-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
Mam nadzieję, że w czasie tej wizytówki padnie informacja, że obie panie są "na wydaniu"? Bo jak nie, to skąd ludzie mają wiedzieć? Dopilnujesz tego Malagosku? Bądź namolna, co Ci szkodzi. Nie wiem, czy oglądacie "Szkło kontaktowe". Tam w każdą niedzielę na koniec programu pokazują jakiegoś "pieseła" do wzięcia. Z Palucha. Ciekawa jestem, jaki jest odzew. Wczoraj był fantastyczny prawie doberman po przejściach, który potrzebował wielu miesięcy, żeby odzyskać zaufanie do ludzi i który nadal potrzebuje człowieka o specjalnych cechach i spokojnych okoliczności przyrody, do miasta się nie nadaje. Strasznie mi się podobał, bo cały był przytulaśny i zainteresowany, ale jednocześnie z pewną taką nieśmiałością. Aha - ta część programu ma nazwę "Każdy zwierz ma swój czubaszek". Dobra pamiątka po pani Marii Czubaszek. I na koniec: ktoś na którymś z wątków napisał "Rajka". Znacznie fajniej brzmi niż Raja. Mniej jadowicie.
-
Dziewczyny, poszukując informacji na temat Międzynarodowego Strajku Kobiet 8 marca br. trafiłam na stronę www.zrzutka.pl, gdzie można zorganizować internetową zrzutkę na dowolny cel. Jakby były jakiekolwiek problemy ze zbieraniem pieniędzy na psy, może warto i tym się zainteresować? Chyba, że ktoś wie, że to jakaś ściema.
-
A myśmy dziś byli w laskach za domami. Co to takiego? Otóż za obejściami usytuowanymi przy ulicy znajdują się całe połacie terenu, aż do drogi na Ostrołękę. Jedni właściciele je uprawiają, inni posadzili na nich drzewka - najczęściej sosny, jedną obok drugiej. Teraz je oskubali z suchych gałęzi, ale i tak przedzieranie się przez nie jest trudne, bo stoją tuż obok siebie, pewno prędzej czy później trzeba będzie je przerzedzić. Jest tylko jedna brzezina, tu drzewa stoją trochę rzadziej, w równych rzędach - wygląda to świetnie! W tych zagajnikach (bo trudno nazwać je lasem), muszą być jakieś zwierzęta, na śniegu było kilka trudnych do zidentyfikowania śladów, a psy dostały regularnego hopla z przerzutką, zataczały podekscytowane koła z nosem przy ziemi, znikały gdzieś dalej, żeby za chwilę pojawić się z zupełnie nieoczekiwanej strony. Myślę więc, że choć spacer był niedługi i niedaleki, jednak miały swoje pięć minut przyjemności. Ale ogólnie rzecz biorąc i u nas śnieg znika w szybkim tempie. I dobrze. Jakieś ptaszki od razu zaczęły podśpiewywać zupełnie wiosennie. Oby nie nastąpił nagły nawrót zimy, w końcu do kalendarzowej wiosny jeszcze miesiąc!
-
Pamiętacie historię suczki, która wyszła na spacer z dwoma szczeniakami, a wróciła z jednym? Dzisiaj spotkałam Asię, jej właścicielkę. Okazało się, że szczenię się znalazło. A właściwie znalazła je suczka, niestety było martwe. Przyniosła je do budy i lizała, jakby ciągle myślała, że uda się jej je obudzić. Bardzo smutna historia. Asia podejrzewa, że potrącił je samochód. Swiat bywa naprawdę okropny!
-
Widziałam Diankoraję i nie odniosłam wrażenia, że jest bardzo stara. Raczej pani w starszo średnim wieku, tak że demencja to jeszcze chyba nie jej problem. Ja nadal mam nadzieję, że jej "pewna taka rezerwa", to wynik nowego otoczenia, do którego nie zdążyła się przystosować.. A może ona po prostu jest taka? W końcu psy też mają swoje charaktery, nie każdy j est ekstrawertykiem.
-
Ciekawa jestem, ile wytrzymają w tej dzielnej samodzielności! Jak zaczną się podpierać nosem, to pomoc teściowej okaże się bezcenna. Co do noszenia dziecka przez cały czas przy sobie, nie mam zdania. Szczerze mówiąc, nigdy nie zetknęłam się z taką opinią, ale też nie ma zbyt wiele malutkich dzieci w moim otoczeniu (żeby nie powiedzieć, poza Panem Leonem, żadnego!) Nie martw się wagą dziecka, Grażynko. Moja młodsza siostra ważyła 1,7 kg po urodzeniu (była wcześniakiem), a teraz walczy z nadwagą! Ale to już zupełnie inna historia. Malagosku, ja nie miałam takich ambitnych planów co do bud. Chyba je niezbyt dobrze ustawiłam, jak śnieg zniknie kupię kilka płyt chodnikowych i zrobię porządny podest. Na razie nie są do końca stabilne, tzn. kiedy pies wchodzi lekko się kiwają i to je trochę zniechęca. Chociaż Juka wizytuje je od czasu do czasu. W każdym razie z założenia miały służyć jako wyjście awaryjne, kiedy pańci nie ma, a na głowę leje się deszcz albo sypie śnieg.
-
Problem jest wtedy, kiedy głuchy, lub przygłuchy pies na przykład się oddali i nie zauważy, z której strony pańcia/pańcio się podziała/podział. Miałam tak z Dziunią, która straciła mnie z oczu i zupełnie nie wiedziała, co ma robić, a jest tylko odrobinę przygłucha jak na razie (mam nadzieję, że gorzej nie będzie). Na szczęście, ja ją widziałam i nic złego się nie stało. A głuchy i ślepy pies to już zupełny dramat. Dla obu stron.
-
Jesteście przekochane! Ja tu od dwóch dni dręczę samą siebie, że moje reakcje są za gwałtowne i że nikt nigdy już się do mnie nie odezwie! Jeśli byłam zbyt radykalna w swoich wypowiedziach PRZEPRASZAM. Pewno zdarzy się to jeszcze nie raz, bo ten model po prostu tak ma, ale bardzo się cieszę, że nie dajecie się zrazić. Malagos, wszystko, co teraz się robi jest w gruncie rzeczy jednorazowe. Ja już mam chyba czwartą czy piątą pralkę, bo po 5 latach - podobno według przepisu - każda robi kaput w mniejszym lub większym stopniu. A moja Mama po 25 czy 30 latach sama musiała swoją popsuć, żeby kupić bardziej nowoczesną. Co prawda lodówkę, kupioną zresztą na jakiejś niezwykłej "okazji", mam już dość długo, ale jedna jaskółka wiosny nie czyni. A jeśli zależy Ci na wielkości urządzenia, to powinnaś kupić coś amerykańskiego lub kanadyjskiego. Szczęka mi opadła, kiedy zobaczyłam gabaryty tego, co można nabyć w sklepach w Toronto. Prawdziwe mastodonty! W naszych "gomułkowskich" kuchniach nawet by przez drzwi nie przeszły! A moja przyjaciółka narzeka, że ma za małą kuchenkę - tak z metr na metr, albo więcej! No ale tylko cztery palniki, fakt. Grażynko, ja tez uważam, że rozmowy z psami dają świetne wyniki. Zresztą nie tylko z psami. Rozmawianie z ludźmi też jest korzystne i to w najróżniejszych sytuacjach. Najważniejsze to nie zamykać się w swoich żalach i pretensjach, starać się wszystko wyjaśniać, bo tak na dobrą sprawę, zważywszy, że każdy z nas to odrębny świat, trudno zrozumieć, jakim cudem ludzkość w ogóle się dogaduje! (No, czasem się nie dogaduje i kończy się to wielkim bum!, czego ostatnio coraz bardziej się obawiam). Dzisiaj przywieziono drugą budę, bo Juka zajęła tę pierwszą i biednemu Szerlokowi pupa marznie, kiedy długie godziny siedzi obok. Przynajmniej mnie się wydaje, że marznie. Zaraz pójdę ją ustawić. Wbrew pozorom wcale nie jest bardzo ciężka, tak że sama świetnie sobie dam radę. Tak więc, do zobaczenia! PS Grażynko, co u prawnuczka?
-
Co nowego u Dianoraji? Przeczytałam na wątku Pyzy, że podejrzewacie ją o niedosłuch i z tego powodu dystansowanie się od rzeczywistości. Miejmy nadzieję, że to tylko początkowa rezerwa wobec przecież bardzo niedawnej poprawy losu i jak uwierzy, że to już tak na zawsze, to się otworzy i stanie bardziej kontaktowa. Głuchy pies to wielki problem, absolutnie tego Wam nie życzę, dość macie zajęć na co dzień. Czasami zostaje resztka słuchu, która pozwala słyszeć ultradźwięki, wtedy jedynym ratunkiem jest specjalny gwizdek, ale i tak trzeba mieć oczy dookoła głowy, żeby psu zastąpić uszy. Trzymam kciuki, żeby obawy okazały się niesłuszne!
-
Ojoj! Czyżbyście postanowiły zastosować moją (no nie do końca moją), metodę "lodówkową" wobec mnie samej? Czy kogoś obraziłam?
-
Ale ja to robię! Dziewczyny! Nie jestem kompletną idiotką i jednak jakieś doświadczenie mam (35 lat bezproblemowego mania psów). Zupełnie mnie nie zrozumiałyście. Przecież nie odepchnęłam jej na stałe, tylko na jakiś czas, żeby do niej dotarło, że nie opłaca się jej takie zachowanie, jakie właśnie zaprezentowała. Ona doskonale wiedziała, dlaczego jest "w lodówce", bo ją tam wstawiłam natychmiast po jej ataku na Szerloka, potem już była głaskana i przytulana, a teraz, kiedy mi się nie podoba, co robi, odwracam się, odsuwam bądź po prostu opuszczam, ręce, nie patrzę na nią i nieruchomieję. Czytałam o tym w książce "Zapomniany język psa", przetrenowałam to z wieloma moimi psami, i wiem, że takie znieruchomienie i poczekanie aż pies się uspokoi, jest niezwykle skuteczne. Dziś na przykład usiłowała "gwałcić" Psotkę, czyli pokazać jej, że ona tu rządzi, wystarczyło, że powiedziałam "Przestań. Zostaw ją w spokoju" i natychmiast przestała. Czyli wie, że ja jestem samica alfa (są tacy, którzy mocną kwestionują teorię samców i samic alfa, to tak na marginesie). Krótki pobyt "w lodówce" działa na każdego, na ludzi też. Poza tym z moich obserwacji (jak pisałam trzydziestopięcioletnich) wynika, że niektóre nasze przekonania na temat tego, co psy rozumieją, a czego nie, niekoniecznie są prawdziwe. Na przykład mówi się, że nie mają poczucia czasu. To dlaczego, jeśli wyjeżdżając z domu, czegoś zapomnę i wracam po dwóch czy trzech minutach, nikt się nie rusza mnie witać, a robi to dopiero gdy mnie nie ma dłuższy czas? A jeśli opiekun wyjedzie na dłużej, powitanie po jego powrocie jest prawdziwym szaleństwem radości? Gdyby nie miały poczucia czasu, było by im ganc pomada, czy człowiek znika na pięć minut czy na pięć tygodni. Podobno psy nie myślą "perspektywicznie" i nie potrafią przewidywać. To dlaczego Baca, kiedy goniliśmy się wokół okrągłego stołu, w pewnym momencie po prostu stanął i poczekał, aż do niego dobiegnę z drugiej strony? Ostatnio czytałam o badaniach, wskazujących na to, że nawet ośrodek rozumienia mowy mamy w pewnym stopniu podobny, dlatego psy potrafią sobie przyswoić sporą liczbę słów. Co i rusz mamy dowody na to, że jesteśmy jednak zarozumiali uważając, że to są nasi "bracia głupsi", a nie tylko mniejsi.
-
Uj! Raja to niebezpieczne i jadowite zwierzę, o ile się nie mylę. Czyli płaszczka. A także wysoko opodatkowana ludność, kolejka po śląsku, pogardliwa nazwa dla chrześcijanina w osmańskiej Turcji czy wulgarne określenie damskich organów płciowych po hiszpańsku (po polsku krótkie słowo na c). Pamiętacie Wasze uwagi na temat psotnej Psotki? A jak zapeszycie i będzie miała kiepską resztę życia przez to imię? Może bezpieczniej jednak zostawić Dianę? Wiem, że ktoś wygrał licytację, ale pewno nie sprawdził, co to znaczy. Imię to jednak ważna rzecz.
-
Obejrzałam film i jestem po prostu zgorszona! Coś takiego powinno być karalne! Przecież te nieszczęsne zwierzęta wyglądają jakby były po ciężkim wypadku samochodowym, na wpół sparaliżowane! Niedawno czytałam artykuł na temat psów z krótkimi pyszczkami, to taka sama historia. Już abstrahując od cierpienia tych istot, o którym nikt nie myśli, jak może się coś tak kalekiego podobać?! Trzeba być naprawdę zboczeńcem.
-
Grażynko "lodówka" okazała się skuteczna i wczoraj! Może tak jednak zostanie. Co prawda dziś razem z Szerlokiem zwiali mi na spacerze po łąkach nad Narwią, ale postanowiłam to zignorować (w myśl strategii lodówkowej), 10 minut później Juka przygnała w panice, przytulała się jak głupia i była wyraźnie przerażona, że ją zostawiłam. Szerlok się nie przejął, pojawił się dopiero pod bramą, niezmieszany i niewstrząśnięty. On już wie, że jest mój kochany i cudny, szczeżuja jedna! No ale on jest naprawdę wyjątkowym psem. Bardzo zaniepokojona całą sytuacją była Psotka. Niemal się przykleiła do mojego kolana, ciągle podskakiwała do rąk, jakby o coś prosiła, uspokoiła się dopiero, kiedy zobaczyła Jukę i znalazła blisko domu. Co za emocje one mi fundują, a ja im! Jest jednak w Juce też pewien rys niezwykły: nazwałam ją terapeutką. Podobnie jak koty niweluje różne boleści. Dziś rano obudził mnie ból lewej nogi. Silny ból. Juka kręciła się, kręciła w końcu położyła mi się na tej nodze. Na ogół protestuję, bo ona jednak jest ciężka, zrobiła to nie pierwszy raz, ale tym razem przyszło mi do głowy, że może ona wyczuwa, że mnie boli. I rzeczywiście! Po krótkim czasie noga przestała mnie boleć i pospałyśmy sobie jeszcze godzinkę! Może to tylko zbieg okoliczności, spróbuję tego środka leczniczego, kiedy znowu mnie będą nogi bolały (niestety zdarza się to bardzo często) i zobaczymy. Są w końcu psy, które potrafią wyczuć dolegliwości swoich opiekunów to i może złagodzić je mogą.
-
Ja też pierwszy raz widziałam coś takiego! Normalnie, kiedy przychodzą goście, pies albo szczeka, albo przybiega się witać, a tu taka scena od drzwi: na środku podłogi, na wprost drzwi na taras leży duży pies, a za drzwiami, za szybą siedzi duży, napuszony kot i ani jedno ani drugie nawet nie drgnie! Wczepiły się w siebie oczami. Co prawda kiedy zaczął się ruch przy drzwiach wejściowych kot zniknął, a wtedy i Dianka się ożywiła, ale przywitanie gości było jedyne w swoim rodzaju. Tak poza kotem, to Dianka jest bardzo miła, no ale ze względu na koci problem, potrzebowała będzie kogoś, kto będzie potrafił nad tym zapanować. Sliczna suczka, chociaż też ma ten nieszczęsny "przykuc" onków. Może nie w bardzo znacznym stopniu, ale jednak. Skąd to się wzięło? Komu to się mogło wydawać ładne? A jeśli jest przydatne, to do czego? Ktoś wie?
-
Ja też nie odebrałam tego jako złośliwość. Jeśli tu piszę o swoich problemach, to licząc między innymi na dobre rady innych Dogomaniaków. Jukę mam od kwietnia zeszłego roku. Myślę, że Konfirm ma rację, twierdząc, że ona poczuła się już dość pewnie, żeby spróbować przejąć kontrolę. Wbrew temu, co uważasz, ona tu nie rządzi, może próbuje rządzić, a wczoraj udało mi się jej udowodnić, że tak na pewno nie ona jest przywódcą stada. "Wstawienie do lodówki", czyli całkowite ignorowanie jej przez cały dzień (oczywiście jeść dostała i na spacerach była), niegłaskanie, nieprzytulanie, odganianie za każdym razem, kiedy się zbliżyła, okazało się na tyle skuteczne, że wczoraj i dziś jest znacznie spokojniejsza, nie napada na mnie, żeby mi włazić na kolana, co mnie jakoś szczególnie irytuje. Mam nadzieję, że to wystarczy, jeśli nie, będę musiała powtórzyć operację. Jeśli chodzi o "sforę", to pozostawiam im ustanowienie hierarchii, nie będę się wtrącać, tylko muszę czuwać, żeby nikt za bardzo nie ucierpiał. Dziunia ostro się sprzeciwia utracie przywództwa duchowego (fizyczne nie wchodzi w grę - jest na to za mała i za stara), dlatego muszę na nią szczególnie uważać, żeby nie skończyło się jatką. Szerlok podporządkował się całkowicie, to jest wyjątkowy pies, zupełnie niekłopotliwy, tylko Psotka jest krnąbrna, ale uznaje szefostwo Dziuni. Z moim pierwszym psem, znajdą Rudym, miałam tylko jedną "scysję" - o nieposłane łóżko. Siedział na pościeli i pokazał mi wszystkie zęby, kiedy chciałam go stamtąd zgonić. Nie znaliśmy się jeszcze dobrze, wyraźnie testował granice swoich możliwości. Trzepnęłam go (wtedy jeszcze nie byłam "uświadomiona" co do przemocy fizycznej), sfrunął z łóżka w krótki apcugach i następne 10 lat spędziliśmy w absolutnej sielance i wielkiej miłości. Nigdy więcej nie musiałam pokazywać mu, kto tu rządzi.
-
Tego się właśnie spodziewam, że przyjedzie, popatrzy i coś mi doradzi. A Ty, jeśli czytasz od początku, to mogłabyś mi powiedzieć, co robię nie tak. Zauważ, że ludzie, kiedy popełniają błędy, to nie z czystej złośliwości, tylko dlatego, że nie wiedzą, że je popełniają. A skoro nie wiedzą, nie mogą ich poprawić. Robię błędy od początku? Wydaje mi się, że jak dotąd nie miałam jakichś specjalnych problemów Z Szerlokiem, Kajtusiem, czy Dziunią. Może więc powiedz mi, co robię źle.
-
Napisałam e-mail i powołałam się. Zobaczymy, co z tego wyniknie.
-
To dawaj namiary na nią!
-
Juka przede wszystkim chce przejmować żarcie. Władza jako taka ją jakby mniej interesuje. Dziś razem z Szerlokiem z działki niezamieszkanej zimą przyniosły dwie kule tłuszczu z ziarnami dla ptaków (przeskoczyły przez niewysoki murek). Wydawałoby się, że skoro dwie, to nie ma problemu. Otóż był. Juka uznała, że ta druga też będzie jej, znowu pogryzła Szerloka i zabrała mu "smakołyk". Wściekłam się tak strasznie, że mało mnie apopleksja nie trafiła. Teraz ją ignoruję. Chyba dotarło do niej, że coś jest nie halo, bo trzyma się z boku, nie usiłuje mi wleźć na kolana i nie podtyka głowy do głaskania. Były ze dwie próby, ale kiedy powiedziałam jej "odejdź", karnie się wycofała. Może "zapomniany język psów" jest sposobem na to uparte suczysko, bo próby nauki ze smaczkami nic nie dają, w ogóle nie rozumie o co chodzi, kiedy krzyknę, to staje się jeszcze bardziej namolna w swoim żądaniu pieszczot, dopiero kiedy "wstawiam ją do lodówki", jakaś komórka w tej łepetynie przeskakuje. Niestety nie na długo. Zaczynam coraz lepiej rozumieć jej poprzedniego właściciela, który pozbył się kłopotu. Ja - chociaż straszę gadzinę, że oddam do schroniska - nie zamierzam się jej pozbywać, jestem natomiast bliska szukania behawiorysty, który pomoże mi okiełznać ten żywioł. Jeśli ktoś zna dobrego w okolicy, bardzo proszę o namiary.
-
Juka zaczyna kwestionować przywództwo Dziuni! Dziś rano panie spięły się, a jako, że Dziunia to już osoba wiekowa i znacznie mniejsza od Juki, nagle znalazła się na obu łopatkach, przygnieciona cielskiem młodej suczki, bez możliwości poruszenia się. Myślicie, że się poddała? Ale skąd! Warczała, szczekała i kłapała zębami, usiłując się wyrwać z niezbyt czułych objęć. W końcu Juka ją puściła, a ta rzuciła się znowu na nią. Na szczęście Juka uznała akcję za zakończoną i nie zareagowała na ten atak. Co zaskakujące rezultatem tych rozgrywek okazał się strach Szerloka, który uciekł na dwór i bał się wrócić do domu. Musiałam go długo przytulać, osładzać czułymi słówkami i przekupywać smaczkami, żeby w końcu przyszedł na śniadanie. Taką ma delikatną psychikę! Juka była po tym wszystkim speszona i nieco niepewna swego - darłam się na nie jak oszalała, chociaż wiem, że tak nie można, ale czasem brak mi pomysłu na pedagogiczne postępowanie z Juką, bo jest po prostu niereformowalna - ale szybko jej przeszło. Ona na pewno nie ma delikatnej psychiki. Jest jak czołg.
-
Kot zrozumie to, na co ma ochotę, droga Pani! Jakby chciał ustawiłby sobie Diankę na baczność. Wystarczy skoczyć psu na grzbiet i go mocno podrapać. I gotowe. Spokój na kilka dobrych lat, jeśli nie do końca życia. Tak przynajmniej było z Szymkiem i Dziunią. Najzabawniejsze w tym było to, że suczka w ogóle nie zwracała uwagi na koty, ale Szymelkpostanowił zadziałać profilaktycznie. I ta profilaktyka była bardzo skuteczna, bo biedne stworzenie omijało go szerokim łukiem do samego końca jego żywota. Oczywiście nie wiem, jak zareagowałaby Dianka, może na atak odpowiedziałaby atakiem, za mało ją jeszcze znamy, ani czy Borys jest zdolny do takiego aktu agresji, ale u mnie to zadziałało.