Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. http://wiadomosci.onet.pl/kraj/krzysztof-czabanski-zakaz-hodowli-zwierzat-na-futra-moze-jeszcze-przed-wakacjami-w/3cb4t9s No ciekawa jestem jak to będzie i czy to przejdzie. Mam poważne obawy, że raczej nie.
  2. Dzisiaj rano miałam bardzo miłe spotkanie "odzwierzęce". Poszliśmy sprawdzić, czy drogą nad samą Narwią da się już przejść (jeszcze nie), a tam stał samochód, nad brzegiem oparte o ziemię wędki, dwóch młodych panów i pies. A właściwie psica. Na moje oko skrzyżowanie brązowego labradora z pręgowanym bokserem. Sunia o imieniu Koja, wzięta ze schroniska w Łomży miesiąc temu. Musi jej być dobrze w nowym domu, bo odnosi się do swojego opiekuna z pełnym zaufaniem. Na początku bała się moich wariatek, ale potem wspólnie ganiały wokół jak szalone. Pogadaliśmy sobie o zwierzakach, bardzo było sympatycznie, tylko Juka rozbrykała się nad miarę i musiałam się stamtąd wycofać, bo Koja zaczęła się jej bać.Ogólnie rzecz biorąc, optymistyczny i miły początek dnia. A teraz wyszło słońce. Jest dobrze!
  3. Aż boję się pisać! Od dwóch czy trzech dni Juka jest niezwykle spokojna, wykopała tylko jedną roślinkę, nie wali mnie łapami, żądając uwagi, tylko przychodzi się przytulić. Nawet zaglądałam jej w oczy, czy spojówki nie są blade, co by wskazywało na babeszjozę, ale nie. Wygląda na to, że ze zdrowiem wszystko w porządku, bawi się z resztą stada, taj jak się bawiła, biega po łąkach, itd. Tylko znacznie mniej rozrabia. W związku z tym dostaje znacznie więcej całusków i głasków. Może to tak dobrze działa.
  4. Kochane, rozumiejące innych dziewczyny! Koloratka jest kaleką i jeszcze jej się nie zdarzyło upolować czegokolwiek! (No w każdym razie nigdy nic do domu nie przyniosła. Pewno coś łapie, kiedy tak cały dzień przebywa na dworze. Ale wraca wygłodniała jak wilk, to chyba jednak niezbyt z niej dobra łowczyni.) Konfirmie, ja też na ogół staram się zrozumieć i wytłumaczyć innych, ale potrafię wyczuć agresję i wrogość. A to właśnie ten przypadek. A pogonienie jakiegokolwiek kota za pomocą kamienia uważam za niedopuszczalne! Z jednym się zgadzam - przaśny to myśliwy na pewno jest, za to cały w pretensjach! Pamiętaj także, że to "rozumienie" wszystkich bez względu na to jak chamscy i podli są, oraz "wybaczanie " wszystkim, to druga strona tego kompulsywnego pomagania wszystkim, czy chcą tego, czy nie, o którym niedawno rozmawiałyśmy. Coraz częściej - spotykając się z wrogością za nic - dociera do mnie, że naprawdę nie muszę się starać rozumieć, czy ktoś chodził do szkoły pod górkę, a mamusia nie dawała mu buziaka na dobranoc. Skoro inni ode mnie wymagają, często zupełnie bez sensu, ja mogę wymagać od innych choćby odrobiny życzliwości, a nie darcia gęby przy byle okazji. Od teraz przestaję bawić się w psychologię: cham to cham i koniec. Skreślić z listy obecności.
  5. U nas też wczoraj było ślicznie. Ta przedwczorajsza burza to wyraźnie jakiś lokalny wybryk natury, bo nigdzie indziej zdaje się niczego takiego nie było. No cóż, jak mówi sąsiadka Ela, Dyszobaba to swoisty trójkąt bermudzki. Piękną pogodę zepsuł mi sąsiad myśliwy. Jest tak naładowany złością i agresją, że trudno go znieść. Ale ja postanowiłam się nie dać sprowokować. Ani "k..." co drugie słowo, ani msza na cały regulator, ani złośliwe uwagi wykrzykiwane głośno, niby to do nikogo, nie wyprowadzą mnie z równowagi. Byle tylko nie zamieszkał tu na stałe. Trochę szkoda, że jego żona, dość sympatyczna kobieta, lojalnie dołączyła do męża w akcji irytowania sąsiadki (czyli mnie). Oto przykład rozmowy zdecydowanie przeznaczonej dla moich uszu, chociaż na pozór prywatnej: Żona: O popatrz, wiewiórka! Mąż myśliwy: O i druga! Żona: Ale kiedy wjeżdżaliśmy na działkę widziałam czarnego kota! (czyli moją Koloratkę, o czym świetnie wiedzą). Mąż myśliwy. On może je upolować. Żona: No to trzeba go przepędzić. Czymś rzucić, kamieniem albo co. Tu niemal nie zdzierżyłam, ale tylko mruknęłam pod nosem do siebie: Nie radzę!, chociaż nie wiem, co bym zrobiła, gdyby istotnie rzucili tym kamieniem. Odrzuciłabym im? W nich? To by było przestępstwo, bo w ludzi nie wolno, ale w zwierzęta i owszem, jak najbardziej tak. Ech, w jakim my społeczeństwie żyjemy! Niech mi ktoś powie, skąd w Polakach tyle gniewu, agresji i złości? I to nie ma żadnego związku z warunkami życia, bo ci najbogatsi bywają najgorsi. Wystarczy, że człowiek ma odrobinę inne upodobania od średniej krajowej i już jest wrogiem publicznym. A czasami nawet ten zupełnie obcy, o którego upodobaniach i przekonaniach nic nie wiadomo. Czy to się kiedykolwiek zmieni? Czy już zawsze będziemy się kryć za rozbiorami i trudną historią?
  6. Jeszcze są tego resztki na tarasie:
  7. Dzisiaj późnym popołudniem, dość nieoczekiwanie nad Dyszobabą rozpętała się burza z błyskawicami, grzmotów było niewiele, za to zasypał nas... grad! I to do tego stopnia, że w ogródku zrobiło się biało, a na tarasie przy barierce powstała zaspa. Biedna Juka musiała coś słyszeć już znacznie wcześniej, bo położyła się koło mojego fotela, choć było jej bardzo niewygodnie, bo miejsca tam mało, na tyle na ile mogła postawiła kłapciate uszy i kręciła niespokojnie głową, popatrując na mnie na wpół pytająco, a wpół prosząco "no zrób z tym porządek!". Psotka schowała się pod kanapą, skąd wystawał tylko jej puchaty ogon. Telewizja rozpadła się na kolorowe kwadraciki i zamarła w bezruchu. Tylko Szerlok i Dziunia żyją już na tym świecie wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że taka burza w niczym im nie zagraża, położyli się więc spokojnie i zasnęli. Na szczęście burza szybciutko przeszła dalej na wschód i wszystko wróciło do normy. Tylko dziewczynki (te młodociane) odreagowały stres, obgryzając się nerwowo i skacząc po tapczanie. Ale widać, że to już zdecydowanie wiosna. Nawet jeśli na Ukrainie podobno spadł dziś śnieg.
  8. A jednocześnie melancholijna, kiedy sobie uświadamiasz, że człowiek jednak nie!
  9. Tym razem nie ma wątpliwości!
  10. A na oknie mam to:
  11. Widziałam również to:
  12. Wczoraj na spacerze wydało mi się, że w gnieździe siedzi bocian, ale jako że gniazdo było daleko, a to, co w nim się znajdowało w ogóle się nie ruszało, to chyba jednak nie bocian. A ktoś już widział białe ptaszydła (nie łabędzie, bo te osiedlił się na rozlewisku chyba już na stałe). No, a jeśli nie bocian, to co to mogło być?
  13. Malagosie, jak mam to rozumieć? Czy te suczki i szczeniaczki są już u Ciebie na tymczasie????
  14. Malagosku, chciałam wrócić do Twoich - a właściwie naszych, bo mnie też wszystko boli - dolegliwości. Przypomniałam sobie, że w czasach, gdy pracowałam w moim pierwszym wydawnictwie, siostra szefa o mało nie skończyła na wózku inwalidzkim z powodu braku witamin B12! Męczyła się strasznie długo, już ledwo chodziła, kiedy wreszcie przypadkiem trafiła na jakiegoś przytomnego lekarza, który po prostu zrobił jej badanie krwi na poziom tej witaminy i okazało się, że ma zastraszająco niski. Zaczęłam szukać w internecie i dowiedziałam się, że z powodu nadmiernej higieny (sic! witaminę tę nazywają "witaminą brudu", bo wytwarzają ją bakterie) 90% ludzkości cierpi na tę przypadłość! Może więc warto zrobić sobie to badanie? Nie sądzę, żeby lekarze "ostatniego kontaktu" (jak ich nazywa moja przyjaciółka) wysyłali na nie, bo pewno nawet o tym wszystkim nie wiedzą, ale chyba "za pieniądze" nie powinno to być bardzo drogie. Przepraszam za zupełnie "niepsi" wpis. Chociaż na upartego... Jeśli pańcia choruje, to i psy na tym cierpią, prawda?
  15. Pamiętacie, że dziś przechodzimy na czas letni? Bardzo go lubię, długie dni są super!
  16. Malagosku, ja znowu pod prąd. A nie lepiej kupić człowiekom nową kanapę, a starą dedykować (podobno to najmodniejsze słowo) zwierzom? Moje tak mają - stara wersalka jest ich, a kanapa moja (no - do pewnego stopnia, oczywiście!) Jeśli obawiasz się o sikanie, można położyć pod nakrycie nieprzemakalne prześcieradło (są na Allegro). Psy będą szczęśliwe, bo kanapa pachnie Wami i Wam też będzie miło. Wiem, że ludzka kanapa będzie kosztowała więcej niż psia, ale zawsze można wziąć na kredyt. To też dla ludzi, a bywają naprawdę bezproblemowe.
  17. Wczoraj wieczorem nie udało mi się wygodnie ułożyć na tapczanie. Juka i Psotka położyły się w poprzek, zasnęły tak głęboko, że w żaden sposób nie udało mi się ich przesunąć. Wobec powyższego poszłam do drugiego pokoju i położyłam się wygodnie na wąskim tapczaniku, który tam stoi. Rano obudziła mnie panika. Obie psice latały po domu, szukając ukochanej pańci! Kiedy mnie wreszcie znalazły, niemal mnie nie zalizały na śmierć z radości, że jednak jestem. Miłe to. Być może pomyślicie sobie, że są za bardzo ze mną związane, ale to się zmienia - już mogę iść sama do łazienki na siku, teraz na przykład jestem sama w pokoju, cała ferajna urzęduje na dworze. Telewizję też już oglądam tylko w towarzystwie Dziuni, a i to nie zawsze. Czyli powoli dostosowujemy się do siebie i zaczynamy tworzyć coraz bardziej harmonijne stado. Nagródki na spacerach też działają. Raz na trzy razy. Najśmieszniejsza jest Juka, która pędzi do mnie z wielkim entuzjazmem, po drodze wyraźnie zapomina, po co, mija mnie całym pędem i biegnie dalej. To trochę zaskakujące, zważywszy na jej umiłowanie jedzenia.
  18. Tak, w Przasnyszu. Biedne stworzenie, być może i chore, bo jakieś takie niemrawe. Podszedł do mnie zupełnie ufnie, widać oswojony z ludźmi.
  19. "Inteligentne psy często bywają utrapieniem. Są niespokojne, szybko się nudzą i stwarzają problemy" (cytat z Onetu) Czyżbym miała BARDZO inteligentną suczkę???
  20. Nie psy, tylko Jukę! Dotąd nigdy, przenigdy nie miałam takich problemów. Wszystkie moje dotychczasowe zwierzaki bardzo szybko dostosowywały się do mojego rytmu życia, nawet Szerlok, który przecież miał ledwo rok, kiedy do mnie trafił! Juka chyba naprawdę cierpki na ADHD! A, chociaż mi nie wierzycie, tutaj jest zaskakująco mało terenów na długie spacer, zwłaszcza teraz, kiedy rzeka wylała i łąki są praktycznie niedostępne. Wszędzie są jakieś ludzie, które nie rozumieją, że z psami można (czy wręcz należy) chodzić na spacer i okropnie ich denerwuje, że ja to robię. A przecież nie chodzi o to, żeby chodziły na smyczy, tylko żeby się wylatały. Ciągle się zbieram, żeby wywieźć gadzinę samochodem gdzieś na otwarty teren, ale obawiam się trochę, że nie uda mi się potem złapać Psotki, której zaufanie do mnie ciągle jest bardzo, ale to bardzo ograniczone. Nawet jak trzymam coś do jedzenia w ręku. Wczoraj, wracając z Przasnysza, wstąpiłam do Lidla i znowu mało mi serce nie pękło. Wśród wózków przy sklepie siedział skulony bury kot, z bardzo brudną i brzydką sierścią i usiłował zjeść parówkę, którą jakaś litościwa dusza mu rzuciła. Niestety kiełbaska była za duża dla niego i męczył się biedak, żeby ją uszczknąć. Połamałam mu ją, żałując, że nie mogę go wziąć do domu. Że też nikt, kto nie ma w domu czterech psów, nie zaopiekował się tym biedakiem!
  21. To świetnie! Ja natomiast dziś przesadziłam iglaczek, który został wydłubany przez koparkę przy okazji instalowania przyłącza, a Juka natychmiast go wykopała. Potem pojechałam do Przasnysza na spotkanie w Muzeum Historycznym z Tomkiem B. (TŻ Malagosa), a kiedy wróciłam zastałam nową jamę. Nie mówię już "dziurę", bo to są prawdziwe jamy czy wręcz groty. Było Juce łatwiej, bo ziemia została wzruszona przez koparkę. Przydałby mi się ktoś, kto zabierałby młodzież na długie, wyczerpujące spacery, żeby Juka po prostu nie miała sił rozrabiać. Ona się chyba strasznie nudzi i szuka sobie zajęcia. Malagosku, przecież nie kąpałabyś się w basenie po szambie! Fuj na samą myśl! Możemy robić "barbecue przy kompostowniku".
  22. UWAGA! UWAGA! Podłączyli mi kanalizację!!! Hip, hip, hurra! Już nie muszę martwić się, że mi guano wybije, czy rozleje się na ogródek, jeśli będę nieostrożna z kąpielami. Co za ulga. Co prawda demolka terenu też niemała, ale nic to - warto było! W tej chwili jeszcze mi zasypują wykopany rów. A szambo będzie teraz służyło na opadłe liście dębowe. Póki się nie zapełni, oczywiście. Też będzie miło nie zastanawiać się, co z tym draństwem zrobić. Same korzyści.
  23. No właśnie! Nikt nie pisze o Diance (tak już zostanie?), czy jakoś odczuła, że już jej nie grozi deportacja?
  24. Ja miewam problemy z ponad 15-letnią Dziunią. Czasami zdarza się jej obudzić "na mokro", chociaż ostatnio nie i to mimo licznych kąpieli w rozlewisku Narwi. Mnie samej robi się zimno, jak na chlapiącą się w wodzie gadzinę patrzę, ale im wcale, ale to wcale nie przeszkadza ani zimna woda, ani mokre futro przy +6 stopniach Celsjusza. I jak mówię, nawet staruszka Dziunia nie sika więcej!
×
×
  • Create New...