Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. Jak to gdzie? Przecież ona jest jak zupa pomidorowa z dużą ilością śmietany! PS Tak a propos Konfirmie31, teraz będzie odrobina prywaty: wspominałaś gdzieś o jakimś domku w Makowie. Może jakieś konkrety? Jak dobrze pójdzie, będę miała kupca na swój domek, tak więc sprawa jakby się konkretyzowała.
  2. Śliczne zdjęcia Konfirmie Trzydziesty pierwszy! Zastanawiam się cały czas, co jest takiego w Lerce, że budzi tak pozytywne uczucia! Bliss jest śliczna, ale może z powodu swoich gabarytów, nie budzi we mnie instynktu macierzyńskiego (jeśli takowy w ogóle we mnie gdzieś pokutuje), natomiast to uszate maleństwo wyraźnie tak. Człowiek całe życie się uczy: wczoraj, robiąc wreszcie porządki w ogródku i na tarasie, wyrzuciłam za płot "ekologiczne" śmieci, czyli na wpół uschnięte i przemarznięte cebulki jakichś szafirków, narcyzów itp., o których zapomniałam w zeszłym roku. Myślałam, że sobie spokojnie uschną i stopią się stopniowo z naturą. Akurat! Jak za dotknięciem różdżki pojawiło się 7 dzików i bardzo starannie je pozbierały, chrumkając z wielkiego ukontentowania! To co właściwie dziki jedzą? Myślałam, że głównie kartofle i pędraki. A tak przy okazji - jeden z tych łaciatych, taki największy, wyraźnie rozstawia resztę stadka po kątach. Czyżby odmienność hartowała także wśród dzików?
  3. Popieram TŻ. No to nie będzie żadnych nowych tymczasów (chociaż jak znam życie, to bym się nie zaklinała. Ja też nie mogłam mieć drugiego psa, potem trzeciego, o trzech kotach już nie wspomnę). Przecież pomagać można także, nie użyczając nikomu swojego domu (ale poezja!), o czym Ty sama doskonale wiesz, bo przecież nie tylko tymczasujesz zwierzaki, ale czynnie uczestniczysz w różnych akcjach. Tak że sumienie nie ma prawa Cię gryźć, wręcz przeciwnie - zapewniłaś dobry dom takiemu maleństwu, które samo nie miałoby szans na przeżycie. Nie wiem, czemu Lerka budzi we mnie takie uczucia, jakby ktoś chciał skrzywdzić niemowlę!
  4. A gdyby tak zorganizować spotkanie na szczycie, gdzieś na neutralnym terenie na początek, żeby zobaczyć, jak panie się do siebie mają? W końcu pitbule zostały wyhodowane do walki z psami, to raczej niedobrze rokuje, ale znowu czytałam, że jak je dobrze wychować, to i psów nie ruszają. Mnie w tej konfiguracji niepokoi raczej coś innego:14-latka, którą niedługo świat całkowicie pochłonie i starsza pani zostanie praktycznie sama z dwoma psami. Da radę? Mówię trochę z autopsji, w końcu mam 3 psy, jestem dobrze po 60-ce i wiem, jakie to wszystko potrafi być męczące. A ta pani jeszcze będzie się zamartwiać szaloną małolatą z burzą hormonalną w środku. Jeśli chodzi o kleszcze, to nie przypominam sobie jeszcze takiego roku - po każdym spacerze zbieram z Szerloka po kilka. Nawet po mnie łażą, chociaż ja jestem dla nich za zimna (moja normalna temperatura to 35,6 stopni. Pan weterynarz wyjaśnił mi, że one lubią wyższą. Łażą więc po mnie, ale się nie wgryzają. Ale mam farta, co?). Szerlok jest zabezpieczony (a właściwie był, bo wczoraj zgubił) obrożą firmy PES. Można ją dostać w każdym supermarkecie, kosztuje około 10 zł i jest naprawdę skuteczna. Tzn. robaki usiłują się wczepić, ale są takie przymulonw, że dają się wyjąć bez problemu, a nawet jeśli się spóźnić, to nie napijają się do końca i też łatwo je usunąć. A z mojego doświadczenia wynika, że na to cholerstwo tak naprawdę nie ma dobrego zabezpiecznia. Czy za 100 zł czy za 10, właściciel musi być bardzo czujny i - tak jak mówi Konfirm31 - przy najmniejszej zmianie zachowania psa pędzić do weterynarza. W zeszłym roku chorowała zarówno Dziunia jak i Szerlok. Okropne przeżycie! Tylko Kajtuś NIGDY nie miał kleszcza. Bez względu na to, czy miał obrożę, czy nie kleszcze się go po prostu nie imają. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Może przeszkadzają im jego gęste, skołtunione tu i ówdzie loki?
  5. Właśnie obejrzałam filmik o suni, która udaje kalekę, żeby dostać smakołyk. Zobaczcie sobie na: http://kobieta.onet.pl/ciekawostki/ten-pies-udaje-niepelnosprawnego-zeby-dostac-przekaske-wideo/4chgjb. I muszę Wam opowiedzieć o wczorajszym wyczynie Szerloka. Otóż Mimi leżała na okrągłym stole przykrytym ceratą. Szerlok koniecznie chciał się do niej dobrać - choćby trącić nosem - ale ona machała łapami, bardzo skutecznie się broniąc. I co wtedy robi mój kandydat do nagrody Nobla? Łapie zębami za ceratę i ciągnie do siebie! Nie mówcie mi, że to tylko instynkt. Trzeba było trochę pogłówkować, żeby to wymyślić. Po każdym takim zdarzeniu nabieram większego szacunku wobec inteligencji psów i pokory w ocenianiu ich zachowań. Ten sam okrągły stół pozwolił kiedyś wykazać się nieprzeciętną inteligencją Bacy (prawie kaukazowi, o ile pamiętacie). Bawiłam się z nim, goniąc go dookoła stołu. On wyraźnie uważał, że to on mnie goni i po jakimś czasie po prostu stanął, odwrócił się w przeciwną stronę i poczekał, aż do niego dobiegnę, żeby mnie złapać. No i co? Tez instynkt?
  6. Niech żyją wtrącalscy ludzie! Dzięki takim jakoś daje się żyć. Pozdrawiam Cię, superwtrącalska Elu. I się w tej kwestii nie zmieniaj.
  7. Aha, zapomniałam dodać, że na tej samej wycieczce Szerlok spotkał się oko w oko z przepięknym, miedzianozłotym bażantem! Ptaszysko wyfrunęło mu sprzed samego nosa z charakterystycznym okrzykiem, on zbaraniał, potem usiłował oczywiście go złapać, ale gdzie tam, nawet się do niego nie zbliżył, a mnie ogarnęła melancholia - 17 lat temu, kiedy wprowadziłam się do Chotomowa za oknem mojego domu i na pobliskich polach pełno było bażantów, zajęcy, okoliczne drzewka obgryzał jeleń. Eeeech... to se ne vrati, pane Havranek.
  8. Ja to się od dawna dziwię, że ludzkość się w ogóle dogaduje. Każdy ma jakieś swoje mole które go gryzą i daje wyraz frustracji z tego powodu. Nie powiem, żebym zrozumiała dlaczego Maksymantonhyugo nagle zniknął z pola widzenia, ale jest mi żal, że to zrobił. Konfirmie31, czy ten jarmark jest niesławny z powodu podrzucanych psów, czy są jeszcze jakieś inne przyczyny? Mały domek z ogródkiem... to by było to! Byle ogrzewanie miał inne niż kominkowe czy węglowe, bo u mnie oczy już nie te, coby dźwigać tony węgla czy drewno do kominka.
  9. Oj, nie mówcie o wadze, bo przez ten rok trochę Szerloka przybyło! Szczególnie ostatnio jakoś tak zmężniał. W ramach obchodów urodzin pojechaliśmy na wycieczkę. Najpierw był plan do mojej ulubionej wpukłej Góry, ale potem skusiła mnie droga odchodząca od głównej szosy w nieznane. Laski, pola, domy w budowie (a jakże!) i widok aż po horyzont. Pieski polatały, powąchały, unurzały się w śmierdzącym bagnie (siłą woli musiałam powstrzymywać odruch wymiotny w samochodzie), zziajały się - bo w tzw. międzyczasie zrobiło się bardzo ciepło (niestety tylko na chwilę). Wracamy a tu obok drogi taki widok: Nooo, kamień mi spadł z serca. Już myślałam, że nasze okolice są szkodliwe dla bocianów, bo w ogóle ich nie widać. A one po prostu preferują tereny bliższe Narwii. I tyle. Nie będę ukrywać, że sfałszowałam nieco to zdjęcie. Tzn. bardzo je przycięłam. Na moje usprawiedliwienie mam to, że na pierwszym planie widniało śmietnisko. Ludzie są naprawdę nieprawdopodobni - wyrzucać śmieci w samym środku niczego, w szczerym polu. Że też im się chce wkładać w to tyle wysiłku. PS. Oczywiście dziękuję za życzenia i wszystkim "rocznicowcom" też życzę samego szczęścia i radości.
  10. Oj to rzeczywiście daleko! Chyba się do Was przeprowadzę, żeby być bliżej wszelkiego "dziania" się.
  11. Dziewczynki, jak pisałam, mogę zawieść i przywieźć każdego zwierzaka gdzie trzeba (no może krokodyla bym się bała :). Trochę do Was w tym Makowie daleko, ale jeśli będzie nóż na gardle, to się polecam. W końcu te 70 km to trochę ponad godzina jazdy, da się zrobić.
  12. Dzień dobry! Dzień dobry! Dziś mija rok od kiedy Szerlok jest z nami! Czekamy na urodzinowe życzenia równie szczęśliwego ciągu dalszego. Hip hip, hura!
  13. Ale cudo! Chciałabym kiedyś coś takiego w realu zobaczyć!
  14. A ja w życiu nie widziałam kraski! Jak ona wygląda? Sądząc po nazwie musi być kolorowa i ładna. Ludziom to się kiedyś wydawało, że przyroda jest niezniszczalna i zawsze się odbuduje.A to nie do końca prawda.
  15. No, no, no! To ci się Warszawa postarała! Właśnie przeczytałam, że można sterylizować psy i koty za darmo w 28 przychodniach na terenie miasta, bez względu na to, gdzie się mieszka (rozumiem, że jednak w Warszawie, a nie na przykład w Chotomowie). Powiadomcie wszystkich swoich znajomych o tym fakcie, bo to nie lada gratka. Akcja ma trwać do 15 grudnia lub do wyczerpania środków finansowych (nie podają, jakie są). Może będzie trochę mniej niechcianych szczeniaków? Cała wiadomość znajduje się pod adresem: http://wiadomosci.onet.pl/warszawa/warszawiacy-moga-bezplatnie-wysterylizowac-swoje-psy-i-koty/kvcchr Stefan dogorywa powoli i ciągle się jeszcze szarpie. Dziś rano na spacerze tak dmuchnął zimnem, że się poczułam jak na Alasce. A nie jest to miejsce na ziemi, o którym marzę. No ale to wszystko już tylko ostatnie podrygi zdychającej ostrygi, jak to białe z krzaków zniknie to i się ociepli. Wracając do bocianów: a kto wybudował to "niechciane" gniazdo? Ludzie, czy bociany? Bo wiem, że ludzie czasami zakładają takie gniazda, czy też raczej ich podwaliny, żeby ptaki mogły sobie dokończyć i się osiedlić. Może wybierają nieodpowiednie miejsca? W końcu co taki zwykły zjadacz chleba wie o bocianich preferencjach w kwestii miejsca zamieszkania na lato?
  16. Mnie też zdechły. Ale myślałam, że to ja nie potrafię się nimi odpowiednio zająć. A może one rzeczywiście są pędzone i w naturalnych warunkach nie potrafią sobie dać rady? Z nasion też mi nigdy nic nie wyrosło. Mojej Mamie kiedyś 3 (słownie trzy!) pomidorki na całą paczuszkę nasion.
  17. Trzymaj się Antonowicz Maksymowicz! Miałeś dużo szczęścia, że trafiłeś na takie kobitki, co to potrafią góry przenieść, żeby biednemu stworzeniu pomóc.
  18. A u mnie w ogródku nie tylko słyszałam świergolące sójki (miauczące też, ale o tym już chyba opowiadałam), ale widziałam jak pan sójek zaleca się do pani sójkowej! Te pokłony, przysiady, przytupy! Sam wdzięk i urok. Niestety moje pojawienie się spłoszyło zalotnika i jego obiekt. Ale na pewno gdzieś w ustronnym miejscu się dogadali, bo ona wyglądała na zainteresowaną. No wiesz, Malagosie, po szpitalu to nikt nie ma siły! Oszczędzaj się troszkę, roślinki w ogrodzie dadzą sobie radę na krótką metę, ale na dłuższą jednak będziesz im potrzebna. To tak jak z opieką nad ludźmi - najpierw trzeba zadbać o siebie, żeby mieć siły opiekować się kimś innym. Żylistek podobno rzeczywiście ślicznie kwitnie, ja nie miałam okazji się przekonać, bo zdechł po posadzeniu, zanim dotarł do kwitnienia. Mówiłam, że jestem antytalent ogrodniczy. Konfirmie, a udało Ci się ustalić jakie gniazda bocianie są według nich te "lepsze"? Większe, bardziej napakowane patykami, na kominie? Ciekawa jestem.
  19. Dziś w tę wichurę byliśmy na spacerze z całą sforą: Szerlok, Dziunia, Kajtuś (na smyczy), Suzie, Decimus, Bazyl i Mela, a za płotem 4 bigle. Jak to całe towarzystwo się rozszczekało!!! No a trzeba było, skoro część sfory znajdowała się z jednej strony płotu, a część z drugiej. Wiatr ze swoim wyciem nie miał szans. Ale Kajtusiowi chyba przeszkadzał, bo co kilka kroków się zatrzymywał, obracał mordkę to tu, to tam i usiłował się zorientować, co tak duje, skąd, dlaczego i po co. Do lasu nie poszliśmy też z obawy przed spadającymi konarami. U nas na szczęście nie ma piachu (no może tylko na budowach, które ostatnio się po prostu rozszalały. Zabudują ostatnie wolne tereny. Zgroza!) więc w zasadzie poza suchymi liśćmi nic nie fruwało. A z obserwacji przyrodniczych: sójki, które na ogół obrzydliwie skrzeczą (jak nie udają kotów), teraz amorozo popiskują i uroczo świergolą! Zdumiewające, co hormony robią z istotami ożywionymi. Ogólnie cała przyroda aż tętni miłosnym popiskiwaniem. Jest taki wiersz Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej o kwiatkach. Że to wszystko po prostu rozmnażanie, ruja i porubstwo, a nie żadna poezja. No i fakt. ( Przy okazji dowiedziałam się że słowo "porubstwo" jest staropolskie o niewiadomej etymologii i dlatego pisze się przez u", a nie przez "ó", co wydawałoby się logiczne. I znaczy "rozpusta, rozwiązłość" Ha, człowiek uczy się do końca życia!)
  20. Jak przetrwałyście Stefana? Ja po raz pierwszy przestraszyłam się, że mi dach zerwie, tak trzeszczał!
  21. Coś opróżniłam, czy to skrzynka nie wiem, bo jakaś mało zdolna do tej dogo jestem. Daj mi znać, czy pomogło.
  22. Już mnie tak nie pocieszaj, Nutusiu! Jeśli do kopiących psów dodasz mój totalny brak talentów ogrodniczych, to możesz sobie wyobrazić, jak wygląda mój ogródek. Jest głównie zarośnięty, bo nasadziłam drzew i krzewów kompletnie bez wyobraźni, teraz latam i wycinam co się da, kwiatki w ogóle nie chcą kwitnąć (vide forsycja), a na dodatek z trawnika pieski zrobiły klepisko. Ale, ale... ku mojemu zaskoczeniu w zeszłym roku jakaś pani, przechodząc obok mojego domu, powiedziała, że się jej mój ogród podoba. Czyli każda potwora znajdzie amatora!
×
×
  • Create New...