Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. Ok. Czekam na numer.
  2. Węgielkową należy uznać za dobro narodowe. Kto za? Co do Lerki, to wolę nie myśleć o jej przeżyciach, kiedy zmieni dom, a zwłaszcza ukochaną pańcię! A teraz kwestia kwitnących tarnin: pani Konfirmowo, a nie mówiłam? U nas tarniny już niemal w rozkwicie i po wczorajszych 23 stopniach ani śladu. Ledwie ma być 14 i duje jak szalone. Aż przykro z domu wychodzić. W Legionowie na targu czasami sprzedają ser z czosnkiem niedźwiedzim, ale nie zauważyłam żadnego silnego zapachu ani smaku. Ot zielenina jakaś wśród bieli. Może to nie jest prawdziwy czosnek niedźwiedzi?
  3. Może być. Ja też deklaruję 50 zł. Tylko ze stanu tej rany sądząc, potrzebny jest pośpiech, po co biedak ma tak cierpieć. A ktoś się tej fundacji zapyta o zgodę? Miałyście już nimi kiedyś jakiś kontakt? Będę tu dziś zaglądać i jak tylko się pojawi jakaś konkretna informacja w kwestii wpłaty, zaraz zrobię przelew. Może znowu jestem gapowata, ale Konfirmie, numeru Twojego kont na pewno nie znam.
  4. Boże drogi, toż to niemal wykapany mój Baca! Podajcie jakiś numer konta, żebym mogła też choć odrobinę pomóc w leczeniu tego biedaka.
  5. Jak na razie obejrzałam zdjęcia. Wygląda pięknie. A te 150 euro to pewno tylko dla nas drogo, inni mają inne zarobki i emerytury. Może i my kiedyś dożyjemy takich dni. A ja dziś spędziłam dzień na sadzeniu BARDZO, BARDZO, BARDZO KŁUJĄCYCH jałowców płożących i berberysów w nadziei, że Fredzia i Szerlok nie dadzą im rady. Już Wam kiedyś mówiłam, że Szerlok uczy się przez przykład płynący od innych - przedtem raczej nie kopał dołów, teraz, po naukach Fredzi, i owszem! Ciekawa jestem, czy mój sposób na ten problem - kłujące rośliny - okaże się skuteczny. A jakie Wy macie doświadczenia w tej kwestii?
  6. E tam! Psota mu z oczu wyziera. Wyobrażam sobie, że będzie dla kogoś fantastycznym towarzyszem. Trzymam kciuki za jak najszybsze znalezienie mu dobrych opiekunów, tacy co rozumieją, że pies to nie rzecz i też ma uczucia.
  7. Opowiedz o wrażeniach z lotu balonem, proszę. Mnie na samą myśl skóra na karku cierpnie, ale ja mam lęk wysokości i kiedy na przykład jestem w gorszej formie psychicznej tuż przed zaśnięciem wydaje mi się, że spadam w przepaść. Koszmar. Dlatego wszelkie loty balonem (samolotem już nie) napawają mnie nabożnym lękiem. Powiedz, jak wysoko się lata, jaka tam panuje temperatura, czy jest cicho, czy słychać tylko szum gazu (bo rozumiem, że balon jest na hel?), ile osób podróżuje w takiej gondoli, no bo widoki to chyba potrafię sobie wyobrazić.
  8. Ucałuj Węgielkową ode mnie! Akcja z pieseczkiem z rynku po prostu ponaddźwiękowa! Rzadko się chyba udaje znaleźć dom tak szybko, prawda? Bardzo się cieszę, bo każdy uratowany stworek to odrobina lżej na sercu. Ja wiedziałam, że tulipany pochodzą z jakiegoś egzotycznego kraju, tylko nie pamiętałam, że z Turcji. Czy dobrze zrozumiałam w takim razie, że Państwo Konfirmostwo byli w takiej egzotyce? I nic nie opowiada? A my tu umieramy z ciekawości.
  9. Hej mag.do! "Alarm Kielce" otwiera mi się z uporem maniaka na stronach z Krysią bezogoniastą i jej siostrą. Czy są jakieś wieści o nich? Ciekawa jestem, co z nich wyrośnie.
  10. http://naluzie.onet.pl/usmiechnij-sie/czy-na-pewno-ludzie-tresuja-zwierzeta/36rs07 Obejrzyjcie sobie ten filmik. Wasze psiaki też pewno tak robią. A moja Mimi, kocica, dokładnie tak samo mnie łapie w locie, kiedy przechodzę, prosząc o pieszczoty. A jak odchodzę za wcześnie, to mnie tłucze łapką ze złości. Miło obejrzeć szczęśliwe zwierzaki na początek dnia (coś się nie mogę przestawić na letni czas i budzę się koło 8.00, jak jaki emeryt!) Trzymam kciuki za psiaka z rynku. Ja już wiem, że najlepiej takiego nowego mieszkańca wnieść do domu na rękach. Przynajmniej z Bacą to przetrenowałam: kiedy przyprowadziłam Kajtusia na jego własnych nogach, Baca go przepędził, a kiedy kilka dni później wniosłam go do domu, zaakceptował bez mrugnięcia okiem. I nigdy nie było z nimi problemów. Ale może to jest cecha osobnicza, Baca był pokojowo nastawionym kaukazem. Z forsycjami to ja prowadzę podjazdową wojnę. Nie chciały u mnie kwitnąć, podobnie jak u mojej dalekiej sąsiadki, Joasi ogrodniczki. Dopiero kiedy im zagroziłam, że je wytnę w pień, a Joasia przesadziła swoje na ulicę przed mój dom, łaskawie wypuściły kilka kwiatków. Zobaczymy, jak to będzie w tym roku, bo u nas ciągle jeszcze przedwiośnie, a nie wiosna, jak o rośliny chodzi. I jeszcze nie szybko będzie ciepło, bo tarniny szykują się do kwitnienia. Nie wiem, czy zauważyłyście, ale kiedy te krzaki kwitną, nigdy nie jest ciepło. Nawet jeśli przedtem było przyjemnie, kiedy pojawiają się te białe kwiatki, robi się ziąb. To działa bez względu na globalne ocieplenie i zmiany klimatu. Bocianów w Chotomowie nie ma i nigdy chyba nie było. Może jesteśmy za blisko hałaśliwego i smrodliwego miasta? Konfirmie, a gdzie jest ojczyzna botanicznych tulipanów? Zaskoczyłaś mnie, myślałam, że to jakiś rarytas ogrodniczy pochodzący z ... no właśnie skąd są tulipany?
  11. Och, Krysiu, cieszę się niezmiernie. Na dodatek to Tajga - pamiętasz, też miałam suczkę o tym imieniu. A jak Ci przeszły Święta, odpoczęłaś trochę? I nie zamarzłaś? Ząb na ząb nie trafia tej wiosny. A zwierzaki, jak się zachowywały na wywczasach? My tutaj jesteśmy nawiedzani codziennie przez łaciate dziki, które już w ogóle nie przejmują się tym, że jest jasno, a po drogach plączą się ludzie. Moje psy dostają hopla z przerzutką za każdym razem, już naprawdę mogłyby przestać, przecież to żadna nowina ani sensacja, jak takie coś przychodzi codziennie pod płot. Dziki już się do psów przyzwyczaiły i w ogóle na nie nie zwracają uwagi. Przynajmniej przez płot. Ja mam już ogromną ochotę coś posadzić. A tulipany "botaniczne" (czyli takie malutkie) rozkwitły na całego.
  12. Kochani, nie wiem, jak u Was, ale wczorajszy dzień w Chotomowie był paskudny, zimny, wietrzny i mokry. Poranny spacer odbyliśmy wśród zawiei śnieżnej. Czysta rozpacz. A potem w porze obiadowej pojawiło się słońce na prawie bezchmurnym niebie, zrobiło się na tyle ciepło, że obiad zjadłam na tarasie. Kiedy usiadłam przy stole, na stojący tuż za płotem jeszcze łysy dąb zleciało stadko kosów (a może to były szpaki?). Wypełniły powietrze pogwizdywaniem, ćwierkaniem i furkotem. Kiedy zaczęłam jeść, większość odleciała. Został jeden i cały czas umilał mi posiłek śpiewem. Reszta stada usiadła gdzieś dalej i też podśpiewywała. Było po prostu jak w raju! Skończyłam jeść, słońce schowało się za chmury, ptaszki odleciały, zrobiło się zimno - koniec przedstawienia!
  13. Jeśli się nawet zdubluje - trudno, będzie więcej życzeń: Wszystkim zwierzolubnym, bez względu na wiek, rozmiar, płeć i upodobania życzę radosnych Świąt, mimo, że przyroda postanowiła nas nie rozpieszczać. I nie przejedzcie się! Zdrowia i dobrego humoru!
  14. Przecież nie będę jej trzymała zamkniętej w łazience dopóki nie wyschnie! Dostałaby zawału, depresji i parchów ze strachu i rozpaczy. To już wolę wycierać podłogę. Dziunia też zwiewa, gdy ja tylko biorę się za jakąkolwiek akcję w domu. Dzisiaj mocowałam półkę, zwiała gdy tylko wzięłam wiertarkę do ręki, jeszcze nawet nie włożyłam w nią wiertła. A Szerlok panicznie się boi strzepywania worka na śmieci - wiecie ten dźwięk, kiedy człowiek usiłuje dostać się do środka sprasowanej folii, ta cholera nie daje się rozłożyć i wtedy człowiek trzepie tym draństwem, żeby się rozłożyło. Szerlok natychmiast ucieka. Pies też człowiek (przepraszam, że się powtarzam), może mieć różne fobie.
  15. No ja też musiałam czasem zajrzeć do biura, choćby po to, żeby przedyskutować uwagi redaktorek przetłumaczonego przeze mnie tekstu (nigdy nie zapomnę jak jedna z dziewczyn poprawiła wszystkie wulgaryzmy w tłumaczeniu, a bylo ich sporo, bo rzecz się działa wśród młodych panieniek z biednych dzielnic Londynu. Była niedoświadczoną redaktorką i nikt jej nie wytłumaczył na czym ta praca polega. Do dziś ogarnia mnie pusty śmiech, chociaż jednocześnie żal mi tej dziewczyny - napracowała się jak dziki osioł, a wszystko na nic. Wszystko musiała przywrócić do stanu pierwotnego.) A sam się zabije? Bo ja na pewno tego nie zrobię. :megagrin:
  16. To fakt, kiedy zrezygnowałam z codziennego jeżdżenia do biura i zaczęłam tłumaczyć w domu, po prostu odżyłam! I nie chodzi tylko o codzienne dojeżdżanie w tłoku albo w korkach, ale o to, że można sobie żyć i pracować własnym rytmem i nikt na człowieka nie wrzeszczy (miałam szefową klasyczną choleryczkę, taką, co to naubliża, naubliża, a 5 minut później dziwi się, że człowiek czuje się dotknięty, bo ona już nie pamięta, co nagadała). Nie mówiąc już o zwierzakach, które były przeszczęśliwe, że jestem niemal non stop w domu i że chodzimy 4 razy dziennie na spacer (musiałam sobie robić przerwy, bo mi się mózg zamulał). A Ty nie mogłabyś pracować w domu? W dzisiejszych czasach, kiedy prawie wszystko można załatwić przez internet, zastanów się, czy nie dałoby się czegoś takiego zorganizować. Polecam naprawdę z całego serca. I nie musisz się obawiać, że zabraknie Ci dyscypliny wewnętrznej (ja się tego trochę obawiałam, bo nie jestem bardzo dobrze zorganizowana), bo nie zabraknie.
  17. To nie jest żałość tylko miłość! Przecież Szerlok też miał być tylko na tymczas, a zakochałam się w nim jak wariatka i został u mnie na stałe! Czego nie żałowałam ani przez sekundę. Co prawda teraz to już istotnie żadna biedna psina nie będzie mogła u mnie tymczasować, ale to raczej nie z powodu Szerloka tylko moich własnych ograniczeń finansowych i innych niezależnych ode mnie. Takich jak Diabeł Tasmański na przykład. Ale, jak już kiedyś mówiłam, poza tymczasowaniem służę własnym czasem, autem i każdą pomocą do jakiej się nadam.
  18. A ja powinnam obrzępolić Dziunię, czy choćby wyczesać, ale Diabeł Tasmański na widok grzebienia czy szczotki zwiewa pod stół, spod którego nie daje się wyciągnąć. W wyniku czego jest pełna kołtunów nie do rozczesania, a brudna jak siedem nieszczęść. Jak się zrobi cieplej to chyba zbiorę się na odwagę i wsadzę grubaskę do wanny. Jeszcze tego nigdy nie próbowałam, zważywszy na charakterek panny trochę się obawiam. Nie to, żeby mnie ugryzła, ale jak się wyrwie mokra, to zaleje całą chałupę. A poza tym ona ma niezwykloe delikatną psychikę, strasznie wszystko przeżywa, nie chcę jej sprawiać bólu psychicznego. No i jest jeszcze Kajtuś loczkowaty (na pewno bardziej niż Loczka), który jeszcze kiedy widział dostawał apopleksji zmieszanej z szałem, gdy go strzygłam (chodził przez dłuższy czas ostrzyżony w 1/3, potem w połowie, potem w 3/4, aż na koniec końców udawało mi się jakoś doprowadzić dzieło do końca. Potem był bardzo zadowolony, bo nie było mu już za gotrąco i skołtunione loki go nie ciągnęły). Teraz kiedy oślepł rzuca się z zębami na wierzchu we wszystkie strony, jak tylko się zorientuje w moich zamiarach. Tak więc strzyżenie go stało się niebezpiecznie i dla niego (bo go mogę skaleczyć nożyczkami, jak tak się miota) i dla mnie (bo przypadkiem może trafić na mnie zębami i mnie po prostu ugryźć).
  19. Stukam sobie w komputer, Szerlok zaczyna szczekać w ogrodzie, podnoszę więc wzrok, patrzę przez okno, a tu: Jakby kto się nie zorientował, chodzi o ten ryży grzbiet. Niby dziki to u nas codzienność, ale jest godzina 13.00!!! Przecież te zwierzęta żerują w nocy. Przynajmniej dotąd tak robiły. Ludzie potrafią zmienić wszystko, nawet sposób odżywiania się dzikich zwierząt.
  20. Drogi Pokerze, to ma podobno być serial. Sprawdź sobie w programie tvp2, powinno być w sobotę koło 19-ej. A co do tęsknoty Konfirma trzydiestego pierwszego to zapowiada się astronomiczna, bo zamiaruje oddać ukochaną Lerkę w dobre ręce. Kiedy najlepsze dla psiny są Jej własne!
  21. To rehabilituj się i wypoczywaj, nie rwij się do roboty za szybko, żeby nic złego się nie stało. Trzymam kciuki za całkowity powrót do zdrowia. Co do dzikiego świętokrzyskiego, moja droga Węgielkowo, to raczej czarno to widzę. Jak pisałam, już nie te oczy. Gdybym miała ze 20 lat mniej i takiego TS, jak niektóre z Was, to pewno bym się tam wyrwała z zamkniętymi oczami. A tak to szukam czegoś w pobliżu (co jest dodaktowym utrudnieniem, jako że: a) w pobliżu Warszawy jest drogo, a mnie zależy na czymś zdecydowanie tańszym niż mój domek, żeby ewentualnie móc dokładać do emerytury i be) buduje się głównie "rezydencyje", o czym już wspomniałam wyżej, a to mnie zupełnie nie interesuje). Najlepiej w zasięgu roweru, żeby moja przyjaciółka z Legionowa mogła dojechać, a może i ja wreszcie wyremontuję moją trzykółkę i zacznę jeździć (coś ciężko mi to idzie). Oczywiście dodatkowym utrudnieniem są psy i kot, nawet myślałam o mieszkaniu na parterze z małym ogródeczkiem, ale jak sobie wyobraziłam te uwagi i komentarze...
  22. A myślisz, że za 10 lat Warszawa przeniesie się w jakieś inne, bardziej oddalone miejsce? Nie liczyłabym. Raczej spadnie nam na głowę, co już poniekąd się dzieje.
  23. Oj czas, czas! Ale czy Ty uważasz, że 117 osób to za mało na wieś? W mojej mieszka już pewno z 5 tysięcy luda, a co to za wieś, która liczy tyle mieszkańców? To już raczej miasteczko. Problem w tym, że z wiekiem potrzeby się człowiekowi zmieniają, a z "prawdziwej" wsi na ogół daleko do lekarza, czy szpitala. Ja mam ogromną ochotę przenieść się gdzieś do tzw. Polski B, nawet się rozglądam za mniejszym domkiem gdzieś "na prowincji", co wcale nie jest takie łatwe, bo te małe zatrzymały się w rozwoju na początku XX wieku, a te bardziej "wyemancypowane" pod względem wygód na ogół liczą minimum 160 m2! A dla mnie moje 96 to już za dużo. Najbardziej chciałabym mieszkać w siedlisku, niektóre są naprawdę fantastyczne. No, ale to palenie w piecu zimą... Już nie te oczy.
  24. A ja się cieszę, że taki program w ogóle powstał. Trochę mnie niepokoi duch rywalizacji, który ma jakoby zapanować w przyszłych odcinkach, żeby to znowu nie był kolejny "Taniec z gwiazdami", czy coś w tym guście, ale fajnie, że pokazują nie tylko te psy, które już zyskały nowy dom, ale i te do wzięcia. Mam nadzieję, że i one znajdą swoje miejsce na tej ziemi. I dobrze, że podkreślają do znudzenia, że te psy zostały wzięte "do końca życia", a nie tylko na czas kręcenia programu (oby to była prawda!).
×
×
  • Create New...