-
Posts
6893 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by joanka40
-
Cieszę się, że u psinki wszystko w porządku. Zwierzaki rzeczywiście nie cierpią kołnierzy, kaftaników itp. Dla Wampa mam kaftanik - jednak on go zawsze jakoś ściągnie, nie wiem jak, bo wszystkie tasiemki są dalej zawiązane :) Kiedyś miałam przez miesiąc koteczkę, której zdjęłam kaftanik po trzech dniach /bo mi jej było szkoda/ i ona tak wylizywała nacięcie, że zaczęło się rozłazić u góry. No więc znowu kubrak poszedł w ruch, steryd i wtedy już szybciutko się brzuch zagoił.
-
Różo, Wampuś czuje się naprawdę dobrze. Już wczoraj wieczorem całkowicie się pozbierał i odespał cały stres związany z zabiegiem. Brzuch się bardzo ładnie goi. Różo, jutro jedziemy jeszcze do lecznicy się pokazać i chyba Wamp dostanie jeszcze jeden antybiotyk. No i dowiem się co ze szwami. Życzę miłej i pięknej niedzieli :)
-
Tak, Wampuś jest biedny. Odsypia operację i dzisiejszy wyjazd. Te wyjazdy to dla niego duży stres. Przeważnie załatwia się ze strachu do transporterka /tak było wczoraj/, a dziś zwymiotował śliną, bo w żołądku nic nie było. Powinien dojść do siebie przez weekend. Co się zaś tyczy Potwory, to tak jak piszesz, nie ma do nas za grosz zaufania i poza momentami gdy ją karmimy, traktuje nas jak wrogów. Jak ją karmimy, to jest nawet miła i dotyka wąsiskami ręki, i jej nie pożera :) tej ręki znaczy :) Ale tylko wtedy jest z nią jakiś kontakt, a poza tym mamy trzymać łapy przy sobie.
-
No bo prawda jest taka, że nie robiłam jej zdjęć, bo mam lekkiego stracha, że jak błyśnie lampa, to ona się wkurzy i mnie drapnie. No ale to już chyba lekko przesadzam i zahacza to może nawet trochę o jakąś fobię przed atakiem tygrysa. Ale, fakt - czujemy przed nią respekt. Tak nas kot ustawił sobie :) Dać tylko jeść i pić, i spadać na drzewo, no :)
-
Zawsze mam problem z zamieszczaniem zdjęć. Ale spróbuję. Opis :) kocica wygląda jak biały koń nakryty czarną derką :) Czyli, jeśli śpi tyłem do patrzącego to wygląda jak czarny kot. Dopiero jak stoi, widać, że dół jest biały, a na ryjku ma jakby czarną maskę, dół pyska jest biały, nos różowy. Ja do niej mówię: cześć potworze :) albo wołam ją: Misiunia. Przychodzi i na potwora i na Misiunię :)
-
I byłam dziś już z Wampusiem u Pani Doktor. Wampuś dostał antybiotyk i mamy się pokazać w poniedziałek. Wczoraj Wamp ładnie zjadł o 22, ale dziś nie ma apetytu. Jak wrócilismy z lecznicy to zlizał tylko sporo sosu i zjadła ze trzy kawałki, takie z puszki, kwadraciki. No i odsypia pod kołdrą stres. Mam nadzieję, że zje więcej wieczorem. Pamiętam, że jak Misio miał usuwanego ropnia z brzuszka, to też przez kilka dni kiepsko się czuł i mniej jadł. Kastracja to jednak delikatny /lekki/ zabieg, a już usuwanie ropnia, tak jak u Misia, albo przepukliny, tak jak u Wampirka, to już raczej poważna operacja i zwierzaki dłużej dochodzą do zdrowia. W każdym razie widać, że jest osłabiony, nie myje się i włazi pod kołdrę. Nacięcie bardzo ładnie dziś wyglądało.
-
Cieszę się Różo, że zaglądasz na ten wątek :) Jeśli zaś chodzi o imię, to rzeczywiście nie mamy pomysłu. Do lecznicy spróbujemy ją dostarczyć po niedzieli, ale wcześniej spróbuję się skontaktować z Panią Anetką z fundacji SOS. Zobaczę co mi doradzi. Weszłam wczoraj na stronę fundacji i widzę, że szukają pieniędzy na umieszczenie dwóch psów w płatnych hotelikach, więc nie wiem czy Pani Anetka będzie mogła mi jakoś pomóc, ale zobaczymy. Różo, kotka ma ogromny apetyt, ale czy ją coś boli, to nie mam pojęcia. Na pewno jest ściorana życiem,
-
Kotka ma się gdzie zakamuflować, ale i tak nie wiem, czy jakby przyszło co do czego, to czy nie wzgardzi tym wszystkim. Teraz sobie muszę przez weekend trochę odsapnąć, bo czuję się wykończona i będę myśleć, co zrobić z kocicą po niedzieli. Dziś kotka siedzi w domu i widzę, że omija drzwi z daleka. Wczoraj pewnie przeceniła swoje siły, wypuściła się zbyt daleko i jest padnięta.
-
Alfa, ona ma takie swoje skrytki. Ma legowisko pod niskim krzesłem, gdzie jest dywanik, kocyk. Bogdan dał jej do spania pudło i wyłożył starymi ręcznikami. No i jeszcze B. zostawia otwartą szafę, ale widzę, że na razie jeszcze tam nie spała. Śpi oczywiście w przedsionku, tam gdzie przez kilka pierwszych miesięcy przebywał Wampirek. Zanim ją zgarnęliśmy koczowała prawdopodobnie u sąsiadów, bo ci wyjechali gdzieś na ferie i sądzę, że ona tam teraz też łazi. Natomiast, gdzie ona była dziś przez tyle godzin, to nie mam pojęcia. Może to jest kotka z działek i poszła dziś na działki. Napiszę do znajomej z miau, która dokarmia koty na działkach i dowiem się, czy przypadkiem jej nie kojarzy. Jeśli jest w ciąży, to zawsze jest prawdopodobieństwo, że jednak gdzieś się zaszyje i tyle będę ją widzieć. Przyjdzie potem tylko zjeść. Najlepiej byłoby zrobić tę sterylkę, taka prawda. Tylko jak potem zakładać jej kaftan i takie tam sprawy.
-
Agatko, też tak sądzę, że stwierdziła, że warto z nami trzymać. Może nawet i chciałby być miła, ale nie panuje nad sobą. Wampuś po prawie pół roku, ujawnił wszystkie swoje zalety, jest naprawdę cudownym kotem. Jednak on od początku był bardzo pozytywnie do nas nastawiony. Tak więc sobie myślę, że kiedyś ktoś bardzo się o niego troszczył, bardzo go rozpieszczał i kochał. I to w nim zostało. Można go wszędzie pogłaskać, nie ma miejsc zakazanych, Jest bardzo ufny. Prawdopodobnie zajmowała się nim starsza osoba /sikanie na gazetki/, która go po prostu uwielbiała i która z jakiś powodów nie mogła zajmować się nim dalej. Z kolei ta kotka, jeśli kiedyś miała opiekunów, to chyba rzucali nią o ścianę. To oczywiście skrót myślowy, ale wiadomo o co chodzi. Nie można kota dotknąć, nie można głośno mówić i generalnie lepiej uważać jak się koło niej przechodzi. Może też taka po prostu jest, ale ja się aż tak bardzo nie znam na kotach.
-
Misia jak ją oswajałam to była w ciąży. Też mieliśmy problem z zawiezieniem jej do lecznicy, ale nie dlatego, że była agresywna, a dlatego, że przez 1,5 miesiąca nie podchodziła do mnie. Jak pojechaliśmy z nią w końcu, to lekarz powiedział, że nie podejmie się sterylki tak zaawansowanej ciąży, bo kotka może nie przeżyć i, że możemy przywieźć ślepy miot do uśpienia. Jednak Misiunia uwiła sobie gdzieś gniazdko i okociła się na swoich warunkach, zupełnie nie wiem gdzie. Brzuch już rzeczywiście miała wielgachny jak balon. Po porodzie pojawiła się po 24 godzinach na wyżerkę i odpocząć. No wiecie, domyśliłam się, bo po dobie przyszła bez brzucha. Dwa tygodnie później zrobiło się okrutnie zimno, padał lodowaty deszcz i Misia przyniosła swoje dzieciaki. Nosiła po jednym, co cztery godziny. W międzyczasie odpoczywała, widać było, że przenoszenie małych, było dla niej dużym wysiłkiem. Przyniosła trzy kociaczki dziewięć lat temu i tak zaczęła się moja wspaniała przygoda z kotami. Gdyby ta kotka nie była taka agresywna, to byłaby w lecznicy już na początku tygodnia, a tak, to ciągle myślimy co zrobić. No i zawsze zostaje ten 1%, że to nie ciąża. Moim zdaniem kotka może mieć 8, 10 lat. Na dole po jednej stronie pyszczka nie ma zębów, z przodu, na dole. Ciekawa jestem, jak ona przeżyła to swoje życie. Może kiedyś miała dom, ale potem jak go straciła, to zdziczała.
-
Co zaś się tyczy potwora, to wyszedł dziś z domu koło godziny 10 i wrócił dopiero grubo po 20. Zastanawiałam się, czy przypadkiem nie oceniłam źle wielkości tego brzucha i czy nie polazła gdzieś, do jakiegoś swojego gniazda się okocić. Ale wróciła z brzuchem. Teraz odsypia latanie przez 10 godzin po mrozie. Chyba przeceniła swoje siły, bo jej się dupsko zaplatało jak właziła. W ogóle to ona coś ma z tym tyłem, zarzuca ją trochę. Może jakieś zwyrodnienia, a może pozostałości po jakimś wypadku komunikacyjnym. Najlepiej byłoby zrobić tę sterylkę. Padł nam dziś akumulator od tych mrozów, teraz jest minus 6, a pewnie jeszcze spadnie. A jak tu pojechać z klatką łapką autobusem ? Nie za bardzo. Chciałam skontaktować się z Panią Anetką z Fundacji, czy by jej nie wzięła, ale Pani Anetka jest przez dwa dni poza zasięgiem telefonicznym i mailowym. Gdyby jednak nie mogła by pomóc z tą kotką, to wtedy trzeba by z kocicą podjechać po niedzieli do lecznicy. Ale w grę wchodzi tylko ta łapka, bo kocica nie da się ugłaskać.
-
U Wampusia wszystko w porządku. Operacja poszła dobrze. Wampuś o 20, już nawet sobie coś tam skubnął. Odsypia teraz narkozę i jest bardzo grzeczniutki. Jutro jedziemy zdejmować wenflon i Pani Doktor obejrzy jeszcze Wampa. Mam dla niego kaftanik, ale ponieważ jest teraz bardzo spokojny, to kaftanik założę mu na noc.
-
Wampuś ma teraz operację, jadę po niego na 16. Wieczorem napiszę.
-
Terra, w sumie możemy powiedzieć z B., że od wczoraj jesteśmy pewni, że jest w ciąży. Zostawiam sobie ten 1%, że nie, ale na 99% to jestem pewna. Wczoraj nastąpił jakiś przełom i kot wreszcie zaczął wyglądać w miarę normalnie. Tzn. nadal się nie mył, ale wyczyścił futro o koce. Dziś potwór zaczął się myć. Zjada dosłownie wszystko: chleb, bułkę, drożdżówkę, kradnie cukierki. Ale już się tak nie rzuca na żarcie i wodę. Niestety zachowuje się okropnie, jest agresywna. Pewnie sporo w życiu przeszła i zdziczała, ale ciężko się współpracuje z takim kotem. Nawet nie można nic głośniej powiedzieć, bo warczy i ryczy. Brzuch wtopił się jakoś w kota, który od ubiegłego tygodnia zjadał po mniej więcej 1 kg żarcia na dzień i nie jest jeszcze taki wielki. Więc pewnie w tej ciąży jeszcze trochę będzie łazić. Z wyjazdem do weterynarza na razie się wstrzymaliśmy, bo padł nam samochód, a z klatką to raczej nie da się pojechać autobusem. W ogóle wczoraj jak wchodziłam do domu, to tak szybko mi nawiała, że nawet się nie zorientowałam, że wypuściłam kota. Dopiero Bogdan zaczął mi się wypytywać, co zrobiłam z kotem, bo zniknął. No i okazało się, że kot sterczy za drzwiami. Dziś B. ją wypuścił, bo się wydzierała i poleciała sobie gdzieś pobiegać. No, a przedwczoraj napadła na B. jak ten chciał, żeby zlazła z biurka i chciał ją odsunąć. No to się na Niego rzuciła i podrapała Mu ręce. Takiego potwora to jeszcze nie widziałam.
-
Bogdan mówi, że kot zachowywał się dziś jak obrażona księżniczka. Łazi obrażony nie wiadomo na co, ale na dwór wychodzić już wcale nie chce. No i jest wszystkożerny. Zjada chleb, ser, ziemniaki, makaron, a dziś jak Bogdan otwierał sobie Snikersa, to kot dostał takiego przyspieszenia, że o mało nóg sobie nie połamał. I tego batona też pożarł /tzn. kawałek batona/.
-
Terra, spróbuję się dowiedzieć czy o klatkę łapkę. Agnieszka ma mi dać nr telefonu, do Pani, która wypożycza taką klatkę. Jednak jeśli będzie kolejka, to będę musiała wymyślić inny sposób na przewiezienie kota. Tranporterki mogłaby rozwalić - Kret potrafi wyjść prawie z każdego transportera. O pudle też myśleliśmy i może się okazać, że będzie to najlepszy sposób, jeśli klatka nie wypali. Dziś kotka czuje się lepiej. Zaczęła wyszukiwać sobie lepsze miejsca do leżenia, bo do tej pory cały czas leżała w jednym miejscu. Ponadto nie ma już takiego wilczego głodu. W niedzielę to ona zjadła dwie nogi z kurczaka, 15 cm kiełbasy, no i oczywiście chrupki. I takie ilości młóciła od czwartku. Dziś jest pierwszy dzień, że już nie rzuca się na jedzenie jak szalona. No i przestała tyle pić - dziś mamy pierwszy dzień, kiedy woda stoi w misce. Bo do tej pory wypijała od 3 do 5 miseczek wody. Przytyła bardzo. Niestety ma podejrzany brzuch, więc Pani Doktor powiedziała wczoraj, że może to być ropomacicze, płyn w otrzewnej, albo ciąża, albo pasożyty, albo nie wiadomo co jeszcze. W każdym razie musimy ją jakoś dostarczyć do lecznicy. Czy przy ropomaciczu i tym płynie apetyt jest duży ? Bo wydaje mi się, że raczej wtedy zwierzaki przestają jeść, a ten kot wcina aż mu się uszy trzęsą. Ale bez wizyty u lekarza nic nie wiemy. Dotykanie brzucha nie wchodzi w grę, bo grozi to utratą palców, albo ucha lub nosa, hehe...
-
Zabieg Wampirowskiego przeniesiony na czwartek na 12. Co do kotki, to Pani Doktor kazała ją jakoś dostarczyć do lecznicy, a już w lecznicy jakoś będzie się ją wyciągać. Bogdan opisał mniej więcej stan kotki, ale oczywiście trudno jest postawić diagnozę na podstawie opowieści. W każdym razie kotka dalej nic koło siebie nie robi, choć ja widzę sporą poprawę od czwartku. Jest w końcu porządnie odkarmiona, a zjada naprawdę bardzo dużo. O dziwo, stan futra nie jest taki zły. U Wampirka futro było w strasznym stanie, on też się bardzo długo nie mył, ale też wyglądał strasznie. Ona futro ma ładne, nie skołtunione, ogon masywny. Antybiotyk mam podawać dalej. Nie mam pojęcia jak my ją zapakujemy do czegoś tam. Planujemy zawieźć ją w środę. Jak ktoś z Dąbrowy lub okolic ma pancerne ręce, to zapraszamy w środę do pomocy przy wsadzaniu potwora :) Spróbujemy ją zwabić jedzeniem do transportera, ale jednak różnie to może być.
-
Tak biedna jest bardzo. Agatko, Bogdan dziś podjedzie do lecznicy dopytać o leki dla niej. Jutrzejszy zabieg Wampa muszę odłożyć, bo wczoraj przeglądałam skierowania na badania i jutro mam Holtera, a we środę będę musiała jechać go zdjąć. Więc, zabieg muszę przesunąć, na późniejszy termin. Może Pani Doktor zgodzi się na czwartek, a przyszły tydzień to cały wchodzi w grę, za wyjątkiem wtorku. Stres związany z zabiegiem, który towarzyszył mi przez cały weekend trochę zelżał, ale operacja niestety Wampirka nie minie. Gdyby nie ta przepuklina, już byłoby wszystko dobrze. Z nosem jest na bank lepiej po tych szczepionkach, no i Wamp ewidentnie świetnie się czuje. Wczoraj go zważyłam, przytył 200 gram, waży 3,5 kg ;)
-
Może będę dziś mieć steryd w tabletkach, ale nie wiem. Jak będzie, to dam jej jeszcze 5 mg Encortolonu. Generalnie nigdy się jeszcze tak nie bałam kota, hehe... ale wiadomo przecież, że takie dziki też się zdarzają. Apetyt kot ma spory, a najbardziej wcina kiełbasę i gotowane mięso z kurczaka. Na gotowane mięso to się rzucił z jakimś sapaniem, dyszeniem i chrumkaniem :)
-
Terra, na pewno badania trzeba będzie zrobić. Dziś widzę lekką poprawę, kot zaczął się drapać, a nie tylko leżeć jak trąba. Ja to widzę na chwilę obecną tak, na razie kotka dalej będzie dostawała antybiotyk, a we wtorek dowiem się, czy są jakieś tabletki, żeby ją trochę wyciszyć i wtedy podejmuję się przeprowadzenia próby wsadzenia jej do transportera :) i przewiezienia do lecznicy. Wczoraj zaniosłam jej wodę i ona usnęła nad tą miską z wodą. Chciałam zobaczyć ile wypiła i podeszłam bliżej bezdotykowo oczywiście. Bestia się obudziła i ryczy na mnie jak lew. Nie ukrywam, że wmurowało mnie i zaczęłam się zastanawiać, co ja zrobię jak kot się wgryzie w moje nogi. No naprawdę miałam cykora. Z opresji uratował mnie spory, czarny pająk, który obserwował całą sytuację i jak zobaczył, że kot coś kombinuje, zaczął nawiewać w przeciwną ode mnie stronę, kocica poleciała za pająkiem. No to ja hyc i nawiałam, uf... Pająkowi nic się nie stało, schował się, a kotka poszła się położyć. Teraz doczytuję, czy pająk mógł wystraszyć się tego ryku lwa i okazuje się, że tak, mógł wyczuć wibracje tego darcia się. W każdym razie pająk mnie uratował :) Nie wiem co mam z nią zrobić, muszę pomyśleć o jakiejś fundacji, ale te okoliczne prawie zawsze odmawiają przejęcia kota. Znam jeszcze taką Panią, z fundacji, która już kiedyś zabierała od nas bardzo pochorowanego kota. Ale zobaczymy. Na razie skupiam się na wtorkowym zabiegu Wampirka, bo wiadomo, że każda operacja to duże obciążenie dla organizmu. Z tym katarem, po szczepionce, jest spora poprawa. Nie ukrywam, że liczę na to, że nocne pociągania nosem ustaną całkowicie, bo naprawdę jest lepiej. Po tej operacji kupię mu ten olejek, o którym pisała AlfaLS i będę mu podawać. Życzę wszystkim miłej niedzieli :)
-
Terra, jakoś poszło, choć przy kropieniu grzeczni to oni nie byli. Tylko pies zachowuje się przyzwoicie przy zakrapianiu. Od trzech dni przetrzymujemy w przedsionku kolejnego potwora. Tego kota widziałam już w okolicach 15 stycznia. Wyglądał kiepsko i nawet namierzyliśmy go, gdzie koczuje. Jednak nie chciał nic o nas zjeść i omijał nas z daleka. We czwartek zobaczyłam tego kota przez okno, jak lezie jak oferma losu. Tylne nogi ugięte, cały brudny, no obraz nędzy i rozpaczy. Bogdan wyszedł przed dom z kiełbaską i poleciał go szukać, ale okazało się, że kot siedzi jak trąba pod płotem sąsiadów. Bogdan go zawołał i kocisko bez problemu wlazło samo do przedsionka. Bogdan chciał kotka pogłaskać, ale kotek rzucił się na niego jak tygrys i Go poharatał , więc nie dotykamy kotka wcale. Strasznie dużo je i strasznie dużo pije. Natomiast nie wyobrażam sobie na chwilę obecną wpakowania potwora do transportera, bo kot jest bardzo bojowy. Jest to kotka, moim zdaniem stara, biało - czarna. Jest wycieńczona. Od czwartku podaję jej antybiotyk - połówkę Enroxilu. Kotek jest bardzo czysty - chodzi załatwiać się do brytfanki ze żwirkiem. Pierwszego dnia upominał się, żeby wypuścić go na dwór, ale załatwił się i szybko wrócił do domu. Teraz już nie chce wychodzić, śpi, je, pije i tyle. Na razie nie zabieram jej do lecznicy, bo nie wiem jak - tak jak mówię, kot walczy jaki tygrys. We wtorek jak będę z Wampem, to dowiem się co z nią zrobić. A antybiotyk zjada z pokarmem i tylko taka opcja na razie wchodzi w grę, bo przy zastrzyku kotka będzie walczyć. Generalnie nawet tyknąć kota nie można. Owszem kot w podziękowaniu baranuje mi nogi, ewidentnie się cieszy, jak nas widzi, nawet ociera się o nogi. ale jak raz chciałam ją pogłaskać, to zaczęła tak się mnie drzeć i warczeć, że odpuściłam sobie. No normalnie lew jakiś... Bogdan już ręce sobie podleczył i staramy się więcej potwora nie prowokować. Kot niestety się nie myje, mało się drapie, więc same wiemy, że musi czuć się fatalnie. Pije strasznie dużo, więc może to być jakieś choróbsko, ale na razie niech zjada ten antybiotyk i się jakoś oswoi. Bo na chwilę obecną transport do weterynarza widzę jedynie wtedy, jak kot będzie nieprzytomny :)
-
Muszę zrobić rozliczenie, ale wydaje mi się, że na operację pieniążki są. Za szczepionki zapłaciłam 100 zł, wcześniej robiłam mu zdjęcie Rtg - też było chyba coś koło 50 zł. Jutro sprawdzę. W rozliczeniu, chyba nie wpisałam też bazarku od Martiki. Jutro na spokojnie muszę to przejrzeć :)
-
Dziś byłam z Wampem na drugiej szczepionce. Karteczki z buteleczek Doktor wkleił mi do książeczki Wampirka. Spróbuję zrobić zdjęcie z książeczki. Wamp ma na razie dosyć tych jazd i odsypia stres. Następna wizyta w lecznicy umówiona, na wtorek - 7 stycznia, na godzinę 12 - będzie zaszywana ta przepuklina. Jutro postaram się ich wszystkich zakropić na pchły i muszę nastawić się psychicznie na ten proces, bo pewnie będzie trochę nerwów. Z psem nie ma problemu, ale koty bardzo mi się wyrywają i kombinują jak mnie załatwić. Ale trudno, jakoś muszą to przeżyć :) i ja też :)
-
Terra dziękuję Ci serdecznie za informacje :) Kochana jesteś :) Godzinkę temu wróciłam z lecznicy z preparatami na pchły. Pani Doktor sprowadziła mi Controline dla kotów i Controline dla psa - mam dwa pojemniczki. Tak więc będę ich kropić, a tym Fyprystem zapsikam tapicerkę. Zawsze na spokojnie podchodziłam do sprawy pcheł, no bo przecież pchły są wszędzie - w trawie, w ściółce, nie wiem, gdzie koczują zimą, ale widzę, że dają radę ją przeżyć bez problemu. Staram się je zwalczać, bo od pcheł można załapać tasiemca, ale nawet nie to jest przyczyną mojej lekkiej obsesji. Jak Misia już nie żyła, to zorientowałam się, że koczowały na niej te potwory, że mimo pryskania Fyprystem wyczuły, że jest taka słaba i żerowały na niej. Ja sądziłam, że ona nie ma pcheł, psikałam ją, ale one wyczuły, że mogą na niej bezkarnie siedzieć. Pasożyty zawsze wybiorą najsłabszego osobnika. Moja obsesja wynika więc z wyrzutów sumienia, że się nie zorientowałam, że Misia ma tyle tego paskudztwa... Kiedyś miałam świnkę morską, taką starszawą już i dokupiłam jej młodą kumpelkę. Okazało się, że nowa świnka miała świerzbowca, pchły i nie wiem ci tam jeszcze. Większość tego dziadostwa przeniosła się na starą świnkę, a ta młoda, mimo, że przyniosła inwazję pasożytów, praktycznie pozbyła się i świerzbowca i pcheł /choć oczywiście leczyłam je obie/. W przypadku Misi było pewnie podobnie - całe dziadostwo wlazło na nią. Dziś Pani Doktor mi powiedziała, że pasożyty świetnie wyczuwają, na którym zwierzaku najłatwiej jest żerować... Jutro jedziemy na drugą szczepionkę i umówię się na zabieg z przepukliną. Jutro dam znać co i jak :)