-
Posts
6893 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by joanka40
-
AlfaLS - super pomysł z tym olejkiem :) Tylko jak to podawać i ile ? - on waży 3,3 kg. Zjada te swoje saszetki - to mogłabym dodać mu do jedzenia - może chodzi o pół łyżeczki do jedzenia na dobę ? I można go kupić w supermarkecie, czy też w sklepach ze zdrową żywnością ? Jutro będę w Stokrotce, to zobaczę. Tak, z tymi badaniami to ostateczność, tym bardziej, że wiemy już, że czeka go operacja przepukliny.
-
Terra, dziękujemy za życzenia :) Te moje nie boją się petard, ale wszystkie panicznie boją się odkurzacza :) Te fajerwerki rzeczywiście nikomu nie są potrzebne. Ja dziś podpisałam petycję w sprawie fajerwerków. Nie wiem, czy to coś da, ale warto próbować. Ponoć Kraków zakazał odpalania petard i część europejskich miast również. Znajomy pisał, że ludzie niosą petardy nawet do schronisk w górach i tam odpalają, a wszystkie dzikie zwierzaki uciekają w panice. Mnóstwo ludzi też boi się huku fajerwerków, ja wpadam w panikę przy kapiszonach i korku od szampana :) Wklejam link do tej petycji. Może nie brzmi ona jakoś profesjonalnie, ale ujmuje sedno sprawy :) i pisana była na pewno w dobrej sprawie i od serca: http://www.petycjeonline.com/apel_o_zakaz_produkcji_i_sprzeday_fajerwerkow
-
Wszystkiego dobrego w Nowym 2017 Roku :)
-
Wampuś bał się wczoraj fajerwerków, ale przeżył te kilka godzin strzelania w miarę dobrze. Reszta moich zwierzaków: pies i trzy koty nie boją się wystrzałów, więc jak Wamp widział, że mimo, że strzelają, to reszta śpi, to i jemu też się udzieliło. O północy wlazł tylko na pięć minut pod łóżko :) Kret z kolei o północy chciał wyłazić na dwór, żeby chyba poświętować Nowy Rok po kociemu :) Jednak nigdy do końca nie wiem, czy w końcu nie będzie jakiegoś fajerwerku z taką siła rażenia, że i Kret się wystraszy. Wobec tego Kret o północy przymusowo został w domu. No i Kret tłucze Wampa już regularnie, zresztą on próbuje tych bijatyk z każdym. Taki łobuz.
-
Wampuś już ma sprowadzoną tę szczepionkę na odporność, ale z nim nie byłam. Byłam co prawda wczoraj w lecznicy, ale po receptę dla Misi. Łykam antybiotyk i nie miałam w tym tygodniu siły na taszczenie kota autobusem do lecznicy. Jednak w tym tygodniu planuję Wampa zawieźć na to szczepienie. Przepuklina przybiera różne formy ostatnio, więc w sumie nie wiem, czy najpierw nie trzeba będzie jej zaszyć, a dopiero po zabiegu podać szczepionkę. Zobaczymy co powie Pani Doktor. Wamp dostał nowy przydomek - Pan Czapeczka - śpi u mnie na poduszce tworząc mi na głowie czapeczkę :) Takiego kota czapeczkowego to jeszcze nie miałam. Jest bardzo grzeczny, aktualnie wszystkie potrzeby załatwia w transporterku. Ze żwirkiem nawet nie próbuję - wkładam na dno chłonną gazetę, a na to podkład i wymieniam raz na dobę. A w przedsionku załatwia się do brytfanki. U Misi niestety się nie poprawia. W sobotę wzięłam dla niej receptę na Dalacin C i poleciałam go jeszcze wykupić. Teraz Dalacin C idzie już codziennie - wcześniej w zastrzykach, a teraz nie było w aptece w ampułkach, to kupiłam jej w syropie. No i dostaje jeszcze Encortolon. Sama zjada około 80 - 100 gram, resztę dokarmiam Convalescentem ze strzykawki. Mam też teki bardzo kaloryczny pasztecik i jego też rozrabiam z wodą i podaję ze strzykawki. Oko udało się znowu ładnie podleczyć. Misia ma na pewno sporo mniej energii, ale chęć do życia jest u niej ogromna, więc oby jak najdłużej te leki działały.
-
Życzę wszystkim wszelkiej pomyślności w Nowym 2017 Roku :)
-
Serdecznie dziękuję za dobre myśli :)
-
Terra, przerośnięty szczur jest na mnie obrażony, no generalnie podpadłam mu z tym ogonem. Dziś nie wystawiłam go do przedsionka, całą noc spał w domu. Gdzieś o piątej nad ranem Kret zaczaił się na Wampa i doszło do małej awantury, ale jakoś szybko się uspokoili. Właśnie takich sytuacji się obawiam, bo przy takich awanturach koty często lecą na oślep, przed siebie i nie dość, że sobie mogą zrobić krzywdę, to i mogą naprawdę poważnie podrapać śpiących ludzisków. Więc pewnie dziś pójdzie biedak jednak do przedsionka, ale na razie siedzi sobie w ciepełku. Terra, tak jak piszesz, problemy z apetytem u kota to ogromny stres. Wykładam jej różne rzeczy, stoi przed nią sześć miseczek i widać, że do nich pędzi, że je oczami, a potem tylko powącha, albo zliże trochę sosu i odchodzi. Teraz wspomagam się tym Convalescentem i od dwóch dni wcisnęłam w nią już pół saszetki. Do tego ona jeszcze coś tam sama sobie zje i wczoraj jak ją zważyłam, to okazało się, że przytyła 400 gram. Ważyła 3 kg, i już dwa razy schudła mi do 2 kg. To się dzieje dosłownie momentalnie, ten spadek wagi. Teraz widzę, że Misia czuje się dobrze, antybiotyk, sterydy i pełny brzuch robią swoje. Przychodzi do mnie na kolana, śpi w nocy w łóżku, ugniata pięknie, mruczy. Wtedy mogę sobie pomarzyć, że nic jej nie jest i jest zdrowa, i czasami nawet w to wierzę, że stanie się cud...
-
A ogonek dlatego nieco wypitoliłam, bo jak sobie wyobraziłam jak Wamp nawiewa mi z wanny z nie do końca umytym ogonem i z tą kupą, i roznosi wszystko na mokro - tym razem, to stwierdziłam, że wycinam :)
-
Z kolei jak wróciłam z Wampem, to poleciałam do drugiej lecznicy po Convalescent dla Misi i jeszcze taką kupiłam jej puszeczkę energetyczną. Rozrobiłam 1/4 saszetki i większość w nią wcisnęłam. Ewidentnie humor jej się poprawił po wyżerce ze strzykawki, no i na tym teraz będę bazować Przedwczoraj zjadła 100 gram piersi, wczoraj taką puszeczkę 80 gram, a dziś zjadła bardzo mało, ale doładowałam tym Convalescentem i widzę, że jej to pasuje. Nawet bez proszenia przyszła do łóżka, więc sądzę, że czuje się dobrze. Teraz to widzę, że najlepiej działa na nią Encortolon, bo godzinę po zażyciu tabletki Misia jest głodna. Antybiotyk tak nie działa, ale na pewno pomaga, z tym, że nie na apetyt. Bardzo bym chciała, żeby żyła jak najdłużej, w dobrej formie. W jakiś artykule wyczytałam, że jak kot przeżyje z tym rakiem rok, to następuje roczna remisja. Jednak większość kotów przeżywa zaledwie 3, 4 miesiące od chwili pierwszego rozpoznania choroby. Ten rok to bardzo dużo czasu, Misia ma za sobą zaledwie trzy miesiące od rozpoznania... Ale ja ciągle mam nadzieję. Na pewno nic ją nie boli, czasami pięknie zjada jedzonko i na pewno cieszy się, że jest teraz najważniejszym kotem na świecie. Więc jeszcze spróbujemy...jak najdłużej...w dobrej formie.
-
O rany...jakoś tego dokonałam i dowiozłam srolucha do lecznicy. Oczywiście popuścił dwa razy z nerwów i do Pani Doktor dotarlismy w oparach kanalizacyjnych :) Ale ponieważ Wamp z tego słynie, więc jakoś nikt nie był specjalnie zdziwiony. Przy badaniu Wamp grzeczny jak nie wiem co, siedzi ładnie, wyprostowany w stylu: głaszcz mnie, jestem cudowny. No więc zacznę może od tego, że ostatnio w miejscu guza na brzuchu, który miał przez jakiś czas wielkość małej śliwki, pojawił się serdelek, czyli guz się rozprzestrzenił, a dziś przy badaniu serdelka wcięło, a pojawiła się tym razem spora śliwka. Tak więc Pani Doktor powiedziała, że na bank jest to przepuklina i, że na początku roku będziem zaszywać Wampowi dziurę. Co do nosa, to rzeczywiście odkąd Wamp przebywa już w domu naprawdę mnóstwo czasu, to ciepło zrobiło swoje i w tym nosie jest na pewno lepiej. Więc żeby uniknąć jazdy do Chorzowa, usypiania kota do wziernikowania nosa, zdecydowałam się na podanie dwóch zastrzyków, zwiększających odporność i spróbowania, czy się uda całkowicie zlikwidować nocną bańkę w nosie. Bo rzeczywiście na dzień dzisiejszy jakiś bulgot pojawia się jedynie podczas nocy, wyskakuje taka mała kropelka przezroczystego katarku i koniec. Więc wydaje mi się, że warto spróbować te zastrzyki. Jeden zastrzyk do 50 zł, ale Wamp ma jeszcze sporo pieniążków na leczenie, więc spróbujmy, może uda się bez wziernikowania. Gdyby jednak po dwóch tygodniach od podania leku, coś z tym nosem jeszcze było nie tak, to wtedy Pani Doktor zasugerowała, żeby zarówno wziernikowanie, jak i zaszycie przepukliny wykonać w Chorzowie, żeby nie usypiać kota dwa razy. Tym bardziej, że już zaliczył kastrację. Te narkozy jednak bardzo obiążają i wątrobę i nerki, a Wamp sporo w życiu przeszedł i nie jest okazem zdrowia. No, a potem wróciłam ze sroluchem do domu i dopiero po kilku godzinach zorientowałam się, że ma cały zafajdany kupą ogon i, że z tym ogonem leży na poduszkach do spania :) Wycięłam mu futro z ogona i teraz zamiast kity ma badyla. Że też nie wpadł na to, żeby sobie umyć ogonek :) Aktualnie jest obrażony i przebywa poza zasięgiem mojego wzroku z wyciachanym badylkiem :) Tak więc umówiłam się na ten zastrzyk na wtorek lub środę, a potem będzie jeszcze jeden zastrzyk. Dziś nic nie zapłaciłam za Wampa.
-
AlfaS bardzo dziękujemy i również życzymy wszystkiego dobrego na Święta :)
-
Dziękuję Myszko, również życzę wszelkiej pomyślności na Święta :)
-
Zdrowych i radosnych Świąt :) Zaraz napiszę wieści :)
-
Dziękuję Agusiu za kciuki :) Wesołych Świąt :)
-
Tak, to straszne, kiedy nie można zapanować nad postępem choroby. Najpierw wierzyłam, że to tylko stan zapalny, potem kropelki dały mi nadzieję, a teraz wierzę już jedynie w sterydy i antybiotyki. Strasznie się wczoraj ucieszyłam, bo Misia zjadła sporo surowego kurczaka - piersi, popiła mlekiem dla kotów. Niestety dziś nie zjadła nic...Trochę wcisnęłam strzykawką, a jutro jadę po Convalescent - wreszcie znalazłam lecznicę, gdzie on jest. Obdzwoniłam chyba z pięć i nigdzie nie było, a tu nie ma na co czekać. Jakiś czas temu sobie myślałam - chyba w lipcu - patrząc w jak dobrej kondycji jest Misia, że będę mogła się nią cieszyć jeszcze wiele lat...a ona już wtedy była chora, choć nic nie wskazywało na to. Taki wspaniały, dziki kot, taki wspaniały. Bogdan zawsze mówi, że to jest ideał. I taki pech... Jutro mam być w lecznicy między 12, a 16.00 po receptę dla Misi i planuję zabrać Wampa. Wieczorem napiszę co to z tym nosem robimy. Wydaje mi się jednak, że nastąpiła lekka poprawa, odkąd Wamp siedzi w domu prawie 18 godzin na dobę. Ciepło robi jednak swoje, a w przedsionku jest bardzo zimno. Być może wystarczą jeszcze jakieś leki, żeby z nosem zrobiło się całkiem dobrze. Niestety Kret jest coraz bardziej napastliwy w stosunku do Wampa, gryzie go i drapie. Na razie nic złego się nie podziało, ale na noc wolę ich razem nie zostawiać.
-
Odwiedzam włochatego Obisia :) Obiś widzę zaopiekowany na 300% :) Co zaś się tyczy nieokiełznanej chęci ludzi do zakupu psów w typie rasy york, to będąc częstym klientem lecznicy w Dąbrowie, obserwuję czasami wręcz tabuny właścicieli z zakupionymi yorkami: jeden chory przewlekle na serce, drugi na nerki, trzeciemu nie działa wątroba jak trzeba. Jak rozmawiam z ludźmi, to wszyscy jak jeden mąż zakupili yorczki w pseudo hodowlach. Z większością osób nie ma rozmowy, to jak rzucanie grochem o ścianę. Ale zdarzają się osoby, które po takim zakupie nagle widzą wyraźnie o co chodzi w handlu psami. Jedna Pani - właścicielka psa chorego na serce, opowiadała mi, że wręcz uparła się, że przyjedzie do hodowcy osobiście po psa. Na co pani hodowca stwierdziła, że absolutnie jest to niemożliwe z powodu remontu i psa przekazała na parkingu pod Realem, za kwotę 500 zł. Oczywiście dołączam się do życzeń świątecznych i życzę Wszystkim tu obecnym zdrowych i wesołych Świąt :)
-
Terra, Misia dostaje teraz steryd i antybiotyk i jest poprawa. Pani Doktor zbadała ją i niestety kości szczęki robią się miękkie na coraz większej powierzchni. A w pyszczku nie chce się goić. Ale leki działają i nastąpiła lekka poprawa. Karmiłam ją już strzykawką i z palca, bo nie chciała jeść. Olejek niestety nie zadziałał, mimo, że mógłby, ale Misi nie pomógł. Misia po olejku dużo śpi, ale potem nie chce jeść. A powinna jeść więcej. Rozmawiałam jakiś czas temu w lecznicy z Panią, która kupiła ten olej dla Mamy chorej na raka okrężnicy i Mama tej Pani odczuwa po tym olejku ogromną poprawę. Ale na Misię nie chce ten olejek działać...to takie przykre... Mam być w lecznicy w czwartek, po leki dla Misi i jak Misi się poprawi, to pojadę tylko po receptę, a wezmę wtedy Wampirka. Wamp już prawie całą dobę siedzi w mieszkaniu. No cóż...Wamp cierpi na leki separacyjne i wystawiony do przedsionka drze się jak debil i wisi na drzwiach :) Jest to lek separacyjny ZA FOTELEM :) Nie, nie za mną, czy też innymi domownikami, to jest tęsknota za fotelem :) Z tym sikaniem bardzo ładnie sobie radzi, nie brudzi, nie obsikuje niczego. Tylko musi mieć ten transporterek, brytfankę lub miskę z podkładem i gazetami i jest OK :) Kupę robi na podłodze koło drzwi. Żwirku obawia się nadal i na razie nic nie idzie ku lepszemu z tym żwirkiem :) Poza tym dzieciak z niego jest, bardzo grzeczny, słucha się. Bawi się trochę brutalnie, bo atakuje rękę, ale nie skaleczył nas specjalnie, choć czasami przegina. Dla kotów jest bardzo przyjazny, a psa kiedyś wylizywał. Nie włazi na wyższe meble, bo nie umie, za to robi świetne buchy na kołdrze :)
-
No, nie byłam jeszcze...kurcze... Jutro będę, ale muszę wybrać jednego kota, albo Wamp, albo Misia. Jeśli Misia jutro porządnie nie zje - to będę musiała ją zabrać do lecznicy /to ta kicia, która zaczęła mi chorować we wrześniu i niestety ma raka/. Więc jeśli Misia jutro zje tyle co dziś, czyli prawie nic, to ją będę musiała zawieźć. Muszę jechać autobusem i dlatego tylko jeden kot... U weta jestem co tydzień, ale przeważnie z Misią. Wamp czuje się bardzo dobrze, ale docelowo ten wziernik chyba jednak go nie minie. W domu spędza już większość doby, jedynie na noc idzie do przedsionka, bo boję się, że jak idę spać, to Kret mógłby zacząć rządzić. I to nie tylko Wamp byłby poszkodowany, ale także inni domownicy, bo Kret wpada dosłownie w szał. Wamp /rany, nie chcę zapeszyć/ bardzo dba o czystość. Chodzi na siku do transporterka, gdzie jest podkład, albo do miski z gazetami. Kuwety omija z daleka. Jakiś czas temu siknął na mebel, ale dostał opiernicz i jakoś się ogarnął :) Jest bardzo grzeczny, zaczął ładnie jeść wszystko co daję. Przed świetami na pewno z nim pojadę, muszę tylko podleczyć znowu Misię. Ten rak to rak płaskonabłonkowy, umiejscowiony w szczęce. Misia dostaje steryd, krople do chorego oka. Raz jest lepiej, raz jest gorzej. Kupiłam jej olejek konopny Cibdol 4% i podaję jej też ten olejek. Doradziła mi go znajoma z FB, która leczy nim swojego psa z padaczki. Olejek na pewno działa przeciw bólowo, nasennie, może też niszczyć komórki nowotworowe, ale może, nie musi... Ten olejek świetnie działa właśnie na ataki padaczki. Eksperymentalnie podałam go też mojemu staremu psu, cierpiącemu na demencję, drżenia głowy po narkozie /usuwanie zębów w lutym/ i po psie widać jak olejek pięknie działa. Dusia po kropelkach jest wyluzowna, radosna, drżenia głowy ustępują. Niestety na Misię nie działa tak dobrze - na pewno Misia po kropelkach lepiej śpi, ale ma gorszy apetyt. Z kolei jak zrobiłam eksperyment i na dwa dni odstawiłam olejek, to też przestała jeść, a zaczęła jeść po kropelkach olejku. Więc nie ma tu reguły, a ten rak jest bezlitosny. Gdyby ktoś był zainteresowany olejkiem to wkleję link, gdzie go można całkowicie legalnie kupić. Koszt to 135 zł. Są jeszcze inne olejki typowo na raka, ale bardzo silne i w Polsce raczej nie do kupienia. One nazywają się RSO /cena ich jest bardzo wysoka/. Choć ten Cibdol też jest bardzo dobry i pomaga ludziom przy różnych schorzeniach. Tak więc chyba Wamp jutro siedzi w domu, a ja pojadę z Misią. Chyba, że jutro Misia normalnie zje, to wezmę Wampa. Zobaczymy :)
-
Zaglądam do pana włochacza. Śliczny jest.
-
Terra, masz jak nic rację :) No tak, przecież Twój kicior ma na imię Wrzaskun :) Hahahaha...:) Czyli oba to są niezłe aparaty :)
-
Jutro, chyba nie rady podjechać z Wampem do lecznicy. Nie chcę się jechać autobusem, a Bogdan ma jutro dużo jeżdżenia. Więc pojedziemy pewnie w poniedziałek, albo we wtorek. Dziś Bogdan mi opowiadał, jak mu Wamp nawiał na dwór... no i jeszcze szybciej niż nawiał to wrócił :) Bogdan mówił, że jak wlazł w ropaciany śnieg, wiatr go owiał, to od razu zarzucił próbę ucieczki. Teraz sobie Wamp śpi na fotelu. Przestał sikać do miski, teraz sika do tranporterka, na podkłady higieniczne, a w przedsionku oczywiści do dwóch brytfanek. Nie wiem czemu ta miska przestała mu pasować. Jest czyściutka, dałam nowe gazety, a Wampiszonowi nie pasuje. Apetyt mu dopisuje. No i straszny dartek jest z niego: jest głodny - drze się, dostał za mało jedzenia - drze się. Siku - drze się, wpuścić kotka - drze się, wypuścić kotka - drze się... Dopóki potrzeby kotka nie zostają zaspokojone - drze się...jak jakiś niemowlak :)
-
Serdecznie dziękuję :)
-
Bardzo dziękuję za odwiedzinki :)
-
Nie mam pojęcia, czy tam w tym nosie coś siedzi. Co zaś się tyczy Kreta, to chyba musiałby mieć jakieś elektrowstrząsy, albo przejść kilka seansów hipnotycznych, żeby się ogarnął. Jest rozwydrzony i napada na młodziaków. Dla domowników jest bardzo grzeczny i nic poza tym co już jest, nie powinno zakłócać spokoju Jaśnie Pana Krecika :)