Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. Oczywiście, Pani Zasadniczko, psa trzeba pilnować. Jednak można sobie wyobrazić taką sytuację, kiedy okazuje się to niemożliwe. Zasada "dura lex sed lex" to prosta droga do "bzdura lex". Tak przynajmniej uważam. Życie nie jest czarno - białe, nawet sądy i to nawet w najpoważniejszych sprawach biorą pod uwagę okoliczności łagodzące. Ja też zaczipowałam Szerloka, a przy okazji sterylki i Jukę, bo po prostu nie chcę ich stracić, a wiem, że wszystko może się zdarzyć, mimo moich najlepszych chęci. Twoje wyjaśnienie powodów nieczipowania i niesterylizowania/niekastrowania psów w Polsce obejmuje tylko niewielką część naszego społeczeństwa, żeby nie powiedzieć jednostki. Gros tych przypadków to a) niewiedza, b) lenistwo, c) obojętność, d) tumiwisizm rzesz posiadaczy zwierząt. Plus cena jaką sobie liczą weterynarze za taki zabieg. Po prostu prohibicyjna. A akcje sterylizowania za darmo, aczkolwiek się zdarzają, są zbyt mało nagłaśniane, wiedzą o nich na ogół tylko wtajemniczeni. Gminom problem nadmiaru psów wyraźnie zwisa i powiewa. Myślę, że TOZ czy jakaś inna organizacja prozwierzęca powinny zawalczyć o dostęp do środków masowego rażenia i nadawać przez telewizor pogadanki na te tematy. Wciąż i wciąż, do wyrzygania, aż ludziom się wdrukuje co trzeba do głów. Jedna audycja typu "Przygarnij mnie" nie wystarczy, tym bardziej, że miała na celu raczej lans celebrytów, a nie propagowanie adopcji psów, czy sensownego zachowania wobec nich.
  2. Co, oj Irenko? Będzie jej brakowało przynajmniej na początku. Mnie też, nie kryję. A Wam nie brakowało tymczasów po oddaniu? Nie uwierzę, przecież nie jesteście bez serca.
  3. Mądralinka to ona jest chyba większa niż Juka, bo szybciej załapała, dokąd się może posunąć w narzucaniu się pańci, no ale miała nauczycielkę w postaci wyżej wzmiankowanej Juki. A tej ostatniej będzie Psotki brakowało, jeśli znajdzie się dla niej dt, bo bawi się teraz właściwie tylko z nią. Szerlok jakby poszedł w odstawkę.
  4. No wiesz, nikt nie jest zainteresowany, bo jeśli zaczipowany pies Ci zwieje, nie ma go dwa lata, ktoś go przygarnie, jemu też zwieje (chodzi o haszczaka) i policja znajdzie go błąkającego się po mieściea, to po nitce do kłębka trafią do Ciebie i każą Ci zapłacić niemały mandat. Nikt się na coś takiego nie pisze. Tak miał mój sąsiad w Chotomowie. Inna rzecz, że nie za bardzo go "wybiegiwał", na koniec z desperacji przywiązał go do budy na łańcuchu (co z tego, że długim), pies więc przy pierwszej nadarzającej się okazji dał nogę i więcej do niego nie wrócił. Kiedy przyprowadziła go policja, nie był ani chudy, ani zaniedbany stąd przypuszczenie, że ktoś go zaadopotował na te dwa lata. Czy powinien być mandat dla pierwszego właściciela tylko dlatego, że psa zaczipował? Nie wiem, może powinien, bo ten o niego nie zadbał, jak trzeba (chociaż z haszczakiem to wcale niełatwa sprawa), ale rozumiem, że ludzie się tego boją. Poza tym jak technicznie rozwiązać, to cziopowanie? Robić to przy narodzinach psa? A kto zgłasza narodziny kundelków, powitych gdzieś w rowie, albo pod krzakiem? Może obowiązkowo sterylizować każdą suczkę i każdego psa, z którymi ludzie przychodzą na szczepienie przeciwko wściekliźnie (to chyba jest najbardziej respektowany przepis w kwestii zwierząt. Czy się mylę?) A kto za to zapłaci, skoro znacznie tańsza procedura (czipowanie) nikomu na wyobraźnię nie działa? Poza tym właśnie się dowiedziałam, że nie ma jednej ogólnej bazy czipów. Stworzenie jej też by kosztowało pieniądze i wymagało wysiłku. Lepiej wydawać forsę na różne komisje śledcze, przynajmniej kumple zarobią. Kto by się tam przejmował psami! W razie czego zawsze można wlepić mandat. Też dodatkowy zarobek.
  5. Proszę bardzo, co prawda te, które zamieściłam wyżej, już są skadrowane, bo zrobiłaś niemal panoramę, Nie wiedziałam, że trzeba aż tak drastycznie. Ale obróbki żadnej nie będzie bo nie potrafię, zresztą co tu obrabiać, czarne zawsze jest nieczytelne.
  6. Ja już sama nie wiem, czy należy karać, czy edukować, a może obie rzeczy na raz. Dzisiaj rozmawiałam z jakimś wędkarzem, który najpierw na widok mojej sfory zadał zwyczajowe pytanie "nie ugryzą?", a potem w rozmowie wyjawił, że jego żona znalazła psa przywiązanego do drzewa (widzisz Grażynko, nawet bez surowych kar to się zdarza często). Ciekawe czy też żonę spytał "nie ugryzie?", kiedy przyprowadziła zwierzaka do domu. Obowiązkowe czipowanie i obowiązkową sterylizację i kastrację. Tylko jak i kto miałby to nadzorować? Skoro nawet weterynarze złoszczą się, kiedy chce się psa wykastrować. Sama miałam taką przygodę z Bacą. Jakoś dziwnie żadnego z nich nie szokuje, że sterylizuje się suczki, chociaż to znacznie poważniejsza operacja! Ot seksizm naszego życia dotyka nawet psy. A propos: widzieliście reklamy tabletek uspokajających? W każdej z nich denerwują się wyłącznie kobiety i tylko one mają zażywać różne positivum czy inne valium. A facet jak się zdenerwuje to co? Ma zbić żonę, żeby odreagować?
  7. Na początek trzy: Nie ma nic bardziej interesującego na świecie niż pies na ludzkich rękach lub kolanach!
  8. Pan Bańko wyraźnie odpłynął, Konfirmie Kochany! Nie ma takiej oboczności. Może z czasem będzie, bo język ewoluuje (np. słowo "kobieta" podobno kiedyś znaczyło "pani lekkich obyczajów") i ku mojej najwyższej zgrozie językoznawcy uznali formę "szłem" za dopuszczalną w mowie potocznej. Z czasem stanie się na pewno formą poprawną i obowiązującą. Ale póki co (kolejny "kwiatek" często używany, podobno rusycyzm), czyli na razie, to nie jest poprawna forma i to, czy rzeczownik jest żywotny czy nie ma znaczenie, jak najbardziej. "Wysłałam e-maila" też jest niepoprawne, wbrew temu, co twierdzi pan Bańko, chociaż powszechnie używane. Dlaczego policja miałaby być inna niż reszta naszego Suwerena??? Przecież to są tacy sami ludzie, tak samo ciemni jak tabaka w rogu, bez wyobraźni i wrażliwości (Przepraszam tego pana, który adoptował żywcem zakopanego psa, i kilku innych, którzy potrafią wczuć się w cierpienie zwierząt, za to uogólnienie, ale ich postawa to naprawdę wyjątek). Malagosku ja tez Ci gratuluję, dobrze, że o tym napisałaś, ludzie często nie wiedzą, co z takim fantem zrobić i zostawiają sprawy swojemu biegowi, nie zawsze dobremu. A teraz kolejna wiadomość roku, po kanalizacji: ZABRALI ETERNIT, który zalegał w ogródku od lipca zeszłego roku, kiedy to zmieniłam poszycie dachu. No po prostu święto lasu! Kanalizowanie wsi też przebiega dość sprawnie, wygląda na to, że do końca roku będzie można zrezygnować z wywozu szamba. Niech żyje gmina Różan!
  9. To nie było w telewizji tylko w internecie (Onet), bo to są zdjęcia, nie filmy. Co do Kowalskiego czy Maliniaka też mam podobne podejrzenia.
  10. A żebyś wiedziała. Te domowe, "miastowe" psy często zatracają instynkt samozachowawczy (zupełnie tak jak ludzie go zatracili) i potrafią jeść nie z głodu, ale z łakomstwa. Juka na razie się trzyma w tej kwestii i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Waży w tej chwili 25 kg,, pani wetka stwierdziła, że mogłaby jeszcze troszkę przytyć, bo żebra jej wystają, ale mnie się wydaje, że to przez "śląską" budowę ciała (w barach szeroki, w biodrach wąski. Tylko ona nie w barach a w klatce piersiowej). Może kiedyś uda mi się zrobić zdjęcie jak Juka wystawia zwierzynę - wyżeł 100%!
  11. Widzieliście "kontrowersyjną" (jak napisali dziennikarze) akcję pt. "Jedenaste: nie porzucaj"? Celebryci na zdjęciach w sytuacjach, w których na ogół znajdują się psy: zakopywane żywcem, ciągnione na sznurku za samochodem itp. Ja bym nazwała to raczej akcją szokującą, a nie kontrowersyjną. Tylko nie jestem pewna, czy zaszokuje (z dobrym skutkiem) akurat tych ludzi, których powinna, czyli potencjalnych "wyrzucacy" i zboczeńców, którzy w tak okrutny sposób obchodzą się ze zwierzętami. Przecież nie trzeba wielkiej wyobraźni, żeby dojść do wniosku, że zakopanie żywcem kogokolwiek jest straszne.
  12. O przepraszam! Pytałam panią wetkę o jedzenie, powiedziała, że kiedy już Juka zapanuje nad językiem, który po narkozie ciągle usiłował zwiać z pyska, czyli gdzieś po 16-ej, mogę jej dać coś niedużego do przegryzienia. A kiedy wieczorem zadzwoniła, żeby spytać, jak pacjentka się czuje, to wręcz się zmartwiła, że nie chce jeść i kazała mi dzwonić, gdyby nie chciała jeść także dzisiaj. Ale chciała, nawet pożarła antybiotyk, wszystko jest w największym porządku, brzuszka nie liże, opuchlizna z narządów rodnych prawie całkiem zeszła, bawi się z Psotką i ogólnie jest dobrze. To naprawdę niesamowite, jak szybko psy się regenerują. Pani wetka nie mogła wyjść z podziwu, jak Juka dobrze chodzi. Bo to fakt, kiedy nie jest zmęczona w ogóle nie widać jej kalectwa. Nawet gula na złamanym kolanie się znacznie zmniejszyła. Moja dzielna suka.
  13. Umówiłyśmy się na środę. Malagosku masz rację oczywiście, ale serce nie sługa... W makowskim kojcu jest taki 12 letni Czarek, na pewno nikt go nie weźmie. Istotnie stare psy, jak starzy ludzie, nie cieszą się szczególnym powodzeniem!
  14. No to już. Juka została pozbawiona tego, co niektóre kobiety uważają za kwintesencję kobiecości, czyli jajników i macicy. Operacja przebiegła bez problemów, nadal nie wiadomo, co to było, bo na pewno nie ropomacicze i raczej chyba nie cieczka, bo psy się nią w ogóle nie interesowały, guzów też nie było żadnych. Czyli jakieś zawirowanie hormonalne - macica była podobno bardzo mocno ukrwiona i nabrzmiała. No, ale wszystko dobre, co się dobrze kończy. Co prawda Juka pod wpływem narkozy mało wetce gabinetu nie rozniosła - w narkotycznym amoku pełzała z niezwykłą szybkością po kafelkowej podłodze, usiłując stanąć na tylne nogi, które uparcie odmawiały posłuszeństwa, tłukła głową w meble i sprzęty i jęczała wniebogłosy. Dostała dwa (słownie dwa!) zastrzyki na uspokojenie, ale "odpuściła" dopiero w samochodzie, kiedy włączyłam silnik. W drodze była już cały czas spokojna, w domu też, a teraz jest taka cichutka i grzeczna, aż mnie to martwi. No, przesadzam, oczywiście! Wiem, że to chwilowe, bo nie czuje się najlepiej, niech no tylko wróci do siebie ze zdrowiem, a pokaże, co potrafi! Nie mam co do tego wątpliwości. Reszta stada była bardzo zaniepokojona tym, że zabrałam Jukę, a one zostały. Po naszym powrocie niespokojnie zaglądały do auta, gdy otwierałam bramę i wyraźnie ucieszyły się, że stado znowu w komplecie. Psotka, korzystając z chwili słabości koleżanki, usiłowała "po męsku" jej pokazać kto tu rządzi, ale ją spędziłam i potem już jej nie zaczepiała. Byliśmy też na małym spacerze, Juka krok za krokiem, niezwykle nobliwie. Wygląda na to, że jest rozsądna. Albo tak źle się czuje. Jeść nie chce. Ciąg dalszy relacji z frontu zdrowienia nastąpi jutro. To nara.
  15. No, jeśli nadal będzie tak jak dzisiaj: przez godzinę tuż nad głową latał mi kukuruźnik, sąsiad Jacek kosił trawę wyjątkowo hałaśliwą kosiarką, obok płotu przechodzili ludzie z wielkim psem trzymanym cały tydzień na łańcuchu a w niedzielę na smyczy, co skutkowało koncertem szczeków moich psów, a obok darły się z radości życia niespodziewanie przyjechane wnuki sąsiadów, to nie sądzę, żeby Karmelek uznał to miejsce za spokojne i nadające się do zamieszkania! Sama miałam ochotę rzucić się z wysokiego parteru. Z utęsknieniem czekam na jesień. Dziękuję za obietnicę pomocy w walce z afektem do Psotki, Również moja dawna znajoma z Legionowa, niejaka pani Małgosia Luzak, obiecała pomoc w umieszczaniu Psotki w nowym domu. Jeśli istotnie znajdzie się szybko ktoś chętny (i jednocześnie odpowiedni), to dobrze, a jeśli nie... drugie dobrze. Ja jednak się nie nadaję na dt. Od razu przywiązuję się jak chłop do ziemi. Nawet kiedy oddawałam małe papużki, bo mi się faliste rozmnożyły, to serce mi się kroiło na drobne plasterki.
  16. Słyszałam, że niektóre koty odchodzą z miejsc zbyt hałaśliwych i niespokojnych, znajdując sobie spokojniejsze lokum, a mój dom sprzed tygodnia to był jeden harmider do kwadratu. Byłoby miło, gdyby Karmelek wrócił na zimę, wtedy już będzie zdecydowanie ciszej. O Psotce właściwie nic nowego nie mam do dodania. Coraz lepiej wpasowuje się w stado, nawet Szerlok - któremu nie przypadła do gustu - przestał jej pokazywać zęby, nadal jednak boi się bardzo wielu rzeczy: wystarczy, że zbyt energicznie wyciągnę łyżkę do polizania, a już odskakuje jak oparzona. A tak poza tym istnieje poważne niebezpieczeństwo, że nikomu jej nie oddam. Wygląda na to, że nie mam kwalifikacji na opiekuna tymczasowego.
  17. To by się zgadzało. Dzwoniłam dziś do "mojej" wetki, w poniedziałek zrobi jej usg. Na chorobę wskazuje także zachowanie Juki - jest niezwykle spokojna i się pokłada. Wyraźnie nie czuje się najlepiej. Chociaż ktoś (trudno ustalić, ale z wielkim prawdopodobieństwem można podejrzewać właśnie Jukę) znowu wykopał dół koło płyt ułożonych na dawnym dole. Mój sąsiad twierdzi, że psy coś tam odkryły i radzi mi przekopać to miejsce, a nuż ropa tryśnie?
  18. Nie było mnie praktycznie cały dzień, ciekawość mnie zżerała, co też w domu zastanę, jakie wykopy, co wysadzonego (w sensie roślin), a co wybebeszonego, Wyobraźcie sobie, że NIC!!!! Ani jednej nowej dziury w ziemi, żadnych skarpetek rozwłóczonych po ogródku, żadnych bebechów z zabawki porozrzucanych gdzie popadnie. Tylko torba ze śmieciami leciutko nadwerężona, widać pudełka po mięsku pachniały zbyt kusząco. Psy mało mnie nie zjadły ze szczęścia, że pańcia nareszcie wróciła (nie było mnie raptem 8 godzin), ale po zjedzeniu kolacji szybciutko wróciły do swoich zajęć (czytaj: obgryzania się). W końcu pańcię mają na co dzień, bez przesady z tą tęsknotą. Mam natomiast zmartwienie z Juką. Zaczęła krwawić, można by pomyśleć, że ma cieczkę, ale ona jedną skończyła na początku czerwca! To chyba niemożliwe, żeby znowu jej dostała. Muszę zabrać ją do wetki, oby to nie było ropomacicze (z Tajgą tak było, tylko że u niej cieczka nie chciała się skończyć). Macie jakieś doświadczenia w tej kwestii? (Karmelka nadal nie ma.Pocieszam się, że może ktoś istotnie go sobie zabrał, miał taki niezwykły kolor, a przez niesprawne jedno oko, można było pomyśleć, że bezpański. Nie chcę myśleć, że stało mu się coś złego).
  19. Nie ma. Obawiam się, że tak już zostanie. Wystawiłam jedzenie na taras, żeby w razie czego się pożywił, jeśli boi się wejść do domu (w co raczej wątpię, on się tej zgrai wariatów nie kłaniał), ale nikt tego nie tknął. O moich podejrzeniach vide na wątku Szerloka.
  20. Bez, Grażynko, bez. Ja zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem któryś z sąsiadów nie zamknął go gdzieś niechcący i teraz biedny dogorywa z głodu i pragnienia. Co prawda w takich sytuacjach - zdarzało mi się go zamknąć na ganku - drze się w niebogłosy, ale przez tych kilka ostatnich dni tutaj panował taki rejwach, że niewiele co poza warkotem maszyn, wizgiem kosiarek i przekleństwami pana sąsiada (inaczej mówić wyraźnie nie potrafi) było słychać. Co jakiś czas wychodzę przed dom i wołam go, ale bez skutku. Wczoraj Psotka bardzo dokładnie sprawdzała, gdzie się podziała dziura, przez którą przedostawały się z Juką do sąsiadów. Była wyraźnie rozczarowana, że już jej nie ma, ale nie próbowała wykopać nowej. No zobaczymy. Doły pod domem także zostały zasypane, a w tym miejscu położone płyty betonowe, których fachman kupił trochę za dużo. Jak na razie jest w porzo (jak mawiała - bo to już chyba też przeszłość - młodzież). Jutro jadę do Legionowa, nie będzie mnie cały dzień, to będzie sprawdzian, czy coś znowu zmajstrują pod moją nieobecność.
  21. Dlaczego nie T-rex? Też duże i niszczycielskie.
  22. KubTal. Wczoraj zupełnie nie miałam nastroju na pisanie. Ta historia z Karmelkiem mnie przygnębia. Ale odpisałam na Twój prywatny list. Dziękuję za duchowe wsparcie.
  23. Doły znowu są! Nie takie głębokie, ale są. Chociaż teraz Juka bardziej interesuje się płotem. Widzi, że nie ma już tych przejść, co przedtem i wyraźnie główkuje, jakby się podkopać pod to, co zostało zrobione. Mam nadzieję, że jest to wystarczająco solidne - gruba warstwa betonu, w której są osadzone betonowe płyty. Dziś panowie mają jeszcze przymocowywać do tego betonu siatkę, żeby Juka nie wypchnęła. Zupełnie jakbym miała T-rexa na działce! Karmelka nie ma.
  24. Nadal go nie ma.
  25. Sądząc po zachowaniu - tak! Wczoraj panowie, którzy mają uszczelniać płot, zakopali mi z własnej nieprzymuszonej woli doły wykopane przez Jukę i Szerloka!!! Moja wdzięczność nie ma granic. Domyślam się, że zażądają za to zapłaty, ale i tak jestem bardzo zadowolona, bo samej mi brakuje sił do tak intensywnego machania łopatą.
×
×
  • Create New...