Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. No właśnie! Lepiej, że czeka na zrobienie siku w domu niż w schronisku lub szwendając się jako bezpańskie zwierzę na ulicy! Z tego założenia wychodziłam przy Rudym. Co do cierpienia z tego powodu... Opowiadano mi o pewnej pani, która musiała nagle wyjechać na trzy dni i zupełnie nie miała z kim zostawić swego onka, ani kogo poprosić o zajęcie się nim. Z ciężkim sercem wyjechała. Pies miał odpowiednią ilość jedzenia, a drzwi na balkon pozostały uchylone, żeby miał gdzie siknąć. Gdy otworzyła drzwi po powrocie, onek wystrzelił jej między nogami , pognał na podwórko i sikał przez kilka minut bez przerwy. Balkon i mieszkanie były suchutkie! To się nazywa dyscyplina. Bez sensu, oczywiście, ale jak to psu wytłumaczyć? Psotka zdarła z siebie obróżkę. Muszę ją spryskać odpowiednim środkiem. Ukradkiem, bo jak zobaczy, że zbliżam się do niej z czymś w ręku, to zaraz zwieje gdzie pieprz rośnie. Nawet jak stoję z nagródką w dłoni, wyraźnie nie ma pewności, czy może bezpiecznie do mnie podjeść. Co za ludzie ją mieli?! PS Pozdrawiam serdecznie świeżo upieczoną domowniczkę!
  2. "Czy to ty byłaś Panią, Która Jeździła po Różanie? " Tak. Pies się nie znalazł? Bo ja widziałam tylko jakiegoś kundelka pod furtką, za którą urzędowały dwa inne kundelki. Żaden nie przypominał poszukiwanego. Dzięki za wyjaśnienie kwestii nagradzania. One uważają, że skoro raz dałam, to teraz będę zawsze dawać, bez względu na okoliczności. Szerlok zabiega mi drogę i zagląda pytająco w oczy, jakby chciał rzec: "No, co? Czemu mi nic nie dajesz?" Ale ogólnie są jakby ciupinkę bardziej skupione wokół mnie. A kanadyjska przyjaciółka, która teraz chodzi z Kukusiem "do szkoły" (!) doniosła, że pani nauczycielka posługuje się smaczkami o mikroskopijnych gabarytach, mniejszymi niż 0,5 cm. To psy w ogóle coś czują przy takich rozmiarach???
  3. Mój pierwszy pies, znajda Rudy, którego wzięłam kiedy miałam 34 lata i pracowałam normalne 8 godzin dziennie + dojazdy, siedział w domu (mieszkałam wtedy w samym centrum Warszawy) 10 godzin. Nie zachorował na nerki, nie miał kamieni. Ale też starałam się mu wynagrodzić: chodziliśmy na trzy godzinne spacery - rano o 5.00 (sic!), po pracy i wieczorem. Wydaje mi się, że miał dobre życie,a zginął przez niewykastrowanie go (wtedy jeszcze nie było to tak znane i popularne): poleciał na budowę metra do suczki z cieczką i pogryzły go tamtejsze psy. Na dodatek pani weterynarz zaczęła zszywać rany, nie dając mu żadnego środka znieczulającego (wyraźnie wyszła z założenia, że jest w takim szoku, że nic nie poczuje. Nie był i dostał ataku serca. Pewno i jego wiek - 12 lat mu nie pomógł.). Strasznie to przeżyłam, to był mój pierwszy "osobisty" pies, kochałam go jak wariatka. No a poza tym byłam młoda i śmierć wydawała się tak odległa, nie to co teraz...
  4. Jak już mówiłam, jestem leń. Ciasteczka wymagają za dużo pracy. Kiedyś zresztą już je upiekłam i, z tego co pamiętam, u mojej gadziny cieszyły się umiarkowanym powodzeniem. Natomiast suszone carpaccio i owszem! Dziś na spacer zabrałam za mało. Żebyście widzieli rozczarowanie na pyskach, kiedy grzeczne psy przybiegły do mnie już z własnej inicjatywy, a tu nic! Proszę znawców sprawy o informację, czy mam dawać im smaczki zawsze, kiedy do mnie podejdą, czy tylko wtedy, kiedy je wołam i są posłuszne? Przekonanie, że psy to maszyny, nakazywałoby robić to zawsze, ale może one jednak myślą i kojarzą? W każdym razie poziom chęci wędrowania razem ze mną wyraźnie się podniósł od kiedy w torebusi towarzyszą nam smaczki. Nawet krety okazały się mniejszą konkurencją, musiałam wołać tylko trzy razy i nie musiałam znikać im z widoku, żeby za mną podążyły! Cuda, cuda! Zaraz pójdę suszyć wieprzowinkę. Też powinna smakować. PS Na rozlewisku pojawiły się dwa łabądki (wyraźnie parka) oraz tabuny.... mew! Czuję się jak nad morzem. Zwłaszcza, że duje jak nie wiem co!
  5. Hi,hi,hi! Ale zabawa! Zrobiłam suszone mięsne smaczki. Kupiłam przecenione carpaccio (bo jestem leniwa, a w tej potrawie mięcho już jest pokrojone i to cieniutko), włożyłam do suszarki spożywczej (bałam się użyć piekarnika, bo trzeba go zostawić uchylony, jeszcze by się Juka - wariatka poparzyła!) po niespełna dwóch godzinach było gotowe. Próba generalna. Wchodzi! I to jak! Co prawda, kiedy próbowałam nauczyć Jukę "siad" i - zgodnie z poleceniem - dociskałam jej doopsko do podłogi, machając jednocześnie smaczkiem przed nosem i powtarzając słodkim głosem "siad", "siad", zdezorientowana suka z hukiem walnęła się na plecy i poddańczo wystawiła brzuch, a patrzący na to Szerlok i Psotka strategicznie dali nogę, no ale obudziłam wyraźne zainteresowanie. No to idziemy na spacer. Ze smaczkami. Dawno już psy tak grzecznie przy mnie nie szły. Co prawda nie trwało to długo, no ale zawsze. Zawołałam po kolei Psotkę i Jukę, ta pierwsza przygnała natychmiast, druga po jakimś czasie. Dostały po smaczku, domagały się następnego, musiałam je przeganiać, żeby mi do "nerki" na brzuchu nie skakały. Potem było jak zwykle - wszystkie zniknęły w sobie wiadomych kierunkach, wróciły dopiero na nadźwięk gwizdka, dostały po smaczku i znowu grzecznie wszyscy razem udaliśmy się do domu. Juka jednak nie doszła razem z nami, bo jeszcze coś gdzieś musiała sprawdzić, jak to ona. Ogólnie rzecz biorąc, kolejny raz potwierdziło się, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka jedzącego (albo przynajmniej mającego żarcie pod ręką).
  6. Istotnie, śliczna! A może jorczek jej nawrzucał? Takie małe terierki to straszne zadziory. Co oczywiście nie znaczy, że duża sunia może je turbować! Trzymam kciuki za dom bez innych psów!
  7. Wczoraj na spacerze obserwowało mnie drzewo:
  8. Mazowszanko, Mazowszanko! A informacja o planowanym całopaleniu Marzanny w Dyszobabie do Ciebie dotarła? 22 lub 23 kwietnia. Przy okazji proszę uprzejmie o doprecyzowanie czy wolicie sobotę czy niedzielę.
  9. Ode mnie też! Nie wiem czemu, ale od pierwszego spotkania z Dianka-Rajką (to jak będzie z imieniem?) czułam się tak, jakby ona była Wasza, a nie tymczasowa. I bardzo się cieszę, że podjęliście taką decyzję, bo ją bardzo polubiłam.
  10. Wiem, kochana, przysłałaś mi informację na facebook, ale mnie dziś w Różanie nie będzie, uziemili mnie panowie od kanalizacji oraz kurierzy (dwaj). Jutro pojadę z samego rana i się rozejrzę. A nie ma wiadomości "z ostatniej chwili"? Może się już znalazł?
  11. Rajka jest mądra psica i rozumie, że trzeba się dostosować do warunków panujących w najdomku!
  12. Dziewczynki! Właśnie przeczytałam, że Islandia wprowadza prawny zakaz stosowania niższych płac wobec kobiet pracujących na takim samym stanowisku jak mężczyźni! Co prawda to prawo zacznie obowiązywać dopiero od 2020 r., ale rząd islandzki stawia sobie za cel osiągnąć całkowitą równość w tej kwestii do 2022r! Dlaczego reszta ludzkiego rodu nie bierze przykładu z tego maleńkiego kraju? Informację o tym zdarzeniu dostałam emailem z Międzynarodowego Strajku Kobiet. W naszej prasie cisza. No bo jak wiadomo kobiety są mniejsze, słabsze i głupsze od mężczyzn, w związku z czym powinny zarabiać mniej, mimo że robią to samo i tak samo jak ich męscy koledzy. Wypowiedź Korwin-Mikkego wzbudziła niby oburzenie, ale ilu jest facetów (i co gorsza samych kobiet!), którzy tak uważają? Myślę, że można ich liczyć na pęczki. PS. Psotka zerwała obróżkę przeciwkleszczową i - chyba dzięki temu - przezwyciężyła lęk przede mną. Znowu jest prztulaśna. PS2 Przyszła paczka z żarciem z Niemiec (patrz mój wcześniejszy post). Wszystko bardzo starannie zapakowane, żadna puszka się nie odkształciła. Krysiu, fakt, że pułap darmowej dostawy jest wysoki, ale nic ani nikt nam nie broni "skrzyknąć" się, zamówić paczkę z darmową przesyłką, a potem rozdzielić ją według indywidualnych potrzeb. Byłby dodatkowy powód, żeby się spotkać. Co Ty na to? Jeszcze tylko muszę sprawdzić jak to jedzenie niemieckiej opcji "wchodzi" w moje zwierzaki.
  13. No właśnie, Grażynko! Ja też wychodzę z założenia, że powinniśmy walczyć z metodami hodowania i zabijania zwierząt, a nie tak bardzo z samym faktem jedzenia mięsa. W końcu nas też ktoś zje. Polowanie pana Szyszki we mnie też wzbudza taką agresję, że gdybym go miała pod ręką to bym go... ustrzeliła! (gdybym miała z czego). Najgorsza w tych ludziach jest ich buta i arogancja. Każdy z nich ma jakiegoś "protektora" i śmieje się ludziom w oczy "i co mi zrobisz?". Protektorem tego indywiduum jest podobno o. Rydzyk. Stąd jego bezkarność i tupet. Zwróć uwagę, że on ma w nosie samego szeregowego posła!
  14. Moje zainteresowanie domowymi smaczkami wzięło się z rozmowy z kanadyjską przyjaciółką, która szkoli swojego bearded collie o dziwacznym imieniu Koo (wybranym przez jej kanadyjskie wnuki. Ona na niego mówi Kuku) za pomocą suszonej wątróbki. Zaczęłam szukać i u nas, okazało się, że owszem można dostać, ale to naprawdę droga impreza. Przy okazji pokazały mi się strony na temat domowego wyrobu tego smakołyku (jedną podałam wyżej), wydało mi się to niezwykle interesujące. Dlatego chcę spróbować. Jak na razie z sukcesów pedagogicznych zraziłam do siebie Psotkę. Otóż wczoraj podstępem założyłam jej obróżkę przeciwkleszczową. Jakoś to przeżyła, ale już próby przycięcia zwisającego końca nie. Ucieka teraz ode mnie, nie muszę nawet nic brać do ręki. Nadal chce się przytulać, ale - cwana gapa - skacze mi w tym celu na plecy, kiedy siedzę przy komputerze, a kiedy wyciągnę rękę, żeby ją pogłaskać, natychmiast wieje, gdzie pieprz rośnie. Czyli całą pracę zaczynamy od zera. Kurcze blade!
  15. Prawdziwy horror! Przejdźmy do milszych rzeczy. A przynajmniej "obojętnych moralnie", jak mawiała jedna z moich szefowych. Czy znacie taką stronę: www.bitiba.pl? Reklamują się jako "Twój dyskont zoologiczny" i mają duży wybór karm wszelakich i dla psów i dla kotów. Zamówiłam na próbę, zobaczymy co to jest. Ogólnie rzecz biorąc poszłam za ciosem i natrafiłam na przepis na domowe suszenie smaczków dla czworonogów (http://pieswwarszawie.pl/diy/suszone-smaksy-diy). Spróbuję, ciekawa jestem czy mi się uda. Muszę się zacząć bawić w szkolenie Juki i Psotki, a kupnych "nagródek" nie lubią.
  16. Owczusia już ma najdomeczek.... Tylko Pańciostwo jeszcze tego nie wiedzą. Albo boją się sami przed sobą przyznać, że to ta jedna, jedyna.
  17. Oczywiście, że Ci nie mam za złe, zwłaszcza, że piszesz ciekawe rzeczy. A tak na marginesie - nie masz czasem wrażenia, że przeprowadzasz eksperyment na żywym organizmie, wchłaniając przemysłowe ilości witamin i innych substancji? Żyjemy w tak okropnym świecie, że podchodzę podejrzliwie do wszystkiego i nie wierzę zwłaszcza tym, którzy obiecują spektakularne rezultaty. No i trochę jestem fatalistką - uważam, że "wyżej nerek nie podskoczysz", a ludzie rodzą się z "zaprogramowaną" wagą, oczywiście w wieku dorosłym, i na dłużej mogą od niej "oddstać" tylko o kilka kilogramów w tę lub wewtę i nie na zbyt długo, ale zmienić jej drastycznie, całkowicie i na zawsze nie. Tak przynajmniej wynika z mojego doświadczenia i obserwacji. A już dieta bez efektu jojo po prostu nie istnieje! PS A jak robisz kiełbasy to nie widzisz słodkich, różowych świnek szlachtowanych bez litości? To są strasznie trudne sprawy, każdy musi sobie z tymi problemami radzić sam. Nie dodawajmy sobie wzajemnie poczucia winy, jeśli lubimy mięso. Chociaż z drugiej strony, oglądając jakichś Anglików, do których owce podbiegały jak psy po smakołyki, a którzy to Anglicy przyznali, że hodują je na mięso, przeżyłam coś w rodzaju wstrząsu. Potrafię opanować wyobraźnię, kiedy chodzi o anonimowe zwierzęta, natomiast zupełnie nie wyobrażam sobie, żebym miała zjeść stworzenie, które przybiega do mnie z całą ufnością i się łasi. Psycholog pewno by powiedział, że chodzi mi o własne wyobrażenie jako osoby wrażliwej na cudze cierpienie. Pewno miałby rację, ale w końcu wszystko w zasadzie robimy dla siebie - pomagamy innym też. Cholera, jakie to życie jest skomplikowane!
  18. Malagosku, daj se spokój z tą dietą bezglutenową! Ostatnio w telewizorze mówili, że z bardzo długotrwałych badań obejmujących liczną grupę badanych (ok. 200 tys.) wynika, że dieta bezglutenowa może prowadzić do cukrzycy nr 2. Oczywiście jeśli się ją stosuje, nie mając celiakii czy innej nietolerancji glutenu. A cukrzyca to naprawdę paskudna choroba. Swoją drogą to okropne, że praktycznie nie ma się do kogo zwrócić, gdy coś boli. "Mój" lekarz zafiksował się na moim nadciśnieniu, w związku z czym wszelkie bóle nóg podciąga pod problemy z krążeniem. Albo na moje pytanie, czy należy brać acard czy inną aspirynę, oznajmił, że nie, bo ja mam zdrowe serce, a to tylko przy chorym sercu ma sens. A nigdy w życiu mnie nawet nie osłuchał, nie mówiąc już o jakichś bardziej zaawansowanych badaniach. A Ty Konfirmie musisz jeszcze zrzucić kilka kilogramów, bo jesteś zdecydowanie za gruba! I na pewno byłaś za gruba, kiedy się odchudzałaś, nie mam co do tego cienia wątpliwości! (Tych, którzy Krysi nigdy nie widzieli, informuję, że jest to jedna ze szczuplejszych znanych mi osób i absolutnie, ale to absolutnie nie powinna już niczego zrzucać. Wyzłośliwiam się z zazdrości, bo ja co mam to mam.)
  19. Wczoraj pod wieczór na jednym z moich ponad stuletnich dębów tłukły się dwa gołębie. Nie wiem o co, bo nie było w pobliżu ani samiczki, ani gniazda nie bardzo dało by się na tej cienkiej gałązce zbudować (Konfirmie, gołębie budują gniazda na drzewach, czy gdzie indziej?). Wyglądało to niezwykle po ludzku: obok stoi drugie wielkie drzewo oferujące dziesiątki gałęzi i gałązek, ale dwa głupki walczą o jedną i tę samą. Nawet gadzina gapiła się na nie zdumiona. A dziś rano ciąg dalszy pozytywnej historii przyjaźni Koloratki i Psotki: wyszły razem przed dom i kocica położyła się przed psicą brzuszkiem do góry i zaczęła się wyginać na wszystkie strony, prosząc o pieszczoty. Jestem zaskoczona tą nagłą zmianą, z dnia na dzień relacje między zwierzakami się zmieniły. Dobrze to działa także na Jukę, już tak się nie czai do skoku na widok Koloratki. Wygląda na to, że i u nas pewnego dnia zapanuje spokój. Jedyne co się nie zmienia to histeryczne podejście Juki do jedzenia. Znowu zabrała Szerlokowi kostkę z pyska. On już wie, że nie należy się zbytnio opierać i po pierwszym warknięciu oddał potulnie zdobycz (wyłożoną na pewno przez tych, którym moje psy przeszkadzają. Wyjątkowo wredni ludzie!). To się pewno już nigdy nie zmieni - głód wyraźnie odciska bardzo głębokie piętno. U ludzi chyba też - mój Ojciec zaznał go w czasie wojny i potem wszelkie pozytywne uczucia wyrażał za pomocą karmienia ponad wszelką rozsądną miarę.
  20. Wczoraj, wracajęcy z Ostrołęki, na zalanej łące przechadzały się dwa żurawie. Co to za piękne ptaki! Jeszcze nigdy nie widziałam ich z tak bliska (no w telewizorze oczywiście tak, ale w naturze zdarzyło mi się to pierwszy raz).
  21. Oj! Ale wieprzowina wzbudza emocje! Jakbym kij w mrowisko wsadziła. Podejrzewam, że z żywieniem WSZYSTKICH istot żywych jest podobnie - umiar, umiar i jeszcze raz umiar! Jak we wszystkim, zresztą, skrajne działania i emocje przynoszą więcej złego niż dobrego. Chociaż czasem trzeba walnąć pięścią w stół. DWBEM, nie napisałam, że się nie znasz, nie daję ani wieprzowiny, ani Doliny Noteci psom codziennie. Jeśli Cię uraziłam, przepraszam, nie taki był cel ćwiczenia. Co do energicznej młodej pani - może lepiej niech nie bierze żadnego psa, a zwłaszcza szczeniaka, dopóki "drobiazg" nie podrośnie na tyle, żeby można mu coś wytłumaczyć. Ale Malagosku, na to już nie mamy w ogóle wpływu. No to teraz na rozluźnienie atmosfery opowiastka z dzisiejszego poranka: jest godzina 7.00. Jeszcze wszyscy śpimy, gdy rozlega się głośny hałas. Przerażona otwieram oczy i dociera do mnie, że to Koloratka wali w ścianę metalową bramką oddzielającą ją od psów (na szczęście coraz mniej potrzebną). Wstaję i widzę taki obrazek: kocica stoi nad pustym talerzykiem z miną "No co jest grane? Dawaj jeść!" I niech ktoś powie, że koty nie są inteligentne!
  22. No No, ja przynajmniej nie znam nikogo, kto jada tylko wieprzowinę! W zasadzie zgadzam się z Twoimi tezami, tyle, że w dzisiejszych czasach NIC nie jest takie jak było. Pszenica modyfikowana, mięso (każde) napędzane antybiotykami, owoce smarowane po wierzchu jakimś paskudnym woskiem - gdyby człowiek chciał się odżywiać naprawdę zdrowo, albo powinien sam sobie produkować, jak drzewiej bywało, albo... umrzeć z głodu! Chodziło mi o mody żywieniowe, które co jakiś czas (a tak naprawdę to często) serwują nam przekaziory. Żeby się nie dać zwariować. Ja doszłam do ściany i postanowiłam jeść te rzeczy, które kiedyś się jadało typu masło (nie margarynę), smalec (bo ma najwyższą temperaturę "zapłonu"), sitek (chociaż cholera wie, czy on naprawdę taki sitkowy). Życie mnie nauczyło, że z reguły wszelkie diety kończą się całkowitym fiaskiem i odwrotnym rezultatem od zamierzonego. Najbardziej do mnie przemawia "umiar" jako zasada. Niczego totalnie nie odrzucam, ani niczego nie wynoszę na piedestał. Jakoś człowiek w tym zwariowanym świecie musi się poruszać. A osobiście byłam świadkiem rozmowy Małgosi ze "słuchajpani" i podziwiam jej opanowanie. Ja bym po kilku słowach rzuciła słuchawką!
  23. Widziałam wczoraj Rajkę - to się nazywa spokojny, bezpieczny i zadowolony z życia pies! Malagosku, szkoda by mi było to burzyć!
  24. Dostałam. Wczoraj byłyśmy na zebraniu oddziału TOZu w Wyszkowie. Potem bolała mnie trochę głowa, bo jak 16 kobiet (nie było ani jednego faceta!) zaczęło rozmawiać, zrobił się niezły rejwach, ale byłam pod wrażeniem sprawności, z jaką zebranie zostało przeprowadzone: w trzy godziny zapoznałyśmy się ze sprawozdaniem rocznym z działalności oddziału, stanem jego finansów, wymieniłyśmy wolne wnioski, napiłyśmy się herbaty/kawy i poczęstowałyśmy ciastkiem. Dobre wrażenie potęguje się, kiedy sobie przypomnę pewne zebranie spółdzielni mieszkaniowej w Natolinie, gdzie wówczas mieszkałam, które trwało w sumie... 15 godzin! (No nie jednego dnia, trzy dni, ale to i tak rekord jak dla mnie). I nie skończyło się żadną wiążącą konkluzją. Jednak co baby to baby! Pan Żakowski pytał w wywiadzie po 8 marca: jak to się dzieje, że dziewczyny skrzykną się raz dwa i przychodzą tłumy, a facetom się to nie udaje. Może dziewczyny po prostu nie mają czasu na zbędne dywagacje, bo mają za dużo obowiązków, żeby sobie na coś takiego pozwolić? Jeszcze jedna dykteryjka zebraniowa: na zebraniu wspólnoty mieszkaniowej, do której należała moja Mama, panowie tak bardzo pokłócili się o to, jakimi nowymi rurkami zastąpić stare rurki, że jeden z "dyskutantów" dostał zawału i...UMARŁ! Wyobrażacie sobie głupszy powód śmierci?
  25. No tak! Czaple w psiej skórze.
×
×
  • Create New...