-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
Ojej, kochane, ja jestem kobietą spełnioną i nic nie potrzebuję! Naprawdę. W końcu przeprowadziłam się z większego domu do mniejszego, nawet musiałam część rzeczy poodawać. Wydaje mi się, że zostało to, co najważniejsze (z czubkiem). Upały się kończą w środę podobno, potem będzie dość chłodno, akuracik do sadzenia krzaczków. Jakbyście dostały bordową pęcherznicę, byłoby super, bo znajoma z Chotomowa ma mi przywieźć żółtą. Albo jakieś pnącze, które czepia się ścian, posadziłabym przy hybziku i nie byłoby trzeba stawiać żadnych kratek ani pergoli. Wtedy zmówcie się i kupcie dwa, żeby zarosło całą powierzchnię. Tylko musi lubić afrykańskie słońce bo ściana "patrzy" na południe.
-
No ja myślę! Twoja sunia będzie się mogła wypluskać za wszystkie czasy, a i my sobie pobrodzimy, co przy tym upale dobrze nam zrobi. Ale, ale... a propos upału - przyjedź albo rano, albo późnym popołudniem, inaczej nikt z nas nie będzie miał z tego przyjemności. (Przepraszam, że piszę takie oczywistości, ale mnie samej się zdarza wybrać na spacer z gadziną w samo południe i dopiero, jak mi przygrzeje, przypominam sobie, że mamy tropiki w tym roku).
-
Droga Mazowszanko, co z naszą wspólną psią kąpielą? Znalazłam jeszcze jedno miejsce, fajniejsze, bo prawie nieuczęszczane, w Dyszobabie, a więc bliżej, gdzie psiaki mogą brodzić do woli, a Dziunia nawet wypuszcza się na nieco szersze wody i pływa. Zapraszam, zanim lato się skończy! Sikorki postanowiły skończyć z Karmelkiem! Skrabał się na jabłonkę, kiedy zleciało się całe ich stado, usiadły mu nad głową i darły się w niebogłosy. Biedne zwierzątko, sparaliżowane żądzą złapania, któregoś z tych pierzastych agresorów i strachem, co tu ukrywać, nie wiedziało, w którą stronę się obrócić. W końcu ptaszki znudzone zabawą odleciały. A dziś rano na spacerze słyszałam nawołujące się żurawie. Jak mi powiedział jeden z mieszkających tu na stałe sąsiadów, po drugiej stronie Narwi mają popas w drodze powrotnej do i z Polski. A podobno na wiosnę to dopiero można się nasłuchać, bo zatrzymują się tam także czaple, gęsi i kaczki. Już się nie mogę doczekać tych koncertów!
-
Ale fundowałam Karmelkowi zabawę! Kurier przywiózł dziś nowy telewizor (stary się skiepścił, choć wcale nie był stary - jeszcze na gwarancji). Biedne kocię omal nie padło, jak go włączyłam! Oczy mu wyszły na szypułkach, zamarł w bezruchu, by za chwilę czmychnąć w przerażeniu. Czego to ta pańcia nie wymyśli! A Mimi przestała się w ogóle pojawiać. Boję się, że mogło się jej stać coś złego.
-
Ja też, ja też!
-
Kochani piszę do Was znad krawędzi! (czyli za pomocą nowej przeglądarki Microsoftu "Edge") Zainstalowały mi się Windowsy 10. Cała operacja kosztowała mnie miesiąc nerwów: zaczęli uaktualniać bez podania racji, zżarło mi cały limit internetu w 2 tygodnie (15 giga), który praktycznie przestał działać. Musiałam dokupić opcję "bez limitu". I tak dobrze, że tylko za 10 zł miesięcznie. Przekonana, że coś mi nawala w komputerze, zresetowałam go dwa razy do ustawień fabrycznych, co z kolei poskutkowało utratą wszystkich telefonów i kontaktów. Niby mam je w różnych chmurach, ale nie potrafię do końca odzyskać. Mało mnie szlag nie trafił. No, ale są łindołsy dziesięć. Trochę się bałam, że to będzie trzęsienie ziemi, ale nie, nawet sporo rzeczy pozostało, a reszta wydaje się na pierwszy rzut oka klarowna i nietrudna. Zobaczymy w praniu. Nie dziwcie mi się, że poszłam na tę zmianę - ja uwielbiam wszelkie gadżety!
-
Oj, pomerdało, pomerdało. Czekam na Was w niedzielę, 13 września br. Tylko nie powiedziałyście, o której chcecie zjechać. Moja propozycja 14-15.00 wzbudziła żywy sprzeciw mojej przyjaciółki, która uważa, że powinno być w samo południe. To umówmy się, że czekam od 12.00, a każda/y przyjedzie jak będzie mogła/mógł. (Nasz język zdecydowanie nie jest wygodny do formularzy wszelkiego rodzaju. Ostatnio pertraktuję ze sklepem OleOle w sprawie telewizora /sprzedali mi Toshibę- zbuka/ i ciągle zwracają się do mnie per "Szanowny Kliencie". Możecie się śmiać, ale okropnie mnie to irytuje, to takie...czyste lenistwo).
-
Dogomania znowu bryka podwójnie.
-
Jakby co, to ja Konfirma z przyjemnością przywiozę, w końcu mam tylko 20 km do niej, tyle, że odrobinę wcześniej (a właśnie - o której się umawiamy? Ja myślałam tak koło 14 -15, bo we wrześniu już dość wcześnie robi się ciemno. Co Wy na to? A może wolicie rano?), żeby gospodyni domu była na miejscu, kiedy goście zaczną nadjeżdżać. A psy by się nie dogadały z moimi? I trzy? Ja wiem tylko o dwóch suniach. Jakaś chyba jestem zapóźniona. Nutusiu - zabierz wszystkie nasze dziewczyny (i chłopców też, jeśli takowi się znajdą) które Ci się zmieszczą w samochodzie. W razie czego z Legionowa odjeżdża autobus do Ostrołęki (wiem, że na pewno 0 9.03, późniejsze trzeba sprawdzić na przykład na e-podróżnik), jest przystanek "Dyszobaba", też można z tego skorzystać. Jedzie się 1 godz. 20 min, bilet podobno kosztuje 13 zł.
-
Jesteście kochane! Chciałam tylko powiedzieć, że mam już obiecane pierogi z grzybami i kapustą oraz ruskie. Ja deklaruję kilka sałatek (nie tylko surówek) oraz jakieś napitki. Czy któremuś z panów będzie się chciało bawić w grilla? (Albo z pań tyż). Jeśli tak, to postaram się o jakąś chabaninę (czy habaninę???). Co do "bycia", moja londyńska siostra niestety musiała przełożyć przyjazd na tydzień później. Nie zgadniecie, dlaczego. Otóż jej mąż, który jest z Manchesteru, zaprosił całą męską część swojej rodziny (jest ich kilku) na mecz, który ma się rozegrać 12 (albo 13) września. Panowie są fanami Manchester CIty. I siostra została poproszona o oprawę "gastronomiczno hotelarską" tej imprezy. Jako okoliczność łagodzącą podam, że Brenadan jest chory, ma parkinsona, chociaż to jeszcze nie jest stadium, które uniemożliwia normalne życie. Za to rozpaskudzenie najpierw przez mamusię i siostry, a potem przez żonę, z pewnością tak. No trudno. Nie pierwszy raz faceci mnie "wykolegowują". Z osób (jeszcze) Wam nieznanych będzie Ewa, moja przyjaciółka z Legionowa, Basia i Staś, moi najlepsi sąsiedzi z Chotomowa, Halina i Jędrek, moi kuzynostwo, Kasia i Marylka, letniskowe mieszkanki Chotomowa, o ile chirurdzy nie będą chcieli usuwać tej ostatniej kamieni akurat wtedy, no i moi nowi znajomi, już dyszobabscy: pan Maciek oraz państwo Jacek i Lucyna. I jeśli się zdecyduje, pan Stanisław od dachu.
-
Jeszcze podobno była jakaś dysząca karczmarka, ale tu szczegółów nie znam. Wolałam nie pytać. Słuchajcie dziewczynki i chłopcy, ja tak myślę o tej parapetówie: nie wiem ile będzie osób, nie wiem więc ile żarcia przygotować. Czy byłoby nadużyciem poprosić Szanownych Uczestników o przywiezienie swoich "specialites de la maison"? Czegoś, czym się najbardziej chwalicie? Sorki za obcesową prośbę, ale byłoby głupio, gdybyśmy nagle zostali o głodnym pysku. Co uważacie?
-
O kurce! A skąd Ty to wiesz? Potrafisz zrobić takie piwo?
-
Słuchajcie, słuchajcie! Mam nowe wyjaśnienie nazwy Dyszobaba, tym razem podobno naukowe (historyczne). Otóż "Dyszobaba" to przekształcoene "dycha baba", czyli "bulgoce bagno" (nie wiem po jakiemu. Może po sieluńsku?). Podobno z północnej strony do tej pory znajdują się mokradła. A Dyszobaba zaczęła się właśnie od tamtej strony jako wieś służebna przy biskupstwie w SIeluniu. Pierwsza wzmianka o niej pochodzi jakoby z 1520 roku!!! I co Wy na to?
-
Kochani! PADA DESZCZ! A właściwie już przestał. Czyli tylko zmoczył ziemię po wierzchu. Ale zawsze coś. Wczoraj moja ulubiona sąsiadka z Chotomowa posadziła mi hortensję i proszę, od razu jak na zamówienie została podlana. No i temperatura wreszcie dla ludzi. Chce się żyć!
-
Czytałyście? Warszawa zbiera 16 ton śmieci z okolic Wisły rocznie! No, gratuluję! Widać tzw. Polska B nie pozostaje w tyle. Jakby zważyć, to co się poniewiera w Brzózem, czy w Chotomowie też pewno zebrałoby się kilka dobrych ton. Jeśli nie kilkanaście. Spracowałam się dzisiaj, Nutusiu, jak dzika oślica. Postanowiłam zrobić porządek w wiatrołapie, czyli wyrzucić starą wykładzinę, odmalować ściany i położyć nową wykładzinę. Mamuniu! Zdzieranie podkładu pod wykładziną (po prostu grubej tektury), przybitego do cementu gwoździami (?) zajęło mi niemal cały dzień. A jeszcze trochę go zostało, bo nie wszystko było sparciałe. Co zrobię z gwożdziami, jeszcze nie wiem, ale jedno jest pewne - powinnam je albo usunąć, albo wbić mocniej, żeby nie wystawały. Jak widzisz idę w Twoje ślady, żeby Ci nie było smutno, że tylko Ty za...p jak mały trolejbus. Dziunia i Szerlok wyemigrowały do ogródka, tylko ta pierwsza od czasu do czasu przechodziła obok mnie, wyraźnie sprawdzając, czy sobie nie zrobiłam krzywdy.
-
Mnie też właśnie to dziwi, że ludzie wracają w te swoje śmieci i im to nie przeszkadza. Chociaż widać, że ktoś to próbował ogarnąć, bo śmieci są w kupach pod krzakami i drzewami (poza tymi nowszymi, które walają się swobodnie). Na wielbarkowy wątek zajrzałam, to też jest tragedia z tymi psami. Czy to się kiedyś skończy? Czy ktoś dożyje dnia, kiedy nie będzie bezpańskich, zagłodzonych i zabiedzonych psów? Nie wiecie, czy na świecie istnieje kraj bez tego problemu?
-
I ja wspieram duchowo. Jak trzeba będzie to i finansowo coś się znajdzie. Działajcie dziewczyny i nie dajcie się zniechęcić. Trzymam kciuki za Was i za psiaki.
-
Byliśmy dzisiaj w Brzózem, o którym pisał Konfirm Trzydziesty Pierwszy. Bardzo ładna okolica, istotnie pieski mogą się chlupać do woli, bo łagodnych zejść do wody pełno, a i głębia nie od razu. Co z tego, kiedy niemal pod każdym krzaczkiem i drzewem śmieci. Przemysłowe ich ilości. Rozpacz ogarnia. Czy naprawdę tak trudno zabrać ze sobą pustą butelkę, naczynia jednorazowe czy choćby zepsuty leżak? Dlaczego jesteśmy takim durnym, paskudnym narodem? Takim przysłowiowym ptakiem, co własne gniazdo kala?
-
Wieczorno - nocnym harcom młodych ludzi się nie dziwię. Sama pamiętam poszukiwanie otwartej kawiarni o 5 rano, żeby się czymś wzmocnić po nocnych szaleństwach. Tym bardziej, że w nocy temperatura spadła do przyzwoitego poziomu. Cieszę się, że się odezwałaś, bo już się obawiałam, czy ten upał i wrzask Cię nie wykończył. A teraz wiadomość z frontu zwierzęcego: wczoraj Mimi pojawiła się dwa razy. Raz siedziała na płocie i patrzyła na mnie wyczekująco, jakby nie była pewna, co zrobię. Wzięłam ją na ręce i zaniosłam do kuchni, gdzie dostała jeść. Wieczorem przyszła już sama, też zjadła i poszła. Ale zostawiła mi nadzieję, że może pewnego dnia zamieszka z powrotem z nami. Zauważyłam, że o ile za pierwszym razem wyglądała jak "kot, który nie jadał whiskas", to za drugim sierść była już gładka i błyszcząca. Mam teorię, a właściwie to wynika z moich obserwacji, że zarówno u psów jak i u kotów sierść bardzo reaguje na stres. Za drugą wizytą Mimi była już zdecydowanie spokojniejsza i pewna, że ma dokąd wracać, tak więc i sierść się jej wygładziła. I tylko raz fuknęła na Karmelka, który przyglądał się jej zafascynowany, aczkolwiek ze strategicznej odległości. Może się jednak w końcu dogadają?
-
Pojarmarkowa Lerka zamieszkała razem z Bliss i z nami.
irenas replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
No i co? Dotarli się? Czy ta cisza znaczy, że wszyscy polegli w walce o względy pańci? Konfirmie mój miły właśnie wróciłam z Dni Krasnosielca (z których sromotnie uciekłam z powodu upału), miałam cichą nadzieję, że i Ciebie tam spotkam, ale Ty na pewno masz takich imprez po dziurki od nosa. A dla mnie to pełna egzotyka. Tyle że pogoda nie pozwoliła w pełni się nią cieszyć. No ale według mojej "patelni" (czyli smartfona) w czwartek ma już być tyulko 20 stopni. I zaczniemy narzekać na chłód. -
Podobno jeże wcale nie są takie bezpieczne wobec psich zębów. Ktoś mi opowiadał o psie, który zamordował jeża. Okropność. Kochani, podziwiajcie wytrwałość i hart Malagos oraz Tomka. Upał jak cholera, cygańska muzyka dudni aż gdzieś w trzewiach (naprawdę nie można nagłośnienia wyregulować tak, żeby dało się tego słuchać?), ani krzty cienia, wiaterek, który z początku delikatnie zawiewał, ucichł - a Malagos na posterunku, matkuje gospodyniom sprzedającym swoje specjały, a Tomek, z pogodnym uśmiechem na spoconej twarzy, promenuje się w tym skwarze z aparatem fotograficznym i uwiecznia imprezę. Przyznam się ze wstydem, że uciekłam po niecałej pół godzinie, a oni mają tam zostać do wieczora!!! Czyste okrucieństwo.
-
Mamuniu, ale nerwy! Wczoraj zjechał myśliwy z żoną i suczką, Daisy. Kawał cholery, rasy jag terier, kompletnie nie słucha się nikogo. Jak ten facet sobie wyobrażał zabieranie takiej wariatki na polowanie, nie wiem. W każdym razie przepędziła Mimi, która właśnie dojrzewała do powrotu do domu, a dziś rano Karmel, jak ta ostatnia idiota, wlazł do nich na działkę i sunia oczywiście urządziła prawdziwą corridę w pogoni za kociną. Już myślałam, że straciłam kolejnego kota, bo nie było go ze dwie godziny. Wołałam, prosiłam "wróć do domu" - bez sktuku. A tu nagle - Karmelek pojawia się w kuchni i to wyraźnie nie z ogródka tylko z głębi domu. Chyba w promieniu stu metrów było słychać ten kamień, co mi spadł z serca. Znaczytsia, Karmel mądrym kotem jest i basta!
-
No, do kajaka to ja już na pewno nie wsiądę! Co to, to nie. Niestabilne to, to, wywraca się do góry nogami. Ale tak ogólnie to się zobaczymy, chociaź popsuły mi się drzwi na taras (ten nowy. Chyba coś się musiało obsunąć w trakcie budowy. Myślę, że to kwestia wyregulowania) i się nie zamykają, muszę je zastawiać skrzynką z fiołkami afrykańskimi. No ale przyjechali sąsiedzi zza płotu, poproszę ich, żeby mieli oko na dom. Czyli o 15.00 za mostem?
-
Przepraszam za tak długie milczenie, ale zachciało mi się Windowsow 10 i ... szlag trafił mój internet. Opowiem, jak się zobaczymy, bo to długa historia. Malagos bardzo, bardzo dziękuję za wizytę, mam nadzieję, że będziecie do mnie wpadać, kiedy będziecie w okolicach Różana. Musisz zobaczyć, co jest za domem. Dzisiaj na nowym tarasiku pojawiła się... Mimi, która wygląda jak kot, który nie jadał whiskas. Niestety przestraszyła się Szerloka, bo chciał się z nią koniecznie przywitać, ale nie uciekła daleko - tylko tuż za płot, pod iglaczek. Jest nadzieja, że jednak się przemoże i wróci na łono rodziny. Choćby powiększonej o Karmelka - propelerka, wielkiego łowcę myszy (A co! Nawet taki maleńtas może!). Na plaży nad Narwią natomiast widnieje informacja, że ze względu na niski poziom wody planowane z okacji Dni Różana przejażdżki łódkami się nie odbędą. Ha! Widziałam zdjęcie WIsły w Warszawie. Czysta rozpacz. I śmietnisko.
-
PS Opdowiadam dopiero teraz, bo przez cały dzień walczyłam z komputerem, który się kompletnie rozkrzaczył, musiałam wrócić do ustawień fabrycznych i teraz powolutku odzyskuję zaszłości.