Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. A dziś dzień jak co dzień. Najpierw Szerlok i Psotka zszargały Jukę w trawie, tak że musiałam wrzasnąć i udać, że chcę im przylać smyczą. Bałam się, żeby nie zrobiły jej krzywdy w te jej kaprawe nogi. A potem Juka odgryzła się. Dosłownie. Ugryzła Szerloka w ucho, bo tak jak ona startował do miski Dziuni (która pogardziła rosołkiem z chlebem - tak a propos, to bardzo dobry pomysł z tym chlebem. Dziękuję! - i mięskiem). Na koniec ( o czym napisałam już na wątku Psotki) obie panie pogoniły Koloratkę na działkę do sąsiadów, Psotka wlazła do myśliwego i boi się wrócić, bo na nią nakrzyczałam. A Czorty nie ma od kilku dni. Niepokoję się, czy jej jakiej krzywdy te dwie wariatki nie zrobiły. Czasami chętnie wystrzeliłabym całą ferajnę na księżyc i zapomniała, że istnieje coś takiego jak pies i kot.
  2. Upiorny duet (Juka + Psotka) pogonił dziś Koloratkę. Czorty nie wiedziałam od kilku dni. Bardzo się martwię.
  3. Dziewczynki i chłopcy, dziękuję za miły wieczór. Psiaki Malagosa bardzo miłe, dziw, że Hesi nikt nie chce!
  4. Musisz mieć jakiś szósty zmysł, bo np. Juki z samochodu w ogóle nie było widać, kiedy leżała w głębokim rowie. Dopiero z roweru. Wolę nie myśleć ile jest takich psów, które nie mają szczęścia być zauważone z roweru, a samochodu ich po prostu nie widać! Dziś na ugorach za wsią spotkaliśmy kolejnego psa. Tym razem dużego.
  5. Kiedy u mnie w domu panuje taki rytuał: idziemy na spacer - wkładamy obroże, wracamy do domu - zdejmujemy obroże. Tym sposobem one już wiedzą, co jest grane i spokojnie (no, oprócz Juki!) czekają, aż je ubiorę i będą mogły biegać. Mam złe doświadczenia z obrożami - kiedyś powiesił mi się na takiej kot. Na szczęście byłam niedaleko i go uratowałam. Innym razem młodziutka Tajga zaczepiła się obrożą o krzaki, było ciemno, nie mogłam jej znaleźć, bo ze strachu, że ktoś ją złapał, nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Tak że obroże nie budzą mojego entuzjazmu. Poza tym sama kiedy wracam do domu zdejmuję z siebie wszelkie "obroże" - paski, zegarki itp. Inaczej jest mi niewygodnie. Może dlatego ten psi rytuał. Ot, mania jak wszystkie inne.
  6. Donoszę, że Psotka wczoraj przez zaskoczenie dała sobie włożyć obróżkę i nawet chętnie w niej ganiała, ale dzisiaj już żadnych obróżek, ja jestem byczek swobodny z żadnym chomątem na szyi chodzić nie będę! Czyli nie ma letko, trzeba będzie cierpliwością i łagodnością. A z tym ostatnio u mnie gorzej. Juka wyczerpuje wszystkie zasoby tych dwóch rzeczy i dla Psotki już może nie starczyć. Na spacerze widziałam kolejnego nieznanego psa, najpierw buszował na działce sąsiadów, których nie ma, potem poleciał gdzieś w pole. Wyraźnie szukał pożywienia, bo na wyż. wzmian. działce rył nosem w trawie. Nie wiem, czy coś znalazł i wiedzieć nie chcę. Doszłam do ściany z bezdomniakami. Muszę się trochę odkuć psychicznie, żeby znowu zacząć słuchać, czytać i myśleć o psim nieszczęściu.
  7. Malagosku, ja już nie mogę! Tyle psiego nieszczęścia na raz! Najchętniej schowałabym się pod kołdrę, zasnęła i więcej nie obudziła, żeby znowu nie słyszeć o jakimś biedaku. A dziś rano na spacerze na nadnarwiańskich łąkach spotkaliśmy kolejnego psa, tym razem białego w rude łaty. Wmawiam sobie, że był z kimś (pełno u nas wędkarzy), bo wydaje mi się, że słyszałam gwizd, ale wcale nie jestem pewna... Moja wataha (no, banda trojga, dla ścisłości. Emeryci nikogo nigdy nie gonią.) pognała się z nim przywitać, co on uznał za bardzo niebezpieczne i zwiał. Nie dogoniły go. Dla mnie na szczęście. Ewolucja Psotki następuje: dziś w nocy przybiegły obie z Juką i obie (to jest właśnie ta ewolucja) wskoczyły na tapczan, umościły się i spały ze mną Kajtusiem i Karmelkiem do rana. Za to rano odkryłam kolejną niemiłą cechę Psotki: goni i obszczekuje nie tylko rowery, ale i facetów. Coraz wyraźniej widać, że to wsiowy pies, chociaż cywilizuje się w tempie ekspresowym, co prawda nie tam, gdzie bym chciała (tapczan!), no ale zawsze. Co do niebieskiego kocyka: to jest obserwacja Kielczanek, że na niebieskim psy najlepiej "idą". Podobno faceci też uważają, że pierwszy raz widzieli swoją ukochaną w niebieskiej sukience, bez względu na to, jaka naprawdę była. Coś jest w tym kolorze, co przyciąga i zachęca. Niebiańskość? Obietnica szczęśliwej wieczności?
  8. W każdym, chociaż ci w naszym są najbardziej kłótliwi, wścibscy, plotkarscy, fałszywi i obrażalscy. Co do tubylców, to mogę się mylić, chociaż te kilka osób, z którymi rozmawiam, raczej odnosi się do mnie sympatycznie. Czasami się zastanawiam, czy nie jestem w kraju muzułmańskim, jak o stosunek do psów chodzi. Najbardziej mnie wkurzało kiedy z Tajgą (rottweiler + owczarek niemiecki) chodziłam na smyczy i w kagańcu (chciałam być hiper poprawna) i słyszałam pytanie "Nie ugryzie?" No jasny gwint. Pożre. Posieka i przeciągnie kawałki przez oczka kagańca. Kaganiec jej zdjęłam definitywnie, kiedy jakiś facet kopnął ją w głowę (podawał się zresztą za policjanta po cywilnemu). Damski bokser. Bohater Związku Radzieckiego. Od tamtej pory chodziłam z nią bez smyczy (brałam ją na uwięź tylko przy przechodzeniu przez ulicę i w jakichś "zamieszanych" sytuacjach) i bez kagańca. Szkoda psa na takich ludzi. Od tamtej pory coś się jednak zmieniło. Niestety nie na lepsze. Kiedy tak chodziłam z dużym psem luzem, nie zdarzyło się, żeby ktoś na mnie nasłał policję. I nie słyszałam raczej "pani weźmie tego psa, bo ja się boję psów". Posługiwanie się policją i takie teksty nastały po zmianie systemu. Trochę mnie to dziwi, bo z moich doświadczeń wynika, że po policję dzwonią o byle co głównie ludzie, którzy się tej policji boją - najczęściej zdarzało się to w Hiszpanii za czasów Franco. Wszyscy bali się policji jak diabeł święconej wody i wszyscy nią się straszyli. Czyżbyśmy też byli państwem policyjnym i stąd takie skłonności? To pewno zbyt daleko idące uogólnienie, ale coś w tym chyba jest.
  9. No toście mnie pocieszyły. Bo już myślałam, że ona jakaś nie taka. Chociaż przecież Juka też łapie zębami i przyszczypuje. Ze zdjęciami na niebieskim kocyku będzie problem, albowiem gdyż nie mam takowego. A co do zdjęcia przy człowieku, to chyba zaproszę Cię Konfirmie i wykorzystam jako miarę metra z Sevres, bo nie widzę tu innego człowieka, który byłby skłonny w tej kwestii mi pomóc (odsyłam was do wątku Szerloka, gdzie wylałam wszelkie żale i złości). A wracając do "nie takich" psów. Oglądałam kiedyś amerykański film o ludziach ratujących bezpańskie psy. Uratowali takiego jednego, wyleczyli, bo był bardzo chory, a potem sprawdzili, jak reaguje, kiedy chce mu się zabrać michę. Reagował normalnie, czyli agresją. A jak miało zareagować stworzenie, które całe życie walczyło o jedzenie i przetrwanie? - Do uśpienia. Nie nadaje się do adopcji. No pięknie! To oni nie słyszeli, że psa się daje resocjalizować? Nóż się w kieszeni otwiera. Znowu pada, tra la la la....
  10. Kuźwa jego odrosty! Najjaśniejszy pierun zaraz we mnie strzeli! Kiedy Juka leżała połamana w rowie Bóg wie jak długo, kiedy Psotka koczowała koło drogi, błagając o odrobinę uwagi, aż położyła się w desperacji na jezdni, nie było komu się nimi zająć. A teraz kolejno przychodzą do mnie i pouczają: "Tylko niech pani już więcej nie bierze żadnych psów, bo się pani pogubi" (Co to ma niby znaczyć???); "Niech pani uważa, bo już została złożona skarga na panią na policji. Niech pani je prowadzi na smyczy. Wie pani, ludzie na wsi boją się psów, dlatego je trzymają na uwięzi" (Ciekawa teoria.) " Niech pani weźmie tego psa na smycz, bo mi w ogródku kwiatki obsikuje". "Pani weźmie tego psa, bo ja się psów boję". Cholera! Żadna skarga nie została złożona, bo gdyby została, policja dawno by już u mnie była. A nie była. To ludzie z Warszawy się mnie czepiają, nie ludzie ze wsi. "Wsiowi" pewno uważają mnie za łagodną wariatkę, która im za bardzo nie przeszkadza. Zamknij, kurczę bramę, to nikt ci nic obsikiwał nie będzie. Dlaczego ja mam dbać o twój ogródek? Idź do psychiatry, leczyć swoje fobie. Jaki ja mam wpływ na to, czego ty się boisz? Wiem, wiem. Uznacie, że nie mam racji, że prawo..., że trzeba uszanować innych, że ludzie mają prawo się bać. Owszem, ale nie terroryzować innych swoim strachem. Zrobiliśmy ze strachu wszechmocne bóstwo. Wystarczy, że ktoś powie, że się boi, a już jest traktowany jak święta krowa. Kiedyś wstyd się było przyznać do strachu, a dziś przychodzi do mnie młody facet, hydraulik i bez zażenowania oznajmia, że się boi... myszy!!! I co ja niby mam z tą informacją zrobić? To się lecz! A co do uszanowania innych - czy ja jestem obywatelem klasy B, że mnie się szacunek nie należy? Każdy może przyjść i traktować mnie jak niedorozwinięte dziecko, dlatego, że zaopiekowałam się bezpańskimi psami? A dlaczego ci pouczający chociaż nie zadzwonili do gminy? Podobno ma obowiązek zabrać bezpańskiego psa i zawieźć do schroniska (To nie jest najlepsze rozwiązanie, ale lepsze niż przejechanie przez samochód). Nawet nie sprawdzili, czy się z tego obowiązku wywiązuje. I te niby troskliwe miny, i ten konspiracyjny szept! To wszystko z troski o mnie i dla mojego dobra. Obrzydliwe.
  11. A jakby poszukali gdzieś dalej od Warszawy? Może byłoby łatwiej o pracę, weterynarze są przecież potrzebni, chociaż bardziej od krów i koni niż zwierząt towarzyszących. Aczkolwiek dzikich... kto wie? Tak się zdążyłam przyzwyczaić do Juki, że zapominam, że jesteśmy razem raptem od 4 miesięcy! W związku z czym co jakiś czas odkrywam jakąś jej nową cechę. Ta, którą odkryłam ostatnio, do miłych nie należy. Juka ZJADA ZDECHŁE MYSZY, które przynoszą koty!!! Potrafi wyjąć kotu taką świeżo zamordowaną mysz z pyska! Ja nie jestem jakoś szczególnie "obrzydliwa", ale to jest dla mnie nie do przyjęcia - robi mi się niedobrze i zbiera na wymioty. Fuj!
  12. Nawet nie wiesz, Malagosku, jak ja Cię rozumiem! Pięć psów w tym trzy młodziaki, to jednak za dużo na emerytkę. Rozniosą mi dom. No ale, nic to. Zrobiłam kilka zdjęć, po kąpieli Psotka niestety nie wygląda wcale lepiej, bo Juka dba o jej kąpiele błotno - piaskowe. Musi być tak jak jest. Oto kilka zdjęć z porannego spaceru. Dużo mi się nie udało pstryknąć bo to po prostu żywe srebro. Ojojoj! Powieliło się! Ta dogomania jest naprawdę okropna! Ciągle coś człowiekowi wyskakuje nie tak, jak chciał. A Psotka nie jest wcale oryginalna, wygląda jak młodsza kopia mojej Dziuni, ciągle mi się mylą, Oprócz gonienia rowerów, traktorów itp. sunia ma jeszcze jedną wadę - kiedy chce na siebie zwrócić uwagę łapie ząbkami za skórę. Nie mocno, ale dość boleśnie. I chyba będzie siniak. No i oczywiście jest namolna do granic przyzwoitości, ale to jej przejdzie, tak jak przeszło Juce.
  13. No to gratulacje! I trzymam kciuki, żeby wszystko się udało i wesele i ciąża. I dzidziuś też oczywiście! A gdzie zamieszkają państwo młodzi? Chyba nie u Ciebie?
  14. Nawet mi nie wspominaj. Codziennie dostaję informacje od Kielczanek i spółki w kwestii nowych bezdomniaków. Po prostu groza! Już nawet nie oglądam, bo wyć mi się chce. A teraz melduję posłusznie, że Psotka została poddana kąpieli. Zabieg przebiegł w miarę spokojnie - chciała wychodzić z wanny tylko dwa razy, a i to z małym przekonaniem - przy czym miałam wrażenie, że piorę bardzo intensywnie używaną i nigdy niepłukaną ścierkę do podłogi. W każdym razie woda miała taki właśnie kolor. Psotce w ogólnym rozrachunku chyba zrobiło się przyjemniej, bo przede mną nie ucieka i liże mnie po rękach (chyba, że to jest takie błaganie "nie rób tego więcej!). Mam nadzieję, że jutro nie wysmaruje się w zdechłej rybie dla wyrównania woni. Czyli od jutra nieustająca sesja zdjęciowa. Ciekawa jestem, jak mi wyjdzie.
  15. Ja wiem, że się nie wykręcę, tyle, że niesłusznie posądziłaś mnie o talent fotograficzny, więc się bronię! Na jarmarku w Różanie? Ja tak wcześnie nie wstaję, dopiero o 7, a oni wtedy już się prawie zwijają.
  16. Spróbuję. Ryż zdecydowanie odpadł. Mój pierwszy pies miał chyba sitko w pysku, też potrafił wybrać mięso nawet najlepiej wymieszane z czymś innym. Przesiewał po prostu przez zęby. A skąd ten pomysł, żeby rosół wylewać??? Ja bardzo lubię rosół z makaronem typu nitki i zawsze tak gotuję psom, żebym i ja się pożywiła. I pomidorową można z niego zrobić. Też bardzo lubię. A ku mojemu zdziwieniu psy też lubią. Wszystko, co w sosie pomidorowym, nawet byczki (jeśli ktoś pamięta, co to jest). Coraz lepiej poznaję Psotkę. Kolejny rys charakteru: goni rowery. Bardzo zawzięcie goni. A jako, że młoda i sprawna, to dobrze jej idzie. Juka niestety też za nią poleciała, chociaż do tej pory nigdy tego nie robiła. Jutro kupię obróżkę (wszystkie "zapasowe" oddałam wetce, przekonana, że mnie się już nie przydadzą. Ha, jak to nigdy nie należy mówić nigdy) i będę dzicz przyzwyczajać do obostrzeń cywilizacji. Jeśli natomiast chodzi o przywileje wynikające z tejże cywilizacji, nie ma problemu z przyswajaniem. Dziś rano obudziły mnie 3 psy na tapczanie. Psotka też. Wyraźnie uznała, że skoro innym wolno to i jej też. Ale na razie tylko wskoczyła, przywitała się i poszła. Za to zaraz potem do łóżka wpakowała się Dziunia, żeby pokazać, że to JEJ pańcia, JEJ tapczan i wara mi od nich. Sto pociech z tymi psami, chociaż pięć to naprawdę dużo. Zwłaszcza, że 3 są młode i bardzo żywe. Staruszki nie dają tak popalić.
  17. Mazowszanko, dziękuję. Cieszę się, że zawitałaś u Psotki. Powinnam była umieścić link do jej strony na Waszych wątkach, ale szczerze mówiąc to się pogubiłam z nimi. Konfirmie, obawiam się, że moje zdolności fotograficzne są mniej niż mierne. Jeśli jakieś zdjęcie mi wyjdzie, to przypadkiem. Wśród moich rozlicznych talentów :) tego nie ma. I ogrodniczego oraz kucharskiego też. Nie wykąpałam Psotki - obejrzałam serial BBC o pastorze - detektywie w latach 50. i poczułam się strasznie zmęczona. Jutro rano to zrobię. No to dobranoc, na razie.
  18. Grażynko, zajrzałaś już do Psotki? Zobacz koniecznie, co mi się znowu trafiło.
  19. Ae ekwilibrystka na ławeczce! A ja zapraszam do Psotki: Przepraszam, kopiuję tylko adres, a ciągle wkleja się to, ale jak klikniecie na niebieskie literki, to Was przeniesie do Psotki.
  20. Nie wiem, jak to będzie z tymi zdjęciami nawet po kąpieli (bo to się jutro szykuje, Psotka jest NAPRAWDĘ brudna), bo Juka bawi się nią jak pluszową zabawką, czyli szarga ją w piachu. Póki jest sucho, to pół biedy, ale jak spadnie deszcze... strach się bać!
  21. Zastosuję hasło modne od kilku miesięcy: DAMY RADĘ!
  22. Devoner, zapraszam do Psotki! Na powyższy temat też jest. Wczoraj wieczorem, gdy leżałam już w łóżku, nastąpiło ustalenie hierarchii w stadzie. Juka walczyła z Dziunią o przywództwo, raczej na ostro, chociaż dziękibogu krew się nie polała. Ja się nie wtrącałam. Juka przegrała! Nareszcie Dziunia ma spokój, bo "mała" zrezygnowała z prób zaprzyjaźnienia się z nią i omija ją dużym łukiem. Szerlok obserwował całe zajście ze stoickim spokojem, dając do zrozumienia, że to nie jego sprawa. Mam nadzieję, że teraz będzie wreszcie spokój. Co prawda jeszcze została Psotka na razie "bezprizorna", ale może zdarzy się coś dobrego zanim dojdzie do takich przepychanek. Liczę na przychylność losu.
  23. Dziękuję za pochwałę i wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Szerlok reaguje dość obojętnie, Juka miota się między zazdrością, a miłością, ogólnie nie jest źle. Oczywiście diabeł tasmański na nią warczy i szczeka, ale ona niespecjalnie się tym przejmuje. Psotka zaczęła z nami chodzić na spacery (dziś był drugi), na początku nie oddala się od mojej pięty i delikatnie przytrzymuje się ręki, ale potem, kiedy widzi tę parę wariatów w trawie, wszelkie strachy znikają i dołącza do szalonej zabawy. One chętnie ją przyjmują tym bardziej, że jest znacznie mniejsza i łatwiej ją skotłować. Ale dziewczyna broni się dzielnie, pokazuje cały zestaw super bielutkich ząbków, co ku mojemu zdziwieniu wzbudza respekt w hultajskiej dwójce mimo niewielkiego przecież wzrostu Psotki. Jeśli chodzi o jedzenie, to potwierdza się moje podejrzenie, że nie była wygłodniała - Juce nauka wybrzydzania zabrała kilka miesięcy, a Psotka już dziś wyjadła tylko mięsko, a ryż... sama sobie zjedz. Teraz mogę sobie zjeść pięć porcji ryżu. :) Chyba odstąpię od gotowania tego wypełniacza. Pozostaną tylko kluski i to drobne, bo jak za duże to też w zęby kłują. Zaczęłam czesać Psotkę, bo sierść ma okropną. Gdyby nie duża zazdrośnica, pewno by mi się udało wyczesać całą sunię, bo jej się to wyraźnie podobało. No ale jak między szczotkę a Psotkę wlazła Juka to cała zabawa się skończyła. Będziemy próbować dalej. Najbardziej pokrzywdzone w tej całej imprezie są koty - Czorta zniknęła na amen, Koloratka pokazuje się na schodach na strych, gdzie stawiam jej jedzenie. Tylko Karmelek od czasu do czasu objawia się w całej krasie, no i śpi w moich nogach. Chociaż dzisiaj w nocy jego miejsce zajęła Juka. Strasznie jest zaborcza. Korzyść natomiast jest jedna niezaprzeczalna - zmniejszyło się zainteresowanie kopaniem dołów! Jest inna rozrywka. (Oj, żebym nie zapeszyła!)
  24. Powoli niecierpliwy Konfirmie! Noc minęła bardzo spokojnie, Psotka w końcu dała się namówić na wejście de domu. Spała na dywaniku nad piwniczką. Rano wyszła przez wejście dla psów i kotów - znaczy się pojętna, nie trzeba było pokazywać, sama obserwacja wystarczyła. Pożarła śniadanie (nie tylko swoje!), na spacer nie poszła, wyraźnie ze strachu, że straci miejsce. Potem pojechałyśmy do Makowa. W samochodzie zachowuje się idealnie, po prostu nie ma psa. Ale to chyba też ze strachu. W ogóle nie umie chodzić na smyczy, musiałam ją wnieść do gabinetu, a tam ciągnąć po śliskiej podłodze jak worek kartofli. Pani wetka była lekko zbrzydzona jej stanem: nie dość, że jest brudna, że tak powiem z domu, to jeszcze tuż przed podróżą Juka ją przeczołgała przez piach. No ale wynik badania jest optymistyczny: a) waży 11,7 kg; b) jest BARDZO młoda, jeszcze prawdopodobnie nie miała pierwszej cieczki, czyli ma kilka miesięcy; c) nie jest w ciąży (co niejako ma związek z powyższym), ale zostało zbadane ultrasonograficznie. Co prawda podobno ciążę można wykryć u psa dopiero po 21 dniach od zapłodnienia, ale wszelkie znaki na ziemi i na niebie wskazują, że... - patrz wyżej. Została odpchlona, bo dopatrzyłyśmy się czarnych skaczących kropek w futrze. Wykąpać w związku z tym mam ją dopiero za 2 - 3 dni i wtedy także podać lekarstwo na robaki. Porcję mam powtórzyć za 2 tygodnie. Po powrocie do domu znowu wysiadła z auta z pewnym ociąganiem, ale to chyba z powodu zbytniego entuzjazmu Juki na jej widok. Zabawy mojej suni z Psotką nabierają coraz bardziej gwałtownego charakteru. Któraś okropnie warczy - podejrzewam, że Psotka protestuje przeciwko napierającej na nią juczynej masie. Mam tylko nadzieję, że się nie pokłócą, bo byłoby trudno. Zdjęcia zacznę robić, kiedy ją "odgrużę", czyli po niedzieli, bo na razie nie jest specjalnie reprezentacyjna.
  25. O rany! Teraz za każdym razem, gdy chcę coś napisać, pojawia się to o Psotce. Wczoraj wieczorem w desperackim zrywie zakopałam jamę w 2/3. Dziś kiedy pojechałam z Psotką do weterynarza, jama została doprowadzona do stanu sprzed mojej interwencji. Chyba posadzę w niej jakiś bardzo kłujący duży iglak. Co sądzicie o tym pomyśle?
×
×
  • Create New...