Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. Oczywiście, że ja też wyczułam ironię, niestety traktowanie kogoś, kto lubi zwierzęta jak nienormalnego jest tak powszechne, że trudno się przed irytacją bronić. Czasami zastanawiam się, skąd ta "muzułmańska" nienawiść do psów? Jakoś inne zwierzęta nie budzą aż takiej niechęci i agresji u ludzi (no może jeszcze koty). Ktoś zna jakieś wyjaśnienie tego stanu rzeczy?
  2. Tak to już jest z tymi dużymi rasami, że głównie "siadają" im tylne łapy. Czegoś tu natura nie dopracowała - skoro już wymyśliła takie wielkie zwierzę, powinna również wymyślić silne stawy i łapy, no nie? A szczenięcy charakter zachowuje wiele szczęśliwych psów. To chyba głównie zależy od właścicieli. Myślę, że psy to ogólnie radosny gatunek, jeśli im tylko na to pozwolić.
  3. Bareja wiecznie żywy! Dziś rano panowie z energetyki przycinający gałęzie nad przewodami elektrycznymi odkryli gniazdo szerszeni w drzewie u moich sąsiadów. Poradzili, żeby zwrócić się do straży pożarnej, która takie rzeczy załatwia. Zadzwoniłam do sąsiadki, jako że to jej działka, a ona - z trudem- dotarła do straży w Różanie. Obiecali, że jeśli nic ważniejszego (?!) się nie zdarzy, przyjadą koło 19.00. No i przyjechali. Najpierw się zgubili - w erze gpsów, młode chłopaki z metropolii Różan (cała gmina liczy ok. 4000 mieszkańców) zgubiły się we wsi, składającej się z jednej ulicy. Potem okazało się, że nie mają nic, co mogłoby posłużyć do zlikwidowania gniazda groźnych owadów, a zwłaszcza "środka na szerszenie". Że to ja powinnam ten środek nabyć i go im udostępnić. A poza tym "niech pani patrzy, one mają dwa czy trzy wejścia, trzeba by je zabić deskami". No tak, trzeba by. To kto niby to ma zrobić? Też ja? Następna złota myśl: "my to drzewo możemy ściąć, tylko trzeba by ten płot usunąć, a do tego musi być właścicielka działki." Będą usuwać drzewo pełne żywych szerszeni???? Genialne! Postali, postali, podyskutowali ze mną i okolicznymi sąsiadami i odjechali nie zrobiwszy nic. To była na prawdę udana akcja ochotniczej straży pożarnej z Różana! Jak ja nienawidzę takiego partolenia roboty! To po jaką cholerę przyjeżdżali? I kto za to zapłaci? Mam nadzieję, że ani ja, ani moja sąsiadka. Hm, to znaczy oczywiście, że my - przecież taka straż pewno jest opłacana z naszych podatków, jak wszystko. Nóż się w kieszeni otwiera.
  4. Zapomniałam o urlopie Malagos. To znaczy, że Tomek jednak został sam z czeredą (pomniejszoną oi Melę, jak rozumiem?)? Nie wiecie, jak Mu idzie?
  5. Ja też uważam, że jesteśmy normalne. Za nienormalne uważam nieakceptowanie tego, że ktoś lubi coś innego niż ja, że nie przeszkadza mu to samo co mnie (a w ogóle to dlaczego ludziom tyle rzeczy przeszkadza? Nie mają w ogóle życia wewnętrznego, że byle jaka zewnętrzność im zaburza spokój?), krótko mówiąc, że jest INNY niż ja.
  6. A ile ona ma lat?
  7. No i co? Dawno mnie tu nie było. Nic się z Hesią dobrego nie dzieje?
  8. Mea culpa, mea maxima culpa! Nie zaglądałam na żadne inne wątki, a tu tyle się działo! Cieszę się, że Mela ma dom, chociaż jej obecni państwo nie budzą 100% zaufania. No, ale dajmy im szansę. Gdybym zwracała uwagę na szkody, to Juki już dawno by u mnie nie było, nie mówiąc o sikającym i kupkającym gdzie popadnie siedemnastolatku. Ale to przecież tak jak z dziećmi - czy komuś przyszłoby do głowy oddawać dziecko, bo brudzi? Brudzi to brudzi. Się wypierze i po kłopocie. Dół, w którym widać fundamenty domu, się zakopie, "bebechy" z zabawki rozrzucone po trawniku się pozbiera i się wyrzuci do śmieci, ukradzione skarpetki się psu odbierze, zanim je zeżre itd. itp. Normalka. Za to ile radości człowiek ma w życiu. Na sam widok tego roześmianego pyszczydła robi mi się ciepło na sercu i wszystkie kłopoty bledną.
  9. Hi, hi, hi! Rozbawiła mnie Rasti czekająca aż się jej doopsko podniesie. Ale rzeczywiście psy to strasznie rutynowe zwierzęta. Bezpiecznie się czują tylko w znanym. Chociaż jak się tak zastanowić, to człowiek też. No może oprócz tych wszystkich podróżników i poszukiwaczy przygód, których rutyna codzienności głęboko nudzi. Ale i to z czasem przechodzi. Przynajmniej mnie przeszło. Albo lepiej - zmieniła mi się skala. Już nie muszę jeździć do obcego kraju w poszukiwaniu nowości, wystarczą mi Brzóze WIelkie.
  10. Zastanawiam się, czy moje psy są tak dobrze ułożone, czy to tylko siła przyzwyczajenia, a może coś jeszcze, o czym nie wiem. Otóż robią mi płot z siatki, bo w starym z drewnianych sztachet Juka wyrwała dziurę i latała po działce myśliwego swobodnie, przyprawiając mnie o drżenie serca, że onże myśliwy zaraz się pojawi i wydrze mi serce za karę. Jak wiadomo, żeby zrobić coś nowego, trzeba zdemontować stare. W pewnym momencie obie działki: miłych sąsiadów i myśliwego stanęły przed psami otworem. I co? I nic. W pierwszej chwili w ogóle nie zareagowały, kiedy im pokazałam, że płotu nie ma, niechętnie weszły na kilka kroków i od razu wróciły. U myśliwego przebiegły się ze dwa razy i szlus. A ja obawiałam się, że rozniosą obie działki w pył! Coś w tym musi być, bo dziś przyjechali mili sąsiedzi ze swoim ślicznym Nikiem, który też nie wykazał odrobiny zainteresowania nagłym powiększeniem się przestrzeni życiowej. Koty nawet się nie zorientowały, bo od mojego wyjazdu do Kanady siedzą na strychu i rzadko się pokazują. Juka pod moją nieobecność bardzo się uaktywniła w stosunku do nich i po prostu się jej boją. Teraz staram się okiełznać jej żądzę zabawy z mruczkami, ale ona chyba jest dość odporna na wiedzę i idzie nam powoli. Muszę powiedzieć, że jeszcze takiego żywiołu wcielonego nigdy nie miałam!
  11. I żyje? On naprawdę tak się zapętlił, że byłby się udusił. To nie było zwykłe prześcieradło tylko takie "wodoodporne" (Kajtusiowi, który śpi ze mną, zdarza się siknąć we śnie), czyli praktycznie rzecz biorąc owinął sobie ciasno szyję gumą! Patrzcie, czego to ludzie nie wymyślą! Takie zabezpieczenie dla ślepej suni, Kajtusiowi tez by się przydało, bo lubi się rozpędzać, a ja nie zawsze zdążam go wyhamować.
  12. A ja mam coraz większe trudności z otwieraniem bramy, bo piasek spływa z górki razem z wodą i gromadzi się u podnóża, czyli przy bramie. Ale ja chciałam o czymś innym. Wyobraźcie sobie, że Kajtuś - przypominam: ślepy i głuchy siedemnastolatek - byłby się udusił. Własnoręcznie, że tak powiem. Jakim cudem udało mu się zadzierzgnąć pętlę ze schnącego na oparciu kanapy prześcieradła, tego nie jestem w stanie zrozumieć. W każdym razie, kiedy weszłam do pokoju stał, ledwo zipiąc, obok leżało prześcieradło, a jeden jego róg był owinięty dwa razy wokół jego szyi bardzo ciasno. Na dodatek zaplątała się w tę pętlę jego bujna sierść i ledwo mi się udało go z tego wszystkiego wyplątać. Prawdziwy artysta cyrkowy.
  13. To Juka tak rozrabia. Szerlok dojrzał i już nie wynosi poduszek na trawnik. A na dodatek nigdy ich nie niszczył, tylko układał obok siebie. Nigdy nie udało mi się zrozumieć, po co i dlaczego to robi. Może to było takie delikatne przygotowanie na Jukę. Bo ta jest nieokiełznana w swojej radosnej pasji rozrywania. Jedną z jej ulubionych zabaw jest wyrywanie mi papieru toaletowego z ręki po kawałeczku. Przy czym ja muszę mocno trzymać i stawiać opór inaczej nie ma zabawy i natychmiast traci zainteresowanie. Strasznie się też cieszy kiedy mocuję się z nią, udając, że chcę jej zabrać pluszową zabawkę. Dziś kupiłam dwie dość duże, żeby miała za co złapać i w nadziei, że może zajmie się wybebeszaniem tego, a nie poduszek. A zmieniając temat - nikogo nie zalało ostatniej nocy?
  14. Wyszła. Okazuje się jednak, że z psami jak z dziećmi - kiedy na zbyt długo zapada cisza, należy natychmiast sprawdzić, co się dzieje. Czego nie zrobiłam, bo patrzyłam na telewizję.
  15. W czasie deszczu dzieci się nudzą...
  16. Oj działoby się, działo! Kilka dni temu Szerlok spotkał swojego przezpłotnego wroga, Leona, z którym po dobrej stronie płotu się toleruje (nie więcej). Ale nie wtedy, gdy Juka (przypominam - prywatna własność Szerloka) dokonuje ewidentnej zdrady i mizdrzy się do wroga. Kto to słyszał. Cabas! Wróg na ziemi, zęby na gardle, warkot, hurgot, pańcie krzyczą - pandemonium! Wszystko dobrze się skończyło, bo Juka, straciła zainteresowanie walczącymi psimi palantami i odeszła (taka z niej pacyfistka!), pani Leosia wrzasnęła wielkim głosem "Szerlok przestań", a on posłuchał. Rozeszłyśmy się w przyjaźni i zgodzie. Miło mieć takie psie znajome, które nie wydrapują nikomu oczu tylko dlatego, że jeden pies na drugiego warknął. Dziękuję za zaproszenie, nawet bez psów. Niestety od dwóch godzin leje, w nocy lało i nie wygląda jakby szybko miało przestać. Ale jak przestanie, zaraz jadę. Zdzwonimy się, dobrze?
  17. Pozbawię Cię nieco złudzeń na mój temat, Grażynko. Ja to wszystko robię z czystego egoizmu. Okazało się, że wbrew pozorom w Dyszobabie nie bardzo jest gdzie chodzić na spacery. W stronę "prawdziwej" wsi nie można, bo jakieś 200 metrów ode mnie mieszka pijaczek, który zapomina zamykać furtkę na klucz, a ma 4 psy. Duża suka już zdążyła pogryźć Kajtusia i Dziunię, tak więc raczej tam nie chodzimy, choć szkoda, bo to droga nad bajorko, szumnie zwane przez tubylców jeziorem, gdzie są przepiękne widoki i oszałamiająca przestrzeń. Zresztą wszystkie psy boją się iść w tamtą stronę od czasu tych dwóch ataków. W stronę szosy ostrołęckiej niebezpiecznie, już raz Szerlok wylazł na środek szosy i zaczął się w coś wwąchiwać, na szczęście kierowca nadjeżdżającego tira trąbił z daleka. Ale ten głupek Szerlok, głęboko przekonany, że jest pancerny, zszedł z drogi z wyraźnym ociąganiem. Takich emocji nie potrzebuję, tak więc w tamtą stronę nie chodzę. Juka w ogóle nie zwraca uwagi na otoczenie, gotowa wleźć pod wszystko co się rusza i nie rusza. Ona po prostu nie ma czasu na takie głupstwa, jest zbyt zajęta rozrabianiem. Gminna droga do Różana (uliczka, przy której stoi mój dom) przebiega koło domu Jacka i Lucyny, gdzie na podwórku urzędują dwie suczki - Uta oraz Benia, które uwielbiają szczekać na moje psy. Z wzajemnością zresztą. Znacie te biegi wzdłuż płotu z ujadaniem? No właśnie. Mnie to nie przeszkadza, Lucynie też nie, ale Jacek się złości, pokrzykuje paskudnie na zwierzaki, po co mi to? Niemiło się tego słucha. Pozostaje nam tylko polna droga na nadodrzańskie łąki, to bardzo fajne miejsce, psy mogą się wybiegać do upadłego, ale jeśli zdecyduję się wracać "pod górkę", czyli wspiąć na skarpę, lądujemy na gminnej drodze do Różana, a wtedy... patrz wyżej. A mnie się wszystko szybko nudzi, jestem dziecinna i potrzebuję ciągle nowych podniet. Dlatego ładuję towarzycho do samochodu i jazda w nowe miejsca. One też to lubią, bo nowe zapachy, widoki i te rzeczy. Jak więc widzisz mają u mnie dobrze tylko dlatego, że MNIE bawi to, co robię. Aż taka altruistka nie jestem, żeby się poświęcać.
  18. Dzisiaj pojechaliśmy do Brzózego na wycieczkę. Mimo, że Szerlok radośnie i ochoczo wskoczył do samochodu, podobnie jak Dziunia, Jukę musiałam wpychać kolanem. Strasznie się boi, pewno się jej biednej kojarzy wyłącznie z wizytami u weterynarza. Dojechaliśmy bez problemu, kiedy wysiadła i zobaczyła te piękne okoliczności przyrody oszalała z radości, wąchała i wąchała i nawąchać się nie mogła. Wykąpała się - do brzucha -, potem brodziła w wodzie po kolana razem z Szerloczkiem, radochy było co niemiara. A kiedy nadszedł moment powrotu... musiałam wpychać ją do auta kolanem! Mimo powtarzania "do domku, do domku", co ona już świetnie rozumie. Zastanawiam się - może jej jest w czasie jazdy niedobrze? Nic na to nie wskazuje, ale kto to wie...
  19. Samica jelonka rogacza jest brązowa. Czyli to raczej ciołek matowy. Uwielbiam nazwy robactwa! Są niemal równie fantazyjne jak nazwy miejscowości w naszej okolicy.
  20. Chciałam Wam pokazać ulubioną zabawę Juki i Szerloka, czyli bieganie dookoła domu, ale "złapałam" tylko końcówkę. W każdym razie macie maleńką próbkę biegania Juki oraz doskonały obraz stosunków panujących między Dziunią i Juką (to pod koniec filmiku.) Zwróćcie uwagę, że Juka grzecznie odchodzi na warknięcie starszej koleżanki. Taki odczuwa przed nią respekt!
  21. Konfirmie Kochany, znawco wszelkiego robactwa! Dzisiaj Juka usiłowała wydłubać spomiędzy kostki na tarasie to: Wiesz kto zacz? Uratowałam, ale nie wiem, czy dobrze zrobiłam i czy to coś wraz z p[otomstwem nie zeżre mi całego ogródka.
  22. No wiesz, kiedy turla się na plecach, to istotnie nie widać. Chociaż jak biega też trudno powiedzieć, że to "kalika", dopiero kiedy idzie powoli, to czasem podskakuje, a kiedy stoi, noga nie dosięga do ziemi i się kiwa. Wszystko to nie przeszkodziło jej podrzeć prześcieradła dziś rano, wybebeszyć wszystkich zabawek (już nie tylko dziobaka) i ganiać jak opętana po łąkach i polach ( to ostatnie nieco mnie niepokoi, bo na ogół coś na nich rośnie.) wespół w zespół z Szerlokiem. I w ogóle niczego się nie uczy. No, przesadzam. Już wie, że nie należy mi przeszkadzać, kiedy wkładam buty. Wie, ale próbuje szczęścia. A nuż pańcia jednak przestanie zabawiać się sznurowadłami i przytuli biedną, spragnioną czułości, maleńką sunię? Muszę wtedy opuścić ręce i znieruchomieć, patrząc przed siebie (brońpanieboże na nią!). Po chwili dociera do niej, że jednak pańcia nie przytuli. Eeeh! Życie przygarniętego psa jest ciężkie. Grażynko, a sprawdzałaś internet w Plusie? To znaczy zasięg? Bo ja na tym zad...piu mam LTE właśnie plusowyc i jestem zadowolona.
  23. Przepraszam za jakość. Siedziałam za moim kuzynem, stąd jego brzucho na pierwszym planie. Potem Juka bawiła się z Szerlokiem, co było znacznie fajniejsze, ale mój aparat nie zapamiętał tego filmiku! Chyba jeszcze nie jestem do końca obznajomiona z technologią XXI wieku.
  24. Grażynko, te trzy, które w sumie kupiłam, były każdy inny. Mój miał najbardziej kolorowy, a Malagos najbardziej zielony, ale też najmniejszy. Może to zależy od stopnia rozwoju?
  25. Wygląda na to, że możemy pomyśleć o rekordzie w Księdze Guinessa! Na jednoosobowym tapczaniku dzisiejszą noc spędziły: dwa duże psy, jeden średni, kot i ja, nie ułomek. Czy jesteśmy wypoczęci? Hmmm.... jakby to powiedzieć?
×
×
  • Create New...