Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. Przecież to ta sama branża! Jedno bez drugiego nie ma racji bytu..
  2. Pewno nie wiecie, ale Malagos wymyśliła imię dla czarnulka: Czorcik. Bo nie daje się złapać i
  3. Nie da się! Prędzej Koloratka. Ale zupełnie przypadkiem wymyśliłaś dla czarnulka imię! Będzie Czorcik. Przynajmniej do odwołania, do momentu poznania płci. Jeśli oczywiście będzie przeciwna. A oto kolejne zdjęcie maluchów, które rosną jak na drożdżach. Ale też jedzą niemal bez przerwy! Jak widać braterska (lub siostrzana więź) nadal istnieje, najbezpieczniej jednak we dwójkę. Tylko Czorcik chowa się pod kuchenną szafkę, a Koloratka zasuwa za kanapę w salonie w razie jakiegoś niebezpieczeństwa. Na przykład pojawienia się Pańci, która ciągle patrzy na kotki pożądliwym okiem, jakby tu je złapać i umyć im oraz zakropić oczy.
  4. Ale zwierzyna stanowi trzon emigracji wewnętrznej! To własnie tej "mój ogródek", który uprawiam. Nic skuteczniej nie odwraca uwagi od szkodliwych treści płynących z wiadomości w tv niż Szerlok ganiający Karmelka, Koloratkę lub Czarnulka! I nic nie daje większej radości niż bawiące się ze sobą zwierzaki. Oczywiści zawsze można wyłączyć odbiornik tych paskudnych treści, ale ja się ciągle łudzę, że dowiem się czegoś sensownego i ważnego, a nie co jeden pan powiedział o drugim.
  5. No to mnie puszczą z torbami! (Uwaga -to żart! Żebyście się zaraz nie rzucały z dofinansowaniem mnie.) Dzisiaj dorwałam Koloratkę. Ale ma gruby brzuszek! (To tak a propos powyższych wpisów.) Strasznie miło przytulić takie cieplutkie, malutkie zwierzątko. To chyba jednak dziewczynka, nie szarpała się tak jak Czarnulek i dała sobie umyć całkowicie zaklejone ropą oczko, a potem zakropić gentamycyną oba oczka bez robienia awantur. Hurra! Oby tak dalej.
  6. Ja mam jeszcze jedno rozwiązanie: konto na easycall, telefonii internetowej (teraz będzie kryptoreklama, ale takich firm w internecie jest więcej: polecam, jeśli ktoś musi dzwonić zagranicę. Jest znacznie taniej niż u "tradycyjnych" operatorów. Można to sobie "zapuścić" do komórki, jeśli się ma w niej internet i jest super), załadowałam sobie ich aplikację na komputer i mogę do siebie dzwonić z komputera. Jestem wolno myśląca, bo przyszło mi to do głowy dopiero wczoraj. Ale najważniejsze, że przyszło. Kotki rozrabiają coraz odważniej, oba już przeniosły się do kuchni (bliżej żłobu?), która rano wygląda jak po przejściu tajfunu. No, tajfunku, bo ony jeszcze maleńkie to i szkody nieduże. Reszta zwierzyny w porządku, poza wzmożonym zainteresowaniem tym czymś czarnym co od czasu do czasu przemyka z salonu do kuchni i vice versa, życie toczy się zwykłym torem. I dobrze! Jakoś nie mam ochoty na niespodzianki. Wystarczy mi to, co się dzieje na świecie i w naszym ukochanym kraju. Postanowiłam wyemigrować wewnętrznie i zająć się "swoim ogródkiem".
  7. Nie ma to jak motywacja! Czarnulek/lka, który tak panicznie się mnie boi w wyniku umycia mu oczu, mało mi palca nie odgryzł, kiedy mu dałam kawałeczek łososia wędzonego na gorąco! Ale mu smakowało! Co nie znaczy, że już pozwala się dotknąć. Co to, to nie! Ale powolutku oba kociaczki się oswajają. Każdy zaanektował jedno pomieszczenie: Koloratka salon, a Czarnulek kuchnię. I tylko Karmel lata od jednego do drugiego i obejmuje, obgryza bądź liże. Ponieważ ma zajęcie z kotkami, rzadziej zasiada na moich kolanach, czego mi trochę brakuje, no ale robił się już grubaśny, tak więc odrobina ruchu mu się przyda. Jedno mnie tylko niepokoi: wszystkie moje zwierzaki mają ASTRONOMICZNY wręcz apetyt. Czy to z niepokoju, bo pojawiła się nowa konkurencja do michy, czy też idzie sroga zima? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? I czy wasze zwierzątka też są takie nienażarte?
  8. Miałam kiedyś, tak jak Konfirm, stacjonarny internetowy, ale od kiedy używam głównie skype'a do rozmów zagranicznych, pozbyłam się go i nie mam czym dzwonić do siebie! A wydaje mi się nieco fanaberyczne brać drugi telefon tylko po to, żeby odnajdować pierwszy, kiedy mi się schowa.
  9. Oto kocięta. Jak widzicie już powolutku wychodzą z podziemia (czyli zza kanapy). Zapuszczają się nawet do kuchni (rezultat: stłuczona szklanka, obkupkany stół, osikany dywanik. Ja się nie skarżę, uważam to za folklor przynależny do sytuacji). Płeć kociaków nadal pozostaje tajemnicą, na jednego Karmelek (siedmiomiesięczny kot-rezydent, też znajda) poluje bez litości i go tłucze, z drugim się mizia. Podejrzewam więc, że pierwszy to on, drugi - ona, ale Nutusia mnie ostrzega, że z kotami nic nie jest proste. Pożyjemy, zobaczymy. Oczywiście, że nie wypuszczam ich na dwór! A one jak na razie też się nie garną. Załatwiają się już częściowo do kuwety (a częściowo na kanapę. Wrrr!), a ich strach wyraźnie maleje. Na przykład dają się obwąchać Szerlokowi, a on w końcu dla nich wielki jak dinozaur. Ale widać już się zorientowały, że wielki, ale kochany, krzywdy im nie zrobi. Mam do Was prośbę: wymyślcie im jakieś imiona, bo ja wpadłam w jakich niedowład koncepcyjny. Tego z białym śliniaczkiem (to jednak nie koloratka, jest tylko z przodu) nazwałabym Śliniak (wiem, że to imię dużego psa, ale kto powiedział, że pies i kot nie mogą mieć tak samo na imię), a na drugiego, czarnulka nie mam pomysłu.
  10. Melduję posłusznie, że koty przeprowadziły się do kuchni. A wraz z nimi Karmelek i Szerlok, które ich pilnują.
  11. Konfirmie zostawiłam u Ciebie telefon. Przyjadę po niego jutro rano, koło 9-ej. Wezmę Diunię i Szerloka, może byśmy poszli na wspólny spacer z Twoją gadziną nad Orzyc, może w większym towarzystwie placki nie będą tak kuszące?
  12. Przedstawiam Wam Koloratkę (albo Koloratka, to się okaże). W odróżnieniu od Czarnego (Czarnej) nie boi się Karmelka. Wąchały się długo i starannie całkiem bez agresji. Może więc to jednak jest suczka, a tamto samczyk, bo na Czarnego Karmel fukał i bił go łapką?
  13. Dorwałam małego! Niestety wczoraj zapomniałam recepty na gentamycynę, więc umyłam mu tylko oczy naparem z czarnej herbaty. Darł się jak szalony i drapał mokrą chusteczkę, ale mnie nie trafił. Ale jak go przytuliłam, na chwilę się uspokoił. Mimo to teraz się chowa, kiedy pojawiam się w drzwiach pokoju. Zniszczyłam pączkujące zaufanie. Cholera! Co ważniejsze wzrok, czy zaufanie? "Koloratka" wychodził z podziemia co jakiś czas, ale nadal znika na nasz widok, tak że nie wiem, jak dokładnie wygląda. Pocieszam się, że to dopiero drugi dzień. Życie przed nami! W końcu wszyscy się do siebie przyzwyczają. Karmel w ramach protestu (chyba) ułożył się w klateczce, w której przez kilka godzin mieszkały maluchy. Dobrze mu się tam spało.
  14. Najświeższe doniesienia z kociego frontu: Karmel zorientował się dopiero teraz, że są nowe koty i zaczął je... bić. Na szczęście tak "dla proformy" (jak mawia moja kuzynka), szybko się zniechęcił. A ja już się martwiłam, co z tym z koloratką, bo w ogóle się nie pojawiał zza kanapy. Zamierzałam nawet ją odsunąć, nie bacząc na przerażenie czarnego, kiedy pojawił się koloratkowy - wygląda znacznie lepiej od swojego brata/siostry, oczy ma jakby troszkę lepsze i teraz już wyraźnie jest większy. Czarny zapuszcza się coraz dalej, zachęcony tym, że nikt go nie atakuje. Ciekawość to jednak wielka siła. Obawiam się, że jeśli nie będą się oswajać prędzej, to z ich oczami będzie źle. Wsypuję im do jedzenia antybiotyk, jak na razie nie widać poprawy, ale może to za krótko jeden dzień. Karmelek jak podrósł przestał akceptować zakrapianie i oko jest dość marne. Oczywiście radzi sobie świetnie, moja Koko miała blizny po kk na obu oczach i w ogóle jej to nie przeszkadzało żyć, ale zawsze lepiej być w 100% sprawnym, no nie?
  15. Mój Drogi Konfirmie Trzydziesty Pierwszy! Przecież wiesz, że wpadnę nawet bez pokusy książek! Bardzo lubię z Tobą rozmawiać, zawsze się dowiem czegoś ciekawego. A wybieram się do Makowa, żeby podstemplować dziennik budowy (co za cyrk!), prawdopodobnie w czwartek. Ale zadzwonię do Ciebie najpierw, czy jesteś w domu.
  16. I znowu musicie wytężyć wzrok. To jest ten mniejszy, całkiem czarny. Karmel też ma koci katar. Tak że raczej mu drugi chyba nie grozi. A przy okazji podam mu ten sam antybiotyk, bo zakrapiać oczu sobie nie daje, chociaż jest całkiem oswojony. Podejrzewam też, że czarny ma także nużycę, bo zupełnie łyse wokół oczu. Ten drugi nie pokazuje się tak chętnie, więc nie wiem, czy on też. Ale bardzo prawdopodobne, że tak. Musiała być w gnieździe. Wyjaśniam tajemnicze wydostanie się z klatki: jej dno zrobione jest z większych prostokątów, które "zawijają się" do góry tak, że pierwszy rząd kratek nad podłogą jest większy niż pozostałe. A zwierzaki są naprawdę malutkie. Trochę hałasowały, wydostając się - stąd ten metaliczny dźwięk - ale nie zajęło im to chyba zbyt wiele czasu. Oswoją się, oswoją i to chyba szybko. Dziś po południu zobaczylibyście taką scenę: Dziunia, pod stolikiem, Szerlok z głową na moich kolanach na kanapie, Kajtek na swoim fotelu, Karmel na oparciu kanapy, na której siedział Szerlok i ja, oba czarne stwory na drugiej kanapie: jeden wyglądał zza oparcia po lewej, drugi po prawej stronie. Czarny jest zdecydowanie odważniejszy. Dlatego, i dlatego, że jest mniejszy, podejrzewam, że to dziewczynka, samiczki we wszystkich gatunkach są jakieś bardziej rozgarnięte. (Przepraszam za niezamierzony seksizm.) Czarnego/ą ciekawość po prostu zżera. Nie może się powstrzymać, żeby nie wyglądać zza węgła, co też tam się dzieje...
  17. Kochani! Ale mi się trafiły młodociane kocie geniusze! Poszłam spać z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Do klatki wstawiłam jedzenie (uświadomiłam sobie, że one nic nie jadły co najmniej od 12 godzin, a takie maleństwa nie powinny tak długo głodować), przykryłam ją starannie i zamknęłam drzwi, żeby miały spokój. O 3 nad ranem obudził mnie metaliczny dźwięk, a potem "łubudu!" coś poleciało na podłogę. Porwałam się z łóżka, a podniecony jak wesz na grzebieniu Szerlok razem ze mną, i wpadłam do "salonu". Klatka pusta, talerzyk wylizany do czysta. Dwie czarne kupki nieszczęścia siedzą pod stołem - mniejsza w kącie, większa wskrabała się na rurki od kaloryfera (na szczęście nie gorącego). Szerlok oszalał, zaczął szczekać piskliwym głosem, który wyraźnie zdenerwował kotki, bo rzuciły się do ucieczki, a on oczywiście za nimi. Ale zabawa! zdawał się mówić. Tylko maluchy chyba tego tak nie odbierały. Kiedy się rozejrzałam po pokoju, stwierdziłam, że żadnych szkód - poza kupą na parapecie - nie ma. Wazoniki co prawda leżały na podłodze, ale się nie potłukły. Jedno czarne schowało się pod jedną kanapą, drugie za drugą, Szerlok latał dookoła, nie mogąc ich dosięgnąć aż dostał książką po tyłku (wyznaję ze skruchą) i natychmiast przestał. Wygoniłam go z pokoju i zamknęłam drzwi. Przed ponownym zaśnięciem słyszałam skrobanie w kaloryfer i szaleńcze tupanie - kotki wyraźnie się ganiały. Dziś rano sytuacja się poniekąd powtórzyła, tylko, że większa kupka nieszczęścia siedziała na stole koło klatki (chciała tam wrócić???), a mniejsza pod dużą kanapą. Podstawiłam im pod nos jedzenie, zabrałam warującego z nosem przy kanapie Szerloka i resztę towarzycha na spacer, a pokój znowu zamknęłam. Na razie panuje cisza. Martwią mnie tylko ich oczy - mniejszy/a ma oba zaropiałe. Oczu tego z koloratką nie zauważyłam, bo przemieszcza się z szybkością światła. Jak ja mam im zakrapiać tę gentamycynę, którą przypisał Tomek? Na szczęście dał mi też antybiotyk w tabletkach, rozkruszyłam i dosypałam do jedzenie. To będzie z pewnością skuteczniejsze. Karmelek sprawia wrażenie zagubionego i zaniepokojonego. Ale spał grzecznie z nami, jak zwykle, zjadł śniadanie jak zwykle, tylko jak szliśmy na spacer nie chciał zostać w domu. Schronił się w wiatrołapie.
  18. Są. Oto one: Znowu trzeba wykręcać głowę! Ale dobrze że chociaż zdjęcie widać. Jak się możecie domyślić kotki zostały schowane przed szczekającym na nie Szerlokiem. Dziunia je olała, podobnie jak Kajtek (co zrozumiałe), a bardzo zaniepokojony Karmelek uciekł z domu. Na szczęście szybciutko wrócił, bo na dworze zimno, a on lubi ciepełko. Z tego co udało mi się zauważyć w trakcie nierównej walki (zakończonej podrapaniem mnie po ręce. Jestem teraz srebrzysta, bo Malagos mnie potraktowała czymś takim odkażającym, co jest srebrne) jeden jest ociupinkę większy i ma białą koloratkę oraz czubki łapek, a drugi (druga???) jest całkiem czarny/a. Chociaż to się może okazać niedokładnym opisem, bo tak się szarpały, że niewiele dało się zobaczyć. Straszne dzikusy. Ciekawa jestem, ile czasu zajmie im oswajanie się. Malagos i Tomek pożyczyli mi klatkę, mam je w niej trzymać przez kilka dni dopóki się nie przyzwyczają. Wstawiłam tam kuwetę ze żwirkiem, ale jeść dam im dopiero jutro rano, żeby ich nie straszyć po nocy.
  19. Wczoraj byłyśmy z Malagos u kotów stuletniej babuni (a tak przy okazji: ale forma! Chudziutka, zasuszona, ale całkiem sprawna i fizycznie i intelektualnie. Mieszka sama!). Bardzo wszystkich czytających ten wątek namawiam, na zainteresowanie się tymi zwierzakami. Widziałam tylko całe czarne (łaciate się pochowały), ale są śliczne. Mimo trudnych warunków sierść mają bardzo błyszczącą, niektóre dają się nawet wziąć na ręce. Zdecydowałam się na dwa maluchy, jako że są już tylko dwa, a były trzy. Domek stoi tuż przy ruchliwej ulicy, tak więc populacja kotków zmniejsza się gwałtownie. Podobno zorientowały się, że państwo z naprzeciwka je dokarmiają i kiedy tylko usłyszą skrzyp furtki, gnają w ich stronę nie patrząc co i jak. Pomyślcie kochani - jeśli sami nie możecie przygarnąć takiego zwierzaczka, może ktoś z krewnych albo znajomych? Idzie zima, one mieszkają w takich dziurawych drewutniach. Koniecznie trzeba im pomóc.
  20. Dobrze, Malagosie. Aczkolwiek to nie tylko mnie musi "podpasować". Ja uważam wszystkie koty (tak jak psy) za śliczne, tak więc jeśli chodzi o urodę to nie ma problemu. Wezmę transporterek.
  21. Malagos, wpisałam się do kociego wątku - zajrzyj, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś i może zadzwoń! Devoner, to jednak ani moja przeglądarka, ani mój komputer, bo zdjęcie wklejone "dla sprawdzenia" widzę, Śliczności. I ta mina! Napisałam Ci już, że żadnych psów nie należy usuwać. Przynajmniej z tego wątku. Może te problemy wynikają ze złośliwości rzeczy martwych skoro Tobie się udało. Tylko nie wiem, czym sobie zasłużyłam na taką złośliwość rzeczy martwych. Fakt, nie mam do nich jakiegoś specjalnego nabożeństwa, ale to jeszcze nie powód... Byliśmy dziś na wielkim spacerze po drugiej stronie szosy ostrołęckiej. Ja widziałam, a psy na szczęście tylko odrobinę poczuły, stado saren, które pomknęło na nasz widok (mają zdecydowanie lepszy wzrok!) w stronę ruchliwej drogi. Na szczęście nic nikomu się nie stało. Złapałam towarzycho na smycz w obawie, że zapach będzie zbyt kuszący, po czym szczęśliwie bez problemów wróciliśmy do domu. Dotlenieni na maksa!
  22. Malagosku, przywiozę karmę jutro. Może być sucha? Łamię się też co do zabrania któregoś kota. Kiedyś miałam 3 psy i 3 koty i nic mi się nie stało. Martwię się tylko, jak zareaguje dzikawy kot na moje psy, na Karmelka i vice versa. Zastanów się, ulica też blisko mnie, poza tym "coś" tu chyba zjada koty, skoro moja Mimi tak całkowicie zanikła. Chyba, że wybrała się z powrotem do Chotomowa. Co podobno się zdarza. Może któregoś młodszego? Nie mówię te maluchy, bo one na pewno najszybciej "pójdą", ale takiego, który jeszcze nie ma głęboko zakorzenionych nawyków i nie da nogi na widok czarnej ostrzyżonej na łyso suki, chętnego do zabawy prawie donka i baaardzo psotnego rudego kotka.!
  23. Ha! A masz może pomysł, gdzie szukać źródła błędu? Aż taką informatyczką nie jestem.
  24. Devonerze, NIE MOŻNA! Ja nie widzę Twojej pięknej adoptowanej suczy choćby raz! Tylko informację o dublu. A tak a propos - piękny czy nie, jak dla mnie to żadnego psiaka nie należy usuwać. Kocham je wszystkie. Te brzydale też.
  25. Nie, nie. Problem leży w czymś innym. Kiedy klikam na "dodaj odpowiedź", ramki stają się rozmazane, jak za mgłą i nie reagują na moje klikanie. Miałaś już tak kiedyś? Bo ja nie.
×
×
  • Create New...