się zastanawiam, do jakiego stopnia pełna świadomość jest błogosławieństwem, a może raczej przekleństwem? Przecież Ona stoi przed plutonem egzekucyjnym, a każde pogorszenie stanu zdrowia odbiera tak, jakby pluton właśnie ładował broń. A w tej kwestii nikt nie może jej pomóc. Dlatego może dla Niej może byłoby lepiej, żeby nie odzyskała w pełni władz umysłowych.
  4. Zdrowienie postępuje. Wczoraj byliśmy znowu na wycieczce nad Górą, pieski pobrykały, aczkolwiek jeszcze trochę ostrożniej niż zwykle, a potem, już siedząc w samochodzie przypomniałam sobie, że pani wetka opowiadała mi, że we wsi w której mieszka - nazywa się Trzciany - też jest jeziorko. No i postanowiłam to sprawdzić. Oto zdjęcia: Żeby nie było zbyt pięknie: cały teren otoczono kolczastym drutem (!!!), zamknięto szlaban na kłódkę, a obok niego ustawiono taki oto napis: Bardziej pretensjonalnie chyba się nie da. A tak a propos - żadnego baru nie było. Zwierzaki przeszły pod kolczastym drutem, ja przecisnęłam się obok szlabanu i potem już było przyjemnie. Zarówno Szerlok jak i Dziunia weszły z przyjemnością do wody, zwłaszcza, że, jak możecie zobaczyć, dojście do jeziorka jest doskonałe. Pomoczyły sobie tylko brzuchy, bo tam jest chyba duża głębia, a Szerlok jest ostrożny. Wydaje mi się, że to musi być kolejne wyrobisko po kopalni piachu. Na koniec pan i właściciel pandzi zdecydował, że pora do domu i zameldował się koło swojej własności: Niestety nie udało się przejechać przez las, tak jak zamierzałam, musieliśmy wrócić do Trzcian, a potem pojechać na "okrągło" do tej samej drogi, którą się jedzie nad Górę, ale i tak wycieczka była udana. Powtórzymy ją na pewno.
  5. A co to za różnica boksio czy foksio? Pies to pies, nad czym tu się rozwodzić. A na łańcuchu mu dobrze. Przecież się nie skarży!
  6. Przykro to słyszeć. Mam nadzieję, że jednak się uda... Szerlok już próbuje biegać i szczekać na głównego wroga, ale wyraźnie szybko się męczy. Dziś dostał dwa kolejne zastrzyki (afera taka sama jak przy poprzednich!) i na razie to by było na tyle. Mam obserwować jego dziąsła - jeśli zbieleją lub niedajboże zżółkną, mam natychmiast gnać do weta. Czyli nadal trzymajcie kciuki. Na razie śpi, jednak nie jest w dobrej formie. A Dziunia ogłuchła po tej babeszjozie. Czy jedno z drugim ma jakiś związek? Dziunia w listopadzie będzie miała 13 lat, tak więc to mogło się zdarzyć, chciałabym tylko wiedzieć, czy ta choroba może także paść na uszy. Lekarstwo na wątrobę mam dawać tydzień do dwóch. Dostałam od psiapsióły z Kanady "pill pockets", takie amerykańskie przysmaczki do chowania w nich pigułek. Bardzo smakowały zarówno Dziuni jak i Szerlokowi (a to już o czymś świadczy, jako że on żadnych "suchych" karm do pyska nie bierze). Oto adres strony producenta: http://www.greenies.com/dogs/pill-pockets.aspx. Trzebaby namówić jakiegoś weta, żeby to sprowadzał, bo zdecydowanie się przydaje.
  7. No więc, temperatura spadła do normalnej, Szerlok jeszcze jest troszkę apatyczny, co mu nie przeszkadzało znowu narozrabiać, przy mierzeniu wyżej wymienionej (przed nim był piesek - Kajtuś, mniejszy od mojego, który tak się miotał, że mało drzwi nie rozwalił. Też z babeszjozą.). Teraz śpi. Ropny odczyn raczej mu się chyba nie powinien zrobić, bo pan wet wlał zastrzyk do kroplówki, czyli trochę go rozcieńczył. Szerlok je i sika normalnie, pije też. Wygląda, że wszystko jest na najlepszej drodze. Jedynie jest znacznie spokojniejszy, nie biega, nie skacze, ale to dobrze, bo ma odpoczywać. I dobrze, bo pogoda pod zdechłym Azorkiem.
  8. Moi Kochani! Szerlokowi nie wystarczą same drapanka. Trzymajcie za niego mocno kciuki. Ma babeszjozę! Na szczęście zorientowałam się na samym początku - kiedy wróciłam dziś rano od Mamy kuzynka poinformowała mnie, że Szerlok zarzygał kanapę, a teraz schował się w kącie, bo ona na niego nakrzyczała. Nawet nie wyszedł mi na przywitanie. To ja go pędzikiem do samochodu i do weta. A tam 40 stopni gorączki, posklejane krwinki, ale na razie bez anemii. Dostał kroplówkę, kilka zastrzyków, w tym ten jeden bolesny. Nie powiem, jakie brewerie wyczyniał w gabinecie. A teraz leży znowu w swoim ulubionym kącie i odpoczywa. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Zabiorę go dziś do Mamy, żeby mieć na niego oko. Jutro kolejne zastrzyki. Tylko mi nie mówcie, że trzeba się zabezpieczać: Dziunia została nasączona tym zajzajerem przeciwko kleszczom, a wczoraj zdjęłam jej z szyi takie wielkie, opite bydlę! Pan wet twierdzi, że trzeba podać tabletkę (najnowsza moda), ale oprócz tego, że jedna kosztuje blisko 100 zł, nie ma żadnej gwarancji, że istotnie jest skuteczna. Powtarzam więc - rzucajcie wszelkie zajęcia i trzymajcie kciuki za Szerloka! Nie przeżyję, jeśli coś mu się stanie.
  9. No ale Ty podołałaś temu wyzwaniu jak zresztą. Kobieto! Jesteś GENIALNYM fotografem.
  10. Widzę, że jesteś online (mówiąc czysto po polsku). Niestety nie będę mogła z Tobą dłużej gadać, bo zaraz przyjadą kuzynostwo, a jeszcze trochę muszę poogarniać w domu (nie należę do maniaczek porządku, no ale goście to goście) Życzę Ci miłego dnia i nieciężkiej pracy.
  11. Malagosie równie kochany! Ja sypiam dobrze regularnie co drugą noc. A ta ostatnia należała do nieprzespanych. Za to dziś wieczorem na pewno padnę jak stara skarpeta. Z tym, że takie okresy przeplatają się z okresami, gdy zasypiam o 20.00 i śpię 12 godzin. A kiedyś w ogóle nie wiedziałam, co to bezsenność, czy problemy ze spaniem. Co też ten czas robi z ludźmi! A do pracy szczęśliwie nie muszę już chodzić od dobrych 8 lat. Przez ułamek sekundy nie żałowałam decyzji o wcześniejszej emeryturze. Mam nadzieję, że Tobie też już niewiele zostało do tego szczęśliwego czasu w życiu, kiedy nic nie musisz, chyba że sama chcesz, nikt się na ciebie nie drze, nie żąda zostawania po godzinach, gdy jesteś panią swojego czasu. To FANTASTCZNE. Są też wady takiego stanu (brak pieniędzy, opuszczające człowieka siły, czasami depresja), ale według mnie ta wolność nie ma sobie równych!
  12. Ja też im zostawiam otwarte drzwi na taras, tak że mogą wychodzić swobodnie do ogródka. Tzn. zamknięta jest krata, a otwory są na tyle duże, że Szerlok (jeszcze) się przeciska. Do Mamy raczej nie mogę go zabrać, jest za żywiołowy, jeszcze by zaczął szczekać, a tu ledwo psy tolerują, prawie ich nie ma. Takie getto dla leniwych. Jutro przyjeżdżaja moi kuzynostwo, to choć przez kilka dni psiaki nie będą same.
  13. Można prosić o zdjęćko?
  14. Ja też walczę z octowcami, czyli sumakami, poprzechodziły za płot, nikt ich tam nie tępił, tak więc mam dom ukryty za wałem żywej czerwieni. Ładnie to wygląda. Tylko te moje mają jasne kwiaty (owoce), które nigdy nie trwają długo, bo coś je zjada. Podobnie jak kwiaty czarnego bzu, nigdy jeszcze się nie dochowałam owoców, bo jakieś zwierzę zżera wszystkie kwiatki. Moje noce poza domem zaczynają wpływać na zachowanie Szerloka - robi się okropnie nieposłuszny, a do tego nad wyraz żarłoczny. Dzisiaj, kiedy rozmawiałam z sąsiadem, wyżarł studzące się na "kocim" stole (koty nie mogą u mnie jeść na podłodze, mają więc swój stół) jedzenie dla niego i dla Dziuni. Do Kajtusiowego nie sięgnął, tylko dlatego się uchowało. Poza tym strasznie się robi niszczycielski, co i rusz odnotowuję jakieś straty. Macie może pomysł, jak w takich warunkach, kiedy jestem w domu tylko kilka godzin, poskromić jego znudzony temperament? Przecież jak wracam coś jeszcze muszę w domu zrobić, nie wyłącznie zajmować się Szerlokiem!
  15. Istotnie, sprawnie zrobiony. Ale czy w historii Polski nie było ANI JEDNEJ kobiety?
  16. To ja mało oryginalnie: Jesienny spacer: I chociaż wiem, że Wy też macie takie widoki, nie mogłam się powstrzymać:
  17. Najbardziej kocham te wywalone jęzory!
  18. Tak, tak, wiem. Ale kiedy wspomniałam o "klinie" Kasia zainteresowała się: a co masz jakiś? Powiedziałam jej o Sarze, ale moment minął i stwierdziła, że chce najpierw trochę odpocząć, bo Dorka długo chorowała. Ale docelowo na pewno weźmie jakiegoś większego psa, bo została jej tylko Czarna Mańka rozmiarów nie za wielkiego kota, a ona lubi duże. Pewno znowu coś ukradnie jakimś zboczeńcom - Dorkę wyprowadziła z parkingu autobusów, gdzie wędziła się w dymie rozgrzewanych silników bez możliwości ucieczki przed tym smrodem i spalinami. Ludzie naprawdę potrafią być bezduszni i bez wyobraźni.
  19. Zajrzyjcie na stronę http://torunskie-kroliki.blog.pl/. Okazuje się, że istnieją nie tylko psi i koci wariaci, ale także króliczy! Po obejrzeniu zdjęć pożałowałam, że nie mogę mieć takiego puchatego uchatego stworzenia (jeszcze nie karmię kotów króliczyną). Ale takie strony przywracają człowiekowi wiarę w bliźniego. A co z tą milusią suniusią? Czy to ta Rudka, o której pisze Nutusia? Chyba nie, bo tamta pani miała uczuloną córkę, a nie przerażoną suczkę - rezydentkę. No więc - co z prześliczną suczynką? Bardzo proszę o odpowiedź. Znana Wam Kasia (od pekińczyka) musiała uśpić swoją Dorkę, bo była już bardzo chora. Mam podstępny zamiar namówić ją na jakąś adopcję, na razie jeszcze chyba za wcześnie, ale wiecie jak to jest - wystarczy popatrzeć na mnie i na mój tymczas, czyli Szerloka! Moim zdaniem nie ma lepszego lekarstwa na utratę psa niż nowy pies pocieszyciel. To nara. Jedziemy na wycieczkę w nagrodę za rozwłóczenie po domu opakowania z woreczkami na kolczyki (które nadal od czasu do czasu robię). Jeśli uważacie, że warto zrobić znowu taki bazarek z moimi kolczykami, polecam się (wiem, że niektórym się bardzo nie podobały, coś pisano o oszpecaniu, ale mam nadzieję, że są takie psiary, którym się podobają i które wydadzą kilka złotych na pomoc dla psiaków). Lecę.
  20. Pani wcinalska, co z sunią?
  21. Jak ta mała tak leży na plecach, wygląda zupełnie jak Szerlok! A propos - dzisiaj było spoktanie trzeciego stopnia. Z kurą. Taki jakiś mały, czarny pokurcz wydostał się z tego obejścia, gdzie są strusie, i łaził po drodze. Szerlok dostrzegł to to i dawaj gonić. Koniecznie chciał wziąć to coś do pyska. Kurka w dzikim popłochu latała to tu to tam - mówię Wam, zabawa na całego. Aha, bo ja jeszcze w panice darłam się na całe gardło "Szerlok, nie wolno". Przecież z takiego ździebka to nawet rosołu nie będzie! Dziecko szybko znudziło się zabawą i poszło sobie, a wtedy kurka.... podążyła za nim! Wariatka jakaś. Wtedy pojawił się chłop, chyba właściciel całej ptasiej ferajny, bo strasznie się zafrasował, kiedy mu powiedziałam, że kura wydostała się za płot i poszedł jej szukać. A ja zrobiła portret strusia. Znowu są dwa, ale pozował tylko jeden. Drugi odwrócił się do mnie kuprem i dumnie odmaszerował wgłąb podwórza. Oto ten pierwszy: Fotogeniczny, prawda?
×
×
  • Create New...