-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
Malagosku, a co Cię boli? Jeśli stawy, sprawdź poziom kwasu moczowego w surowicy - możesz mieć dnę moczanową, czyli artretyzm. Wtedy dieta: żadnej (żadnej!) mąki, żadnych dżemów, żywność jak najmniej przetworzona, mleko tylko prosto od sprawdzonej krowy, malutko mięsa (i co zaskakujące raczej podroby). Oczywiście żadnych ciastek, cukierków itp. Byłam na takiej diecie przez 2 lata, żarłam prawie wyłącznie zieleninę, ślicznie schudłam, nic mnie nie bolało, a na dodatek miałam strasznie dużo energii i pary! W końcu konie też jedzą tylko trawę, a są silne jak... koń! Aha, pierwszy dzień - całkowita głodówka, żeby oczyścić organizm. Tylko pić wodę. Pomogło jak ręką odjął. a miałam już paskudny stan zapalny - ręce i stopy opuchnięte i czerwone i bardzo bolące. Zgodnie z zapowiedzią lekarza (oczywiście amerykańskiego, jakżeby inaczej!) stan zapalny znikł w ciągu tygodnia i nigdy już w takiej postaci nie wrócił. Niestety, takiej diety nie da się utrzymać długo w normalnym życiu - gdzie nie pójdziesz, zaraz na stół wjeżdżają ciasta, ciastka, ciasteczka, a nie będziesz przecież wszystkim opowiadać, że jesteś na diecie antyartretycznej. A teraz, chociaż znowu mnie boli (choć już nie tak bardzo, jak przedtem) i robią mi się guzki na palcach, nie chce mi się tak samej siebie maltretować. Dotrwam do końca tak jak jest. Mam nadzieję. Zmieniając temat na weselszy: oto zdjęcia znad polskiej Amazonki:
-
O kurcze! Mnie ta burza tak ucieszyła, a zdołała nawet kogoś zabić! I z tego, co widziałam w telewizorze, narobiła bardzo dużo szkód. Kto by się spodziewał, w końcu była krótka, choć dość gwałtowna. Ze zdarzeń poniekąd meteorologicznych - byliśmy dziś w końcu na łąkach. No, przesadzam - na ich obrzeżu. Narew wygląda jak Amazonka przy ujściu, taka szeroka! Piesy zachwycone - taplały się w wodzie niczym foki. Łapka Dziuni coraz lepiej, już tylko leciutko utyka, ale bez problemu pokonała przeszkody terenowe i wdrapała się na dość stromą skarpę. Aha! I widziałam kwitnącą leszczynę. Zdjęcia będą troszkę później, bo robiłam je "na czuja" (w słońcu niewiele było widać na ekranie smartfona) i muszę najpierw zobaczyć, co tak naprawdę wyszło. To nara! Miłego dnia. (Podobno ma być słoneczny. Oby!)
-
Nad Dyszobabą w tej chwili przechodzi BURZA! Czyli to już naprawdę wiosna! Super. Nawet gadzina niespecjalnie się boi piorunów, jakby wiedziała, że to zapowiedź czegoś dobrego.
-
Uprzejmie donoszę, że sprawy mają się coraz lepiej. Dzisiaj utykamy już tylko odrobinkę, zjedliśmy śniadanie z apetytem (wczoraj było z tym kiepsko) i ogólnie świat wypiękniał (chociaż właśnie się chmurzy, a Narwi coraz więcej, czyli spacer po łąkach już odpada).
-
Dzięki za przypomnienie! A co do Dziuni to za późno - już jej dałam pyralginę. Chodzi zdecydowanie lepiej i rozstawia po kątach pozostałe towarzystwo. Czyli jest nadzieja na poprawę.
-
Zgadzam się z powyższym w 150%!
-
Bzduralex Szyszko dotknęła także moje okolice! Wczoraj wracałam "alternatywną" drogą z Różana i na zakręcie natknęłam się na ekipę wycinającą dość grube drzewa. Na moje oko tak 25 - 30 letnie, a może i starsze, nie znam się na tym za dobrze. Nie wytrzymałam się i pytam: Dlaczego pan wycina to drzewo? A "pan" mi na to: Bo przeszkadza. No to dalej dopytuję: A dlaczego przeszkadza? Ano, bo tu stanie dom. Całkowicie przekonana tym argumentem, odjechałam przeżuwając przekleństwa pod nosem. Dlaczego przekleństwa? Ano dlatego, że drzewo (i dwa czy trzy inne podobne) stoi (sorry - stało) na samym brzegu ogromnej działki i na pewno nikt domu w tym miejscu stawiać nie będzie, bo po prostu się nie da. Ciekawa jestem, czy "szaleni drwale" będą przestrzegać przepisu, że od dzisiaj obowiązuje okres lęgowy (do 15 października) i zaprzestaną tej rzezi. Wątpię, szczerze mówiąc, bo znowu zjawi się pewno jakiś "mądry inaczej" i spyta, kto ważniejszy jakieś ptaszydło, czy człowiek. A jak chcecie znać dokładne wytłumaczenie, dlaczego to prawo przeszło i dlaczego PiS nie kwapi się z szybką jego naprawą zaproponowaną (moim zdaniem dla picu) przez Pana Kaczyńskiego, to przeczytajcie wpis Jerzego Borowczaka na stronie naTemat: http://jerzyborowczak.natemat.pl. I wszystko jasne!
-
" Wiesz, Irenasie, Tyś)ka) jest młoda, studiuje, nie ma jej w domu... " No to moje życzenia tym bardziej są aktualne. Życzę ukończenia studiów, dobrej pracy, znalezienia własnego domu i przygarnięcia jakiejś bidy, która obdarzy Tyś(kę) bezwarunkową miłością. Najważniejszy jest dom - bo lepiej, żeby zwierzątko siedziało 10 godzin samo z perspektywą powrotu pańci, jedzonka i spaceru, niż miało się szwendać samo, głodne, w nieprzyjaznym świecie pełnym samochodów i dużych, dwunogich zwierząt, które nie zawsze są dobre dla tych mniejszych. Kochać będzie równie bezwarunkowo.
-
Narew znowu zaczęła wylewać. Chyba będę musiała ograniczyć spacery w tamtą stronę, bo gadzina strasznie zainteresowana przyborem wody, a ja się boję, żeby nurt nikogo nie porwał!
-
Wpłaciłam 50 zł i trzymam kciuki!
-
Kiedy byłam w Pułtusku, w drodze do Legionowa, nad głową przeleciały mi - też dość nisko - cztery żurawie. Kilkanaście metrów dalej zmagały się z wiatrem jeszcze dwa. Były znacznie mniejsze od tamtych czterech - pewno samiczki - i niestety wichrzysko zniosło je w zupełnie inną stronę.
-
Ależ Konfirmie! To zupełnie inna historia. To, że ludzie są paskudni (Marianna znowu wywaliła jedzenie pod swój płot, a potem będzie wzywać policję, że moje psy do niej przychodzą!) nie znaczy, że szczeniaczki nie są wzruszające. Jak wszystkie małe istotki (no, może oprócz małych robaków! Są równie wstrętne jak duże, a może jeszcze wstrętniejsze!). Dzieci też, chociaż są zboczeńcy, którzy potrafią je pobić na śmierć, jak wiemy. Życie jest wystarczająco trudne, każda sekunda radości i przyjemności jest cenna. Nie niszczmy jej sami. (Wybacz, smród dydaktyczny).
-
I znowu życzę Wam miłego dnia: http://deser.gazeta.pl/deser/5,111858,21409750.html
-
Tak, aczkolwiek kiedy mijały mnie jeden za drugim trzy tiry, a do tego wiało to wichrzysko, nie było miło! Samochodem majtało jakby nic nie ważył!
-
No, my też poszliśmy na spacer dopiero o 15.00! Cały dzień lało jak z cebra i, ku mojemu zdumieniu, moje na ogól ziemnowodne stado w ogóle nie wyrażało chęci wyjścia z domu. W to mi graj, bo ja nie jestem ziemnowodna, tylko pospolicie naziemna. A dziś po prostu urywa głowę. Kocica już wszystko wyjadła, muszę więc pojechać do Rossmanna po żarcie (już chyba pisałam, że to jedyne, które Koloratka jada. Żadnych Sheb, czy inny "frykasów". To, albo surowe mięsko!) Mam nadzieję, że mnie nie porwie razem z moją kochaną Pandzią.
-
-
Na poprawę humoru: http://deser.gazeta.pl/deser/5,111858,21394774.html Miłego dnia!
-
A ja wczoraj widziałam kolejny klucz gęsi. Malutki, bo było ich tylko kilka, za to leciały nisko, nie było więc wątpliwości, co to za ptaki. A z drugiej strony Narwi dobiegają takie nieśmiałe cichutkie, acz dziwne dźwięki. Czyżby żurawie? Swoją drogą jakie to zabawne - co roku piszemy to samo i tak samo nas to cieszy! Taka rutyna to rozumiem! Nudna, powtarzalna, coroczna WIOSNA! W Dyszobabie śnieg już praktycznie zniknął, jeszcze na łąkach widać rozlewiska, trochę trudno przejść, błoto po kostki, ale ogólnie jest dobrze. Chociaż na sobotę zapowiadają znowu opady śniegu! Nic To. Już bliżej niż dalej.
-
Pozazdrościłam zdjęcia śpiącej Rajki i Nutki. Oto moje śpiochy. Na szczęście zazdrośnica Psotka, śpi w drugim pokoju. Inaczej nie było by tak sielankowo!