-
Posts
6893 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by joanka40
-
Kawaler ma śliczne zdjęcia, wygląda na nich naprawdę wspaniale. Kieł złamany jest w całości. Co do innych zębów, tych z tyłu, to kurcze, zapomniałam się zapytać w lecznicy. Jednak wybieram się tam jutro, a niewiele czasu upłynęło od poprzedniej wizyty, to dopytam o te zęby. W lecznicy dość dokładnie Luśkota pooglądali, więc mam nadzieje, że i zajrzeli w paszczę, tym bardziej, że określenie wieku odbywa się chyba właśnie na podstawie zębów. No chyba, że Bogdanowi uda się dziś zajrzeć jej do całej paszczy, ale nie wiem, czy są skumplowani aż do tego stopnia, żeby pokazywać sobie całe uzębienie :) No zobaczymy ;)
-
Wampuś bywa głupolkiem. W sobotę z rana był głodny, wszystko było z misek wyjedzone, to znalazł sobie kawałek chyba worka, który pewnie zalatywał mu czymś do jedzenia. No i oczywiście to zjadł. Całe szczęście, że prawie od razu zwymiotował. On nie ma żadnych instynktu samozachowawczego, no może ma jeden: już wie, że trzeba uciekać przed Kretem, jak Kret wpada w szał. Spróbowałam przemycić Wampkowi ten olej z czarnuszki w śmietance, ale nie wypił. Za to Kret wypił :) Dziś spróbuję mu przemycić ten olej w saszetce z karmą. Terra, ja swoim kotom kupuję takie tłuste śmietanki do kawy 12%, albo te takie do zupy 12 lub 18 %. Czasami też kupuję im mleko zagęszczone 7,5%. No i w Auchan, w Rossmannie można kupić mleko dla kotów. Nie mam pojęcia czemu koty tak kochają mleko, może ten smak przypomina im beztroskie dzieciństwo. Natomiast nie daję im takiego zwykłego mleka. Po tych tłustych nabiałach rzeczywiście kupa jest luźna, ale nie mają biegunki. Skrzat przykładowo wychodzi na dwór tylko po 22 i wraca po około 2 godzinach i wtedy się załatwia. Nie załatwia się skubaniec w domu do kuwety...widać się ich brzydzi :) No ale jakby miał biegunkę po tych śmietankach, to by chyba musiał biegać do tych beznadziejnych kuwet. Sikura widzę też skubaniec trzyma, owszem czasami zdarza się, że nasika w domu, ale nie swojego kibelaszka, a na meble. Oczywiście, gdybym podawała te śmietanki codzeinnie, to biegunka będzie na 100%, ale staram się im kupować ten nabiał tak, żeby go mieli dwa razy w tygodniu, mniej więcej. Ta Misiunia, która miała tego raka, to jak już nic nie jadła, to jedyne na co mogłam ją namówić - to była to śmietanka z Piątnicy, ta do zupy. Znalazłam też taki mleczny krem dla kotów z Vitakrafta, w takich jednorazowych saszetkach i to też zjadała. To było coś takiego, kupowałam to w Kauflandzie: http://zootoys.pl/index.php?idz_do=sklep&id_kat=66&id_produktu=32418 Niestety potem już nawet nie chciała śmietanki.
-
Dziś mamy trzecią dobę po operacji i dopiero dziś Lusia jakoś tam się pozbierała. Jeszcze wczoraj czuła się średnio i niewiele jadła, ale dziś jest już dobrze. Znalazła sobie miejsce w szafie i tam głównie teraz siedzi, na ciuchach. Oczywiście kubrak nie poprawia jej nastroju, ale nie próbuje go zdejmować i dzielnie w nim chodzi. Chyba myślała, że te wyjazdy do lecznicy, mają na celu pozbycie się jej, bo całkowicie zmieniło się jej zachowanie. A mianowicie, chyba jednak bardzo ucieszył ją fakt, że wróciła z powrotem do siebie, bo jest aktualnie samą łagodnością. Włazi SAMA Bogdanowi na kolana, zaczęła mruczeć, nawet jak ja biorę ją na ręce, no i przestała drapać i gryźć. Co prawda robiła to delikatnie, ale widać było, że wcześniej jakieś umizgi z naszej strony ją wkurzały. Bogdan jeszcze przyuważył, no bo teraz są już bardzo skumplowani, że nie ma jednego górnego kła. W sumie kicia została oceniona w lecznicy na 3 lub 4 lata /ja ją oceniłam na 4 lub 5/ więc raczej powinna mieć wszystkie zęby. Więc może moja teoria, że nie była bita jest błędna. No bo na kości raczej kieł się nie ułamał, coś musiało jej tego zęba wybić. W każdym razie kicia sporo przeszła w swoim życiu, a ja nie rozumiem dlaczego. Jest jak dla mnie kotem idealnym. Zdjęcia spróbuję porobić. Ona teraz poszła do szafy spać, więc wieczorem spróbuję. W sumie zdjęcia to nie aż tak duży problem, jak ich przesłanie. Zawsze mamy z tym ambaras. Ale może się uda.
-
Kupiłam Wampirkowi olej z czarnuszki w sklepie zielarskim w Dąbrowie. To ten: http://olivita.pl/olej-z-czarnuszki-100-ml-tloczony-na-zimno-nieoczyszczony-p-9.html Paragon wkleję oczywiście. Przez weekend zacznę mu podawać. Teraz znowu jest lepiej z tym nosem, ale ciągle tam coś siedzi. Z brzuchem wszystko wróciło do normy - prawdopodobnie rzeczywiście przyczyną rozstroju brzucha było wypicie tej wody z płynem z wiadra. Wypił może cztery gule, ale i tak wystarczyło, że miał problemy. Poza tym wczoraj zważyłam Księciunia i waży o 400 gram więcej, czyli 3,8 kg /wydaje mi się, że ostatnio ważył 3,4 kg/. Zjada sporo tej Puriny One, a jak daję mu jakąś saszetkę, to przemycam w niej surowe lub gotowane mięso z kurczaka. No i dwa, trzy razy w tygodniu Księciunio żłopie tłustą śmietankę, albo mleko dla kotów :)
-
Nakarmiłam ją dziś porządnie przed 21. Pojadła surowej piersi z kurczaka, do tego jeszcze dostała chrupek na przegryzkę. No, a od rana zjadłą saszetkę i też chrupki. No, teraz, czyli od 21 ma głodówkę, tylko woda stoi taka samotna i mało treściwa. Strasznie mi jej żal, bo Luśkot kocha jedzonko, a tu taka głodówa do 11 ją czeka. Pocieszam się tylko myślą, że jutro o 20 znowu sobie podje i będzie szczęśliwa. Problemem wtedy będzie dyskomfort związany z kubrakiem, no ale zobaczymy jak to będzie.
-
U Wampka wszystko dobrze. Ma tylko trochę strupków, bo Wampuś ma bardzo delikatną skórkę i nawet jak się bawi ze Skrzatem, to też myślę nabywa tych podrapań. Reszta drani jest gruboskórna z tego wniosek, bo u nich nie ma nawet draśnięcia. Jutro Luśka ma mieć operację, zobaczymy jak to wszystko pójdzie. Jest porządnie pojedzona, napasłam ją surową piersią z kurczaka o 21, więc mam nadzieję, że jakoś dziewczyna przetrwa tę głodówkę. Zresztą jutro o 20 znów będzie mogła sobie podjeść :)
-
Od dłuższego czasu przymierzałam się do napisania kilku słów o Krystynie Sienkiewicz. Ale co tu dużo pisać, pomagała zwierzakom jak mogła, miała dla nich dużo serca. Mnie Krystyna Sienkiewicz temperamentem przypominała Goldie Hawn - obie dynamiczne jak mało kto. Zresztą co ja tu będę pisać, zacytuję fragment książki Pani Krystyny, który tak wiele mówi o Niej: "Dzisiejszy stan mojego pogłowia wynosi: cztery koty i pięć psów. I jeszcze te nieoswojone , przychodzące tylko podjeść do mojej altany. Psiny: Sonia, Milusia, Stefcia Rudecka, Reksio i Czaruś. Koty: Hesia, Mela, Goldi Cycuś i Gosia Gosiewska. Pierwsze kotki, które zamieszkały na Płatniczej, były przyniesione znad Świdra. Pocieszka miała być nawet ofiarą tej niespokojnej rzeczki, bo jakieś morderczo ludzkie ręce chciały ją utopić. Przyczepiła się do sporego patyka płynącego po rzece. Dobrze, że w ciepłej wodzie ktoś się pluskał. Przyjechała do stolicy w towarzystwie innej koteczki i dwunastu psów. Ludzie, którzy widzą niedolę czworołapów, wiedzą, jak łatwo się popada w niewolę u zwierząt. Nigdy bez wsparcia nie zostawiłam mocno potrzebującego pomocy zwierzątka. Nieraz żyły u mnie krótko, bo były bardzo schorowane i bardzo stare, ale żyły jak w Hollywood, wśród gwiazd. A pochowane na cmentarzyku koło domu żyją nadal, bo w moim sercu. Marzyłam o trikolorce, ale z pokorą i wzruszeniem brałam każdego kotka". Ciekawa jestem, czy marzenie Pani Krystyny o trikolorce się spełniło. Może w końcu jakaś stanęła na Jej drodze. Ten fragment pochodzi z książki pt.:"Cacko". Książka jest pełna pięknych opowieści, zdjęć osobistych i przepisów kulinarnych. Oczywiście nie cała książka jest o zwierzętach - o zwierzakach jest trochę, ale książka i tak jest wspaniała. Ja jeszcze czytałam jedną książkę Pani Krystyny: "Haftowane gałgany" - też piękna książka - wydana ćwierć wieku temu, ale było wznowienie druku.
-
Gąska jest przekochana :)
-
Chciałam Wam wkleić piękny film, ale wyszedł mi jakiś film gigant i nie mogę go teraz usunąć. Nie działa mi edycja postu, bo chciałam go zmniejszyć. No nic nie działa.
-
-
Luśka dziś po raz pierwszy od dnia przyjazdu weszła Bogdanowi na kolana. Wpuściłam ją też dziś wieczorem do domu, bo widziałam, że Skrzatek jest bardzo chętny do skumplowania się. Jednak nic z tego nie wyszło. Pobili się łapkami zaraz na początku i mieli ochotę tłuc się dalej. Nie było sensu trzymać ich dłużej razem, tym bardziej, że pod nogami pałętał się jeszcze przerażony Wampek. Problemu ze złapaniem Luśki nie było, Bogdan ją zawołał, przyszła do Niego, dała się wziąć na ręce i bez problemu poszli sobie do przedsionka. Tak więc widzę, że Lusia z Bogdanem pięknie się zaprzyjaźniają. Jak dla mnie Lusia powinna iść do domu gdzie nie ma innych kotów. Ewidentnie się ich boi, ich towarzystwo ją stresuje i pewnie dlatego jest taka bojowa. Ale do bitki jest pierwsza :) Ja mam jeszcze jednego kota - Kreta - tu nawet nie podejmuje najmniejszej próby skumplowania Luśki z Kretem, bo skończyłoby się jak nic wizytą w lecznicy. Luśka wchodzi do mieszkania tylko wtedy, gdy Kret jest na dworze.
-
AlfaLS, muszę psiakowi to koniecznie kupić, bo rzeczywiście brał sporo antybiotyków. Dopóki ten preparat nie przyjdzie, to będę mu dawać probiotyk, bo mam go sporo. Bo strasznie go ciągnie do tych kuwet, a to pewnie jest wynikiem braku czegoś tam.
-
Tak, Purinę One znam bardzo dobrze. Wampirek ją bardzo lubi. Smilli nie znam. Ja im kupuję właśnie Purinę i czasami biorę na wagę Royal Canin. A psu kupię ten Ruben Tabs, bo od razu sobie zobaczyłam cenę i widzę, że można już kupić ten preparat za mniej niż 10 zł. AlfaLS o taki masz ten sprawdzony preparat ? Czy to nie jest to ? http://apetete.pl/dla-psa/odzywki-i-suplementy-dla-psa/mikita-rumen-tabs-100-tabl?gclid=Cj0KEQjw2LjGBRDYm9jj5JSxiJcBEiQAwKWAC_26yGNvKB-YQw-HeSUoMxXQF6Y4JqwyGWb_zsfrXsEaAm-y8P8HAQ
-
Hahaha...już sobie wyobrażam jak to musiało wyglądać :) - jak siedzi sobie kot i zasysa listki :) A swoją drogą piękna ta roślina jest :)
-
Nie wpuszczałam Luśki chyba przez dwa dni do mieszkania, bo musiałam sobie odpocząć od tych kocich awantur, ale wczoraj ją wpuściłam, bo Bogdan stwierdził, że Ruda strasznie się nudzi i, że muszę ją wpuścić. Kret i Skrzat o 22 poszli sobie zrobić obchód terenu, obsikać co trzeba, a ją wpuściłam i udało się jakoś dociągnąć do dwóch godzin jej pobyt w mieszkaniu. Wampek spał sobie na kredensie, przez pierwszą godzinę, ale potem jak się obudził, to oczywiście nie mógł sobie odpuścić i poszedł się wylewnie witać z dziewczyną. Dziewczyna walnęła mu z piąchy trzy razy i pogoniła do kuchni. Wampkowi dość trudno uwierzyć, że ktoś go może nie lubić. Kret już mu to wytłumaczył i w przypadku Kreta - Wampek nie ma już wątpliwości, że trzeba mięśniakowi schodzić z drogi. No, ale kolejny kot, nie kochający Wampusia, toż to jest NIEMOŻLIWE !!! Z tym jedzeniem to Wampek mnie wykończy. Przemycam mu w saszetkach kurczaka i gotowanego i surowego. Te jego przywyczajenia żywieniowe są oparte głównie na kocim fast foodzie i ostatnio borykam się u niego z brzydkimi k...i, które mój pies mimo, że prawie nic nie widzi, nic nie słyszy, to wyczuwa przez sen i wyżera z lubością...Aż mi się niedobrze robi, jak sobie to przypominam. Czy Wasze psy też kochają kocie kuwety ? Bo mój pies ostatnio zaklinował się w zamykanej kuwecie łbem i przednimi łapami i nie mógł wyjść. Słyszę, trzaska się coś o podłogę, patrzę, a tu kuweta się przemieszcza, nóg dostała... Wampek nie ma biegunki, ale właśnie takie brzydkie coś robi. Pewnie trzeba będzie jechać do lecznicy, jak się ten brzuch nie uspokoi. Na wątku Luśki znalazłam informację o karmie Purizon, która ma 70% mięsa i znalazłam taki pakiet startowy: http://www.zooplus.pl/shop/koty/karma_dla_kota_sucha/purizon_kot/adult_purizon_kot/555720 Czy myślicie, że to dobry pomysł, żeby kupić to Wampkowi i wypróbować, czy będzie to jadł ? Te moje koty jedzą codziennie zupę z mięsem, z makaronem, lub ryżem i warzywami i oczywiście nie muszę im przemycać surowego mięsa, a ten je strasznie... Może kupię ten zestaw na próbę i zobaczymy, może Wampek będzie to jadł ?
-
Udało mi się wczoraj jakoś wpuścić Luśkę do mieszkania na prawie dwie godziny. Skrzatek i Krecik poszli się przejść po 22, a potem siedzieli na parapecie i za bardzo im się nie spieszyło do domu. Wampek spał, przynajmniej na początku, na kredensie, więc przez godzinę Luśka na spokojnie mogła sobie pozwiedzać. Głaskać nie za bardzo się dała, raczej była nastawiona na łażenie i sprawdzanie po raz kolejny, gdzie co jest. Potem wstał Wampek, no to mu przywaliła z piąchy i nieźle się wkurzyła, że mały ma czelność za nią łazić. Jak próbowałam ją łapać, albo ponosić na rękach, to syczała na mnie, ale nic mi nie zrobiła. Jak w pobliżu nie ma innych kotów, albo Lusia jest w tym przedsionku, to jest spokojna, można ją głaskać, daje się nosić na rękach. Na kolanach nadal nie chce dłużej siedzieć, owszem posiedzi grzecznościowo i się stlenia. Uwielbia włazić na klawiaturę komputera :) - 5 kilo rudego kota :) na klawiaturze. Przez te dwie godziny, to tylko chodziła i chodziła, ewentualnie goniła Wampka. Potem już chłopaki zaczęła skakać po parapecie i Luśka poszła do siebie. W sobotę dostała surową pierś z kurczaka i wchłonęła ją w momencie. Jutro kupię jej znowu, niech się odżywia :) Luśka wygląda bardzo pociesznie i już na jej widok, człowiekowi poprawia się humor :) Jest bardzo puchata, grubiutka, a przy tym bardzo sprytna, więc fajnie to wygląda :) I dalej potwierdzam, że z psem nie miała do tej pory żadnego konfliktu i się nie zanosi, żeby był. Natomiast z kotami jest jak jest, czyli kumpelstwa nie ma, raczej stan wojny.
-
Cieszę się, że u Was wszystko dobrze :) i że leczenie przynosi dobre rezultaty :) Dużo zdrówka :)