Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. Będę nudna: koty rozrabiają coraz śmielej. Wszystko fruwa. Problem w tym, że głównie, kiedy śpię, tak więc rano zaczynam dzień od podnoszenia różnych przedmiotów z podłogi. Ale cieszy mnie to niezmiernie, bo oznacza coraz lepszą kondycję (nie takich już) maluchów. Malagosie, a co z kotami, które zostały u Babuleńki? Czy to ja straciłam wątek, czy nic o nich nie pisałaś ostatnio. A masz jakieś wiadomości o działaniu kocich feromonów na dzikuskę? Bardzo mnie to interesuje, bo moja londyńska siostra ma taką niezwykle płochliwą koteczkę, może to by pomogło.
  2. A ja ponad 30 lat temu miałam taką przygodę: pojechałam do Krakowa z moją przyjaciółką i moim (pierwszym w życiu) psem. Poszłyśmy na obiad do węgierskiej restauracji, gdzie psa zaprosili pod stół, przy którym siedziałyśmy, przynieśli mu wodę w miseczce, a następnie wielką kość z mięsem (ugotowaną) do ogryzania. Żeby i jemu też było dobrze! Nie zwróciłyście uwagi, na moje stwierdzenie, że pies zostaje w domu. Nie przywiązany pod sklepem lub w upał zamknięty w samochodzie (chociaż w chłodniejsze dni samej mi się zdarzało zostawiać gadzinę w aucie pod Biedronką, galopem robić zakupy, a potem jechać nad wodę, żeby się wybiegały. To tak dla oszczędności czasu. Z początku Szerlok wysiadał, kiedy tylko zgasiłam silnik, ale z czasem się przyzwyczaił, rozumiejąc, że zaraz będzie frajda). A co do socjalizacji - żadna nie sprawi, że ich słuch i węch stanie się gorszy, a hałas oraz natłok zapachów nie będą ich drażnić.
  3. No i co? Nikt nie ma zdania na temat psów w sklepie?
  4. Powiało smutkiem... A ja nawet nie mam żadnej kociej facecji do opowiedzenia. Wczoraj się chyba czymś strułam i dziś cały dzień praktycznie przespałam (taki mam miły organizm, który przesypia choroby i złe samopoczucie), co skutkowało całkowitym brakiem aktywności wśród moich zwierząt. Wszystkie pokładły się gdzie popadnie i też spały. A kociaki po wieczornym posiłku też się pospały. To dość niezwykłe, jako że właśnie o tej porze na ogół zaczynają brykać. Może to z winy wiosny jesienią?
  5. Pewno, że też! Wszystkie zwierzaki są fajne, jak ich nie krzywdzić. A nawet wtedy wykazują się nad wyraz dużą pobłażliwością wobec swoich krzywdzicieli. Zawsze mnie zdumiewa, że mój Kajtuś, który zaznał dużo złego od swojego pierwszego właściciela, pijaka (skoro wsiowi chłopcy mówili, że się nad nim znęcał, to naprawdę musiał być zły!), cały czas darzy ludzi taką ufnością i przyjaźnią!
  6. Wiadomość z Onetu: Jedna z sieci supermarketów we Włoszech jako pierwsza w kraju otworzyła swoje podwoje przed psami i kotami. Do ponad 330 sklepów można wchodzić z czworonogami, a nawet – jeśli nie są zbyt duże – wkładać je do wózków na zakupy. ŚWIAT SIĘ KOŃCZY! A tak nawiasem mówiąc, jako miłośniczka psów i kotów i wszelkiej innej gadziny uważam, że sklep - a już zwłaszcza duże galerie handlowe - to nie miejsce dla zwierząt. Za dużo hałasu, zapachów i światła. Przecież to czysta tortura dla psa czy kota! Lepiej żeby został w domu. Będzie tęsknił, to prawda, ale nie cierpiał.
  7. Pobudka! Zawsze koło godziny 16.00 hultajska dwójka wyłania się z podziemia, czyli wyłazi z kanapy i leci do kuchni. JEŚĆ!!! Spanie wymaga ogromnie dużo energii, czym prędzej trzeba odrobić straty. Po drodze można oczywiście bryknąć, ale najważniejsze jest odbudowanie nadwątlonych sił. Strasznie fajne są takie małe koty!
  8. No co Ty! My tu o poważnych sprawach, a oni się bawią jak w piaskownicy "To on pierwszy sypnął piaskiem, nie ja!" Niedługo zaczną się bić jak w jakim azjatyckim parlamencie czy na Ukrainie. Słusznie powiedział wkurzony Kukiz (którego nie posądzałam o tyle rozsądku): "Przestańcie się bawić i weźcie do roboty!"
  9. Żebyście widzieli (a właściwie głównie słyszeli, bo jeszcze było ciemno), co moje dzikusy wyczyniały dzisiaj rano. Galopady (jakby po domu ganiało stado mamutów, a nie dwa małe kotki!) z kuchni do salonu i z powrotem, zrzucanie ze stołów wszystkiego, co dało się ruszyć, zapasy kto silniejszy - po prostu szaleństwo. W pewnym momencie Czorcik zdobył się na taką odwagę, że przeleciał po oparciu kanapy, na której spaliśmy w czwórkę - Kajtek, Szerlok, Dziunia i ja ( a wszystko to na posłaniu o szerokości 90cm!) - zeskoczył na kołdrę, żeby zawalczyć z moimi poruszającymi się palcami u stóp, po czym skierował się ku mojej głowie. Niestety tam była Dziunia, która szybko go zdyscyplinowała i przywołała do porządku. Dziunia bardzo nie lubi, jak się do niej za bardzo zbliżać (chodzi o inne zwierzęta), wtedy wydaje pojedyncze ostrzegawcze szczeknięcie. Czorcik nie czekał na dalszy rozwój sytuacji, tylko popędził się psocić z bratem/siostrą. Nawet nie wiecie jak się cieszę z tych psot, bo to znaczy, że kociaki a) są coraz zdrowsze, b) czują się coraz mniej obco. I o to chodzi, prawda? Goście dziś wyjechali i mój zwierzyniec zapadł w sen. Nareszcie jest tak jak przedtem.
  10. Zgadza się.
  11. Ponieważ znowu mam gości, moje dzikuski najpierw całkowicie zanikły (już myślałam, że zemrą z głodu), a potem zebrały się na odwagę i działają nocą (zapisały się do PiS-u, czy co?). A teraz harcują w... kanapie. Na kanapie siedzi Szerlok i uczenie kręci głową, słysząc szuru buru spod siebie. Sto pociech z tymi zwierzakami!
  12. Powyższe wypowiedzi tylko potwierdzają moją jeszcze bardziej powyższą diagnozę. NIECH ŻYJĄ PSY I KOTY JEDNOCZĄCE LUDZI DOBREJ WOLI!
  13. Mieliśmy kiedyś sąsiadów, którzy nazwali swoje psy Morda i Szmata. Może niekoniecznie...
  14. No i macie dowód, że polityka to naprawdę byle co! Zupełnie jak włączony telewizor, mrozi wszelkie kontakty międzyludzkie.
  15. Konfirmie, takie rady to ja czytałam i po polsku. Problem polega na małej precyzyjności. A po angielsku to już w ogóle pusty śmiech. Pokazują dorosłego kota i kotkę. Kazdy idiota potrafi powiedzieć, że to kot, jeśli widzi jądra. U kociaków - to dopiero sztuka. Na szczęście, jak stwierdził Malagos, to mój problem, a nie kotków. Hultajska dwójka (a czasami trójka, kiedy dołączy Karmelek) roznosi mi w tej chwili łazienkę. Oxytetracyklina czyni cuda! Kotki są wesołe, żywe, mają świetny apetyt. Nawet oko Koloratki/tka już tak nie straszy. Tylko nadal się mnie boją, chociaż Czorcik jakby mniej. Ale też jego zdecydowanie mniej szarpałam z tymi oczami. Wracając do kwestii płci. ​Jeśli by się miało okazać (jak zaczynam podejrzewać), że Koloratka to on, a Czorcik ona, trzeba będzie wymyślić nowe imiona. O ile Koloratek może być, o tyle Czorcika??? A może Czorta?
  16. Ojojoj! Już myślałam, że udało mi się określić płeć Koloratki, zajrzałam do internetu po wiedzę i... jestem w kropce. Jak mam zmierzyć odległość między narządami? U kotek mniejsza, u kotów większa. To nie są bardzo precyzyjne informacje. Wypięły się na mnie oba: Karmel i Koloratka, wydawało mi się, że (oprócz całkiem już pokaźnych jąder tego pierwszego) oba tyłeczki są identyczne. Ale teraz to już sama nie wiem. Ale mam problemy, co?
  17. PS Bardzo dziękuję za namiary na weterynarza.
  18. Hej, to też tetracyklina, tak jak to, co teraz kotom podaję. Czyli jest nadzieja, że i czerwone oko Koloratki wydobrzeje? Oxytetracyklina, którą sprzedał mi różany wet, występuje w postaci proszku, bo jest dla zwierząt z założenia, tak więc łatwiej ją wymieszać z żarciem. Wykładam jedzenie na wspólny talerz, wymieszywuję z lekarstwem i cała trójka wsuwa, aż się uszy trzęsą. Karmelkowi też się przyda na to jego kociokatarze oczko. Wczoraj hultajska dwójka "odkryła" łazienkę. Frajdy było co niemiara, bo to i puchaty dywanik łazienkowy, który jeździ po podłodze jak się dobrze rozpędzić, i coś szumi (piec gazowy) i coś wieje chłodem i pachnie inaczej niż reszta pomieszczeń (kratka wentylacyjna). Czyli do eksploracji została im tylko sypialnia. Z tym pewno jednak trochę poczekają, bo tam urzęduje potwór - czyli ich pańcia, która łapie za brzuszek, a potem wyciera i zakrapia oczy, a my nie bardzo rozumiemy, że to dla naszego dobra - oraz trzy psy i kot. Z tymi co prawda jesteśmy w miarę zaprzyjaźnieni, ale mimo to zazdrośnie strzegą swoich zdobytych miejsc i nie są skłonne się nimi dzielić z jakimiś czarnymi szkrabami. Strych będą zwiedzać na wiosnę, bo na razie zimno tam jak w lodówce.
  19. No, mój kochany Konfirmie Trzydziesty pierwszy! Na Ciebie zawsze można liczyć. Jesteś lepsza od Wikipedii w kwestiach wiedzy. A ja mam najbliższą przyjaciółkę o poglądach krańcowo różniących się od moich. Znamy się już 54 lata, ale nigdy te różnice nie doprowadziły do takich zachowań jak w tym wierszu. Oczywiście staramy się unikać drażliwych tematów, co nie znaczy, że w ogóle o polityce nie rozmawiamy. Ale jakoś każda potrafi wysłuchać tej drugiej, a nawet jeśli się zirytuje to tylko na moment. Polityka nie jest warta utraty długoletniej przyjaźni.
  20. Malagosku kochany, a nie pamiętasz, że one z niej uciekły i się rozlazły po salonie? Co prawda teraz są większe, ale obawiam się, że jeszcze by się przecisnęły. Tak naprawdę problem jest tylko z Koloratką. Jak ją złapię (mam nadzieję, że w końcu mi się to uda) to natychmiast jadę do weta (podajcie mi adres tego dobrego w Ostrołęce, proszę.). Moim zdaniem jedno oko trzeba usunąć. Nic się tu już nie da zrobić, tylko trzeba jej ratować życie. Na razie dostałam oxytetracyklinę od różanego weta, podaję też im lek przeciwwirusowy (który wzmacnia również odporność), przyda się też Karmelkowi, tak że wlewam po prostu do mleka i wszystkie piją. Wiem, wiem mleko be i te rzeczy. Ale one wody w ogóle nie uznają, nawet się do niej nie zbliżają, a - chociaż lek jest w postaci syropu - wlanie tego bezpośrednio do pyszczka nie wchodzi w rachubę z wyżej omawianych powodów. Czorcik chyba zdrowieje, tym bardziej, że Karmelek starannie mu wylizuje pyszczydło, nos i oczy, natomiast Koloratka jest bardziej powściągliwa w wyrazie i nie daje się sobą opiekować nawet pobratymcowi. Dałaby się raczej wylizać Szerlokowi, ale on nie ma takich ciągot, czasem liźnie ją lekceważąco po czubku nosa i już. No, ale mam w domu szpital na peryferiach że ha!
  21. Wiem, że to nie na temat zwierząt (chociaż występuje w nim słowo luźno z nimi związane!), ale zamieszczę ten wierszyk, bo po części nawiązuje do mojego poprzedniego wpisu. Dostałam go e-mailem dziś rano, niestety bez informacji, kto go napisał. CZY WSZYSCY ZWARIOWALI? Miałem sąsiada (wolny stan), W tym samym mieszkał bloku. Dystyngowany, starszy pan, Ceniący ład i spokój. Aż raz zapytał: Poprzesz PiS? Nie wierzysz, że był zamach? Dotychczasowy urok prysł. Zwymyślał mnie od chama. Z innym sąsiadem, dziwna rzecz, Mieszkaliśmy naprzeciw, Razem chodziliśmy na mecz, Razem chowali dzieci. Aż raz, gdy pochwaliłem rząd (On był innego zdania), Dosadnie rzekł: sp… stąd! I przestał mi się kłaniać. Miałem kolegę. Wierny druh. Znał mnie od pierwszej klasy. Często lubiliśmy we dwóch Wspominać dawne czasy. Aż raz, gdy w telewizji Trwam Chciał, żebym krzyża bronił, Gdy odmówiłem, poszedł sam I więcej nie zadzwonił. Miałem raz fankę. Cały rok Mówiła, że docenia. - Tak pięknie śpiewa pan, jak Fogg. Dziękuję za wzruszenia. Aż raz, gdy Prezes mowę miał, Krew – rzekłem – mnie zalewa. Przestała chwalić. Minął szał. Już nie przychodzi śpiewać. Miałem dziewczynę. Ot, skok w bok. Kochała do obłędu. Aż raz spytała (to był szok): Czy poprę referendum? Gdy zaskoczony rzekłem: nie! Mówi, że dałem ciała. Lemingi nie obchodzą mnie! Mam cię już dość! Zerwała. Miałem raz ucznia. Poszedł w świat. Powtarzał: Był pan wzorem. I choć minęło wiele lat, Pan nadal jest mentorem. Aż raz, musiało to się stać! Ten wiersz zobaczył w druku. Już mnie nie ceni, nie chce znać I skreślił na facebooku. Na koniec pytam: Jak to jest? Bodaj to diabli wzięli! Dlaczego jakiś sukinpies Tak zdołał nas podzielić? Dlaczego nie możemy być Różni, wyrozumiali? Nie potrafimy w zgodzie żyć? Czy Polacy zwariowali? ​
  22. I ja kibicuję ślicznej suni. Jeśli bym mogła się na coś przydać, to się polecam!
  23. Dziękuję za pochwałę. Z tymi rękawiczkami to o tyle niemożliwe, że musiałabym je nosić non stop, jako że udaje mi się złapać kota tylko "przy okazji", kiedy się zagapi nad jedzeniem. To jest w gruncie rzeczy zabawne, bo oba kociaki wykazują zainteresowanie moją skromną osobą, spoglądają w moją stronę z ciekawością, przyglądają się jak przytulam i głaszczą Karmelka, ale jednocześnie panicznie się mnie boją. Chociaż już do nich dotarło, że jak podsuwam talerzyk to znaczy, że będzie żarło. Myślę, że tak ja w wielu innych sytuacjach, najważniejszy jest czas, który tutaj działa zarówno na korzyść (oswajają się), jak i na niekorzyść (oczy są coraz bardziej chore). Będę dalej walczyć z nadzieją, że uda się uratować choć po jednym oku u każdego. W końcu Karmelek też widzi tylko na jedno oko i radzi sobie świetnie.
  24. Rzutem na taśmę dorwałam Koloratkę, bo kiedy zobaczyłam jej oczy, a właściwie czerwone coś zamiast oczu, tak mną szarpnęło, że nie bacząc, na fakt, że zwierzątko właśnie się pożywia, złapałam za brzucho i w nogi. Kto by pomyślał, że ta dotąd tak spokojna zwierzynka ma w sobie takie pokłady siły! Ledwo mi się udało ją utrzymać. Ręce mam pogryzione i podrapane, ale oczyska umyłam i zakropiłam. Zawinęłam kotka w suszącą się właśnie kapę z kanapy, zrobiłam z niego tobołek, wtedy się przestał miotać, a jak mu przemyłam oczka i zakropiłam, zupełnie się uspokoił. Nawet przez chwilę po zabiegu siedział owinięty luźno kapą na moich kolanach, a potem powoli przeszedł przez stolik, na kredens i hopsnął na kanapę, za którą się ukrył. Akcję obserwował Czorcik ze strategicznej odległości. Teraz pewno nawet jeść nie będą w mojej obecności. Niech tam. Byle te oczy się dało wyleczyć. Uspołeczniać będziemy się potem.
  25. Kochani, powiedzcie mi dlaczego ludzie muszą się kłócić i znajdować sobie na siłę wrogów? Dzisiaj rano objawiła się szalona Daisy, a za nią jej właściciel, myśliwy, czyli mój sąsiad zza płota wściekły jak chrzan. Miał poważne operacje, ale wyraźnie tak dobrze się udały, że wrócił nie tylko do zdrowia, ale i do złego charakteru. Wystartował do mnie z pretensjami, kto mu obciął drzewa rosnące wzdłuż ulicy. Ton sugerował, że mnie podejrzewa o ten niecny czyn. Tym bardziej, że jeden konar z mojego dębu spadł do niego do ogródka podczas przycinania. Nie mogłam go usunąć, bo do dzisiaj nikogo tam nie było, a przecież nie będę włazić do sąsiadów przez płot, no nie? Był strasznie agresywny i zaczepny. Miałam ochotę odpowiedzieć mu "odp...l się", ale jestem dobrze wychowana i wiem, że sąsiad może nieźle zatruć życie, trzeba więc z nim jak ze zgniłym jajem. Drzewa (a właściwie drzewka) wyglądają na przycięte już dawno, ranki nawet zdążyły się pokryć takim zielonym, glonowatym nalotem. Co on sobie myśli, że ja mu będę obejścia pilnowała? Okropnie nie lubię takich bezsensownych starć. Po co to komu? Tylko zdrowie sobie człowiek psuje.
×
×
  • Create New...