-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
No ale Bliss to panienka, a Szerlok kawaler. Uwierzcie mi na słowo - to miniatura (może nie miniaturka, nie jest taki jak szetlandy w stosunku do collie) onka. Jest bardzo proporcjonalny i bardzo ładny, ale mały. Co mnie osobiście nie przeszkadza, chociaż czasem wolałabym, żeby był gigantyczny, co by zamknęło pyszczydła niektórym ludziom. A kto mi wytłumaczy, dlaczego kiedy spotykamy na ulicy psy, z którymi na ogół uprawiamy biegi krótkie po dwóch stronach płotu, na jedne się szczerzymy jak wściekli i usiłujemy je ugryźć, a z innymi bawimy się jak szaleni? Czyżby one sobie jednak coś mówiły tym swoim szczekaniem?
-
Grażynko, a skąd miałaś wiedzieć, że Szymek już nie żyje? Bardzo Wam wszystkim dziękuję za tyle serca, poryczałam się i zupełnie rozkleiłam. Teraz muszę się przyzwyczaić do kolejniej wyrwy w moim życiu. W końcu 16 wspólnych lat to nie byle co. Ale wygląda na to, że tak musi być, nie ma na to rady. Na szczęście jest Szerlok, który nie pozwala się nadmiernie smucić - dzisiaj poznał nowego kolegę - Borysa - z którym bawili się szampańsko, aż im panie emerytki (Suzie i Dziunia) pozazdrościły i usiłowały dołączyć do szaleńczej gonitwy. Odpadły jednak w przedbiegach, bo Borys, który musiał mieć charta w rodzinie, zasuwa jak mały trolejbus. Szerlok też nie ma szans go dogonić na tych swoich krótkich nóżkach (sprawdziłam - ma 57 cm w kłębie), ale jako młodziak trzyma się dzielnie tych kilka metrów z tyłu. Wylatały się za wszystkie czasy i grzecznie wróciły do domu. Teraz Szerlok - naszczekawszy najpierw przez płot na dziki - śpi jak aniołeczek.
-
Przed chwilą była pani Ewa i uśpiła Szymka. Już go pochowałam. Jest mi okropnie. Trochę za dużo śmierci w ostatnim czasie. No, ale on przynajmniej już nie cierpi.
-
Dzięki, Malagos.
-
Nutusiu, ja nie chcę go stresować więcej niż już jest zestresowany. Gdybym pojechała do weterynarza to a) stres samochodwy, be) wkładanie do ochronnego "pancerza", bo Szymuś, chociaż chory, broni się jak tygrys, ce) zastrzyki itp. Jestem zdecydowana skrócić mu męki, ale chcę poprosić panią Ewę, żeby to ona przyjechała do mnie, a nie ja do niej. Dlatego czekam - te uwagi o niedelikatności pana Bartka bardziej dotyczą mnie niż kota. On dla zwierząt jest w porządku,tylko klientów traktuje jakby byli na mustrze w wojsku. Chodzi mi o to, że w tak smutnych okolicznościach dodatkowe "rozstawianie po kątach" nie jest mi potrzebne. Pewno jestem egoistką, bo myślę o sobie, ale wydaje mi się, że w tej sytuacji weterynarz i tak mu nic nie pomoże w sensie leczenia. Szymuś siedzi spokojnie w wannie, wczoraj cały wieczór spał na moich kolanach, musimy jakoś dotrwać do jutra. A co Wy myślicie o tej historii z kobietą "jedzoną" przez psy? Wczoraj pan, który je obserwował, stwierdził "zero agresji". Ja podejrzewam, że to ta pani swoim zachowaniem wywołała taką awanturę. Codziennie mam do czynienia z idiotycznymi zachowaniam ludzi, gdy widzą psy - nie dalej jak dziś rano spotkałam dziewczynę z labradorką i jamniczką długowłosą, która na nasz widok złapała dużą za obrożę, a małą na ręce. Potem się oczywiście okazało, że pieski się ze sobą bawią, ale jej reakcja wzbudziła we mnie obawę, że też się skończy draką. Telewizja, zamiast opowiadać mrożące krew w żyłach historie, powinna ludzi uczyć, jak się zachowywać, a jak absolutnie nie w obecności zwierząt. W końcu uczy się ludzi, jak się poruszać po ullicach. Dlaczego psy budzą w ludziach takie okropne uczucia i reakcje?
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Ale fajny! I rezolutny, sądząc po mnie. Ale na chudego to nie wygląda, czy mi się tylko wydaje? Może jednak niedługo się błąkał, tylko był u kogoś, kto nie dbał o jego sierść? -
Jeśli tak jest to powinni Szymkowi dać Nobla w dziedzinie medycyny! Dziś rano zastałam go w wannie. Nie bardzo rozumiem, dlaczego, ale to już któryś raz. Nic nie zjadł, troszkę wypił, a teraz wpatruje się w otwór odpływu. Obawiam się, że jednak ten efekt poprawy był chwilowy. Przyznam się szczerze, że byłabym mu wdzięczna, gdyby sam zasnął. Jestem tchórzem i decyzja o uśmierceniu kogokolwiek napawa mnie po prostu przerażeniem. Natomiast Szerlok mi dziś zaimponował. To nie jest najbardziej posłuszny pies na świecie, ale kiedy na spacerze znalazł kawał mięsa, a ja podniosłam wrzask: "Nie rusz. Nie wolno", zostawił to paskudztwo i grzecznie poszedł z nami! Co prawda mięso było wytytłane w czyms pomarańczowym (papryka?), co prawdopodobnie szczypało w język, ale zawsze. Mam bardzo złe doświadczenie z takimi "znaleziskami". Tajga kiedyś na moich oczach pożarła skórki od kiełbasy. Okazało się, że były zatrute, bo wtedy w mojej okolicy grasował jakis zboczeniec. Sunię sparaliżowało od pasa w dół. Uratowała ją... tusza! Tajga (niestety jak ja sama i wszystkie moje psy, miała nadwagę. Została znaleziona na śmietniku jako szczeniaczek i podejrzewam, że ten stres zaważył na całym jej życiu, a ja nie potrafiłam odmówić "umierającemu z głodu psu"). Skórek - i trutki - było niewiele na takie gabaryty (jak samiec rotweilera), dzięki czemu po kilku zastrzykach wszystko wróciło do normy. Tylko ja na widok walającego się mięsa lub innych "smakołyków" wpadam w histerię.
-
Nie wiem, co o tym sądzić, ale dziś Szymek z weilkim apetytem zjadł kawałeczek wieprzowej wątroby. I jest jakby żywszy, nie taki apatyczny.
-
Nie muszę chyba mówić, że fiołków już nie ma.
-
No widzisz, a moja Tajga czekała na mnie z odejściem! Ja zachowałam się jak kretynka, dzwoniłam do weterynarza, leciałam do apteki po pyralginę, a ona ryczała (nie wyła tylko ryczała), żebym szybciej przychodziła. Usiadłam koło niej, zaczęłam głaskać i przemawiać do niej, wtedy się uspokoiła, oddychała coraz wolniej, aż w końcu przestała. A Rudy tuż przed śmiercią podniósł głowę i długo na mnie patrzył, jakby się żegnał. Okropnie to wzruszające. Wracając do Szymka - dziś spędził cały dzień w skrzynce na parapecie kuchennego okna, leżąc na fiołkach afrykańskich. Dopiero wieczorem poszedł na swoje legowisko nad kaloryferem w łazience. Wezmę go pod kołdrę, jeśli będzie chciał.
-
Wczoraj cały dzień Szymek przesiedział na moich kolanach (aż mnie pupa rozbolała!), mrucząc rozkosznie No po prostu nie mogłam tego zrobić! W nocy spał pod kołdrą. Dalej nic nie je, tylko pije, ale także jakby nieco mniej. Chyba na razie poczekam z ostateczną decyzją. Na pewno nie będę go męczyć kroplówkami itp., poczekam aż sam mi da znać, że to już, tak jak napisała Nutusia. Wierzę w mądrość zwierząt. Tym chętniej poczekam, że moja ulubiona wetka jest na urlopie, a pan Bartek - jak to młody, mało doświadczony przez życie chłop - jest strasznie mało delikatny i obcesowy.
-
Nie wiem, jak się na to zdobędę, ale to zrobię. Wpierajcie mnie duchowo, bardzo proszę.
-
No własnie - sam. Ale czy to nie jest okrucieństwo, żeby czekać aż to zrobi? Czy chory kot bardzo cierpi, czy raczej po prostu powoli gaśnie?
-
Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź. Ja jestem własciwie zdecydowana, tylko potrzebuję wsparcia. Ja przede wszystkim bym nie chciała, żeby cierpiał. Już nawet nie chodzi o to "co to za życie", tylko o ból. Nie chce żeby go bolało. Tego się boję najbardziej.
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Może to dlatego, że pogoda nie zachęca do spacerów, a z psem trzeba wychodzić bez względu na pogodę? Może jak jest ciepło i słonecznie, to ludzie nie pamiętają o zimie i chętniej się godzą na ten obowiązek? -
Moje Drogie, mam kolejne zmartwienie. Okazało się, że Szymek (blisko 16-letni kot) ma mocznicę. Weterynarz powiedział, żeby dać mu kilka kroplówek i zobaczyć, czy jego stan się poprawia czy nie. Te kroplówki to straszny stres dla Szymka. Moje pytanie brzmi: czy to ma sens go męczyć, skoro jest już stary, a choroba - z tego co przeczytałam w internecie - jest całkowicie nieuleczalna i wymaga nieustannych interwencji weterynarza? Jestem przeciwniczką uporczywej terapii, chciałabym wiedzieć, czy leczenie daje prawdziwą poprawę samopoczucia, czy tylko podtrzymuje życie i czy w tej chorobie kot cierpi (on mi tego nie powie) czyli, czy mogę mu pozwoliś odejść w jego własnym tempie, czy trzeba mu skrócić cierpienia. PS Szerlok ugryzł weta.
-
Owszem, są mądre. Mój pierwszy pies, zebrany z podwórka w bloku u moich Rodziców, gdzie ktoś go musiał podrzucić, miał STRASZNIE chore uszy. Po prostu groza. Poszłam z nim do weterynarza, a ten bez znieczulenia przeprowadził czyszczenie. Wyciągał z uszu ropę wymieszaną z krwią, Rudy wył z bólu. Na koniec wet wpuścił mu do uszu jakąś hamerykańską maść (to było trzydzieści kilka lat temu. Te zagraniczne cuda dostawał w postaci próbek) i wręczył mi resztę z instrukcją, że za pięć dni mam powtórzyć operację. Dusza we mnie zamarła. Jak to? Rudy u mnie od niedawna, nacierpiał się tyle przy czyszczeniu uchali - przecież mnie zje, jak tylko spróbuję dotknąć tej części jego ciała! No ale po pięciu dniach biorę się za czyszczenie, a tu Rudy... podstawia łeb! Maść musiała mu szybko pomóc, a że głupi nie był (patrz wyżej), zrozumiał, że tylko chcę mu pomóc. Tylko Szerlok tego nie rozumie. Każda najmniejsza nawet próba ingerencji w jego fizyczność (na przykład czesanie!) skutkuje dziką awanturą. Aż wstyd się pokazać w przychodni. A tu znowu wzrosło zainteresowanie psią pupą, czyli trzeba będzie iść zrobić cisku, cisku i oczyścić gruczoły. Kurka wodna! Już się boję.
-
Sonia - uroda może i przeciętna, ale charakter - ANIELSKI! :)
irenas replied to Nutusia's topic in Już w nowym domu
Ja też poznałam Sonię osobiście i potwierdzam ogólną opinię w całej rozciągłości.Tylko myślę, że ta "grzeczność" to wpływ Nutusi, przynajmniej po części, bo całe jej stadko jest super grzeczne i miłe. Nawet "rudy piorun kulisty" ze śmiesznym zgryzem, chociaż przewrócił mnie na kanapę i oczyścił mi twarz starannie, ale to przecież wszystko z sympatii i zaraźliwej wręcz radości zycia. A co do urody - dla mnie wszystkie psy są piękne, nawet te brzydkie. Wszystkie mają w sobie to coś - tyle, że jedne trochę więcej, a inne trochę mniej. Zastanwiam się nawet czy w poprzednim życiu sama nie byłam psem, stąd ta miłość do całej psiej rasy. -
POPCORN teraz Luna już w swoim domku <3 teraz szukamy domu Piance!
irenas replied to Ayam1980's topic in Już w nowym domu
Trzymaj się Popcorn! Świat nie jest aż taki zły, jak się trafi na dobrych ludzi. A ty trafiłaś. -
Krabunio odszedl za Teczowy Mostek Domku Domeczku Krabusiowy-Dziekujemy sercem Klaniamy za Zycie Nowe! od 17 marca w wysnionym domku!3 lata w hoteliczku u papryczkow! Dziekuje wam Dogomaniacy za lata cale z Krabuniem! Sciskajmy ile sil za wszytko!
irenas replied to Nadziejka's topic in Już w nowym domu
Mnie się Krab też bardzo spodobał, do tego stopnia, że ja bym mu zmieniła imię na Lord! Ma w sobie coś majestatycznego i szlachetnego mimo kalectwa i schroniskowego smrodu, a kolor zaiste niezywkły. Bardzo fajny pies, wcale nie wycofany, myślę, że gdyby się znalazł w normalnym domu pokazałby swoją klasę. Oby ktoś się odważył go zaadoptować! Trzymam kciuki. -
Dzięki Nutusiu! Na pewno poczytam, tym bardziej, że teraz mam tak dużo wolnego czasu. Co mnie jeszcze wzrusza i smuci jednocześnie w tych psiakach to ta ich pokora i uległość. Ja w takich sytuacjach dawno bym kogoś conajmniej pogryzła, jeśli nie wręcz zagryzła. A one poddają się ludziom bez sprzeciwu. Przecież to wyciąganie Gwiazdy z klatki to był horror! A ona nawet nie warknęła, tylko machnęła przyjaźnie ogonem.
-
Hotelik, do którego zawiozłyśmy psy, też był w porzo (jak mawiają moi siostrzeńcy). Młode małżeństwo z fantastycznym podejściem do świata i życia. Wygląda na to, że nic nie stanowi problemu. Ani to, że pan jest po operacji na otwartym sercu - zasuwa jak mały trolejbus, sam wszystko robi w niewykończonym domu, sam zbudował kojce dla psów, tylko teren karczował sąsiad, bo on chyba akurat wtedy był w szpitalu. Mają półtoraroczne dziecko, ludzie na ogół pozbywają się zwierząt z domu, gdy pojawia się potomek, a tu na odwrót: pani zastanawia się, czy Gwiazda (duża puchata, piękna!) nada się na psa docelowego, czy będzie lubiła dzieci. I bardzo na to liczy. A dwa małe psie kajtki już są. Widać, że mają bardzo pozytywne podejście do wszystkiego i wszystko "przyjmuja na klatę", rozwiązując problemy w miarę ich pojawiania się. Żadnego marudzenia. Ja wiem, że myśmy tam były krótko i w zasadzie z wizytą niemal towarzyską - kawka, herbatka i te rzeczy też były. Ale było dość czasu, żeby ponarzekać, gdyby pani domu miała taki zwyczaj. W sumie bardzo pozytywny dzień. Proszę o jeszcze. I pamiętajcie, że w razie czego, ja też mam auto transportowe, do którego nie mam nabożnego stosunku, czyli gadzinę też mogę przewieźć, jak będzie trzeba.
-
Ale było emocji! Nastraszyli nas tym biednym Krabem, że taki straszny, że będą z nim kłopoty, a on niezwykle kulturalnie nawet nie zwymiotował w samochodzie, chociaż było mu wyraźnie niedobrze! Miły, spokojny pies z głową jak ceber, to fakt, i ogromnym pyszczydłem, ale wcale nie żaden potwór. Ja też bym pogryzła klatkę, gdyby była tak małych rozmiarów jak ta, w której go przywieźli z tych Mazur. Wyobraźcie sobie: malutka klatka, całkowite ciemności, duchota (bo oprócz niego przecież w tym samym ciasnym pomieszczeniu jechało kilka innych psów i to nie małych), na dodatek trzęsie i warczy. Cud boski, że nie zmajstrował niczego gorszego! Za to na świeżym lufcie okazał się strasznym... babiarzem. Nie mógł się odkleić od Gwiazdy. To było podejrzane - może miała cieczkę. Jadąca z nami w aucie Pianka - sam wdzięk i urok. Byłam pełna podziwu, że ani pobyt w schronie, ani upiorna podróż w klatce nie wpłynęły na jej ufność do ludzi i wesołe usposobienie. Podsumowując moje pierwsze doświadczenie tego typu - jestem zachwycona. Poznałam kilkanaście uroczych zwierzaków, że o ludziach już nie wspomnę. Nutusiu, Ty musisz być aniołem, skoro Twoje stadko jest tak spokojne, nieagresywne i sympatyczne! Moja gadzina przetrwała oczekiwanie bezboleśnie, trochę jej tylko dokuczał głód, bo ja wypadłam z domu jak oparzona o 5.30, nie nakarmiwszy nikogo - ani kotów, ani psów ani siebie. Tym bardziej smakowała wątróbka, którą zwierza dostały po powrocie.
-
No właśnie, mnie też się z tym skojarzyło! A najlepsze jest to, że śledztwo dopiero zostanie umorzone. Ja bym myślała, że sie umorzyło z automatu, gdy tylko jakiś orzeł stwierdził, że noga nie jest prawdziwa. Ale z drugiej strony tak sobie myślę - a może proteza została na brzegu, a reszta pływa w Wiśle, czyli może jednak to jest morderstwo? Chyba czytam za dużo kryminałów. A co do melatoniny, już ją "przerabiałam". Jestem melatoninoodporna. Najlepszym środkiem nasennym dla mnie jest... kaszka manna na mleku z cukrem! Po tym zasypiam natychmiast! Niestety wczoraj zapomniałam kupić mleka. No a poza tym to niezwykle tuczący środek. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się takiej nocy, bo ostatnio raczej śpię za dużo niż za mało. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dzięki bezsenności mogłam sobie wreszcie spokojnie pogadać z moją przyjaciółką w Toronto, bo wnuki już poszły do domu. Jeśli dzwonię wcześniej, zawsze któreś ma jakieś ultra pilne sprawy do babci. Na pewno znacie tę zależność: telefon do osoby opiekującej się dziećmi, czy jakaś wizyta, w trybie natychmiastowym uruchiamiają niecierpiące zwłoki potrzeby tychże dzieci. I to wcale nie muszą być malutkie dzieci. No i nie pogadasz! PS. Wracamy ze spaceru i wita nas w ogródku...no kto? Fredzia, oczywiście!
-
Jest 3.38. Nie mogę spać, przeglądam internet i trafiłam na taką oto wiadomość: "W Secyminie nad Wisłą 12 stycznia znaleziono ludzką nogę. Śledztwo w tej sprawie prowadzono pod kątem zabójstwa, ale nastąpił nieoczekiwany zwrot. Okazało się, że znaleziona noga jest... protezą. Śledztwo zostanie umorzone." Właściwie komentarz niepotrzebny. To utwierdza mnie w mojej opinii o policji. Przecież gdyby jakiś reżyser umieścil takie zdarzenie w komedii, powiedziano by, że przegina!