-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
No nie do końca. Te 53 km jechaliśmy prawie półtorej godziny, bo w Warszawie remontuje się wszystko co się nie rusza, stąd monstrualne korki o każdej porze dnia (co do nocy to nie wiem). Po pierwszej ekscytacji, że jedzie na wycieczkę, zorientował się, że to jednak nie nad jezioro i wyraźnie skapcaniał. Może sobie pomyślał, że go gdzieś wywożę? W końcu jedyna długa podróż, jaką odbyła to był przyjazd do domu w Chotomowie. Ta wczorajsza mogła mu się źle skojarzyć. A tak nawiasem mówiąc, wszystkim polecam obwodnicę południową Warszawy. Jakbyście nie wiedzieli, wjeżdża się na nią na Puławskiej (wjazd oznakowany m.in. na Ursynów, tylko że potem skręca się bardziej na lewo niż do tej dzielnicy), a potem - hulaj dusza piekła nie ma! Jechałam w godzinach szczytu, na Puławskiej w stronę Piaseczna samochody po prostu stały zbite w tłum, a ja prułam sobie 100 km/godz. Potem można się rozjeździć w najróżniejsze strony z Sochaczewem i Poznaniem włącznie. Naprawdę świetna rzecz! Dziś znowu jej użyję, bo wybieram się z Mamą do Pruszkowa, na kontrolę "uszu" (czyli aparatu słuchowego). Samego Szerloczka też byś z pewnością jadła łyżkami, naprawdę jest cudny! Nie ma człowieka, który go nie lubi (no może oprócz tego frustrata, który nasłał na mnie policję, ale on nie miał z nim żadnej styczności). Ciągle nie mam czasu, żeby z nim pojechać do Psiego Parku, bo co i rusz ktoś przyjeżdża - "Kanada" już jest, zapowiada się moja siostra z Lądku i w tym samym czasie kuzynostwo z Inowrocławia. Po prostu gościowe szaleństwo. A Szerlok ciągle pokazuje mi, że jest bardzo uzdolniony w kwestiach agility - nie dalej jak dziś przeskoczył przez przeszkodę na drodze niczym szkolony konik. Próbowałam go zachęcić do skakania w ogródku, ale musiałam coś źle zrobić, po nie zrozumiał, o co mi chodzi. Ktoś mi może w tej kwestii doradzić? Z góry dziękuję.
-
Byliśmy dziś w gościach w Chyliczkach (53 km od Chotomowa na południe). Pojechaliśmy zobaczyć się z moją "kanadyjską" przyjaciółką, która opiekuje się wiekową Mamą pod nieobecność brata. W domu są 3 suczki: Kluska, stareńka kundelka, Nana, brązowa labradorka oraz Mini, maciupka znajda, która boi się wszystkiego. Oczywiście ona od razu wpadła Szerlokowi w oko" Potem w pole rażenia weszła Nana, tuż po cieczce; Co z tego, kiedy Nanie podobała się Dziunia (bez wzajemności)... Bo największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz, jako rzekł poeta. Całe towarzystwo na koniec tak się rozszczekało, że musiałam się ewakuować biegutkiem. Dziunia i Szerlok padli martwą kawką już w samochodzie, psy w Chyliczkach, jak mi doniesiono, też. Nie ma to jak porządna dawka emocji!
-
Współczuję tego sprzątania. U mnie takie wypadki tylko, kiedy zdarzy się jakaś niedyspozycja żołądkowa. No i rzyganie kotów, ale to normalka. Co do imion i nazwisk - co powiecie na Żylisława Żyżyńskiego? Wcale tego nie wymyśliłam, jest taki redaktor w tv (nie pamiętam w której, chyba w tvp info). Trzeba przyznać, że jego rodzice mieli fantazję. A jak takie imię zdrobnić? Żylek? Żylisek? A może Lisek?
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
O rany! Grubszych patyczków nie było? Ale jaki sprawny fizycznie, biega z takimi ciężarami! Trzeba mu koniecznie znaleźć jakiegoś maniaka sportów, bo u takiej emerytki jak ja na przykład, umrze z nudów. No i imię trzeba mu wymyślić sportowe. Koło mnie mieszka donek Torres (nazwisko piłkarza, jakby kto nie wiedział). Ja nie znam się na sporcie ani na sportowcach, ale ktoś na pewno będzie miał pomysł z tej "półki" -
A ja na zdjęcia. Wczoraj też po raz pierwszy zostawiłam ferajnę zamkniętą w domu (kiedy jest ciepło, w drzwiach na taras jest tylko zamknięta krata, przez którą Dziunia i Kajtek przechodzą bez trudu, a Szerlok z trudem się przeciska) i też się niepokoiłam, co zastanę, tym bardziej, że Szerlok ma już za sobą przeczytany kryminał, tygodnik Przegląd, rozdartą poduszkę (w proteście, że zdjęłam z niej powłoczkę do prania), wymamlane inne poduszki, rozpruty sweter w robocie (i tak bym go nigdy nie dokończyła, bo straciłam serce do drutów) i posiekany papier toaletowy (skąd u niego ta miłość do darcia papieru?). Ale wyobraźcie sobie - ŻADNYCH strat nie było! Zwierz stanął na wysokości zadania i nic nie zmalował.
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Patyczkowy? Jego ambicje wyraźnie sięgają dalej. -
I jak ten "wścikły"? Może po prostu ktoś się ulitował i dał mu mleko stąd "białe na pysku"? Nadeszły zamówione przez ze mnie szelki ze smyczą do samochodu ("pasy bezpieczeństwa") i teraz walczę jak Don Kichot z wiatrakami, żeby zrozumieć, jak toto się nakłada zwierzakom na łeb. To znaczy Dziuni już nałożyłam, ale Szerlok kręci się jak fryga i nie mogę złapać "systemu". Dziunia jest zachwycona nowym "oprzyrządowaniem". Zaczynam podejrzewać, że zwykła obroża jej przeszkadzała, a teraz, gdy nic ją w szyję nie dusi, odzyskała wigor. Nie będę więc jej tego zdejmować (obroże zdejmowałam po każdym spacerze, żeby był jasny przekaz, kiedy wychodzimy, że będzie spacer), a jak mi się uda założyć to cudo Farinelliemu, też zostawię na stałe. No, prawie na stałe, bo jednak czasem trzeba będzie gadzinę uczesać. Czy u Was pierwszy dzień jesieni też dżdżysty (to ci dopiero słowo!)?
-
No tak, bo zmuszenie kota do zrobienia czegoś wbrew jego woli jest praktycznie niemożliwe. Widziałam w tv jakieś amerykańskie specjalistki, które robiły z tych zwierzaków cyrkowców - skakały przez obręcz i inne takie - ale zanim to osiągnęły minęły chyba lata! Bardzo dziękuję za pozdrowienia dla grzeczniutkiego. Z każdym dniem jest lepiej. Rozumiemy już "jadę do miasta" i "pies zostaje w domu" i nie pchamy się na chama do samochodu. Rozumiemy "uwaga samochód" i przybiegamy do pańci, żeby przytrzymała za obróżkę i schowała psu dupsko przed uderzeniem przez auto (nam samym brakuje chyba wyobraźni, czy też zdolności przewidywania konsekwencji własnych czynów). Znowu wskakujemy rano na łóżko na pieszczoszki, w związku z czym Dziunia jest coraz smutniejsza. Ją też zapraszam, ale ona chyba nie lubi łóżka, bo po minucie zeskakuje i układa się na łysej podłodze. Ascetka taka! Życzę Wam wszystkim miłego dnia mimo nieoczekiwanego końca lata.
-
Był Śliniak w "Rodzinie zastępczej", ale tylko do ozdoby. Nigdy nic się na jego temat nie zadziało. A tak w ogóle można by napisać opasłą rozprawę na temat "Pies a sprawa polska" i nie byłby to tekst optymistyczny. Czasami mam wrażenie, że jesteśmy krajem muzułmańskim, jeśli chodzi o stosunek do tych zwierząt. Żeby nie było tak ponuro załączam miłe zdjęcie: Tak było przed wizytą u weterynarza, w czasie której nastąpiło... przestawianie mebli, walka z trzema kobiktami, wrzaski i piski. A wszystko po to, żeby wyjąc jedną (słownie jedną) nitkę! Znowu musiałam wyjść z gabinetu, żeby pani wetka mogła zapanować nad tym moim żywiołem. Po dwóch minutach zapadła cisza, a po pięciu pojawił się zadowolony Szerlok, którego ta nitka musiała zdrowo uwierać. Wylizany brzuch został posmarowany maścią z antybiotykiem, bo wyglądał strasznie, jak żywa pochodnia. W ramach nagrody za dobre (???) zachowanie pojechaliśmy do lasu na wycieczkę. To naprawdę fantastyczne, ile tu jest terenu do odkrywania! A ludzie budują się w najdziwniejszych miejscach.
-
Pewno! W ogóle pies jest niezwykle użyteczny. Kiedy za długo siedzę, albo prowadzę samochód, okropnie zaczynają mnie boleć nogi. Wystarczy, że się przelecę z gadziną i wszystko wraca do normy. A teraz, kiedy nie chodzę do pracy to już bym w ogóle ludzi nie widywała. Tak więc NIECH ŻYJĄ PSY!
-
To ja teraz trochę obronię pana Izydora. Zatrudnia pana Mariana, który powinien żyć z 800 zł renty, jednak żeby mu pomóc. A że go przy tym wykorzystuje jak potrafi... no cóż, jak słusznie powiedziałaś nie każdy potrafi być szczodry do końca. Szerlok powoli wraca do dawnych obyczajów, które tak lubiłam. Już jest znacznie bardziej wesoły, łapie zabaweczki i każe się ganiać po ogródku, zaprasza Dziunię do zabawy. Tej ostatniej chyba tego brakowało, bo wczoraj zaczęła go zaczepiać. Dziś jedziemy zdjąć szwy, mam nadzieję, że nie trzeba będzie znowu stoczyć walki. A jego miłość do samochodów wyraźnie się rozwija, bo dziś znowu usiłował wsiąść do auta jakiejś pani, która właśnie wróciła z zakupów i otworzyła bagażnik. Gotów był tam wskoczyć. Na szczęście panią to rozbawiło. Wczoraj przywiozłam tu moją Mamę i poszłyśmy z Dziunią i Szerlokiem na spacer. Mama siedziała na wózku inwalidzkim, jako że sama już nie może chodzić. Po kilku pierwszych minutach niepokoju - psiaki nigdy przecież czegoś takiego nie widziały - zachowywały się modelowo, jakby rozumiały, że w tej sytuacji trudno by mi było nad nimi zapanować. Nie było cienia problemu, aż Mama się nie mogła nadziwić, jakie grzeczne. A tak na marginesie bardzo zabawne są reakcje dzieci siedzących w wózku na widok siwej osoby także na wózku. Jedna dziewczynka aż się rozpromieniła, dała Mamie łapkę i ją cmoknęła w policzek! A wszystkie są zdumione i zaciekawione.
-
Schronisko na wsi? Matulu, do czego to doszło! Pamiętam, że kiedy krótko po przeprowadzce do Chotomowa, szłam z psami na spacer, jakaś spotkana dziewczyna spytała: "co to? Już są szczepienia przeciwko wściekliźnie?" (był marzec). Ja zbaraniałam, ona też. Obie odkryłyśmy nieznaną nam sytuację: ona, że z psami można chodzić na spacer, ja, że z psami chodzi się tylko na szczepienia, poza tym nie. A tu taka cywilizowana wieś, że ma schronisko? Patrzcie państwo!...
-
No ja też chyba będę się musiała przyzwyczaić. Zresztą zamówiłam już specjalne "pasy bezpieczeństwa" dla Szerloka i Dziuni, własnie czekam na dostawę. Bo jak Szerlok jest nieprzypięty do niczego, to wędruje po całym aucie, co jak sami wiecie, nie jest bezpieczne ani dla niego, ani dla mnie, ani dla innych użytkowników dróg. Pan Izydor (fajne imię, prawda?), właściciel biura rachunkowego w Warszawie (to ważne, bo facet ma pieniędzy jak lodu, a ten pieniężny lód wymroził mu całkowicie rozum), kupił sobie bernardyna. Na razie jest to piegowate na nosie 20 kg słodyczy. Ale wyrośnie. I wiecie jaki los go czeka? Ano będzie przemieszczał się po jakichś 150 m2 wybetonowanego podwórka. Żadnych spacerów, bo pan Izydor boi się kleszczy. Już go przekarmia, mały na szczęście nie chce jeść więcej niż potrzebuje, ale z czasem z nudów pewno zacznie pożerać wszystko co mu przed nosem postawią. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że tak naprawdę zajmować się tym stworzeniem będzie pan Marian, "złota rączka", który u niego pracuje. Jest bardzo rozsądny i mądry, ale niestety nie on tam rządzi, tylko ten głupawy pan Izydor, a poza tym pan Marian nie wie w co włożyć ręce, bo jego pracodawca co i rusz wymyśla mu jakieś roboty i stoi nad nim jak kat nad dobrą duszą, egzekwując wykonanie polecenia. Żal mi tego psiaka, ale co można zrobić? Nie ma przepisu, który nakazywałby wyprowadzać psa na spacer choć raz dziennie i zabraniał go przekarmiać. A na głupotę nie ma lekarstwa. Najlepiej charakteryzuje pana Izydora taka historyjka: oznajmił mi, że ma w domu 6 telewizorów (mieszka tylko z żoną). Na moje pytanie, dlaczego i po co, odparł spokojnie: bo mnie na to stać. Nic dodać, nic ująć!
-
I co? Uciekł?
-
Devoner ja się nie gniewam, nie mam takiego zwyczaju. Może byłam trochę za bardzo kategoryczna, dlatego sobie tak pomyślałaś. Przepraszam ten model tak ma. Postaram się trochę lepiej zapanować nad swoim charakterem. Wracając do jajcarstwa: sytuacja poprawia się coraz bardziej, skóra jeszcze zaczerwieniona, ale Szerlok już nie lata histerycznie po domu, chociaż najchętniej leży na kupie piachu przy bramie. Może chłodny piasek przynosi mu ulgę. Natomiast jeśli chodzi o wpływ braku nabiału na jego charakter to odnoszę wrażenie, że na razie jest odwrotny od oczekiwań: zwierz szczeka czasem nawet na ludzi, nie mówiąc już o psach, jak Wam pisałam ugryzł Grubsona w doopę, nie słucha się w ogóle, jest jakiś poirytowany. Może to jeszcze ciągle rozdrażnienie dyskomfortem związanym z raną. Mam nadzieję, że jednak się uspokoi. Dziś rano stoczyłam walkę wręcz, żeby go wyrzucić z auta. Nie mogę go wszędzie zabierać. Wygląda na to, że samo siedzenie w samochodzie sprawia mu przyjemność - przejechać się choćby te 3 metry między bramą o wiatą, pod którą pandzia spędza noce. Co do prowadzenia. Pewno któregoś dnia do tego dojdzie. Jeśli zabieram go do sklepu i zostawiam w aucie, po powrocie zastaję go na siedzeniu kierowcy. Dobrze, że kluczyki są w mojej kieszenie. Nutusia, jesteś rasistką i seksistką! A ja przecież zrobiłam z Szerloka pół suczkę, więc nie wól suczek, bo samce też są fajne. Po wstępnej obróbce, oczywiście!
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
A co myślicie o Bachusie? Wesołe imię, a on ma taki figlarny wzrok. -
Moja droga pani devoner! Avast Pro nie jest złym antywirem, a najlepszy dowód, że już się ten komunikat nie ukazuje, a ja nic, ale to nic nie zrobiłam, żeby tak się stało. A poza tym zdarzyło mi się coś takiego po raz pierwszy, na ogół, kiedy coś mu się wydaje podejrzane, pyta co z tym zrobić, a tu takie dziwo! Wracając do wydmuszek Farinelliego - przedwczoraj na wieczornym spacerze u nasady ogona wczepił mu się rzep. Walczył z nim całą noc, tak sobie to wszystko rozdrażnił, że rano ugryzł mnie w rękę, kiedy usiłowałam ów rzep usunąć. Poszliśmy więc do weterynarza, gdzie trzy osoby (słownie trzy!) stoczyły nierówną i bezskuteczną walkę z żywiołem. Dopiero kiedy pańcia wyszła z gabinetu, zostawiając biedne zwierzątko na pastwę sadystycznych wetów z maszynką do strzyżenia w ręku, tajfun udało się okiełznać i rzep wyciąć. Niestety podrażnienie jeszcze się nie uspokoiło, skóra wokół siusiaka nadal jest zaczerwieniona, a Szerlok nie pozwala jej niczym zasypać ani posmarować. No cóż, będzie trzeba poczekać aż samo się zagoi. Tak poza tym rana się wygoiła, w piątek mamy przyjść na zdjęcie szwów. Smutno mi, bo w wyniku tych wszystkich przygód Szerlok przestał przychodzić na pieszczotki, nie wskakuje na kanapę, gdy oglądam telewizję i ogólnie jest "wycofany". A na dodatek pokochał pierwszą, dziewiczą i bezgraniczną miłością pandzię, do tego stopnia, że śpi koło niej przez całe noce, na spacery najchętniej by jechał - czysty obłęd samochodowy ! Dzisiaj rano wszedł na podwórko do sąsiadki, która właśnie miała wieźć dziecko do szkoły, usiadł koło jej auta, dając wyraźnie do zrozumienia, że on też jedzie, i nie dał się odwołać. Kilka dni temu pojechał ze mną po zakupy do Kauflandu, do weta też bardzo chętnie, ale autem. Maniak motoryzacyjny!
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
A kundelki to nieładne? -
Próbowałam dzisiaj - nadal to samo, ale tylko na str 20 wątku. Mam Avast. Wczoraj przeskanowałam cały komputer, 3 pliki były podobno zarażone, chociaż na bieżąco antywirus twierdził, że wszystko jest w porządku. Nikomu z Was tak się nie robi?
-
Kiedy chciałam wejść na poprzednią stronę, pojawiła się czerwona strona z ostrzeżeniem, że "dogomania.pl - znany dystrybutor złośliwego oprogramowania" usiłuje takowe zainstalować na moim komputerze. Jak mam to rozumieć???
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Wypraszam sobie! Ja jestem advancedmembersowairenasowa, a nie jakiś prościuch member! -
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Mag.da to u Ciebie zwierza mają takie luksusy? Pływalnia, niedźwiedzie do polowania na drodze! No, no... I znowu muszę wyrazić zazdrosny podziw dla Twojego kunsztu fotograficznego. Naprawdę marnujesz talent! (Chyba, że ja czegoś nie wiem i oprócz tymczasowania i radnowania parasz się jeszcze na dodatek profesjonalną fotografią. To jak to z Tobą jest?) -
Jak kulturalny pies zachowuje się w gościach? Ano tak: Na jego usprawiedliwienie zdradzę Wam, że moja Mama była ZACHWYCONA jego zachowaniem i sama go do tego zachęcała. Wygląda na to, że Szerlok razem z dwoma wnukami to jedyne istoty, które są w stanie od razu poprawić Jej nastrój. Dzisiaj znowu potwierdziło się moje przekonanie, że to ludzie wywołują awantury wśród psów. Pani Ania, właścicielka stareńkiego Grubsona, tak długo szarpała go za smycz na widok Farinelliego, tak długo krzyczała "ojej, ojej, on go ugryzie", tak długo kręciła się w kółko, ciągnąc biednego staruszka za sobą, aż Szerlok spełnił jej obawy i ugryzł go w tyłek. A ponieważ ciągle jeszcze boli go miejsce po nabiale, roznamiętnił się tak, że ledwo mi się udało go odciągnąć. Na szczęście pani Ania ma na tyle rozsądku, że się na mnie nie obraziła na śmierć i życie, co na ogół zdarza się w takich sytuacjach. Nasze psy się nie lubią? To i my nie będziemy się lubić. Ręce opadają z szelestem.