Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. Kochane moje! Dziękuję bardzo za wszystkie rady. Problem w tym, że koty teraz już znikają za meblami, kiedy pojawiam się w drzwiach! Nie ma mowy o żadnym rzucaniu kocyka, a złapanie za kark zakrawa na cud. A ja nie jestem cudotwórczynią. Sprawę trzeba rozwiązać przez podanie leku w jedzeniu, prosiłam Nutusię, żeby się dowiedziała, czy można kotom podawać Neosine albo jakiś inny lek przeciwwirusowy. Przecież ten herpes to wirus opryszczki (nawet natknęłam się na określenie kociego kataru "kocia opryszczka"). Czy aż tak się różni od ludzkiego, że nie zadziałają na niego leki na opryszczkę ludzką? Spróbowałabym, ale nie mam pewności, czy substancja w nich zawarta nie zabije kociąt, jako że jednak nie są dokładnie takimi samymi zwierzętami, jak my. Może ktoś ma takie doświadczenia? Przecież wiadomo, że chodzi tylko o zaleczenie, bo herpesa łapie się na całe życie.
  2. A ja mam złe wieści. Koloratka ma jedno oko całkiem zaklejone ropą, Czorcik troche lepiej. W desperacji rzuciłam się na nie, żeby je złapać, Czorcik podrapał mnie okrutnie i oba schowały się ponownie w kanapie. Jestem w rozpaczy! Nie chcę, żeby Koloratka straciła oko. Co robić?
  3. No i co mu odpowiedziałaś? Wiesz gdzie?
  4. Kolejne doniesienie z kociego frontu: kotki zaczęły się bawić! Latają po kuchni jak szalone i zrzucają ze stołu wszystkie (na szczęście tylko drobne) przedmioty, na które się natkną, a potem popychają je łapkami po podłodze w obłąkańczej gonitwie. To pewno przygotowanie do polowania na myszy, co? Bardzo się z tego ucieszyłam, bo to znaczy, że czują się już na tyle dobrze, żeby biegać i skakać. Co prawda oznacza to ponowne szukanie gumek (namiętnie rozwiązuję jolki, a do tego potrzebny ołówek i gumka). Ponowne, bo Karmelkowi już się znudziło. W jednym tylko nie ma poprawy: nadal się mnie panicznie boją. Ostatnio nie udało mi się złapać żadnego z nich.
  5. Okazuje się, że pańcia całkiem pancerna! Odrobina Dikloziaji, poduszka elektryczna i kolano jak nowe. No, prawie. Jeszcze dzień, dwa i zapomnę o urazie. A Szerlok strasznie się boi dużych psów. Na jego usprawiedliwienie muszę powiedzieć, że bernardyn objawił się znienacka (co to jest nienacek? Bo omacek to już wiem: dawne określenie na ciemność) i z takich hałasem, że każdy by się przeraził. Chociaż ten bernardyn jakiś taki nieduży. Kolejna miniatura dużej rasy.
  6. GRATULACJE! Naprawdę jesteś fantastyczna pani Malagos! A pytałaś pana Leszka o antybiotyk dla moich katarkowców? Pewno w tych emocjach nie pamiętałaś. To zadzwoń, pliiiz, i zapytaj, co mogę im dawać bez recepty, coby też pomagała. Senkju!
  7. Ów elegancki zwis, przestraszywszy się bernardyna, który doskoczył z hurgotem do płotu, wpadł na mnie z całym impetem i wywichnął mi kolano. Chodzę teraz chyba gorzej niż ta Malagasowa stuletnia babuleńka. I boli jak cholera.
  8. Istotnie urosły, nawet ja to widzę, chociaż ciągle je oglądam, a wtedy trudniej zauważyć zmiany. Tylko te oczy! Nadal na mój widok wieją, gdzie pieprz rośnie. Malagosku pamiętaj zapytać, czy mogę im zaaplikować jakiś lek dojedzeniowo, bo z kroplami nie da rady, a tamten antybiotyk już nie może być po przerwie w podawaniu. Czy nie ma jakiegoś zioła czy innego cudownego środka na to choróbsko?
  9. Pies jest chyba masochistą, bo codziennie włazi na tę wąska ławeczkę i dręczy się na własne życzenie. Jak już jest całkiem udręczony, to przenosi się na normalna kanapę, albo rozwala na plecach na podłodze. I wtedy wystawia zęby, co już widzieliście.
  10. Ależ skąd! Panuje całkowita symbioza, jedzą i piją z jednego talerza! Karmelek ma zupełnie niesamowity charakter. Ja jeszcze takiego prospołecznego kota nie widziałam.
  11. Doniesienie z frontu oswajania.
  12. Zwis męski ozdobny.
  13. Donoszę o kolejnym sukcesie w oswajaniu: dzisiaj udało mi się dotknąć i leciutko pogłaskać Czorcika. Najlepiej to robić rano, kiedy kociaki są takie głodne po nocy, że nie zwracają na mnie uwagi.Urosły bardzo, Malagosku, pewno byś ich już nie poznała. I zaczynają się bawić, jak powinien każdy normalny kot. Wczoraj przyłapałam Koloratkę na zabwie troczkami od kuchennego fartucha. Ale i tak najlepszy jest Karmelek. Dopada małego kotka, przydusza ciałem do podłoża, a potem...starannie wylizuje mu cały łepek! Obudziła się w nim kocia mamusia, co jest zaskakujące zważając na płeć i wiek!
  14. Dogo znowu szaleje. Wczoraj wieczorem umieściłam nowy post, ale widzę, że się nie pojawił. Więc powtarzam: obejrzałam łapkę Karmelka. Ma zdarty naskórek z poduszek, dlatego kuleje. Ranki nie są już świeże i kotek kuleje coraz mniej. Obejdzie się jednak bez weta. Natomiast wczoraj wyrzygał robala. Wyglądał jak gumka recepturka, nawet myślałam, że głuptas połknął takową, ale "to" zaczęło się ruszać. Chyba muszę powtórzyć dawkę odrobaczacza.
  15. Ja też wspieram! Moje czarne znowu się mnie boją, a Koloratce powinnam koniecznie przemyć i zakropić oczy. Czorcik jakby lepiej. Co z tego, kiedy po ostatnim "zabiegu" zwiewają na mój widok, gdzie pieprz rośnie. A ja taka szybka nie jestem. Malagosie, chciałabym Ci oddać klateczkę. Ani czarne, ani Karmelek nie są już nią w ogóle zainteresowane, a napewno przydadzą się innym kotom. Tylko nie bardzo wiem, jak to zrobić. Jutro odbieram moją "angielską" siostrę, która przyjeżdża do mnie na dwa dni, tak więc nie będzie mnie raczej cały dzień. Może w sobotę udałoby mi się do Ciebie podskoczyć. A może Wy znowu wybieracie się w moje okolice, to zapraszam. Daj głos, proszę, w tej sprawie, jeśli to jest pilne.
  16. Jeśli myślicie, że chora łapka w jakikolwiek sposób Karmelka spowalnia, to jesteście w błędzie. Dzisiaj, kiedy wychodziliśmy na spacer, siedział na drzewie. Zagnał go tam prawdopodobnie Szerlok, ktgóry go "pilnował" pod tym drzewem, ale zawsze to wyczyn jak na chore stworzenie. Po domu z czarnymi też gania jak szalony. Ech, młodość!....
  17. Boże ty mój! Czego to ludzie nie wymyślą - bardziej łowne! A w jaki sposób to zmierzyli? I żeby tak sobie dać wodę z mózgu zrobić z tymi czarnymi kotami. Ludzie! To jest XXI wiek! Wiek technologii, wysyłania urządzeń na Marsa, zwalczania poważnych chorób. A Wy nadal wierzycie, że czarne koty przynoszą nieszczęście? Brak rozumu przynosi nieszczęście, nie koty. Co do banerka ze zgrają - mnie się nie daje wkleić. Może znowu robię coś nie ta, przypomnijcie mi jak to się robi, proszę.
  18. W moom domu to się odnosiło tylko do matki i ojca. Resztę można było bić bezkarnie, jako że nic nie usychało. (Hi, hi, hi!) A łapka musi go boleć coraz bardziej, bo teraz skacze na trzech, a tę chorą podtyka mi pod nos, jak dziecko, które się skaleczyło i prosi, żeby podmuchać na ranę.
  19. No tak nie do końca. Na wszelki wypadek "schodzą mi z oczu". Z jedzeniem jakby troszkę lepiej, chyba po prostu już "zajadły" głód z wczesnego dzieciństwa i zaczynają to lubić, a tego nie. Na przykład saszetki czy sucha karma z wołowiną nie mają wzięcia u żadnego kota, Karmelek też ich nie lubi. U moich poprzednich też nie cieszyły się powodzeniem. Co nie znaczy, że na surową wołowinkę będą pluć. Co to, to nie!
  20. Dzisiaj okazało się, że to, co wzięłam za grad, to był zmarznięty deszcz spadający z dachu. Bardzo dziwny dźwięk, jakby ktoś na blasze rozsypał drobne szklane kulki. Szerlok mało zawału nie dostał, kiedy "to" spadło z szumem tuż koło niego, gdy wracaliśmy ze spaceru. Karmelek zrobił sobie coś w lewą przednią łapkę, kuleje, a jak siada, to trzyma ją w powietrzu. Tak na oko nie widać żadnych zranień ani zadrapań, ale on tak się energicznie bawi z maluchami, że mógł sobie tę łapkę nadwerężyć.
  21. Śnieg wrócił i to z przytupem! W Dyszobabie grzmiało!!! Nie błyskało się, ale padał grad (chyba, sądząc po dźwięku na blaszanym dachu) i hurkotało zdrowo. A ja myślałam, że to koty rozrabiają!
  22. Nie dość, że pańcia znęca się nad biednymi kocinami, odrobaczając je i spasając antybiotykiem, to na dodatek dopada biedne maleństwa, myje im zaropiałe oczy i wkrapia gentamycynę! Potwór, nie kobieta. Na zdjęciu dwa kocie nieszczęścia po zabiegu. Padłe ze stresu. Ale... i tu nowość - nie schowały się pod kanapę, jak widzicie, tylko odpoczywają na niej, uważnie obserwując tego potwora, ich pańcię, żeby w razie czego dać nogę w bezpieczne miejsce jakby jej znowu do łba strzeliło wyłapywać niewinne koty. Czyli jest nadzieja, że w końcu się dotrzemy i przestanę stanowić dla nich jedynie źródło zagrożenia. Już mnie kojarzą z żarciem, po zakropieniu oczu musiało im się zrobić lepiej, bo Czorcik przestał się szarpać, a Koloratka się przytuliła. Będzie dobrze, dziewczynki i chłopcy!
  23. Chyba coś zapeszyłam z tym jedzeniem. Dzisiaj ani Koloratka ani Czorcik nie chciały jeść ani mokrego kociego żarcia, ani nawet kurzej wątróbki. Tylko kawałeczek wędzonego dorsza znalazł uznanie w oczach Czorcika, bo Koloratka w ogóle znowu schowała się za kanapą. Może to dlatego, że od wczoraj dostają środek na robaki. Kupiłam jakieś takie francuskie naturalne "cóś", co się wlewa do mleka lub wody po łyżeczce codziennie przez trzy dni. Może po tym jest im niedobrze i dlatego nie chcą jeść? To jak ja mam im to podawać przez kolejne dwa dni, jeśli po pierwszym następuje jadłowstręt??? Czorcik pozwolił dzisiaj dotknąć przelotnie swojego ogonka. Staram się jak mogę odzyskać ich wątłe na razie zaufanie, ale oczka mają paskudne mimo antybiotyku.
  24. Dzień dobry! W Dyszobabie spadł dziś w nocy śnieg! Co prawda nie ma już po nim śladu, ale jednak to zawsze coś.
  25. Trzymam kciuki. A jedzenie to rzeczywiście cudowny oswajacz. Moje dzikusy na widok pańci z talerzykami w ręku już nie rzucają się panicznie do ucieczki, ale jeszcze się boczą. Muszę powstrzymać moją żądzę dorwania ich i leczenia oczu, żeby znowu nie stracić zaufania. Niech okrzepną. Najwyżej będą miały blizny na oczach. Moja Koko miała i wcale to jej nie przeszkadzało polować i w ogóle żyć. Ani uciec ode mnie, dla ścisłości.
×
×
  • Create New...