Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. ​ Widzę, że pojawiła się konkurentka dla mojego Szerloka! Wystawicielka brzuszka.
  2. No wiesz, pan od gazu przyjedzie w poniedziałek, żeby zobaczyć proponowaną przez starostwo lokalizację zbiornika, cała operacji też miała się zacząć w przyszłym tygodniu. Tylko ja się trochę obawiam, czy nie będę miała jakichś problemów, jeśli zacznę, zanim złożę wszystkie papiery. Jak to stwierdziła pani sąsiadka - geodeta "Sąsiedzi są różni". Ona sama uważa, że powinnam odczekać obowiązujący czas. Grażynko to właśnie mi w istniejącym tu systemie przeszkadza, że trzeba by wstawać w nocy, żeby rano nie budzić się w zimnie.
  3. Zagapiłam się z tym ogrzewaniem. Dziś rano w domu było + 15 stopni. Kiedy palę pod kuchnią, szybko się nagrzewa do 20 stopni, czyli akuracik, ale jeszcze szybciej się schładza, kiedy nie dokładam węgla czy drewna. Przypomina mi się dom mojej cioci Stefci w Radomnie. Jako wiejska nauczycielka w słusznie minionych czasach miała bardzo mało pieniędzy, męża zamordowali jej Niemcy w pierwszych dniach wojny, miała za to trzech synów i swoją matkę na utrzymaniu. Znaczy nie przelewało się im. Dlatego palone było tylko w kozie stojącej w kuchni. Aktem bohaterstwa było kładzenie się spać w pokojach, gdzie nie było grzane, w pościeli o temperaturze zbliżonej do zera absolutnego, a drugim wylezienie rankiem spod cieplutkiej pierzyny (wtedy jeszcze nikt nie używał kołder, przynajmniej na wsi). Ale wspominam ten okres z dużym sentymentem - świetnie się u cioci bawiłam jako dziecko, a spędziłam tam połowę życia do 3 klasy szkoły podstawowej. Potem już nie mogłam sobie pozwolić na labę przez 6 miesięcy.
  4. Zgadzam się z powyższym w 150%! Jest niezwykle wdzięczna, takim "łobuzerskim" wdziękiem.
  5. Dzięki Konfirmie! Pan od zbiornika, wysłuchaj mojej opowieści i stwierdził krótko: "Robimy swoje". Mam nadzieję, że wie, co robi.
  6. Chyba zostanę anarchistką! Okazało się, że nie mogę postawić zbiornika na gaz w przyszłym tygodniu, bo potrzebny mi jest... brak sprzeciwu ze strony starostwa, na co ono starostwo ma 30 dni (dlaczego aż tyle?), a na wykonanie mapki projektowej, czyli wskazanie miejsca, gdzie może to ustrojstwo stanąć (na podstawie mapki, którą wydział geodezji ma w komputerze, dla ścisłości) geodeta ma 2 tygodnie. I pobiera za nią 700 zł! Nie muszę Wam mówić, że pracownik Amerigasu wyznaczył miejsce na zbiornik dokładnie tam, gdzie wstępnie proponuje geodeta. On przecież też zna przepisy i nie chce mieć problemów. Wybaczcie, ale uważam, że w tej sprawie powinna być wymagana tylko opinia ppoż, jako że ten zbiornik może być niebezpieczny. I kropka. Cała reszta według mnie to udowadnianie na siłę konieczności istnienia urzędów wszelkiej maści i autoramentu i dawanie zarobić krewnym i znajomym królika. Kiedyś w Jabłonnie zażądano ode mnie projektu architektonicznego drewnianej wiaty, czyli daszku na sześciu słupkach. Na moje pytanie, czy projekt architektoniczny psiej budy też im będzie potrzebny, panienka się obraziła, ale odpuściła mi ten projekt. Tutaj argument jest taki: "wie pani, sąsiedzi są różni. Nie trzeba prosić się o kłopoty". Fakt, nie chcę mieć kłopotów, a za jeden z nich uważam wymogi urzędu.
  7. A na wieczorku zapoznawczym już byłaś?
  8. A ja wpadłam na ten wątek przypadkiem i pod wpływem emocji wpłaciłam 50 zeta na Dog Rescue, nie zauważywszy, że posty są z lipca. Ale te pieniądze przydadzą się na pewno i teraz, tak że DoPi sprawdź na ich koncie. Nie napisałam niestety swojego nicka, ale po imieniu poznasz, ze to ja. Chciałam tu wyjaśnić, że Dyzio to zdrobnienie od Odysa, a nie Dionizego. Znałam takiego jednego Odysa-Dyzia, nawet w pewnym sensie był podobny to malucha, też szurpaty. Jeśli wolno wyrazić swoje zdanie: nie sądzę, żeby chory psiak był dobry jako lek na lęki dzieci. Nie oddawajcie go tej pani. Miałam kiedyś pieska z padaczką pourazową (bliski kontakt z polonezem), czułością i przytulaniem doprowadziłam do tego, że ataki uspokajały się bardzo szybko. Wystarczyło, że wzięłam go na ręce i przytuliłam, a się uspokajał. Wet był zdumiony. W razie gdyby atak się powtórzył (mój pierwszy w życiu pies miał jeden atak w ciągu całego życia) może spróbujcie tej nieinwazyjnej, ekologicznej metody.
  9. A wyobrażasz sobie 3 psy i kota? Po prostu tropiki! Tylko cholernie niewygodnie.
  10. A to jakiś nowatorski system ogrzewania jest?
  11. Biedactwo wygląda na tym łożu, jakby tylko czekało, że obudzi się z tego cudownego snu z powrotem w koszmarze głodu i zimna! Po prostu nie dowierza własnemu szczęściu. Nutusiu, w razie potrzeb finansowych i przewozowych wiesz, że możesz na mnie liczyć. Całusy za tyle dobrego serca i szybkość działania. A suni rzeczywiści urocza. A jaka malutka to widać dopiero w porównaniu z jamnikiem, który przecież sam do olbrzymów nie należy!
  12. Ja miałam akumulacyjne + wszystko inne na prąd (kuchenka, zmywarka, pralka, telewizor, komputer) i zimą płaciłam po 500 - 600 zł na miesiąc. Też w taryfie nocnej, a potem weekendowej, która jest świetna, jak się pracuje poza domem. Bo kiedy się siedzi w domu to wychodzi drożej, bo chociaż w nocy prąd jest tańszy, to w dzień droższy. Niby niedużo, ale zawsze.
  13. Konfirmie, ten gaz to jeszcze byłby tej jesieni. Nutusiu, a ja w poszukiwaniu "guzika" trafiłam na ogrzewanie podczerwienią (wpisz to sobie do wyszukiwarki, a znajdziesz mnóstwo informacji). Instalacja tego w przypadku mojego domku byłaby o 5 tys. tańsza niż gaz, bo to tylko panele grzewcze i podłączenie do instalacji elektrycznej (jest możliwość kredytowania). Podobno w eksploatacji wychodzi taniej niż gaz (???). No i jest czysto bez wątpienia, nic nie pyli ani nie popioli. Niepokoiło mnie to, że na wsi często wyłączają prąd i co wtedy? Piec gazowy też działa na prąd. Pozostaje szczękanie zębami. Myślałam zostawić instalację z wężownicą, obok tej podczewonej, tak na w razie czego. Ale kiedy okazało się, że także przy gazowej kuchnia może zostać i można jej używać (gaz wtedy automatycznie się wyłącza) kiedy nie ma prądu, zdecydowałam się jednak na gaz, chociaż to droższe rozwiązanie. Zabrakło mi odwagi na taką innowacyjność jak ta podczerwień. Może niesłusznie, ale w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby mi pokazać, jak to naprawdę działa.
  14. Tak, tak! Właśnie dziś po raz pierwszy udało mi się osiągnąć 40 stopni na termometrze nad kuchnią i ciepłe kaloryfery! Niemniej jednak zainstaluję sobie ogrzewanie na gaz, bo to jest straaaasznie u...dliwe. Najpierw trzeba wyczyścić palenisko, a ponieważ jest wąskie, a głębokie usmolucha się człowiek po łokcie i wszystko dookoła pokryje popiołem niczym jakie Pompeje. Mimo użycia odkurzacza do popiołu. Potem natarga się człowiek węgla i drewna jak dziki osioł. Następnie zadymi sobie człowiek cały dom tak, że trzeba otworzyć drzwi na przestrzał, żeby się wywietrzyło i zrobiło... jeszcze zimniej niż było przedtem. Potem kiedy wreszcie ogień się łaskawie rozpali, w piecu huczy tak, jakby w nim jechał pociąg i człowiek cały czas się zastanawia, kiedy rozwali chałupę. Oczywiście ma człowiek satysfakcję, że w końcu uporał się z tym, z czym inni uporują się bez wysiłku, ale emocji przy tym zdecydowanie za dużo i adrenalina zalewa oczy. Ze wstydem przyznaję, że wolę nacisnąć guzik. Strasznie mnie ta współczesna cywilizacja rozleniwiła.
  15. Melduję posłusznie, że dziś Dziunia obudziła się sucha. Może jednak ten Urosept nie jest taki zły. Będę go jej nadal dawała, chyba żeby się miało okazać, że ta dzisiejsza suchość to tylko wypadek przy pracy. Wtedy poproszę Nutusię o namiary na jej weta w Nowym Dworze, bo ten tutaj jakoś mało się interesuje pacjentami. Zrobił na mnie wrażenie na wpół śpiacego i mało komunikatywnego, może to dlatego, że nikogo poza nami nie było do niego. Brak pracy rozleniwia, wiem to z własnego doświadczenia.
  16. Ja też uważam, że w pierwszym rzędzie należy myśleć o edukacji, ale na ogół uważa się to za zbyt powolny sposób działania. W każdej dziedzinie. Najłatwiej karać. Znaleźć winnego, ukarać i ma się kłopot z głowy. A że to niczego nie zmienia i sprawa będzie wracać jak bumerang? Bez znaczenia, najważniejsze to mieć z głowy tu i teraz.
  17. Ja też nie byłabym pewna mojego diabła tasmańskiego. Ona w zasadzie na nikogo nie napada, ale jak ktoś się zbytnio zbliży, to się odszczekuje, a nie każdy pies to lubi. Jak już wspomniałam, Dziunia na spacerze w zasadzie nie sika. Jakby wylało się z niej wszystko przez sen. Ponieważ w tej chwili nie mogę jechać z nią do weta - przycinają mi dęby, ma przyjechać pan od gazu, żeby zobaczyć, czy piec może być w łazience - poprosiłam sąsiada, żeby mi kupił jakieś lekarstwo na zapalenie pęcherza. Przywiózł Urosept. Jeśli nawet nie pomoże, to nie powinno zaszkodzić, a a nuż a widelec... Z tego materiału o suczce dowiedziałam się także, że istnieje hotelik dla szczeniaków. Były ich tam dziesiątki! Całe szczęście, że są na świecie ludzie gotowi poświęcić swój czas dla takich biedaków! Ale koniecznie trzeba propagować wiedzę o sterylizacji: przeczytałam gdzieś, że psia para + jej potomstwo są w stanie "wyprodukować" ponad 60 tys. psów w ciągu roku. Brzmi nieprawdopodobnie, ale nawet jeśli ta liczba jest przesadzona, na pewno możliwości mają olbrzymie. No i uświadamiać ludziom, że nie ma obowiązku mieć psa, ale "manie" psa to obowiązek. W Dyszobabie jest kilka takich rozpaczliwych przypadków: kilka trzymanych bez przerwy na łańcuchu (chyba nikt właścicielom nie uświadomił, że popełniają przestępstwo), jeden z kolei co prawda chodzi luzem po całej wsi, ale właściciele go nie karmią - karmią tylko bernardyna (którego z kolei nie wypuszczają na obejście), a ten nierasowy niech sobie radzi. Wystawiam mu nadmiar jedzenia, którym wzgardzą moje psy (na ogół drugi raz to samo danie gorzej wchodzi), albo kostkę z mięsem, już się nauczył, że przy moim płocie stoi miska dla niego. To taki potulny, spokojny pies, chyba już niemłody. Serce się kroi. A jego 16-letnia właścicielka ze zdumieniem niedawno się dowiedziała, że pies musi mieć cały czas wodę do picia. .
  18. Tylko, jak ja mam zebrać te dziuniusiowe siki? Kiedy się tak zleje w nocy, wszystko wsiąka w podłoże, a potem praktycznie nie sika, albo kryje się gdzieś po krzakach. To bardzo wstydliwa i dyskretna dziewczynka. Konfirmie, nie bardzo zrozumiałam Twoje zaproszenie. Czy mam Was odwiedzić z Dziunią???? Z diabłem tasmańskim? No raczej chyba nie. Czyli co, siki mam zawieźć bez psicy, a potem wpaść do was? Z największą przyjemnością, tylko żebym miała co zawieść! Przyślij mi na pw swój numer telefonu, jak się będę wybierać do Makowa (powinnam przerejestrować samochód) to Cię uprzedzę i wpadnę. Widziałyście w telewizorze tę bidulkę suczkę ze szczeniakami, którą jakiś zboczeniec przywiązał krótkim łańcuchem do drzewa? Dzięki Bogu wytropiła ją druga suczka, też znajda. Mam nadzieję, że dojdą do tego, kto to zrobił, a sąd nie uzna, że ten postępek cechuje "niska szkodliwość społeczna".
  19. A jakbym, zanim wystrzelę z grubej rury i pojadę do Nowego Dworu, Dziuni dała któryś z tych leków "ludzkich" na problemy z pęcherzem, np. urofuraginum? Nie wiecie czy to w ogóle działa?
  20. Myślę, że Dziunia ma starcze nietrzymanie moczu, bo wysterylizowana musiała zostać bardzo dawno temu. Do mnie trafiła, kiedy miała 4 lata, wysterylizowana. Do tej pory nie było problemu. Sądzę też, że nie bez znaczenia były te jej kąpiele w Narwi, chociaż kąpała się tylko w upał, jednak musiało to jej zaszkodzić na pęcherz. Chyba wszystko po trochu jej zaszkodziło. Tomek (Malagosowy) uważa, że nie trzeba jej nic podawać. Tyle, że ona bardzo brzydko pachnie, a przecież nie będę jej codziennie kąpać, bo jeszcze bardziej pogorszę stan jej pęcherza. A teraz coś dla wielbicielek Karmleka. Oto przegląd jego póz podczas snu:
  21. Dziękuję za informację. Wygląda na to, że każda hortensja ma zupełnie inne wymagania. Dlatego uważam je za trudne. Jedna kwitnie na tegorocznych, druga na dwuletnich - bądź mądry i pisz wiersze! A ja mam problem z Dziunią - co rano budzi się zlana własnym moczem. Byłam wczoraj u weterynarza, dał jej antybiotyk jeszcze na 4 dni, ale dziś rano znowu była cała mokra. Podejrzewam, że to raczej starcze nietrzymanie moczu, będzie przecież miała 14 lat w listopadzie! Wiem, że jest jakiś lek na tę dolegliwość. Jak się nazywa i czy można go kupić bez recepty?
  22. Kochane, tę hortensję dostałam od Joasi - ogrodniczki z Chotomowa na parapetówę. Mam teraz dzięki Szanownym Gościom całą kolekcję tych wspaniałych kwiatów, żeby tylko udało mi się ich nie zmarnować, bo z tego co wiem, to łatwe w obsłudze nie są. Jutro odbędą się postrzyżyny dębów. Pod nóż pójdą wszystkie te drobne gałązki, które zabierają tyle światła. Zrobi to pan Edward, znajomy jednej z moich sąsiadek, który ma takie hobby, z zawodu będąc szklarzem. I nie myślcie sobie, że to jakiś młodzieniaszek, o nie! Tak na oko dałabym mu 50 i duże plus. Wszystko by było dobrze, gdyby brał wysięgnik i ciachał. Ale on własnoręcznie i własnonożnie wspina się na drzewa ze spalinową piłą i przycina co trzeba!!! Dowiedziałam się także, że muszę zadzwonić do PGE, żeby przycięło dwa konary zagrażające drutom elektrycznym. Boję się trochę, że mi pokaleczą te piękne drzewa. Czy oni mają chociaż najbledsze pojęcie o przycinaniu drzew, czy rżną na ślepo? Bo pan Edward wyraźnie się na drzewach zna. Stwierdził, że ten dąb bliżej bramy jest na wpół pusty (istotnie, kiedy w niego pukał brzmiało tak głucho, jakby pod korą nic nie było) i że choruje, a drugi (ten, który zabiera najwięcej światła) jest zdrowy, choć mniej więcej w tym samym wieku.
  23. I nawzajem. Jak tak, to proszę: Miałam cichą nadzieję, że może się naprostowało, ale nie. W oryginale jest w pionie, nie rozumiem, dlaczego przy kopiowaniu się przekręca.
  24. Kociaczek jest fantastyczny! Jeszcze tak kontaktowego, proludzkiego i propsiego nie widziałam. A przy tym jest niezwykle rozsądny - bryka, ale w granicach ogródka, na ulicę w ogóle się nie zapuszcza, znalazł sobie punkt obserwacyjny na dachu chybzika (przypominam - schowek!) i uważnie obserwuje świat z wysokości.(I tu chciałam umieścić zdjęcie, ale TinyPic odwraca mi je ostatnio o 90 stopni (vide grill!), a ja nie potrafię potem tego wyprostować.) Psy akceptuje, ale tylko te domowe, wariatki się wystrzega, na działkę Nikusia, kiedy jest, w ogóle nie zagląda. Mądralek z niego. Nutusiu, widzę, że w kwestii zbierania grzybów jesteśmy pokrewnymi duszami. Ja też ich nie widzę, kiedyś wlazłam na wielkie gniazdo maślaków i dopiero krzyk towarzyszącej mi osoby mnie zatrzymał w locie. Na szczęście udało mi się ich nie zdeptać. Ale jeśli już mi się uda coś znaleźć, to właśnie jest tak jak piszesz - dobrze, że dziecka ze sobą nie mam.
  25. Przecież w grzybach nie chodzi o grzyby, ale o ich zbieranie! Ja nie jestem wielką grzybiarą, jak mówiłam zbieram tylko maślaki, a też odczuwam ten dreszcz podniecenia, kiedy znajdę jakiś okaz, i potrzebę znalezienia następnego. To chyba takie samo uczucie jak hazard - bardzo wciąga! Pamiętam, że kiedyś moi znajomi na widok grzybów w lesie (wtedy akurat była ich obfitość) jak w amoku porzucili dziecko w wózku na dróżce i popędzili zbierać. To już uzależnienie, z którego pewno trzeba by się leczyć, gdyby grzyby były cały rok.
×
×
  • Create New...