Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. To już byłby drugi przypadek zasugerowania właścicielom, że może lepiej by im było bez psa. Pierwszy to Fredzia. Wczoraj siedziała w ogródku, szczekając i skowycząc przez cały czas. Podobno państwu jakoś udało się zapobiec ucieczce psicy. Ale szczęście trwało krótko - dziś rano już szalała z Szerlokiem w moim ogródku. Też bym im zasugerowała, żeby ją oddali komuś, kto będzie miał przede wszystkim chęć się nią zająć, skoro wcale im na niej nie zależy. A dog nie jest w kojcu. To by było za dużo zachodu. On po prostu ma odgrodzony kawałek podwórka drewnianym płotkiem i zawsze otwarte wejście do garażu, gdzie wyraźnie sypia. Strasznie mi żal takich zwierzaków co to niby mają domy, ale tak naprawdę to właściwie są bezpańskie. Tyle, że dostają jeść. Chociaż zarówno dogowi jak i Fredzi można policzyć żebra, no ale podobno psu żebra powinny się dać łatwo wyczuć pod skórą. To prawda? Ja tam nie przepadam za szkieletorami, nie lubię się obijać o kości, kiedy się do kogoś przytulam (to się też odnosi do facetów - nie mówię gruby, ale musi być miły w dotyku, a nie kańciasty).
  2. No właśnie. Zastanawiam się, co ludzie mają w głowach, decydując się na takiego psa. Malutka działka, małe dziecko. Bierzemy maleńkiego doga - był naprawdę uroczy - nie wiedzieli, że urośnie tak bardzo, czy co? Dom zaczynamy ozdabiać, upiększać - a to kominek, a to iglaczki, a to klomby i pies - już teraz duży (a wiecie jaką takie coś robi kupę?) - zaczyna przeszkadzać. Relegujemy więc go do garażu, a żeby nie łaził po działce robimy mu zagródkę, w której siedzi non stop. Bardzo byłam zdziwiona, że go spotkałam luzem. Może im zwiał jak wyjeżdżali do pracy? Jeśli tak, to nie był jakoś szczególnie przejęty tym faktem. Po tym, jak zrobiłam zdjęcie całej trójce, oddalił się w dystyngowanych podskokach w stronę swojego domu.
  3. Nie, nie, dog jest całkiem duży, tylko na zdjęciach tak wyszedł. Jakby przykucnął. No i Mela do drobinek nie należy (chociaż na Osiedlu Ekologicznym, gdzie mieszka, jest kilka samców leonbergerów - to są dopiero kolosy!) może dlatego inne psy przy niej wydają się mniejsze. Dogi zupełnie inaczej biegają niż reszta psów - jakby na szczudłach albo w zwolnionym tempie. Zauważyłyście?
  4. Mam nowego kolegę do zabawy! Oto on (to z tyłu, co wystaje to ja, Szerlok): Ma jakieś takie dziwne imię, Abrakadabra, czy coś w tym rodzaju. Na ogół siedzi zamknięty w małej zagródce obok domu i strasznie na nas szczeka, jak przechodzimy. Basem, więc trochę się boję. Ale na wolności okazał się bardzo spokojnym, wesołym psem. Potem dołączyła do nas moja ukochana Mela: Znowu było biegania co niemiara, utytłaliśmy się w błocie jak świnki, ale rozeszliśmy się do domów w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku.
  5. No, to tak jak z dziećmi - ja też przez 7 lat byłam najmłodsza, czyli ukochana księżniczka tatusia, a potem pojawił się ten mały czerwony, czarnowłosy, wrzeszczący potwór i po balu panno Lalu! Potwór na dodatek był wcześniakiem, lekarz stosował niekonwencjonalne (jak na owe czasy) metody chowu i musiałam potwora bujać na balkonie w LUTYM, podczas gdy inne dzieciaki bawiły się na dworze, czemu na dodatek mogłam się z tego balkonu przyglądać do woli. Może z tego powodu nie dogadujemy się z moją młodszą siostrą najlepiej. Pewno psiaki też to tak odbierają, gdzieś czytałam, że pod względem emocjonalnym są na poziomie 2,5 letniego dziecka, nic więc dziwnego, że cierpią, kiedy się je detronizuje. Dziunia wlokła się za nami kilka kroków, w ogóle nie włączyła się do zabawy, chociaż z samym Szerlokiem bawią się świetnie, demonstracyjnie obnosiła minę "nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi, pójdę jeść robaki" (a propos pamiętacie tę piosenkę? Śpiewała ją bardzo zabawnie Kraftówna). Czy w makowskim też już ptaszki śpiewają wiosennie? Dziś spotkana wetka doniosła, że u niej w ogródku krokusy mają już kilka centymetrów. Hurra! Sonia u moich sąsiadów, bokserka z cukrzycą, po śmierci swojego kolegi, Stefana, przestała w ogóle wychodzić na dwór, jeśli pańci nie ma, to już nawet nie słucha tego, co pan do niej mówi, trzeba ją wynosić na rękach, żeby się załatwiła. A to nie jest stary pies. Zresztą od samego początku była jakaś "porąbana": strasznie się wszystkiego boi. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego, bo jej właściciele są bardzo spokojni i nigdy przenigdy by jej nic złego nie zrobili. Może w dzieciństwie, zanim do nich trafiła, ktoś ją skrzywdził?
  6. Właśnie przeczytałam o dwóch niemal zagłodzonych psach, które zamiast bud miały metalowe beczki niczym w środku niewyłożone. Temperatura powietrza wynosiła - 7 stopni. Na dodatek miały bardzo krótkie łańcuchy. Przedstawiciele OTOZ-u zabrali psy, a w prokuraturze złożyli zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. MOŻLIWOŚCI???? Przecież znęcanie się nad zwierzętami JEST przestępstwem. To o czym my tu mówimy? Co do yorczkomaltanki - pewno dzieci są brane pod uwagę, bo po co inaczej byłyby dwie płcie? Tym to ja nie jestem zachwycona, na świecie jest już wystarczająco dużo psów, dobrze chociaż, że takie śliczne maleństwa z pewnością znajdą nabywców - koło mnie co najmniej 3 rodziny mają "wściekłe waciki" (czyli maltańczyki, jakby kto nie znał mojej terminologii). Dzisiaj poznaliśmy Jaśka (to nie jest ludzkie imię, to od poduszki). 150% psa w psie. Znajda, rudasek, bardzo proludzki, propsi i prożyciowy (kwintesencja radości życia). Wiek - około 8 - 9 miesięcy. Poszliśmy na spacer ze znaną Wam już Suzie, a Jasiek do nas dołączył (potem dołączyła jego pańcia, która przemieszcza się zdecydowanie wolniej). Pierwsze kontakty nie były zbyt udane, bo Szerlok, nie bardzo wiedząc, jak się zachować wobec takiego kręcipupka, warknął na niego, ten okazał się zaczepno-obronny i odwarknął, wtedy w obronie młodego wystąpiła Suzie i już chciałam się zbierać, żeby iść w przeciwnym kierunku, kiedy Szerlok pokłonił się głęboko przed smarkaczem, zapraszając go do zabawy. I pooooszło! Dzikie galopy po całym lesie, gonitwy i skoki - czysta rozkosz. Na zakończenie Szerlok wrócił karnie do mnie (on chyba jeszcze nie czuje się na 100% mój), natomiast Suzie i Jasiek przepadli. Podobno to nie pierwszy raz, tak że obie pańcie się nie przejęły. No, ja to się zawsze obawiam, żeby nie trafił się jakiś leśniczy - służbista wyposażony w strzelbę... Spacer był długi, psy zrobiły pewno ze 20 km, do domu wlekliśmy się więc noga za nogą. Teraz śpią.
  7. Jeden z moich nowych sąsiadów, właściciel Mikusia, żeby ten się nie nudził w domu, kiedy wszyscy są w pracy czy w szkole, nabył drogą kupna sunię tej samej rasy (krzyżówka maltańczyka z yorkiem. Bardzo ładne pieski, ale ja pierwsze słyszę, a Wy?)!!! To się nazywa miłość do psów. Jestem po prostu zachwycona takim podejściem. Ta mała, jeszcze bezimienna, wygląda mniej więcej tak. Śliczniutka, prawda?
  8. Obawiam się, że nie ma dość głośnej sprawy, żeby nie przyschło. A co z tą "Krakowianką" od yorków? Albo ja jestem gapa i nie zauważyłam najważniejszej wiadomości, czyli jak to się skończyło, albo po prostu przyschło. Ktoś coś wie na ten temat?
  9. Ciekawe, czy te wszystkie obietnice zostaną spełnione czy wszystko "przyschnie".
  10. Nie wiem, jak Tobie, ale mnie ta druga część wydała się jakaś taka "ustawiona". Ci panowie weterynarz i rzecznik jacyś tacy sztuczni, jakby recytowali wyuczone uprzednio zdania. No nie wiem... A jeśli chodzi o Vivę, to radziłabym pięć razy sprawdzać osoby, które zdecydują się na adopcję zabranych z hodowli piesków. Zważywszy na cenę szczeniaków podaną w programie, na pewno znajdą się tacy, którzy uznają to za doskonałą okazję do łatwego zarobku. Ludzie potrafią być bardzo cwane!
  11. Najnowszy, supergorący njus! Przyszła Tereska (czyli właścicielka) i zabrała Rudolfa! Powiedziała, że całą noc nie spała, tylko się o niego martwiła, że na razie nigdzie nie jedzie, a może mąż zdechnie zanim ona wyjedzie, albo ona zdechnie, kto wie co się stanie... nakrzyczała, nakrzyczała, wpakowała kota do kontenerka, nakrzyczała znowu na Szerloka i tyle ją widziałam. Ha! Zupełne jakbym jej kota zabrała siłą, a ona go odbiła. Wracając do hodowli. W Legionowie mieszka pani Małgosia Luzak, która działa w jakiejś organizacji walczącej z takimi hodowlami. Sama ma sunię - cavalierkę Charles King - z takiej hodowli, pamiętam jak walczyła o znalezienie domów dla 50 pekińczyków (z czego część upośledzonych z powodu chowu wsobnego). Super osoba. Ponieważ mieszka w tym samym domu, co moja przyjaciółka, dość często ją spotykam i zawsze się czegoś ciekawego dowiem. Nie zajmuje się wyłącznie zwierzętami, teraz organizuje jakieś zajęcia dla seniorów. Po prostu żywe srebro! A mnie zastanowiło, jakim cudem nikt z tych, którzy kupowali psy u tych z telewizora, nie zauważył, co tam się dzieje. Przez dziesięć lat nie trafił się żaden sprawiedliwy? Czy może handel odbywał się poza hodowlą? Na przykład u córuni? A ludzie mieszkający w pobliżu? Nie czuli smrodu? Przecież te góry psich gówienek, to zgniłe mięso, brudne zwierzęta, to wszystko musiało strasznie śmierdzieć. I nikt tego nie czuł? Nikt nie zwrócił się do policji, żeby sprawdziła skąd takie wonie? Ta "hodowla" nawet z zewnątrz wygląda podejrzanie. A wygląd + smród powinny już dawno zaalarmować kogo trzeba.
  12. Ale problem nie polega na drugim kocie, tylko ogólnie na stresie po przeniesieniu w nowe warunki. Zostawię go w spokoju, to młody, zdrowy kot, w końcu będzie miał dosyć siedzenia w zamknięciu, ciekawość świata na pewno zwycięży.
  13. Melduję, że Rudi opuścił kontenerek, nie tknął jedzenia ani kuwety i schował się głęboko pod łóżkiem. Nie reaguje na wołanie. Chyba przyjdzie go wziąć głodem. Szerlok przestał się interesować zamkniętymi drzwiami do pokoju, w którym zwykle podsypiał, jak chciał mieć spokój. A co to za "kompresy" zapachowe i co one robią? Ja dotąd nigdy nie miałam problemu z adaptacją zwierzaków, ale tym razem rozhisteryzowane opiekunki tego kota nie pozwoliły mi działać po swojemu, nawrzeszczały na Szerloka, że szczeka, kazały mi go zamknąć w drugim pokoju i ogólnie stworzyły tak elektryczną atmosferę, że włos się na głowie zjeżył, a kot zaczął miotać po kontenerku. Wydawałoby się, że doświadczone zwierzolubne, a tu taka wpadka! No nic, może rzeczywiście to zapachowe coś pomoże. Tylko powiedzcie o co prosić w sklepie.
  14. Rzeczywiście słodko. Co to za ludzie? Mam nadzieję, że zabronią im dalszej "hodowli". Chociaż z reportażu wynikało, że jakieś "legalne" psy zostawiono w tym piekle, czy coś źle zrozumiałam? Okazuje się, że trochę rozumu mam. Szerloka co prawda w klatce nie zamknęłam, bo takowej nie mam i nie lubię klatek, ale zaniosłam Rudolfa do sypialni dla gości, postawiłam w otwartym kontenerku wysoko na kredensie, obok postawiłam jedzenie, niżej kuwetę i zamknęłam drzwi do pokoju. Niech się przyzwyczaja. Mam nadzieję, że będzie mu tam dobrze, to jeden z nielicznych ogrzewanych pokoi, powinien zauważyć różnicę z mieszkaniem na działce. I jak w każdym oswajaniu czas i cierpliwość są najważniejsze.
  15. "Czyńcie ziemię sobie poddaną" - przybiera u nas wręcz monstrualne czasami formy". Właśnie obejrzałam "Uwagę" w TVN o hodowli psów rasowych pod Łodzią. Widziałyście? Jutro będzie ciąg dalszy, jeśli więc nie widziałyście, obejrzyjcie. Nie ma słów na opisanie tego, co tam się działo. Odebrano 80 psów (czy raczej piesków, bo to malutkie rasy). Właściciel był mocno speszony i chyba się wstydził, a może tylko bał, bo była i policja. Za szczeniaki brał 2000 i 2700 zł (!!!). Córka tego pana jest weterynarką i pracuje w Łodzi. Też kawał k.... (nie ubliżając paniom lekkich obyczajów). Sprawa ma trafić do prokuratury i do sądu, który najprawdopodobniej ją albo umorzy albo wyda wyrok "w zawiasach". Przecież to tylko psy... Tak a propos - jak się skończyła (jeśli się skończyła) sprawa tej paniusi z Krakowa, która"hodowała" yorki? Zapadł jakiś wyrok? Albo mi zakończenie umknęło, albo nikt już o tym nie informował. Ktoś wie? Teraz z innej mańki. Dostałam kota. Biało rudy, wabi się więc oczywiście... Rudi. Ma koło dwóch lat i jest OGROMNY (jak na kota). Przybłąkał się do mojej "psiej" znajomej (tej, która dwukrotnie uratowała życie mojemu Kajtusiowi) w zeszłym roku. Bardzo chciała go zatrzymać, niestety mąż psychopata groził, że go zabije i przepędzał za każdym razem, jak go zobaczył. Kot zamieszkał więc u Kasi (tej od pekińczyka) na działce. Tera moja znajoma postanowiła uciec od psychopaty do córki do Australii i trzeba było kotu znaleźć nowy dom. Zgodziłam się wziąć go na razie na próbę, bo nie wiadomo jak gadzina na to zareaguje. To znaczy już wiadomo: Szerlok oszalał, szczekał bez przerwy na to biedne zestresowane stworzenie siedzące w transporterku, aż musiałam go wynieść do innego pokoju i zamknąć drzwi. Moje cudo poleżało trochę pod drzwiami, ale w końcu się zniechęciło i poszło spać na swoją kanapę. Poradźcie mi kochane, jak dalej postępować, żeby kot się zadomowił i zaprzyjaźnił z Szerlokiem. Ja wiem, że on go nie chce zjeść, ale go straszy okropnie. Poza tym obawiam się, że Rudi zechce wrócić na stare śmieci, bo to ledwie kilometr stąd.
  16. Zgadzam się, ale jest ich tyle! Ja też zaglądam, tyle, że nie odzywam się, bo nie zawsze mam coś mądrego do powiedzenia. A poza tym niektóre historie po prostu za bardzo mnie dotykają, takie są okropne. Konfirm31, widzę, że się na mnie pogniewałaś za mój rozemocjonowany wpis. A ja tego nie pisałam przeciwko Tobie, tylko wylała się ze mnie cała frustracja wywołana przez ludzi. Jeśli Cię uraziłam, to bardzo przepraszam, nie miałam wcale takiego zamiaru. Widzę, że i pozostałych przyjaciół Szerloka ten wpis speszył, bo pomijają go uprzejmym milczeniem, jakbym popełniła jakąś monstrualną gafę. A ja nie uwierzę, że tylko ja mam złe doświadczenia w tej kwestii. Przecież zdarza się, że kiedy idę sama, bez psów, a naprzeciwko nadchodzi ktoś nieznajomy z psem, to aż się kuli, czy ja przypadkiem na niego nie naskoczę, a jeśli pies się zbliży i powącha, to końca nie ma przeprosinom, jakby mi co najmniej rękę odgryzł. Przyczyniają się do tego głównie media, które wytwarzają istną histerię za każdym razem, gdy pies kogoś ugryzie. Ostatnio jest jakby ociupinkę lepiej, bo delikatnie sugeruje się, że winę za takie zdarzenia niemal zawsze (a może nawet po prostu zawsze) ponosi człowiek. No ale to jest temat rzeka. W każdym razie bardzo Cię proszę Konfirmie trzydziesty pierwszy NIE GNIEWAJ SIĘ NA MNIE, bo mi okropnie z tego powodu smutno. A tak zmieniając temat na weselszy - czy u Was też się zrobiło tak cicho, biało i pięknie?
  17. Ojoj, pogubiłam się w tych wszystkich wątkach! Jak Wy to robicie, że "obskakujecie" wszystkie i to aktywnie?
  18. Kiedy "sunia", "sunieczka" to wyraz czułości, nie ma nic wspólnego ze wzrostem! A co powiesz na "suniusia"?Moi znajomi tak nazywają swoją suczkę, co prawda maleńka, ale ładunek czułości w tym słowie ogromny, starczyłby i na bernardynkę.
  19. Istotnie coś gruchnęło, aż zwierza przysiadły z wrażenia. Na szczęście był tylko hałas, nie odłamki!
  20. Czy mówisz o wizycie u Marusi O? No fajnie było. Zwierzaków co niemiara, sunieczki przecudowne, Rudek szczekający, ale też bardzo fajny - mam nadzieję, że ktoś się na nim pozna i go przyadoptuje, nie zrażając się jego wsiową kundelkową urodą (ja uważam, że to akurat jeden z jego atutów. A to klapnięte uszko! Cudo!) Szerlok był troszkę speszony tak dużym damskim zainteresowaniem, ale zachował się bez zarzutu (o ile nie liczyć skakania po fotelach i kanapie). A mnie w drodze do Marysi O. oczywiście musiał wysiąść internet w telefonie i zamiast z gpsem dojechałam "na czuja". Ale widać nie jestem aż taka zła w orientacji geograficznej, skoro dotarłam na czas. Niech mi tylko ktoś wyjaśni: jak to możliwe, że w Kampinosie, bądź co bądź parku narodowym, jest "teren wojskowy wstęp zakazany"???
  21. Ja nie do końca się zgadzam z Tobą. Najbardziej mnie wkurza,że wystarczy powiedzieć "boję się", a już należy takiego delikwenta traktować jak świętą krowę. A jaki ja mam wpływ na to, że ktoś się czegoś boi? Tylko on sam może na to wpłynąć. Strach jest tak samo potrzebną rzeczą w życiu człowieka jak ból, ale nie może służyć do szantażowania innych. Należałoby prześledzić, od kiedy zrobiliśmy ze strachu swego rodzaju bożka, który usprawiedliwia wszystko. Kiedyś ani mężczyźni ani kobiety nie przyznawali się w ogóle do strachu, a teraz przychodzi do mnie hydraulik i mówi, że on zdechłej myszy spod pralki nie wyjmie bo... boi się myszy! Dasz wiarę? A dlaczego mam uważać na czyjeś fobie? A ktoś uważa na moje uczucia? Dlaczego wolno o mnie mówić "ta wariatka od psów", a ja muszę uważać, czy komuś przeszkadza to, że pies go obwącha? Nie zrozum mnie źle - ja też uważam, że psy powinny chodzić w mieście na smyczy, ale bardziej z obawy, że wpadną pod samochód, albo że jakiś zboczeniec je kopnie (miałam i taką przygodę). Bardziej mnie martwi, że puszczanej samopas Fredzi coś się stanie niż, że ona kogoś ugryzie. Na ogół psy gryzą z powodu idiotycznych zachowań ludzi. Może mam obsesję, ale uważam, że tak jak należy dzieci uczyć, jak się poruszać po ulicach, tak należy im mówić, jak się mają zachowywać w obecności zwierząt. A nie je straszyć: "nie ruszaj pieska, bo cię ugryzie" i przerażony dzieciak prowokuje swoim zachowaniem równie przerażonego psa. I nie uważać, że to inni powinni zajmować się dziećmi, bo "wszystkie dzieci są nasze". Wypraszam sobie. Ja dzieci nie mam i nie widzę powodu dla którego mam być odpowiedzialna za czyjeś. Wrrr. Po prostu mam dosyć bycia traktowaną jak obywatelka klasy B tylko dlatego, że mam trzy psy. Mam trzy dlatego, że są ludzie, którzy nie chcą pomóc żadnemu. Oprócz jednego, wszystkie moje psy były skrzywdzonymi przez ludzi biedakami, dlatego uważam, że należy mi się dobre słowo, a nie połajanki. Nie bierz tego do siebie, ja po prostu jestem już zmęczona tym ciągłym oglądaniem się na boki, czy ktoś na mnie nie zacznie wrzeszczeć, czy nie naśle na mnie policji, tym ciągłym łapaniem Szerloka na widok nadchodzących ludzi, bo a nuż zrobią scenę. Widzę, że nie ja jedna tak mam. Nie dalej jak dziś rano, kiedy pojechaliśmy na spacer nad Narew, na widok faceta nadjeżdżającego na rowerze zaczęłam nerwowo pokrzykiwać na psy,chociaż one nie gonią rowerów, ale kto to wie, co to za facet i jak mnie zwyzywa? A okazało się, że to przeuroczy starszy pan (no chyba w moim wieku, ale strasznie podkreślał, że jest stary), którego żona jest w szpitalu, a on wyraźnie miał ochotę pogadać o psach, które też lubi, ale jest już za stary (znowu!) żeby brać takie stworzenie, bo co będzie jak on umrze... Poradziłam mu, żeby brał tymczasy. Pomysł go ucieszył, ale czy się zdecyduje?
  22. Ok, to przyjadę jutro. Czekam na adres.
  23. Kiedy ja lubię jeździć, a moja "gadzina" jeszcze bardziej. Tylko powiedz, kiedy mam przyjechać i gdzie dokładnie, bo Twój dom widziałam chyba tylko z daleka (jeśli to był Twój, taki zielony?).
  24. Marysiu O., a może ja tę karmę po prostu przywiozę albo do Ciebie, albo zostawię ją u Nutusi? Nie kryję, że chętnie zrobiłabym sobie (i Szerlokowi oraz Dziuni) wycieczkę. Co Ty na to?
  25. Właśnie o to mi chodzi, że nie umie inaczej. Kiedyś chyba uczyło się ludzi pisać po polsku, ale teraz ani dziennikarze, ani prawnicy, nie mówiąc już o urzędnikach czy - może przesadzam? - policjantach nie potrafią sklecić jasnego zdania. Wszystko jest pokręcone i nadęte, pretensjonalne do granic możliwości. Każdemu chodzi o to, żeby się popisać "patrzcie-jaki-jestem-mądry", a nie o to, żeby zrozumiale przekazać swoją myśl.Prostota jest uważana za wadę, której należy się wstydzić. Rozumiem, że chcesz mieć prawną broń, by walczyć o prawa zwierząt, ale czy jest w ogóle jakieś spójne prawo w tej kwestii? Choćby przepisy nakazujące prowadzić psy na smyczy są przecież sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt,która nakazuje zapewnić zwierzęciu "odpowiednią ilość ruchu". Na smyczy? Może yorkowi to wystarczy, ale większym i bardziej ruchliwym rasom z pewnością nie. A co sądzisz o propozycji ministra rolnictwa, żeby powystrzelać wszystkie dziki, co do jednego? Nie znam się na tym, ale podejrzewam, że i one mają swoją rolę do odegrania w przyrodzie i całkowite ich wytrzebienie raczej źle się odbije na środowisku naturalnym.
×
×
  • Create New...