Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. No, jak ekipa "co by tu jeszcze spieprzyć, panowie, co by tu jeszcze?" weźmie się za zwierzęta to będą się miały z pyszna! Przecież oni nawet jak mają dobry pomysł, to go zepsują. Nic dziwnego, jak wszystko się robi na chybcika, na kolanie i bez użycia mózgu, to rezultaty są opłakane. Czarno to widzę!
  2. Zgadzam się z Tobą. Właściwie to się cieszę, że już jestem na bocznym torze zdarzeń, chociaż i mnie władza może zaszkodzić, zwłaszcza jak o finanse chodzi. Albo kiedy wpędzi nas w jakąś zawieruchę wojenną. No, ale pożyjemy, zobaczymy. Żeby się trochę oderwać od niepokojących myśli: dziś w nocy wstałam przygotować sobie swój ulubiony środek nasenny (czyli kakao), bo znowu nie mogłam zasnąć. Z kubkiem postanowiłam zasiąść w fotelu i poszukać czegoś w telewizorze. Musiałam fotel odsunąć i wtedy nagle z mebla porwał się jakiś czarny kształt i popędził do kuchni. Koloratka! Wyraźnie ma już dość swojej "celi" na podeście schodów i postanowiła się bardziej zadomowić. Głupio mi było, że ją niechcący przepędziłam, ale jednocześnie zaczęłam żywić nadzieję, że prędzej czy później, (pewno raczej później, no ale trudno) zacznie funkcjonować w domu jak normalny kot. Juka i Psotka też jakby z coraz mniejszym zapałem ją gonią, kiedy się ruszy. Może więc nadejdzie taki dzień, kiedy Koloratka będzie sobie leżała na tapczanie, a obok niej obie psie panienki? Eh, marzenia...
  3. Jak już pisałam, uważam, że każdy, kto pomaga jest godny podziwu, a szum medialny jest czasami bardzo dobry - popatrzcie na te różne biedne dzieci, które nie miałyby szans na jakąkolwiek większą pomoc, gdyby nie ten właśnie szum. Widziałyście tego chłopczyka z pęcherzami na całym ciele, dla którego zebrano 6 mln w tydzień? Przecież bez mediów nigdy by się to nie udało, choćby dlatego, że nie udałoby się poinformować takiej liczby osób o takiej potrzebie. Poza tym kiedy się widzi, o co chodzi, znacznie bardziej to do człowieka dociera. Tak samo jest z psami - żywcem zakopana onka znacznie szybciej znajdzie nowy dom i kochających ludzi, gdy o jej losie dowiedziała się cała Polska, niż gdyby wiedziało o tym tylko kilka osób. Czy nawet kilkadziesiąt. Dlatego nie potępiajcie tych, którzy szukają zainteresowania mediów, reklamując swoją działalność. Oprócz zaspokojenia własnej próżności mogą mieć na względzie także dobro swoich podopiecznych. Albo przy okazji to osiągają. Tutaj cel uświęca środki. I dobrze.
  4. Nie wiem, czym opieka nad starymi psami tej pani różni się od opieki Dziuńka. W ogóle za mało wiem na temat, tego, co innymi kieruje i co robią, tym bardziej nie chcę oceniać ani osądzać. Fundacji żadnej też nie znam, ale o ile się orientuję, jeśli chce się działać oficjalnie, trzeba to jakoś sformalizować. Sama wpłaty na różne pieski też robiłam na konta fundacji (np. Vivy), bo na prywatne nie mogłam. Czyli jednak do czegoś służą i nie wszystkie są szwindlem. Wydaje mi się, że wszyscy, którzy pomagają (nie tylko zwierzętom) są godni podziwu, najłatwiej przecież zamknąć oczy i uszy i udawać, że wszystko jest cudowne na najlepszym ze światów.
  5. Konfirmie, ale ona tym psom i kotom dała nowe życie! U niej mają dobrze, jak rozumiem. Wszystko, co piszesz to racja, tyle że człowiek nie zawsze potrafi być racjonalny, czasami emocje go ponoszą i przekonanie, że "jakoś to będzie". I co dziwne, najczęściej istotnie jakoś to jest. I ludzie, kiedy widzą kogoś w potrzebie, albo kiedy poprosić, też chętnie pomagają. Zawsze mi się przypomina moja pięcioletnia "emigracja", kiedy to wyjechałam do Francji, mając pięć dolarów w kieszeni (takie były czasy) i nie zdarzyło się, żebym mieszkała pod mostem czy głodowała. Zawsze znalazł się ktoś kto pomógł znaleźć pracę i lokum, a w najgorszym razie pożyczył kilka groszy czy kupił bułkę. Kiedy straciłam pracę w Hiszpanii i nie mogłam znaleźć innej, przez blisko rok mieszkałam i żywiłam się za friko u czterech chłopaków. I nikt nigdy mi tego nie wypomniał. Ja ogólnie jestem już na maksa zmęczona naszą skłonnością do oceniania i sądzenia. Nawet jeśli ta pani (czy ktokolwiek inny) robi coś nierozsądnego, czy nawet do pewnego stopnia zdrożnego, ja już nie mogę! W Polsce człowiek cały czas stoi pod pręgierzem i wszyscy uważają, że są upoważnieni wyrażać na jego temat opinię i mieć wobec niego wymagania i oczekiwania. Opinia oczywiście najczęściej jest niepochlebna. Sama tak miałam, ale od kiedy sobie to uświadomiłam staram się walczyć z tym wszelkimi siłami, brać ludzi z dobrodziejstwem inwentarza, każdy ma jakiegoś mola, co go gryzie i coś za uszami. Na temat eutanazji mam takie samo zdanie, jak Ty, aczkolwiek sama wiem, jak trudno podjąć decyzję - rzadko się zdarza, że sytuacja jest tak klarowna, że nie pozostawia żadnych wątpliwości. Vide Kajtuś - chciałam go uśpić kilka tygodni temu. Pani wetka się sprzeciwiła, ostrzygła go, dała antybiotyk. Teraz Kajtek chodzi z nami na spacery trzy razy dziennie, udziela się towarzysko z pozostałymi psami (oczywiście w miarę swoich skromnych możliwości), zdarzają się całkiem suche noce, nawet jakby słyszy lepiej. Ja wiem, że nogi się pod nim uginają, że miewa okropne rozwolnienia i wymiotuje czasem żółcią. Czy to znaczy, że go męczę? Nie mam pojęcia, wydaje mi się, że nie jest nieszczęśliwy. ale cały czas dręczy mnie niepewność, czy dobrze postępuję. A zupełnie sobie nie wyobrażam, że miałabym podjąć decyzję o eutanazji jakiegoś człowieka!
  6. A po ząbkach nie da się poznać? Czy psy nie gubią mleczaków właśnie w okolicach czwartego miesiąca życia? Co do siusiania: moja Tajga sikała w domu właśnie do tego wieku. Kiedy skończyła (mniej więcej, bo przecież została znaleziona na śmietniku) cztery miesiące z dnia na dzień przestała się moczyć w domu i zaczęła prosić o wyjście. Może jednak one tak mają? Może to nie jest ludzka zasługa, tylko tak są zaprogramowane?
  7. No nie wiem. Pierwszy raz o niej usłyszałam. Jak słusznie mówisz każde działanie, choćby w najmniejszym stopniu "kontrowersyjne" (a bycie psiarzem takie jest bez wątpienia w oczach "normalnego" społeczeństwa) budzi skrajne emocje i wywołuje skrajne opinie. Z reguły przychylamy się do tych, które nam bardziej "leżą" z różnych względów, a które niekoniecznie muszą być prawdziwe. Albo choćby częściowo prawdziwe. Ja już dość długo żyję, żeby wiedzieć, że nic nie jest czarno białe, a my, Polacy, mamy pewną paskudną cechę charakteru, która wyłazi przy każdej okazji: każdego, kto wystaje ponad szereg, ściągamy w dół. I każdego, komu coś się udało, oplujemy i odsądzimy od czci i wiary. Wystarczy sobie przypomnieć Owsiaka i jego orkiestrę. Tak że ostrożnie z ocenianiem. Na zdjęciach te zwierzaki i dom wyglądają w porządku, jeśli ta pani jest "zbieraczką", to przynajmniej się stara, a tym nieszczęśnikom, które do niej trafiły jest wszystko jedno, co inni o niej sądzą, bo mają dach nad głową, żarcie i spokój na stare lata. Ja tylko się dziwię, jak ona sobie daje radę z finansami - moje 5 psów (też jestem początkującą zbieraczką?) kosztuje fortunę, a co dopiero setka zwierzaków. Musi być bardzo sprawna w zbieraniu pieniędzy, bo jej podopieczni nie wyglądają na zabiedzonych. Nie mówiąc już o innych niedogodnościach związanych z opieką nad taką liczbą zwierząt. Ja czasami mam ochotę uciec, gdzie pieprz rośnie, a przecież tego, co mam nie da się porównać.
  8. http://extra.natemat.pl/ma-pod-opieka-setke-starych-psow-i-kotow-teraz-potrzebuje-pomocy Przeczytajcie koniecznie! Jako przeciwwaga dla tych wszystkich opowieści o zakopanych żywcem psach.
  9. Nie ma dobrych wiadomości. W kwietniu znalazłam w rowie suczkę z połamaną miednicą, a w sierpniu kolejna suczka położyła mi się przed samochodem jako ten Rejtan, musiałam więc ją wziąć. Obie są młode i bardzo żywiołowe i obie gonią koty, Gdzieś we wrześniu pojawiła się jeszcze zwariowana suka sąsiada myśliwego i wespół w zespół przegonili Karmelka i Czortę. Nie mam pojęcia, gdzie są. Ostała się tylko Koloratka. Najpierw mieszkała na strychu, a od kiedy ten jest zamknięty, bo dach nieocieplony więc zimno, koczuje na podeście schodów na strych. Ma tam pudełko z legowiskiem i naczynia z jedzonkiem. Na dole schodów zamontowałam bramkę taką, jak dla dzieci, żeby te dwie psie wariatki tam nie właziły, skuszone kotem i jego jedzeniem. Co rano wychodzi "do pracy" i co wieczór wraca na kolację i nocny wypoczynek. Zrobiła się jakby odrobinę bardziej kontaktowa i przyjazna w stosunku do mnie, pozwala się czasem dotknąć jednym palcem. Strasznie mnie martwi ta sytuacja, brakuje mi pozostałych kotów, mam tylko nadzieję, że nie stało się im nic złego, chociaż wielkich złudzeń nie mam.
  10. A duże jakie szkodniki! U mnie też wszystko w ruinie, choć Juka już duża i Psotka też. Mimo wszystko mam wrażenie, że powolutku dojrzewają i jakby ciut mniej niszczyły. Tak że i dla Nadziejki w ruinie jest nadzieja! Maniuś sama słodycz. Malagos, może Ci podeślę Jukę? Już ona wybawi maluszka za wszystkie czasy. A jak dołożę jeszcze Psotkę, to Maniuś będzie spał przez tydzień ze zmęczenia zabawą! A Łezka to taka drobinka, że pewno i szczenięce zniszczenia były malutkie.
  11. No dobrze. To zostawmy kury w spokoju. Wczoraj lub przedwczoraj (ach ta pamięć!) Maja Popielarska ("Maja w ogrodzie") pokazała materiał o jeżach, które nie mogą spać, bo jest za ciepło. Poradziła również, żeby za bardzo nie sprzątać w ogrodzie jesienią, bo jeże nie mają gdzie się schować. To po prostu balsam na moje (leniwe) serce! Zawsze sobie mówiłam, że przecież przyroda jesienią nie sprząta opadłych liści i że na pewno nie jest to przypadek, ale do czegoś służą. No i proszę! Służą za kołderkę nie tylko dla roślin, ale i dla jeży!
  12. A właściwie to kury skąd pochodzą? I od kiedy ludzie je hodują, wiesz?
  13. Moje nadzieje okazały się płonne. Kura została pożarta przez jakieś zwierzę, zostały tylko pióra. Strasznie mi przykro.
  14. Fajne roześmiane pyszczydło! Ale nie powiedziałaś mi, jak z odpornością na stres i orientacją w przestrzeni u kur. Ciągle się niepokoję, czy ta biedaczka miała szansę się salwować ucieczką i czy trafiła do domu. To o nierozmawianiu o kurach napisałam jako żarcik, żeby nie kusić Szerloka (hi,hi). Tak naprawdę bardzo mnie ciekawi, co wiesz o tych ptakach powszechnie uważanych za głupie.
  15. Wczoraj po południu jechałam w niewielkiej odległości od miejsca, w którym zostawiła kurę i nic nie widziałam. Mam tylko nadzieję, że otrząsnęła się z przerażenia zanim dopadł ją jakiś lis. Trudne jest życie kur! Zwłaszcza, kiedy skusi je wolność. Po dłuższym zastanowieniu doszłam do wniosku, że Szerlok potraktował ją jak jedną ze swoich pluszowych zabawek, które nosi ze sobą na spacery. Tak samo je trzyma w połowie i tak samo porzuca, kiedy się znudzi. Grażynko, a Twoje suczki nigdy Twoich kurek nie ganiały?
  16. Może nie rozmawiajmy już o kurach, dobrze? Wyraźnie zainspirowany naszą konwersacją Szerlok dorwał dziś jakąś nieostrożną kurzą istotę, która wydostała się z na ogół pilnie strzeżonego obejścia na łąkę nad rzeką. Mało zawału nie dostałam. Oczywiście nie pozwolił się do siebie zbliżyć nawet na krok, zwiewał, kiedy tylko próbowałam go podejść. Niósł ją potem tryumfalnie przez dłuższy czas. Byłam przekonana, że ją zabił, ale nie. Kiedy szczęki mu się zmęczyły, wypuścił ją, a wtedy ona próbowała dać dyla, co niestety pobudziło go do działania. Złapał ją znowu i znowu niósł bardzo zadowolony. W końcu chyba mu się znudziło, delikatnie położył ją na drodze i bez problemu dał się odgonić. Juka i Psotka zresztą też. Przyjrzałam się biednemu ptaszysku - oprócz kilku wyrwanych piór i zadrapań, w zasadzie nic jej nie było. Nie licząc szoku, oczywiście. Zostawiłam ją na tej łące w nadziei, że otrząśnie się z tego szoku i pójdzie do domu. Nic nie wiem o odporności kur na stres. Dobrze zrobiłam? Nie chciałam, żeby psy znowu się nią zainteresowały. Na szczęście Uta i Benia, koleżanki zza płotu, zaczęły szczekać i kura poszła w zapomnienie. A wydawało się, że na tym odludziu żadne tego rodzaju emocjonalne wstrząsy mi nie grożą! PS Czy ktoś mi może przypomnieć, gdzie się ustawia sygnaturki? Z góry dziękuję.
  17. On widać wyznaje zasadę: z kobiet dużą blondyną ty bądź!
  18. Nie zapominaj, że my też tworzymy psom sztuczne stado. Ty jesteś "mamusia", a następne miejsce w kolejności dziobania muszą sobie wywalczyć. A co zabawne zjawisko "samca alfa" pochodzi od... kurczaków! To znaczy podobno do nich się głównie na początku odnosiło. Jeśli zaś chodzi o samice alfa... Największym agresorem i zakapiorem w moim stadzie jest... Psotka! Żebyście widzieli, jak się złości w zabawie, kiedy więksi Juka i Szerlok nad nią dominują. Zawsze muszę na nią krzyknąć, bo w pewnym momencie wpada w prawdziwą furię i usiłuje na serio ugryźć Jukę (Szerloka chyba za bardzo uwielbia, żeby go gryźć). Boję się, że jak duża się zeźli to małej zrobi krzywdę. Chociaż Juka to wyjątkowo pokojowo nastawiony pies. Wszystko traktuje jak zabawę i bez protestu poddaje się najdzikszym breweriom towarzyszy zabaw (np. pozwala, żeby Szerlok łapał ją za nogę i usiłował ją urwać. Tu z reguły też krzyczę, obawiając się o jej kalekie łapy). Zdecydowanie takie stado to lepsze niż telewizja! Trudno się przy nich nudzić.
  19. Rzeczywiście śliczne! Słyszałam kiedyś opowieści Karolliny Wajdy o jej kurach. Okazuje się, że to wcale nie takie głupie ptaki, a opowieści o nich były wprost fascynujące. Wygląda na to, że ludzkość musi zweryfikować swój stosunek do zwierząt. Dziś w Onecie jest artykuł/felieton o tym, że zjawisko samców alfa - czyli takich, które zdobywają przywództwo za pomocą agresji - istnieje tylko wśród zwierząt trzymanych w niewoli. Wilki tego nie potrzebują, bo automatycznie stają się samcami alfa, kiedy zostają rodzicami. Już gdzieś czytałam, że to nie są zwierzęta stadne, jak się powszechnie uważa, tylko rodzinne. Stado to po prostu rodzina. Obserwacje, które doprowadziły do powstania naszych poglądów na temat np. psów, były prowadzone na stworzonych przez człowieka stadach w zoo, czyli nie odzwierciedlają prawdziwego funkcjonowania tych zwierząt.
  20. Co do tego nie mam wątpliwości. Pytam, czy ona tak ma, że bazie pojawiają się już w listopadzie i czekają na wiosnę, czy to jakaś anomalia. Wiadomość z frontu przeciwpowodziowego: słupek znikł pod wodą całkowicie, miejsce, gdzie się znajduje, można jeszcze poznać po wirze wokół czubka. Jeszcze kilka dni z deszczem i to przestanie być widoczne!
  21. Pani przyrodniczko! Jeśli nie widzisz wyraźnie, to donoszę, że to jest leszczyna, a na niej bazie. W listopadzie to normalne? Chyba, że z leszczyną jest jak z rododendronem, który zawiązuje pąki kwiatów na jesieni. Uprzejmie proszę o informację.
  22. Jak mam to rozumieć? Przypominam, że mamy listopad!
  23. Pozwalam sobie zacytować wpis Mariusza Pilipczuka, który mieszka w Holandii, na Fejsbuku: Kolejny mit o super zachodnim państwie obalony. Jak byliśmy w Polsce, to nieraz słyszałem, że w Holandii nie ma bezdomnych zwierząt, bo to kraj na poziomie. Jeśli chodzi o psy, to tak jest, ale koty to tragedia. Potwierdzają to holenderskie Fundacje. Mieszkamy w ośrodku gdzie jest sporo kotów. Co roku nowe mioty. Właściciele wywożą do lasu nawet maluszki. Obok nas mieszka dziewczyna Polka mąż Holender,dziewczyna dobrze mówi po holendersku. Cały czas szuka Fundacji, które by przyjęły od nas chociaż te maluchy. Nikt nie chce dorosłych kotów. Udało się nam i około 20 kociaków poszło do różnych Fundacji. Teraz już żadna Fundacja nie chce od nas kotów.i każą oddawać do schroniska w rejonie.Tydzień temu sąsiadka zadzwoniła do schroniska i powiedziała, że 5 kotków, około 2,3 miesięcy, przychodzi do nas i czy można im oddać. Zgodzili się i to chętnie, bo mają tylko kilka kotków w schronisku, a miejsca dużo dla nich. Oczywiście mówili, że nie trzeba płacić. Zawieźliśmy, ale nas spisali, wzięli adres zameldowania. I po południu afera. Właściciele wściekli, obrażeni na nas. Okazało się, że schronisko sprawdziło nasz adres i zadzwonili do właścicieli. Powiedzieli, że odpuszczą im teraz opłatę 50 euro za każdego kota, bo to my przywieźliśmy, Polacy, i pewnie nie wiedzieliśmy jakie tu są zasady. A w Holandii jest tak, że jak jakieś zwierze przybłąka się na teren ośrodka czy firmy, to już jest zwierzakiem właściciela i za każdego kota właściciel musi uiścić opłatę 50 e. Jaka to jest walka z bezdomnością kotów? Wiadomo, że nikt nie zapłaci, więc właściciele ośrodków łapią i wywożą do lasu .Byliśmy w schronisku, dziewczyna nas oprowadziła, dużo pomieszczeń stoi pustych i chętnie by przyjęli. Nawet połowa nie była zajęta. Mamy też zakaz od właścicieli karmienia kotów, ale jak nie dać jeść jak przychodzą biedne pod dom zaglądają do środka i proszą o jedzenie! Karmimy w nocy. Już mamy dosyć tego zakłamanego zachodu, A skąd im się wziął taki stosunek do kotów? Wierzą, że mają coś wspólnego z diabłem, jak to dawniej bywało? A wydawałoby się, że to taki cywilizowany kraj! PS Dlaczego teraz pojawia się jakiś dziwny znak ostrzegawczy i motto Konfirma? Czyżbyś, Konfirmie kochany, usiłowała coś napisać, a dogo Cię ocenzurowało???
  24. Całe szczęście, że na świecie są tacy ludzie! Inaczej przyszłoby całkowicie stracić wiarę w człowieka. Nie wiem, czy widziałyście informację w Faktach: jakaś kobitka musiała wyjechać na dłużej i zostawiła swojego psiaka pod opieką znajomego, a ten po prostu przywiązał go w lesie do drzewa i zostawił! Nie widziałam początku tej wiadomości, nie wiem więc, kto na niego trafił, w każdym razie był na tyle przytomny, że wezwał policję. Ta szybko trafiła do "opiekuna", który tłumaczył się, że był taki pijany, że nic nie pamięta. Komentarz dziennikarza był może banalny, ale jakże sensowny: "Uważajmy, komu zostawiamy swoje zwierzęta pod opieką".
  25. Ale Szerlok nigdy dotąd tak się nie zachowywał, a przecież harem w dzisiejszej postaci ma od sierpnia! Na początku wyglądało nawet, że Psotki nie toleruje, bo ona się w nim wyraźnie zakochała i narzucała mu się ze swoim uczuciem. Nigdy nie był zazdrosny ani o żarcie, ani o inne psy. Kiedy wdzięczyłam się do obcych, co najwyżej smutniał, ale nigdy, przenigdy nie zdarzyło mu się atakować! Kiedy inny pies zbliża się do jego miski, grzecznie się usuwa. Dojrzał, czy co?
×
×
  • Create New...