-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
Czy ktoś wie, dlaczego ostatnio nie mogę wstawić zdjęć? Oraz nowych banerków?
-
Dlaczego Nutka oszaleje? Czyżby przeczuwała poniższy widok? Tu miało być zdjęcie wyszczerzonych zębów Szerloka rozwalonego na kanapie, ale dogo znowu zastrajkowała. Czy publikowanie postów na dogo naprawdę musi być takie stresujące?
-
Malagosie, zauważyłam kocyk. Jak i kiedy Ci go dostarczyć. Może przyjadę ze swoją gadziną w przyszły weekend, pójdziemy na spacer całą sforą i przy okazji oddam Ci kocyk?
-
Dzień dobry, Marysiu i Fasolko. Dopiero teraz trafiłam na wątek. Marysiu, Ty mnie wprawiasz w absolutny zachwyt swoim działaniem! Gratuluję i podziwiam z całego serca. A Fasolka fajna sunia, na pewno z czasem będzie fantastyczną towarzyszką jakiejś dobrej osoby. Marusiu, przyślij mi numer konta, niech i ja mam udział w ratowaniu psiny.
-
A czy zaobserwowałaś, co się z tymi niegrabionymi liśćmi na działce dzieje, kiedy przychodzi wiosna? Bo latem nie ma po nich śladu, a przecież nikt ich nie uprzątał. Tutaj jest mnóstwo dębów, o ile pamiętacie, do dnia w którym zaczęło wiać i lać brodziłam w liściach do pół łydki, ale już teraz jest ich znacznie mniej. Zniknęły. Tylko jakim cudem. Przecież nie rozłożyły się w trzy dni. A może tylko się zbiły, kiedy zwilgotniały i dlatego wydaje się ich mniej?
-
PS Mam bzika na punkcie zanikania rodzaju żeńskiego w języku polskim, dlatego ten "kierowca" w odniesieniu do mojej skromnej, zdecydowanie damskiej osoby mnie razi. Może powinnam się nazywać "kierowczyni", albo "kierowniczka", czy "kierownica"? Okropnie mnie irytuje, że pani Szydło jest kandydatem na premiera (już tego premiera byłabym skłonna darować, ale kandydat zdecydowanie nie przechodzi), że kobiety uczące w szkole mówią o sobie "nauczyciel" (co złego w słowie nauczycielka"?), a lekarki nazywają się "lekarzami". I to nie jest żaden manifest feministyczny (chociaż dziwią mnie kobiety, które mówią, że feministkami nie są - nic ich własne sprawy nie obchodzą???), tylko troska o język. Uważam, że polski jest tak bogaty w niuanse, chyba jak żaden inny,i naprawdę szkoda to stracić.
-
No widzisz, Nutusiu? Na przyjaciółki zawsze można liczyć! Dzięki dziewczynki za wsparcie. A skoro już mówimy o pogodzie, to wietrzysko wiejące od kilku dni jak oszalałe... posprzątało mi działkę z liści! W niedzielę pojechałam do Warszawy. Liście sięgały mi tak do pół łydki. Wracam, a tu wszystko zamiecione porządnie pod płoty. Wiatr zrobił to, co ja miałam zamiar zrobić, czyli przykryć rośliny rosnące pod płotem pierzynką z liści. Robię tak od kilku lat, usuwam opatulenie dopiero na wiosnę. Wyszłam z założenia, że natura nie grabi liści jesienią (wiosną zresztą też nie i gdzieś znikają), to ja też nie będę. No i w podzięce taż natura postanowiła mi pomóc. Bardzo miło z jej strony.
-
A fotografowanie w gęstej mgle, siedząc przy kierownicy, jest dozwolone?
-
Dawno już nie podróżowałam w takiej mgle jak wczoraj! Widoczność do czubka nosa. Lepiej było w lesie, ale też trzeba było bardzo uważać. Nie muszę mówić, że znajdowali się tacy śmiałkowie, którzy wyprzedzali w tym rozlanym mleku. Brak wyobraźni?
-
Coś się działo z dogo, bo wczoraj nie mogłam w ogóle wejść na ostatnią stronę wątku. Pierwsza się otwierała, ale potem pojawiał się komunikat, że serwer jest za bardzo obciążony. Hm. Ale widać już nie jest, skoro się na nią dostałam. Muszę jeszcze rozpracować programator tak, żeby grzało więcej wieczorem, mniej rano i najmniej w nocy. Kiedy jest nastawione ne 22 stopnie w ciągu dnia, to rano, kiedy człowiek najwięcej się kręci po domu, jest mi zdecydowanie za gorąco.
-
Hip, hip, hurra! Mam ogrzewanie. Jest ciepło i miło, tylko piec dość głośno szumi, jak działa. Porady znajomych, gdzie umieścić programator do pieca, okazały się całkiem zbędne, bo to ustrojstwo przenośne. W zależności od tego gdzie jestem, mogę je ze sobą zabrać, a wtedy piec dopasowuje temperaturę tego pomieszczenia do zaprogramowanej. Ciągle powtarzam, że żyjemy w fantastycznym świecie! Przynajmniej jak o technologię chodzi.
-
PS Nie bardzo rozumiem, jak można "udostępniać" coś, co jest ogólnie dostępne! Forty są zaniedbanie, zaśmiecone, obsikane i obs..ane. Trudno mi uwierzyć, że ktoś w ogóle się nimi zajmuje.
-
Nie odzywałam się, bo nie miałam żadnych dobrych wieści. Wygląda jednak na to, że czekanie dobiega końca - serwisant ma przyjechać dzisiaj i podłączyć piec. Oczywiście nie wiadomo, o której. W końcu on pracuje, a ja nie, czyli mogę siedzieć w domu jak ten pingwin i czekać, aż się łaskawie pojawi. Cholery można dostać. Co do głuchych psów - jak to się dzieje, że głuchy i ślepy Kajtuś wyraźnie słyszy tylko jedno, jedyne słowo: SPACER? Muszę wrzasnąć, to fakt, ale to dociera, a inne moje wrzaski nie. Wczoraj odkryłam w Różanie coś niezwykłego. Hotel Awangarda. Nowoczesna, sporych rozmiarów budowla, zadbane otoczenie i ... żywego ducha! Po co gminie, w której mieszka mniej ludzi niż we wsi Chotomów, taki hotel? Czyżby latem było tu pełno turystów, a tylko zimą panuje taka martwica? I to się opłaca? Przy okazji obejrzałam sobie dawny ośrodek wczasowy wytwórni pomp z Warszawy, który teraz jest zbiorowiskiem prywatnych działek, a który według internetu był... kirkutem, czyli cmentarzem żydowskim. Tym starym. Nadal według internetu ostała się tam jedna, jedyna macewa, ale na nią nie trafiłam. Musi być na terenie czyjeś działki. Brr, zmroziło mnie. Wakacje na grobach? Chyba nie moja bajka. Pomniczek bardzo mi się podoba. To wyraźnie hołd dla psiej mamy.
-
Militarny? Brrr!
-
Bardzo ładny zachód słońca! A co to Ty nie wiesz, że topole to chwasty? Podobnie jak osiki, brzozy, czeremchy amerykańskie, sosny i kilka innych drzew. Won z nimi! Posadzimy srebrne świerki i będzie ślicznie. Takie argumenty słyszałam, kiedy się piekliłam, że ludzie w Chotomowie wyrywają i wycinają rdzenne drzewa. Dzisiaj w ramach wycieczki pojechaliśmy do fortu w Różanie, gdzie okazało się, że Szerlok to pies... górski! Wlatywał na obwałowania i z nich zlatywał w zastraszającym tempie, tylko mu uszy furczały, gębusia śmiała się od ucha do ucha, jeszcze go takiego szczęśliwego nie widziałam. Strasznie lubię patrzeć na uszczęśliwione zwierzaki.
-
Aż tak źle nie jest. Jak do tej pory zapłaciłam dopiero 700 zł za mapkę z komputera od geodety, a firmie gazowej jeszcze ani grosza. Ale mój telefon podziałał w dwójnasób: oprócz dostawy gazu w poniedziałek, będzie "dostawa" dokumentów dla starostwa we wtorek. Czyli jednak "siedź w kącie, znajdą cię" nie jest dobrym rozwiązaniem. Zawsze twierdziłam, że pokorne cielę dostaje po uszach od dwóch matek, a nie dwie matki ssie! Może to działało dawniej, ale teraz na pewno nie. Teraz jeszcze muszę wziąć do galopu serwisanta od Junkersa i będzie cacy! Na szczęście pogoda jest dla mnie niezwykle łaskawa i nie trzeba bardzo mocno grzać, żeby w domu była przyzwoita temperatura. Nie mogę się nacieszyć dyszobabską jesienią!
-
Dziunia na szczęście wyraźnie kierowała się do domu, kiedy nas straciła z oczu. Wiem doskonale, jak bardzo trzeba pilnować głuchego (i ślepego) psa. Kajtuś puszczony bez smyczy zaczyna miotać się w różnych kierunkach z szybkością światła, tak że trudno go złapać. Chociaż - ku mojemu zdumieniu - w nowym w końcu miejscu opanował do perfekcji wychodzenie przez wejście dla psów i poruszanie się po ogródku. Już nie wpada na bramę, co na samym początku przyprawiało o palpitacje mojego sąsiada z naprzeciwka, Maćka. Natomiast w domu potrafi stanąć na środku, "rozglądać" się na lewo i prawo i szczekać: "Ratunku! Zgubiłem się!" Zdumiewające. Konfirmie, jeszcze nie mam ogrzewania. Czekałam cierpliwie, aż w końcu wczoraj zadzwoniłam. Niby o mnie nie zapomnieli, podobno czekali na parafkę straży pożarnej, ale godzinę po moim telefonie zadzwoniła miła pani i zapowiedziała, że zbiornik zostanie napełniony w poniedziałek między 9.00 a 11.00. Ale to jeszcze nie koniec! Junkers musi teraz przysłać serwisanta, który zainstaluje termostat i to ustrojstwo czasowe, a potem uruchomi piec. No i nauczy mnie, jak to robić. No, ale już bliżej niż dalej.
-
Już chyba Wam mówiłam, że nie rozumiem, jak to robicie, czytając wszystkie wątki. Ja jestem bardzo zapóźniona i dopiero teraz doczytałam się, że Czetka i Pokrzywa idą na swoje i że MarysiaO czeka na jakąś tajemną psinę, którą dopiero trzeba odbić z niewoli. Bardzo proszę - nie zapominajcie o mnie mimo to i, kiedy pojawia się nowy wątek, dawajcie mi znać, dobrze? Został mi tylko jeden banerek i sygnaturka wygląda łyso!
-
Istotnie. Właściwie powinnam robić Narwi zdjęcie codziennie o tej samej porze w tym samym miejscu. Pewno wyszłaby ciekawa seria. Kłopot w tym, że u mnie z systematycznością kłopot od dziecka! Ten model tak ma i przestałam się już łudzić, że to się kiedykolwiek zmieni. Dzisiaj Dziunia na spacerze nas straciła z oczu, w lekkim popłochu nas szukała, ja się darłam na cały głos, ale bez skutku. Dopiero po dobrej chwili wpadliśmy jej w oczy, bo zdecydowanie nie usłyszała mojego głosu. Widzę, że kolejny pies mi głuchnie. Bardzo mi się zrobiło smutno. Nie da się ukryć SKS tak samo dla psów jak i dla ludzi.
-
Narew w Dyszobabie, 28 października 2015 roku, godz. 7.30
-
Miało być, ale nie ma. I nikt się nie odzywa. Zadzwonię jutro, może się czegoś dowiem. Ten biały oskubywany pies na zachwyconego nie wygląda.
-
PS Dziś rano na spacerze we mgle zamajaczyła przede mną krowa. Z pewnej oddali. Nagle krowa podskoczyła, zamachała ogonem jak pióropusz i przybiegł do mnie Szerlok! Taka jest moc mgły.
-
Zgadza się Konfirmie Trzydziesty Pierwszy! Zrobiłam ich więcej, ale proces publikowania ich na dogo jest taki u...dliwy, że mi się odechciało i wybrałam tylko najładniejsze. Malagosku, cieszę się, że Ci się szlafroczek przydał, W domu też się przydaje, jako że jest stosunkowo mało szlafroczkowy, ja takie noszę zawsze, kiedy chcę żeby mi było wygodnie i kiedy już nie ma szansy, że ktoś mnię nawiedzi. One są wygodne i cieplutkie, a o to chodzi pod koniec męczącego dani, żeby było ciepło i wygodnie. Czego i Tobie życzę. Ten furminator brzmi prawie jak terminator. Niezachęcająco.