-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
Dzieci są fantastyczne jak o nazywanie rzeczy chodzi. "Kup mi wąża" - prosił mój mały siostrzeniec Adaś, uczulony na wszystko, co się rusza. Wymyślił sobie, że wąż nie ma ani futra, ani piór to będzie w sam raz. A odmiana - na logikę przecież jak jest "wąż", powinno być i "wąża", no nie? Przecież jest Książ/ Książa, a nie Księża. Dostał żółwia, który żyje do dziś (pewno ma już z 50 lat!). Pani biologiczko, takie różowe kulki na końcu przyrostów na sośnie to przyszłe szyszki?
-
Moje Kochane! Potwierdziło się, że świat (a przynajmniej Polska, czy też Mazowsze) to jedna wielka wiocha! Otóż okazało się, że pan, który przyszedł wyceniać mój dom jeździł w młodych latach na wakacje z dziećmi do... no dokąd? Do Dyszobaby!!! Trzyletni synek, nie mogąc zapamiętać tej trudnej nazwy, mówił, sepleniąc, "do Męcydusy". Strasznie mnie ten zbieg okoliczności rozbawił i postanowiłam na codzień używać dziecięcej nazwy mojego przyszłego miejsca zamieszkania. Tym bardziej, że przecież dysząca baba to zmęczona baba, prawda? Czyli nie tak bardzo nowa nazwa odbiega od rzeczywistości. A tak przy okazji pochwalę się, że nie jestem znów taką idiotką i wycena pana specjalisty była zbieżna z moim przekonaniem co do ceny domu. Ha! Mam dziką satysfakcję, chociaż wolałabym mieć więcej pieniędzy.
-
Oby. Kochani, informacja z linii frontu: dziś po południu podpisuję umowę przedwstępną na Dyszobabę! A jutro wybieram się fo sąsiadów na rozmowę o sprzedaży mojego domu. Trzymajcie za mnie nadal kciuki!
-
Pojarmarkowa Lerka zamieszkała razem z Bliss i z nami.
irenas replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
A czy Wy wiecie, że problem gruczołów okołoodbytowych jest podobno zupełnie nieznany w Toronto? Moja przyjaciółka była zadziwiona, kiedy jej o tym opowiadałam (bo moje psiaki też to mają). Żaden z jej psów nigdy nie był poddawany tego rodzaju zabiegowi, ani żaden z weterynarzy nigdy nawet się nie zająknął na ten temat. Zastanawia mnie to dziwne zjawisko. Może to tylko zbieg okoliczności i moja przyjaciółka po prostu miała szczęście, trafiając na egzemplarze bez problemu gruczołowego? Kajtek też w końcu nigdy tego rodzaju dolegliwości nie odczuwał. -
A ja już nie mogę ani czytać ani słuchać tych różnych "polemik" na tematy mniej lub bardziej polityczne, którymi nas karmią na przykład w telewizorze. Jak widzę Dudę albo Komorowskiego albo Kukiza albo nie daj Boże Korwina Mikke (czy jak się go tam odmienia) albo jakąś Ogórek (mam tylko nadzieję, że nie jest spokrewniona z Michałem Ogórkiem, którego lubię czytać) czy o zgrozo! dziadka Millera to wyłączam aparat! Podobny odruch wzbudził we mnie artykuł o pośle Suskim i przepychankach z ustawą o ochronie zwierząt. Wynika z niego, że ludzka natura jest raczej podła i forsa forsa forsa to wszystko, co się liczy. Marysiu, ja też nie znałam sprawy mastifów tybetańskich w szczegółach, bazowałam na dość łzawym reportażyku w tvn, ale teraz widzę, że to była znowu czysta manipulacja. Bo zgadzam się z Tobą, że tak jak to przedstawiłaś, niczym się to nie różni od zwykłej sprzedaży (chociaż te szczeniaki były jakieś duże). Natomiast nie byłabym już taka pewna, czy nowy właściciel, nabywszy zwierzaki za niższą cenę, jak to na licytacji mienia dłużnika, nie sprzeda ich za znacznie wyższą. Po coś była informacja, że to "najdroższa rasa na świecie". Oj, robię się całkiem paranoiczna.
-
Dzięki za linki. Na razie czytam tekst pod pierwszym adresem i znalazłam to, co mnie zmroziło w informacji o tych psiakach: "...w przypadku zwierząt o bardziej rozwiniętym układzie nerwowym, zwłaszcza psów, kotów, fretek oraz podobnych zwierząt towarzyszących, można ostrożnie spekulować, że w rażącej większości przypadków odebranie ich dotychczasowemu właścicielowi będzie dla nich olbrzymią traumą – przy oczywistym założeniu, że prawny opiekun się nad nimi nie znęcał, nie zaniedbywał ich itp. Zerwanie takiej więzi emocjonalnej jest okolicznością, która wskazuje na naruszenie (choćby nieumyślne) przepisów Ustawy o ochronie zwierząt. Z tego względu na komorniku ciąży wręcz obowiązek rzetelnej oceny stanu faktycznego, aby uniknąć działania sprzecznego z prawem." Uważam, że w tej konkretnej sytuacji - jeśli oczywiście egzekucja komornicza zostanie przeprowadzona, bo nie wiemy, czy to tylko zapowiedź, czy już fakt - zostało/ zostanie naruszone prawo. Przecież to nie są malutkie pieski, ledwo co wzięte od matki, ale podrośnięte szczeniaki wyraźnie już związane emocjonalnie z właścielem. A co do wywierania finansowej presji - powaiedziano, że ten dłużnik nie ma już nic innego do zabrania mu oprócz tych -bardzo kosztownych, ujważam że to ważne w tym konkretnym przypadku - psów. Ja zdaję sobie sprawę, że to są bardzo skomplikowane i delikaten kwestie, tyle, że u nas cierpienie psychiczne psów nadal uważane jest za wymysł zwariowanych starych panien. Co z tego, że figuruje w przepisach prawnych. Zakaz jazdy po pijaku też figuruje.
-
Bardzo dziękuję za takie miłe życzenia! Ja też mam taką nadzieję, a jak zapewne czytałaś, moim decyzjom niezwykle sprzyjał los, który za mnie załatwił na przykład sprawę znalezienia kupca na dom. Oby i Tobie się to przytrafiło i by udało Ci się zrealizować zamierzenia (o marzeniach już nawet nie wspomnę). A teraz radykalna zmiana nastroju. Dotarła do Was wiadomość o dwóch mastifach tybetańskich, które komornik zajął za długi? Okazuje się, że według naszego prawa psy to "majątek ruchomy". Jak to się ma do ustawy o ochronie zwierząt, gdzie jest wyraźnie powiedziane, że zwierzę nie jest rzeczą? Kolejny raz się okazuje jakie nasze prawo jest niespójne. Czy panowie i panie ustawodawcy i prawnicy, nie panują nad materią, którą się zajmują? Wygląda na to, że nie. A dwa biedne misowate szczeniaki tulące się do swego pana zostaną od niego zabrane i sprzedane jak jakiś przedmiot. Bo są "najdroższej rasy świata" i komuś się oczka zaświeciły, jaki to biznes na nich można zrobić!
-
A jakie wszystko, co ludzie robią dla naszego dobra potrafi być wkurzające!
-
Oj wiem, wiem! Rozglądam się już przecież jakiś czas i widzę, ile czasu poniewierają się niektóre ogłoszenia w internecie. Dyszobaba zresztą też pojawiła się już na jesieni, już wtedy mi się podobała bardzo, ale okoliczności były zupełnie inne i nie pozwalały mi nic w tej kwestii zrobić (chociaż zięć sprzedający twierdzi, że wtedy było taniej). Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy ponownie zobaczyłam ten domek w ogłoszeniach. A ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, jaki to korzystny układ i jak trudno coś sprzedać, nie zamierzam się dziko upierać przy cenie, chociaż moja przyjaciółka ma mnie za idiotkę, bo według niej kupuję za drogo (wywalczyłam tylko 10 tys. obniżki za dyszącą babę), a sprzedaję za tanio. Wychodzę z założenia, że obie strony muszą być zadowolone. Co nie znaczy, że oddam dom za darmo.
-
Przyspieszenie całej sprawy powstało w chwili, gdy się okazało, że moi sąsiedzi szukają domu dla swojego syna. Żeby był niedaleko od ich domu. No to bardziej niedaleko sie nie da, bo to moi sąsiedzi po drugiej stronie płotu. Dzis młoda para była oglądać, spodobało się im, teraz jeszcze pozostaje kwestia dogadania finansowego. A wiecie, co najbardziej ich ucieszyło? Że można połączyć obie posesje furtką i Sonia (suczka sąsiadów) oraz Chelsea (ich suczka), będą się mogły razem bawić. (Oba psy bardzo się zaprzyjaźniły po śmierci Stefana, drugiego boksera)! Fajnie, prawda? Jeszcze są ludzie z sensem na tym świecie.
-
Czyli opowieść o dyszących babach trzeba nieco zmienić - dyszały w piątek, a nie w czwartek, jak mi powiedziano. (Nie żeby to miało jakieś zasadnicze znaczenie). Sprawdziłam, gdzie jest Wasza działka - w linii prostej 13 km od Dyszobaby. Czyli nie tak dużo, chociaż z drugiej strony Różana. Będziemy się więc odwiedzać. Ze zwierzami. Mam nadzieję, że się polubią. A kiedy się przeprowadzę? Najpierw musimy dopełnić formalności i to w obu domach, potem pan dekarz wkroczy do akcji, a ja będę odświeżać ściany (chcę żeby były białe, a teraz nie są) i likwidować dzisiejsze miejsce zamieszkania (co nie będzie łatwe, coś z tymi gratami trzeba zrobić. Tak a propos: jeśli komuś jest potrzebne łóżko sosnowe z materacem - 140 cm szerokości, regał na książki z sześcioma półkami lub duża kanapa - dajcie znać. Ale uprzedzam, to nie są meble do pałacu, ale raczej na działkę, no i transportu nie zapewniam!). To wszystko na pewno potrwa. Chciałabym zamieszkać jeszcze przed jesienią, żeby się ucieszyć dzysobabskim latem, ale nie wiem, czy to mi się uda.
-
W piątek, a nie w czwartek?
-
No moi kochani! Powitajcie przyszłą dyszobabiankę! Jeszcze nic nie zostało zapisane, ale już uzgodnione - cena, wysokość symbolicznej zaliczki (naprawdę symbolicznej), co zostaje, a co znika, co zrobi pan dekarz (eternit jest pokruszony i od spodu dopiero widać, że naprawdę trzeba go wymienić, bo po prostu jest dziurawy). Szerlok i Dziunia przywitały chałupkę i ogródek z entuzjazmem, a Narew wzbudziła w nich po prostu szał radości - wskakiwały do wody co kilka kroków (ostrożnie, bo jednak nurt bystry), a potem biegały po łące jak zwariowane ze szczęścia. Ponura pogoda z ranka ustąpiła miejsca słońcu (ale i huraganowemu wiatrowi), ogólnie bardzo było to udane przedpołudnie. Młodzi państwo niezwykle sympatyczni, z gatunku tych "znanych od zawsze", przegadaliśmy 2 godziny na różne tematy. Szerlok został wygłaskamy, wyprzytulany, wydrapany przy ogonku za wszystkie czasy, bo państwo psy kochają, w grudniu pochowali swojego, ale teraz pracują od rana do nocy i po prostu nie mają serca skazywać zwierzaka na tyle godzin samotności.. Szkoda, że nie będą moimi sąsiadami. Żeby nie było tak absolutnie różowo - nie spałam przez całą noc (rajzefiber???) i teraz podpieram się nosem. Konfirmie, albo ja jestem jakaś niedojda, albo nie powiedziałaś, gdzie ta Wasza działka się znajduje. Naprawdę tak blisko mojego przyszłego miejsca zamieszkania?
-
Za chwilę jadę do Dyszobaby na rozmowę z panem dekarzem, który oprócz dachu ma ocenić stan całego domu. Bardzo bym chciała, żeby byl ok, bo OKROPNIE mi się podoba dom i okolica. Trzymajcie kciuki za dobry rozwój sytuacji.
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Ha, najbezpieczniej pod stołem albo biurkiem! Zupełnie jak moja Dziunia. Jest już u mnie od 9 lat, ale nadal mieszka pod stołem, na którym stoi komputer, na którym właśnie piszę. Pewne rzeczy się nie zmieniają. -
Ja jeszcze całej wsi tez nie zwiedziłam. Z opowiadań pana zięcia wiem, że jedna część jest bardziej "wsiowa", a druga bardziej "letniskowa". Ale która leży wyżej, a która niżej nie wiem. Jak się przyjrzycie zdjęciom, to mój ulubiony domek stoi wyraźnie na górce, nawet ogródek jest pochyły. Myślałam, żeby zrobić tarasik na poziomie ziemi, ale się nie da, bo wszystko by ze stołu zjeżdżało. Tylko za domkiem jest kawałek prostego gruntu. Pochyłość nie jest wielka, nie zmusza do wspinania się i nawet stara babcia, którą w końcu kiedyś będę (ja się nadal uważam za "starszą panią") chyba da radę na nią wejść. Konfirmie numer posesji (ha! co za nazwa dla tego maleństwa) jest na zdjęciu, przybity do drzewa (brr!), tak że powinnaś go znaleźć bez problemów.
-
No nie taki wysoki! Nie będzie miał nawet metra. Co to dla rwącej, wezbranej wody! No ale skoro ISOK twierdzi, że nie ma niebezpieczeństwa, to nie pozostaje mi nic innego jak wierzyć. A tak nawiasem mówiąc, Chotomów stara mi się siebie obrzydzić z całych sił. W tej chwili mieszkam po prostu na placu budowy: w pobliżu powstają 3 nowe domy (a właściwie 4, bo jeden to bliźniak) i nie słychać ani śpiewu ptaków, ani szumu wiatru tylko nieustający warkot i stukot. Okropność. A ponieważ mi to nadojadło, postanowiłam pojechać ze zwierzami na wycieczkę. Na wał przeciwpowodziowy w Jabłonnie, bo tam dzicz całkowita. W odróżnieniu od Chotomowa tam własnych myśli nie słychać, bo ptaki po prostu szaleją. I żaby w na wpół wyschniętych bajorkach. Coś fantastycznego! Niestety nie podobało się to Szerlokowi, który chodził cały spięty, nasłuchiwał zaniepokojny, a w końcu zrobił w tył zwrot i dał dyla do samochodu. I po ptokach!
-
To znowu ja. Trzeba szukać zagrożenia powodziowego. jest taka strona: http://mapy.isok.gov.pl/, gdzie można znaleźć mapy z zaznaczonymi terenami zalewowymi, a nawet z głębokością wody! Wygląda na to, że Dyszobaba akurat jest poza zagrożeniem, cały impet wylewów idzie na przeciwny brzeg Narwii. Właściwie nie powinnam się martwić, bo domek stoi na dość wysokiej górce, no ale na wszelki wypadek dobrze sprawdzić. A teraz ogólna i prawdopodobnie mało odkrywcza refleksja: specjaliści nie potrafią zrobić nic dla laików. Po prostu nie pamiętają, jak to jest nie znać się na ich specjalności. Te mapy też do najłatwiejszych nie należą, czy też raczej dojście do właściwej mapy jest trudne. Anegdota: kiedyś jedno z "moich" wydawnictw zdecydowało się wydawać książki o obsłudze komputerów. Pierwszy rozdział jednej z nich zaczynał się od słowa "zaznacz"... Ręka do góry, kto siadając po raz pierwszy przy komputerze, wiedział jak się zaznacza.
-
a kuku! Dogo znowu fika.
-
Dziękuję, Konfirmie trzydziesty pierwszy! Ale ja jakaś głupia jestem, porzyjrzałam się mapie i dalej nie wiem, czy Dyszobaba leży na terenie zalewowym, bo nie wiem, jak tę informację wydobyć. Jak patrzę na mapę, to wszystko wokół domów jest białe, a zielone tylko po drugiej stronie Narwii. Czy to znaczy, że zielone to zalewowe, a białe nie? A może na odwrót? Ty jesteś wysoce wykształcona w dziedzinie natury, może będziesz umiała zinterpretować tę mapę, albo znajdziesz pstryczek, który pozwoli znaleść gdzie rzeka wylewa.
-
Zgadza się, tylko piece już mam, są nowe i wydałam na nie sporo pieniędzy, sensownie więc byłoby je wykorzystać. Ale jeśli się okaże, że to nie jest dobre rozwiązanie, oczywiście pomyślę o gazie. W każdym razie na pewno zrezygnuję z butli, która teraz w tym domku służy do gotowania. Za dużo się ostatnio naoglądałam telewizji, a poza tym jestem przyzwyczajona do gotowania na kuchence elektrycznej - robię to w końcu od 17 lat!
-
Hej, przypomniało mi się - czy ktoś wie, jak jest z powodziami na Narwi w tamtych okolicach? Co prawda domek stoi na górce, nawet ogródek jest pochyłu, ale jakaś większa powódź pewno by dała radę.
-
Okazuje się, że nie ma sytuacji idealnych. Co do życia kulturalnego w Różanie to już co nieco wiem, ponieważ teściowa młodego człowieka, który mi dom pokazywał, poprzednia rezydentka, zimą biegała do Rożana na imprezy kulturalne i aerobik. Teść podobno bardziej kanapowy. Zobaczymy jak się sprawy dalej potoczą. Znalazłam jeszcze coś, co wygląda fajnie (zn. wnętrze i taras, bo zewnętrze to tak sobie): http://alegratka.pl/ogloszenie/dom-worowice-2pokoje-parterowy-50335477,31.html?h=89ad89990bad5641. Co jeszcze by mnie zniechęcało, to ta płaskość po horyzont. Według Google Earth to tam nie za bardzo jest gdzie chodzić na spacery z psami, bo wszędzie pola uprawne.
-
Pojarmarkowa Lerka zamieszkała razem z Bliss i z nami.
irenas replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
No właśnie, pani Nutusiu. Ja może jestem zbyt kategoryczna w sposobie wyrażania się, ta "kawa dla urzędników" to raczej taka nazwa umowna, może być "wycieczki zagraniczne posłów", czy "pałac dla pani prezes ZUS-u" chodzi mi po prostu absurdalne wydawanie naszych pieniędzy. I nie przemawia do mnie hasło "mężczyzny mojego życia" (to zjadliwa ironia, uważam, że jest okropnie nieapetyczny do patrzenia nań, prawdziwy środek antykoncepcyjny), czyli Korwin-Mikkego, żeby znieść podatki. Powinniśmy się raczej skoncentrować na kontrolowaniu wydawania tych pieniędzy, bo przecież potrzeby są duże. -
Grażynko, masz rację! Dyszące baby są sto razy fajniejsze od Płocka (to nawet nie są okolice, tylko przedmieście!). Tym bardziej, że tuż za płotem działki biegnie... tor kolejowy. Jak akurat podczas wizyty przejechał pociąg Kolei Mazowieckich i zagwizdał, to mało ataku nie dostałam, tak się przestraszyłam! Bo sam domek może być. Spodobała mi się zwłaszcza duża wanna, bo ja wannowa jestem. Ale gdyby ktoś był prysznicowy, to też tam prysznic jest. No ale ten pociąg... Zostaję przy dyszących babach! Jestem w kontakcie z panem dekarzem, który obiecał dodatkowo obejrzeć wprawnym okiem cały dom (zrobienie dachu już wycenił i to w trzech wersjach!) i mi doradzić. Chociaż ja jestem zakochana w tym miejscu i raczej trudno będzie mnie zniechęcić. Moja siostra i przyjaciółka strasznie oprotestowują, że to odludzie, ale przecież i tam ludzie mieszkają, a miasto - Różan - znajduje się ledwie 2,5 km dalej! A poza tym ja bardzo lubię być sama. A co do ogrzewania to niepotrzebnie wpadłam w jakąś histerię. Przecież tutaj w Chotomowie też nie mam gazu, a jakoś z zimna nie umarłam. Mam trzy piece akumulacyjne. Ogrzały 100 m2 to tym bardziej ogrzeją 70, prawda? A poza tym na razie jestem na tyle sprawna, że mogę nosić węgiel do wężownicy. Będzie dobrze. Psy na pewno będę zadowolone z terenów spacerowych, a i kot nie powinien narzekać.