Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. No to miałaś szczęście! Uwielbiam wszystkie takie astronomiczne ciekawostki, zawsze czekam na Perseidy, ale rzadko mi się udaje je zobaczyć. Albo niebo jest zachmurzone, albo sen mnie morzy. Spotkaliśmy dziś zaprzyjaźnionego prawie-onka. Wszystko było w porządku, dopóki nie powąchał Psotki. Szerlok rzucił się w jego stronę ze strasznym hurgotem. Ktoś miał czelność zbliżyć się za bardzo do jego haremu! Rano profilaktycznie postraszył stareńkiego Łatka (tego, który co rano i co wieczór wędruje na posiłek, bo przybłąkał się do ludzi, którzy uważają, że on nie ich i nie dają mu jeść), aż starowinka się przewrócił z wrażenia. Takich cech charakteru Szerlok jeszcze nigdy nie pokazał! (Jak do tego ma się fakt, że jest wykastrowany?) Na szczęście bez problemu dał się odwołać. A prawie-onek niczym niezrażony dołączył do bandy. To ja na wszelki wypadek, żeby nie kusić losu, odwołałam całe towarzystwo do domu. Kolega był wyraźnie rozczarowany.
  2. I moich, drogi Konfirmie, i moich! Ciekawy w którym był miesiącu. Pewno można to znaleźć w internecie, jak wszystko, ale aż tak zmotywowana nie jestem. Przedsmak superksiężyca mieliśmy w sobotę, wyjeżdżając od Mazowszanki. Wydawał się istotnie większy (chociaż to podobno tylko o 14%) i jaśniejszy, ale nie mam pewności, czy się nie zasugerowałam informacjami medialnymi. A na dodatek po drodze od czasu do czasu snuły się niezwykle teatralne pasma gęstej mgły. Było super! Jak w horrorze. Dlaczego miałabyś się nie załapać w 2034 roku? Przecież będziemy miały dopiero 86 lat! Zważywszy na to, że ludzkość jest coraz bardziej długowieczna, mamy na to całkiem realną szansę. Jeśli oczywiście po drodze jakiś szaleniec nie postanowi inaczej...
  3. Z tym przebadaniem psychicznie to różnie bywa. Moim zdaniem człowiek nie może powiedzieć, jak się zachowa, dopóki się nie znajdzie w konkretnej sytuacji. Tym bardziej psycholog czy psychiatra, który jest "na zewnątrz". Zdarza się przecież, że ktoś na pozór spokojny, grzeczny i układny w odpowiednich okolicznościach wpada w szał i robi rzeczy nieoczekiwane. Czy u Was będzie widać superksiężyc? Bo u mnie zachmurzenie całkowite, tylko w jednym miejscu jakby jaśniej, to pewno tam się chowa za chmurami. Szkoda.
  4. Ale są panowie, którzy uważają, że prawdziwa wolność polega na tym, że każdy ma w domu spluwę i może jej użyć w nieograniczony sposób! Mam tylko nadzieję, że ci "prawdziwi mężczyźni" nie znajdą posłuchu i nie uchwalą chybcikiem, w nocy kolejnej kontrowersyjnej ustawy. Ograniczenie mojej wolności obywatelskiej w postaci zakazu posiadania broni bardzo mi odpowiada.
  5. Kochani! Przeżyłam dziś prawdziwy szok. Otóż lubię układać puzzle. Kwiatki, ptaszki, piękne pejzaże. Robię to na ipadzie. A ponieważ układanki są za darmo, od czasu do czasu pokazują się reklamy, na ogół innych gier. No i na ogół są to gry typu "stwórz własny ogród", albo "gospodaruj na farmie" lub inne tego typu sympatyczne zjawiska. A tu dzisiaj otwiera mi się przed oczami taki widok: na dachu wieżowca stoi jakiś facet, mierzy do niego z karabinu inny facet. Strzela mu w oko, krew się rozbryzguje na wszystkie strony, a obraz przelatuje na kolejnego faceta stojącego gdzieś tam, któremu ten sam facet z karabinem mierzy w głowę, strzela...i da capo al fine. Wszystko to przy dźwiękach tryumfalnej muzyki. Na koniec pojawia się napisz: "Zostań snajperem doskonałym". Po angielsku, bo puzzle są z amerykańskiej strony chyba. Zatkało mnie! Po prostu mnie zatkało. Jak można reklamować coś takiego? I te cholerne Amerykańce dziwią się jeszcze, że ich świrnięte dzieciaki biorą broń tatusia i idą do szkoły bawić się w snajpera doskonałego? Skądś to przecież biorą.
  6. Czarno biała zima ma swoje zalety! Dziś rano było bardzo rześko (-4), ale słonecznie i nie zimno, bo bezwietrznie. Nad Narwią unosiła się lekka mgiełka (która, nawiasem mówiąc, w tej chwili rozprzestrzenia się na całą okolicę jako solidna mgła), światło było prawie białe, eteryczne. Po prostu bajka! Nic jednak nie trwa wiecznie i mój dom zaczyna tonąć w mleku. Mam nadzieję, że mgła jednak zniknie, bo w planach mam podróż.
  7. No właśnie! A mój sąsiad Maciek z uporem maniaka nazywa "czarną" wyłącznie Psotkę. A przecież wszystkie (poza Kajtusiem) są czarne!
  8. Wydaje mi się, że jednak ja! Może niedoskonałym, jednak prędzej czy później robią to, czego ja chcę. Chyba po prostu doskonale wiedzą, z której strony chlebek jest posmarowany i nie chcą tego stracić. Przecież wiesz, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka jedzącego. I karmiącego. A po mnie największym mirem cieszy się Dziunia. Tak sobie bandę ustawiła, że na przykład dziś rano obgryzała sobie spokojnie kosteczkę, a całe towarzycho stało wokół i pożądliwym okiem się przyglądało. Żadne nie śmiało się nawet zbliżyć, nie mówiąc już o zabraniu smakołyka! Pół godziny wcześniej Szerlok dziabnął Psotkę i zabrał jej to, co zostało z jej kostki, a potem zrobiła to Juka z resztką, którą dałam pokrzywdzonej małej. Biedne te najmłodsze, zawsze dostają po uszach! A oto banda czworga na śniegu:
  9. Wiem, że sterylizowane suczki mają problem z tuszą, bałam się tylko, czy nie wpadłaś we obowiązującą powszechnie psychozę tłuszczu. Ale skoro nie, to jest OK. Dzisiaj Juka mnie niezwykle pozytywnie zaskoczyła. Otóż na popołudniowym spacerze na łąkach hultajska trójka tak się zajęła rozkopywaniem przyprószonych śniegiem kretowisk, że w ogóle przestała reagować na jakiekolwiek wezwania. Ponieważ padał obrzydliwy, wszystko oblepiający śnieg machnęłam na nie ręką i poszłam do domu, pewna, że wszystkie wrócą w krótkich abcugach. Zostawiłam uchyloną furtkę - gdyby było ładnie czekałabym na podwórku, ale w taką pogodę... mowy nie ma. Pierwszy wrócił Szerlok, potem Juka, ale Psotki nie było. Trochę się zaniepokoiłam, ale myślę sobie "jeszcze poczekam". Juka i Szerlok położyli się na podwórku z głowami zwróconymi ku bramie i też czekają. Ja się schowałam w domu. Po kilku minutach wychodzę - nie ma Juki. "O kurcze! Znowu zwiała!" - pomyślałam, a wtedy za bramą pojawia się moja nieposłuszna suka...prowadząca Psotkę. Po prostu po nią poszła i przyprowadziła do domu. No nie! Należy się nobel! (dostała michę rosołu z kurczaczym udkiem).
  10. "skórki wieprzowe/pozbawione tłuszczu/ " Pewien amerykański (jakżeby inaczej!) weterynarz twierdzi, że starszym psom powinno się podawać łyżkę smalcu wieprzowego dziennie. To może nie pozbawiaj tych skórek całkowicie tłuszczu. W końcu mózg też jest z niego zbudowany!
  11. Nie wiem, co wstrzyknął weterynarz mojej 13-letniej Tajdze (skrzyżowanie rottweilera z onkiem), kiedy tylne nogi całkiem odmówiły jej posłuszeństwa, ale uzdrowił ją niemal natychmiast. Żyła jeszcze pół roku i była całkiem sprawna. Odeszła już wiele lat temu, ja się wyprowadziłam z Chotomowa, zmieniłam weterynarza, tak że nie mam możliwości sprawdzić, co to było. Piszę to, żeby Wam powiedzieć, że istnieją jednak skuteczne leki. Jeśli chodzi o te wszystkie artresany, glukozaminy itd. to są nic nie warte - ludziom też nie pomagają zbytnio, wiem to z autopsji. Konfirm poleca 4Flex, ale nie wiem, czy psom to można podawać. W Dyszobabie zrobiła się filmowa zima! Biało wszędzie.
  12. Dół na podjeździe został ponownie wykopany.
  13. Po raz kolejny przekonałam się, że dobrocią osiąga się znacznie więcej niż złością. Wczoraj Juka znowu rozkopała podjazd. Nakrzyczałam na nią, powiedziałam jej, że oddam ją do schroniska i nagadałam innych głupot, które się z siebie w złości wyrzuca. Biedactwo obchodziło mnie cały wieczór jak śmierdzące g... Dziś rano złość mi oczywiście dawno przeszła, wycałowałam więc zołzę, wyściskałam i nagadałam jej słodkości. Rezultat? Na spacerze wróciła do mnie na pierwszy gwizd! Jak nigdy. Szerlok i Psotka nie, a ona tak. Może to zwykły zbieg okoliczności, ale wyraźnie była rozweselona i zadowolona z życia. Powtórzę kolejny raz: a Kartezjusz twierdził, że zwierzęta to maszyny i ludzkość w to uwierzyła! Czas zmienić zdanie, panowie i panie.
  14. Z tymi normami to jest prawdziwa heca! Pamiętam, kiedy zaczynałam mierzyć ciśnienie, czyli ok. 20 - 25 lat temu 140/80 było OK. A teraz lekarz na mnie krzyczy, że mam za wysokie. Powinno być 120/80, a jeszcze lepiej na 70. Kiedyś poszłam i mu mówię, że mam 115/65, a on mi gratuluje! Nic to, że czułam się jak rozdeptana żaba. Najważniejsze, żeby się zgadzało z książką. Jak można oczekiwać, że kobieta koło siedemdziesiątki będzie miała takie wyniki jak dwudziestolatka? A zmęczenie materiału? Kompletny absurd. Na cholesterol to już zupełnie nie zwracam uwagi. Moja Mama miała na ogół ok 250 - 270 i żyła ponad 91 lat! Ja mam podobnie i nie zamierzam sobie rozwalać wątroby lekami obniżającymi jego poziom. Raz spróbowałam i dziękuję. Coraz częściej się mówi, że to też przekręt farmaceutów. Oglądałam kiedyś francuski film dokumentalny na ten temat. Włos się na głowie jeży. W dzisiejszym świecie najbardziej mi doskwiera brak wiarygodnych informacji. No bo skąd mam niby wiedzieć, kto mówi prawdę, a kto wciska kit? Nie można przecież znać się na wszystkim, komuś trzeba zaufać, przynajmniej do pewnego stopnia. A syndrom białego fartucha jest mi dobrze znany - ciśnienie na ogół mi skacze nawet na 180/90. Chociaż na poziomie świadomym idę do lekarza na totalnym luziku, wredna podświadomość mi bruździ.
  15. Ojoj, cukrzycowej?! To brzmi poważnie. A może to tylko tak profilaktycznie? Tym bardziej trzymam kciuki! Donos z frontu przeciwpowodziowego: słupek jeszcze troszkę widać, ale zielone trawy na brzegach już zniknęły pod wodą. Bóbr chyba się nie wyprowadził, bo psy nadal tam latają i niuchają do upojenia.
  16. Miną migiem, nawet się nie zorientujesz, kiedy już będziesz prababcią. Swoją drogą jak to brzmi! Dla mnie prababcia to BAAARDZO stara osoba, a Ty przecież jesteś młoda kobitka, w życiu bym nie powiedziała, że masz dorosłą wnuczkę! Co do braku witaminy B12 (byłam pewna, że chodzi o tę drugą) - miałam kiedyś znajomą w pracy, która o mały włos byłaby skończyła na wózku z powodu jej braku. Przez lata lekarze nie zorientowali się, co jej dolega. Dopiero jakiś geniusz rzutem na taśmę kazał jej zrobić odpowiednie badanie poziomu tej witaminy. I okazało się, co się okazało. Dosłownie w ostatniej chwili, już z trudem się przemieszczała. To było dawno temu, wygląda na to, że teraz medycy są lepiej zorientowani. Cieszę się, że u przyszłej mamy i jej maluszka wszystko w porządku i trzymam kciuki za lekki i krótki poród.
  17. Słyszałam, że jedyne, czego nie ma w roślinach to witamina pp (czyli B3 lub niacyna). Jej źródłem są pokarmy bogate w białko zwierzęce takie jak. chude mięso, ryby (tuńczyk, makrela), wątroba, twaróg i jajka. A jest niezbędna podczas procesów fizjologicznych mięśni, mózgu i całego układu nerwowego. Wygląda więc na to, że Twój niepokój jest całkiem uzasadniony. Czytałam gdzieś, że wegetarianom i weganom zaleca się tę witaminę w tabletkach, ale czy to jest to samo?
  18. Kiedy mój ukochany Misio był chory, pani wetka spróbowała wegetarianizmu. Niestety, mimo że wkładałam dużo serca w przygotowywanie jedzenia, kończyło w koszu na śmieci, bo Misio nawet nie chciał na nie spojrzeć, a co dopiero wziąć do pyska! Jednak nie da się zmienić faktu, że pies to drapieżnik, czyli mięsożerca. Co do ludzi... Na początku też przecież byli tacy, dopiero cywilizacja przyniosła te wątpliwości w kwestii zabijania. W końcu jak popatrzeć na to, co ludzie robili ludziom w dawnych czasach to włos się na głowie jeży! A i jeszcze teraz potrafią, tyle, że to budzi gwałtowny sprzeciw w tych bardziej cywilizowanych. Masz rację Konfirmie, to nic prostego! To teraz weselsza historia: dziś rano w Dyszobabie prószył śnieg. Bardzo mały śnieg. Juka podniosła głowę, długo się przyglądała, a potem spojrzała na na mnie zdziwionym wzrokiem, jakby pytała "co to?" Wygląda na to, że jest naprawdę młoda. Chociaż... o ile się nie mylę zeszłej zimy nie było śniegu? I jeszcze wiadomość z frontu przeciwpowodziowego: pokazany wyżej słupek wystaje z wody już tylko na jakieś 10 cm i niedługo zupełnie zniknie. A w Jakucji spadło 2,5 m śniegu, co się nie zdarzyło od 30 lat. Czyżby zima miała być rzeczywiście mroźna i śnieżna? Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby to były strachy na lachy!
  19. No nie wiem... Potrafiłabyś miło gawędzić z kimś, kto Ci przez płot niemal odgryzł łapę? Ja chyba nie. Tak że może lepiej, że ludzie tak nie mają i starają się w miarę swoich skromnych możliwości zachowywać cały czas w sposób cywilizowany. (No, przynajmniej niektórzy z nich). Wygląda na to, że psotkowa łapka już w porządku. Dzisiaj chciałam przemyć i nie znalazłam śladu zranienia! Może to było tylko powierzchowne. Sunia jeszcze rano nieco kulała, ale teraz już nie. Powinno więc być dobrze. Wczoraj czy przedwczoraj oglądałam w tvn rozmowę na temat "czy powinniśmy się bać myśliwych". Chodziło o takie wypadki jak ten z zastrzelonym ostatnio rowerzystą. Uczestnicy - młoda kobieta i mężczyzna w średnim wieku, oboje czynnie uczestniczący w polowaniach - zapewniali, że przepisy są rygorystyczne i tak samo rygorystycznie przestrzegane. Ten wypadek był wyjątkowy, bo kula przeszła przecz ciało zwierzęcia, a potem trafiła w rowerzystę. Prowadzący program zwrócił im uwagę, że dzisiejsze karabiny niosą na 8 km, a wg. przepisów polowanie może się odbywać 100 m od zabudowań (???!), ale oni zgodnie zapewniali, że wszystko jest ok. Potem rozmowa zeszła na udział dzieci w polowaniu, uśmiercaniu (to podobno nie to samo) i oprawianiu zwłok zwierząt. Młoda kobieta, cały czas niezwykle pogodna i zadowolona z siebie, stwierdziła, że dzisiaj dzieci nie oswaja się ze śmiercią, że ona widziała jak jej mamusia odrąbuje głowę kurze na rosół i wyrosła na porządnego człowieka, uważa więc, że i jej dzieci powinny to oglądać. Panowie usiłowali nieśmiałoprotestować, że na nich te widoki jednak robiły okropne wrażenia, ale ona niczym niezrażona plotła swoje dalej. A potem mężczyzna w średnim wieku zaczął się wypowiadać, wyjaśniając, jak potrzebne jest strzelanie do zwierząt - niech państwo pomyślą choćby o aktualnym problemie z dzikami - itp., itd. Znana śpiewka. Używał przy tym cały czas sformułowań "sport", "hobby", "rozrywka" w odniesieniu do polowania. I tu zgłaszam stanowczy sprzeciw. Jestem w stanie z przykrością zaakceptować, że trzeba czasem odstrzelać zwierzęta, gdy jest ich za dużo, lub gdy są chore, jem mięso, wychodząc z założenia, że tak jest ten świat urządzony, że każdy zjada każdego, karmię nim psy (ciekawi mnie zawsze, jak znoszą karmienie psów wegetarianie czy weganie), ale nie zgadzam się absolutnie i nigdy się nie zgodzę, żeby to nazywać sportem czy rozrywką. Zabijanie jako rozrywka? Co trzeba mieć w głowie, żeby tak myśleć! Wiem, że strzelanie może być fajne, trafienie w cel daje niezłego kopa, ale nie w żywy!
  20. Nie dziw, że to się paprze - cały czas ma styczność z ziemią. Ciekawe, że psy nie chorują na tężec? Czyżby były uodpornione na ten zarazek? Wiesz coś o tym?
  21. Pod płot przyszedł zaprzyjaźniony pies w typie onka. Już wczoraj biegały razem po łąkach. Mnie się boi jak zarazy, ale z bandą czworga się przyjaźni. Co nie przeszkadza, że pod płotem wybuchła awantura. Kiedy wyszłam na taras, zobaczyłam, że Psotka szczerzy na poważnie zęby na Jukę. Na mój widok wyrwała się ze szczekającego kłębu i z podkulonym ogonem popędziła do domu. Przybiegła do mnie i podstawia mi łapkę pod nos, płacząc przy tym rozpaczliwie. Zupełnie jak małe dziecko, które zrobi sobie kuku. Obejrzałam łapkę, na pierwszy rzut oka nic nie zobaczyłam, dopiero kiedy odwróciłam ją poduszeczką do góry, okazało się, że mocno krwawi. Nie wygląda to na ugryzienie, raczej musiała stanąć na coś ostrego. Ranę umyłam, suczkę utuliłam, wycałowałam, pocieszyłam. Pojawia się Juka. Z wielkim zainteresowaniem wącha krwawe ślady na podłodze. Psotka w pozie umierającej łani leży na tejże. Nagle dobiega nas szczekanie Szerloka pod płotem. Obie suczki i ta ranna i ta nie ranna porywają się do lotu i za pół minuty szczekają razem z Szerlokiem. Znaczy się uraz nie jest poważny. Uf!
  22. No właśnie. Muszę poczekać aż się zrobi sucho (jeśli się zrobi). A jeśli nie, to chyba popakuję je w worki i wystawię jak zwykłe śmieci. Mam nadzieję, że zabiorą. Czy widzieliście, ile wody przybyło w wyniku częstych deszczów? W Narwi na wysokości mniej więcej mojego domu stoi słupek - zwykły kawał drewna, ale trwały - do tej pory wystawał nad wodę tak z półtora metra, a teraz widać ledwie końcóweczkę! Ciekawa jestem jaka będzie zima, czy śnieżna, a w konsekwencji czy Narew wyleje na łąki. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałam, czekam więc z niecierpliwością. Mogę sobie na to pozwolić, bo mój dom stoi wysoko na skarpie, ale sąsiedzi znad samej rzeki, to raczej na to nie czekają. Swoją drogą, co to za pomysł stawiać nowy dom nad samą wodą? Psy też się zorientowały, że coś jest nie tak, nie biegają już z takim impetem na sam brzeg. Widzą, że wody za dużo. Chociaż Dziunia, zwierzę ziemno - wodne kilka dni temu się wykąpała! Na szczęście się nie przeziębiła. PS. Tak wyglądał ten słupek dziś (we wtorek) rano:
  23. Grażynko, ja też mam kompostownik, a nawet dwa, ale liście dębu się do kompostowania nie nadają. Niestety! Malagos, a kto zostanie z gadziną? A teraz opowiem Wam historyjkę: Po zniszczeniu telewizora przez Jukę i Psotkę kupiłam nowy. Przemeblowałam też pokój, żeby dostęp do urządzenia był trudniejszy. Przy tej okazji okazało się, że przydałby się fotel, bo oglądanie telewizji pod kątem nie jest wygodnie. Poszukałam w internecie i znalazłam: tapicerowany, stary fotel z pufą jako podnóżek. W dobrym stanie za... 30 zł! Był w miejscowości Lelis, w bok od Ostrołęki. Mebel spotkał się z entuzjastycznym wręcz przyjęciem przez Szerloka, Kajtusia i Jukę. Teraz toczą się podchody, kto na nim będzie zasiadał. W dzień zwyciężam jednak ja, wnocy rywalizują o to miejsce Szerlok i Juka (Kajtusiowi nie pozwalam, bo chcę, żeby choć jeden mebel był nieobsikany), a dziś rano Juka wlazła mi na kolana, wzbudzając moje wzruszenie, że tak mnie kocha. Szybciutko okazało się, że wcale mnie nie kocha, tylko chce mnie wysiudać z fotela!!! Spryciara. Skutkiem czego tłoczyłyśmy się na nim we dwie. Bo ja też lubię na nim siedzieć. To jeden z najbardziej udanych moich nabytków meblowych.
  24. Malagosku, jak tam Rudzik? Nadal wszystko w porządku? Nie rozlizał sobie rany? Widziałam Łaciatka (Łatek byłby wygodniejszy do wołania nań, nie uważacie?) spod Szelkowa - jaki fajny psiak się chował pod tym dzikusem! Moja Psoteczka nadal nieufna w stosunku do obcych: facetów usiłuje złapać za nogawkę, a od kobiet ucieka (to przeze mnie i tę nieszczęsną próbę adopcji!). Ale w stadzie cywilizuje się coraz bardziej - widzi, że żaden z psów nie reaguje na przechodzących ludzi i też już czasem tak robi. Będą z niej ludzie! Co prawda uczy się również nieposłuszeństwa od Juki, no ale jakieś koszty muszą być.
×
×
  • Create New...