Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. Ponieważ mam nowe łóżko, przeniosłam kanapę na taras, żeby mi było wygodnie...
  2. Oj, dziewczynki! U Was szklanka zawsze w połowie pusta, tak? Ja ją widzę w połowie napełnioną.
  3. E tam, to na pewno tylko do zdjęcia. Nie sądzę, żeby byli na tyle lekkomyślni, żeby pozwolić dwóm nieokiełznanym jeszcze maleńtasom prowadzić się nawzajem! A tak poza tym, to i ja bardzo się cieszę, że Alma - Szejna zaczyna się "wpasowywać" w nowy dom. Oby jej jak najlepiej szło. Sądząc po zdjęciach, to naprawdę dobry dom.
  4. Tego się obawiałam! Miała towarzyszkę zabaw, w perspektywie, bo w perspektywie, ale zawsze, a tu nagle zostały same emerytki! Chyba czas pomyśleć o młodym tymczasie... (Całe szczęście, że nie jestem blisko, pewno byś czymś we mnie rzuciła, co?). A o macie węchowej czytałaś na moim szerlokowym wątku? Mam zamiar pojutrze pojechać do Mrówki w Makowie i zobaczyć, czy mają odpowiednie wycieraczki. Jeśli nie, to zamówię na Allegro, mają po nieco ponad 8 zł za sztukę. Jakieś polarowe kocyki mam, ale zajrzę też do mojego makowskiego Diora (koło Rossmana, albo drugi naprzeciwko wetki) i zobaczę, czy czegoś nie będzie. I zabiorę się do roboty. Nie obiecuję, ale jak wpadnę w trans to mogę zrobić i Diance i Lerce i Bliss i kto tam jeszcze będzie chciał. Ale nie obiecuję. Muszę zobaczyć, do jakiego stopnia to umęczliwe. Wygląda na monotonną robotę. A wracając do imienia. Nigdy nie słyszałam imienia Szejna i zaciekawiło mnie skąd takie im przyszło do głowy. Nie wiesz przypadkiem? Wydaje mi się wyjątkowo mało wdzięczne, no ale to są indywidualne odczucia.
  5. Toż to właśnie napisałam - że jedyne, co działa to ignorowanie jej! A teraz bardzo budująca historia z Błonia: mama mojej przyjaciółki z trudem znosiła widok biednego psa u sąsiadów, na krótkim łańcuchu bez wody ani żadnego schronienia w upał. Policja ją olała, straż miejska ja olała, w desperacji poszła więc do... burmistrza! Ten, przejęty jej opowieścią, wysłał do właściciela psa swojego zastępcę z weterynarzem i obaj "naprostowali" sytuację. Pies nie jest już na łańcuchu, biega swobodnie po posesji, szalejąc z radości za każdym razem, kiedy jego wybawicielka przechodzi obok. Można? Okazuje się że jak najbardziej. Ogólnie rzecz biorąc, ten burmistrz to musi być naprawdę ktoś. Jeśli będziecie kiedyś w tym mieście, przejdźcie się do parku rekreacji - świetna rzecz. Wczoraj, mimo zimna, było tam mnóstwo ludzi z dziećmi, ale nie tylko, bo jest też siłownia "pod chmurką" i szachy. Wszystko ogólnodostępne i za darmo. Na rynku przepiękne tulipany, ratusz odnowiony - naprawdę świetnie! Tak się ekscytuję, bo kiedy pojechałam do Błonia kilka dobrych lat temu, zobaczyłam zapyziałe, prowincjonalne miasteczko jak z przedwojennej piosenki. A teraz? Po prostu Polska w ruinie! PS Nawiasem mówiąc, jest też "interaktywna fontanna". Nie była czynna, nie udało mi się więc dowiedzieć, na czym polega jej interaktywność. Ktoś może widział coś takiego, albo chociaż wie?
  6. Nie obrażam się. Ale wydaje mi się, że problem polega właśnie na tym, że jest ich więcej niż jedna. Od dawna miałam już trzy psy i nie przypuszczałam, że cztery to taka różnica! Może to zresztą kwestia osobowości Juki. Ja już próbowałam jej przylać, skutek jest taki, że robi się jeszcze bardziej namolna, przepraszając (co wiąże się z siniakami na moim ciele, bo, kiedy prosi o wybaczenie, macha łapami jak wiatrak, a ma je spore!), a złych zachowań to nie zmienia. Jedyne co na nią (zresztą i na resztę) działa, to totalny bezruch i niezwracanie na nią uwagi. Wtedy się uspokaja i odchodzi. Ale to wymaga cierpliwości, której mi czasem brakuje. Poza tym przemoc fizyczna jest dla mnie czymś absolutnie strasznym. Wobec zwierząt i ludzi po równo. Wiem, że "gwałt się gwałtem odciska", nie chcę mieć bojącego się, czyli totalnie nieprzewidywalnego psa. Wierzę, że z czasem "dotrzemy" się z Juką całkowicie, tak jak działo się to dotąd. Ja nigdy specjalnie nie szkoliłam swoich psów, a po dłuższym pobycie w moim domu wszystkie potrafiły się zachować. Myślę, że to trochę tak jak z dziećmi - uczą się przez obserwację. To zajmuje więcej czasu i tyle. A Juka ma chyba po prostu trudniejszy charakter, a może też ja z wiekiem zrobiłam się mniej odporna i bardziej niecierpliwa. Problem polega też na tym, że w Polsce, jak w jakim muzułmańskim kraju, część ludzi darzy psy nienawiścią i nie zamierza się niczego uczyć na ich temat. Ostatnio ponad dwumetrowy osiłek filmował moje bawiące się psy, żeby "pokazać policji, jakie są agresywne". Myślę, że dlatego wielu opiekunów psów daje się zastraszyć i robi ze swoich zwierząt automaty, które chodzą jak pod sznurek, nie bawią się, nie biegają, bo właściciel boi się, że zostaną uznane za agresywne i wkroczy policja, która czasem nawet rozumie, że to wszystko bzdura - tak jak chłopcy w Różanie - ale mają przepisy ustanowione w ramach zarządzania strachem, szczególnie popularnym w ostatnich czasach. Sorki, rozgadałam się, ale to wszystko strasznie mnie wkurza. Nic złego nie robię, a spotykam się z taką nienawiścią.
  7. Ojej! Zrobiło mi się jakoś smutno, że Almy już u Ciebie nie ma! Chociaż kontakt z nią miałam bardzo ograniczony, zważywszy, że się mnie tak strasznie bała. No, ale mam nadzieję, że będzie jej dobrze u nowych państwa. Tylko to imię! Pytałaś skąd takie dziwaczne? Trudne do zapamiętania i jakieś takie mało wdzięczne.
  8. Jaanka, też mi to przyszło do głowy! Mam takie dywany typu "shaggy", też by się pewnie nadały. Devoner - przy Szerloku - gentlemanie nauczenie Juki, że nie wszystko jest jej (w kwestii jedzenia głównie) będzie bardzo trudne. Zawsze jej ustępuje, żebym nie wiem jaki smakołyk mu dawała. Kiedy Juka podchodzi do miski, Szerlok się wycofuje. Wymusiła na nim tę gentelmanerię ugryzieniem w ucho i tak sobie zapamiętał, że nawet nie próbuje się przeciwstawiać. Juka to naprawdę trudny orzech do zgryzienia, wydaje się niereformowalna. Na przykład - kiedy gwiżdżę przybiegają już (prędzej niż później) zarówno Szerlok, jak i Psotka po nagródkę. Juka raczej nie, a nawet jeśli przybiegnie, mija mnie pędem, w ogóle niezainteresowana suszonym mięsem. Chociaż je lubi. A przy tym chętnie wsadza nos w kaganiec, na razie tylko na chwilę, czego tamte nie robią. Wiele już się nauczyła, wie czego nie akceptuję, aczkolwiek nie zawsze tego przestrzega. Potem mnie tylko bardzo przymilnie przeprasza. Trudny charakter. Samorządny, samofinansujący się i niezależny. Powinnam ją była nazwać Solidarność.
  9. Wygląda interesująco. Tylko ja mam 4 psy! Ciekawa jestem, czy niezwykle zaborcza Juka nie zdominuje wszystkich mat. Bo chyba muszę zrobić cztery, prawda?
  10. To są bardzo indywidualne sprawy. Ja po prostu dotąd miałam ogromne szczęście do ludzi, dlatego ta tutejsza "wredota" tak mi przeszkadza. Ale zgadzam się, że wrednych ludzi można spotkać absolutnie wszędzie. Podobnie jak fajnych i dobrych. Na szczęście! Też trzymam wszystkie palce (nie tylko kciuki) za dobry dom dla Almy. Czyli, rozumiem, zdrowie już dobrze, tak?
  11. A możesz uściślić, co to takiego? Nigdy nie słyszałam.
  12. A ja do pięćdziesiątego roku życia nie wyobrażałam sobie życia poza miastem! Dopiero wtedy coś mną owładnęło i na gwałt zaczęłam szukać domu na wsi. A teraz też nie wyobrażam sobie powrotu do Warszawy. Każda podróż do stolicy mnie w tym utwierdza, chociaż muszę powiedzieć, że Dyszobaba mnie rozczarowała pod względem tzw. "czynnika ludzkiego". Tak naprawdę to dopiero tutaj zetknęłam się z ludzką wredotą w stanie czystym. Podejrzewam, że to z nudów i braku rozrywki wsiowe ludzie tak bardzo interesują się życiem innych, ale przyjemne to nie jest. A złośliwość i brak życzliwości to już chyba nasza cecha narodowa.
  13. Grażynko, niestety jako emerytka z problemami z chodzeniem i zadyszką, zdecydowanie nie "wybieguję" psów wystarczająco. Chodzimy trzy razy po pół godziny, a to jednak chyba za mało na taki zasób energii. Konfirm przysłała mi kiedyś link do dziewczyny z Różana, która za 10 zł/godz. wyprowadza psy na spacer, ale nie zdecydowałam się, bo wiem, jak to wygląda w wykonaniu osób dobrze znanym sforze: dochodzą do furtki, na pozór bardzo zadowolone, machając ogonami i... koniec. Dalej ani kroku bez ukochanej pańci. Z obcym człowiekiem nawet do furtki by nie podeszły. Rzucanie piłki czy patyków średnio je interesuje, one są kopiące, czyli najbardziej bawi je rozkopywanie krecich kopców (na szczęście jeszcze nigdy nie natrafiły na kreta!), a to wyraźnie nie jest na tyle wyczerpująca zabawa, żeby po powrocie ze spaceru padły ze zmęczenia. Poza tym są przecież młode, stąd tyle energii. Staruszka Dziunia nie odstępuje mnie na krok i chodzimy jak dwie dostojne emerytki, zwłaszcza od chwili, gdy zaczęłam nosić w kieszeni suszone mięsko na nagródki. Ilekroć gwiżdżę na młodzież, Dziunia staje przede mną z wyczekującą miną. Dokonała prawidłowego skojarzenie: gwizdek = nagródka i egzekwuje bez litości. Chociaż przecież nie na nią gwiżdżę. No, ale skąd ona ma to wiedzieć?
  14. Suczki - demolki zbierają siły przed nocnym szatkowaniem poduszek na tarasie: .picasa.ini
  15. Malagosku, a wyobraź sobie, że wstajesz rano o 5.45, po śniadaniu pędzisz do zatłoczonego metra, siedzisz 8 godzin w biurze, gdzie przekładasz papiery bez sensu, a i tak nigdy nikt nie jest z Ciebie i Twojej pracy zadowolony, po południu wsiadasz do zatłoczonego metra, dojeżdżasz do domu, gdzie nikt wesoły nie czeka, zjadasz obiad, patrzysz na tv, gdzie gadają głupoty, idziesz spać , a nazajutrz rano wstajesz o 5.45, po śniadaniu ... i tak 30 - 40 lat da capo al fine. To już chyba lepsze to wychodzenie do ogrodu i na spacer, bo grzecznie czekające stado to docenia i jest Ci niewymownie wdzięczne, nie uważasz?
  16. Pierwsza próba za nami. Włożyłam do kagańców kawałki serdelków i podetknęłam pod nos. (Nie próbowałam wkładać na pysk, ani zapinać pasków, żeby nie spłoszyć gadziny). Reakcje były tak różne jak charaktery moich psiaków: Juka, najpierw obwąchała "ustrojstwo", po czym entuzjastycznie wsadziła pyszczydło do środka, żeby dostać się do kiełbaski. Szerlok podszedł do sprawy z pewną taką nieśmiałością, wziął przysmak, po czym zwiał za dom na strategiczną odległość. No a Psotka, jak to Psotka. Strasznie się bała tego czegoś w moim ręku, mimo, że pachniało ukochanym serdelkiem i dopóki nie położyłam tego na ziemi i nie schowałam się za zamkniętymi drzwiami na taras, nie odważyła się podejść. A i jak już to zrobiła, krążyła dookoła, próbując wydłubać smakołyk bokiem, aż w końcu poddała się i szybciutko porwała kawałek kiełbaski ze środka. Z następnymi był jeszcze większy problem. Czyli z nią będzie największa zagwozdka! No ale ogólnie jestem raczej pełna optymizmu, powolutku, powolutku powinniśmy dojść do wyznaczonego celu. Kupiłam też kliker. Ktoś ma z nim doświadczenia ? Będę wdzięczna za wszelkie rady. Spróbowałam "kliknąć" i dać nagródkę: Juka wykazała ogromne zainteresowanie już samym dźwiękiem, Psotka - strach. Ojojoj!
  17. Wspaniale! Same dobre wieści. A co do "smakołyków" - ciesz się, że się nimi dzielą, a nie o nie walczą! Czyli socjalizacja przebiega pełną parą. Fantastycznie. A Poker ma chyba rację, że nauka dobrych manier tylko bardziej zwiąże psicę z nowymi (dobrymi) opiekunami. Czego jej z całego serca życzę!
  18. A wiesz, że to mi nie przyszło do głowy? Poszukiwania odbyły się także na podjeździe w domu, w wyniku czego przednie prawe koło mojego samochodu wpadło w jamę i tak utknęło. Na szczęście u myśliwego odbywa się tynkowanie domu i panowie, za drobną opłatą, wyciągnęli mi auto z opresji. Dzięki Bogu myśliwego nie było na miejscu, bo na pewni by nie pozwolił im mi pomóc. Już raz przecież tak się zachował. Natomiast dziś rano zastałam ogródek zasłany kawałkami gąbki z poduszek, które zostały poszatkowane w nocy. A dziwiłam się, że coś ostatnio ciśnienie mi skacze! Zaraz jadę na pocztę po kagańce. Uprzejmie proszę o trzymanie kciuków za powodzenie akcji. Będę donosić, jak przebiega.
  19. Jak dzisiaj ma się pacjentka?
  20. Największa kopara świata w akcji: .picasa.ini
  21. Jak się ma dzisiaj Alma? Mam nadzieję, że spokojnie przespała noc, nic tak nie leczy jak dobry sen. Malagos, a Ty? Pospałaś choć trochę?
  22. Ja też, mogę już teraz. Tylko daj znać i podaj jakiś numer konta, albo przyjadę i się dorzucę.
  23. W co pogoda bawi się z nami dzisiaj, trudno powiedzieć. Swieci słońce i na spacerze muszę zdjąć kurtkę, bo się zagotuję. Pięć minut później wskakuję w kurtkę z powrotem i zapinam się pod szyję, bo nadleciały chmury i zbiera się na deszcz. Duje przy tym, aż przykro. Za chwilę pada coś w pół drogi między śniegiem i gradem. Niedługo. Za pięć minut wychodzi słońce, niebo jest tak błękitne, że oczy bolą od patrzenia. Muszę się jednak pochwalić: między jednym gradośniegiem a drugim udało mi się posadzić trzy akebie pięciolistkowe. A Psotce udało się je wysadzić między jednym słońcem, a drugim. Musiałam je obłożyć kamieniami, podobnie jak hortensję, którą wykopała wcześniej. Co z tą suką jest nie tak? Ona chyba jakaś psychiczna - raz się do mnie przytula i łasi, a za minutę kuli i ucieka cała przerażona, mimo, że nic się moim stosunku do niej nie zmieniło.
×
×
  • Create New...