Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. W naszym. I widzę, że z tym pokrywaniem potrzeb życia w mieście (na wsi zresztą też) to różnie jest. A jeśli chodzi o psie kupy to jest to problem zastępczy, który zawsze wypływa kiedy 1) nie bardzo jest o czym pisać i gadać w mediach, 2) brakuje pretekstu, żeby skłócić ludzi, bo jak wiadomo skłóconymi łatwiej się rządzi. Pamiętasz "Dzień świra"? Moja "angielska" siostra po obejrzeniu tego filmu zapytała, czy istotnie psy to jest najważniejszy problem w Polsce. O czymś to świadczy, nie wydaje Ci się?
  2. Czytam te Wasze opowieści o karach za niemanie torebek i włos mi się na głowie jeży! Matko przenajświętsza, w jakim my świecie żyjemy???! Dlaczego pozwalamy traktować się jak niedorozwinięte dzieci? Dlaczego nie może być specjalnych służb do sprzątania miasta po psach? W końcu nikt mi nie każe wywozić mojej własnej kupy, robią to ludzie wyspecjalizowani, podobnie jak nikt mi nie każe wywozić śmieci, zamiatać ulicy itp. A ja z kolei nie każę śmieciarzom tłumaczyć sobie książek, jeśli mają ochotę coś przeczytać. W końcu chyba po to istnieje podział prac. Nie wiem, jak to jest teraz, ale kiedy byłam w Paryżu w latach 70-tych, miasto zatrudniało specjalnych pracowników wyposażonych w odkurzacze zawieszone na plecach, którymi zbierali psie odchody. Przy okazji bezrobocie było ociupinkę mniejsze. Przecież płacimy podatki nie na kawę dla urzędników, tylko na pokrycie potrzeb życia w mieście. I tylko mi nie mówcie, że istota społeczeństwa obywatelskiego polega na zbieraniu psich kup. Tak niestety jest to często przedstawiane. A na domiar złego, jeśli ktoś już się ugnie przed tym terrorem, to musi te kupy piastować przez cały czas, bo najczęściej nie ma ich gdzie wyrzucić.
  3. Jutro jadę jeszcze zobaczyć domek w Płocku Radziwiu. Jego zaleta polega na tym, że nic nie trzeba robić - obejrzyjcie sobie (http://www.morizon.pl/oferta/sprzedaz-dom-plock-radziwie-80m2-mzn2016846588), cały jest gotowy, dach i wnętrza. Podejrzewam za to, że otoczenie nawet w 1/100 nie będzie takie urocze jak w Dyszobabie. Też nie ma gazu. Jednak zarówno w Dyszobabie, jak i w Płocku Radziwiu można pomyśleć o gazie płynnym z "baniaka". Może to jest rozwiązanie? A tak przy okazji usłyszałam takie oto wyjaśnienie nazwy "Dyszobaba". W Różanie co czwartek jest targ. Od wieków. I na ten targ chodziły kobiety z okolicznych wsi. A jako że jest pod górkę, a one nosiły najróżniejsze produkty na sprzedaż, to się zadyszały. No i macie dyszące baby. Czy ktoś może zna inną wersję?
  4. Ależ Grażynko, podejrzewam, że w naszym wieku każdy musi walczyć z takimi myślami i odczuciami! Czyli niepotrzebnie się stresujesz, że marujdzisz. Ja rano to jeszcze się ruszam, ale jak przychodzi wieczór to już tylko wszystko mnie boli, chociaż przez cały dzień nie kopię dołów, ani nie przebiegam maratonu! A czasem trzeba z siebie wyrzucić to, co w duszę gniecie. Wczoraj byłam u znajomych, których stareńka (17 letnia) suczka chyba właśnie dożywa swoich dni i serce mi się kroiło. Ale co my biedne robaczki możemy? Moja chęć przeniesienia się dalej ma kilka przyczyn, a żadna z nich nie jest pozytywna, nie będę więc Was nimi zadręczać. Powiem jedno: ZAKOCHAŁAM SIĘ W DYSZOBABIE! Jak tam jest ślicznie! A ile tras spacerowych! Psy byłyby przeszczęśliwe. Zięc właścicieli obiecał, że przedstawi mnie sąsiadom, bo tam podobno bardzo przyjazne stosunki panują. Domek wymaga pewnego wkładu sił i finansów: trzeba wymienić dach, bo co prawda na wymianę eternitu jest czas do 2030 roku, o ile się nie mylę, ale ten konkretny jest mocno zniszczony. Trzeba by też zmienić ogrzewanie - dźwiganie węgla, żeby nagrzać wężownicę, to już nie na moje oczy. Gazu "ogólnego" w Różanie i okolicy nie ma, pozostaje tylko taki brzydki wielki baniak gaspolu. Ale za to wszystko ciepłe, woda do kąpieli też. A na działce jest miejsce, żeby go postawić tak, żeby w oczy nie kłuł. Jeszcze się nie zdecydowałam, muszę najpierw sprawdzić, ile to wszystko by kosztowało. Czy któraś makowianka zna firmę dekarską, która może mnie poinformować o kosztach i coś doradzić?
  5. http://otodom.pl/dom-torun-70m2-3-pokoje-215000-pln-id37574012.html Trochę się tylko obawiam, tego "mieszkania dla młodych". Czy to znaczy, że starsza pani już tam nie może zamieszkać? Finansowo to wygląda niezwykle ciekawie, bo jest "pod klucz", a działka liczy sobie 700 m2, no i wnętrza wyglądają bardzo ładnie, tyle, że chyba w tzw. "szczerym polu". Pan z agencji obiecał przysłać mapkę osiedla z zaznaczonymi wolnymi działkami. Bo to nie są już gotowe domy, tylko wybierasz sobie działkę, wybierasz, jaki to ma być dom (mają też odrobinę droższe projekty), jak ma być wykończony, jakie chcesz kafelki, panele, itd., a oni Ci go stawiają. Powiedział, że jeśli zamówię teraz, to do końca roku będzie gotowy.
  6. W Ślężanach jest bardzo ładnie i bardzo mi się podobało, ale ten domek nadawał się tylko na krótkie pobyty w czasie wakacji, a nie na stałe zamieszkanie. Naprawdę był maleńki. Ja też żałuję, bo miałabym blisko do zaprzyjaźnionych sąsiadów, których będę musiała zostawić, no ale trudno. W tzw. międzyczasie znalazłam coś jeszcze dalej, bo pod Toruniem. Za to zupełnie nowe, bo jeszcze tego nie ma, ale gdybym się zdecydowała na lokalizację i projekt architektoniczny, to będzie pod koniec roku do zamieszkania. Naprawdę ładne. Ta lokalizacja z kolei jest niedaleko od moich kuzynostwa, którzy właśnie dziś rano mnie opuścili. Przykro mi słyszeć, że chandra Cię męczy, A kurki-śliczniurki nie pocieszają Cię wcale? A ptaszki i kwiatki? Łatwiej znosić nasz człowieczy los na wiosnę. A co porabiają Twoje suczki? Nic nie psocą? Nie uwierzę, że nie robią nic zabawnego, bo to chyba leży w naturze psów, żeby pocieszać i rozbawiać swoje pańcie.
  7. "Ledwodyszobaba", jak nazwała tę miejscowość moja psiapsióła, też mi się podoba. I to także ze względów, o których wspomina Malagos i Konfirm31. Ślężany okazały się maciupeństwem nie do zaakceptowania. Zastanawiam się jak ludzie mierzą te swoje :włości". Sama okolica bardzo ładna, blisko do Grazyny49 (która całkiem gdzieś zanikła. Hej, hej! Jesteś tam?), pani sprzedająca i ewentualna sąsiadka wesoła, miła, pozytywnie nastawiona do świata, uwielbia psy (ma dwa) - wszystko byłoby super, gdyby nie te maleńkie rozmiary domku. W jednym pokoiku mieściła się tylko... toaletka (taka szafka z lustrem, jakby kto nie wiedział). Drugi był nieco większy, ale miał tylko jedno małe okno, panował więc w nim półmrok, mimo, że na zewnątrz słońce aż oślepiało. Nie ma letko. Trzeba szukać dalej. Bardzo bym chciała, żeby Dyszobaba się sprawdziła, bo uliczka, przy której stoi dom jest po prostu urocza!
  8. O przepraszam! Ostatnio rzeczywiście się nie odzywałam, ale mam gości, a na dodatek jestem w rozjazdach, bo oglądam różne domki (w poniedziałek jadę do Dyszobaby! Dziś natomiast do Ślężan). Szerlok już znacznie lepiej, ale nadal osowiały. Przestałam mu dawać lek na wątrobę, bo zaczął żreć, a nie jeść! Wyżera jedzenie pozostałym psom i włazi na szafkę kuchenną, na której stoi jedzenie Mimi. Zrobił się gruby i nadal jest nienażarty. Muszę go odrobaczyć, podejrzewam, że ma tasiemca. Tylko mi nie mówcie, że nie byłby wtedy gruby - mój pierwszy w życiu pies miał ewidentnego tasiemca (wyłaziły z niego poszczególne człony), a był okrągły jak baryłka. Oczywiście trzeba będzie poczęstować i pozostałe towarzystwo. Już się cieszę. Zwłaszcza z perspektywy zaaplikowania leku Kajtusioowi, który od kiedy nie widzi i nie słyszy zrobił się szczególnie drażliwy na punkcie własnej fizycznej osoby. A co u Was, moje drogie makowianki i nie tylko? Jakoś wszyscy bardzo zajęci, bo nikt się nie wpisuje.
  9. Ha, w jakim nam przyszło żyć świecie! Nie dość, że ludzie mają staruszków za nic, to jeszcze i święci...
  10. Bo św. Antoni to rasista, popiera tylko młodych, starszym już nie pomaga.
  11. Niestety, nie mogłam wysłuchać, bo nie mam klucza do kłódki, która zamyka furtkę. Szerlok odszedł bez oporów, bo już w zasadzie wie, że to nie ja jestem odźwierna Diany. Jej państwo byli w pracy, a dziś rano chyba jeszcze spali. Nie miałam odwagi tam podejść, żeby ich nie obudzić, w końcu cały tydzień wstają skoro świt, niech chociaż w święto sobie pośpią. A Diana jak nas widzi, podbiega do drzwi na taras i z całej siły wali łapą w szybę, żeby ją wypuścić za płot. Czyli nie stwarza warunków do spania. Jak tam Bliss po podaniu braweranu (hi,hi, hi - czy to ta sama firma produkuje oba leki?)? Dziś znalazłam na Szerloku wczepionego zdechłego i zasuszonego kleszcza. Czyli lek działa. Szerlok już chyba wydobrzał, lata jak przedtem, wita się ze mną radośnie (tego mi najbardziej brakowało w jego "chorej" wersji), myślałam, że pojedziemy nad jezioro, ale się zachmurza i pewno będzie albo padać, albo wręcz się burzyć. Czyli znowu będę musiała zająć się próbami zapanowania nad entropią (przypominam - jest to miara stopnia nieuporządkowania układu), czyli sprzątaniem. Czasem mam wrażenie, że przedmioty martwe mają swoje, bardzo aktywne, życie. Co o tym sądzicie?
  12. Dzień dobry. Miło cię widzieć, Szerloku. Cmok, cmok. Wypuść mnie to sobie polatamy. Kurka wodna, ale jak to zrobić? No wypuść Dianę, na co czekasz?
  13. Dziewczynki, jakby Was posłuchała moja sąsiadka, która mnie nazywa "ta wariatka od psów" to by chyba padła! A że jest nieprzemakalna na wszelką myśl, na pewno by Was uznała za kompletnie oszalałe.Hi, hi, hi! Całe szczęście, że tacy wariaci chodzą po świecie.
  14. Trochę mnie pocieszasz, bo Szerlok nadal bardzo niewyraźny. Też zaczęłam mu dawać Esseliv Duo (pani aptekarka twierdzi, że wszystkie te na wątrobę są podobne do siebie), ale po 2 tabletkach trudno spodziewać się jakiejś zasadniczej zmiany. Jest lepiej - dzisiaj już szukał Łatka, z którym gania się wzdłuż płotu. Niestety Łatek zamknięty, bo jego pani odwoziła córkę do szkoły, a więc brama była otwarta, ale to nawet i dobrze, bo Szerloczka nie wolno przemęczać. Usiłowałam dać Esseliv także Dziuni, która tez z brzuszkiem trochę na bakier, szkoda, że nie widziałaś, jak sprytnie zjadła mięsko i wypluła tabletkę! Cwana gapa.
  15. Jakby nie chciała zjeść, to przełam na pół, wtedy bardziej pachnie. Powinno być dobrze. Trzymam kciuki. A Szerlok nadal jakiś niewyraźny. Bardzo dużo śpi, w ogóle nie biega, tylko chodzi noga za nogą. To musiały być wyjątkowo zjadliwe pajęczaki, bo w zeszłym roku szybciej wrócił do formy. Kupię mu hepatil albo esseliv. Co lepsze dla psa?
  16. Wiesz, ja tak sobie myślę, że plucie w suche gałęzie było wyrazem jego obrażenia na mnie za te wizyty. Dałam mu tę tabletkę zaraz po powrocie do domu, kiedy on był jeszcze cały zbulwersowany pchaniem mu termometru do pupy, kłuciem w kark i obmacywaniem brzucha. Pewno gdybym mu to dała trochę później, kiedy już by trochę ochłonął, zjadłby to ze smakiem, bo druga połówka poszła wyraźnie lepiej, czyli smak to miało niezły. Inna rzecz, że jak coś nieznane, znaczy niejadalne.
  17. Ależ Konfirmie Trzydziesty Pierwszy! Dałaś jej dłuższe życie. Przecież wiesz, że niewysterylizowane suczki bardzo często chorują na raka sutków, a wysterylizowane raczej nie. Poza tym jest smutna, bo jeszcze nie wydaliła z organizmu narkozy, troszkę ją pewno szwy ciągną, a poza tym pies w sukience... kto to słyszał! Co z tego, że prześlicznej. Nasz Cyryl, kiedy Mama założyła mu majtki, bo wygryzał sobie coś na pupie, od razu położył się na swoje legowisko i "umierał". To są urodzone komedianty. Nie daj się nabrać. Minie kilka dni i Lerka będzie taka jak przedtem.
  18. Ja bardzo lubię wszelkie językowe "wybryki" i anomalie, tym bardziej, że jak wynika z historii, często stają się po jakimś czasie obowiązującą normą, wbrew protestom i gromom rzucanym przez, jak to nazywa mój siostrzeniec, "gramatycznych nazistów" (to niby ja, bo strasznie się zżymam, kiedy słyszę tzw. "brzydkie wyrazy" i np. "poszłem", "podaj mi tego pilota lub laptopa" itp.). Podobno słowo "kobieta" oznaczało kiedyś osobę płci żeńskiej niezbyt ciężkich obyczajów. Chociaż rozumiem, że język się rozwija i to na ogół w coraz mniej wyrafinowaną stronę, jakoś trudno mi zaakceptować niektóre obowiązujące już teraz formy. Wracając do naszych baranów, czyli do Szerloka. Jest na mnie ciężko obrażony za te wizyty u lekarza. Wbrew twierdzeniom pani weterynarz, która twierdzi, że psy bardzo chętnie zjadają te tabletki, nie chciał za żadne skarby jej zjeść. Wziął ją w końcu do pyska, wyszedł do ogródka i ostentacyjnie wypluł w kupę suchych gałęzi. Wmusiłam mu ją koniec końców, ale zdrowo się musiałam nabłagać i nagimnastykować. Przy okazji dowiedziałam się, że mam 30 kg psa Szerloka i 20 kg psicy Dziuni. Kajtuś też pewno coś koło tego, tak na oko sądząc. Czyli ogólnie mogę się pochwalić posiadaniem 70 kg psów. Nieźle, co?
  19. Ale się uśmiałam! Prostata dla świń. Super. Praca z ludźmi potrafi być źródłem nieustającej radości. Moja przyjaciółka pracowała w PIP-ie (przepraszam - Państwowej Izbie Pracy), skąd przynosiła najróżniejsze "smaczki". Np. "kasy wciskalne" (czyż ta nazwa nie jest słuszniejsza niż "fiskalne"? Przecież te guziczki się wciska.) czy "oniemanie". "Pozostałem w oniemaniu" - stwierdził pewien petent, opowiadając o swoich przejściach z nieuczciwym pracodawcą.
  20. Już na tyle wydobrzałem, że się niecierpliwię, kiedy pańcia za długo gada przy furtce! PS Ta biała plama przy drzwiach to ślad po niewskazującym na czyn zabroniony wrzuceniu ładunku wybuchowego do skrzynki na listy.
  21. Chory. Miał wysoką gorączkę, co mu nie przeszkodziło zrobić karczemnej awantury, kiedy pani wetka chciała mu zmierzyć tęż temperaturę w pupie. Trzeba go było przydusić kolanem, wyrywał się jak piskorz. Taki bidulek! Dostał kroplówkę z masą leków i teraz już jest lepiej (właśnie piłuje dziób w ogródku mimo późnej pory). Jutro idziemy na kolejne zastrzyki i w niedzielę, kiedy to także zostanie nakarmiony tabletką przeciw kleszczom. Pani Ewa mówi, że mają to od roku i jak dotąd nie było żadnego robala na żadnym psie, który to zażywał. No więc spróbuję i ja, chociaż wiem, że to drogie. Ale w sumie dziś zapłaciłam 88 zł, jutro pewno będzie troszkę mniej, ale też niemało. Podejrzewam, że mimo wszystko prewencja wyjdzie taniej. Dziuni też dam, bo zdjęłam jej z brzucha dwa opite potwory. Zdziwiłam się, bo na brzuchu dotąd nigdy nie miała. Konfirmie pw dostałam, przeczytałam, obejrzałam i odpisałam. A jak to się w ogóle robi, żeby zacząć takie pw?
  22. Ja się raczej chowam przed słońcem, bo na stare lata zrobiłam się taka, jak była moja Mama: opalam się przy świetle księżyca. A to raczej niewskazane w moim wieku. Wygląda na to, że skóra też się zmienia w człowieku - jako dziecko po pobycie na słońcu robiłam się czerwona jak rak, nigdy nie brązowiałam i ogólnie z opalaniem było kiepsko. Potem po studiach trafiłam na rok do Hiszpanii, gdzie od razu na dzień dobry spaliłam się najbardziej ... pod kolanami (!!!), bo w maju usnęłam leżąc na brzuchu na plaży (Biedna naiwna myszka z północnego kraju myślałam, że w maju słońce miło grzeje, a nie pali. Owszem u nas, ale nie w Hiszpanii). Od tamtej pory opalam się, jak mówię, przy księżycu. Po kilku słonecznych dniach wiosną wyglądam jak stara Indianka. Nie powiem, żeby mnie to zachwycało. Wracając do Szerloka - jakiś dziś strasznie apatyczny. Zdaje się, że czeka nas wizyta u pani wetki i badanie krwi. Bardzo się martwię, bo muszę wyjechać na kilka godzin. Trzymajcie kciuki.
  23. Mamuniu kochana! A gdzie to takie straszności się dzieją???? Strach się bać. Jak można wśród takich okoliczności przyrody mieszkać? Co prawda u mnie w wodzie kadm...
  24. Opalamy się!
×
×
  • Create New...