Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. Żartujesz sobie? Szarpać Szerloka za kłaki? Nie ma takiej opcji. Usuwałam mu podszerstek ręcznie, a i to łapał mnie za ręce, jak mi się zdarzyło szarpnąć za mocno. Robił to co prawda delikatnie, ale wyraźnie dawał do zrozumienia, że sobie nie życzy szarpania. A to ustrojstwo, które polecasz, na pewno szarpie. Wyczesywać też musiałam bardzo ostrożnie i "zza węgła". Na szczęcie Szerlok oczyszcza się z podszerstka samoistnie, ja po prostu uwielbiam go skubać, ale gdybym nic nie zrobiła i tak by mu sam wyszedł. Podszerstek , znaczy się. Dziunia natomiast po prostu włazi pod stół, kiedy widzi, że zbliżam się ze szczotką w ręku i nie ma siły jej stamtąd wyciągnąć. A tą maszynką dała sobie ostrugać pupę bez protestu. Podobnie jak Kajtuś, który jest jeszcze bardziej stanowczy, gdy o jego fizyczność chodzi. Wara ode mnie! Zauważyliście, jaką mamy piękną, kolorową jesień? Aż żal, że to się już kończy.
  2. Mamuniu! Czytam te opowieści i włos mi się na głowie jeży. Czy to gryzienie to nie jest jakaś nerwica natręctw? Od kiedy mam psy (czyli od ponad 30 lat) zdarzyły mi się tylko dwa wypadki zniszczenia czegoś przez nie: 1. Tajga "wywabiła" plamę ze smoły pozostawioną przez swojego poprzednika na tapczanie, ale była wtedy szczeniakiem i 2. zebrany z drogi półroczny onek, skasował mi najlepsze buty. Nie zdążył więcej, bo bardzo szybko poszedł do DS (co zresztą przypłaciłam ogromnym stresem i bólem serca, bo zdążyłam się przywiązać jak chłop do ziemi). Nie wiem, czy pamiętacie, ale Szerlok na początku wynosił wszystkie poduszki i układał równiutko na trawniku. Jednak ich nie gryzł. Nutusiu, ja do nowego domku kupiłam drzwi stalowe. Może to jest rozwiązanie problemu? A co by się stało, gdybyś całe towarzycho zostawiała na dworze? Albo zamontowała drzwiach takie wejście, jak ja mam, żeby mogły sobie wychodzić do ogródka kiedy chcą? Może one się po prostu nudzą?
  3. Słuchajcie ludkowie! Po nie wiem jak długim czasie wreszcie udało mi się kupić dobrą maszynkę do strzyżenia moich zwierzaków! Na Allegro. Marka Camry, przewodowo - akumulatorowa. Cena 109 zł. Wiem, że sporo, ale tańsze są do niczego. Chodzi cichutko, wydaje dźwięk podobny do buczenia bąka, jest bardzo ostra, nie ciągnie za włosy ani nie zahacza o skórę. Udało mi się ostrzyc Kajtusia w 95 % (wykorzystałam to, że leży obok mnie na kanapie, łapki zostały nietknięte, bo schował je pod siebie), co jest nie lada osiągnięciem, zważywszy na jego przewrażliwienie na temat własnej osoby. Nawet Dziunia pozwoliła sobie wyciąć część kołtunów. Jest więc nadzieja, że moje psy zaczną wyglądać trochę przyzwoiciej.
  4. Ojoj! Wygląda na to, że będę musiała zacząć jeść cytrusy! Nie jestem jakąś specjalną ich wielbicielką. Do tego stopnia, że nie wiem, czy w imię wyższej idei się zmuszę do ich jedzenia. Pewno będę po prostu kupować te bakterie i już. Nutusiu, od 1998 roku minęło już blisko 20 lat! Nic dziwnego, że i ceny poszybowały w górę. Ja się tylko zastanawiam co dalej - przecież nic nie trwa wiecznie, podwyżki też. To co? Wojna? Podobno na ogół podłoże tych zdarzeń jest ekonomiczne. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby należeć do pokolenia, które nie zna wojny. Jestem pewna, że nie ja jedna. Zawsze myślałam, że pracoholizm dotyka tylko ludzi w biurach. A tu pojawia się znany Wam już pan Andrzej (nadal nie wiem, ile należy się za tarasik!), który przez cały dzień pracuje przy budowie podłączenia wody u moich sąsiadów, około 19.30 melduje się na mojej działce i zabiera ścięte gałęzie, a następnego dnia o 6.00 rano wypompowuje szambo. Tylko mi nie mówcie, że biedak potrzebuje pieniędzy. Dzieci ma dorosłe, wypasione maszyny, wygląda na to, że nie lubi siedzieć w domu, nie potrafi odpoczywać, natomiast kocha pracować. A może żona z trudem znosi jego cięty jęzor i trudny charakter i wyrzuca go z domu do roboty, żeby mieć chwilę wytchnienia? Jeśli tak, to już się nie dziwię.
  5. Ale nadal nie wyjaśniłaś mi moich wątpliwości co do zimy. Czy te bakterie "pracują" także w mrozy?
  6. Marianna zwana Marylką, moja dyszobabska sąsiadka, twierdzi, że co tydzień wrzuca do szamba saszetkę bakterii, które wszystko przerabiają na wodę, którą to wodą podlewa potem ogródek. Podobno nie ma żadnego zapachu. Wydatki w tym wypadku ograniczają się do stu kilkudziesęciut złotych na pompę do brudnej wody i jednej wizyty szambiarza, który wybiera osad stały na rok. Pytałam, co robi zimą, ale ona chyba nie zrozumiała, że mi chodzi o to, że bakterie w zimnie niezbyt dobrze funkcjonują. Powiedziała, że też wylewa, tyle że za dom na pole (swoje własne), a nie do ogródka. Co do ukrycia rurociągu w łazience - nie będę zgłębiać, która rurka jest od wody, a która od gazu. Po prostu powieszę zasłonę na drążku rozporowym i schowam za nią całe to ustrojstwo oraz pralkę. Tylko żebyście sobie nie myślały, że drążek rozporowy łatwo kupić. W różańskiej Mrówce powiedziano mi, że takie dłuższe (o taki mi właśnie chodziło) były, owszem, ale zostały wykupione przez miejscową szkołę, która obchodziła pięćdziesięciolecie istnienia. Bardzo proszę, może ktoś się pokusi o wyjaśnienie związku drążka rozporowego do wieszania zasłon z rocznicą istnienia szkoły, bo ja ni rusz nie mogę dostrzec żadnego.
  7. Po kolei: 1. ekipa nie była z firmy "baniakowej", ale z nią współpracująca. Z Siedlec. 2. co do urody tej instalacji, to jest "kontrowersyjna": O kurcze! Znowu wykręciło fikołka. Ale daje wyobrażenie o tym, co mam w łazience. 3. Oczywiście, że się podzielę informacją o kosztach ogrzewania! Przecież to nie jest żadna tajemnica państwowa. 4. Dziuni przeszło do dziś. Tego ranka znowu była mokra i wpakowała mi się do łóżka, zanim się zorientowałam. No cóż, będzie kolejne pranie. Tylko szambo już chyba trzeba opróżnić.
  8. Koniec wietrzenia! Muszę Wam powiedzieć, że jestem pod wrażeniem ekipy wykonującej tę instalację. Tylko raz usłyszałam słowo na "k", poza dwoma przerwami na jedzenie cały czas chłopcy zasuwali jak małe trolejbusiki, po każdym dniu pracy sprzątali, z ustawianiem kosmetyków na parapecie i zawieszaniem rolety, którą musieli zdjąć, włącznie. I zamiataniem. No po prostu Europa! To już kolejna ekipa, która mnie tak zaskoczyła. Pierwsza to pracownicy znanego Wam już z opowieści pana Stanisława od dachu. Też nie było żadnych przekleństw, pracowali szybko, bezszmerowo i dobrze. Ciekawa jestem czy to kwestia czasów czy geografii (że niby na tzw. prowincji ludzie są mniej "zepsuci" niż w wielkim mieście). Jak sobie przypomnę pana Zygmunta, który odmalował moje pierwsze własne mieszkanie!... Jeszcze mi się włos na głowie jeży od tego sprzątania. Tak, Grażynko, mam taki sam system płacenia za gaz. I bardzo dobrze, bo na samą myśl o zapłaceniu za jednym zamachem za 2700 litrów gazu po 1,96 zł (cena promocyjna do czerwca przyszłego roku) robi mi się niedobrze. Ale tutaj chodzi o pierwsze napełnienie baniaka, to chyba komputerowe odczyty jeszcze nie wchodzą w grę. Pan z firmy powiedział, że zbiornik komunikuje się z nimi za pomocą GPS. Cały czas tkwię w zadziwieniu i zachwycie w jakich wspaniałych czasach przyszło nam żyć! Bo ja uwielbiam wszelkie nowinki technologiczne! Na przykład" termostat u mojej "londyńskiej" siostry jest podłączony do prądu, bo liczy sobie chyba z kilkanaście lat, a mój będzie już bezprzewodowy! Mój telewizor sam się włącza, kiedy przychodzi czas na obejrzenie programu, który chcę obejrzeć. Mogę oglądać to, co mam w komputerze na dużym ekranie telewizora i to bez używania żadnych kabelków. Itd. itp. Może jestem dziecinna, ale kiedy pomyślę, jaki skok technologiczny ludzkość wykonała za mojego życia, to aż dech w piersiach mi zapiera.
  9. "czy prezes zapłacił prawa autorskie do tak nośnego hasła!" Masz jakieś wątpliwości? Taki uczciwy i prawy człowiek? Na pewno zapłacił. Tak jak płaci za swoją ochronę ten milion czy ile tam. Roboty gazowe dobiegają końca. Podobno już dzisiaj będzie wszystko gotowe. Na razie panowie mnie wietrzą tak, jak wczoraj. Nie wiem tylko dlaczego na gaz mam czekać tydzień, albo dłużej. Prąd w herbacie niestety mnie usypia, czyli mogę go pić tylko wieczorem. A wieczorem to ja mam wzmiankowaną już kołdrę elektryczną. Ale dzięki za dobrą radę. Jeśli się takowej mikstury napiję to raczej dla smaku, a nie rozgrzania.
  10. Ojoj, ja niegramotna jestem! Kto to jest Bob Budowniczy?? Cytat jest z prezesa i jego popleczników, którzy uznali to sformułowanie za doskonałe hasło wyborcze. Dlatego się zastrzegłam.
  11. Dziś ciąg dalszy robót gazowych. Panowie otworzyli wszystkie drzwi, bo robią i w domu i na dworze, a mnie ząb na ząb nie trafia. Tak że Malagosie zazdroszczę Ci ciepła i słońca. Nawet nie mam ciepłej wody, żeby potem pod nią wleźć, co na ogół bardzo mi poprawia humor. Nic to. Damy radę! (uwaga! To nie jest cytat z prezesa!)
  12. Wygląda na to, że jednak można się wyspać na zapas! Jako, że wczoraj spałam ponad 10 godzin to dziś nie zmrużyłam oka nawet przez minutę. Czyli bilans musi być na zero, chcesz czy nie chcesz. Nutusiu, pocięcie się szarym mydłem bardzo mi się podoba. Dotąd zastrzelałam się z własnej pięści, ale będę musiała przemyśleć Twoją metodę. Tyż pikna!
  13. Tak czytam te Wasze pomysły "podatkowe" i myślę sobie, że wszystko pięknie, ślicznie, ale kto miałby niby sprawdzać, który pies jest wysterylizowany, a który nie? Byłoby tak jak z przepisem o nietrzymaniu psa na łańcuchu dłużej niż 12 godzin. Czy ktoś to w ogóle egzekwuje? Sprawdza? Kto i jak? To jest właśnie nasz problem - potrafimy ustanawiać na pozór niegłupie prawa, ale w ogóle nie zastanawiamy się nad możliwością ich egzekwowania. Poza tym mentalności nie da się zmienić przepisami. Popatrzcie na wywóz śmieci. Miało być ich mniej w lasach, na łąkach, nad wodą. Jest? Nie rozśmieszajcie mnie. Wydaje mi się, że przede wszystkim należy uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć. Dzieciom czasem się mówi, jak poruszać się po drogach, na których są samochody, ale nikt (albo bardzo rzadko) ich nie uczy, jak postępować z psami, kotami i innymi zwierzami, ani jak się wobec nich zachowywać. Tu nie chodzi tylko o bezpieczeństwo, ale o ogólny stosunek do przyrody i do zwierząt. Ponad 2000 lat wmawiania, że człowiek jest panem przyrody przyniosło skutki. Ja przepraszam za taki pesymistyczny wpis na takim optymistycznym wątku, ale same widzicie, co się w tej kwestii dzieje. A najczęściej ludzie źle czynią z niewiedzy.
  14. Rzeczywiście w taką pogodę najbardziej cierpią psiaki: wczoraj byliśmy na spacerze tylko rano, bo potem lało jak z cebra. Dziś już się zmusiłam, nawet nie lało, ale psiaki mokre od krzaków i traw i "zgęziałe" (jak mawiają na Kujawach), nawet im się biegać nie chciało. Szerlok tylko obszczekał moją ulubioną czekoladową krowę, powdzięczył się do jej właściciela i tyle. Dobrze chociaż, że jest względnie ciepło. Jest jednak pewna zaleta takiego rzęsistego deszczu (poza podlewaniem roślin). Otóż bębnienie kropel o dach działa jak swoista kołysanka - zasnęłam o 22.00 jak niemowlę i obudziłam się o... 7.30! Nieczęsto mi się to ostatnio zdarza.
  15. Nie narzekajcie, koleżanko Nutusiu! Deszcz jest bardzo potrzebny. U mnie też leje od rana, ale się cieszę, bo bałam się już o rośliny, które od Was dostałam. Ponieważ były przymrozki w nocy, zakręciłam już kurek do podlewania ogródka i z przerażeniem patrzyłam, jak biedne rośliny słabną z pragnienia. Niech więc pada ile wlezie, chociaż psy nudzą się na potęgę! A wilgoć rzeczywiście jest bardzo przykra, szczególnie przy niskich temperaturach. Piec akumulatorowy sprawuje się nieźle, ale wolę nie myśleć o rachunkach!
  16. Dziś rano na spacerze z psami zaatakowała mnie... pszczoła! Fakt, ubrana byłam jak kwiatuszek albo inna pszczółka: w czarno żółtą kurtkę od Węgielkowej (dziękuję kochana Węgielkowo!), ale koniec końców jest druga połowa października. Coś się biednemu zwierzu wyraźnie pomyliło. No ale w telewizorze pokazali owocujące truskawki i kwitnące jabłonie. Biologowie na pewno znają wyjaśnienie tych dziwnych zjawisk. Konfirmie?
  17. Brzmi dobrze. Rozumiem, że pogoda niezła, skoro biegasz po okolicy. Wysypianie się to bardzo miła rzecz, szkoda tylko, że nie można się wyspać na zapas. A tego kocura co się łasi nie możesz zabrać do domu? Ja Ciebie też serdecznie pozdrawiam z zamglonej Dyszobaby.
  18. Konfirmie, Wielka Erudytko! Nie wiedziałam, że urocze słowo "kurdupel" ma tak historyczne pochodzenie. Swoją drogą to zabawne, że coś tak patetycznego i nadętego jak "serce ludu" przesunęło się znaczeniowo w kierunku pogardliwego "kurdupla", nie uważasz? Tym bardziej, że z tego co czytałam, Napoleon jak na swoje czasy wcale nie był niski, tylko średniego wzrostu. Chociaż kto go tam wie - wzrost Cesarza podają od 151 do 168 cm. A to jednak jest różnica. Czyli kiedy to przesunięcie się dokonało? Chyba długo po śmierci Napoleona, kiedy mężczyźni poniżej 170 cm zaczęli być uważani za ... kurduplów. Co do wtorku. Owszem, będzie to wtorek, ale prawdopodobnie 27 października! Instalacja będzie gotowa tydzień wcześniej, ale dostarczenie gazu zajmie kolejne siedem dni. Czemu??? Bóg raczy wiedzieć. Mam zainstalowany jeden piec akumulacyjny i się nim grzeję, Podbije mi to na pewno rachunek za prąd, ale dwa tygodnie chyba mnie nie doprowadzą do bankructwa. A w sypialni mam elektryczną kołdrę, którą dostałam w spadku po Mamie, a którą bardzo sobie cenię. Zwierzaki jeszcze bardziej, tak że czasami trudno mi się dopchać pod tę kołdrę, bo wszystkie miejscówki są zajęte. Poza tym istotnie na dworze nie jest bardzo zimno. Przetrwam bez problemu. Ale dziękuję bardzo za troskę.
  19. Historia wskazuje, że Napoleon też miał kompleksy, które przekuł w zwycięstwa. Też po prostu musiał ciągle udowadniać, że jest najlepszy. Oczywiście do czasu, jako że nic nie trwa wiecznie. Dlatego nazwałabym problem niskich panów "kompleksem Napoleona". Dziś przywożą zbiornik. Podobno całość ma być gotowa we wtorek. Super, prawda?
  20. Melduję posłusznie, że mam już zainstalowany piec (Junkersa) oraz jakieś dziwne ustrojstwo na rurze wychodzącej z kaflowej kuchni. W związku z czym nie mam ciepłej wody i ogrzewania. Nic to! Przetrwam i to. Uwaga! Będę teraz rasistką! Mam teorię dotyczącą niskich mężczyzn. A do takich należy wspomniany wyżej CM. Otóż z mojego doświadczenia wynika, że męskie kurduple zawsze i wszędzie muszą udowadniać, że są wspaniałymi, prawdziwymi mężczyznami, najlepszymi absolutnie we wszystkim. I to właśnie robi Cesar Milan - udowadnia wszem i wobec, że jest silniejszy, mężniejszy i sprytniejszy od najgorszej bestii! Nie do zniesienia. Raz w życiu zadałam się bliżej z kurduplem i poprzysięgłam sobie, że nigdy, przenigdy więcej. Oczywiście to nie wina tych biedaków, tylko naszej kultury, która wymaga od istot płci męskiej bycia "plawdziwą męcizną", a w tym nie mieści się mikry wzrost. Kobitki szczęśliwie tego nie mają, bo to nawet milusie, jak która jest kurdupelką. Ha, ha, ha. A tak na marginesie - czy naprawdę psy pokazywane w tym programie istnieją? A może są specjalnie tresowane? Trudno mi uwierzyć, żeby jakikolwiek dorosły człowiek pozwolił jakiemukolwiek zwierzęciu tak wejść sobie na głowę i przyklepać. A może mam za dużo wiary w ludzi?
  21. Grażynko, to poradź im, żeby się przyjrzeli temu ogrzewaniu podczerwienią. Byłam w kontakcie z firmą Eco partner, która wyliczyła mi, że taka instalacja kosztowałaby mnie o około 7 tysięcy taniej niż gaz. Jest też możliwość wzięcia na to kredytu. Jak wiesz ja stchórzyłam, bo to relatywna nowość. Ale skoro Twoja wnusia planuje to dopiero w przyszłym roku, to ma czas dowiedzieć się, czy ktoś w pobliżu ma taką instalację i sprawdzić, jak to naprawdę działa. Co do tego palenia od góry, to zastanawiałam się, czy w kominku też nie dałoby się tego stosować. Może spróbuj. Chociaż zdaje się, że nie wszystkie kominki można opalać węglem, prawda? Tego mojego w Chotomowie nie można było. A teraz wiadomość dnia: dziś zaczynają instalację pieca w domu, jutro przywiozą zbiornik. Pan główny instalator twierdzi, że wszystko będzie gotowe we wtorek! Hip, hip, hurra! I żeby nie było tylko o prywacie: dziś rano w telewizorze była pani psia behawiorystka z programu "Przygarnij mnie" i lała miód ma moje serce! Mówiła o socjalizowaniu psa, o tym, że agresja (ludzka, a kara to właśnie agresja) rodzi agresję (psią), itp. Ogólnie całkowita kontra do meksykańskiego Chińczyka zwanego Cesarem. Nie znoszę tego samca. Inaczej nie można go określić - przecież on cały czas stara się "złamać" psa. Chodzi my tylko o to, żeby pokazać mu kto tu rządzi. A co to za "zwycięstwo", kiedy pies robi coś ze strachu? Mój Szerloczek się mnie słucha, bo mu u mnie dobrze, wie, że go kocham i nie dam zrobić krzywdy. Żeby wreszcie ludzie zrozumieli, że żaden nawet nieinteligentny pies nie przyjdzie chętnie do swojego pana, wiedząc, że ten go zbije.
  22. http://zielonestrony.pl/rozpalanie-pieca-od-gory/ ​ Tu możecie przeczytać, jak to jest z tym rozpalaniem od góry. Konfirmie jest mi dobrze, chociaż czasami mieszkający we mnie leniwiec się zżyma, że musi palić w piecu. Gazowa jeszcze nie jestem, ale dziś pojawił się pan (który miał być wczoraj) i uspokoił mnie: wszystko będzie zrobione jak najbardziej formalnie i zgodnie z przepisami: będzie pozwolenie na budowę, kierownik budowy itd. - to wszystko bierze na siebie firma, ja tylko mam się postarać o mapkę (tę za 7 stów) i zanieść papiery do starostwa. Równolegle będzie robiona instalacja, tak żebym mogła szybko się ogrzać gazowo. Malagosku, co z tymi kotami? Opowiedz trochę. A przy okazji opowiedz jak Ci w tym sanatorium, jakie masz zabiegi, czy już się czujesz jak młoda bogini, czy jeszcze trochę CI do tego brakuje. W sanatorium pogoda w zasadnie jest bez znaczenia, prawda? O rozrywki dbają inni.
  23. Hm, wygląda na to, że nie ma. Czyli pozostanę z tą niewiedzą. No trudno, ja i tak oponami i szmatami nie palę, poniekąd więc ten problem mnie bezpośrednio nie dotyczy. Chociaż współczuję Konfirmowi, bo wiem jak to pachnie. A tak w ogóle to wszystkim życzę miłego dnia mimo marnej aury.
  24. Zaletą "rozpalania od góry" jest to, że spalają się wszystkie te substancje, które w tradycyjnym sposobie palenia wydostają się przez komin na zewnątrz. To może gdyby w taki sposób palić plastik i szmaty, też problem by został rozwiązany? No nie wiem, w plastiku jest pewno jeszcze więcej trujących związków niż w węglu. Chociaż przecież to jakaś pochodna ropy, czyli też w gruncie rzeczy czegoś naturalnego. Jest wśród nas jakaś chemiczka (chemik)?
  25. Grażynko, perfidia tego polega na tym, że urząd żadnych dokumentów mi nie wyda! Geodetę muszę znaleźć prywatnie (to przypadek, że akurat moja sąsiadka pracuje w starostwie i stamtąd będzie geodeta), a zgoda nie jest potrzebna, tylko brak zastrzeżeń. Czyli wszystkie działania są po mojej stronie, urząd nie robi NIC. Nawet nie muszą sprawdzać dostarczonych przeze mnie papierów, bo jak im udowodnię, że tego nie zrobili? Mogą spokojnie rzucić je na kupę z innymi papierasami, których nie trzeba "załatwiać" i już.. Nóż się w kieszeni otwiera. O ekologiczności gazowego rozwiązania nie chcę urzędasom wspominać, bo mi każą rozebrać nieekologiczną kuchnię z wężownicą. Nie wiem, czy pisałam o metodzie rozpalania w piecu "od góry", dzięki czemu z komina leci para wodna, a nie czarny dym, czyli jest tak jakby się grzało gazem. Sprawdziłam - istotnie tak to działa. Czyli zamiast zmuszać ludzi do rozwalania tego, co mają, należy ich informować i uczyć, jak tego używać, żeby nikomu nie szkodziło. Czyli znowu wracamy do punktu wyjścia: edukacja, głupcze!
×
×
  • Create New...