-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
Strasznie dziś dżdżysty dzień (kocham to słowo! Powinno się jeszcze pisać przez jedno "ż" i jedno "rz" dla uproszczenia.) Ale przynajmniej jest ciepło. Co dziwne nawet francuski piesek, czyli Kajtuś, wyszedł dziś chętnie na spacer. Na ogół, jak jest choć 5% wilgoci w powietrzu, odmawia wszelkiej współpracy w tej kwestii. Szerloka energia po prostu roznosi, co z tego, że zostaje na cały dzień na podwórku, wyraźnie Dziunia się z nim nie bawi (chyba się muszą wręcz podgryzać, bo obydwoje są pokryci strupkami i się siebie nawzajem trochę boją), a szczekanie na otoczenie nie wystarcza. No, ale co zrobić, psy też mają swój udział w mojej sytuacji. Nic na to nie poradzę. Dziś przychodzi pani pielęgniarka z hospicjum zrobić kroplówkę. Mam nadzieję, że będzie równie sympatyczna, jak tamta "za pieniądze" (diabli mnie biorą, kiedy słyszę, że służba zdrowia jest u nas darmowa! A kto na nią płaci podatki?) Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie duchowe, to naprawdę bardzo dużo znaczy, człowiek nie czuje się taki opuszczony.
-
Szef urzędniczki okazał się ludzkie panisko i wczoraj przyszedł lekarz z hospicjum domowego na pierwszą wizytę. No, choć raz złego słowa nie mogę powiedzieć. Wizyta była długa, szczegółowa, dał nam dużo praktycznych rad, a przy tym wszystkim był bardzo miły i ciepły. Czyli to się pokrywa z większością znanych mi opinii na temat ludzi pracujących w hospicjach domowych (ze stacjonarnymi nigdy nie miałam do czynienia. Tak trzymać!) Będziemy też miały pielęgniarkę, która będzie robiła kroplówki, jeśli nie uda nam się zmusić Mamy do wypijania co najmniej 1 litra dziennie. Mama słabiutka i obolała, nie od swojej głównej choroby, bo na to ma przyklejone jakieś niezwykle skuteczne plasterki, tylko od stłuczonego kręgosłupa. Lekarz powiedział, że może mieć nawet pęknięty lub nadłamany jakiś krąg. Utrudnia to bardzo zmianę pampersów, czy poprawianie poduszek, bo Mama wtedy bardzo cierpi. Zmieniając temat: dotarły do mnie ciasteczka. Bardzo dziękuję. Ale Nutusiu wydawało mi się, że licytowałam także syrop daktylowy, a nie było go w paczce. Czy ktoś mnie przebił? Nie mam pretensji, brońpanieboże, tylko jestem ciekawa. A może wszystko mi się pomyliło? Ku mojemu zaskoczeniu ciasteczka spotkały się z bardzo umiarkowanym entuzjazmem, zwłaszcza Szerloka. Lizał je, lizał i dopiero, kiedy przełamałam na pół łaskawie spożył. Dziwne, bo moim zdaniem pachną ładnie (kto twierdził, że śmierdzą?)
-
No tak, dzisiaj moje młodszej siostrze udało się wydębić ów mityczny papierek. Poszłyśmy w miejsce, gdzie załatwia się hospicjum domowe i okazało się, że skierowanie jest niepoprawne. Wypisane na druczku "pobyt stały w hospicjum", a nie "hospicjum domowe". Jeśli szef pani urzędniczki się nie zgodzi się przekreślić "pobyt stały" i wpisać "hospicjum domowe", cała operetę trzeba będzie zacząć od nowa. Moja angielska siostra twierdzi, że problem polega na tym, że my jako społeczeństwo nie szanujemy się nawzajem. Wygląda na to że ma rację. (nie dziwcie się, że on o nas już mówi "wy", w Anglii mieszka od 1974 czy 75 roku. Był czas zangliczeć). Dzisiaj, jeżdżąc po mieście, natknęłam się na chudziutką babulinkę, która z laseczką przechodziła przez ulicę kroczek za kroczkiem, kompletnie nieświadoma otoczenia. I pomyślałam, że nie chcę dożyć do takiego stanu. Lekarka, która uratowała mi życie tuż po urodzeniu (były problemy z moim przyjściem na świat) zaplanowała samobójstwo gdy skończy 60 lat. Co też uczyniła. Cały czas mnie to szokowało, ale im jestem starsza, tym sensowniejsze mi się to wydaje. 60 lat to trochę za wcześnie, ale żyć jako demencyjna staruszka...No nie!
-
No tak, ale ta sama pani doktór stwierdziła, że bez jedzenia człowiek może przeżyć maksymalnie 3 tygodnie.
-
Wczoraj przyszła pani doktór z jakiegoś takiego ośrodka zajmującego się osobami starszymi i pacjentami nierokującymi (co za nazwa!) wchodzącego w skład grupy Medicover i też bardzo doradzała załatwienie tego papierka, bo oni mogą nam służyć pomocą tylko doraźnie, a nie na stałe. Nie dziwię się, jej wizyta kosztowała 295 zł! Potem przyszła pani pielęgniarka zrobiła Mamie kroplówkę, a dziś drugą (63 zł pierwsza godzina, .38 zł każda następna). Po kroplówce ciśnienie Mamie skoczyło do 217/97 i nie chciało za Boga spaść. Podobno zawsze przy odwodnieniu spada. Ale żeby potem tak rosło! Mama całkiem przytomna, pogodna, powiedziałabym że nawet w dobrym humorze: "Nie przypuszczałam, że umieranie to taka ciężka robota!" oznajmiła mi.Uwaga! Żartobliwie. No czy ona nie jest niesamowita? Lepiej wygląda, nawet dziś coś zjadła, a na kolację zażyczyła sobie jajko na miękko. Pani doktór mówi, żeby nie zmuszać jej do jedzenia, ale do picia tak. Na szczęście chce się jej pić. Wracając do papierka, chęć pomocy zgłosiła młoda pani prawnik, bezpośrednia sąsiadka mojej Mamy, której męża kiedyś bez skutku uczyłam francuskiego (świat jest naprawdę mały!). Jutro ma się okazać, na ile ta pomoc jest skuteczna.
-
Dziewczynki, pikanterii tej sprawie dodaje fakt, że lekarz pierwszego kontaktu jest jednocześnie kierownikiem przychodni! Dziękuję za sugestię przychodni leczenia bólu. O tym nie pomyślałyśmy.
-
Dziękuję bardzo za dobre słowa. Będziemy się starały zmienić lekarza ostatniego kontaktu (jakie jeszcze znacie nazwy tego zawodu, zajęcia czy jak to nazwać?) Na razie Mama dostaje Zaldiar co 6 godzin i to w tej chwili starcza, nie wiem, co będzie dalej, dlatego trzeba koniecznie dotrzeć do hospicjum domowego (nie chcemy Mamy nigdzie oddawać). Jesteśmy we trzy plus mój polski szwagier (bardziej zżyty z moją Mamą niż ze swoją) i moi siostrzeńcy, damy radę się nią zaopiekować w sensie fizycznym, potrzebne nam są tylko kroplówki i leki przeciwbólowe. W tym wszystkim moja Mam potwierdza moją opinię o niej - to najwspanialsza kobieta, jaką znam! Kiedy ją nie boli jest pogodna i uśmiechnięta, to ona nas pociesza, że kiedyś każdy musi odejść i żebyśmy się nie martwiły. Trzymajcie kciuki, żeby się udało wszystko załatwić tak jak trzeba.
-
1. Nutusiu, wysłałam Ci za pomocą dogomanii, mam nadzieję, że wiadomość do Ciebie dotrze, jako że nie jestem zbyt sprawną dogomaniaczką. 2. Grażynko, dzięki za zaangażowanie w mój "drzwiowy" problem. Tak sobie myślę, że jednak będę zmuszona zrobić to wejście w głównych drzwiach i mieć nadzieję, że wylatujący z niego Szerlok będzie wystarczająco straszny, żeby moi prywatni chuligani nie mieli śmiałości nic zmalować. 3. Teraz będzie naprawdę okropnie. Okazało się, że moja Mama ma nowotwór trzustki z przerzutami do wątroby w ostatnim stadium. Choroba rozwinęła się cichcem, bóle pojawiły się tak naprawdę jakieś 2 -3 tygodnie temu, jeszcze wtedy nie straszne, ale teraz już są silne. Potrzebna jest opieka paliatywna. Lekarz pierwszego kontaktu ODMÓWIŁ wypisania "kwitka", który upoważnia do skorzystania z pomocy hospicjów domowych, bo on by Mamę "podiagnozował, zrobił jej tomograf z kontrastem" itp. Informacja, że Mama ma blisko 92 lata i jest tak chora, że nie nadaje się do żadnego diagnozowania, a tym bardziej kontrastu, do niego nie przemawia. Według niego najlepiej oddać Mamę do szpitala, bo tam czeka ją godna śmierć (???!!!) A my właśnie tego nie chcemy, w tym postanowieniu wspiera nas gastrolog, u którego konsultowałyśmy wynik usg. Niestety zarówno on jak i lekarz, który robił owo usg to usługi prywatne. Czyli nie służą do niczego w kontaktach z NFZ-em.I nieważne, że wszyscy wypowiadają się bardzo pozytywnie o lekarzu, który to usg zrobił. Zrobił to prywatnie, a więc źle. A to, że na "państwowe" usg trzeba by czekać kilka miesięcy nie ma znaczenia I żebyście nie myślały, że hospicja "religijne" są tu lepsze. Ani ojcowie Mariani, ani hospicjum Św. Krzysztofa nie mogą (moim zdaniem nie chcą) tu pomóc - bez "kwitka" nikt Mamie nie ulży w cierpieniu. Jesteśmy niewolnikami niesprawnego systemu. A jak słyszę księży mówiących o miłosierdziu i miłości, to mi się nóż w kieszeni otwiera.
-
Nutusiu, wpłaciłam za ciasteczka. Napisałam do Ciebie, ale dopiero potem się zorientowałam, że to jest no-reply, więc raczej tego maila nie dostaniesz.
-
Ojojoj! Znowu nieporozumienie. Muszę się jaśniej wyrażać. Otóż ja już mam takie drzwiczki, przywiozła mi je siostra z Albionu. Problem polega na tym, że boję się je wstawić w drzwi wejściowe ze względu na chotomowskich chuliganów (poczytaj sobie o moich "przygodach" wcześniej na wątku), a drzwi od tarasu są całe przeszklone. Najprościej (?) byłoby wymienić dolną część na pełną i to jest właśnie ten problem, bo drzwi są zbudowane z zespolonych szyb, czyli nie da się ich po prostu rozkręcić. Trzeba wymyślić jakiś alternatywny sposób zamontowania tych drzwiczek. Stąd moje pytania.
-
Szerlok - szelma ukradł Dziuni kostkę (którą ona sobie odłożyła na czarną godzinę) i NIE CHCIAŁ IŚĆ NA SPACER! Wyobrażacie sobie? Zawsze gotowy do biegu, tym razem ułożył się na zmarzniętym trawniku i nawet nie poświęcił nam sekundy uwagi, kiedy wychodziłyśmy na drogę! To ci dopiero drań! Dziunia po powrocie oczywiście kostki szukała, no ale po niej nie ma już ani śladu. Kochani, a mnie jest potrzebna rada w kwestii montażu drzwiczek dla psa. Otóż chcę je umieścić w drzwiach na taras, bo są za duże, żeby zamontować je od przodu (zwłaszcza zważywszy na liczbę "żartownisiów", którzy w Chotomowie mieszkają). No i problem - nie mogę dostać odpowiedniej płyty odpornej na wilgoć. A może ktoś ma pomysł jak by to można zrobić w szybie podwójnej? Należy przy tym pamiętać, że używane będą przez energetycznego Szerloczka- breloczka i diabła tasmańskiego w skórze Dziuni, czyli konstrukcja musi być bardzo solidna. Będę wdzięczna za wszelkie sugestie i pomysły. Mogą być najbardziej kontrowersyjne, nigdy nie wiadomo, co człowieka zainspiruje.
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Temu bąbelku wyraźnie ucieka oczko! Czy psom się jakoś naprawia zeza? -
Ja mieszkam 26 km od Pałacu Kultury na północny wschód i zawsze jest o 2 stopnie chłodniej. A u mnie dziś o 8.00 było tylko -4. No i przepiękne słońce. W taką pogodę chce się żyć. Dziękuję za drapanka i nawzajem. Dla piesków, oczywiście. Dla Ciebie mogą być najwyżej przyjacielskie uściski. :calus:
-
Ale ten komunikat pojawił się dopiero po trzecim kliknięciu na "odpowiedz"!
-
Zajrzałam, nawet chciałam coś mądrego napisać, ale zrobiłam to za szybko (?????) i szanowna dogomania znowu nie zamieściła mojego postu. Może tu się uda: więc powiem Ci, że podziwiam Twoje suczki, że tak spokojnie akceptują nową konkurencję, Dziunia by tego nie zniosła, no a Koko, jak może pamiętasz, istotnie nie zniosła i sobie poszła.
-
~ "Chce pani jamnika?" - i tak suczka Nesca ma już DOM
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
A ja podziwiam Twoje "inne suczki", że tak spokojnie przyjmują nową uzurpatorkę. Dziunia już by jej pokazała, że jest niemile widziana, gdzie jej miejsce i w ogóle najlepiej, żeby się od niej trzymała z daleka, bo jak nie to z Dziuni wyjdzie diabeł tasmański, a to nie jest przyjemny widok. Sunia rzeczywiści urocza i wdzięczna. Trzymam kciuki, żeby znalazła wspaniały dom i dużo miłości. Kurka wodna! Co się dzieje z tą dogomanią? Albo w ogóle nie można na nią wejść, albo za szybko się pisze, a potem są trzy razy te same posty. Państwo zarządzający! Prosimy uprzejmie zrobic z tym porządek. -
~ "Chce pani jamnika?" - i tak suczka Nesca ma już DOM
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
A ja podziwiam Twoje "inne suczki", że tak spokojnie przyjmują nową uzurpatorkę. Dziunia już by jej pokazała, że jest niemile widziana, gdzie jej miejsce i w ogóle najlepiej, żeby się od niej trzymała z daleka, bo jak nie to z Dziuni wyjdzie diabeł tasmański, a to nie jest przyjemny widok. Sunia rzeczywiści urocza i wdzięczna. Trzymam kciuki, żeby znalazła wspaniały dom i dużo miłości. -
~ "Chce pani jamnika?" - i tak suczka Nesca ma już DOM
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
A ja podziwiam Twoje "inne suczki", że tak spokojnie przyjmują nową uzurpatorkę. Dziunia już by jej pokazała, że jest niemile widziana, gdzie jej miejsce i w ogóle najlepiej, żeby się od niej trzymała z daleka, bo jak nie to z Dziuni wyjdzie diabeł tasmański, a to nie jest przyjemny widok. Sunia rzeczywiści urocza i wdzięczna. Trzymam kciuki, żeby znalazła wspaniały dom i dużo miłości. -
~ "Chce pani jamnika?" - i tak suczka Nesca ma już DOM
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
A ja podziwiam Twoje "inne suczki", że tak spokojnie przyjmują nową uzurpatorkę. Dziunia już by jej pokazała, że jest niemile widziana, gdzie jej miejsce i w ogóle najlepiej, żeby się od niej trzymała z daleka, bo jak nie to z Dziuni wyjdzie diabeł tasmański, a to nie jest przyjemny widok. Sunia rzeczywiści urocza i wdzięczna. Trzymam kciuki, żeby znalazła wspaniały dom i dużo miłości. -
Byłam w Obi, ale tam awaria piły i żywego ducha w stoisku.Wybiorę się jutro do Leroy Merlin, u nich jak dotąd najwięcej mi się udawało załatwić. I taniej niż w Obi. A jak tam u Ciebie mróz? U mnie jest - 1 jak na razie.
-
Ale jaka ta kita śliczna! Piękna panienka. Co to się działo z dogomanią, że przez ostatnie dwa czy trzy dni nie mogłam się dostać na własny wątek? Krojenie wątróbki nie jest przyjemne dla mięsojada też. Przypomina mi się zawsze scena z "Rosemary's Baby", w której Mia Farrow zajada się surową wątróbką i od razu mam odruch wsteczny. Ona też podobno miała, ale czego to się nie robi dla kariery! To wszystko nie przeszkadza mi uwielbiać wątróbki w postaci przetworzonej (Przepraszam wszystkich wegetarian!), lubię nawet żarcie, które przygotowuję dla swoich zwierzaków: wątróbka + kurze żołądki + kurze serca + mrożona włoszczyzna w dużych ilościach + ryż + dwa ziarnka kubaby (ktoś wie, co to jest? Jakaś kujawianka jest potrzebna) + listek laurowy. Wszystko ugotowane. Psiaki się tym zajadają i ja też. Ogólnie staram się gotować tak, żebyśmy się wszyscy pożywili. Jak jest rosół z kurczaka to jeszcze się kąty dołączają. Z wyczynów Szerloka - przywiązałam go przed sklepem, jak zawsze, a tu nagle pani sprzedawczyni mówi: pani piesek zagląda przez okno! Przegryzł smycz! W ogóle ostatnio objawia namiętność do parcianych smyczy. To prowadzenie Kajtka na smyczy przeradza się teraz w jej gryzienie. Z torbami mnie puści! Kupiłam nową, od razu chciał ją przeżuć. Z czego to jest zrobione, że budzi takie niezdrowe emocje? A może Szerlokowi brakuje jakiegoś składnika, który znajduje się akurat w smyczach??? Wakacje z pańcią zbliżają się do końca. Dziś pan Marian wymierzył drzwi na taras, żeby w nich zainstalować wyjście dla psów, mnie się wydawało, że to będzie kaszka z mlekiem, a tu nigdzie nie ma płyty wodoodpornej o takiej grubości jak trzeba (3,5 cm. Podobno takich w ogóle nie robią)! Poza tym potrzeba mi kawałka wielkości 64,5 cm na 74,5 cm, ale nikt mi takiego nie utnie, powinnam kupić całość, czyli 1,2 m na 2 m za jedne 90 zł! I gdzie tu logika? Dlaczego wszystko musi być takie skomplikowane? PS Między wszystkimi otaczającymi nas formami życia żadna, poza psem, nie zawarła z nami przymierza - A bakterie? Te dobre.
-
Szerlok okazał się bardziej drażliwy na temat swojej fizyczności niż Kajtek. A wydawałoby się to niemożliwe! Otóż dziś, trenując biegi wzdłuż płotu z niejakim Łatkiem, wpadł w łopuch, który oczywiście obdarował go wielką kulą rzepów. Ogon przyczepił mu się do pleców, co troszkę mu przeszkadzało w zabawie, ale nie za bardzo. Kiedy jednak zabawa się skończyła (wszystko się w końcu nudzi) okazało się, że psiątku niewygodnie z tymi rzepami. O ile dał sobie je wyskubać z pleców, o tyle już ogon okazał się święty. Udało mi się obciąć kilka rzepów, podczas gdy Szerlok trzymał moją rękę w zębach (trzeba przyznać, że dość delikatnie), a potem wyrwał się i z dzikim warkotem schował w kącie za stołem. Nawet śniadaniem nie udało mi się go stamtąd wyciągnąć. W każdym razie nie od razu. Zjadł je leżąc w strategicznym miejscu pod szafkami z butami na korytarzu. Postanowiłam na razie zostawić jego ogon w spokoju, będę go przycinać (inaczej się nie da) po odrobinie. To ci delikacik!
-
Oby. A ja dzisiaj miałam przekrój przez pogodę w ciągu jednej 25 km podróży z Warszawy do Chotomowa. Na Koszykowej o godz. 8.00 było jasno, zapowiadało się słońce, 100 m dalej, przy Filtrach - mgła, ale jeszcze taka do przyjęcia. Na trasie AK mgła, na moście Północnym - piękne słońce, bezchmurne niebo, ani śladu mgły, która pojawiła się gdzieś za Białołęką. Do samego Chotomowa była gęsta jak śmietana (już nawet nie mleko), po to żeby u wrót tegoż Chotomowa zniknąć bezpowrotnie, choć na słońce jeszcze trzeba było poczekać. Za to cały dzień był błękitny i świetlisty, acz nieco chłodny. No a wieczorem rozgwieżdżone niebo zapowiadało mróz. Zobaczymy jutro rano jak duży. Dzisiaj śpię u siebie w domu (przyjechała siostra z Albionu) i zwierza jakoś nie mogą się pozbierać. Co wstanę z kanapy, to lecą do drzwi, myśląc, że zaraz wyjdę. Zdecydowanie nie chcą zostawać w domu. Do Szerloka już chyba dotarło, że zostaję, bo teraz położył się na tapczanie z głową na mojej poduszce i zasnął głęboko, bardzo rozluźniony. Okropnie mnie wzrusza to zaufanie zwierzaków.
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Wcale się nie dziwię, że Maja zauroczyła - wygląda na bardzo, bardzo słodką sunię. Natomiast Sara wygląda na psotę - niecnotę, ma w oku taki sam figlarny błysk jak mój Szerlok. Mam nadzieję, że jej radość życia udzieli się jej nowym państwu. -
Własnie o tym mówię, kiedy twierdzę, że to nie jest doraźny środek. Ale jeśli ten frak ułoży się choćby w czwartym pokoleniu, to chyba warto? Czy po nas choćby potop?