-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
Hurra!!! Super. Strasznie się cieszę i zapraszam z całego serca. Pamiętaj nr 94. Jeśli chcesz szybciej dojechać, to za firmą Ogonowski Dyszobaba 146 zobaczysz biały mostek nad rowem z polną drogą za nim, a następny niepomalowany mostek z drogą asfaltową, to w nią skręćcie, do końca i w prawo lekko pod górkę, trzeci dom po prawej (pierwszy jest na sprzedaż, potem drewniak i już mój). A jeśli przegapicie ten mostek, to po skręcie za drogowskazem Dyszobaba 0,4 do końca drogą i w prawo, dość daleko i znowu pod tę wyżej wzmiankowaną górkę (po lewej będzie Narew) i jak wyżej.
-
No, nie chcę się chwalić, ale dziś, w temperaturze 36 stopni w cieniu, zamontowałam lampę w łazience! Bardzo lubię takie roboty. Jedynym moim zmartwieniem często bywa mikry wzrost, no a teraz już i metryka - po prostu na wiele tego rodzaju akcji brak mi sił. Co mnie okropnie wkurza! A tak w ogóle to CI gratuluję - KOBIETY NA TRAKTORY! (o krucafiks, a może to jednak niedobrze, bo faceci a) boją się takich zaradnych bab i be) migają się od roboty, bo przecież mają od tego personel!).
-
A co! Kto bogatemu zabroni? Był jeszcze pan Romek, ten od drzwi balkonowych. Też miła osoba. Niestety panie jak dotąd nie parają się takimi zajęciami jak dekarstwo, kładzenie kostki czy montowanie okien. A właściwie dlaczego? Przecież czasami wykonują trudniejsze zawody, a tych nie.
-
Hau, hau, hau! Odszczekuję to, co powiedziałam. Pan Andrzej z drugim panem pojawili się punkt o 12.00. 36 stopni w cieniu, a jeden pan drugiego pana goni do roboty w pełnym słońcu. Nic dziwnego, że drugiemu panu wszystko się pop... i nie dosłyszał, że ma poczekać aż pan Andrzej przywiezie pospółkę i wyładował cały piasek w miejsce, gdzie ma być taras, a nawet starannie go rozgrabił i uklepał łopatą! Godzinę później musiał wszystko zdejmować. Nie powiedział ani słowa, a i pan A. zaklął tylko raz. A z nieba leje się żar. Drugi pan bierze się za przerzucanie popsułki, potem łapie za młot pneumatyczny i ubija. A z nieba leje się żar. Muszę Wam powiedzieć, że czułam w każdej komórce ciała ten upał i wysiłek tego człowieka. Na dodatek on nosi chyba 20 dioptrowe okulary!!! W ogóle nie powinien takiej roboty wykonywać. Ja rozumiem, że tu nie ma pracy, a on prawdopodobnie nie miał okazji się kształcić, czyli po prostu takie jest życie. Zrobiło mi się okropnie smutno i ponuro. I jakoś wstyd, jakby to była moja wina, że on ma tak ciężko. A co do dachu, mogę Ci dać telefon do pana Stanisława. On to na pewno przyjdzie, nawet wcześniej niż się umawiał, jeśli tylko ma czas.
-
Kochane, te kwiatki to spadek po Mamie! Ja sama nie mam takich talentów, nawet się bałam, czy zakwitną, a zależało mi bardzo, żeby zakwitły (same rozumiecie, dlaczego). No i udało się. Ale nie wiem, czy uda mi się je przetrzymać do przyszłego roku. Mama zawsze stawiała skrzynki na klatce schodowej i podlewała je od czasu do czasu. A ja nie mam klatki schodowej, na strychu zimą pewno będzie za zimno, a w piwniczce za ciemno. PS Pan Andrzej obiecał być dzisiaj, ale go nie ma. Pewno znowu się pojawi za kilka dni bez zapowiedzi. Taki już jego wdzięk osobisty.
-
Bardzo dziękuję. Tyle, że mnie "ludzkie" kąpieliska nie interesują, bo zaraz będzie awantura, że psy wchodzą do wody tam gdzie ludzie. A nikt nie myśli, że pies nie nasika do wody, natomiast człowiek... Tacy z nas higieniści. Jak chcesz mogę Ci podrzucić tę dziką plażę, bo tam pieski - jak pisałam - zostały przyjęte entuzjastycznie. Otóż w Różanie zjeżdżasz ulicą Rolną, potem skręcasz w prawo w Nadnarwiańską i tuż zaraz w lewo w okropną polną drogę, biegnącą przez łąkę, na której pasą się krowy, potem zakręcasz w prawo, droga prowadzi wzdłuż rzeki prosto do tej plaży. Zejście do wody jest bardzo łagodne, a przez jakieś dwa - trzy metry wody jest tak do kolan. Potem podobno 2 m, ale nie mam zamiaru tego sprawdzać. Widoki na Narew - bezcenne! A teraz Wam pokażę, co zobaczyłam wczoraj rano, wychodząc z domu na drewniany taras: Od razu wyjaśniam - to nie żaden pijany operator koparki wjechał mi do ogródka, tylko pan Andrzej (całkiem trzeźwy, chociaż niezwykle, hm, jak to nazwać .... barwny jako postać), który ma robić taras od kuchni. Tyle, że zapowiadał się w poniedziałek. Co prawda wspominał o koparce, ale ja się spodziewałam takiej malutkiej, ślicznej kopareczki, jakie czasami się widuje przy kładzeniu kabli, a nie takiego smoka. Jak sobie pomyślałam, że on tym potworem chce mi wjechać do ogródka za domem, to mi się słabo zrobiło. Na szczęście tylko wysypał piasek potrzebny przy kładzeniu kostki i zabrał śmieci, których jeszcze naprodukowałam. Ciągle jeszcze się wypakowuję, wydawało mi się, że w Chotomowie pozbyłam się wszystkiego, co mi niepotrzebne. Skąd znowu tyle barachła?
-
Roślinność ze szkółki byłaby super, jako że tutaj jest wiele do zrobienia w tej kwestii. Tylko, żeby nie była trudna w obróbce, bardzo proszę. Dyszobaba coraz bardziej mi się podoba. Abstrahując od faktu, że przestały mnie boleć nogi (naprawdę tego nie rozumiem - magia, czy co?), to i policja w tych okolicach jakaś taka... inna. Ale ad rem: z rozpaczy wywołanej dzisiejszym upałem, pod wieczór wepchnęłam gadzinę do samochodu (z włączoną klimatyzacją) i pojechałam nad Narew w Różanie, gdzie na mapie wypatrzyłam małą... plażę (musicie wiedzieć, że w Dyszobabie nigdzie nie ma łatwego zejścia do wody). Podjeżdżam i co widzą moje oczy? Radiowóz, a w wodzie i na plaży jakichś ludzi. Zdrętwiałam. W Chotomowie zaraz bym została odsądzona od czci i wiary zarówno przez osoby kąpiące się, jak i "władzę". A tu dziewczynki i jedna pani wpadły w zachwyt nad Szerlokiem, dziewczynki koniecznie chciały go głaskać i kąpać, a policja nadpłynęła łodzią, zwróciła uwagę dziewczynkom, że tutaj się kąpać nie wolno i... dawaj podrywać Szerloka! On oczywiście bardzo zadowolony latał wokół i się wdzięczył. Potem miałyśmy wszystkie (jakoś nie było chłopów, poza policją) spektakl w postaci ładowania łodzi na przyczepę od radiowozu (pierwszy raz w życiu widziałam, jak to się robi) i ogólnie było bardzo fajnie. Wróciłam utwierdzona w przekonaniu, że dobrze wybrałam nowe miejsce zamieszkania.
-
To super. Nadal mam nadzieję, że jeszcze nie spadnie śnieg, chociaż przesuwając datę coraz bardziej ryzykuję, że moja obawa się może spełnić. Ale to nic. Wtedy zamiast tarasów będziemy wypróbowywać, jak działa wężownica (zwana przeze mnie okrężnicą. Hi, hi, hi!) Dziś o 3 nad ranem Kajtuś doznał ostrego napadu macierzyństwa i wylizał zachwyconego Karmelka do czysta, potem ten ostatni odbył serię pędów po mnie, potem przypomniałam sobie o Twojej, Nutusiu, myszy (jescze raz bardzo dziękuję), sądząc w swojej naiwności, że kocię się nią zajmie i da mi pospać. Zajął się, owszem - odbyły się dzikie wyścigi i podrzucanie myszy na pańci. Nie powiem, żebym była wyspana. Nic to - idę wynosić ":przydasie" na strych póki temperatura zachowuje się przyzwoicie.
-
Ojoj! Mam pytanko. Czy możliwe byłoby przełożenie parapetówy o tyudzień, tzn. na 13 września? Wtedy byłaby na niej moja londyńska siostra. Przepraszam za ewentualną zmianę, ale właśnie się dowiedziałam, że wybiera się wtedy do Polski.
-
No to 6 września. Urzejmie proszę osoby zainteresowane o zapisanie tego terminu. Miejmy nadzieję, że jeszcze nie będzie padał śnieg. A Ty, Malagosie zdradź mi, gdzie dokładnie i w jakich godzinach będą się odbywały dożynki, to z wielką chęcią przyjadę.
-
No rzeczywiście, wygląda na to, że zostaje nam początek września. Oby tylko pogoda dopisała i można się było smażyć na słonku, skoro niektórzy tak lubią. To może umówmy się wstępnie na 5 września? A co inni czytacze tego wątku na to? A tak nawiasem mówiąc - dobrze wiedzieć, kiedy będą dożynki. Nigdy na takowych nie byłam, może czas je zobaczyć?
-
Zapraszam! Masz tylko koło 20 km do mnie. A jutro zaczyna się budowa drugiego tarasiku, tym razem od kuchni. Pierwszy dla tych, którzy nie lubią upału, drugi dla tych, którzy wręcz przeciwnie! To kiedy ta parapetówa?
-
PS Uprzejmie proszę o sugestie, jaki termin parapetówy w Dyszobabie odpowiada szanownym koleżankom (i kolegom ?). Myślałam o drugiej połowie sierpnia. Co Wy na to?
-
Opieka nad dzieckiem jest bardzo męcząca i trzeba długo odpoczywać.
-
Witaj Konfirmie powakacyjny! Jak miło znowu Cię widzieć!
-
Nie zapominajcie, że psy mają znacznie lepszy słuch od nas. Skoro w lesie coś gruchnęło, to może była jakaś tego "zapowiedź", której człowiek nie słyszy, ale pies już tak. I może dlatego tak się przeraziła. Czasami sobie myślę, że wcale nie jest dobrze zostać tak świetnie wyposażonym przez naturę. Głuchota i ślepota (oczywiście nie całkowite) też mają swoje zalety.
-
A co powiecie na to? Pół nocy Kajtuś usiłował zaanektować Karmelka na własność, aż dostał po nosie od Szerloka, dopiero wtedy trochę się uspokoił, ale o 5.30, kiedy Szerlok spał już na swoim miejscy, znowu zabrał się za "opiekę" nad maluchem. Lizał go zawzięcie, zupełnie jakby był suczką. A mały stworzaczek podstawiał się z wdzięcznością pod psi jęzorek!
-
Dziękuję za dobre słowo!
-
Zespół mruczący i zespół szczekający pokumały się: I to do tego stopnia spodobało się Kajtusiowi, że teraz - gdy niewierny zespól mruczący zainteresował się czymś innym (czyli komputerem), biedne psisko chodzi i go szuka węchem, jako że oczu nie ma.
-
Pojarmarkowa Lerka zamieszkała razem z Bliss i z nami.
irenas replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
No, mam nadzieję. To milczenie trwa już zbyt długo! -
Wiedziałam, tylko nie zdawałam sobie sprawy, że zespół mruczący może być tak silny w tak maleńkim kocie właściwym okrytym odrobiną biało rudego futra!
-
O kurczę! Wygląda na to, że piszę ten wątek sama dla siebie. No trudno. Kontynuujmy opowieść z Dyszobaby. Karmelek przespał dziś noc z nami w łóżku! Przytulił się do mnie nie wiedzieć kiedy, a gdy się obudziłam przyszedł na pieszczotki i mruczanko. A mruczy jak traktor. Kto by się spodziewał, że w tak drobnym ciałku kryje się taki potężny warkot! Rano natknął się na Mimi, która na niego nawrzeszczała i (chyba) go pacnęła łapą, bo kwiknął cichutko, ale teraz już wszystko w porządku. Już nie siedzi tylko na strychu, czasem zapuszcza się nawet do ogródka. Natomiast Dziunia i Szerlok dwa dni temu mieli wstrząsającą przygodę. Otóż, gdy wyszli zza zakrętu drogi ich oczom ukazała się ... krowa! Jak widać na powyższym obrazku, oboje zbaranieli. Że Dziunia była zdziwiona, to rozumiem. Ale wsiowy Szerlok??? Strasznie się tej krowy bał, nie przeszedł obok niej sam - chociaż przecież stoi dość daleko od drogi - musiałam go praktycznie przeprowadzić. A potem, w domu.... Przeżycia po prostu ścięły psa z nóg!
-
Czyli, jak to mawiał jeden z moich sąsiadów z Chotomowa - Zmęczonej Kobiecie.
-
Karmelek socjalizuje się w tempie astronomicznym. Już biega po domu, chociaż jeszcze co chwilę wraca na strych, dał sobie bez problemów zakropić oczko, je jak szalony (dostał kawałeczek mięska, to "zabijał" je tak jakby to była mysz. Zdaje się, że będzie z niego łowca, co mnie wcale tak nie cieszy.), a teraz spotkał Mimi i z tego, co słyszę spotkanie przebiega w atmosferze "ostrzegawczej". Któreś z nich śpiewa, jak to koty, gdy czują się zagrożone. Nie będę się wtrącać, niech się same dogadają. Psy już go całkowicie zaakceptowały.
-
Dziś rano mi się udało, ale potem Szerlok z Kajtusiem zagnały go za kredens, skąd udało mu się niepostrzeżenie zwiać (dwa głupole jeszcze kilka godzin warowały przy kredensie. Hi, hi, hi) na pozycje strategiczne na strychu. Znowu nie daje się wziąć na ręce. Akcetuje moją osobę tylko jeśli trzymam w ręku talerzyk i saszetkę z jedzeniem. A i wtedy podchodzi bardzo ostrożnie. i nie daje szansy, żeby go schwytać. A Mimi się obraziła i nie bywa w domu.