Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. Dzień dobry! Jest - 22 stopnie Celsjusza i oślepiające słońce. Wyczytałam właśnie, że według jednego z przysłów jasny i mroźny styczeń oznacza upały w lipcu. Ano, zobaczymy! Dzisiejszy poranny spacer ograniczył się do wejścia na działkę sąsiada, oblecenia jej dwa razy i do domu. W sumie trwał może z 5 minut, bo Szerlok stał chwilę przed bramą i zastanawiał się, czy postraszyć Łatka, który, nie bacząc na zimno, jak co dzień wędrował na posiłek do centrum wsi (to ten, co go nie karmią, bo się przybłąkał, to niech sam się żywi!). Udało mi się go odwieźć od tego pomysłu i na trzech łapach wszedł za furtkę. Ale już nie przyszedł do domu. Wytrwał na mrozie następne pół godziny. Masochista! Niedługo jadę do Warszawy na dogomaniackie spotkanie, trochę się obawiam, że gadzina zmarznie, bo kiedy ja wyjeżdżam, one kładą się przy bramie i czekają na mnie. Przy tej temperaturze może być ciężko. Juka i Psotka raczej na pewno schowają się w domu, ale co do staruszki Dziuni i Szerloka nie mam pewności, czy z tęsknoty za mną nie odmrożą sobie pupy. A tak wygląda Narew o godzinie 8 rano przy - 22 stopniach C!
  2. Ale kino! 8 rano. - 17 stopni Celsjusza. Idziemy całą watahą na spacer, jak zwykle nad Narew. Już z daleka dobiega dziwny szelest. Psy stawiają uszy, podbiegają do rzeki i... nieruchomieją w zadziwieniu! Na wodzie unoszą się spore kry, płyną dość szybko, ocierając się o siebie, stąd ten cichy dźwięk. Po chwili Juka, Psotka i Szerlok wyraźnie dochodzą do wniosku, że ktoś chce im zrobić frajdę i zaczynają biec wzdłuż brzegu, żeby złapać to, co się tak zabawnie przesuwa i szeleści. Pańcia oczywiście podniosła wrzask z obawy, że z radości wskoczą do lodowatej rączej wody. Udało jej się w końcu towarzystwo odwołać i spacer skończył się jak zwykle (czyli znalezieniem kości, które mimo moich usilnych próśb, żeby tego nie robił, wyłożył "dla piesków" sąsiad. Niektórzy są nieprzemakalni na wiedzę). A jak Wam idzie z mrozem?
  3. No Konfirmie trzydziesty pierwszy! Mam nadzieję, że wiesz, co to jest multipub Gruba Kaśka, bo ja z prowincji i nie mam pojęcia. Czyli jednak z tym pilotem nie przesadziłam. Będziesz musiała wziąć na siebie ten obowiązek! Do zobaczenia. A do Ciebie K31 zadzwonię, to się konkretnie umówimy. A teraz dobranoc!
  4. Hi, hi, hi! To Twój TZ myśli, że balanga przy kawie i bezie może trwać dłużej niż jeden dzień??? Zdecydujcie gdzie i dokładnie o której, ja się podporządkuję. I tak będę wracać po ciemku, bo przecież ciągle robi się ciemno bardzo wcześnie. Najwyżej Konfirm31 będzie robiła za pilota!
  5. Ustawa brzmi dobrze, oby była stosowana! Dobrze, że podali, ile gmina może zaoszczędzić, wprowadzając te zasady, Ze 110 tys. na 43 to naprawdę imponujące! Jeśli to nie przemówi do "decydentów" gminnych, to nie wiem, co przemówi. Moje zwierzaki zostały zarejestrowane w safe animal. Przy czipowaniu dostaje się taki znaczek z rysunkiem, który można zeskanować i szybko znaleźć właściciela w bazie, tyle że nie każdy wie, do czego te zygzaki służą. Dlatego uważam, że silikonowe kółeczko, które nakłada się na obrożę, a na którym widnieje informacja wprost: "jestem zaczipowany", jest znacznie lepsze. Tylko dlaczego takie bździdełko z kawałeczka silikonu kosztuje aż 15 zł?! Te rzeczy powinny być tanie jak barszcz, inaczej nie spełnią swojego zadania. Ludzie nie chcą wydawać pieniędzy na psy! A emeryci, którzy by nawet chcieli, często po prostu ich nie mają. !15.10 - Figę właśnie zaczynają kroić. Trzymaj się Figunia! Żeby jak najmniej bolało.
  6. Oczywiście, że udzieli! Mogę zabrać jeszcze dwie osoby, którym po drodze z Makowa do Warszawy! Więcej niestety się nie zmieści. I odwieźć, oczywiście! PS Co to znaczy "szybki powrót"? I dziękuję za bilet! Może być drugi rząd. Przecież to nie kino. Nawet lepiej, będzie widać każdą zmarszczkę, będzie się mógł człowiek pocieszyć, że nie on jeden...
  7. Słuchajcie panienki. Skoro zainteresowanie jest takie mizerne, to proponuję zmianę miejsca: ul Felińskiego (na tyłach placu Wilsona, koło kościoła Popiełuszki), Smaki Warszawy. Dają FANTASTYCZNE torty bezowe z różnymi nadzieniami. Nie proponowałam tego na duży "spęd", bo to bardzo kameralna cukiernia i byśmy się po prostu nie zmieściły. Widzę, że jak w większości dyskusji, obie dyskutantki mają podobne zdanie, a debatują do upadłego. Oczywiście, że to pies decyduje. I jeśli ani obok mnie, ani pod stołem go/jej nie satysfakcjonuje, a w grę wchodzi wyłącznie głaskanie i przytulanie, wtedy głaszczę i przytulam! Kiedy Juka włazi pod stolik z telewizorem, bo jakiś idiota (nawet wiem, który!) kupił za dużo fajerwerków i teraz je "zużytkowuje", żeby się nie zmarnowały, nie przeganiam jej stamtąd, nie wyciągam na siłę, żeby głaskać! Pilnuję tylko, żeby mi całej konstrukcji telewizor/ dekoder/kabelki nie zwaliła na podłogę. A kiedy włazi pod stół na którym stoi komputer i machaniem ogonem rozłącza mi internet, wstaję i wołam ją do siebie, żeby pogłaskać, bo wtyka mi łeb w ręce. Mniej więcej się orientuję, kiedy mnie szantażuje i udaje bidulkę, bo i to potrafi. Jak każdy pies, podejrzewam. A co do "prawd objawionych i ostatecznych", którymi się nas karmi, od czasu największego "przekrętu farmaceutycznego" z cholesterolem jestem bardzo, bardzo, bardzo nieufna. Ostatnio obejrzałam sobie film o teorii genów (w serii Ewa Ewart poleca " In The Name Of The Gyne ", był w ostatnią niedzielę na TVN24). I też mi się zrobiło trochę niewyraźnie. I ostatnia kwestia - ani Ty mnie nie przekonasz, ani ja Ciebie. Obie mamy po prostu silne osobowości. I niech tak zostanie. Byle byśmy się tylko potrafiły pięknie różnić!
  8. Zawsze kiedyś jest pierwszy raz! A przynajmniej może być. Konfirmie, skoro nie odpowiada Ci porównanie zwierząt do ludzi (chociaż my też przecież jesteśmy zwierzętami, tylko trochę innymi), to przypomnij sobie, jak się zachowuje stado zwierząt w obliczu zagrożenia - skupia się, gromadzi jak najbliżej. To samo robi Juka, kiedy boi się wystrzałów - stara się być jak najbliżej tej istoty, która według niej może jej zapewnić bezpieczeństwo. To jak mam ją w takiej chwili odepchnąć? Byłoby to niewyobrażalnym okrucieństwem i głupotą z mojej strony, bo straciłaby do mnie zaufanie, czyli to co najważniejsze w naszej relacji. Szerloka też zawsze przytulam, kiedy do mnie w końcu przybiega, nawet jeśli mnie szlag trafia, bo się nie słucha. Chcę, żeby one widziały we mnie źródło bezpieczeństwa i wszelakiej szczęśliwości, wtedy będzie łatwiej sobie z nimi radzić. A i mojej próżności to pochlebia. PS2 To jak? Umawiamy się w sobotnie południe w Starbucksie? A jak tam z czasem u pozostałych dziewczyn?
  9. PS Tylko, szczerze mówiąc, wolałabym się spotkać "za jasnego", żeby nie wracać po ciemku, bo to bardzo nieprzyjemne i stresujące. Na przykład w południe? Żeby śpiochy zdążyły się wyspać. Co Wy na to?
  10. Niektórzy behawioryści twierdzą również, że nie należy się witać z psem, kiedy się wraca do domu! Wierutne bzdury. Pies - wg. fachmanów - jest na emocjonalnym poziomie 2,5 letniego dziecka. Nie przytuliłabyś dziecka, kiedy się boi? Nie uwierzę. Pomysł super! A co do lokum - możemy przecież cały czas siedzieć w Starbucksie! Myślę, że tuż po świętach nie będzie tam zbyt dużego tłoku. To jak? Dowiozę, kto chętny.
  11. O znowu ktoś zaczął strzelać! Juka wpadła pod stół i muszę ją głaskać i przytulać. Nie da się pisać.
  12. O to rozumiem! Życzenia wyświetlane na ścianie domu! Super! A nie te idiotyczne wybuchy. W Dyszobabie dziś na szczęście znalazł się tylko jeden półgłówek z jedną petardą. No ale dopiero jest wpół do czwartej...
  13. Dzień dobry (choć mglisty) w Nowym Roku! Poszliśmy spać wcześnie, bo poprzedniej nocy obchodziłam wigilię nadejścia Nowego Roku (ach, ta bezsenność!). O północy obudziły nas strzały. Juka - po melatoninie - oszalała, mało mnie nie zdusiła, przytulała się do poduszki, na której leżała moja głowa, do mnie, do ściany - gdzie się dało, machała tymi swoimi wielkimi łapskami gdzie popadnie (najczęściej trafiając w moją skromną osobę). Pomyślałam, że zaraz to się skończy i będziemy mogły znowu zasnąć, ale gdzie tam! W takiej dziurze jak Dyszobaba strzelanina trwała pół godziny!!! Na szczęście, kiedy wreszcie hałasy ustały, zasnęliśmy wszyscy snem sprawiedliwych i spaliśmy prawie do 8.00. W zasadzie mam jedną refleksję - czy nie lepiej wydać te pieniądze na coś sensownego? Rano dowiedziałam się, że fajerwerki w Sydney (jedne z największych, ale nie największe na świecie), pochłonęły równowartość 20 milionów złotych. Wyobraźcie sobie, ilu ludziom i ilu zwierzakom można by pomóc za takie pieniądze!
  14. Szczęśliwego Nowego Roku, Figuniu!
  15. Melatonina poszła w ruch... Konfirmie, szalik na Jukę podziałał w odwrotnym kierunku - podekscytowała się, jak wesz na grzebieniu! Widać, nie na każdego działa tak samo. Miłego wieczoru!
  16. No i nadszedł ostatni dzień roku! Podobno ma być dłuższy o sekundę, żeby się wszystko w astronomii zgadzało. Bardzo lubię słuchać młodego człowieka z Centrum Kopernika w Warszawie, kiedy opowiada o sprawach niebieskich! Jego entuzjazm po prostu porywa! A 3 stycznia wybiera się w Bieszczady, obserwować jakiś rój meteorytów (nie dosłyszałam nazwy), podobno jeszcze lepszy niż Perseidy. Tylko się trzeba ciepło ubrać, doradził. A ja życzę wszystkim dobrego roku, żeby bezdomniaków było mniej, a dsów więcej, żeby ludzie mieli dużo pieniędzy i chęci , by wspierać te biedaki, które nie ze swojej winy mają takie ciężkie życie, żebyśmy wszyscy byli zdrowi i mieli siły walczyć o naprawdę dobre zmiany na świecie, a nie tylko takie "sztuka dla sztuki" i żeby nic nigdy nie odbierało nam rozumu. Wszystkiego najlepszego, Kochani!
  17. Malagosku, już nie musisz opowiadać, wszystko wiem. Historia zupełnie jak z kina, z filmu familijnego - najpierw łzy żalu i rozpaczy, potem radości. Oby takich było więcej. Ja też się zapisuję do klubu wielbicielek Figi, a od trzymania kciuków za dobry dom dla niej już mi zdrętwiały palce!
  18. Hip, hip, hurra! Malagosku opowiedz, jak to było. Strasznie jestem ciekawa.
  19. O mamuniu! Pomyślałam od razu od jakiejś fundacji specjalizującej się w pomocy labradorom, weszłam na stronę fundacji Prima, a tam... masa labradorów do adopcji. Wszystkie kolory, pcie i kształty! A to biedactwo młode już nie jest, będzie trudno znaleźć jej dom, chociaż jak chodzi o labradory, to ja wolałabym już starsze, bo młode z piekła rodem!
  20. U mnie też głównie szalała w koronach drzew, jak poszliśmy na spacer nad rzekę, to na brzegu było w zasadzie spokojnie, tylko bardzo głośno, bo stoki skarpy, na której stoją domy, są porośnięte drzewami, które protestowały, że są tak źle traktowane. A teraz już tylko lekko się kołyszą i relaksują w promieniach mizernego, bo mizernego (jak to zimą), ale jednak słońca. Jeszcze nie ma stycznia, a mnie już tęskno do wiosny!
  21. W Dyszobabie i tak mam dobrze, bo woda funkcjonuje niezależnie. W Chotomowie nawet siku nie mogłam zrobić, kiedy prądu nie było, bo wodę też prąd pompował! Bywało jak po wybuchu, nie wiadomo co zrobić, w którą stronę się zwrócić. Masz rację, że się uzależnialiśmy. Dzisiaj w naTemat oglądałam filmik o robieniu sznurka z plastikowej butelki. To niby po to, żeby nie musieć się martwić, gdzie je wyrzucać, no i w ramach survivalu. Prawdziwa męcizna wszędzie sobie da radę! Uderzyło mnie tylko jedno - latem tych butelek jest całkiem sporo. Do czego człowiekowi tyle plastikowego sznurka? PS Czy ja już Wam pisałam o portalu www.szczuciecycem.pl? Jeśli nie znacie, koniecznie zobaczcie! Włos się na głowie jeży, a jednocześnie dławi się człowiek ze śmiechu z powodu ludzkiej (głównie męskiej, sorry, że jestem szowinistyczna) głupoty.
  22. "Orkan Barbara szaleje nad Polską" donoszą internetowe "gazety". Nad Dyszobabą też. Wczoraj pozbawił nas prądu na jakieś 1,5 godziny. I tak jestem pod wrażeniem szybkości, z jaką awaria została naprawiona! Odrobina czasu spędzonego przy świecy to nawet przyjemne, a na szczęście dom nie zdążył się wychłodzić. Zawsze z niepokojem patrzę na te moje ponad stuletnie dęby, kiedy tak wieje, ale trzymają się mocno. Dzielne istoty! Narew spieniona, jak morze, w powietrzu pełno dziwnych dźwięków. A jak tam u Was z Barbarą?
  23. I ja tam byłam, miód i wino piłam (no dobra, to taka licencia poetica, przecież prowadzę samochód!). Spędziłam przemiłe popołudnie w towarzystwie rodziny Malagosów, za co serdecznie dziękuję!!! I mogę poświadczyć, że Figa to sam wdzięk i urok. Istotnie staje na łapki i wita się z każdym, nawet nie sprawdzając, kto zacz. W ogóle już po niej nie widać trudów dotychczasowego życia, cycuszki wciągnęły się całkowicie, żadne kości nie wystają. To naprawdę zdumiewające, jak szybko te zwierzaki dobrzeją w korzystnych okolicznościach przyrody. Ten, kto zdecyduje się na wzięcie malizny do domu na stałe, będzie miał fantastyczną towarzyszkę. Sama słodycz. I wcale nie taka hałaśliwa, jak Małgosia twierdzi. Troszkę szczeka, ale to w końcu pies, no nie? Trzymam kciuki, żeby Figunia znalazła bardzo dobry dom. Zasługuje na to!
  24. Krysiu! Uszy do góry. Na szczęście są tacy ludzie jak Ty, Malagos, Grażynka i setki innych dogomaniaczek i dogomaniaków, którzy czują się spokrewnieni ze zwierzętami i pomagają im jak mogą. Wesołych świąt! :) :) :)
×
×
  • Create New...